To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Elizabeth Gaskell - życie, twórczość i epoka - North and South - wspólna lektura

BeeMeR - Wto 16 Mar, 2010 14:17

Admete napisał/a:
Gaskell od razu nam daje informację o fizycznym pociągu Johna do Margaret ;)
który się potęguje przy obserwacji opadającej bransoletki i nawet nie studzą go odmienne poglądy panny :mrgreen:
Sofijufka - Wto 16 Mar, 2010 14:45

i to jest kolejny dowód na dziewictwo Johna - nie rozładowywał swych żądz - i niby z drobnego powodu nastapił "zapłon" :mrgreen:
Trzykrotka - Wto 16 Mar, 2010 14:48

Ta bransoletka jest bardzo znacząca. I palce Margaret, których John sam chciał użyć jak szczypczyków do cukru :wink: . Dlatego wychodził taki rozdrażniony jej arogancją. Gdyby mu była obojętna, najwyżej wzruszyłby ramionami.
A Margaret? On też chyba nie jest dla niej tylko zwykłym znajomym i uczniem ojca? Trochę go broni przed matką... ale może tylko ze względu na tatę.

BeeMeR - Wto 16 Mar, 2010 14:54

Trzykrotka napisał/a:
rochę go broni przed matką... ale może tylko ze względu na tatę.
Myślę, że na tym etapie głównie ze względu na ojca właśnie - oraz żeby trochę przystopować to jojczenie matki, kiedy wychodzi poza wszelkie granice :roll:

Jednakże podoba mi się opis, jak Margaret zauważa uśmiech Johna, to jak rozświetla się jego twarz - no i jak tu nie mieć Rysia przed oczyma? :serduszkate:

Sofijufka - Wto 16 Mar, 2010 16:36

wklejam Margaret w kąpieli z rózami z Helstone w łapce, i bransoletką na drugiej

Admete - Wto 16 Mar, 2010 16:39

Piekny obraz tylko Margaret chyba trochę starsza ;)
Sofijufka - Wto 16 Mar, 2010 16:47

no bo tu jako pani :mrgreen: Thornton, a róże Jasiek z podróży przywiózł, razem z najnowszą powieścia pani Gaskell, żeby miała co w kapieli czytać :banan:
trifle - Wto 16 Mar, 2010 18:19

BeeMeR napisał/a:
no i jak tu nie mieć Rysia przed oczyma?


A ja nie mam :P Ani RA ani Danieli, zwłaszcza kiedy podkreślane są jej kruczoczarne włosy.

Alicja - Wto 16 Mar, 2010 20:55

BeeMeR napisał/a:
potęguje przy obserwacji opadającej bransoletki

tylko mężczyzna namiętny może na widok bransoletki odczuwać taki pociąg :mysle: Palce jako szczypczyki do cukru, chętnie chcisałby dotykać jej dłoni, otaczać swoją.
Nie uwierzę, że taki mężczyzna żył w celibacie przez całe swoje życie, aż do ślubu. I tylko puszczał wodze fantazji :-P nic z żądzami nie robiąc

trifle - Wto 16 Mar, 2010 21:25

Słabej wiary, oj słabej wiary jesteś ;)
Ja poproszę o dziewictwie jednak w odpowiednim wątku, co? :kwiatek: Żebyśmy też tutaj nie zaczęły ;)

trifle - Wto 16 Mar, 2010 21:26

A w ogóle - ja nadal mam nad biurkem na półeczce moją maleńką ramkę ze zdjęciem Thorntona! :D Teraz zerknęłam i się zorientowałam.

Jak stoimy z rodziałami, które teraz? 8,9?

Admete - Wto 16 Mar, 2010 21:35

Tak - 8 i 9 :) Zapraszamy do wypowiedzenia własnego zdania ;)
Anonymous - Wto 16 Mar, 2010 21:44

ale czytajmy do weekendu błagam.... nie nadążam i tracę oddech.... chociaż czy ja dożyję do weekendu?
trifle - Wto 16 Mar, 2010 21:45

W NS bardzo mi się podoba przedstawienie relacji między Thorntonem a jego matką. On ją szanuje, opiekuje się nią, chce jej zapewnić najlepsze możliwe warunki, ale nie jest ani trochę maminsynkiem. Podobają mi się ich mocne charaktery i to, że nie ma tam jakichś takich słodkich słówek, czułostek. Jedno za drugim w ogień by poszło. Fanny pewnie w ojca się wrodziła.

A Margaret.. właściwie to ja mogę sobie wyobrazić, jakie to jest uczucie z zielonego Południa musieć przenieść się do szarej Północy. Dla mnie to niesamowite, że znalazła w sobie siłę, wyszła z domu i zaczęła poznawać ludzi - jak tu Higginsów.

trifle - Wto 16 Mar, 2010 21:46

Kasieńku, a czy Ty nie przeczytałaś całości już przecież? :)
Anonymous - Wto 16 Mar, 2010 21:51

Przeczytałam, ale nie mam czasu na komentowanie, ja nie mam czasu na spokojną kawę.... nie wiem czy nie umrę :( z przepracowania.... padam....
Admete - Wto 16 Mar, 2010 21:51

Kasiek komentuj z pamięci...Przeczytałaś całość, więc możesz się odnosić do tej dyskusji :) Masz ciezki tydzień na studiach?

Johna Thorntona i jego matke zbliżyły cięzkie warunki życia i koniecznośc walczenia o swoje.

Anonymous - Wto 16 Mar, 2010 22:05

Admete napisał/a:
Masz ciezki tydzień na studiach?
no można tak powiedzieć..... przejściowe trunde czasy które skończą się tak... hm.... z obroną magisterki może.


Mi bardzo podobają się reakcje matka-syn to piękne, że oni tworzą swoistą symbiozę..... John, który nie mam męskiego wzorca w postaci ojca i Pani Thornton, której córka średnio się udała...

Trzykrotka - Śro 17 Mar, 2010 13:02

Oprócz pani Thornton pojawili się też w tych rozdziałach Higginsowie. Bardzo podoba mi się to, jak Gaskell rysuje postać Higginsa, szorstkiego, niepokornego, ale wrażliwego człowieka. Natomiast potulna i biernie poddana swojemu losowi Bessy mniej mi się podoba. Lubiłam tą filmową, w której było dużo godnosci i dość siły do żartów
Beata55 - Śro 17 Mar, 2010 13:53

trifle napisał/a:
A Margaret.. właściwie to ja mogę sobie wyobrazić, jakie to jest uczucie z zielonego Południa musieć przenieść się do szarej Północy. Dla mnie to niesamowite, że znalazła w sobie siłę, wyszła z domu i zaczęła poznawać ludzi - jak tu Higginsów.


Paradoksalnie można powiedzieć, że Margaret miała szczęście, że jej rodzice byli tak nieporadni życiowo. Dzięki temu miała w sobie wiele siły. Zamiast narzekać, jak matka albo zajmować się swoimi wewnętrznymi rozterkami, jak ojciec, szukała zajęcia; szukała kontaktu z innymi ludźmi.
Wydaje mi się, że książka Pani Gaskell jest swego rodzaju peanem ku czci takich ludzi, jak Margaret i John - silnych i zaradnych życiowo. Już w pierwszych rozdziałach autorka lekko naśmiewa się z romantyzmu państwa Hale'ów - powtarzające się wspomnienia czarnych włosów ojca Margaret, które tak zauroczyły jego żonę, jej rodzinę, a po których już dawno nie ma śladu. Płoche i przemijające. Teraz, jak twiedzi Wielka Pani Gaskell, idzie nowe, lepsze - bo rozumne i twardo stojące na ziemi. Nie złamią ich żadne przeciwności, a wręcz przeciwnie - jak widziałyśmy w filmie (bo nie wiemy, jak skończyła się książka :wink: ) - wzmocnią i co ważniejsze, nagrodzą.

Trzykrotka - Śro 17 Mar, 2010 14:05

Właśnie. Pani Hale, mam wrażenie, zatrzymała się mentalnie w najszczęśliwszym okresie swojego życia, mitycznej młodości przed zamążpójściem, kiedy była "słynną pięknością w hrabstwie." Obydwoje mogli żyć szczęśliwie, gdyby ich świat się nie zawalił - spokojnie i bez wstrząsów, w wiejskiej parafii. Ale Margaret, mimo miłości do Helstone, chyba zwiędłaby szybko w tamtych warunkach.
Sofijufka - Śro 17 Mar, 2010 14:11

wniosę poprawkę: dość szczęśliwie [pamietaj o narzekaniach pastorowej]. Margaret znalazłaby sobie niszę w Helstone [spacery, opieka nad parafianami, malarstwo].
Trzykrotka - Śro 17 Mar, 2010 14:16

Pastorowa też była tam obiektywnie szczęśliwa, o czym przekonała się w Milton :wink: . To tylko własne usposobienie i poczucie, ze zmarnowała potencjał urody na małżeństwo z miłości, ale nie poparte finansami, unieszczęśliwiało ją.
Margeret chyba zawsze i wszędzie znalazłaby niszę dla siebie, co nie oznacza, że nie zwiędłaby.

trifle - Śro 17 Mar, 2010 14:17

Taak, pani Hale żyje przeszłością. Teraźniejszość sprawia jej ból - jej życie nie potoczyło się tak, jak chciała, syn musiał zniknąć, nie jest bogatą lady, która może sobie pozwolić na wszelkie dostatki.
A pan Hale - pastor chyba rzeczywiście nie powinien mieć rodziny. Rodzina to obowiązki jednak. Rozumiem chęć życia w zgodzie z sumieniem, rozumiem, że jego wnętrze sprzeciwiało się przeciw czemuś, na co nie mógł się zgodzić, ale co z rodziną? Ani specjalnie nie pomagał w pakowaniu czy przeprowadzce w ogóle, był skupiony przede wszystkim na sobie - nawet jak martwił się o żonę, to w taki dziwny sposób: że on nie może tego znieść i na to patrzeć.

Całe szczęście, że Margaret jest inna.

A, zmianę tapet na ciche polecenie J.T. też zauważyłam. Ładnie wpleciony sygnał :)

Beata55 - Śro 17 Mar, 2010 14:30

trifle napisał/a:
A, zmianę tapet na ciche polecenie J.T. też zauważyłam. Ładnie wpleciony sygnał :)


Będąc pod władzą TAKIEJ bogini trzeba wypełniać jej polecenia zanim je wypowie. Zanim zdąży pomyśleć o wydaniu polecenia. Ba! Zanim zdąży poyśleć o tym, żeby pomyśleć o wydaniu polecenia.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group