To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Powiew Orientu

Caitriona - Czw 05 Cze, 2008 11:36

Asiek, pięknie dziękuję! :D

Swades ma być na dvd? Cudownie! Moja chyba ulubiona piosenka: Yeh Tara Woh Tara - http://pl.youtube.com/watch?v=050DQg-w7Mk

Caitriona - Czw 05 Cze, 2008 11:50

POsłuchałam tych piosenkek Trzykrotki z "Guru" - fantastyczna ścieżka! Wracam do Mayya Mayya :D :banan_Bablu:
Trzykrotka - Czw 05 Cze, 2008 12:14

Cieszę się, że się Wam podobało :banan_Bablu: :banan_Bablu: :banan_Bablu:
Ani Jodha Akbar ani Guru na pewno nie będą moimi ulubionymi filmami, ale przy muzyce można odpłynąć.
Widzę, że nie dałam linka do Mayya Mayya :?
Tak, chyba Epelpol zapowiedział Swades i Rang De Basanti. Ja się cieszę na oba. Swades już sobie kupiłam po angielsku, bo kocham ten film, ale chciałabym go rozpropagować. Oczywiście, te wydania nie będą chyba tak szybko, ale cóż - poczeka się.

Podzielę się z Wami czymś, co właśnie przetłumaczyłam. To jest artykulik z 1998, zabawna relacja z premietu Kuch Kuch Hota Hai w East Bay, w USA, pisana przez Amerykańskiego komika

Bollywoodzcy łamacze serc rozpalają East Bay
(Hank Hyena, 10.11.1998)

Indie – kraj Ghandiego, Gangesu, monsunów i swamich – jest gorętszy niz kiedykolwiek wcześniej.
Nie chodzi mi wcale o upały w Kalkucie ani zielone curry – mówię o obfitości indyjskich dodatków i akcesoriów do popkultury:
Madonna nosi bindi na czole i śpiewa piosenki w sanskrycie, samosy są powszechnie dostępne, joga – popularna jak rok okrągły, moja żona chce sobie kupić sari (elegancki jedwabny strój), mama czyta Deepaka Choprę (można go kupić w sklepie z orientalnymi przyprawami we Wrocławiu!!), moja siostrzenica – studentka nosi pudełko na lunch z wymalowaną boginią- Kali-Pokazującą-Język.
A ja? Kupiłem podręcznik Kama Sutry; nękam żonę, żebyśmy spróbowali wszystkiego...

Kultura indyjska przybyła, ludzie również. W Bay Area mieszka już ponad 100.000 imigrantow i studentów. Przykłady indyjskiej sztuki i rozrywki można podziwiać w czasopismach, programach radiowych i telewizyjnych, a także wszechindyjskim kinie Naz.

„Indyjskie kino?” dziwi się moja żona. „W East Bay?”
„Bollywood jest wielkie!” entuzjazmuję się. „W Bombaju kręci się więcej filmów niż w Hollywood, wiesz, te rozbuchane łzawe musicale...”
„Czy kobiety bedą w sari?” pyta. „Czy w holu będą pakory i chutney zamiast popkornu?”
„Tak” odpowiadam co chwilę. „Dziś jest wielka premiera „Kuch Kuch Hota Hai”, o którym piszą w India Times, że to największy hit tego roku!. Jest na szczycie listy w Planet Bollywood, a piosenka tytułowa też jest numerem 1!”

Pędzimy na południowy wschód przez niedorzeczny most Dumbarton na seans o 16.00. Moja żona rozsiada się wygodnie z herbatą chai i pista kulfi (lodami pistacjowymi), a ja gawędzę w holu z towarzyskim właścicielem, ShiNaz Jivanim.

„Wyświetlamy filmy w dwunastu językach” oświadcza. „Tamilskim, kannada, telugu, bengalskim... Dzisiejszy będzie w hindi, z napisami angielskimi”.
„Co oznacza Naz?” pytam. „Czemu nazwał pan kino Naz?”
„Tak ma na imię moja żona” uśmiecha się. „Jeśli Szach Jahan mógł nazwać Taj Mahal na cześć żony, ja mogę kino!”
„Romantycznie” zgadzam się.

Kiedy przygasają światła, przemykam między mężczyznami w turbanach, kobietami w sari i szalach i setkami nastoletnich randkowiczów w dżinsach do mojej łatwej-do-namierzenia żony. Jesteśmy jedynymi Angolami w całym wielkim kinie.

„Kuch Kuch Hota Hai” wypływa na ekran, przy wtórze bogatych dźwięków muzyki, pełne pastelowych obrazów: lśniących aut, pogodnych studentów obojga płci, górujących wieżowców...
Zdezorientowana żona mówi: „To nie Indie! To Santa Monica!”
„Nie, naprawdę nie”.
„Nie wygłupiaj się. To na pewno było kręcone w Los Angeles albo Miami”
Przekonanie jej, że promienny widnokrąg należał do Bombaju, a wesoła plaża to Goa, zabiera mi 10 minut.
Film zaludniają niezwykle olśniewajace istoty ludzkie, które śpiewaja pełne emocji piosenki i tańczą, ile razy razy nie mogą opanować uczuć, a zdarza się to często.

„Whow!” moja żona wydaje jęk, kiedy widzi głównego bohatera. „To najbardziej męski mężczyzna na świecie!”
Shah Rukh Khan wygląda jak pogodny Antonio Banderas, z lekkimi stopami młodego Johna Travolty. Jest królewski jak tygrys, ale i wrażliwy. Płacze w trakcie filmu SIEDEM razy, a moja żona za każdym razem do niego dołącza.
„Rany!” wzdycham, kiedy aktorka Rani Mukherjee wpływa na ekran. Odziana w srebrną sukienkę mikro-mini, z wiekszą ilością krzywizn niż Brahmatutra, sprawia, że Heather Locklear i inne gwiazdy z USA wyglądają jak Matka Teresa. Odważa się nawet zatańczyć w swoim skąpym pretekscie stroju, falując jak jedna z devich na erotycznych płakorzeźbach z murów świątyni Khajuraho. Płonę żądzą w kolorze cayenne...
Trzeba nam piętnastominutowej intermission żeby ochłonąć.

W holu wypytujemy dwoje miłych i przyjacielskich studentów z Uniwersytetu San Francisco – Vishę Mehtę (komputery) i Khamira Bhatię (business).
„Czy są w indyjskim kinie aktorki piękniejsze niż Rani?” pytam.
„Och tak! Wiele, wiele gwiazd przewyższa ją urodą. Nie jest wcale wyjątkowa.”
„Czy Shah Rukh Khan jest najgorętszym aktorem?” pyta żona.
„Ależ nie, nie. W drugiej częśći zobaczycie Salmana Khana. On jest najprzystojniejszym i najpopularniejszym gwiazdorem w całych Indiach”
Salman Khan? Słyszałem o nim. „India Currents” podało, że został aresztowany za kłusownictwo i polowanie w Rajastańskim Parku Narodowym na antylopy, gatunek ósmy w kolejce zagrożonych wyginięciem. Salman nawet zmusił resaturację w Jodhpurze, żeby mu przyrządziła jedną z nich i podała jemu i jego przyjaciolom. Przyjemniaczek!

Mimo swojego złego zachowania, Salman Khan wygląda jak odwieczny indyjski amant. Kiedy ostatecznie wkracza dumnie na plan „Kuch Kuch Hota Hai”, kobiety na widowni, dotąd medytujace w milczeniu, nagle wybuchają piskiem, jodłowaniem i jękami buzującego pożądania. Wrzawa nasila się, kiedy Salman Khan, który wygląda jak opalony Nicolas Cage – pręży mięśnie w czasie pełnego werwy tańca.
„Yi Yi Yi Owoo Yow Ahh Ahh WOOYEE AARRGGHHH” kobiety zawodzą i lamentują.
„To idealny film na randkę” żona ściska moje ramię.

„Kuch Kuch Hota Hai” ma więcej zawirowań akcji niż Mahabharata, ze scenkami pelnymi humoru (jak dowcipy o smętnych Anglikach), wiadrami łez (Rani – szloch! - no mówię wam!), wpadającymi w ucho, pogodnymi melodiami, zastępami pląsających ślicznotek i finałem, podczas którego obgryza się do krwi paznokcie, przeżywając kathasis szczęśliwego zakończenia pełnej żałości dziesięcioletniej nieodwzajemnionej miłości.
A wszystko to bez jakiegokolwiek seksu. Pewnie, to jeden z najgorętszych kawałków, przez jakie przetrzepotało moje serce, ale.... nie ma nawet jednego pocałunku! Reżyser sprawia, ze wręcz parujesz, tylko przy pomocy powłóczystych spojrzeń i widoku nagich pępków.
„Jestem wyczerpany” sapię na koniec.
„Uwielbiam ich ciuchy” mówi żona.
Przy wyjściu zapisujemy sie na listę mailingową Naz; w następnym filmie, „Soldier”, wystąpią Rakhee, Bobby Deol i Preity Zinta.
„Kupię sobie sari albo szafranowe albo w kolorze mango” decyduje żona. „Będę je zakładać tutaj, razem z tauażem z henny”
„Jesteś wielką białą kobietą!” denerwuję się. „Będziesz głupio wyglądać!”
Rozpromienia się. Nie ma to jak publicznie zwracać na siebie uwagę.
„Okay”, straszę ją. „To ja będę nosił moja niebieską bluzę Nehru z lat 70!”.
„Obiecujesz? Jeśli tak, to pozwolę Ci wypróbowac pozycję 12 – zając w pozie słonia”

Aragonte - Czw 05 Cze, 2008 13:19

"Żądza w kolorze cayenne" :lol: Trzykrotko, dzięki za przetłumaczenie, świetnie mi się to czytało :kwiatek:
Trzykrotka - Czw 05 Cze, 2008 13:44

Dziękuję! Mnie się tak spodobał ten tekst, że postanowiłam się podzielić, bo premiera dvd KKHH się zbliża.
Edit: oczywiście nie podzielam zdania studentów na temat atrakcjyności Salmana, ale muszę przyznać, że w KKHH prezentuje się on nader korzystnie. Kiedy cała czwórka glównych bohaterów odbierała Filmfare'y za swoje role (Kajol i Shahrukh za pierwszoplanowe, Salman i Rani za drugoplanowe), Shahrukh, dziękując powiedział z diabelskim uśmieszkiem: bylismy z Salmanem najpiękniejsi :mrgreen:
Z tego, co piszą koleżanki, to jeżeli kupicie Przyjaciółkę z Baazigarem (od dziś jest w kioskach), to nie czytajcie żadnych streszczeń na okładce ani w gazecie. Spoilerują w najokropniejszy sposób.

Admete - Czw 05 Cze, 2008 13:50

Idę kupic Przyjaciółke. Informujcie o kolejnych premierach. KKHH chce bardzo. Ogólnie mam zaległości, bo nie kupiłam jeszcze Dil To Pagal Hai, a przecież tak bardzo lubię ten film. I czekam na Swades!!!
Caitriona - Czw 05 Cze, 2008 14:51

A ja kupiłam sobie scieżkę z Fanaa :D :D :D

Trzykrotka - dzięki za bardzo fajny tekst! :kwiatki_wyciaga:

asiek - Czw 05 Cze, 2008 14:54

Trzykrotko, dzięki za tłumaczenie. :kwiatek:
Trzykrotka napisał/a:
oczywiście nie podzielam zdania studentów na temat atrakcjuności Salmana,

Abstrahując od jego powierzchowności, :wink: to o Salmanie krążą nieciekawe informacje...Jakiś podejrzany gość. :?
Troszkę o nim poczytałam przy okazji oglądania "Marigold". :roll:

Trzykrotka - Czw 05 Cze, 2008 16:16

Salman to taki niespokojny i niepokorny typ. Za te antylopy siedział w więzieniu - i wtedy i w zeszłym roku. Sporo też było o nim nieciekawych plotek przy okazji jego burzliwego związku z Ash. Nie ma też najlepszego gustu jak chodzi o dobór filmów: preferuje haha śmieszne fabuły, albo prezentuje klatę - i wystarczy, uwielbiają go. Ale jest kilka filmów, z które go można lubić. KKHH do nich należy. I Karan Arjun, w którym z Shahrukhiem grali braci. W ubieglorocznej Saawaryi był wspaniały: skupiony, milczący i charyzmatyczny. No i zrobił wspaniały show razem i innymi Khanami; Saifem i Shahrukhiem oraz z Sanjayem Duttem, tańcząc na barze w Om Shanti Om. Ich poczwórny występ był rewelacyjny![/i]
trifle - Pią 06 Cze, 2008 10:52

Czytam, co tu piszecie i stwierdzam, że nie znam żadnego z filmów, o ktorych piszecie i którymi się zachwycacie. To straszne :?
Anonymous - Pią 06 Cze, 2008 10:59

Równiez i mi te tytuły mało się kojarzą :|
asiek - Pią 06 Cze, 2008 11:10

KKHH i Om Shanti Om też jeszcze nie widziałam...
Jednak po "Prosto z serca", "Saawaryi" i "Marigold" Salman nie zawojował mnie :roll: ...Ale to zawsze sprawa gustu. :wink:

A wracając do ulubionych "bollynutek", to lubię smuuuutnego Aamirka Khana w piosence z filmu "Dil Chahta Hai"... :serduszkate:
http://pl.youtube.com/watch?v=5hd0HiXYDMk

Trzykrotka - Pią 06 Cze, 2008 13:28

Za indyjskim przemysłem filmowym ciężko jest nadążyć. Przy ilości ich produkcji i naszym rynku.... na szczęście wiele się zmienia. Om Shanti Om szaleje w kinach! Dzisiaj jest oficjalna premiera w Krakowie, w zeszłym tygodniu był na Śląsku. Zachęcam do wizyty w kinie. Ten film to największy hit ubiegłego roku, czysta, wspaniala rozrywka
Tutaj recenzja kogoś nie znającego filmów bollywoodzkich.
http://esensja.pl/film/recenzje/tekst.html?id=5412

Aragonte - Pią 06 Cze, 2008 13:47

Ale w każdym razie nie pisał jej ktoś uprzedzony :)
Hmmm, może się się wybiorę do kina na Om Shanti Om? :mysle:

trifle - Pią 06 Cze, 2008 14:20

Fajna ta recenzja. Lubię takie podejście - otwarte. Takie, że nie odgradza się z góry od różnych kultur, tylko poznaje, docenia i lubi - lub nie, bo przecież nie wszystko jest dla wszystkich. Ta recenzja wydaje mi się całkiem wiarygodna ze względu na (to nie będzie najlepsze określenie, ale mam nadzieję, że wiecie, o co mi chodzi ;) ) obiektywność - autor ani nie jest wielkim fanem bolly, ani przeciwnikiem. Ocenia ten film jak każdy inny.
Admete - Pią 06 Cze, 2008 14:29

Dla fanów to co nudne, jest bardzo zabawne. jak ja się usmiałam przy tym rozdaniu bolly Oscarów czyli Filmfare ( dobrze mówię? ) :-) Albo na samym początku przy Rishim i kłótni wśród widzów. Bo niby skąd przeciętny polski widz ma wiedzieć, że ta kłótliwa baba to sama pani reżyser ;-) Mam chyba tylko jeden termin, w którym mogłabym ewentualnie pojechać do K. na film. Przyszłą sobotę. Co prawda siedzę w piątek długo w pracy, ale ...Musiałabym sprawdzić dojazdy i znaleźć seans niezbyt późno.
asiek - Pią 06 Cze, 2008 14:33

Trzykrotko, dzięki za recenzję. :kwiatek:
trifle napisał/a:
Ta recenzja wydaje mi się całkiem wiarygodna ze względu na (to nie będzie najlepsze określenie, ale mam nadzieję, że wiecie, o co mi chodzi ) obiektywność - autor ani nie jest wielkim fanem bolly, ani przeciwnikiem. Ocenia ten film jak każdy inny.

A ja myślę, że recenzję nie musi cechować obiektywizm, przeciwnie ma prawo być subiektywna. :wink:

trifle - Pią 06 Cze, 2008 14:36

asiek napisał/a:
A ja myślę, że recenzję nie musi cechować obiektywizm, przeciwnie ma prawo być subiektywna.


No wiedziałam, że to niedobre słowo ;) Wiadomo, recenzja z założenia jest subiektywna. Chodziło mi o to, że wśród rzeszy, hmm, jakby to ująć, wszelakich odbiorców bollywoodu jest grupa fanatyków, którym podoba się wszystko, co tylko stamtąd pochodzi i grupa anty, której z założenia nie podoba się nic bolly. Wśród nich ten pan jest taki.. o! neutralny! ;)

asiek - Pią 06 Cze, 2008 14:38

trifle napisał/a:
Wśród nich ten pan jest taki.. o! neutralny!

To prawda. :-) Z reguły skrajne opinie - zwłaszcza w szeroko pojętej sztuce- są bardzo ryzykowne. :wink:

Trzykrotka - Pią 06 Cze, 2008 16:21

Mnie własnie w tej recenzji podoba sie ta otwartość autora i to, że dał się oczarować. Nie marudził, nie wywlekał drobiazgów, a napisał szczerze i bardzo sympatycznie.
Na onecie jest też bardzo dobra recenzja Krzysztofa Lipko-Chudzika, ale tamta z kolei napisana jest przez zagorzałego fana Bollywood i bardzo specjalistyczna. Na drugim biegunie plasuje sie recenzja z Rzeczpospolitej. Pani pisząca sprawia wrażenie, ze w ogóle przyszła na seans w połowie filmu, trafiła na najzabawniejszą scenę (tę z Mohabbatmanem, Admete) film w filmie, w której Shahrukh udaje supermana pełną gębą - i wzięła całe te "jaja" jak najbardziej poważnie. Od tego zaczęła pisanie. Szkoda mówić.
Dziewczyny, w których miastach grane jest OSO - to naprawdę warto zobaczyć, dla zdrowia wlasnej przepony i ślinianek (w końcu Shahrukh zdjął koszulę i zatańczył bez niej tylko i wyłacznie dla Farah, swojej reżyserki i przyjaciółki, a było na co popatrzeć)

Film jest i zabawny (fakt, rozdanie Filmfare'ów jest może nieco hermetyczną zabawą, ale jaką rozkoszną!) i dramatyczny (widzialam dziewczynę, która w Muranowie płakała jak dziecko przed intemission) i można w nim zobaczyć na raz połowę Bollywood: i współczesnego i tego legendarnego, sprzed 20 lat. Zobaczcie koniecznie!
Admete napisał/a:
Bo niby skąd przeciętny polski widz ma wiedzieć, że ta kłótliwa baba to sama pani reżyser ;-)

:rotfl: :rotfl: :rotfl: To było piekne! Farah z Shahrukhiem kłócą się zajadle, a on krzyczy: ty tu jesteś reżyserką, czy co? a ona na to: gdybym była, pierwszy byś stąd wyleciał! Uwielbiam ten kawałek! A Rishi, który w tym momencie tańczy na scenie, wycięty jest z filmu Karz z lat 70. Reżyser, który mu sie z zachwytem przygląda, to prawdziwy reżyser filmu Karz, tyle, że nakręcony współcześnie.... POtem obaj panowie pojawią się w OSO jeszcze raz: to oni wręczają na Filmfare'ach nagrodę dla najlepszego aktora, wydzierając ją sobie z rąk :rotfl: . Ten film zawraca w głowie :serduszkate:

trifle - Pią 06 Cze, 2008 17:29

Rany :thud: Przecież ja tego miliona szczegółów i powiązań w ogóle nie wyłapię :shock:
Trzykrotka - Pią 06 Cze, 2008 17:56

Wcale nie musisz :kwiatek: ! Nie musisz znać miliona smaczków, żeby się dobrze bawić na tym filmie, to jest właśnie w nim piękne. Pozostanie Ci śliczna historia miłości, dwóch Omów i prześliczna Shanti, wspaniałe piosenki, dramat i śmiech, wszystko w jednym.
Dla chcących się podszkolić w detalach i bollywoodzkich smaczkach, wkleję jednak recenzję ze Stopklatki
http://www.stopklatka.pl/...ul.asp?wi=46145

Uświadomiłem sobie właśnie, że z mojego opisu "Om Shanti Om" wywnioskować można, iż jeśli nie ma się co najmniej doktoratu z historii kina indyjskiego, to nie ma po co w ogóle oglądać tego filmu. Spieszę więc z wyjaśnieniem, że to nieprawda. Owszem, odrobina specjalistycznej wiedzy może okazać się przydatna, wiele scen bowiem prezentuje dość hermetyczny humor w stylu: "dwóch mikrobiologów śmieje się z bakterii". Jeśli jednak nie mieliście wcześniej kontaktu z bollywoodzkimi produkcjami, to i tak możecie zaryzykować spotkanie z "OSO". Produkcja pani Khan spodobała się milionom widzów na całym świecie - nie ma powodu domniemywać, że wszyscy z nich to wybitni znawcy kinematografii z subkontynentu. Farah w niezwykle udany sposób połączyła opowieść przeznaczoną dla masowej widowni z pełną niuansów kompozycją, która spodoba się wymagającej publiczności. "Om Shanti Om" to film zrealizowany według starej zasady "masala movie": każdy ma znaleźć dla siebie coś przyjemnego. Jeżeli nie chcecie zagłębiać się w historyczne szczegóły, możecie po prostu śledzić perypetie Oma w obydwu wcieleniach. I też będzie fajnie.

trifle - Pią 06 Cze, 2008 18:15

Chylę czoła :thud: Bardzo dobry tekst, jakie rozeznanie w temacie!
Ja to muszę obejrzeć, tylko ciekawe, czy będzie u nas w kinie gdzieś :mysle:

Admete - Pią 06 Cze, 2008 20:13

Uff...Przeczytałam recenzję ze Stopklatki, szczegółowa, choć pamiętam, że po premierze OSO w OE podawałyście większość z tych smaczków :) Teraz to ja naprawde musze pojechać :-)
trifle - Pią 06 Cze, 2008 20:54

Moja koleżanka właśnie jest na premierze w Kinie Pod Baranami, ach :( Tam dwa seanse dziennie, a we Wrocławiu nie ma nigdzie :(


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group