Fantastyka - Czytamy... polecamy... odradzamy
Diana - Śro 23 Lip, 2008 19:03
Dziękuję bardzo za wyjaśnienia w kwestii powieści pana Martina.
Co do "Koncertu nieskończoności", to właściwie ja to czytałam z 9 lat temu. Po prostu pozostało we mnie wspomnienie tej lektury (słuchałam akurat w tym czasie piosenek Savage Garden- i to była dla mnie jakoby ścieżka dźwiękowa tej książki- może trochę bez sensu to brzmi, ale naprawdę wtedy zlało mi się to w całość). Główny bohater najpierw uczy się, jak przetrwać w nowej rzeczywistości (u tych "czarownic"), a potem węduje przez kolejne krainy i szuka drogi do domu. Spotyka różnych ludzi tudzież inne istoty i w pewien sposób wraz z biegiem czasu-dojrzewa.
Aha, kiedy po raz pierwszy trafia do innego świata, spotyka taką babę- wielką i rozkładającą się: po prostu skóra z niej zlatuje, ale ona wciąż żyje- jeśli to można nazwać życiem. I właściwie z takich różnych różności składa się ta książka. Ja zapamiętałam takie a nie inne sceny, ale komuś mogą podpasować zupełnie odmienne.
"Koralinę" też czytałam, i to całkiem niedawno. Fajna była! A ilustracje w książce- niesamowite! Lubię takie nietypowe rysunki...
Diana - Wto 12 Sie, 2008 19:44
Czytam sobie sagę George'a R. R. Martina i jedna rzecz mnie dziwi: czemu oni rozkładają na podłogach sitowie??? Nie wiem, czy chciałabym mieć u siebie na posadzce wodorosty itp. rzeczy.
Sofijufka - Wto 12 Sie, 2008 20:01
hmmm... to raczej skrót myślowy i na podłogach nie leżało luxno rzucone sitowie, lecz maty z siotowia, tak samo nazywane "rushes".
I would like to suggest that an important step was left out of their remarks about gathering fresh rushes for floor-covering. When original sources wrote that the rushes should be changed every season, certainly once a year in the spring after planting, they were not recording their behaviors for a foreign (in time) culture: they were advising their peers on good household management as opposed to slovenliness.
The step omitted is that the rushes, once gathered, were made into mats. Then the rush mats, still called rushes, were put on the floor, and herbs sprinkled over them.
River rushes are always specified; mere grass will not do. This is because the rushes are thick, long, and strong: short, fragile grass cannot be made into mats. The rushes were probably coiled by the handful and stitched with the longer rushes, like modern raffia or straw mats, or woven with string, or plaited.
Obviously, rushes were day-to-day decor, not company best. All paintings of interiors on company occasions show cleared floors (no interior ever shows loose rushes). This is difficult to manage if you have to rake up and haul out bushels of vegetation and put it back the morning after, but not so onerous if all you have to do is stack the mats up in a side room. This is like us using protective slipcovers on the velvet or brocade front room furniture, which are removed when company is expected. Using rush mats extends the life of the flooring, cushions the surface underfoot, and cuts drafts.
This view was recently semi-confirmed by an old Grolier's social studies text that showed a traditional Dutch kitchen interior, with rush mats over the stone or brick flooring. In one place at least, the habit survived into the twentieth century.
Aragonte - Wto 12 Sie, 2008 21:54
Sofi, maty na pewno, ale wydaje mi się, że mogło to też być zwykłe sitowie, a zimą - słoma.
Cytuję za Pastoureau "Życie codzienne we Francji i Anglii w czasach rycerzy Okrągłego Stołu" (nie wiem, z czego korzystał Martin, ale baza większości piszących fantasy pseudo-średniowieczne, jest zbliżona):
Podłogi, czy to drewnianej, czy z ubitej ziemi, czy - co rzadsze - z płyt kamiennych, nigdy nie pozostawiano nagiej. W zimie zaściełano ją słomą, posiekaną na sieczkę lub splecioną w grube maty. Wiosną i latem słomę zastępowało sitowie, gałązki lub kwiaty (lilie, mieczyki, kaczeńce). Pod ścianami rozkładano pachnące zioła i aromatyczne rośliny, jak mięta czy werwena.
Chyba że tutaj też uciekła część sensu w tłumaczeniu
Agn - Śro 13 Sie, 2008 21:32
Właśnie skończyłam Żarna niebios M.L. Kossakowskiej. Koffam... W sumie opowiadania powtarzają się z Obrońców królestwa, chociaż są w innej kolejności i dodano dwie nowe historie, ale jak miło było znów spotkać Daimona, Gabriela, Michała, Lampkę, Admodeusza i całą resztę tej bandy. Coś jest w twórczości Kossakowskiej, że zawsze czytam na wdechu, z zamierającym z rozkoszy sercem...
Aha, w końcu pojawił się Dzienny patrol Łukjanienki. Zabiorę się za to za jakiś czas.
Agn - Pią 03 Paź, 2008 23:16
Przepraszam, ale muszę sobie powrzeszczeć z radości. Mój niuniuś napisał coś nowego. Księga cmentarna! LUUUDZIEEEE!!! NOWY GAIMAN!!!
http://merlin.pl/Ksiega-c...t/1,617320.html
*świętuje*
RaczejRozwazna - Wto 21 Paź, 2008 18:49
Jakiś czas temu zabrałam się za odrabianie zaległości i sięgnęłam po Lema. Wypożyczyłam i (w miarę) przeczytałam hurtem wszystkie jego ważniejsze pozycje. I stwierdzam, że gośc jest strasznie nierówny. Solaris i 'powrót z gwiazd" mi się podobały, tak samo "Dzienniki gwiazdowe" - ale to już w e fragmentach (dziadziuś na komecie i sztuczny satelita z kawałka wołowiny ). Opowiadania są najbardziej nierówne - niektórym daję 10 w skali do 10 (sepulki "jest pan ssakiem? no to miłego ssania" ), ale niektóre to....
Admete - Wto 21 Paź, 2008 18:57
Cyberiadę czytałaś? Ja to uwielbiam i bawi mnie niezmiennie od lat. Podobnie bajki robotów.
RaczejRozwazna - Wto 21 Paź, 2008 19:00
Cyberiadę zaczęłam, ale miałam już chwilowo dośc lema, więc nie skończyłam. ale jest to jedna z tych jego książek, które mam raczej "na tak". Bajki robotów średnio... może kiedyś do tego wrócę "na świeżo", ale musi upłynąc trochę czasu, na razie jeste "przelemowiona"
Admete - Wto 21 Paź, 2008 20:16
Bajki robotów możesz traktować jako przypowieści o ludziach, albo takie zabawne satyry na ludzką kondycję ( wbrew tytułowi, że to bajki robotów ). A Cyberiada zawsze mnie bardzo śmieszy i jest niezwykle ciekawa językowo.
Aragonte - Wto 21 Paź, 2008 20:26
Cyberiada jest świetna, moim zdaniem W swoim gatunku, naturalnie. Muszę ją sobie przypomnieć, dawno nie czytałam.
Tamara - Wto 21 Paź, 2008 20:57
Ja osobiście znam jedną maszynę Trurla , dla której dwa a dwa jest zawsze siedem , przez co życie i kontakty z nią są absolutnie nie do wytrzymania i która skutecznie zatruwa nam aktualnie życie
Kocham Cyberiadę , Dzienniki gwiazdowe i opowieści o pilocie Pirxie
Aragonte - Wto 21 Paź, 2008 21:07
Ijon Tichy z Dzienników u mnie też rządził czas jakiś
Tamara - Wto 21 Paź, 2008 21:26
Siedzę i lecę...
Agn - Czw 23 Paź, 2008 00:14
Wyszła książka Tajemna historia Moskwy, autorką jest Ekaterina Sedia. Ponoć fani Nigdziebądź Neila Gaimana powinni być zadowoleni. Okaże się. Dam znać o wynikach badań, kiedy się do tej książki dokopię.
Nowego Gaimana (Księga cmentarna) przeczytałam z przyjemnością. Dziwna książka, niby powieść, a wygląda jak zbiór opowiadań o tym samym bohaterze. Zapewne dlatego, że pomiędzy poszczególnymi rozdziałami mija po kilka lat. I miałam problem z Niktem - nie wypowiadał się jak dziecko. Ale wybaczam. Książka jest taka... gaimanowata. Wielbiciele prozy tego autora pewnie będą wiedzieli, o co chodzi.
Diana - Sob 25 Paź, 2008 14:26
Pilota Pirxa pamiętam jako jeden z najgorszych koszmarów lekturowych w szkole. Odstręczyło mnie to od Lema i nic więcej już z jego dorobku nie przeczytałam.
Wypożyczyłam właśnie "Ucztę dla wron. Cienie śmierci". Przeczytałam gdzieś, że pan Martin prawdopodobnie w kwietniu 2009 pokaże światu "Taniec smoków"- czy jak tam będzie brzmiał tytuł nowej powieści. A może i później. Ja tu się nabuzowałam, a przyjdzie tak długo czekać...
Tamara - Sob 25 Paź, 2008 17:55
| Diana napisał/a: | Pilota Pirxa pamiętam jako jeden z najgorszych koszmarów lekturowych w szkole. Odstręczyło mnie to od Lema i nic więcej już z jego dorobku nie przeczytałam.
|
ja marzyłam , żeby Lem był omawiany w szkole , za moich czasów mowy o tym nie było , a Lema jako takiego podsunęła mi Mama , ale Pirx nie był pierwszy , najpierw była Cyberiada i Dzienniki gwiazdowe . To specyficzny rodzaj humoru i nie każdy go lubi .
Sofijufka - Sob 25 Paź, 2008 18:04
a "Katar" znacie?
Tamara - Sob 25 Paź, 2008 18:21
Znacie uwielbiam go , nie wiem czy nie przez palone w cukrze migdały
Anonymous - Sob 25 Paź, 2008 18:24
a ja wlasnie sobie poczytalam troche Szwai - Dom na klifie (o kobitce, ktora chcac zalozyc rodzinny dom dziecka, prosi nowopoznanego mezczyzne o to aby sie z nia ozenil) i Dziewice do boju (druga czesc Klubu Mało Używanych Dziewic). Coz, przyznaje ze chyba z pania Szwaja moglabym gadac do bialego rana - jesli ona rowniez slucha szant, kocha Irlandie, ma podobne poglady na zycie. Przy czytaniu Domu... zapuściłam sobie płytke Ryczacych Dwudziestek (bo motywy ich twórczości pojawiały sie niemal co kilka kartek), a i Dziewice swietnie sie czytało przy Mechanikach Szanty, smugglersach i Zejmanie.
Bardzo ciepła lektura na jesienny wieczór...
Admete - Sob 25 Paź, 2008 18:36
Mam alergię na produkty szwajopodobne - Aine ale tu chyba o fantastyce wątek?
Calipso - Sob 25 Paź, 2008 18:54
| AineNiRigani napisał/a: | | Szwai - Dom na klifie |
Świetna książka,czytałam ją jakieś dwa lata temu Ta kobitka była nauczycielką,czy wychowawcą w domu dziecka
| AineNiRigani napisał/a: | | prosi nowopoznanego mezczyzne o to aby sie z nia ozenil |
O ile dobrze pamiętam,to chyba poznała go właśnie przez miłość do szant
Edit:Za moich czasów,też lekturą były "Opowieści o pilocie Pirxie".To była zgroza Nawet nie pamiętam,czy książkę przeczytałam całą Od tamtej pory unikałam Lema.
Tamara - Sob 25 Paź, 2008 19:09
A w której to było klasie ? Ja czytałam Pirxa mając chyba z 15-16 lat
Calipso - Sob 25 Paź, 2008 19:21
| Tamara napisał/a: | | A w której to było klasie ? |
"Opowieści..." były lekturą chyba w siódmej lub ósmej klasie.
BeeMeR - Sob 25 Paź, 2008 19:42
| Calipso napisał/a: | Za moich czasów,też lekturą były "Opowieści o pilocie Pirxie".To była zgroza Nawet nie pamiętam,czy książkę przeczytałam całą Od tamtej pory unikałam Lema. | Ja pamiętam, że utknęłam i nie przeczytałam
A ja wielce porządna byłam i lektury czytałam z reguły wszystkie
No, coś tam, chyba "Ferdydurke" przeczytałam dzień po tym, jak zostałam z tego odpytana i dostałam 5
A odnośnie Lema to przeczytałam potem Solaris i podobało mi się bardziej, niż późniejszy film
|
|
|