Fantastyka - Deathly Hallows - to dopiero początek!
Gunia - Pon 30 Lip, 2007 15:47
Co sądzicie o polskiej wersji tytułu? Wygląda na to, że ostateczne tłumaczenie to "KP i śmiertelne relikwie" i nie bardzo mi ten tytuł opowiada. Po zasłyszanych opowieściach spodziewałam się raczej "Reliktów śmierci" czy czegoś chociaż "relikwii śmierci", bo to "śmiertelne" nie bardzo pasuje.
Anonymous - Pon 30 Lip, 2007 20:27
Ale Śmiertelne Regalia, czy Regalia Śmierci to mi nawet pasuje. Do relikwii się pewnie przyczepią, zresztą czuję, ze jak po polsku wyjdzie to ładna będzie nagonka, zresztą już coś slyszałam
Admete - Pon 30 Lip, 2007 20:40
Dlaczego ma byc nagonka? Trudno przetłumaczyć ten tytuł.
Harry_the_Cat - Pon 30 Lip, 2007 21:15
Czat z JKR - z dzisiaj - http://www.mugglenet.com/app/news/full_story/1156
Trochę wyjasnien nt. siódemki.'
ETA:
J.K. Rowling: After a few years as a celebrated player for the Holyhead Harpies, Ginny retired to have her family and to become the Senior Quidditch correspondent at the Daily Prophet!
- tak jak myslałam!
J.K. Rowling: Ron joined George at Weasleys’ Wizarding Wheezes, which became an enormous money-spinner..
- tu jakas sprzeczność z tym co powiedziała wczesniej - Ron miał pracować z Harrym...
Laura Trego: Was the absence of snapes portrait in the headmasters office in the last scene innocent or deliberate
J.K. Rowling: It was deliberate. Snape had effectively abandoned his post before dying, so he had not merited inclusion in these august circles. However, I like to think that Harry would be instrumental in ensuring that Snape's portrait would appear there in due course.
Admete - Wto 31 Lip, 2007 09:20
Ron może byc aurorem, ale może partycypowac w sklepie Georga...Z drugiej strony rodzinny interes jakos lepiej do niego pasuje. Ciekawe czy Rowling się po prostu pomyliła czyz robiła to specjalnie...
Nie pomyliła sie - napisała, że z pomoca Rona...A ja sobie wymysliłam coś innego dla George'a - po śmierci brata porzucił sklep, zamieszkał na uboczu, zajął się wymyślaniem pięknych magicznych zabawek - robił ich niewiele, ale kazy chciał je mieć. Nie ozenił się - był dla wszystkich dzieci w rodzinie ukochanym wujkiem Georgem
Agn - Śro 01 Sie, 2007 14:06
I znowu wyskocze ni w piec ni w dziewiec, ale jestem w polowie tomu i wciaz do glebszej dyskusji sie nie nadaje. Aczkolwiek nadzialo mi sie na oczy, ze Fred ma zginac. Huh? Wg moich informacji ma przezyc.
Nic to! Chcialam tylko zapytac - kto pamieta w miare dokladnie szosty tom? Bo mnie cos swiergoli, ze Potty z jakichstam powodow nie mogl sie uczyc aportacji, tak wiec nie ma prawa jej znac. A w siodemce aportuje sie non stop bez wiekszych problemow (za to Ron, ktory sie tego uczyl, juz dwa razy ulegl rozszczepieniu). Kiedy Potter sie tego nauczyl??? Moze czegos nie pamietam...
Mialam ochote gowniarza (chili HP) zrzucic z miotly za nazwanie Lupina tchorzem. Oj, gdybym go miala pod reka, jak bym przylozyla, to by mu okulary nosem wylazly! Ale wybaczam mu, bo wlasnie przeczytalam ten tekst i po prostu zmieklo mi serducho...
Ron o Dumblu (dlaczego mu dal deluminator): He must've known I'd run out on you.
Harry: No. He must've known you'd always want to come back.
Awww!!!
Admete - Śro 01 Sie, 2007 15:20
Agn Fred niestety jednak nie przeżył...Ale w moim AU przeżył
Pemberley - Śro 01 Sie, 2007 15:22
| malmik napisał/a: | :oklaski: brawo, brawo - Kot jako jedyny chyba odstał ciężkie godziny, żeby dotknąć świeżego, cieplutkiego jeszcze egzemplarza HP. |
Mysmy tez bylismy pamietnego wieczora na pokazach sztuczek magicznych, ale ksiazeczke to przyslal nam amazon do domku, bo nie chcielismy egzemplarza dla dzieci, a w ksiegarniach wersji z medalionem ni ma ..
| Agn napisał/a: | I znowu wyskocze ni w piec ni w dziewiec, ale jestem w polowie tomu i wciaz do glebszej dyskusji sie nie nadaje. Aczkolwiek nadzialo mi sie na oczy, ze Fred ma zginac. Huh? Wg moich informacji ma przezyc.
Nic to! Chcialam tylko zapytac - kto pamieta w miare dokladnie szosty tom? Bo mnie cos swiergoli, ze Potty z jakichstam powodow nie mogl sie uczyc aportacji, tak wiec nie ma prawa jej znac. |
Co do Freda, Agn, to ludzie czasami klamia...
Harry nie mogl zdawac egzaminu, bo nie mial skonczonych 17 lat..
Ale to jest wiele takich motywow czemu cos, np. dleczego musial leciec na motocyklu z obstawa sobowtorow , a nie mogl sie aportowac przy boku kogos, jak wczesniej z Dumbledorem..
| Harry_the_Cat napisał/a: | | Agn napisał/a: | | Aha, znowu mam wrażenie, że czytam jakiegoś fanfika. Hermiona radośnie rzucająca zaklęcia na swoich rodziców, żeby bez zmartwień mogła wypełnić misję. Hm, hm... Ke pasza? |
Tu sie zgadzam CAŁKOWICE.... Bach bach i problem rodziców rozwiązany... Żenada, naprawde. Wolałabym, żeby wyjechali na wieś czy coś... |
No bylo zaklecie, a zamiast wsi byla Australia, wiec jakby zabezpieczeni podwojnie ...
Z faktow dopowiedzianych jeszcze przez pania Rowling to warto moze jeszcze dodac, ze planowala zabic pana Weasley'a, a zamiast niego SPOILER poswiecila Tonks i Lupina, przez co ma wyrzuty sumienia ( bo wczesniej byly dyskusje, czy to nie chodzilo o Hagrida) . Teddy ma spotkac podobny los jak wczesniej Harrego..
Admete - Śro 01 Sie, 2007 15:25
Teddy chyba nie będzie miał tak źle. Jest babcia Andromeda, ojciec chrzestny Harry i mnóstwo kuzynów Nie dadzą mu zginąć.
Pemberley - Śro 01 Sie, 2007 15:31
Tez tak mysle, u Harrego prawie juz mieszka... Ale pani Rowling chciala wyrazic w ten sposob okrucienstwo Tomcia..
Agn - Śro 01 Sie, 2007 16:15
| Admete napisał/a: | | Agn Fred niestety jednak nie przeżył... |
O szlag... Nienawidzę JKR!!!
A poważnie - jestem niby dopiero w połowie, ale już teraz wiem, że zdecydowanie bardziej podobał mi się tom nr 6.
| Admete napisał/a: | Ale w moim AU przeżył |
Kochana! W moim osobistym AU to Sever jest żywy. I do tego zły. Taaaa, mam pomysła na jednego ffa (właściwie kilka ffów) i być może W KOŃCU tego ffa urodzę. Tymczasem jednak szkrabię pojedynek (co mi strzeliło do łba, to ja nie wiem...).
Admete - Śro 01 Sie, 2007 16:26
To daj znać, co z tym pojedynkiem, bom ciekawa. I pisz kochana, pisz A jak sobie przypomnę twoje Bracia W. rozrabiają, to w kontekście zakończenia całego cyklu łza mi się w oku kręci.
Agn - Śro 01 Sie, 2007 16:56
Zabawne. Też o tym starociu pomyślałam. Pojedynek mam zakontraktowany na... eeee... 20 sierpnia. Bezspoilerowy.
Chlip... dlaczego ona zabiła Freda??? Trzeba go będzie wskrzesić!!!
Wracając do książki - jak mi się podobała Hermiona opieprzająca Rona jak wrócił. Jak rany! "Zaatakowali nas śmierciożercy, prawie zginęliśmy, ale spójrz Harry, mogliśmy stracić dwa paznokcie!!!"
A co mnie zaskoczyło... Sever dyrektorem Hogwartu. Huuuh? Już widzę jego przemowę powitalną...
Anonymous - Śro 01 Sie, 2007 19:49
To książka zdecydowanie nie dla dzieci, Strasznie mnie poruszyło, jak Harry idzie do Voldiego i rozmawia z Lupinem, Syriuszem i rodzicami. No i Smierć Severusa. Momentami czytając to wydawało mi się, że czytam jakiegoś fanfika. A to jednak pani Rowling
No i książka trzyma w napięciu.
Drogie damy sprawdziły się przewidywania, Snape faktycznie kochał się w Lily
Harry_the_Cat - Czw 02 Sie, 2007 01:12
Siódemka jest pełna zdanek, które fani wychwytują i cytują w zupełnie innych kontekstach...: http://mctabby.livejourna...page=1#comments
Pemberley - Czw 02 Sie, 2007 12:43
| lady_kasiek napisał/a: |
Drogie damy sprawdziły się przewidywania, Snape faktycznie kochał się w Lily |
No ale dla mnie to nadal nie jest wyjasnienie na Albus Sewerus. Ja rozumiem, ze Albus Siriusz, albo Albus Remus, ewentualnie jak w tych dowcipach Albus Moody Dobby Hedwig Ucho Georga Sewerus, ale tak..
Ludziska maja w ogole fajne pomysly na fanfiki po tym jak pani Rowling powiedziala, ze Lily to sie w Sewerusie podkochiwala i gdyby on nie myslal, ze zrobi na niej wrazenie ta Czarna Magia i kumplowaniem sie z Voldim, to mogloby sie inaczej wszystko potoczyc...
Ale czy jemu zachwyt Czarna Magia by minal bez smierci Lily??
Anonymous - Czw 02 Sie, 2007 14:04
No Albus Severus to już przegiecie, jak w telenoweli wszytko się w jednym rozdziale odmieniło. SKoro Lily się przyjaxniła z Severewm to tak łatwo wybaczyła Jamesowi, ze miotał w niego klątwami, które były pod ręką?
Gunia - Czw 02 Sie, 2007 16:02
Kaśku, powinnaś już wiedzieć, że kobieta zmienną jest. A James Potter był sławny i miał fortunę. To bardzo silne środki perswazji, które nawet podświadomie umieją obudzić w kobiecie chrześcijańską potrzebę przebaczania.
Anonymous - Czw 02 Sie, 2007 17:01
Ale kryształowa Lily. No a gdzie chrześcijański obowiazek sprowadzenia na dobrą drogę Severa? Potterem ktos tam by się zaopiekował a Snape został samiutki, ponury.
Pemberley - Czw 02 Sie, 2007 17:04
Ja tez mysle, ze mimo tych wszystkich wyglupow Lilly patrzyla na czlowieka, James opowiedzial sie za wlasciwa strona, a Sewerus- tez z kompleksow- przesiakl rasistowskim mysleniem swoich kumpli i wystrzelil do niej ta "szlama"...
Gunia - Czw 02 Sie, 2007 18:20
Ja myślę, że akurat nazwanie jej "szlamą" nie wiele miało wspólnego z jego rasistowskimi poglądami. Każdy mężczyzna potrzebuje "dominacji". Chce być lepszy niż kobieta, do której coś czuje. I nic nie może tej dumy tak zranić, jak pomoc z jej strony. Snape odebrał to jako bolesne przypomnienie, o ile jest od niej słabszy, o ile groszy. A że najlepszą obroną jest atak, obraził ją najdotkliwiej jak potrafił.
W tej drugiej sprawie niewiele mogę powiedzieć, bo nie przeczytałam jeszcze siódemki, ale sądzę, że taka troska o Severusa i chęć pomocy mu była raczej w rodzaju macierzyńskiej miłości, niż takiej "romantycznej". Chciała mu pomóc, zaopiekować się nim, ale w swoim mężu, jak to z naszą płcią bywa, szukała raczej oparcia, partnera. Kogoś o równej jej pozycji, klasie. Była bardzo dojrzała emocjonalnie jak na swój wiek i odczuwała silniej potrzebę pomagania ludziom słabszym, a Snape był dla realizacji tych dążeń idealnym obiektem. Chciała mu pomóc, lubiła go. Ale nie sądzę, żeby miał jakiekolwiek szanse na zdobycie jej uczucia.
Co zaś się tyczy Jamesa, to chociaż był nierozważny, popędliwy itp. to jednak był przystojny i inteligentny. Musiał zwrócić na siebie jej uwagę. A chyba każdy z nas zna osobiście wiele przykładów, że owe kryształowe jednostki rzadko kiedy wiążą się z równie kryształowymi. Otoczenie pojmuje je jako idealne i spodziewa się, że ich życie będzie idealnie uporządkowane. A tym czasem chyba każdy ma w sobie ten przewrotny element. Lily była po prostu dziewczyną i niezależnie od jej dojrzałości, musiała odczuwać jakieś zainteresowanie Jamesem. A kiedy zobaczyła, że trochę wydoroślał i przynajmniej w jej oczach się zmienił, to nic dziwnego, że wybrała jego. Skoro tak dojrzał, a nadal był nią zainteresowany, to musiał zyskać u niej dużego plusa, choćby podświadomie. Taka wytrwałość musiała budzić uznanie. A że ma słabostki? To nawet lepiej. Czytając "Zakon Feniksa" chyba czujecie satysfakcję, że Harry i George wprali Malfoyowi? Chociaż to głupie, nierozsądne i złe w skutkach, to musi budzić pewne uznanie u dziewczyny, choćby wbrew rozsądkowi. Nic dziwnego, że na względy kogoś takiego, jak James nawet Lily nie mogła być całkowicie obojętna. W końcu wszystkie pochodzimy od jaskiniowców i mamy gdzieś zakodowany pociąg to porywczych i mocnych typów, choćbyśmy się same nie chciały do tego przyznać. No i musiało jej pochlebiać, że zmienił się tak dla niej.
No i tym ostatnim wyborem, wstąpieniem do Zakonu musiał jej ostatecznie udowodnić, że nie jest takim pozorantem i pustym lalusiem, jak mogło się wydawać. Wspólne idee, wspólny wróg musiały ich mocno zbliżyć.
Jakoś nie bardzo umiem tu jeszcze umiejscowić to zauroczenie Lily Snapem. Może interpretowała swoją troskę o niego, jako uczucie? Chociaż kto to wie, co się naprawdę mogło dziać w sercu takiej dziewczyny.
Ale się rozpisałam...
Gunia - Pią 03 Sie, 2007 17:13
Właśnie zrobiłam sobie przerwę po 16,5 godzinnym seansie z HP7. Zaczynam czuć się dość marnie i nie wiem, czy nie oślepnę lub nie zemdleję przed końcem... W każdym razie nie odczuwam zbyt mocno upływu czasy, bo lektura jest wciągająca.
Początek niezły. Nieco bezsensowny motyw siedmiu Potterów, ale nie narzekam. Potem motyw z ucieczką. Chyba każdy czytając odnosił wrażenie, że to się może zdarzyć. Znaczy się każdemu nasunęła się wizja "Święta trójca zdana na siebie, koniec z sielanką w Hogwarcie", choć nie spodziewałam się, że JKR się na coś takiego zdecyduje. Ten ostatni tom bardziej zalatuje "LOTRem" lub "Opowieściami z Narnii" niż HP. Zupełnie inny klimat. Trochę dziwne, że się trochę przysunęła do stylu konkurencji. Ta torba Hermiony jest jak urzeczywistnienie marzeń siedmioletniej dziewczynki, która się po raz pierwszy po HP i wyobraża sobie "Czary". Ale teraz ta dziewczynka ma już nieco więcej lat i musi przyznać, że choć takie rozwiązanie obudziło pewien sentyment, teraz wydaje się nieco nawine. Opowieść Stworka mocno chwyta za serce, okazuje się, że to nie jest bajka dla dzieci: czarne-białe. Trochę byłam zła na Syriusza, ale w końcu to taki konflikt tragiczny - z góry nie do rozwiązania.
Stworek pytający czy może przylać Dungowi na zapas - mniam. Ryczałam ze śmiechy, chociaż był środek nocy i cały dom spał.
Całość bardzo brutalna, bardziej brutalna, niż bym się tego spodziewała po JKR piszącej przecież bajki w pierwszej kolejności dla dzieci. Nie bardzo wiem, jak ja po lekturze odnajdę się znowu w trakcie piątego tomu, który właśnie czytałam.
Niby wszystko ma sens - dorastanie itd. a jednak kole w oczy.
A teraz idę zjeść obiad. Jak nie zasnę nad talerzem, to dokończę, bo jestem już po śmierci Freda.
Gunia - Pią 03 Sie, 2007 23:11
No. Właśnie skończyłam i jeszcze nie uświadomiłam sobie w pełni, że nie spałam od 48h. W sumie nie najgorzej. Ekscytująco i z dreszczykiem, choć przez chwilę się zawahałam, czy chcę mieć coś takiego na półce. Po tej siekance ten epilog jest jak wyciąg ze szczuroszczeta. Podoba mi się pomysł legendarnych przedmiotów, chociaż cała konwencja książki na kilometr pachnie lekkim de ja vu. No i ta wieża, na które zamknięto więźnia... Cóż. Może spodziewają się, że trzeba będzie zaoszczędzić na ekranizacji i wytną sobie parę scen z LOTRA.
A teraz idę pochlipywać sobie w poduszkę, bo:
a) to jest już koniec, a ja sobie jeszcze tego w pełni nie uświadomiłam,
b) tak się wczułam w Ciemną Stronę Mocy, że oprócz Regulusa, Zgredka, Snape i Malfoyów, to nawet Riddla było mi żal i skończę jako wolontariuszka na Wydziale Psychopatów, Megalomanów i Boleśnie Niekochanych u Munga. A co tam. Musiałam sobie zrobić przerwę, bo tak się wzruszyłam biednym Severusem, że mi literki przyćmiło.
Tylko ostatnia scena jest dość komiczna. Od tego krążenia po sali biło Mrokiem, a nawet MHRRROKIEM, ale ta rozmowa wzbudziła u mnie raczej skojarzenie z "Rozmowami w ryns... TOKU" i Ewą D. krążącą po sali z drapieżną miną, niż z szermierką słowną (miałam gdzieś zanotowaną mądrą nazwę na to) czarodziejów.
Admete - Pią 03 Sie, 2007 23:19
Guniu świetna ta Twoja recenzja. naprawdę tyle nie spałaś? Mnie by oczy wypadły od takiego czegoś
Tez mi było smutno - nie będzie juz czekania na nastepny tom...
Gunia - Pią 03 Sie, 2007 23:29
Ja w ogóle jestem gorzej kopnięta niż Barnabasz od trolli. Ale rodzina się przyzwyczaiła. I wyniuchałam jakieś czary: zawsze, kiedy jestem pochłonięta nowym tomem HP i jem po omacku, to na obiad jest to samo. Może to ma jakieś ukryte znaczenia?
A teraz idę, bo nie nadaję się do życia. Nawet na guziku "start" widzę "sectusempra".
Jeszcze chwila, a na ścianach zobaczę wybuchające rogi...
|
|
|