To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

Alison - Czw 12 Lip, 2007 09:23

Mag napisał/a:
Ten Darcy :wsciekla: w TAKIM momencie, który moze zaważyc na jego szczęściu, on ogląda spróchnałe drzewa i cieszy sie ,ze leśniczy go posłuchał???
Ktoś ty oszalał, albo Darcy( :confused3: )albo Pamelka ( :excited: )

Dzięki Matulku :kwiatki_wyciaga:


Magasiu, na drzewa zawsze warto spojrzeć, bo to uspokaja, a takie panisko to jasne, że zostało podbechtane, że go tak słuchają wszyscy (poza jedną wiejską dziewczyną bez żadnych koneksji) :wink:

Marija - Czw 12 Lip, 2007 10:06

"Tańcząca z kurami", hihi... :mrgreen:
Maryann - Czw 12 Lip, 2007 10:47

cuś niczym Maria Antonina w Petit Trianon... :mrgreen:
Mag - Czw 12 Lip, 2007 12:51

Maryann napisał/a:
Mag napisał/a:
I Lizzy karmiąca drób- :wsciekla: - kobieta, która idzie odebrać TAKI list nie karmi kur, jak nie ma gdzie rączek umyć.

Maguś, ale ona nie miała pojęcia, że zmierza po jakikolwiek list. Szła sobie po prostu na poranny spacerek, żeby wzburzone po wczorajszym myśli ukoić... :wink:

Lizzy nie wiedziała, ale Pamelka wiedziała i my wiemy .Mogła sobie tą sielankę darować. Charlotta miała służbę, ewentualnie sama mogła paść kury. Lizzy szła po list!!!! :cool:

MiMi - Czw 12 Lip, 2007 17:02

Tyle ciasteczek na raz grozi przejedzeniem... Ale chyba nie w tym wypadku... Biedny Darcy :przytul:
Alison - Czw 12 Lip, 2007 20:07

Mag napisał/a:
Mogła sobie tą sielankę darować. Charlotta miała służbę, ewentualnie sama mogła paść kury. Lizzy szła po list!!!! :cool:


Matko jedynościowa, co się tak tych kur czepiacie? Przecie to żadna ujma dla honoru dobrze urodzonej, np. zabrać koszyczek z okruszkami po pieczywie ze stołu i kurkom na podwórku wysypać, skoro i tak szła na spacer. To tylko dobrze o jej sercu świadczy. Nie pamiętacie jak Barbara Niechcicowa świnkom pokarm zadawała, a też miała służbę! Panny dziedziczki często w stajniach przesiadywały przy koniach porobić, jeśli kochały konie, mimo, że nawet przy niewielkich dworach był zawsze parobek do pracy przy koniach. Tam gdzie był masztalerz i koniuszy też bywało, że właściciel sam koni, a właścicielka drobiu doglądała, wiadomo, pańskie oko konia tuczy. Myślę, że taka scena swobodnie mogła mieć miejsce. Pamiętacie jak Bennetówny same zioła wiązały do suszenia? A przecież to też mogły robić służące.

Ulka - Czw 12 Lip, 2007 22:30

Alison napisał/a:
. Myślę, że taka scena swobodnie mogła mieć miejsce. Pamiętacie jak Bennetówny same zioła wiązały do suszenia? A przecież to też mogły robić służące.

zwłaszcza że Bennetówny tych służących tak wiele pewnie nie miały :D

asiek - Czw 12 Lip, 2007 23:24

Alison napisał/a:
Mag napisał/a:
Mogła sobie tą sielankę darować. Charlotta miała służbę, ewentualnie sama mogła paść kury. Lizzy szła po list!!!!


Matko jedynościowa, co się tak tych kur czepiacie? Przecie to żadna ujma dla honoru dobrze urodzonej, np. zabrać koszyczek z okruszkami po pieczywie ze stołu i kurkom na podwórku wysypać, skoro i tak szła na spacer. To tylko dobrze o jej sercu świadczy.


Maguś pewnikiem oczekiwała, że Lizzy będą targały niepokoje różne, a po jej nerwach będą chodziły dreszcze fascynujące /pr.autorskie Hela Miniszek/,
a tu... ssuprajs. :mrgreen:

Ali, :kwiatek:

Matylda - Pią 13 Lip, 2007 07:30

W końcu mogę dołączyć do szczęściar czytających o rozterkach Darcyego
dzięki :hello:

Alison - Pią 13 Lip, 2007 08:57

Nasze Kocie Oczko wróciło!!! :banan:

Rozdz. III, cz. 22
- Od jakiegoś czasu spaceruję po zagajniku w nadziei spotkania pani. - jego głos brzmiał chłodno nawet dla jego własnych uszu - Czy uczyni mi pani zaszczyt i przeczyta ten list?
Elizabeth, bez słowa podniosła rękę. Podejrzewał mocno, że zrobiła to w najwyższym stopniu niechętnie, ale położył go na jej dłoni i patrzył jak objęła go palcami.
"Zrobione...to już koniec!" Błysk nadziei właśnie zgasł, nigdy więcej jej nie zobaczy. Prawdziwość tego stwierdzenia dotknęła go głęboko. Darcy wysunął szczękę by uniemożliwić sobie wydanie jakiegokolwiek dźwięku, skłonił się delikatnie, odwrócił w stronę młodnika i parku, i odszedł. Nawet kiedy był pewien, że ona już nie może go widzieć, bezwzględnie panował nad impulsem zatrzymania się i obejrzenia za siebie. Zamiast tego, przyspieszył kroku, odmawiając sobie myślenia i odczuwania czegokolwiek. Przetrwać... przetrwać przynajmniej resztę tego piekielnego dnia, mówił sobie, a potem możesz już wyjechać. "Tak, na miłość boską, wyjedź stąd!"
&&&&&&&

- No, jesteś w końcu! - Darcy gwałtownie odwrócił się na czyjś głos, dochodzący do niego z tyłu, z krzesła stojącego po jego lewej stronie.
- Richard! - stuknięcie butów o podłogę, poprzedziło szczupłą sylwetkę jego kuzyna gramolącego się z głębokiego fotela. Darcy szybko zamknął drzwi, zanim stanął twarzą w twarz z intruzem i zapytał - Co ty tu robisz?
- Leżę, czekając na Napoleona! - sarkastycznie odpowiedział Fitzwilliam - Szukam cię, stary; i nie awanturuj się! Byłeś diabelnie nieuchwytny, Fitz. To niepodobne do ciebie. - założył ręce na piersiach - Już nawet Fletcher zaczął się martwić. Nigdy nie widziałem go z taką niedzisiejszą gębą! Co? - zapytał Fitzwilliam na nagły grymas, jaki pojawił się na twarzy Darcy'ego.
- Nic co dotyczyłoby ciebie, zapewniam cię - Darcy odwrócił wzrok od badawczego spojrzenia kuzyna.
- Zarządziłem, żeby podstawili powóz na jutro, na dziewiątą. Będziesz gotowy?
- Zatem jutro wyjeżdżamy? - Darcy sardonicznie uniósł brew zanim zdjął okrycie i rękawiczki.
- Już raz zmieniłeś plany bez kłopotania się konsultowaniem tego ze mną - Fitzwilliam przeciwstawił się odwróceniu się kuzyna.
- Wyjeżdżamy jutro o dziewiątej. Nie będzie żadnej zmiany planów - odwrócił się i stanął przed Fitzwilliam'em - Stwierdziłem, że bardzo pragnę powrotu do Londynu, tak szybko, jak to tylko będzie możliwe. Wystarczająco długo pozostawiłem Georgianę pod opieką lorda Brougham'a - powiedział.
- Nie mogę się z tobą nie zgodzić w tym względzie - złagodniał Fitzwilliam - Brougham ma dziwnie szorstkie obejście, jeśli chcesz znać moją opinię, ale wiem, że nie chcesz. - podniósł ręce widząc zmarszczone brwi Darcy'ego, wtedy uniósł brew - Wiesz, że tak nie będzie. Nie zastraszysz mnie tymi minami. O, ta jest naprawdę doskonale zawzięta, zapewniam cię. Ale zapomniałeś, że masz umowę z Jego Rozczarowującą Wysokością, lordem Matlock. Nawet nie z tego samego rodu co Pater, Fitz - wrócił do ukochanego fotela i zapadł w nim - więc zbieraj się i powiedz swojemu staremu Ojcu Spowiednikowi. O co chodzi, kuzynie?
- Obawiam się, że nie mam najmniejszego pojęcia...
- Psiakrew, Fitz! - przerwał mu Fitzwilliam - Nie igraj ze mną, jak jakaś stara panna służąca. No dalej, - pochylił się i oparł na łokciach, po czym spojrzał na niego poważnie - to musi dotyczyć panny Bennet, prawda?

Maryann - Pią 13 Lip, 2007 13:50

Alison napisał/a:
bardzo pragnę powrotu do Londynu, tak szybko, jak to tylko będzie możliwe. Wystarczająco długo pozostawiłem Georgianę pod opieką lorda Brougham'a

Taaak, to oczywiście o Georgianę tu chodzi. Tylko i wyłącznie... :roll:

Ania1956 - Pią 13 Lip, 2007 16:21

Alison napisał/a:
Nawet kiedy był pewien, że ona już nie może go widzieć, bezwzględnie panował nad impulsem zatrzymania się i obejrzenia za siebie.


Ale dumny został do końca. Brawo Darcy :serce:

Ulka - Pią 13 Lip, 2007 17:54

Ania1956 napisał/a:
Ale dumny został do końca.

Dumny i blady...to się liczy ;)

asiek - Pią 13 Lip, 2007 19:41

Alison napisał/a:
Psiakrew, Fitz! - przerwał mu Fitzwilliam - Nie igraj ze mną, jak jakaś stara panna służąca. No dalej, - pochylił się i oparł na łokciach, po czym spojrzał na niego poważnie - to musi dotyczyć panny Bennet, prawda?

Czy "Ojciec Spowiednik" może liczyć na wyznania? Ciekawam, czy Darsik uchyli rąbka tajemnicy. :-)

Ali, :thanx:
Ps. Nowy avek rooobi wraaażenie. :wink:

Alison - Sob 14 Lip, 2007 07:42

Dziś Carolka bez dostępu do kompa, więc przez mój kabelek serwuje ciąg dalszy:

Rozdział III, cz.23

Przeniknął go dreszcz niepokoju, zacisnął zęby, a kiedy odpowiedział w jego głosie pobrzmiewał chłód.
- Panny Bennet?
Grymas Richarda i teatralne westchnienie wyrażały rozczarowanie. Wiedząc, że kuzyn zdolny jest do twardej nieustępliwości, gdy w grę wchodziła ciekawość, Darcy zaczął zastanawiać się nad sposobem odwrócenia jego uwagi. Richard nie mógł dowiedzieć się, jak daleko zaprowadziło go szaleństwo na punkcie Eliza… panny Bennet i Darcy postanowił, że nigdy się nie dowie, ale potrzebował pomocy Richarda. Gdyby kiedykolwiek zwróciła się do niego, by potwierdzić słowa z listu, Richard prędzej by umarł niż zdradził cokolwiek, co dotyczy Georgiany. Darcy uchwycił się tematu, który odpowiadałby im obu.
- Tak, panna Bennet – odpowiedział powoli i zamilkł obserwując oblicze Richarda. – Potrzebuję twojej pomocy.
- Tak – odpowiedział Richard zachęcająco – mów.
- Być może zauważyłeś, że ja i panna Bennet często się wadzimy – zaczął niepewnie.
- Ha – parsknął Richard. Darcy spoglądał na niego zimno, aż ten zawstydził się, odkaszlnął i dodał – wybacz, proszę, mów dalej, Fitz.
- Panna Bennet i ja wplątaliśmy się w nieporozumienia, które mogą być rozwiązane honorowo dla obu stron tylko przez wyjawienie naszych dawnych przejść z George’em Wickhamem.
- Wickhamem! Dobry Boże, chyba nie chcesz powiedzieć… - Fitzwilliam patrzył na niego z niedowierzaniem
- Tak, Georgiana – Darcy pozwalał mu oswoić się z nowiną.
- Wiedziałem, że jest na ciebie zła – Richard powoli potrząsnął głową – ale Georgiana…?
- Co takiego? – tym razem to Darcy był zaskoczony. – Powiedziała ci, że jest na mnie zła?
- Tak.. cóż, nie wprost. Wczoraj, kiedy chodziłem po parku, spotkałem ją przypadkiem i w trakcie rozmowy, wyszło na jaw, że nie przepada za tobą. Próbowałem cię ostrzec.
Tak więc była poirytowana zanim on w ogóle wyszedł z Rosings, myślał Darcy, i to z powodu wspomnienia o jego wysiłkach na rzecz Bingley’a, które jak przypuszczał, zawdzięczał Richardowi.
- Ale co Georgiana ma z tym wspólnego?
- Nic bezpośrednio! – Darcy westchnął i potarł uporczywie bolące miejsce między brwiami zanim mówił dalej – Richard, to prawdziwy węzeł gordyjski, musisz mi uwierzyć, że tylko sprawa honoru mogłaby mnie zmusić do piśnięcia słowem o sprawie Georgiany.
Podszedł do kominka i chwytając się brzegu wsparł się na nim i wpatrywał w niedopałki na palenisku.
- Wiem, Fitz – Fitzwilliam cicho zgodził się z nim. – W jaki sposób chcesz, żebym ci pomógł?
Darcy poważnie spojrzał na niego.
- Jeśli panna Bennet kiedykolwiek spyta cię o to, co stało się zeszłego lata, powiedz jej. Swoimi słowami, niczego nie ukrywając, powiedz jej.
Fitzwilliam nie odrywał wzroku od kuzyna.
- Aż tak jej ufasz?
- Tak – odpowiedział odwracając wzrok.
Fitzwilliam odwrócił się, przemierzał pokój w zamyśleniu, a po chwili spojrzał na niego ponownie.
- I to przywróci ci honor w oczach panny Bennet?
- Być może. – Darcy odpowiedział cicho odwracając wzrok od żaru – twoja opowieść i czas przemówią do jej rozsądku, który jak wierzę, posiada.
- W takim razie nie obawiaj się kuzynie – Fitzwilliam podszedł do niego i wyciągnął rękę. – Usłyszy o tym ode mnie choćby dziś.
Pewność jaką zyskał dzięki mocnemu uściskowi dłoni Richarda była jak balsam dla jego ran, była pierwszą wskazówką, że przeżycie szarpiących duszę wydarzeń ostatnich dwudziestu czterech godzin było więcej niż snem.

Matylda - Sob 14 Lip, 2007 09:06

Wróciło wróciło
Przecież żyć bez Was nie potrafię
Właśnie popijam poranną kawusie i czytam i czytam i czytam
A zaraz przeczytam sobie jeszcze raz
Dzięki

asiek - Sob 14 Lip, 2007 10:43

Witaj OCZKO! :-D Ali donosiła żeś zziębnięta i przemoknięta po nadmorskich wojażach...Darsik dobry i na to,...przytuli i ogrzeje. :wink:


Alison napisał/a:
[...] nie obawiaj się kuzynie – Fitzwilliam podszedł do niego i wyciągnął rękę. [...]
Pewność jaką zyskał dzięki mocnemu uściskowi dłoni Richarda była jak balsam dla jego ran,

Przyjaciel - szczęśliwy ten kto go ma. :cool:

Caroline, Ali :kwiatek:

Gunia - Sob 14 Lip, 2007 11:15

No! Przebrnęłam przez dwutygodniowe zaległości.
Biedy ten Darcy. Kawał z niego bobra, ale i tak mi go żal. A teraz zmykam podglądać inne oświadczyny, tym razem po rosyjsku. ;)

Mag - Sob 14 Lip, 2007 14:28

Alison napisał/a:
Mag napisał/a:
Mogła sobie tą sielankę darować. Charlotta miała służbę, ewentualnie sama mogła paść kury. Lizzy szła po list!!!! :cool:


Matko jedynościowa, co się tak tych kur czepiacie? Przecie to żadna ujma dla honoru dobrze urodzonej, np. zabrać koszyczek z okruszkami po pieczywie ze stołu i kurkom na podwórku wysypać, skoro i tak szła na spacer. To tylko dobrze o jej sercu świadczy. Nie pamiętacie jak Barbara Niechcicowa świnkom pokarm zadawała, a też miała służbę! Panny dziedziczki często w stajniach przesiadywały przy koniach porobić, jeśli kochały konie, mimo, że nawet przy niewielkich dworach był zawsze parobek do pracy przy koniach. Tam gdzie był masztalerz i koniuszy też bywało, że właściciel sam koni, a właścicielka drobiu doglądała, wiadomo, pańskie oko konia tuczy. Myślę, że taka scena swobodnie mogła mieć miejsce. Pamiętacie jak Bennetówny same zioła wiązały do suszenia? A przecież to też mogły robić służące.


Ja sie nie czepiam kur jako takich. Mam tylko lekki dysonans i wkurza mnie Pamelka, że w takim momencie daje znać o kurach i leśniczych- jak chciała się popisać znajomością realiów, mogła to wpleść kiedy indziej. Może ja jakaś gooopia jestem, ale dla Lizzy te oświadczyny na pewno były ciężka próbą- odrzucić 10 tysięcy , prz takiej rodzinie dowodzi siły ducha i charakteru. Na pewno szła by to przemyśleć, a nie karmiła kury- chciałaby być sama, a nie słuchać gdakania.
Darcy po takiej rekuzie i wątpliwościach towarzyszących pisaniu listu myślałby o Lizzy, jak sie zachowa, a nie czy leśniczy go słuch :frustracja:
Ja sama w trudnych sytuacjach przeżywam wszystko od nowa i od nowa i myślę co mogłam zrobić inaczej... A Pamelce płacili literówki. :wsciekla:

Dla ABT :kwiatki_wyciaga:

Marija - Sob 14 Lip, 2007 17:56

Mag napisał/a:
chciałaby być sama, a nie słuchać gdakania
Bardzo mi się ta diagnoza podoba :mrgreen: . Gdakanie jest nie-cool :rotfl: .
Alison - Nie 15 Lip, 2007 09:57

A ja tam uważam, że w ciężkich momentach zżcia człowiek robi i myśli o rzeczach nieprzewidywalnych, zupełnie bez sensu, a nawet niestosownych do danej sytuacji. Sama tego nie raz doświadczyłam. Niezbadane są ścieżki ludzkich myśli, to jest taki mechanizm obronny przed tymi złymi, niechcianymi, umysł w ten sposób odpoczywa. Ale Magasiu, ogólnie rzecz biorąc - ja też nie lubię kur, bo jak mawiał mój mały synek, kury są głupie :wink:

A teraz Carolka z kolejnym ciasteczkiem, about poor Fletcher.... :(

Rozdział III, cz.24

Kierowany sugestią kuzyna, Darcy wyciągnął płaszcz i rękawiczki i, gdy tylko Fitzwilliam był gotowy, wyruszyli do Hunsford. Drogę przemierzali w milczeniu, Darcy, choć obawiał się drugiego spotkania i dowodu nieskuteczności jego spisanych słów, nie zwalniał dotrzymując kroku kuzynowi, którego twarz wyrażała niemal błogość z powodu misji godnej błędnego rycerza, jaką mu powierzono. Wcześniej niż Darcy się spodziewał wchodzili po schodach plebanii. Fitzwilliam z wyprzedzeniem posłał mu dodający odwagi uśmiech i pociągnął za dzwonek.
- Wszystko będzie jak trzeba, daję ci słowo! – zapewnił. – Czy powinienem powiedzieć coś w twoim imieniu na temat sprawy Bingley’a?
- Proszę, byś tego nie robił – Darcy odpowiedział pośpiesznie – w przeciwnym razie cała ta misja na nic się nie zda!
Fitzwilliam zadrżał i odwrócił się do drzwi, które właśnie się otwierały.
- Dzień dobry – powiedział do pokojówki. – Pułkownik Fitzwilliam i pan Darcy do pań i pana Collinsa.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~&~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

- Jak sobie pani życzy – Darcy skłonił się nad ręką ciotki i ucałował ją zanim cofnął się pozwalając Fitzwilliamowi dostąpić tego samego zaszczytu. Bardzo chciał być już w drodze, ale lady Catherine niemiły był ich szybki wyjazd. Liczne i różnorodne wiadomości dla innych członków rodziny powierzono mu dosłownie w ostatniej chwili. Potem nastąpiły sugestie i rady dotyczące ich bliskiej podróży, nad którą lady Catherine tak rozpaczała, a której Darcy tak gorąco pragnął. Trzeba było wziąć sprawy niemal dosłownie w swoje ręce, uścisnąć wyciągniętą dłoń lady Catherine ze zwięzłą obietnicą, że postąpi, jak ona każe. Nadeszła kolej Richarda i Darcy odsunął się, by dać mu możliwość stania się obiektem trosk, napomnień i pouczeń lady Catherine.
Do tej chwili dzień zdawał się biec o połowę wolniej niż zwykle. Od pobudki Fletchera tego ranka, przez śniadanie, ładowanie bagaży na powóz, wszystko i wszyscy zdawali się odsuwać ich wyjazd, podczas gdy, dla kontrastu, każdy jego ruch i myśl kierowała się uporczywym, wewnętrznym pragnieniem odjazdu. Jego cierpliwość wyczerpywała się łatwo. Wyglądając przez okno – podczas gdy Richard znosił jeszcze instrukcje ciotki – zobaczył jak powóz toczy się podjazdem, konie biegły już równo gotowe do drogi z Rosings do Londynu. Fletcher i ordynans Fitzwilliama, sierżant Kandle, obaj dobrze znający oczekiwania panów, dopilnowali pakowania bagaży z wojskową precyzją i byli już w drodze, ale nawet Fletcher zdawał się spełniać swoje obowiązki powoli. „Posępna mina” Richard trafnie opisał jego zazwyczaj pewnego siebie i przewidującego lokaja. Choć Richard nie mógł wiedzieć, dlaczego Fletcher tak wyglądał, Darcy westchnął, bo jego porażka w zdobyciu ręki panny Bennet zniszczyła także nadzieje lokaja na małżeństwo. Narzeczona Fletchera była nieugięta. Póki panna Bennet nie wyjdzie szczęśliwie za mąż, ona od niej nie odejdzie, twierdziła tak, mimo wielkich talentów Fletchera do przekonywania. Oczywiście nie wspomniał ani słowem lokajowi o rozmowie z panną Bennet, ani też Fletcher nie wspominał o gorączce, jaka ogarnęła go w ostatnim tygodniu, ani o jej gwałtownym ustaniu. Poza tym, że byłaby to z jego strony wielka impertynencja, nie było takiej potrzeby. Od razu odgadł prawdę i złamało mu to serce. Pomijając czas śmierci jego ojca, ostatnie trzydzieści sześć godzin były najbardziej cichymi w ich ośmioletnich relacjach.

Gunia - Nie 15 Lip, 2007 18:25

To ten Fitzwilliam był niezłą szychą, skoro miał własnego ordynansa. :D A tak na ubóstwo narzekał...
Ania1956 - Nie 15 Lip, 2007 18:59

Gunia napisał/a:
To ten Fitzwilliam był niezłą szychą, skoro miał własnego ordynansa. :D A tak na ubóstwo narzekał...


Chyba jednak stać go było na służącego. Kto by mu czyścił oficerki :lol:

Gunia - Nie 15 Lip, 2007 19:05

Może w Anglii było inaczej, ale w "Wojnie i pokoju" ordynansa mieli tylko najważniejsi z dowódców. Inni mieli po prostu lokajów.
Maryann - Nie 15 Lip, 2007 21:18

Gunia napisał/a:
To ten Fitzwilliam był niezłą szychą, skoro miał własnego ordynansa. :D A tak na ubóstwo narzekał...

Dla niego to było ubóstwo. W końcu to młodszy syn hrabiego... :wink:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group