Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - odsłona III
Kaziuta - Sob 17 Mar, 2007 17:26
Ja juz chce porywu uczuć, bezsennych nocy, żaru serc, etc, etc.
Alison - Sob 17 Mar, 2007 17:45
Zmuszona alarmującymi okolicznościami, grożącymi trwałym odkochaniem się w panu Darcym, obejrzałam sobie serialę i.... och, Colin :oops:
Nie wiem jak Wy, ale ja się trochę wzmocniłam w wierze i jeszcze poczekam. Co mnie w końcu obchodzi, co on wyprawia w tzw. "międzykczasie" jeneralnie boski ci on jest i niech to będzie niezbywalnym dogmatem. Panienki.
Kaziuta - Sob 17 Mar, 2007 19:23
Ja też to niedawno uczyniłam po lekturze Pameli, co by sie tak utwierdzic w uczuciu.
I utwierdziłam się.
Obejrzałam oczywiście odcinki IV, V i VI ze wskazaniem na IV. :smile:
malmik - Sob 17 Mar, 2007 20:17
| Alison napisał/a: | Zmuszona alarmującymi okolicznościami, grożącymi trwałym odkochaniem się w panu Darcym, obejrzałam sobie serialę i.... och, Colin :oops:
Nie wiem jak Wy, ale ja się trochę wzmocniłam w wierze i jeszcze poczekam. Co mnie w końcu obchodzi, co on wyprawia w tzw. "międzykczasie" jeneralnie boski ci on jest i niech to będzie niezbywalnym dogmatem. Panienki. |
To niesamowite, ale ja też dzisiaj wyciągnęłam płytkę, żeby się upewnić - czy to ten sam Darcy. Ale po scenie kiedy Elka śpiewa w jego domu rozwiały się moje wątpliwości. Darcy jest napewno ten sam. Ale patrzcie jakie wrażenie wywiera Pamela
Alison - Sob 17 Mar, 2007 21:29
Niestety silne, ale nie damy się Dziewczynki! Prawda?
malmik - Sob 17 Mar, 2007 21:59
Jasne - niezależnie od tego co wymyślą jeszcze różnie takie Pamele Collinki, Ryśki, Jaśki i Tobiki będą nasze
Alison - Sob 17 Mar, 2007 22:26
Mamuśko, jak on na nią patrzy, jak ona śpiewa! Ja bym wszystkie gwiazdy oddała, za te jego iskierki w oczach. No może nie wszystkie, ale te spadające to na pewno
Maryann - Sob 17 Mar, 2007 22:32
| malmik napisał/a: | Ale patrzcie jakie wrażenie wywiera Pamela |
Reasumując powyższe dochodzę do wniosku, że wrażenie, jakie wywarła na Was lady Pamela (a właściwie jej twórczość), spowodowało stosowne zblaknięcie wcześniejszego wrażenia, jakie wywarło arcydzieło Jane Austen, a w szczególności główny bohater tego arcydzieła...
Nie myślałam, że to możliwe... ??: I z zadziwienia wyjść nie mogę...
Maryann - Sob 17 Mar, 2007 22:36
| Alison napisał/a: | Mamuśko, jak on na nią patrzy, jak ona śpiewa! Ja bym wszystkie gwiazdy oddała, za te jego iskierki w oczach. |
malmik - Sob 17 Mar, 2007 22:41
Mówi się co prawda, że pierwsze koty za płoty, ale stara miłość nie rdzewieje
MiMi - Sob 17 Mar, 2007 23:02
Ja po lekturze Pameli, to mam 2 Darcy'ch: Darcy JA i Darcy Pameli. Chyba nie muszę pisać, który jest lepszy
Alison - Sob 17 Mar, 2007 23:41
Eee tam, ten drugi to jakiś artefakt. Jest tylko jeden, Colinkowy, jak to kiedyś bzykałam "jeden z krwi i kości, do końca ludzkości". Jaki on śliczny, jak taki niedomyty, czy niedogolony (cholerka go tam wie) do tego Londynu jedzie, jak się w kościele wyłania zza Wickhama, to mocarny taki, że Pudzian wysiadka z tramwajki, a jak tak łypie na nią, jak się Bingley objawia po przerwie, a w Pemberley jak po tych schodach z mokrym włosem biegnie, guziczek dopinając i obciagając surducik, a jaki zastosowany kiedy to lekarza, to służącego, to szklankę wina (zostawia ją potem jak świnia, ale nic to), a jaki tryskający szczęśliwością, jak wieczorkiem z tą swiecą idzie, po wcześniejszej szufli, którą Carolci przyłożył między oczy, no w ogóle:
I ubóstwiam to różowe pudełeczko, co kryje ten mój filmik ukochany, i inne też, com je od Was dostała
Admete - Nie 18 Mar, 2007 00:02
A która część utworu Pameli teraz jest tłumaczona? Środkowa? Tej akurat z rozmysłem nie czytałam, bo stwierdziłam, że nie mam ochoty.
Kaziuta - Nie 18 Mar, 2007 01:34
Pięknie to Ali wypisałaś.
Ja bym jeszcze dorzuciła ich spotkanie po jego wyjściu z wody, kiedy był taki biedny, mokry i skrempowany, a jak juz obciągnąl ten surducik taki był ślicznie zachwycony, że Lizzy podobała się jego posiadlość i kiedy tak tęsknie za nią patrzył kiedy odjeżdżała powozem.
Zarzucam na Colinka białą chustę z okrzykierm "Mój Ci on, mój!"
Alison - Nie 18 Mar, 2007 08:52
| Kaziuta napisał/a: | Pięknie to Ali wypisałaś.
Ja bym jeszcze dorzuciła ich spotkanie po jego wyjściu z wody, kiedy był taki biedny, mokry i skrempowany, a jak juz obciągnąl ten surducik taki był ślicznie zachwycony, że Lizzy podobała się jego posiadlość i kiedy tak tęsknie za nią patrzył kiedy odjeżdżała powozem.
Zarzucam na Colinka białą chustę z okrzykierm "Mój Ci on, mój!" |
Oj tak, głos jakim powiedział "good bye Miss Bennet" i ten wzrok skruszony jakby mówił "przepraszam, przepraszam, przepraszam", no słodycz nasza kaziutkowa i nie tylko
OK, dobre było, ale się skończyło. Teraz wracamy do surowej rzeczywistości, czyli do fanfika
Alison - Nie 18 Mar, 2007 08:53
Dziś znowu występuję w imieniu królowej Caroline Bez Kompa:
Rozdział VII cz.5
Wściekłość wstrząsnęła Darcy’m do głębi. Odwrócił się od niej i skierował do okna, ale malowniczy widok nie zdołał ukoić targających nim emocji.
- Rozumiesz, Fitzwilliamie? Moja sytuacja mogła się różnić nieco od sytuacji tych, którym chciałabym pomóc, ale ja miałam ciebie, a one nie miały nikogo. Pozwól mi zrobić, co w mojej mocy – podeszła do niego do okna. Kładąc dłoń na rękawie jego surduta mówiła dalej miękko. – Mylisz się co do moich motywów, drogi bracie. Niczego nie chcę odpokutować, robię to dla radości, że swoimi czynami zadowalam Opatrzność.
Łagodność tych słów ujęła go, ale nie mógł przyjąć zawartej w nich prawdy.
- Kiedy zamierzasz iść na te swoje „wizyty”? – spytał, głos niemal załamał mu się od wysiłku, jaki wkładał w opanowanie gniewu, którym mógłby przestraszyć siostrę.
- Dziś po południu, jeśli ci to odpowiada, Fitzwilliamie – jej uśmiech, taki jak u matki, zniknął po jego następnych słowach.
- Nie odpowiada mi to – odparł niegrzecznie – ale ja, i tylko ja, będę ci towarzyszył przy tych wycieczkach w przyszłości, jeśli jeszcze jakieś się zdarzą. I podporządkujesz się moim decyzjom związanym z zapewnieniem ci bezpieczeństwa?
- Tak, bracie – odpowiedziała cicho.
- Dobrze więc, o pierwszej. – Ukłonił się szybko i wyszedł z pokoju nie zastanawiając się dokąd idzie. Natarczywy odgłos jego kroków ostrzegał wszystkich przed nim, że pan jest nie w humorze, więc korytarze były puste, gdy je przemierzał. Po kilku minutach odgłos łap uderzających o wyczyszczone dębowe podłogi zwrócił jego uwagę rozejrzał się i zobaczył Trafalgara biegnącego przy nim.
- No i co, potworze, czemu to zawdzięczam tę przyjemność? Znów rozwścieczyłeś kucharza czy oszukałeś Josepha? A może jest jakieś inne diabelstwo, przed którego konsekwencjami potrzebujesz mojej obrony? - Trafalgar zaskomlał cicho, a potem wcisnął pysk pod rękę Darcy’ego. – Chcesz, żeby cię pogłaskać, tak? Chodź tu wobec tego.
Obrali drogę do gabinetu, pan i bestia weszli do środka. Darcy opadł na jedyną sofę w pokoju a po chwilowym wahaniu Trafalgar wdrapał się obok niego i położył swoją wielką głowę na jego kolanach. Darcy rozejrzał się po pokoju będąc świadomym wszystkiego, co się w nim znajduje, ale nie widząc niczego. Co miał zrobić? „W związku z którą katastrofą?” spytał jego wewnętrzny głos sarkastycznie.
„Boże, co za zamęt!” westchnął głęboko. Trafalgar ponownie wcisnął swój łeb pod jego rękę tym razem liżąc ją, gdy już mu się udało.
- Nie, nie zapomniałem o tobie, ty bydlaku! - Darcy zaczął gładzić gładką głowę i łapy psa. Trafalgar sapnął ukontentowany i przysunął się jeszcze bliżej pana. “Gdyby wszystkie moje kłopoty można było tak łatwo rozwiązać!” Spojrzał w oczy błyszczące z zadowolenia.
- Co byś powiedział na przejażdżkę saniami i wizytę u paru okolicznych kundli? – Pies uniósł głowę i rzucił Darcy’emu zagadkowe spojrzenie zanim ziewnął szeroko i opadł z powrotem na jego kolana. – Całkowicie się z tobą zgadzam, ale skoro ja muszę iść, ty też musisz
***
Poza nowym zwyczajem “niedzielnych wizyt” Georgiany, do którego bardzo niechętnie przywykł, tygodnie przed Bożym Narodzeniem okazały się dla Darcy’ego pełne tradycyjnego w tym czasie dobrego humoru i radosnych zwyczajów. Każdy służący, od najlepszego rzemieślnika, po zwykłego chłopca stajennego, zdawał się przystępować do swoich obowiązków lekko i z uśmiechem na ustach zdradzającym pełne podniecenia oczekiwanie na Wielki Dzień. Wieść o tym, że Pemberley wraca do dawnych zwyczajów po pięciu latach żałoby po śmierci pana rozeszła się daleko poza granice posiadłości i dotarła do sąsiadów, Lambton, a nawet dalej po Derby. Nie było więc niezwykłym, że Darcy spoglądał znad papierów i natrafiał na uszczęśliwionego Reynoldsa, który anonsował kolejnego gościa oczekującego aż zostanie przyjęty w salonie albo przypominał, że kolejna grupa przybyła, by rozkoszować się dekoracjami w otwartych pokojach Pemberley.
Choć trwali w cichej niezgodzie co do „wizyt” i datków, Darcy’ego nie mogło nie ująć zadowolenie siostry, gdy robiła przygotowania do świąt. Dni spędzali w czułym porozumieniu, gdy szykowali się na przybycie rodziny. Wieczorami ciepło oświetlony pokój muzyczny wypełniały ich duety, Darcy dołączał swój głos do piosenek Georgiany, albo skrzypce do jej pianoforte w muzyce pełnej bożonarodzeniowej radości.
Maryann - Nie 18 Mar, 2007 12:52
| Admete napisał/a: | | A która część utworu Pameli teraz jest tłumaczona? Środkowa? Tej akurat z rozmysłem nie czytałam, bo stwierdziłam, że nie mam ochoty. |
Właśnie środkowa. Ja ją przeczytałam. I muszę powiedzieć, że to jedyna, do której naprawdę nie mam ochoty wracać. Może poza nielicznymi fragmentami.
Caroline - Pon 19 Mar, 2007 08:07
Dziś ranny ze mnie ptaszek. (Dla Alison to betka, ale ja zazwyczaj nie zaczynam pracy tak wcześnie)
Miłej "rektury"
Rozdział VII, cz.6
Darcy mógłby mówić o sobie, że jest zadowolony, gdyby nie dziwny niepokój, który kładł się cieniem na jego dniach i prześladował go nocą. Ciężko mu było chodzić po pokojach ich domu przybranych odświętnie, pełnych zapachu świerku i cynamonu i nie wspominać dawnych Świąt, kiedy rodzice jeszcze żyli. Ich cienie nawiedzały go w najbardziej nieoczekiwanych momentach sprawiając, że rozglądał się wokół siebie wyostrzając wzrok, a gdy znikali potrząsał głową karcąc się. Georgiana nie była tak poruszona, była młodsza i miała mniej wspomnień, jak przypuszczał, nie tak silnych jak jego. Ale przejmujące wspomnienia nie były przyczyną jego niezadowolenia. Nie opuszczające go poirytowanie, poczucie braku czegoś, nachodziło go w każdej godzinie, ich skutki narastały im bliżej było do Bożego Narodzenia. We właściwym czasie wszystko było gotowe do świętowania, czekał ich wieczór poprzedzający przyjazd ciotki i wuja. Georgiana cicho ćwiczyła swoją część duetu, który mieli wykonać, ale Darcy krążył po pokoju niezdolny do podjęcia żadnego ze swoich zwykłych zajęć, czekał na moment, gdy będzie mógł do niej dołączyć. Wreszcie muzyka ustała.
- Bracie, czy coś cię trapi? – głos Georgiany zatrzymał jego spacer.
- Nie, po prostu jestem bezczynny – westchnął – i martwię się, czy podróż wuja przebiega dobrze – odwrócił się do niej i sięgnął po skrzypce – Mogę już do ciebie dołączyć?
- Bezczynny, Fitzwilliamie? – łagodnie zmarszczyła brwi – Skoro tak, to byłeś bezczynny przez ponad dwa tygodnie.
Darcy wsunął skrzypce pod podbródek i przeciągnął smyczkiem po strunach sprawdzając melodię.
- Dwa tygodnie! Jesteś w błędzie, to pewne – rozwiał jej troskę – z pewnością to minie.
Zajął miejsce za nią przy pianoforte.
- Zaczniemy od początku?
- No właśnie, zaczniemy? – odpowiedziała Georgiana kładąc ręce na kolanach i odwracając się do niego. – Chciałabym, żebyś zaczął od początku i powiedział mi prawdę. O co chodzi, Fitzwilliamie, co tak cię rozprasza.
- Proszę, byś mi uwierzyła, kiedy mówię, że jesteś w błędzie, Georgiano – nie mógł spojrzeć jej w oczy, patrzył uparcie na kartki z nutami przed nią. Jak mógł jej powiedzieć coś, czego nie wiedział?
- Myślę, że jesteś samotny i za kimś tęsknisz – nalegała Georgiana miękko.
- Samotny?! – syknął Darcy odejmując skrzypce od brody.
- I myślę, że tym kimś jest panna Elizabeth Bennet – zakończyła pewnie.
Cisza przeciągała się, gdy Darcy spoglądał na nią zaabsorbowany porównywaniem jej teorii z własnymi uczuciami. Wspierając się na jego ramieniu wstała z ławki i podeszła do stołu, sięgnęła po książkę z której zwisała tęcza zaplecionych nitek, otworzyła ją ostrożnie i wyciągnęła węzełki spomiędzy stron, po czym wróciła do niego pokazując je na swojej małej dłoni.
- To raczej niezwykła zakładka dla dżentelmena, Fitzwilliamie – znaczący uśmieszek igrał na jej ustach – chyba że to także pamiątka, cenny upominek od wyjątkowej damy.
Podeszła do niego i ujęła jego rękę. Odwracając ją położyła zakładkę na jego dłoni.
- Spoglądasz w przestrzeń, albo rozglądasz się po pokoju, albo wyglądasz na zewnątrz, do ogrodu pokrytego śniegiem, zachowujesz się jakby mnie nie było. A raczej, jakby ktoś inny tam był. Niezwykłe uczucia przemykają wtedy po twojej twarzy, czasem smutek, czasem surowość, a czasem twoje oczy mówią o takiej samotności, że nie mogę na to patrzeć.
Spojrzał na swoją rękę, na zwitek jaskrawych nitek, potem nie dając ponieść się emocjom zacisnął palce
- Być może masz rację, ale powinnaś dołączyć do mnie prosząc, by tak nie było, ponieważ ta dama i jej rodzina tak dalece naszej nie dorównują, że jakikolwiek związek jest nie do pomyślenia. Byłaby to ujma dla nazwiska Darcy, którego honoru poprzysiągłem bronić – głos załamał mu się, gdy słowa wywołały ten obraz – uczynić ją moją żoną i matką dziedzica Pemberley.
Dione - Pon 19 Mar, 2007 09:38
| Caroline napisał/a: | | Byłaby to ujma dla nazwiska Darcy, którego honoru poprzysiągłem bronić – głos załamał mu się, gdy słowa wywołały ten obraz – uczynić ją moją żoną i matką dziedzica Pemberley. |
[Tu prycham jak rozłoszczony kiciuch] Niby taki prawy ten nasz Darcy, a i tak mysli o jednym!
Alison - Pon 19 Mar, 2007 10:00
"To raczej niezwykła zakładka dla dżentelmena, Fitzwilliamie – znaczący uśmieszek igrał na jej ustach – chyba że to także pamiątka, cenny upominek od wyjątkowej damy. "
Przenikliwe kobieciątko z tej Georgiany Ale niech go przypiera do ściany, tak żeby jak będzie piskał, że daremnie ze sobą walczył i błaga o skórcenie mąk, mówił prawdę i tylko prawdę
Maryann - Pon 19 Mar, 2007 10:05
Jak na razie to szarpie się, jak ryba na haczyku...
Anonymous - Pon 19 Mar, 2007 13:32
ale ogólnie rzecz biorąc Pamelka chodzi w tandete. Już Trendzia jest logiczniej i sensowniej napisana.
QaHa - Pon 19 Mar, 2007 14:11
nie mogę , nie mogę i jeszcze raz nie mogę
co to Pamelstwo popaprało z tymi bohaterami
Trzykrotka - Pon 19 Mar, 2007 15:04
Popaparało, święte Twoje słowa
Niechżeż oni już, na miły Bóg, do tego Rosings jadą, bo zdzierżyć nie można....
QaHa - Pon 19 Mar, 2007 15:10
do Rosings, do Rosings co koń wyskoczy (idę namówic Fletchera aby zaczął Darcy'ego pakować)
|
|
|