To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

Matylda - Nie 25 Lis, 2007 11:03

Sama zadbam o znalezienie im mężów, czemu nie!

Już sobie wyobrażam co się działo we wnętrzu Darcyego gdy pomyślał, że Lidia będzie swatką Eli . ciekawe wśród jakich typów szukałaby męża dla sióstr.?? :?
Wyobrażacie sobie potem zjazd rodzinny ??

asiek - Nie 25 Lis, 2007 12:34

Ma pani rację, nie jest pani dziedziczką – przyznał łagodnie – i czy kocha panią naprawdę, czy nie, z tego powodu, proszę mi wierzyć, nie ożeni się z panią.
Nareszcie Darcy przeszedł do konkretów, :twisted:
Matylda napisał/a:
Sama zadbam o znalezienie im mężów, czemu nie!
Już sobie wyobrażam co się działo we wnętrzu Darcyego gdy pomyślał, że Lidia będzie swatką Eli . ciekawe wśród jakich typów szukałaby męża dla sióstr.??
Wyobrażacie sobie potem zjazd rodzinny ??

:paddotylu: :lol:
To już lepiej niech dziewczyny zostanną singlami. :wink:

Caroline, :thanx:

Maryann - Nie 25 Lis, 2007 13:14

Matylda napisał/a:
ciekawe wśród jakich typów szukałaby męża dla sióstr.?? :?

W jej własnym mniemaniu - pewnie wśród kompanów swego ukochanego, czyli innych oficerów, a więc najlepszych partii, o jakich można marzyć. :roll: :wink:
Nie wiedziała tylko, biedaczka, że Wickham nie może już wrócić do swojego pułku.

Caroline napisał/a:
W końcu będą mężatką i to przed nimi!

Najważniejsze w tym wszystkim jest chyba właśnie to "przed nimi"... :?

snowdrop - Nie 25 Lis, 2007 14:44

Dobijające są takie osoby jak Lydia. Aż mi trochę żal Wickhama. Ona jest chyba karą dla niego za wszystkie złe uczynki. Być yć z taką osobą i wysłuchiwać jej codziennie to koszmar. Teraz nie dziwie się panu Bennetowi że wolał siedzieć w bibliotece.
Maryann - Nie 25 Lis, 2007 14:55

snowdrop napisał/a:
Ona jest chyba karą dla niego za wszystkie złe uczynki. Być yć z taką osobą i wysłuchiwać jej codziennie to koszmar.

Taaak... :-D Chciał się tylko zabawić, poflitrować sobie niezobowiązująco z rozpuszczoną małolatą. A tu nie dość, że musiał się z nią ożenić, to jeszcze nie dostał na osłodę swojego ciężkiego losu ani jednego funciaka...
Ale mi go nie żal. Ma to, na co zasłużył...

Trzykrotka - Nie 25 Lis, 2007 16:35

Maryann, a czy oni mu nie osłodzili losu jakimś posagiem ufundowanym przez Darcy'ego? Oczywiście, przeputanym bardzo szybko przez miłą parkę....
Sofijufka - Nie 25 Lis, 2007 16:43

Trzykrotka napisał/a:
Maryann, a czy oni mu nie osłodzili losu jakimś posagiem ufundowanym przez Darcy'ego? Oczywiście, przeputanym bardzo szybko przez miłą parkę....

Myślę, że tak. A co było dalej? Hmmm, przypomnijmy sobie opis rodzinnego domostwa Fanny Price. No, chyba że Elka z osobistego kieszonkowego ratowała idiotów :frustracja: .

Maryann - Nie 25 Lis, 2007 20:09

Z tego, co pamiętam z listu pani Gardiner, to oprócz spłaty Wickhamowych długów i zapłaty za jego patent oficerski na oboje zostało zapisane po tysiąc funtów. Nie wiem, ile Wickham mógł zarabiać jako oficer, ale z tych zapisów nie mieli raczej więcej jak sto funtów rocznie. To bardzo mało, zważwszy na przyzwyczajenia Wickhama i biorąc pod uwagę, że żadne z nich nie było przyzwyczajone do oszczędności.
Nie pomagało nawet dodatkowe "kieszonkowe" od Jane i Elżbiety:
Za każdym razem, kiedy zmieniali miejsce pobytu, zwracali się albo do Elżbiety, albo do Jane o pewną pomoc przy spłacaniu długów. Nawet po zakończeniu wojny, kiedy musieli gdzieś osiąść, prowadzili bardzo niespokojny tryb życia. Wciąż przenosili się z miejsca na miejsce, szukając jakichś niedrogich możliwości, zawsze wydając więcej, niż mogli.

Maryann - Pon 26 Lis, 2007 05:52

ZWIĄZEK DUSZ WIERNYCH
Rozdział IX część 1


Ciepłe sierpniowe słońce, wpadające łagodnie przez witrażowe okna kościoła św. Klemensa nie mogło być piękniejsze, stwierdził Darcy stojąc w drzwiach świątyni. Była to prawdopodobnie jedyna doskonałość, której miał być świadkiem w ciągu najbliższych minut. Zatrzymał się, żeby nacieszyć się nią przez chwilę, zanim ponownie spojrzał na ulicę. Gardinerowie byli spóźnieni. To nie było w stylu tych krewnych Elizabeth, których w czasie tej żałosnej historii zaczął poważać. Przypuszczał, kto odpowiadał za to spóźnienie.
Westchnął i spojrzał przez ramię na drzwi, które zamknęły się za panem młodym. Przy drzwiach stała krzepka postać Tyke Tannera. Jego twarz była studium cierpkiego współczucia wywołanego denerwującą zwłoką, odwlekającą moment, w którym ich misja będzie mogła zostać uznana za zakończoną.
Z krótkim grymasem Darcy odwrócił się z powrotem w stronę ulicy.
- Niech pan ją wprowadzi, sir – wymruczał pod nosem do zaaferowanego pana Gardinera – Niech ją pan wprowadzi i skończmy z tym !
Jakże tęsknił do chwili, kiedy będzie to wszystko miał za sobą i z czystym sumieniem będzie mógł wrócić do Pemberley. Co do tego, co miało teraz mieć miejsce, to żywił poważne wątpliwości, czy przyniesie mu to chlubę. Oczywiście, przewidywał, że zainteresowana para nie zazna ze sobą wiele szczęścia, ale ciężar obowiązku i nadzieja na przywrócenie rodzinie Elizabeth dobrego imienia w oczach towarzystwa każdego dnia utrzymywały go na tej drodze. Wkrótce wszystko, co dzięki swemu nazwisku i pieniądzom mógł naprawić, zostanie dokonane.
*******

Zamknąwszy drzwi po nieudanym spotkaniu z Lydią Bennet Darcy przeszedł wolno przez hall i rozważając swoje następne kroki zszedł schodami do publicznych pomieszczeń gospody i czekającego tam Wickhama. Będzie przekonany, że ma przewagę i, doprawdy, w tej chwili miał ją rzeczywiście. Świadczyła o tym jego obecność tutaj i nieustępliwość Lydii. Ta przewaga była jednak bardzo wątła i jego zadaniem było uświadomić Wickhamowi każdą wątpliwość i niebezpieczeństwo związane z jego sytuacją tak wyraźnie, jak to tylko możliwe, zatrzymując oboje na miejscu. Bo jeśli ptaszki wyfruną, wszystko może być stracone.
Kiedy wszedł do baru, Wickham odwrócił się od okna, a jego niezmienny uśmieszek poszerzył się, gdy tylko zauważył, że Darcy jest sam. Wolnym krokiem skierował się w stronę stołu, przy którym wcześniej siedzieli. Zanim usiadł, odstawił opróżniony do połowy kufel.
- Zdumiewająco wierna mała, co ? Nie zdecydowałem się jeszcze, czy to korzystna cecha u kobiety, czy nie, ale tak jest. Co zamierzasz z tym zrobić ?
- Dobre pytanie – odparł Darcy siadając na krześle stojącym po przeciwnej stronie stołu – A co proponujesz ?

Alison - Pon 26 Lis, 2007 08:31

Maryanek, czy ten przeskok czasowy to zamierzony przez Pamelkę był, czy coś się przestawiło?
Lydia jest stracona i zostanie taką idiotką do końca życia jak jej mamusia, tyle, że Wickham na pewno nie będzie się zamykał w bibliotece rozwijając swój dowcip i intelekt ... :wink:

Maryann - Pon 26 Lis, 2007 08:36

Alison napisał/a:
Maryanek, czy ten przeskok czasowy to zamierzony przez Pamelkę był, czy coś się przestawiło?

Nic się nie przestawiło. :wink: Tak sobie milady wymyśliła. Chyba doszła do wniosku, że skoro i tak wszyscy wiedzą, jak się ta afera skończyła, to może sobie pozwolić na taki zabieg...

Alison napisał/a:
Wickham na pewno nie będzie się zamykał w bibliotece rozwijając swój dowcip i intelekt ... :wink:

No on to się raczej gdzie indziej będzie zamykał... :roll: :wink:

asiek - Pon 26 Lis, 2007 11:10

Maryann napisał/a:
No on to się raczej gdzie indziej będzie zamykał...

W konfesjonale of kors. :mrgreen:
Maryann napisał/a:
- Zdumiewająco wierna mała, co ? Nie zdecydowałem się jeszcze, czy to korzystna cecha u kobiety

Taaa...dowcip Wickhama nie opuszcza. :roll:
Darcy ma świętą cierpliwość, że to wszystko tak spokojnie znosi. :bejsbol:

Maryann - Pon 26 Lis, 2007 11:17

asiek napisał/a:
Maryann napisał/a:
No on to się raczej gdzie indziej będzie zamykał...

W konfesjonale of kors. :mrgreen:

I sam of kors... :mrgreen:

nicol81 - Pon 26 Lis, 2007 15:14

Nie rozumiem celu tego przeskoku. Skoro wzyscy wiedzą, to można by całkowicie pominąć dalsze negocjacje, a nie wracać do nich.
Naprawdę oceniałybyście Lidię lepiej, gdyby odeszła od Wickhama?

Maryann - Pon 26 Lis, 2007 16:08

nicol81 napisał/a:
Nie rozumiem celu tego przeskoku. Skoro wzyscy wiedzą, to można by całkowicie pominąć dalsze negocjacje, a nie wracać do nich.

Pamela najwyraźniej lubi taki manewr, bo już wcześniej go stosowała (choć na mniejszą "skalę czasową").
Tego początkowego fragmentu nie ma w pierwotnej wersji fanfika. Pojawił się dopiero w wydaniu książkowym.

nicol81 napisał/a:
Naprawdę oceniałybyście Lidię lepiej, gdyby odeszła od Wickhama?

Można by powiedzieć, że gorsze od samego błędu jest uparte w nim trwanie.
Ja bym powiedziała, że nie tyle chodzi o to, czy ona z Wickhamem zostanie, czy go zostawi, a bardziej o to, czy przyzna się wreszcie kiedyś do tego, że zrobiła źle. A na to się niestety nie zanosi... :?

Ulka - Pon 26 Lis, 2007 22:55

Nareszcie nadrobiłam zaległości... i mogę wrócić do - wybaczcie- troszkę starszych spraw.. :)
Maryann napisał/a:
Sofijufka napisał/a:
Akurat nie mam pod ręką DiU - ale widzę jedną możliwość - Darcy miał nadzieję dogonić zbiegłą parę ZANIM spędzili razem noc, choćby w zajeździe.

Ale on się o całej aferze dowiedział w kilka dni po ich ucieczce. A o opuszczeniu Wickhama rozmawiał z Lidią w Londynie, jakieś dwa tygodnie później.
A co do DiU, to w liście pani Gardiner stoi tak:
"starał się przede wszystkim nakłonić ją, by porzuciła tak haniebną sytuację i wróciła do przyjaciół, natychmiast kiedy da się ich nakłonić, by ją przyjęli"

Sofijufka napisał/a:
Albo druga: uwolni idiotkę od drania i z pomoca jej wuja wyda ją za porządnego i nudnego mieszczanina [może wdowca?], który dla koneksji i małego posażku przymknąłby oczy na skandal.

To jest chyba jedyne logiczne wytłumaczenie... :wink:

Darcyemu chodziło o to, by Lydia nie trwała w tej sytuacji, która była grzeszna. Nie chodziło mu tylko o to by nie zgrzeszyła (czyt. oddała się Wickhamowi) ale by i w tym grzechu nie trwała (żyła z nim pod jednym dachem). "starał się przede wszystkim nakłonić ją, by porzuciła tak haniebną sytuację i wróciła do przyjaciół, natychmiast kiedy da się ich nakłonić, by ją przyjęli"
A przyjaciele tacy skorzy do przyjmowania splamionej hańbą (bynajmniej nie sukienki ;) ) wcale nie byli. Na ich dom też to mogło brzydkie światło rzucić. Myślę, że trochę inaczej dziś patrzy się na takie sprawy (no ba!) i dlatego takie trudności ze zrozumieniem, co ten Darcy kombinował ze ślubem. Ważniejsze było przerwanie tych brzydkich podejrzanych relacji, niż teraz za kogo ją wydać. Nie wiem, czy piszę zrozumiale, bo zaczęłam mieć poczucie, że się plączę w słowach, choć wiem, o co mi chodzi :rumieniec: :mrgreen:

Caroline napisał/a:

- Nadal nie rozumiem, dlaczego miałby się pan tym przejmować – odpowiedziała cierpko - Weźmiemy ślub... za jakiś czas. Moi przyjaciele będą równie szczęśliwi jak ja. Nie ma w tym nic aż tak strasznego, żeby przyjeżdżał pan tutaj i mówił mi, że powinnam opuścić George'a.

No, jak dla mnie to taka niewinna to ona nie była. "Rumieniła się Elżbieta i rumieniła się Jane, ale policzki tych, którzy byli tego przyczyną..." etc

Maryann - Wto 27 Lis, 2007 06:06

Rozdział IX część 2

Wickham zaśmiał się, jakby usłyszał dowcip, ale jego beztroska znikła pod poważnym, nieustępliwym spojrzeniem Darcy’ego.
- Cóż – powiedział – Możesz zabrać ją stąd sam lub przy czyjejś pomocy krzyczącą na całe gardło i wierzgającą nogami. Ja, ani nikt tutaj nie stanie wam na drodze za… powiedzmy – popatrzył na niego z zastanowieniem – Dziesięć tysięcy funtów.
- Dziesięć tysięcy funtów – powtórzył Darcy spokojnie – Pozostaje jednak problem reputacji jej i jej rodziny. Dziesięć tysięcy funtów w twojej kieszeni nie przywróci im szacunku. Nie, powinieneś wrócić do kwestii małżeństwa – usiadł wygodnie.
Wargi Wickhama wykrzywiły się w krótkim grymasie, ale wyraz jego oczu świadczył, że jest gotów kontynuować ten temat.
- Dobrze ! Dziesięć tysięcy funtów – uderzył dłonią w stół, jakby znajdował się na końskim targu – I ożenię się z nią !
Darcy udał lekkie zaskoczenie.
- Jak rozumiem, że ta wspaniałomyślna oferta ma oznaczać po pierwsze, że uważasz mnie za durnia, a po drugie, że sam fakt, że będzie nosiła twoje nazwisko ma stanowić odpowiednią rekompensatę za to, co zrobiłeś i pozwoli jej rodzinie odzyskać szacunek ?
- Co ty…
- Co podejrzewam ? Po prostu, że otrzymawszy pokaźną sumę pieniędzy zostawisz ją jako słomianą wdowę, żeby radziła sobie z twoimi wierzycielami. A ja będę finansował twój rażący brak umiaru i przyszła rozpustę. Chyba, że zapomniałeś wspomnieć o zmianie, jak nastąpiła w twoim charakterze ?
Wickham rzucił mu spojrzenie pełne zimnej nienawiści.
- Zawsze ten sztywny skromniś bojący się pobrudzić swoje ubranie ! Charakter ! – rzucił – Tylko bogaci mogą sobie na niego pozwolić, ale większość z nich dość wcześnie z niego rezygnuje. Oni po prostu mają pieniądze lub władzę, żeby się wykupić, zanim plotki staną się zbyt głośne. Ale biedni… Biedni są sądzeni bez miłosierdzia.
- Tak – przerwał mu Darcy – Jest jeszcze kwestia twoich długów. Masz jakiekolwiek pojęcie, jaka to kwota ? – Wickham wzruszył ramionami. Darcy drążył kwestię – Zajmijmy się tylko tymi, których narobiłeś od przyjazdu do Meryton. Ile tego jest ?
Wickham znowu wzruszył ramionami.
- Nie mam pojęcia, oprócz… – odwrócił na chwilę wzrok, po czym mówił dalej – Oprócz długów honorowych wobec oficerów – jakby nagle doznał olśnienia, wyprostował się i walnął w stojący między nimi stół – To był powód tego cholernego bałaganu ! Gdyby ci „wspaniali młodzi dżentelmeni” nie byli tak uparci, tak cholernie skrupulatni i gotowi biec z płaczem do mamy, nie byłoby mnie tutaj !
Wickham zastanawiał się przez chwilę, po czym z westchnieniem wyciągnął rękę.
- Zgoda.
Darcy patrzył na wyciągniętą w jego kierunku rękę i poczuł nagły ucisk w piersi.
- W porządku… – Wickham zaczął się wycofywać.
- Nie, zaczekaj ! – Darcy kazał ucichnąć demonowi, który drwił z niego budząc dawne urazy i szybko chwycił dłoń Wickhama – Zgoda. Przyjdę tu jutro o jedenastej – powiedział pośpiesznie – Pożegnaj ode mnie pannę Bennet.
Wziął swój kapelusz, laskę i wyszedł, zostawiając Wickhama, aby dać mu możliwość przemyślenia tego, co między nimi zaszło.

Alison - Wto 27 Lis, 2007 08:24

Jakiś taki niesmak mam.... Niby chce ratować honor panny i jej rodziny, niby Darcy ma dobre chęci, ale wszystko to jak koński targ, nie przynosi mu to chwały. Przynajmniej w moich oczach... Abstrahując od tego, ze ona głupia, a Wickham wyrachowana szuja, to w ogóle obrzydliwe to czasy byli i cześć, to był zwyczajny handel żywym towarem w majestacie prawa i dobrych obyczajów. Tfu! :?
Maryann - Wto 27 Lis, 2007 08:38

Alison napisał/a:
Jakiś taki niesmak mam.... Niby chce ratować honor panny i jej rodziny, niby Darcy ma dobre chęci, ale wszystko to jak koński targ, nie przynosi mu to chwały. Przynajmniej w moich oczach...

We własnych oczach najwyraźniej też.
Co do tego, co miało teraz mieć miejsce, to żywił poważne wątpliwości, czy przyniesie mu to chlubę.
Pomijając nawet kwestie finansowe - bo czym się było cieszyć ? Tym, że postrzelone dziewczę dostało za męża hulakę i hazardzistę bez honoru ? :?

Alison - Wto 27 Lis, 2007 09:06

Maryann napisał/a:
Pomijając nawet kwestie finansowe - bo czym się było cieszyć ? Tym, że postrzelone dziewczę dostało za męża hulakę i hazardzistę bez honoru ? :?


Obrzydliwe to było. Nawet jej rodzina, w końcu nawet jeśli się (poza mamunią) nie ucieszyła z tego małżeństwa, to jednak wszyscy doznali jakiejś ulgi, wiedząc przecież co za życie czeka tą dziewczynę z tym patentowanym dupkiem. To samo sir Lucas... widział za kogo wydał Charlottę a cieszył się jak durny. Uokropne to casy byli dla młodych kobiet, handlowały nimi rodziny i rodzone matki, tfu! Ja to bym Was byle komu nie oddała :pociesz:

Maryann - Wto 27 Lis, 2007 09:15

Alison napisał/a:
Uokropne to casy byli dla młodych kobiet

Uokropne, w rzeczy samej... Niczym towar na wystawie... :(

Ale Darcy mi się w tej scenie podoba... :wink:

Sofijufka - Wto 27 Lis, 2007 09:35

Alison napisał/a:
Maryann napisał/a:
Pomijając nawet kwestie finansowe - bo czym się było cieszyć ? Tym, że postrzelone dziewczę dostało za męża hulakę i hazardzistę bez honoru ? :?


Obrzydliwe to było. Nawet jej rodzina, w końcu nawet jeśli się (poza mamunią) nie ucieszyła z tego małżeństwa, to jednak wszyscy doznali jakiejś ulgi, wiedząc przecież co za życie czeka tą dziewczynę z tym patentowanym dupkiem. To samo sir Lucas... widział za kogo wydał Charlottę a cieszył się jak durny. Uokropne to casy byli dla młodych kobiet, handlowały nimi rodziny i rodzone matki, tfu! Ja to bym Was byle komu nie oddała :pociesz:

Bóg zapłać!
Ale... Weź tak na rozum: Lidia. Co ją czekało bez ślubu z Wickhamem? W najlepszym razie - ślub z jakimś urzędniczyną i życie od zapłaty do zapłaty (to nie dla niej!). Pobyt w zapadłej dziurze w małym domku. Albo - kariera córy Koryntu (nawiasem mówiąc, nie wiem dlaczego tłumacze uparcie zostawiają "Cypryjki"). To nawet była czasem niezła kariera (kilka takich wyszło za szlachciców), ale na to ona za głupia i zbyt rozrzutna. To już lepszy taki ślub (z nadzieją, że Wickhama wyzwie na pojedynek zdradzony mąż i Lidia zostanie młodą wdową). No i skandal od razu robi się taki "oswojony" i mniej rzutuje na szanse pozostałych panien B.
Sir Lucas? Ja tam mu się wcale nie dziwię, że się cieszył. Pewnie zamartwiał się, co będzie z córką, jak on umrze. A tak miała za męża szanowanego duchownego z perspektywą na niezły spadek, własny dom i wysoko postawioną protektorkę. W dodatku pan Collins, choć głuptas (ale go lubię!), wcale nie musiał być tali niepociągający, jak go zrobili kolejni rezyserzy. Ja go raczej widzę jako dość przystojnego, postawnego, nieźle ubranego "dżentelmena".

Nie wiem, czy pamiętacie, ale dawno, dawno temu tv dawała czeski serial "Cesarskie fiołki", Była to historia dwóch sióstr. Jedna piękna, druga zdolna. Pierwsza wyszła za baaardzo bogatego kupca (taki wokulski), druga została pierwszą w kraju kasjerką.
No i - jest tam taka scena, kiedy ta piękna (po śmierci na polu bitwy arystokraty, w którym była zakochana, może nawet z wzajemnością) jest zmuszana przez rodziców do poślubienia jakiegoś koszmarnego mieszczucha. Ona - nie i nie. I wtedy następuje wybuch tatusia, który grozi, że ją wyrzuci na bruk, niech zdycha z głodu. Ona, zrozpaczona, łapie za nożyczki i rozcina żyły :cry2: . Spoko - odratują ją. To była okropna scena, ten papcio, brrr. Ale ... potem czytałam książkę i tam widać wyraźnie, że ojciec jest zrozpaczony, bo córkom nie może nic zostawić i po prost boi się, że pozdychają z głodu. Po prostu MUSI zastosować kurację wstrząsową....
Fakt, czasy były okropne...

Maryann - Wto 27 Lis, 2007 10:04

Sofijufka napisał/a:
pan Collins, choć głuptas (ale go lubię!), wcale nie musiał być tali niepociągający, jak go zrobili kolejni rezyserzy. Ja go raczej widzę jako dość przystojnego, postawnego, nieźle ubranego "dżentelmena".

Przystojny, czy nie, ja bym przy takim mężu błyskawicznie wylądowała w wariatkowie, albo przynajmniej popadła w ciężką nerwicę...

Marija - Wto 27 Lis, 2007 10:11

Sofijufka napisał/a:
Albo - kariera córy Koryntu (nawiasem mówiąc, nie wiem dlaczego tłumacze uparcie zostawiają "Cypryjki").
Ale co, ale gdzie? :excited:
Co ma Korynt do Cypru? :mysle:

Maryann - Wto 27 Lis, 2007 10:19

Tyle, że te określenia oznaczają tę samą profesję...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group