To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fantastyka - Fantastyka na małym i dużym ekranie

aneby - Nie 28 Mar, 2010 21:21

Nadganiam FF :wink: Jak ja nienawidzę hiatusów :roll: Nie mogę się potem połapać o co chodzi ...
Podwójny odcinek z ubiegłego tygodnia jest całkiem niezły :-D Zrobiło się trochę bardziej .... naukowo :mysle: Ale to dobrze. Przynajmniej coś się dzieje, a nie w kółko opowiadanie sobie co kto widział.
I jest więcej Simona (Dominic Monaghan), chociaż dla mnie zawsze będzie Hobbitem :wink: , tutaj świetnie sobie radzi.
Chyba zapodam sobie jeszcze jedną dawkę :mrgreen:

Admete - Pon 29 Mar, 2010 06:54

Jest odcinek przypominający wszystko - pojawił się przed tym podwójnym :)

W tym najnowszym niestety duzo jest o córce tego przyjaciela z AA. Ten wątek mnie nudzi trochę.

aneby - Pon 29 Mar, 2010 07:04

Akurat w tym wątku sie trochę pogubiłam :rumieniec: też mnie specjalnie nie interesuje ...
Admete - Pią 02 Kwi, 2010 08:38

Fringe wróciło :)
praedzio - Pią 02 Kwi, 2010 09:03

I V. :D
aneby - Pią 02 Kwi, 2010 09:04

Admete napisał/a:
Fringe wróciło
:excited: Biszkopcik :mrgreen:
Caitriona - Pią 02 Kwi, 2010 12:20

Admete napisał/a:
Fringe wróciło

Suuper! :D :D

praedzio - Pią 02 Kwi, 2010 23:33

Przed chwilą w końcu udało mi się obejrzeć jeden z odcinków The Outer Limits. Ciężko się oglądało w oryginale, bez tłumaczenia, ale nie przeszkodziło mi to się pochlipać na końcówce odcinka. Zresztą, kto kiedykolwiek oglądał ten serial, ten wie, że słynął on z zazwyczaj pesymistycznych zakończeń poszczególnych odcinków. ;) I z przewrotnych morałów. ;)

Na dobranoc jedna z piosenek z tego właśnie odcinka:

http://www.youtube.com/watch?v=ktErCvKISAE

Admete - Sob 03 Kwi, 2010 08:43

Chyba nie oglądałam. O czym to było?

Ja wczoraj obejrzałam Fringe - genialny odcinek. Cały rozgrywał się w połowie lat 80. Nawet czołówke mieli stylizowaną ;) Na koniec pomyslałam sobie, że dla Petera i Olivii nie ma wielkich szans. Wydaje mi się, że na końcu każde z nich będzie musiało zostać w swoim świecie - tak jak Lyra i Will w Mrocznych materiach.

Nowy odcinek FF tez był dobry. Znów kilka rzeczy wyjaśnili - chyba wizja Marka się faktycznie spełni, bo Olivia postawiła mu ultimatum...

praedzio - Sob 03 Kwi, 2010 09:33

Admete napisał/a:
Chyba nie oglądałam. O czym to było?

Tu masz streszczenie odcinka:

Kod:
It is 2056, six years after the Hing, a humanoid race, invaded Earth. While America fights on, Russia has reached an uneasy truce with the aliens, leaving some regions under their control and others declared neutral. In the neutral city of Archangel on the Barents Sea, cynical American expatriate Michael Ryan (Nathan Fillion) runs Heaven, a small coffee bar and music club, where shady Russians mingle with Hing soldiers and other dubious characters.

Everything is agreeably corrupt until Alexandra Nevsky (Natasha Vasiluk) informs Michael that Hing commander Sulat Ray (Derek de Lint) is on the lookout for two NATO soldiers who might be interested in buying a Hing scout vehicle that has gone missing. Those soldiers, Winston Meyerburg (Justin Louis) and Cass Trenton (Angeline Ball) have dodged Hing patrols and found their way to Michael's bar.

Cass, who was Michael's lover before the war — she only took up with Winston because she thought he was dead — suspects Michael can get them the scout vehicle. She appeals to his sense of patriotism, revealing that she is carrying a deadly parasite that she and Winston stole from the Hing and, if it can be replicated, might defeat the Hing.

But it becomes clear that it's going to take more than flag-waving and high ideals to get Michael to risk his neck in this situation.

Najbardziej jak zwykle podobał mi się przewrotny morał kończący odcinek:

True sacrifice is not what we surrender, but what we ultimately gain.

Za Trivią:

Kod:
The story is a futuristic reinterpretation of "Casablanca" where a couple is carrying a parasite that might win the war for the humans. The couple flee to the city Archangel looking for a way to escape the Hing and gain the support of a former lover Micheal who owns the cafe.


Faktycznie, coś w tym odcinku było z Casablanki.... :o

Admete - Sob 03 Kwi, 2010 09:43

To coś nowego jest? Da się odszukać? ;)
praedzio - Sob 03 Kwi, 2010 10:21

O ile 1999 rok można nazwać nowym, to tak. ;) Ja dałam radę, to i Ty dasz. :mrgreen:
aneby - Sob 03 Kwi, 2010 17:02

Zaczęłam oglądać Diunę z 2000 roku http://www.filmweb.pl/f31058/Diuna,2000
Na razie pierwsza część, straaasznie długa :roll: Opinie słyszałam różne, najczęściej niepochlebne, ale mnie się podoba. Ładne, klimatyczne zdjęcia, scenografia też nie najgorsza. Nie lubię Wiliama Hurt'a, ale to szczegół :wink:
Filmu Lyncha z '84 nigdy nie obejrzałam do końca (efekty specjalne :zalamka: ), wstyd się przyznać, ksiązki też nie czytałam :rumieniec: ale to na pewno nadrobię :wink:

milenaj - Sob 03 Kwi, 2010 17:22

Książka jest świetna. Sama niedawno sobie przypomniałam. A ta Diuna też bardzo mi się podobała. Czytałam komentarze i chyba po prostu nie nastawiłam się na nie wiem co, no i miło mnie ten film zaskoczył. Ale dalsze części tzn "Dzieci Diuny" oglądałam do końca już tylko ze względu na obecność Jamesa McAvoya.
praedzio - Sob 03 Kwi, 2010 19:19

Ja do tej pory obejrzałam tylko Diunę Lyncha - i to kilkakrotnie. Bardzo mi się klimat podobał, a wiadomo nie od dziś, że efekty specjalne mam w dużym poważaniu, jeśli reszta mi się podoba. ;)
BeeMeR - Sob 03 Kwi, 2010 23:55

Ja oglądałam tylko tą pierwszą Diunę z upiornie niebieskimi oczami i czerwiami :mrgreen:
Grałam - znaczy próbowałam grać w grę Diuna ale bardzo szybko ginęłam na piaskach bo mnie zupełnie nie interesowało latanie od bazy do bazy i "gadanie" z nudnymi, nieruchawymi figurkami :roll:

Oglądamy dalej Firefly :cheerleader2:
Pojedynek na szpady, palenie czarownic, no no :lol: im dalej tym ciekawiej :banan_Bablu:

Deanariell - Nie 04 Kwi, 2010 22:22

BeeMeR napisał/a:
Ja oglądałam tylko tą pierwszą Diunę z upiornie niebieskimi oczami i czerwiami

Bo Diuna Lyncha jest kultowa. ;) Też lubię tę wersję - a nie jest to powieść łatwa do ekranizacji. Moim zdaniem bez przeczytania książki trudno tak w pełni do końca zrozumieć sens i wczuć się w klimat...
aneby napisał/a:
Filmu Lyncha z '84 nigdy nie obejrzałam do końca (efekty specjalne

Co do efektów specjalnych, to musisz wziąć pod uwagę rok produkcji - możliwości były takie, jakie były... A i tak Amerykanie mieli wtedy chyba najlepszy sprzęt pod tym względem. Trochę informacji z Wiki ;) --> "Cała realizacja filmu trwała trzy i pół roku, pochłaniając ponad 45 milionów dolarów. Nad efektami specjalnymi pracował w Los Angeles m.in. Albert Whitlock (Ptaki, Przybysz), natomiast nad stworzeniem przekonujących czerwi pustyni i nawigatorów Gildii - Carlo Rambaldi (King Kong, Obcy, E.T.)". Ciekawa jest w ogóle historia tego filmu... http://pl.wikipedia.org/wiki/Diuna_%28film%29
(tudzież: http://en.wikipedia.org/wiki/Dune_%28film%29 )
aneby napisał/a:
wstyd się przyznać, ksiązki też nie czytałam

No to faktycznie trzeba nadrobić zaległości - koniecznie! ;) A tę nową wersję filmową z 2000 roku sama bym kiedyś chętnie obejrzała dla porównania.

Obejrzałam najnowszy odcinek "V" - muszę przyznać, że podoba mi się - klasyczna inwazja obcych, fałszywa tożsamość plus niecne zamiary, manipulacje, ziemski ruch oporu współpracujący z "jaszczurzą" opozycją... Czekam na kolejne. :-D

praedzio - Wto 06 Kwi, 2010 18:46

Mnie również nie podobał się kierunek, w którym poszła filmowa kontynuacja Firefly. :-| Za dużo efektów i bezsensownej rąbanki, za mało opowieści... No i te dwie rzeczy, o których wspomniała Aragonte... Ja bym inaczej napisała tę opowieść. :P Taaa... tylko kto by to nakręcił? Szaleniec chyba. ;)

Nadgryzłam w międzyczasie Warehouse 13. Nawet przyjemnie się ogląda - ale bez żadnej chemii na razie.

Rzuciłam też okiem na najnowszy odcinek Castle, który stanie oko w oko... z mumią (temu to tutaj piszę, nie w wątku kryminalnym) ;) I chyba coś się zadzieje z tego powodu. :mrgreen: Tylna część naszego kochanego pisarza przekona się o tym wyjątkowo boleśnie. :mrgreen:

Admete - Wto 06 Kwi, 2010 20:31

Warehouse jest taką zabawą konwencją, a Serenity nie uznaję ;)
BeeMeR - Śro 07 Kwi, 2010 08:58

Admete napisał/a:
Serenity nie uznaję ;)
Ja też nie - :foch2:
Doszłam do tego samego wniosku, gdy wczoraj wydawało nam się, że skończyliśmy Firefly (w rzeczywistości uchowały się nam dwa docinki, planowane na dziś wieczór :mrgreen: ) i obejrzeliśmy to coś, zwane Serenity i zdenerwowało mnie nie tylko to, o czym pisze Aragonte, bowiem niemal od początku i przez cały film byłam zbulwersowana wypaczeniem charakterów postaci i kontaktów między nimi.
Kapitan na wiecznym vqrwie, załoga też, kłócą się bez przerwy zamiast przekomarzać i prawić złośliwostki - no co to jest? :zalamka:
River z nieporadnego, zagubionego dziewczątka ewoluowała w matriksowy Kill Bill :roll:
Pastor niemal w ogóle zniknął - pojawiając się raptem w 2-3 scenach :roll:
A o tym, co zrobili Washowi to już nawet nie wspomnę :uzi:
Nie uznaję tego i nie przyjmuję do wiadomości :foch2: bo uważam, że to tylko po to, aby
Spoiler:
1. pokazać Zoe w sukience
2. River odnalazła swoje miejsce wśród załogi na statku - a uważam, że mogli to inaczej wymyślić.
3. ew. by pokazać bajerancki video-grobek ;)


Reszta bohaterów też się jakoś rozmemłała - np. Doktorek, a przy tłumaczeniu czy się się złości czy gniewa czy coś tam innego przeżyłam załamkę, która mi nie przeszła już do końca.

Ach, no i nawrócenie Zuego - pchi, akurat wierzę, :roll: Źli nie są po to by ich nawracać, ale by spektakularnie ginęli lub zostawali sobie dysząc żądzą zemsty, jak Niska czy ten od szpady ;)

Jedno, co mi się podobało, to końcowa mowa kapitana, że to, co naprawdę pozwala kierować statkiem to miłość :serduszkate: - ładne, ale jak na film, to zdecydowanie za mało.
Generalnie spartolili świetną historię. :(

Admete - Śro 07 Kwi, 2010 14:14

To robiła inna telewizja już po jakims czasie, po zakończeniu serialu. Szkoda, że producenci z tego zrezygnowali...
BeeMeR - Śro 07 Kwi, 2010 14:15

Kontynuując myśl sprzed kilku godzin, W odróżnieniu od filmu Serenity, serial Firefly podoba mi się bardzo :cheerleader2:
Jest jak dobrze doprawione danie - trochę słodkie, trochę pikantne, duża dawka ironii pięknie skontrastowane postaci, podsumowane przez twórcę: "to dziewięć osób patrzących w kosmiczną przestrzeń i każda widzi co innego" albo coś takiego :mrgreen:
I tak jest - i pięknie się ścierają ze sobą, nie niszcząc drugiej strony - a wszystkich, gdy trza, trzyma Malcolm (i tego już mi brakło w filmie, tam było bardziej trzymanie "za mordę", a nie wykłócanie się kto jest kapitanem a kto nie :roll: ).

Czy pisałam już że lubię Jayne? :mrgreen: Lubię go :lol: - to kwintesencja "równowagi chwiejnej"i chyba jedyny członek załogi, który trzyma kapitana w w wiecznej czujności, bo nie wiadomo co mu może do łba strzelić - no i czasem strzela ;)
A nawiasem River jako reprezentantka pasażerów.
W sumie to ja ich wszystkich lubię :banan:

praedzio - Śro 07 Kwi, 2010 14:30

Generalnie tom rzec chciała, że BeeMerek ma fajną sygnaturkę. :mrgreen:
BeeMeR - Śro 07 Kwi, 2010 15:22

Nie da się ukryć, że zauroczyło mnie to lego :lol:

Caitriona - Śro 07 Kwi, 2010 15:32

Mogłabym takie mieć ;)


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group