Literatura - Proza i poezja - Kicz czy literatura ?
Anonymous - Śro 21 Lut, 2007 22:33
a mnie sie teleszynski szalenie podobał w młodości. Ordynat jak ordynat, ale książe Bogusław !!!!! No nic tylko majtki przez głowę przychodzi ściagać...
Kaziuta - Śro 21 Lut, 2007 22:34
Oj nie moge sie z tym zgodzić. Leszek Teleszyński podobał mi sie od zawsze, a za okładka zeszytu w ogólniaku nosiłam jego zdjęcie.
Gosia - Śro 21 Lut, 2007 22:38
No to "Tredowata" 1976
Elżbieta Starostecka, Leszek Teleszyński
Teleszyński w "Trędowatej" i mi sie podobał
Przy okazji zobaczcie co znalazlam:
http://www.sebka3.republi...l/tredowata.htm
Anonymous - Śro 21 Lut, 2007 22:43
Pudel ci on rzeczywiscie, ale za to jaki !!!!
Strasznie mi sie zawsze podobał. Już jako dziecko wzdychałam do "złych chłopców" i tak mi chyba zostało ...
Trzykrotka - Śro 21 Lut, 2007 22:44
Ale do ekranizacji Trędowata szczęścia nie miała. To jest materiał na piekny serial, ale taki z rozmachem, nie coś tak nędznego jak polsatowskie wypociny zrobione za dwa grosze. Hoffman zmaścil wszystko straszliwie (a Znachor tak mu się udła!), przeniósł wszystko w dwudzistolecie, a to była co najmniej epoka wczesniej, odział ordynata w koszule w kratkę, Stefci nałożyl kilo makijazu, kazal jej od pierwszysch scen gapić sie na niego maślanym wzrokiem (a gdzie jej duma i uprzedzenie - pytam się??!!), z Waldy'ego zrobił jakieś chamiszcze, które obraża hrabiankę Barską w swoim domu, arystokratom kazal zakładac idiotyczne maski w celu straszenia Stefci... A ona sama nic tylko wyśpiewywała cienkim głosem "Ooooo ka żdym miejscu i o każdej dobie......" - wszystko razem okropnie rozpaczne, a nie pieściwe.
Gosia - Śro 21 Lut, 2007 22:57
Gdy sie dowiedzialam, ze Polsat ma zamiar nakrecic serial Tredowata, to troche sie ucieszylam, ale o efekcie ich pracy wspominac już nie bede ??:
Trzykrotka - Śro 21 Lut, 2007 23:08
Główne role obsadzili dobrze, i Sokołowska i Mendes byli stylowi i dobrze zagrali, ale scenariusz był bardzo kiepski no i wszystkim kazali grać w dekoracjach, do tego ubożuchnych. W charakterze sali portretowej wystąpiła jedna ścian z jednym obrazkiem, skarbczyka Michorowskich - kasetka z garstką Jablonexu, bal przypominał nie powiem co. Ordynat książkowy, zanim przyjechał do Stefci z pierścionkiem, przysłał najpierw całą oranżerię - opis kwiecia zajmuje chyba ze stronę. W serialu wpadł z nędznym bukietem krótkich różyczek.
Po co się zabierali do rzeczy...
QaHa - Śro 21 Lut, 2007 23:30
aby nas z wyobrażen obedrzec albo je nadszarpmnac a tym co nie czytali ochote z głowy wybic
moim zdaniem to byla dywersja
Alison - Czw 22 Lut, 2007 00:20
Chyba na jakiś tydzień wszelką literaturę muszę odstawić, żeby dojść do siebie, jak się uporam z emocjami, to jasne, że do Was dołączę Aż się boję do tłumaczeń powrócić, bo łeb mam tak napakowany tymi dźwiękliwymi polotami na folblutach.
A w ogóle to jako czytelnik i wielbicielka happy endów czuję się zdruzgotana do imentu. No jak można było kobitę w przeddzień ślubu uśmiercić? No jak?! I to kiedy wszystko się tak pięknie ułożyło i wszyscy ją pokochali! No dno, serdeńku dno. Żeby choć jaka sprawiedliwość dziejowa. Czemu Waldemar nie zastrzelił Barskiego? Może Kodeksu Boziewicza nie zakupił i nie wiedział jak się w takich razach zachować... Albo żeby choć jakieś Koło Łowieckie z Głębowicz w odwecie Melasię Barską zgwałciło, tak żeby nie wiedziała z kim ma dziecię niesferyczne, co by jej się z tego gwałtu narodziło, a tu NIC! Stefcia umiera, a życie toczy się dalej. Żeby choć ordynat se w łeb trafił, to by człowiek miał nadzieję, że razem po łąkach niebieskich, a tak... nie mogę, no po prostu nie mogę
Alison - Czw 22 Lut, 2007 12:12
Muszę się przyznać, że pozostaję pogruchotana z żalu za moją parą ukochaną. Po prostu czuję się jakby mi kto tę moją esencję dziewczyńską zabełtał trwale. Serce mi pęka i oświadczam, że drugi tom chowam w czeluście najmniej dostępnej szafy, a pierwszy tom jedynie pozostanie ulubionem skarbczykiem wyrażeń kwiecistych.
Jak sobie tak przypomnę jak on ją kochał..., jak ją na ukochanego Apolla sadzał żeby ją jazdy konnej uczyć, ale cały czas był obok, gotów konikowi nawet w łeb palnąć gdyby ten miał w jakikolwiek sposób Stefcię ukrzywdzić. Jak zza sosny popatrywał kiedy jego służba się jej kłania pięknie i jak sobie mówił: moje chłopy kochane, wiedzą jak trawa rośnie. No cudny jest ten ordynat. Proszę zorganizować znowu jakiś konkursik na bohatera, ja ordynatowi oddaję bukiet palm pierwszeństwa i kryształ pełen owoców białych, gdzie zdrój zielony tryska...
Admete - Czw 22 Lut, 2007 12:25
Czytam z podziwem wypowiedzi Alison i dochodze do wniosku,że mnie czegoś brakuje, bo nie łapię nastroju tej książki - ani na serio ani na śmieszno Styl - choć przyznaję zabawny chwilami - męczy mnie na dłuższą metę, a bohaterowie...irytują. Chyba dam sobie spokój. Wasze wypowiedzi śledzić jednak będę z fascynacją
Alison - Czw 22 Lut, 2007 13:06
Cóż Ci mogę poradzić kochana... W bohaterach po prostu trzeba się zakochać!
Ja zawsze zakochuję się w bohaterach powieści, które czytam i żyję razem z nimi, dlatego tak cierpię jak mi ktoś ich ukatrupia . Z tą miałam frajdę na wielu niezależnych polach, przeżywałam ludzkie losy bohaterów, bawiłam się tym niespotykanym stylem, bujałam sobie wyobraźnią po miejscach i strojach, co jest wielką przyjemnością dla mojej wybujałej wyobraźni. Czasu, który poświęciłam na tę książkę nie uważam za stracony, bo obok paru żenujących scen, na które spuszczam zasłonę milczenia, nikt mi przecież nie każe ich czytać ponownie, z przyjemnością podczytywać sobie będę inne, które a to mnie wzruszyły, a to rozbawiły. Ja tam jestem zawołaną fanką Trędowatej, i jak kto mi tu się będzie nad nią wytrząsał, to go wpisuję na czarną listę i nie ma zmiłuj
Admete - Czw 22 Lut, 2007 13:16
Dlatego zostawię ją w spokoju i nie będę czytać, żeby nikomu humoru nie popsuć. Będę za to czytać wasze wypowiedzi z przyjemnością
Alison - Czw 22 Lut, 2007 14:07
To nie chodzi o psucie humoru, bo każdy ma prawo do własnego gustu, ale myślę, że trzeba akurat do tej książki jakiś kluczyk znaleźć, żeby się nią cieszyć, a skoro Ty go nie znalazłaś, to może rzeczywiście się nie katuj
Mam taką naturę, że zawsze we wszystkim usiłuję znaleźć coś, co by mi się podobało, w taki czy inny sposób, bo by mi było czasu żal poświęconego na dany film czy książkę, jakbym już tak nic w tym ani do płaczu, ani do śmiechu, ani do zadumy, ani do zachwytu nie znalazła. A tak mam radochę jak dziecko w piaskownicy . Przy Trędowatej się i pośmiać do łez można, i wzruszyć (ja tam beczałam jak ordynat cierpiał, nie jestem taka bezsercowa jak Trzykrotka, co to nad mogiłką się chichrała :razz: ), i powędrować po oranżeriach czy parkach ze starymi drzewami pięknie oszronionymi. Znam takich przypałacowych parków mnóstwo, więc natychmiast mi się miłe wspomnienia uruchamiają i już mam frajdę. Potrafię to co głupie, żałosne i mdłe w tej książce sobie ominąć, nie potępiając jej w całości w tzw. czambuł. Ja tam jestem Gosieńce wdzięczna za to, że mnie namówiła, bom wrażeń miała co niemiara No cóż, romansową naturę ma ta Wasza Matka i nic na to nie poradzicie :razz:
Jestem bardzo ciekawa wrażeń pozostałych dam i też z utęsknieniem czekam na ich komentarze.
asiek - Czw 22 Lut, 2007 22:45
Noo- nie -dam- rady- się -oprzeć !!! Jutro ruszam do piwnicy i z dna kufra wyciągnę Trędowatą :grin:
Dzięki Wam dziewczyny mam wenę
Anonymous - Czw 22 Lut, 2007 22:54
do mnie wedruje, bo po takie delicyje Matula nam pod nos podstawia, że bez ołóweczka i zakreślenia co pyszniejszych fragmencików sie nie obedzie
Alison - Pią 23 Lut, 2007 11:47
A ja się chciałam zapytać dlaczego Kaziutek się z nami nie dzieli wrażenioma, a książkę wcześniej ode mnie dostała. Snajpera sie boisz czy co? :sad:
Co do książczyny mojej ukochanej, to wczoraj błądząc bezpamiętnie po jej kartach, poczyniłam jeszcze nastepujące obserwacje:
1. Wszyscy w chwilach uniesienia (a po prawdzie innych w tej książce nie uświadczysz ) mają w skroniach pulsa i tętna. Zawsze w liczbie mnogiej. Może oni serca podwójne mieli? No bo jak się tak zastanowić, to po tych wszystkich huraganach uczuciowych, po tym krwi przepalaniu notorycznem, to jedno serducho by padło po dwóch rozdziałach...
2. Pani Helenka śmiesznie używa słowa "paradoks" w znaczeniu - bzdura, głupstwo, ale i tak ją kocham :razz:
3. Nadal pracuję nad "zastosowaniem Stefci do pogody". Chyba jeszcze mój umysł nie jest zastosowany odpowiednio do tych zawiłości cudnych, ale nieustająco nad sobą pracuję, o czym donoszę Wam z "pewną dozą szczęścia" ale i strapienia
I na Boga nie traćcie weny do czytania tej książki!!! Boż to skarbnica wszelakich cudów językowych. Naprafdę
Alison - Pią 23 Lut, 2007 17:30
W kolejce do kasy w supermarkecie, co jak wiecie owocuje u mnie głębokimi przemyśleniami myślałam sobie o ekranizacji naszej "Trędzi". No i pomyślałam, że żeby "Trędzia" była trendy, musiałby się za nią wziąć jakiś mistrz (lub mistrzyni) od TAKICH filmów. Może Andrew D. albo Sandy W. Boże, ci by dopiero film społeczno-kulturalny nakręcili A jak roiłoby się od tych wszystkich zabójczych, porozumiewawczych, pełnych wdzięczności, zachwytu, uwielbienia, nienawiści i wzgardy spojrzeń. Toż by dziewczyny takie clipy produkowały, że głowa mała! No i tak sobie obmyśliwałam kto by nam tu na ordynata pasował. I proszę pań bez długich korowodów wyszedł mi Gerald upiorek (Aine! ). Jest wystarczająco postawny i męski, na koniu prezentuje się pysznie, ma w sobie i tę dzikość niezbędną, ale i miękkość i czułość, że przytuli do piersi, w czółko pocałuje, nic sobie z tej męskości nie ujmując. Od spojrzeń zabójczych jest mistrzem... Rysiek i Colin za filigranowi, Tobik za konusiasty. Gerald i cześć. Trochę by mi tylko ta jego sepleniąca wada wymowy przeszkadzała, ale by się zdubbingowało i ómarłybyśmy wszystkie na tym filmie.
Piękne plenery, piękne kostiumy... Trzeba by do BBC napisać, jeno kto by to na angielski machnął. Gosia?
Natomiast nijak żadna Stefcia nie przyszła mi do głowy, żeby była śliczna, ujmująca, miała wrodzone szlachectwo w postawie, do tego diabeł w oczach i wulkan w białym kielichu lilii?
Urodziła się taka co by to zagrała? Zaraz, zaraz... a Natalie Portman? Co Wy na to?
Anonymous - Pią 23 Lut, 2007 17:39
Matulu, po raz kolejny dowiodłaś, że oko masz mistrzowskie, a umysł tęgi !!!
Gosia - Pią 23 Lut, 2007 17:45
Upior? O nie! ??:
Gdy mysle: Michorowski - z pewnoscia nie staje mi w oczach nikt podobny do Upiora
Nie musi byc koniecznie Rys ani Ralph, ale na Upiora sie nie zgadzam!
Alison - Pią 23 Lut, 2007 17:46
| AineNiRigani napisał/a: | Matulu, po raz kolejny dowiodłaś, że oko masz mistrzowskie, a umysł tęgi !!! |
Ale powiedz, widzisz go jako ordynata? Tak mi zaraz przyszedł do głowy przez tę swoją "ogromność" co z Attyli zapamiętałam i miękkość z Frankiego, no i tą szczękę wyraźnie władczo zarysowaną ma, zupełnie jakby go pani Helenka własnoocznie widziała!
Alison - Pią 23 Lut, 2007 17:48
| Gosia napisał/a: | Upior? O nie! ??:
Gdy mysle: Michorowski - z pewnoscia nie staje mi w oczach nikt podobny do Upiora
Nie musi byc koniecznie Rys ani Ralph, ale na Upiora sie nie zgadzam! |
:sad: To kogo widzisz Gosiu? Pomyśl jakby go ogolili, ładny płowy wąs, nieskazitelny strój do jazdy konnej, wyprostowany na Appollu czarnym jak sadza, i tymi szarymi oczyskami przewiercajacy. Ja juz nikogo innego sobie wyobrazic nie potrafię, tak sie zasugerowałam ??:
Gosia - Pią 23 Lut, 2007 17:49
Nie widze go jako ordynata. O nie!
Nie ma w swoim wygladzie nic z arystokraty, pamietasz te "arystokratyczne stopy" ?
Upiór nie wyglada na takiego, co przeczytal biblioteke w Glebowiczach
Choc w żołtym czapraku i uzdeczce byloby mu do twarzy
Alison - Pią 23 Lut, 2007 17:51
A gdzieś Ty Gerry'emu stopy oglądała?
Poza tym w książce nie ma ani jednej sceny żeby ordynat na bosaka chadzał, więc o co chodzi?
Alison - Pią 23 Lut, 2007 17:53
To przyjrzyj mu się dobrze. Jak na koniu siedzi to taka w nim siła i władza, a jednocześnie ognie mu po twarzy latają, oczy świdrujące, no wypisz wymaluj, jak u Mniszkówny!
|
|
|