Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - tom II
Maryann - Pią 02 Lut, 2007 14:52
Oj, dziewczynki, nie czepiajcie się ! Darcy miał na głowie znacznie ważniejsze sprawy niż to, co ma założyć na przyjęcie. Tu jeden przyjaciel nieszczęśliwie zakochany, tam drugi zbyt dociekliwy... Gdzie się nie obróci, tam mu się wszystko kojarzy z Elżbietką... I jeszcze te wątpliwości i wyrzuty sumienia...
A wy tu o fatałaszkach...
Gitka - Pią 02 Lut, 2007 15:26
Bo Colin w serialu to mi się taki stanowczy i męski wydawał, a ten tu .... może jeszcze młodziutki, czy coś...
Maryann - Pią 02 Lut, 2007 15:34
No właśnie: WYDAWAŁ SIĘ. Pan Darcy po prostu bardzo skutecznie ukrywa swoje uczucia...
Alison - Pią 02 Lut, 2007 16:38
A co Fletcher tym razem knuje, że tak się uwija? Pamiętam jak tłumaczyłam ten kawałek z ubieraniem się na bal, to miałam jakieś okropne wrażenia, jak Fletcher przed Darcy'm klęczał i mu (za przeproszeniem) spodnie ściągał, no przepraszam bardzo, fuj! Dałybyście komuś zdejmować sobie spodnie?! (Poza wiadomymi okolicznościami oczywista, ale tam, jak mniemam, o takich nie było mowy )
Maryann - Pią 02 Lut, 2007 16:42
Fletchera porwała wizja zaprezentowania efektów swojej pracy przed eleganckim światem.
Alison - Pią 02 Lut, 2007 16:44
| Maryann napisał/a: | Fletchera porwała wizja zaprezentowania efektów swojej pracy przed eleganckim światem. |
No ale on, jako najlepiej poinformowany, powinien doskonale wiedzieć, że ten świat na przyjęciu to bynajmniej nie jest elegancki, to raczej bardziej światek niz "świat"
Maryann - Pią 02 Lut, 2007 16:48
Świat, czy światek, w każdym razie można w nim zabłysnąć jako najelegantszy, najbardziej wyrafinowany, najlepiej zorientowany w najnowszych trendach mody... I to chyba pewniejsza droga do uzyskania rozgłosu, niż jakakolwiek inna.
Alison - Pią 02 Lut, 2007 16:49
| Maryann napisał/a: | Świat, czy światek, w każdym razie można w nim zabłysnąć jako najelegantszy, najbardziej wyrafinowany, najlepiej zorientowany w najnowszych trendach mody... I to chyba pewniejsza droga do uzyskania rozgłosu, niż jakakolwiek inna. |
Ach ten Fletcher, blichtr jeno a pozory, żadnej duchowej głębi
Maryann - Pią 02 Lut, 2007 16:53
Jak w wielkim światku.
julianna - Pią 02 Lut, 2007 17:33
A ja trochę zniesmaczona jestem tym, że Fletcher wszystko tak koło Darcy'ego robi... - rozbiera, ubiera, myje (!). To takie niesmaczne i wolałabym, aby Darcy był bardziej samodzielny. Z tym rozpinaniem spodni to już rzeczywiście przesada
Gunia - Pią 02 Lut, 2007 18:19
| julianna napisał/a: | A ja trochę zniesmaczona jestem tym, że Fletcher wszystko tak koło Darcy'ego robi... - rozbiera, ubiera, myje (!). To takie niesmaczne i wolałabym, aby Darcy był bardziej samodzielny. Z tym rozpinaniem spodni to już rzeczywiście przesada |
No właśnie, przy tym fragmencie o bieliźnie to prawie... zemdliło mnie.
julianna - Pią 02 Lut, 2007 19:27
No bo w końcu co to za facet co sobie, za przeproszeniem, gaci nie potrafi ściągnąć...!
Maryann - Pią 02 Lut, 2007 21:44
| julianna napisał/a: | | A ja trochę zniesmaczona jestem tym, że Fletcher wszystko tak koło Darcy'ego robi... - rozbiera, ubiera, myje (!). To takie niesmaczne i wolałabym, aby Darcy był bardziej samodzielny |
A mnie się przypomniał fragment z "Tajemniczego ogrodu", jak po przyjeździe z Indii Mary Lennox pozwalała się obsługiwać pokojówce stojąc nieruchomo niczym lalka.
Ulka - Pią 02 Lut, 2007 22:45
| Maryann napisał/a: | Fletchera porwała wizja zaprezentowania efektów swojej pracy przed eleganckim światem. |
No ale zaraz, przecież Fletcher nie od wczoraj jest lokajem darcyego a Darcy nie od wczoraj bywa... Rozumiem, gdyby to kamerdyner Bingleya tak się emocjonował...
Maryann - Sob 03 Lut, 2007 08:43
Ale Darcy najwyraźniej wcale nie lubi "bywać", więc może to nie jest takie "nic nadzwyczajnego". Na dodatek dom lady Melbourne to wg słów Fletchera najelegantszy adres w Londynie. No wizja spotkania z Brummellem...
QaHa - Sob 03 Lut, 2007 09:52
| Maryann napisał/a: | | Ale Darcy najwyraźniej wcale nie lubi "bywać", więc może to nie jest takie "nic nadzwyczajnego". Na dodatek dom lady Melbourne to wg słów Fletchera najelegantszy adres w Londynie. No wizja spotkania z Brummellem |
cos sie to nie lepi skoro to jakies półsiatek a Darcy jest "ponad" ten blichtr to Fletcher powinien to wiedziec skąd zatem ta goraczka przygotowań. I rzeczywiscie ten full service jakos sie źle kojarzy
Caroline - Sob 03 Lut, 2007 11:56
Rozdz. II, cz. 5
- Czy podjął pan już decyzję co do stroju, panie Darcy?
Darcy wyprostował się na krześle i spojrzał w twarz Fletchera, najwyraźniej poruszoną po raz pierwszy od powrotu z…
- Nie myślałem o tym ani chwili, za to ty poświęciłeś temu wiele uwagi sądząc po wyglądzie mojej sypialni! Co byś zasugerował, Fletcher, zważywszy, że sam Beau tam będzie i prawdopodobnie także Książę Regent? – wrócił do swojej sypialni i ponownie dokonał przeglądu zastępów.
- Powściągliwą elegancję, panie Darcy. A skoro skłania się pan ku temu bardziej niż co poniektórzy cieszący się popularnością panowie…
- Nie zamierzam konkurować z panem Brummelem – wyjaśnił Darcy zdejmując szlafrok – wspomniałem go tylko ku przestrodze, nie zamierzam wzbudzać nadmiernego zainteresowania u nikogo.
- Doskonale rozumiem, proszę pana. Żadnego nadmiernego zainteresowania – Fletcher zamilkł i wskazał piękną, białą batystową koszulę, którą wybrał dla swego pana – Myślę, że granatowy surdut z czarną, jedwabną kamizelką. Tą wyszywaną szafirową nitką, taką jak zielona, którą nosił pan w Netherfield.
Darcy obrócił się.
- Nie! Coś innego.
Fletcher przyłożył kamizelkę do granatowego, niemal czarnego surdutu i spodni.
- Ach – westchnął – Niebieska… powiedziałeś niebieska, nie zielona. – jego głos zniżył się do szeptu – Ta będzie dobra.
- Tak, proszę pana – lokaj rozłożył koszulę i wsunął mu na ramiona. Entuzjazm Fletchera wzrastał z każdą częścią ubrania przywdziewaną przez Darcy’ego, znacząco kontrastował on z jego poprzednim zachowaniem. Najwyraźniej myśli lokaja także biegły do Hertfordshire, Darcy’emu było z tego powodu dziwnie przykro. Jaką katastrofą okazał się ten wyjazd! Spojrzał na Fletchera dopinającego guziki kamizelki i wybierającego krawat. "Bardzo podobna do tej, którą nosiłem we wtorek… czy to mogło być zaledwie trzy dni temu?" Metaliczne nitki połyskiwały na przemian i przygasały, gdy poruszał się przed dużym lustrem. Jakiż był wtedy zdenerwowany! Jak wielkie nadzieje pokładał w tym wieczorze.
Fletcher wrócił, a Darcy usiadł unosząc podbródek, by dać pole do popisu dla jego mistrzostwa. Gdy lokaj zawiązywał węzeł umysł Darcy'ego nieświadoie powrócił do tego wieczoru, do tych kilku chwil, gdy trzymał ją za rękę i poruszali się oboje w harmonii i zgodzie bez nieporozumień. Opływająca ją suknia, kwiaty wplecione w jej włosy…
"... tak uroczo piękna,
że co w świecie pięknym się dotąd zdawało,
nędznym było teraz lub w niej się całe piękno spotkało, w niej skupiło,
w jej spojrzeniu, które sączyło słodycz w me serce dotąd nieznaną,
we wszystkich drobiazgach, które wzbudziły ducha miłości i miłosnego uniesienia."
Drgnąwszy Darcy ściągnął swoje myśli z bezużytecznej ścieżki po której się błąkały próbując otrząsnąć się z nich i odpędzić obrazy i słowa, gdy usłyszał pełną urazy naganę od Fletchera
- … proszę się jeszcze nie ruszać, proszę pana.
To były wersy, które znalazł zaznaczone porzuconą plecioną zakładką zabraną z biblioteki Netherfield w dzień wyjazdu do Londynu. „Idiotyczne wyobrażenia”, powiedział sobie, gdy przemykał się do pokoju, ale udzielona sobie reprymenda nie powstrzymała go przed zdjęciem Miltona z półki i odnalezieniem zakładki, którą, jak wiedział, ona tam zostawiła. Gdy okręcał ją sobie wokół palca i wsuwał do kieszonki na piersi, słowa na których spoczywała, tak jak kobieta, o której przypominała spadły na niego, opanowały go. Pukanie do drzwi rozproszyło je szczęśliwie zapowiadając tacę od monsieur Julesa. Przyniesiona przez kolejną dziewczynę kuchenną, osłonięta pokrywą, po uniesieniu ujawniła smakowite wzmocnienie przed kolacją w Melbourne House, która miała być serwowana nie wcześniej niż o północy.
- Gotowe, proszę pana – Fletcher dokończył wykręcając końcówki krawata – jeszcze tylko zegarek i płaszcz i jest pan gotów. – Darcy wstał i przyjrzał się krytycznie efektowi wysiłków Fletchera. Lokaj zdawał się podążać za jego myślami.
- Gdyby ktokolwiek pytał – uniósł się z dumy nad talentami krawieckimi – to jest Roquet. Mój własny pomysł – dodał nieśmiało.
- I kogo miałbym za pomocą tego „wykluczyć z gry”? – Darcy wskazał pętlę otaczającą jego szyję niewiadomą liczbą supłów i zakładek.
- Kogokolwiek pan zechce, panie Darcy – Fletcher skłonił się przed uniesioną brwią swego pracodawcy po czym uniósł serwetkę z tacy i strząsnął ją – Proszę pana?
Darcy usiadł do posiłku, marszczył brew spoglądając z namysłem na swego lokaja, który odpowiadał na jego zainteresowanie z niewzruszonym spokojem.
- „Miarka za miarkę”, Fletcher? – spytał w końcu biorąc serwetkę. Cień uśmiechu przebiegł po twarzy lokaja.
- Właśnie tak, proszę pana, właśnie tak…
Caroline - Sob 03 Lut, 2007 12:01
Prawdę mówiąc mnie też Darcy zdaje się pierdołowaty jak tak go ubierają, czeszą, myją. To chyba lekka przesada ze strony autorki. Zresztą strasznie dużo tutaj tej gadaniny o żarciu i ubieraniu, wniósł, zdjął, przetarł, włożył, poślinił, przeżuł, pomacał... ech
Chyba się nudzimy, bo nie ma Elizabeth i iskrzenia
Matylda - Sob 03 Lut, 2007 12:03
.............czy to mogło być zaledwie trzy dni temu?"
Oj dłuży się czas Darcyemu
Dzięki Caroline
Alison - Sob 03 Lut, 2007 12:04
Ładny fragment...tylko dlaczego natychmiast wyobrazilam sobie, że Darcy wącha ta zakładkę. Cos mi się już w glowie miesza... :oops:
Matysia, a ty jesteś niesubordynowana, umawiałyśmy się nie zamieszczać takich bananowych postów bez komentarzy...
Matylda - Sob 03 Lut, 2007 12:11
"... tak uroczo piękna,
że co w świecie pięknym się dotąd zdawało,
nędznym było teraz lub w niej się całe piękno spotkało, w niej skupiło,
w jej spojrzeniu, które sączyło słodycz w me serce dotąd nieznaną,
we wszystkich drobiazgach, które wzbudziły ducha miłości i miłosnego uniesienia."
Co ci poeci potrafią zrobić z człowieka nawet z takiego twardziela jak Darcy
Mnie też coś po brzuchu lata
Matylda - Sob 03 Lut, 2007 12:12
| Alison napisał/a: |
Matysia, a ty jesteś niesubordynowana, umawiałyśmy się nie zamieszczać takich bananowych postów bez komentarzy... |
Oj to coś nie doczytałam ??:
Matylda - Sob 03 Lut, 2007 12:15
Muszę uzupełnić braki
Tyle różności i smakowitości na mnie czeka
Maryann - Sob 03 Lut, 2007 12:18
| Caroline napisał/a: | Prawdę mówiąc mnie też Darcy zdaje się pierdołowaty jak tak go ubierają, czeszą, myją. To chyba lekka przesada ze strony autorki. Zresztą strasznie dużo tutaj tej gadaniny o żarciu i ubieraniu, wniósł, zdjął, przetarł, włożył, poślinił, przeżuł, pomacał... ech
Chyba się nudzimy, bo nie ma Elizabeth i iskrzenia |
Fakt, ta część jest zdecydowanie najsłabsza, aczkolwiek nawet w niej można znaleźć całkiem smaczne fragmenty. I Elizabeth też będzie... W marzeniach. :smile:
Matylda - Sob 03 Lut, 2007 12:22
| Maryann napisał/a: | można znaleźć całkiem smaczne fragmenty. I Elizabeth też będzie... W marzeniach. :smile: |
A czyTA część nadaje się na publiczne forum ???
Jeśli tak to Darcy prawdziwy dżentelmen i nie miewa kudłatych mysli, albo nie ma wyobraźni
|
|
|