Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - czyli D&U oczyma Darcy'ego
Ulka - Wto 26 Gru, 2006 01:02
coraz wczesniej te kawałeczki, Caroline :grin: a ja podobnie jak Ty mam przestawiony zegar... dzieki temu pierwszam... jakas rywalizacja czy co??
dzieki za odcinek :smile:
| Cytat: | | Darcy odwrócił się, by zobaczyć przed sobą wyobrażenie wdzięku, |
n o o o , jakiez to poetyczne stworzenie z pana Darcy'ego :grin:
| Cytat: | | Przemknęła koło niego – suknia otarła się o jego buty |
| Cytat: | | Dyskretne ziewnięcie, które nastąpiło po kolejnym westchnieniu przykuło jego uwagę w połowie strony i minęło parę chwili zanim mógł znów powrócić do czytania. |
powiedzcie mi, po co ta Lizzy polazła do biblioteki skoro tak nieznosiła Darcy'ego? i czemu tam ziewała i wzdychała??
Anonymous - Wto 26 Gru, 2006 02:03
może też unikała Bingleyówny
Caroline - Wto 26 Gru, 2006 11:18
| Ulka napisał/a: | | coraz wczesniej te kawałeczki, Caroline :grin: | Hehe, jutro Mayann przejmie podwórko i wprowadzi trochę normalności
A Darcy to niezły mruk
Maryann - Wto 26 Gru, 2006 12:56
| Alison napisał/a: | | Maryann napisał/a: | | Dość powiedzieć, że to dopiero maluśka kropelka w wieeelkim oceanie matrymonialno-psychologicznych talentów Fletchera... :razz: |
No, no, no, no spokojnie Maryannku, spokojnie
Twoja kolej pojutrze o ile się nie mylę, to nam wszystko jak się patrzy naświetlisz jak rozumiem |
Ależ ja bardzo spokojna jestem. Ale muszę Cię rozczarować. Ja nic nie naświetlę. Ja co najwyżej jutro zapalę świeczkę (malutką). Na większą iluminację trzeba poczekać, aż akcja się rozwinie...
| Caroline napisał/a: | A Darcy to niezły mruk |
Oj, facet w desperację popadł, poradzić sobie sam ze sobą nie może, bo mu lawenda pachnie i czytać spokojnie nie pozwala, a Ty mu zaraz, że "mruk"...
Anonymous - Wto 26 Gru, 2006 13:13
| Maryann napisał/a: | | Caroline napisał/a: | A Darcy to niezły mruk |
Oj, facet w desperację popadł, porwadzić sobie sam ze sobą nie może, bo mu lawenda pachnie i czytać spokojnie nie pozwala, a Ty mu zaraz, że "mruk"... |
Oj a lawenda (czy inne zapachy), szelest oddech - cokolwiek, potrafią rozkojarzyć i rozłożyć na łopatki. Ja się dziwię, że jemu jednak udało się tą stronę przeczytać (że o zrozumieniu treści nie wspomne... )
Maryann - Wto 26 Gru, 2006 13:23
| AineNiRigani napisał/a: | | Oj a lawenda (czy inne zapachy), szelest oddech - cokolwiek, potrafią rozkojarzyć i rozłożyć na łopatki. |
Zwłaszcza, jak te szelesty, oddechy i zapachy interesują nas bardziej, niż to, co udajemy, że czytamy... :smile:
Alison - Wto 26 Gru, 2006 19:52
"podczas gdy każdego grama swej woli potrzebował by wydać się obojętnym na jej obecność"
Ale wzięło chłopa! Dobrze, dobrze, tylko tak dalej proszę.
Gunia - Wto 26 Gru, 2006 21:31
Prawei zeszłam na zawał, takie to było ekscytujące... No i ta przełknięta ślina... Czyżby miał na coś ochotę?
Kaziuta - Śro 27 Gru, 2006 00:28
Z trudem przełknął ślinę. „Spokojnie! Nic nie okazuj!”
Dziwne te chłopy. Nosi go jak chorego, ale okazać coś - hańba. Lepiej cierpieć i udawać przed samym sobą, że wogóle nas nie interesuje.
Jak tak chce to niech ma. Cierp człowiecze. Zero litości.
Maryann - Śro 27 Gru, 2006 09:00
Właśnie. Chce - to ma. I cierpi dalej.
Rozdział 9 "Jego największy wróg" - część V
Kiedy trzask ciężkich, mahoniowych drzwi raz jeszcze rozległ się w pokoju, Darcy opuścił książkę na kolana i zamknął oczy, przyciskając mocno palce do nasady nosa. To jest nie do zniesienia ! Nie znajdując ulgi dla swoich starganych uczuć, podniósł się gwałtownie z krzesła i zaczął chodzić tam i z powrotem po pięknym aubussońskim dywanie, ledwo dzień wcześniej położonym tu przez Bingleya. Dzięki Bogu, ona wyjeżdża jutro, zanim zamienię się w najbardziej godnego pożałowania kretyna, błagającego o względy kobiety ! I po co robię z siebie codziennie coraz większego durnia ? Doprowadziła do rozdźwięku między Bingleyem a mną, za jej przyczyną panna Bingley robi się złośliwa, znajduje błędy we wszystkim, co powiem, obraża mnie prosto w twarz i chociaż jest całkowicie obojętna na moją obecność, niszczy całkowicie mój spokój !
Kiedy tak chodził, jego prawy but uderzył w coś, co smyrgnęło po podłodze. Spojrzał w dół i zobaczył, jak „Ciudad Rodrigo” frunie w kierunku półek.
- Nie ! – zawołał bez sensu, gdy książka z głuchym odgłosem uderzyła o ścianę.
Darcy podszedł i podniósł cenny wolumin, oglądając go na wszystkie strony. Nie było żadnych uszkodzeń, oprócz niewielkiego zatłuszczenia. Kiedy wycierał okładkę o spodnie, zauważył, że jeden z tomów na półce nie stoi w równym szeregu z pozostałymi. Wsadziwszy swoją książkę pod pachę wyciągnął rękę, żeby wsunąć go na miejsce, kiedy zatrzymał się, rozpoznawszy, że to ta sama książka, nad którą wzdychała Elizabeth. Opuścił rękę na półkę, bębniąc o nią palcami, gdy przyglądał się grzbietowi książki. Co ona czytała ? Niechęć została przezwyciężona przez jego przeklętą fascynację jej osobą. Jaki rodzaj książek ona lubi ? Stał niezdecydowany, z jednej strony sprzeciwiając się naruszaniu jej prywatności, a z drugiej pragnąc satysfakcji z zaspokojenia swojej ciekawości.
- To z pewnością zwykła bzdura – zapewnił w końcu sam siebie, a jego ręka z pozoru sama z siebie zamknęła się ciasno na książce, wyjmując ją i otwierając na stronie tytułowej.
Tytuł „Raj utracony” patrzył w jego zdumioną twarz. Przebiegł wzrokiem w dół strony. „Utwór Johna Miltona”. Dalsze oględziny ujawniły zakładkę złożoną z kilku nici do haftu, znaczącą miejsce, które Elizabeth ostatnio czytała. Darcy otworzył książkę na chwilę w tym miejscu, po czym zamknął ją ostrożnie i powoli odstawił na półkę. W głowie wirowało mu od pytań.
Spośród wszystkich poetów Milton i „Raj utracony” ze wszystkich utworów tego nudnego człowieka ! Co ona zamierza, czytając tak ciężkie wiersze sprzed stu pięćdziesięciu lat ? To z pewnością nie jest teraz w modzie. Dobry Boże, nikt nie czyta Miltona ! Gdy tylko cicho wypowiedział tę ostatnią myśl nagły chłód wstrząsnął jego ciałem i przypomniał sobie jasno, kiedy ostatnio widział dzieła Miltona. „Raj odzyskany”, oprawny w wytartą od częstego użycia cielęcą skórę, zajmował honorowe miejsce między książkami na stole u wezgłowia jego ojca podczas ostatnich miesięcy jego życia. Darcy ponuro zmarszczył brwi, gdy gwałtowne ukłucie bólu wstrząsnęło nim na wspomnienie tamtych dni. Położył rękę, która przed chwilą trzymała książkę, na piersi i przycisnął ją lekko, chcąc żeby ból ustąpił.
Głosy i dźwięk butów w hallu ostrzegły Darcy’ego, że Bingley i jego towarzystwo wrócili z wyprawy do pawilonu w ogrodzie. Szybko odszedł od półki z książkami i odzyskawszy panowanie nad sobą, albo coś mu podobnego, był już niemal przy drzwiach biblioteki, kiedy otworzyły się i ukazała się w nich zarumieniona twarz Bingleya.
- Darcy, wreszcie ! Udało ci się unikać naszego towarzystwa przez cały ranek, mój panie, ale nie pozwolę ci czaić się w bibliotece w takim dniu jak dzisiejszy. Byliśmy w pawilonie, cudowna konstrukcja, nawiasem mówiąc, i stwierdziliśmy, że bardzo potrzebujemy pożywienia. Kazałem podać poczęstunek, bo w oranżerii panna Bennet może zażyć trochę słońca i nalegam, żebyś się do nas przyłączył – Darcy skinął głową na znak zgody. Bingley przerwał, po czym mówił dalej przepraszającym tonem – A, Darcy... Porządny z ciebie chłop… Wiem, że to straszna impertynencja z mojej strony, ale… Czy byłoby możliwe… Cóż… Czy mógłbyś powstrzymać się dziś od zatargów z siostrą panny Bennet ? Słyszałeś może, że one jutro wyjeżdżają. Nie chciałby, żeby się denerwowała...
- Zatargi z panną Elizabeth ! Mój drogi Charles, ja nie mam zatargów ani z nią, ani z nikim innym !
- No więc dyskusje. Darcy – przerwał i spojrzał na przyjaciela błagalnie – Jest mi niezwykle przykro, że ty i panna Elizabeth nie jesteście w dobrych stosunkach, ale…
- Nie obawiaj się, Bingley. Chyba wiem, jak zachować się w towarzystwie – przerwał mu Darcy, niezdolny stłumić sarkazmu. Słysząc jego ton Bingley zaczerwienił się, a to z kolei sprawiło, że Darcy skarcił się za swoje pochopne słowa już drugi raz tego dnia.
- Bingley… Charles, błagam cię, przymknij oczy na moje nieeleganckie słowa i godne ubolewania maniery. Ostatnio nie jestem sobą, to niemiłe uczucie, zapewniam cię, i byłem tak niezręczny, że kazałem innym odczuć tego skutki. Bardzo mi przykro, że postawiłem cię w kłopotliwej sytuacji.
- W kłopotliwej sytuacji… ty mnie ? – wyjąkał Bingley. Odrzucił głowę do tyłu i zaśmiał się w zdziwioną twarz Darcy’ego – Darcy, kiedy pomyślę o sytuacjach, przed którymi mnie uratowałeś, a spowodowanych tylko moją własną głupotą ! Cóż, traciłem nadzieję, że kiedykolwiek ci to wynagrodzę. Odpłacanie tą samą monetą nie jest tym, czego mógłbym oczekiwać, a rata jest znikoma w porównaniu z moim wielkim długiem – przerwał i rzucił Darcy’emu królewski ukłon – Zostało zapomniane, sir, z przyjemnością. Teraz chodź już i dołącz do ludzkiej rasy. Nie jesteśmy w końcu aż tacy źli.
Darcy uśmiechnął się szeroko do Bingleya i dziękował Bogu, że dał mu takiego przyjaciela. Odłożywszy książkę na biurko i wyszedł przez Bingleyem.
- Kilka partii bilardu później ? – zapytał mijając go.
- Kapitalnie ! Jeśli wolno mi zacytować sąsiada.
Matylda - Śro 27 Gru, 2006 10:06
A nasze pracowite mróweczki pracują
Oj jak miło sie to czyta
Ale ten Darcy był snobem !!! Co on miał z ta modą!!!
Ale i tak go kocham
Mag - Śro 27 Gru, 2006 12:46
Dzięki Caroline i Maryannku- dzień bez Darcy'ego dniem straconym, a dzięki Wam nie ma takich dni.
KIKA - Śro 27 Gru, 2006 13:52
Cóż mogę powiedzieć.... dech mi zaparło....CUDA i SAME PYSZNE SŁODKOŚCI
pożarłam takie ogromne Colinowe ciacho... i to po świętach..... (całe tłumaczenie od początku fanfika... )
padam do stóp dziewczyny.....
i czekam z niecierpliwością na więcej.... :grin:
Alison - Śro 27 Gru, 2006 14:44
Wróciła!!!! Wróciła panna Kika!
A Darcy'ego nosi, sam się o to prosi, i jak plotka głosi, nie wpadnie w sidła Gosi
To z radości tak pobzykuję jako ta końska mucha, bo właśnie wypłakałem oczy ze wzruszenia, ale już się pocieszyłem czytając o zniewoleniu Darcy'ego
Ania1956 - Śro 27 Gru, 2006 15:23
Witam Damy. Przez przypadek znalazłam ten kącik kulturalny i przepiękną powieść o Panu Darci Przeczytałam fragment i aż mi dech zaparło. Super.!!! Wszystko wydrukowałam, zaraz lecę do domu nakarmić rodzinę i nie mam mnie dla nikogo. CZYTAM. !!!!! Później podzielę się odczuciami.
Ania1956 - Śro 27 Gru, 2006 15:24
Zapomniałam o najważniejszym - SŁOWA UZNANIA DLA TŁUMACZKI I WIELKIE DZIĘKI
Anne Mary - Śro 27 Gru, 2006 16:44
Ooo... Nowa fanka wewnętrznych rozterek Pana Darcy'ego Witam w klubie, choć muszę ostrzec, że to wciąga jak... nie, "jak bagno" byłoby nieadekwatne do bohatera :razz: Hmm... No to jak wciąga, drogie panie?
A to dla kochanej Maryann
Ulka - Śro 27 Gru, 2006 20:13
| Matylda napisał/a: | | Ale ten Darcy był snobem !!! Co on miał z ta modą!!! |
a ja myślałam, że Darcy myślał, że Lizzy goni za modą i stąd jego krytyczne uwagi..że mimowolnie porównał ją do panny B.
Maryann - Śro 27 Gru, 2006 20:42
A ja mam wrażenie, że on się po prostu nie spodziewał, że współczesna młoda dama będzie z własnej nieprzymuszonej woli czytać taką "staroć" sprzed półtora wieku. Młode damy z jego sfery raczej nie miewały takich upodobań - o ile w ogóle cokolwiek czytywały (jak można sądzić po przykładzie panny Bingley).
Matylda - Czw 28 Gru, 2006 00:47
Ale ten motyw mody ciągle się tam przewija
I mam wrażenie , że tylko Lizzy temu sie nie poddaje - I BARDZO DOBRZE !!!
Myslę też , że Darcy tak sie miota ze swoimi uczuciami bo chyba zawsze to ON był adorowany ( wyobrażam sobie , że był niezłym kąskiem i te wszystkie młode babiszony usiłowały złapać go w sidła ) , a tu nagle wszystko sie odwróciło
Marija - Czw 28 Gru, 2006 07:50
| Matylda napisał/a: | | wyobrażam sobie , że był [Darcy] niezłym kąskiem i te wszystkie młode babiszony za usiłowały złapać go w sidła ) , a tu nagle wszystko sie odwróciło | Tylko schrupać, mmmmmm
Z pełną premedytacją Darcy = Colin
Maryann - Czw 28 Gru, 2006 08:34
Kąsek do schrupania nadal się miota. I duma o przeszłości.
Rozdział 9 "Jego najgorszy wróg" - część VI
Chociaż, to co powiedział Bingleyowi, uzasadniało jego zdolność do zachowania się w towarzystwie jak dżentelmen, to Darcy nie zapatrywał się na zgromadzenie w oranżerii ze spokojem. Było wysoce wątpliwe, żeby w rozmowie pojawił się jakikolwiek temat na tyle interesujący czy zabawny, żeby odwrócić jego uwagę od Elizabeth.
Hursta wyeliminował od razu. Bingley będzie nadskakiwał pannie Bennet. Panna Bingley, wspierana przez siostrę, będzie z kolei łasić się do niego, albo próbować wprawić w zakłopotanie tę, którą wyraźnie uważała za swoją rywalkę. Jedyna nadzieja na ożywioną rozmowę skupiała się na tej właśnie osobie, której niebezpieczeństwo okazywania uwagi było poza wszelką kalkulacją i wbrew jego najlepiej rozumianemu interesowi. Jeśli miał z sukcesem stłumić wszelkie sugestie o jakimkolwiek wpływie Elizabeth Bennet na jego szczęście, jego zachowanie w stosunku do niej teraz albo to potwierdzi, albo zaprzeczy.
Damy i Hurst były przed nimi, zajęte zdawkowym podziwianiem okazów roślin, wciąż szczycących się kwitnącymi kwiatami. Tak, jak Darcy się spodziewał, Bingley odszedł od niego i zachwycając się, jak dobrze wygląda, ruszył w kierunku panny Bennet i jej siostry. Na jego powitanie na ustach panny Bennet pojawił się delikatny uśmiech. Łagodnie skinęła głową zgadzając się wesprzeć na jego ramieniu. Jej siostra z radością oddała ję po opiekę Bingleya i odsunęła się z gracją, którą Darcy chciałby podziwiać, ale stanowczo sobie tego odmówił. Zamiast tego odwrócił się od zgromadzenia i rozejrzał się po pomieszczeniu.
Oranżeria w Netherfield była mała i potrzebowała usług fachowego ogrodnika, ale złudzenie dzikości, jakie sprawiał jej zapuszczony wygląd, przydawało jej pewnej pikanterii. Najwyraźniej poprzedni mieszkaniec oddawał się pasji do roślin egzotycznych, bo zamiast tradycyjnych grup roślinnych, jak w większości ogrodów pod szkłem, ten pulsował energią wybujałych, wijących się pnączy i bujnego listowia. Zapach wilgotnej ziemi przypomniał mu o jego własnych rozległych ogrodach i przyjemnościach oranżerii w Pemberley.
Pojawienie się służących obładowanych tacą z zastawą do herbaty oraz półmiskami słodyczy i ciast przyciągnęło towarzystwo do stołu z kutego żelaza stojącego w środku pomieszczenia. Bingley, który wziął swoją filiżankę jako ostatni, przystanął obok Darcy’ego i ruchem brody wskazał mu wolne miejsca obok Elizabeth i jej siostry. W milczeniu odrzuciwszy zaproszenie, Darcy nawet w tej chwili nie mógł ani zapobiec, ani zaprzeczyć zaprawionemu kroplą goryczy wrażeniu przyciągania, jakie ta możliwość wywarła na jego zmysły. Zdecydowanym ruchem odwrócił się i zajął samotną pozycję, nieco na uboczu, w której mógł bezpiecznie czekać na właściwy moment, aż Bingley przypomni sobie o swojej obietnicy zmierzenia się z nim w partii bilardu.
Rozmowa toczyła się wokół zbliżającego się balu, który przyrzekł Bingley. Ponieważ pozostali byli w pełni świadomi jego awersji do tego projektu, nie był nagabywany o opinię, nawet przez pannę Bingley i zostawiono go jego własnym rozmyślaniom. Odetchnąwszy z ulgą, że nie musi brać udziału w rozmowie najeżonej pułapkami, które mogłyby wpłynąć negatywnie na jego plan, Darcy wciągnął powietrze przesycone silnym zapachem ziemi i roślinności. Pemberley ! Nagle ogarnęło go przejmujące uczucie tęsknoty i przez kilka chwil Darcy zapomniał o wszystkim wokół, oczyma duszy pożądliwie przemierzając topografię swego ukochanego domu.
Oranżeria była ulubionym miejscem jego dzieciństwa i lat chłopięcych. Tam, aż do swojej śmierci jego matka królowała jako dobrotliwy tyran, sprawując osobistą opiekę nad swoimi różami i pobudzając egzotyczne sadzonki, sprowadzane dla niej przez męża, do rozwoju i kwitnienia. Ani wśród rodziny, ani między służbą, tego miejsca nigdy nie nazywano „oranżerią”, odkąd na początku ich małżeństwa jego ojciec pewnego dnia barwnie określił to dzieło swojej żony jako „Eden”. I Edenem pozostał. Kiedy zbliżała się jego własna śmierć, jego ojciec nalegał, żeby znosić go tam codziennie, tak żeby przez kilka godzin miał towarzystwo i pociechę kwiatów zmarłej żony. Często Darcy przyłączał się tam do niego, udręczony całodziennym zmaganiem z obowiązkami, które spadły na niego w związku z pogarszającym się zdrowiem ojca. Czasami rozmawiali o przeszłości, czasami o trudnych dniach, jakie były przed nimi, ale najczęściej siedzieli razem w milczeniu wymowniejszym niż słowa. Przez trzy lata po śmierci ojca, kiedy cała jego energia i wszystkie myśli koncentrowały się na Pemberley i dokończeniu planów, jakie ojciec miał wobec majątku, Eden był bolesnym przypomnieniem jego straty. Rzadko tam wchodził, aż któregoś dnia Georgiana zapragnęła „małego ogródka”. Wspólnie wybrali w Edenie miejsce, które oczyszczono dla jej użytku i odtąd znowu stał się tam regularnym gościem, teraz podziwiającym osiągnięcia siostry.
Darcy wyciągnął rękę i dotknął palcami kwiatu nieznanego pnącza i delikatnie wsunął jego opadającą główkę między liście, tak aby lepiej było widać jego piękne wnętrze. Odgłos lekkich kroków za nim kazał mu szybko opuścić rękę. Odwrócił się zasłaniając sobą widok swojego dzieła. Elizabeth podeszła do niego powoli z wyrazem zdziwienia na twarzy i zamiast się zatrzymać, przeszła obok niego, żeby przyjrzeć się dokonanej przez niego zmianie.
- Piękny kwiat, panie Darcy, a teraz korzystniej zaprezentowany. Ale nie sądzi pan, że podziw, który teraz wzbudzi, będzie miał niekorzystny wpływ na jego charakter ?
Darcy spojrzał w jej przekorne oczy, ale nie dał się wciągnąć w potyczkę.
- Czy zajmuje się pani ogrodnictwem, panno Elizabeth ?
- Od dziecka. Małą grządką, co prawda, ale to sprawia mi przyjemność. A pan ?
- Tylko jako żarliwy wielbiciel.
- Widzę…
Skinęła w kierunku kwiatu, po czym zatrzymała się i rzuciła mu badawcze spojrzenie. Zaciekawiony pytaniem w jej oczach nie mógł odwrócić wzroku. Nieświadomie przygryzł dolną wargę. Czy mogło jej przyjść do głowy inne znaczenie jego słów ?
- A może raczej perfekcjonista, w tym, jak we wszystkim ? – rzuciła mu wyzwanie.
Darcy tylko się uśmiechnął i skłonił się, doświadczając ogromnej satysfakcji z faktu, że jego powściągliwość wprawiła ją w niezadowolenie, które wyraźnie odbijało się się na jej twarzy. Zostawiwszy ją, by zastanawiała się nad sensem jego słów, przeszedł obok niej, żeby przypomnieć Bingleyowi o ich spotkaniu w pokoju bilardowym.
Matylda - Czw 28 Gru, 2006 09:36
Ooooo dzisiaj ja byłam pierwsza
Boże Darcy w oranżerii !!!
Teraz gdy jestem stara wiem , że przy wyborze męża trzeba patrzeć jak teśc traktuje teściową
Synowie to wynoszą z domu
To tak tylko dla panienek na przyszłość
Bo Darcy miał dobre wzorce
Ania1956 - Czw 28 Gru, 2006 09:44
Też się załapałam!!! Jestem po lekturze którą wczoraj sobie wydrukowałam. O kurcze, muszę powiedzieć że mnie wzieło. Pierwsze wrażenia że swiat w oczach męskich wygląda inaczej. Pan Darcy wydaje się bardziej ludzki jak zna się jego odczuscia i jego rozterki. Sama przyjemnośc w czytaniu.Teraz z niecierpliwościa będę oczekiwać dalszych części. Jeszcze raz podziękowania dla tłumaczki. Duża bużk aet>
Mag - Czw 28 Gru, 2006 09:52
| Maryann napisał/a: | | odsunęła się z gracją, którą Darcy chciałby podziwiać, ale stanowczo sobie tego odmówił |
Jak on się umartwia :grin:
Pytanko: najstarszą córkę nazywano panną Bennet, kolejnym dodawano imiona, gdy najstarsza wyszła za mąż, następna stawała się panną B?
Czy tak było u Bingley'ów po slubie Luizy?
Panowie nie zmieniali nazw, dopiero po śmierci ojca przesuwali się w tytułach?
|
|
|