North and South - powieść - Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"
Gosia - Śro 31 Maj, 2006 12:38
Chyba dobrze wybralas te medyczna przypadlosc, bo podagra nabiera specjalnego znaczenia w tym kontekscie, ze nawet myslal o poslubieniu Margaret
Oj nie mamy wspolczucia dla pana Bella ! A to dzieki niemu przeciez Margaret mogla wspomoc finansowo Thorntona. Trzeba byc jednak wdziecznym panu Bellowi
Kati - Śro 31 Maj, 2006 12:49
moje KOCHANE
chylę czoła przed Caroline
jest cudna że tłumaczy nam tekst
Gosia - Śro 31 Maj, 2006 12:54
Oczywiscie wielkie dzieki Caroline za jej tlumaczenia.
Kati, dzisiejsze ciasteczko i wiele innych przetlumaczyla Alison, ktora daje ze siebie wszystko by nam wszystkim sprawic wielka przyjemnosc bo to i artykuliki, i napisy do filmu... i ta powiesc ...
A powiesc jest tlumaczona na przemian przez nasze dwie wspaniale panie
Kati - Śro 31 Maj, 2006 13:08
Gosiu, a masz może całość tłumaczeń? \
wczoraj po raz pierwszy w całości oglądnęłam N&S i zakochałam się
miłosz - Śro 31 Maj, 2006 13:15
"Z powodu całego swojego bólu pragnął zobaczyć jego sprawczynię. Chociaż czasami nienawidził Margaret, kiedy pomyślał o tej delikatnej, zażyłej pozie w jakiej ją widział i tych wszystkich towarzyszących temu okolicznościach, miał nieustanne pragnienie odnowić jej obraz w swoim umyśle, pobyć trochę w atmosferze, którą oddychała. Był w szponach namiętności, jak w szponach Charybdy* i musiał z konieczności krążyć i krążyć coraz bliżej wokół fatalnego punktu.""
no normalnie nie mogę - mężczyzni są conajmniej dziwnemi indywiduami
I Jasiek takoz - W SZPONACH NAMIĘTNOŚĆI - Alison normalnie Matką mMniszkówną zostaniesz
Piękny fragmencik
Alison - Śro 31 Maj, 2006 13:19
| miłosz napisał/a: |
I Jasiek takoz - W SZPONACH NAMIĘTNOŚĆI - Alison normalnie Matką mMniszkówną zostaniesz |
A co, Miłoszek, a co? :grin:
"Pienknie" mi to zabrzmiało i se walłem temy szponamy, a co!
Gosia - Śro 31 Maj, 2006 13:20
Oczywiscie nie ma najmniejszego problemu.
Calosc tlumaczen przesle Ci po poludniu
Alison - Śro 31 Maj, 2006 13:23
| Gosia napisał/a: | Oczywiscie nie ma najmniejszego problemu.
Calosc tlumaczen przesle Ci po poludniu |
Jezusku Dziewczyny, co Wy takie we wrzątku kąpane? Toż mówiłam już tyle razy, że mnie już w gardle zaschło, że będziem kolportować jak już wszystko zebrane i ujednolicone i dopieszczone zostanie, po co Wam takie niedoróbki-podróbki? :neutral:
Kati - Śro 31 Maj, 2006 13:26
Alison , wybacz mi, ale ja od wczoraj, chodzę zakochana
wczoraj miałam debiut z N&S
i mój rozsądek jest przysłonięty bardzo znacznie
Alison - Śro 31 Maj, 2006 13:26
A ta tu pada, jakby ogłuchła i nic nie usłyszała. A co tam się wtrancać będę...
Trzykrotka - Śro 31 Maj, 2006 13:26
Alison, co się dziwisz? (mam dzień na cytaty filmowe, jak rany!). Przecież to można się spalić w szponach oczekiwania :grin: i niezaspokojonej ciekawości.
Gosia - Śro 31 Maj, 2006 13:27
Alez Ali , wszystko co wychodzi spod Waszych paluszkow jest doskonale
Nie dziw sie ze "nowi" fascynaci chcieliby poczytac, to co jest do tej pory przelozone.
Pozniej dopiescicie tylko calosc
basiek - Śro 31 Maj, 2006 13:29
| Alison napisał/a: | | Jezusku Dziewczyny, co Wy takie we wrzątku kąpane? Toż mówiłam już tyle razy, że mnie już w gardle zaschło, że będziem kolportować jak już wszystko zebrane i ujednolicone i dopieszczone zostanie, po co Wam takie niedoróbki-podróbki? |
Bo my to w kółko smakować chcemy i wygląda na to że cierpliwością nie grzeszymy. :smile: :smile:
Bicie pokłanów -dla tłumaczek
GosiaJ - Śro 31 Maj, 2006 18:04
| Alison napisał/a: | No to teraz już nie będzie tak smutno tylko bardziej ekscytująco. Wielbicielki Thorntona - Baczność!
„Pogrzeb cz. 2.”, Rozdz. XXXIII, „Peace”, str. 319.
Dixon szlochała głośno. Zakrywszy twarz chusteczką była tak zajęta własną rozpaczą, że nie zauważyła, że tłum ściągnięty przez taką okazję jak pogrzeb, już się rozproszył, dopóki ktoś nie przemówił do niej z bliska. Był to pan Thornton. Przez cały czas był obecny, stojąc z pochyloną głową za grupą ludzi, więc nikt go nie rozpoznał.
- Proszę mi wybaczyć, czy mógłbym się dowiedzieć jak się ma pan Hale? I panna Hale? Chciałbym wiedzieć jak się oboje mają?
- Oczywiście proszę pana. Mają się tak jak należało oczekiwać – pan Hale okropnie się załamał. Panna Hale znosi to lepiej niż można by się spodziewać.
Pan Thornton oczekiwał raczej, że usłyszy iż jest pogrążona w naturalnym smutku. W pierwszym rzędzie, samolubnie czerpał przyjemność z myśli, że jego wielka miłość mogłaby teraz być dla niej pociechą i wsparciem. Był to ten sam rodzaj dziwnej porywczej przyjemności, która przeszywa zjadliwie matczyne serce, kiedy jej osłabłe dziecko tuli się, zależąc od niej we wszystkim. Ale słodka wizja tego co mogłoby być, mimo odrzucenia przez Margaret, którego doznał ledwie kilka dni wcześniej – została żałośnie zburzona przez przypomnienie tego, co widział w pobliżu stacji Outwood. „Żałośnie zburzona!” – niewystarczająco silne stwierdzenie. Prześladowało go wspomnienie przystojnego młodego mężczyzny, z którym stała w takiej poufałej bliskości. To wspomnienie przeszywało go jak cierpienie, aż zaciskał pięści tak mocno by zmiażdżyć ten ból. O tak późnej godzinie, tak daleko od domu! Tak wielkiego moralnego wysiłku trzeba było, by utrzymać jego ufność – przedtem tak doskonałą – w czystość Margaret, w jej śliczną dziewczęcość. Gdy tylko powstrzymał te starania, jego ufność upadła bezsilna i martwa, a wszystkie możliwe dzikie wyobrażenia prześcigały się nawzajem jak sny w jego głowie. Była to już tylko odrobina żałosnego, dręczącego potwierdzenia: „znosi to lepiej niż można by się spodziewać” – w tym całym smutku. Więc ma jakąś nadzieję. Na coś tak jasnego, co nawet pomimo jej uczuciowej natury rozświetla ciemne godziny córki, która dopiero co została osierocona przez matkę. Tak! Wiedział jak potrafiła kochać. Nie pokochał jej bez uzyskania tej instynktownej wiedzy o tym jakie w niej tkwią możliwości. Jej dusza kroczyłaby cudownie rozświetlona, gdyby jakiś mężczyzna zdołał siłą swych uczuć, zasłużyć na jej miłość. Nawet w swojej żałobie pozostała ze spokojną wiarą w jego sympatię. Jego sympatię! Czyją? Tamtego człowieka. To wystarczyło by uczynić twarz pana Thorntona grobowo bladą. Kiedy odpowiadał Dixon, jego twarz stała się podwójnie blada i surowa:
- Myślę, że odwiedzę – powiedział chłodno – mam na myśli, że odwiedzę pana Hale’a. Być może przyjmie mnie pojutrze albo kiedyś...
Mówił tak jakby było mu to całkowicie obojętne. Ale tak nie było. Z powodu całego swojego bólu pragnął zobaczyć jego sprawczynię. Chociaż czasami nienawidził Margaret, kiedy pomyślał o tej delikatnej, zażyłej pozie w jakiej ją widział i tych wszystkich towarzyszących temu okolicznościach, miał nieustanne pragnienie odnowić jej obraz w swoim umyśle, pobyć trochę w atmosferze, którą oddychała. Był w szponach namiętności, jak w szponach Charybdy* i musiał z konieczności krążyć i krążyć coraz bliżej wokół fatalnego punktu.
|
I ktoś się dziwi jeszcze, że Thorntona kochamy? No przecież facet jest obłędny! Masz rację, Izek, pcha się jak ćma do płomienia, wszystko z miłości. I ta miłość, zazdrość, nienawiść kłębiące się w jego sercu i umyśle! Ależ pani Gaskell to wspaniale opisała! A tłumaczkom z całego serce dziękuję, Ali, Tobie za ten fragment, robisz dla nas nieocenioną rzecz :grin:
Kolejny pean na cześć pana Richarda Armitage'a - w scenie z trzeciego odcinka, kiedy mówi pannie Hale, czy zdaje sobie sprawę, co on mógł sobie wyobrażać, widząc ją na stacji, wspaniale gra te emocje Thorntona - cierpienie, miłość pomieszaną z okropną zazdrością.
Ten fragment jest wspaniały:
| Cytat: |
To wspomnienie przeszywało go jak cierpienie, aż zaciskał pięści tak mocno by zmiażdżyć ten ból. O tak późnej godzinie, tak daleko od domu! Tak wielkiego moralnego wysiłku trzeba było, by utrzymać jego ufność – przedtem tak doskonałą – w czystość Margaret, w jej śliczną dziewczęcość. Gdy tylko powstrzymał te starania, jego ufność upadła bezsilna i martwa, a wszystkie możliwe dzikie wyobrażenia prześcigały się nawzajem jak sny w jego głowie.
|
Jakże on cierpi! Potem w rozmowie z matką używa określenia, że to był jej kochanek (bo tak chyba jednoznacznie tłumaczy się "lover") i ciągle nie pozwala matce nie powiedzieć złego słowa na pannę Hale. Jak on ją kocha!
Czy ktoś się jeszcze dziwi, że od Johna Thorntona można zwariować??
Caroline - Śro 31 Maj, 2006 18:22
| Kati napisał/a: | i chylę czoła przed Caroline
jest cudna że tłumaczy nam tekst |
Dzięki Kati! Nie zapominajmy o Alison Pozwolę sobie jej także zadedykować jedno
Gosia - Śro 31 Maj, 2006 18:26
Juz pisalam, ze obie jestescie wspaniale !
Alison - Śro 31 Maj, 2006 19:58
Tu aż dudni normalnie od tego walenia czołem. I to wszyscy wszystkim tak walą, tudzież wszystkie Jaśkowi.
Żeby tak on choć raz nam walnął, za to, że go tak popularyzujemy. O uwielbieniu nie wspomnę... Niewdzięcznik. Nawet sobie trudu nie zada żeby się o naszym istnieniu dowiedzieć, chyba zemdleję
Gosia - Śro 31 Maj, 2006 20:01
Gdyby mial tak walic wszystkim swoim fankom, to by nic z niego nie zostalo
Kati - Śro 31 Maj, 2006 20:47
| Caroline napisał/a: | | Kati napisał/a: | i chylę czoła przed Caroline
jest cudna że tłumaczy nam tekst |
Dzięki Kati! Nie zapominajmy o Alison Pozwolę sobie jej także zadedykować jedno |
ależ ze mnie BE dziołcha !
takie paskudne faux pas!
Alison, wybacz mnie grzesznej !
dzięki ci PANI za tak hojne dary
Obie jesteście dla mnie wielkie
Alison - Śro 31 Maj, 2006 22:13
Dajcie już spokój dziewczynki. Cała strona wątku na temat kto komu i za co wali czołem. Na tym koniec; przeprosiny i dziękczynienia przyjęte w imieniu swoim i Caroline, raz na zawsze. Amen
GosiaJ - Czw 01 Cze, 2006 00:39
Czytam sobie jeszcze raz tłumaczenie Ali tego fragmentu i oryginał - Ali, naprawdę wspaniale oddałaś emocje Thorntonika. Oj, jak tylko spojrzę na portrecik pani Gaskell, znów wierzyć mi się nie chce, że się to wszystko odważyła w czasach wiktoriańskich pisać, i to w Anglii. Coś mi angielska powściągliwość zaczyna podejrzanie wyglądać
| Cytat: |
Więc ma jakąś nadzieję. Na coś tak jasnego, co nawet pomimo jej uczuciowej natury rozświetla ciemne godziny córki, która dopiero co została osierocona przez matkę. Tak! Wiedział jak potrafiła kochać. Nie pokochał jej bez uzyskania tej instynktownej wiedzy o tym jakie w niej tkwią możliwości. Jej dusza kroczyłaby cudownie rozświetlona, gdyby jakiś mężczyzna zdołał siłą swych uczuć, zasłużyć na jej miłość. Nawet w swojej żałobie pozostała ze spokojną wiarą w jego sympatię. Jego sympatię! Czyją? Tamtego człowieka. To wystarczyło by uczynić twarz pana Thorntona grobowo bladą.
|
Ten fragment jest świetny. Wie, jak potrafi kochać i wie (wydaje mu się), że tę miłość oddała komu innemu... Notabene - skąd wiedział, jak umie kochać? Obserwował jej stosunek do rodziców? Czy tak ogólnie wyciągał wnioski z jej pasji życia?
asiek - Czw 01 Cze, 2006 00:58
Alison dzięki...
Po dzisiejszym ciasteczku natychmiast podnióśł mi się poziom adrenaliny.
Ach, ten zielony smok zazdrości wydobywa z Torntona tyle emocji :razz:
A jakie to dla niego ważne, by Margaretaka "czysta była" ...aż strach myśleć co będzie, gdy się zabrudzi
Alison - Czw 01 Cze, 2006 14:05
| asiek napisał/a: | Alison dzięki...
Po dzisiejszym ciasteczku natychmiast podnióśł mi się poziom adrenaliny.
Ach, ten zielony smok zazdrości wydobywa z Torntona tyle emocji :razz:
A jakie to dla niego ważne, by Margaretaka "czysta była" ...aż strach myśleć co będzie, gdy się zabrudzi |
Sam się tym osobiście w fanfiku zajął stary hipokryta
Gosia - Czw 01 Cze, 2006 15:12
A to ciekawe, bo jak przeczytalam o tych myslach Thorntona, to tez przyszedl mi fanfik na mysl Co on tam wyprawial
asiek - Czw 01 Cze, 2006 16:57
| Gosia napisał/a: | A to ciekawe, bo jak przeczytalam o tym myslach Thorntona, to tez przyszedl mi fanfik na mysl Co on tam wyprawial |
Wprawiał...wyprawiał ... i wianuszek Margaretki zmarnował:
|
|
|