To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Małe kobietki - ekranizacje i książka

BeeMeR - Pon 28 Gru, 2020 09:32

Admete napisał/a:
w którymś momencie Jo będzie żałować swojej decyzji. Amy także...i Teddy.
po trochu tak, dlatego mi się skojarzyło z tym powiedzeniem - ale też naprawdę mogli trafić gorzej i wcale nie wybrali tak źle. Samodzielność Jo - przynajmniej na dobre kilka lat więcej - też jest bezcenna. Mnie się bardzo podobała scena swoistego pożegnania Jo i Lauriego w wersji z 2017 roku, już po ślubie z Amy, tamten Laurie już po części żałował i chciał wrócić do tego co było kiedyś, kiedy byli beztroskimi dziećmi, nieskrępowanymi i radosnymi - ale to już było niemożliwe i nie da się nawet udawać, że będzie inaczej - trzeba się cieszyć tym, co się ma a nie dramatyzować nad tym, co minęło.

Tu ciekawy punkt widzenia na wybór Jo - że to zdecydowanie "marriage of minds" a nie "love" - też w kontekście miniserialu z 2017, który nie był doskonały i ciężko mi było wgryźć się w początek, ale jako całość odbieram go bardzo pozytywnie i nie wiem czy to nie mój ulubiony Baer - Bear ;)
https://www.youtube.com/watch?v=osdVRusNGgg

Admete - Pon 28 Gru, 2020 09:52

Ja to nie bardzo rozumiem, dlaczego nie mogła za niego wyjść i pisać. Byłoby jej zdecydowanie łatwiej.
BeeMeR - Pon 28 Gru, 2020 10:15

Za Lauriego? Bo był miły ale w dużej mierze upierdliwy (sorry ale tak go postrzegam niezależnie od wersji), zajmowałby jej dużo czasu, odciągał od pisania, a do prowadzenia domu i macierzyństwa Jo zdecydowanie nie dojrzała.
Ale jemu nie będzie źle z Amy, jej też nie.

Agn - Pon 28 Gru, 2020 10:33

annmichelle napisał/a:
A ja trochę rozumiem, co ma na myśli Admete.
Film mnie osobiście nie przygnębił, ale jednak nie jest to opowieść "i żyli długo i szczęśliwie".
Oceniam jedynie ten film (innych ekranizacji nie widziałam, książki nie czytałam).
Każda z sióstr swoje przeszła i w efekcie jakoś nie widziałam jakoś tego szczęścia Jo czy Amy.
Dlatego napisałam, że w sumie Meg wydawała mi się, mimo trudności, najszczęśliwsza. :-)
Amy trochę chyba robiła taką dobrą minę do złej gry, owszem wyszła za mąż za swoją miłość, ale czy i ona była jego miłością? A wybór "jak nie jedna siostra to druga", no cóż - niby to inne czasy i wtedy takie wybory nie były rzadkością, ale jednak chłopak był mocno zakochany w Jo, a po czasie ożenił się z jej siostrą i jako szwagierkę miał ex-ukochaną. :-|
Co do Jo - jasne, zrealizowała się jako pisarka (choć i tu napisała zakończenie "pod wymagania redaktora", a nie takie jak chciała), a jak potoczyło się jej życie prywatne to dla mnie jest otwartym tematem, bo to sielankowe zakończenie przedstawione w filmie odbieram "co by było gdyby". :wink:

Tylko ze akurat w tej ekranizacji po pierwsze mijaja lata, a uplyw czasu duzo moze zdzialac w kwestii zlamanego serca, po drugie Laurie dojrzewa. Amy tez. Oboje poznaja sie na nowo, Laurie ma przed soba mloda, rozsadna kobiete, ktora potrafi nim potrzasnac, a nie rozpieszczona smarkule, ktora znal w dziecinstwie. Tu akurat jest naprawiony ten wieczny blad, gdzie w kolejnych odslonach filmowych Laurie jakby dochodzil do wniosku, ze jak nie Jo, to ktoras inna. Jakby mial jakis przycisk na pilocie i przeskakiwal z kwiatka na kwiatek. Szczeniece zadurzenie minelo, przy Amy sie jeszcze ogarnal, jest wolny. Niby dlaczego cale zycie mialby kochac tylko jedna kobiete? Dzis tez niekoniecznie ludzie chajtaja sie z pierwszymi milosciami, a nikt nie kwestionuje, ze wchodza w nowy zwiazek z prawdziwym uczuciem.
Jo, ktora nagle rozwaza przyjecie ewentualnych ponownych oswiadczyn Lauriego to dodatek, ale tez ta jej chec powiedzenia "tak" wynika z leku przed samotnoscia i utrata bliskiego przyjaciela, a nie z prawdziwej milosci. Co zreszta widac dobrze, bo szybko sie z tego ogarnela.
To tyle ode mnie.

annmichelle - Pon 28 Gru, 2020 11:05

Agn napisał/a:
Tylko ze akurat w tej ekranizacji po pierwsze mijaja lata,

Tych lat nie było znowu tak dużo :wink: , kojarzę, że między pierwszą sceną, gdy Jo idzie do redakcji, a samymi początkami minęło 7 lat, przy czym między ślubem Meg i deklaracją Lauriego minęło tych lat jeszcze mniej - patrząc po dzieciach jakieś 3-4 lata?
Agn napisał/a:
a uplyw czasu duzo moze zdzialac w kwestii zlamanego serca, po drugie Laurie dojrzewa. Amy tez. Oboje poznaja sie na nowo, Laurie ma przed soba mloda, rozsadna kobiete, ktora potrafi nim potrzasnac, a nie rozpieszczona smarkule, ktora znal w dziecinstwie. Tu akurat jest naprawiony ten wieczny blad, gdzie w kolejnych odslonach filmowych Laurie jakby dochodzil do wniosku, ze jak nie Jo, to ktoras inna. Jakby mial jakis przycisk na pilocie i przeskakiwal z kwiatka na kwiatek. Szczeniece zadurzenie minelo, przy Amy sie jeszcze ogarnal, jest wolny. Niby dlaczego cale zycie mialby kochac tylko jedna kobiete? Dzis tez niekoniecznie ludzie chajtaja sie z pierwszymi milosciami, a nikt nie kwestionuje, ze wchodza w nowy zwiazek z prawdziwym uczuciem.

Agn, tego nie kwestionuję. :-) Nie twierdzę, że Laurie nie mógł się zakochać w siostrze swojej pierwszej miłości, ale jakoś mnie uwiera ten wątek po prostu. Osobiście czułabym się mocno nieswojo mając za szwagra faceta, który był mi bliski i się oświadczył, no ale to oczywiście moje odczucia. :wink:
Dawniej, jak wspomniałam, były inne realia. Takie związki nie były rzadkością i luzie się nie dziwowali. :wink:

Agn napisał/a:
Jo, ktora nagle rozwaza przyjecie ewentualnych ponownych oswiadczyn Lauriego to dodatek, ale tez ta jej chec powiedzenia "tak" wynika z leku przed samotnoscia i utrata bliskiego przyjaciela, a nie z prawdziwej milosci. Co zreszta widac dobrze, bo szybko sie z tego ogarnela.

Trudno mi powiedzieć: na podstawie tego filmu jej związek z tym profesorem można rozumieć dwuznacznie: albo naprawdę go kochała i byli razem albo był to jedynie wytwór jej wyobraźni. Od momentu kiedy profesor wychodzi i rodzina ją namawia, żeby za nim poszła wygląda mi to na alternatywne zakończenie i fantazję Jo.
Może dziewczyny, które czytały książkę wiedzą jak autorka pokierowała losami Jo i jej uczuciowymi wyborami?

Dobra, też już kończę. :-)

Agn - Pon 28 Gru, 2020 11:43

3-4 lata to tez szmat czasu. Ludzie odkochuja sie i w pol roku, serio. ;)

Ksiazkowa Jo wyszla za maz za Bhaera i miala z nim dzieci. Akademia Plumfield nie przynosila dochodow, ale Jo raczej nie cierpiala. Przyjmujac oswiadczyny powiedziala, ze tyle lat zyla w biedzie, ze ja oswoila i nie boi sie jej.

annmichelle - Pon 28 Gru, 2020 11:53

Agn napisał/a:
3-4 lata to tez szmat czasu. Ludzie odkochuja sie i w pol roku, serio. ;)

:mrgreen:

Agn napisał/a:
Ksiazkowa Jo wyszla za maz za Bhaera i miala z nim dzieci.

Chodziło mi bardziej o to czy było to z Jo strony małżeństwo z miłości czy z rozsądku.
W filmie w tej fantazji wynikało, że go pokochała, ale to była taka "wariacja na temat", a nie rzeczywistość.

Agn - Pon 28 Gru, 2020 12:42

Kochala go.
Trzykrotka - Wto 05 Kwi, 2022 22:53

Dziś kończy się żywot Małych kobietek AD 2019 na Netflixie, obejrzałam więc w trzech transzach, żeby potem nie żałować. Nie znam powieści, nie znam innych ekranizacji, jestem białą kartką małokobietkową (zawsze jakoś juz sam tytuł mnie zniechęcał) więc oglądałam na świezo, bez oczekiwań i uprzedzeń. To obiektywnie bardzo dobry film. Obsada w porządku, z bardzo dobrymi rolami. Dziewczyny i zróżnicowane i każda dobra na swój sposób. Może najmniej podobała mi się Emna Watson, nie pasowała mi do kostiumu. Skoki czasowe w moim przypadku nie pomogły. Zabieg jest ciekawy, ale nie nadążałam za zmianami, zwłaszcza w wątku Amy. Laura Dern bardzo mi się podobała.
Loana - Śro 06 Kwi, 2022 12:24

O, w końcu tego nie obejrzałam... ale dobra, ja bym pewnie się całkowicie zamotała w tych przeskokach. Plus jakoś nie jest to moja bardzo ulubiona powieść.
Agn - Śro 06 Kwi, 2022 16:02

Te przeskoki, wbrew pozorom, sa bardzo poukladane. I sceny przeszlosci sa w cieplejszych barwach.
Kocham ten film, to jeden z moich comfort movies.
O, moze dzis powtorze? :mysle:

Trzykrotka - Śro 06 Kwi, 2022 18:55

Mnie się jednakowoż myliły, a mówię to z pozycji neofitki. Zwłaszcza u Amy nie byłam często pewna, gdzie my właściwie jesteśmy.
Ale nie narzekam, bo seans był miły. Nie wciągnęłam się z pasją w losy bohaterek, ale wierzę, że można się wciągnąć.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group