Elizabeth Gaskell - życie, twórczość i epoka - North and South - wspólna lektura
BeeMeR - Nie 14 Mar, 2010 14:48
ja też, jednakże tapety bym przeżyła, byle nie różowe
Sofijufka - Nie 14 Mar, 2010 14:51
a pani Emilia Korczyńska to jakie tapetki miała?
Trzykrotka - Nie 14 Mar, 2010 19:34
Margaret daleko do idiotki Izabelli łęckiej, ale czy jej pierwsze wrażenia na temat Johna nie są łęckopodobne? Margaret chyba o fabrykantach wyraziła się per "kupcy", których "nie lubi." Ten rys bardzo mi się nie podoba. Bo iluż ona tych "kupców" znała?
Ale wybaczam jej o tyle, że po pierwsze - dzięki tej pierwotnej niechęci do Johna jako przedstawiciela klasy, która jej nie interesuje, będzie miedzy nimi iskrzyło. Po drugie - dzięki temu rysowi w charakterze Margaret zyskujemy niezwykle sugestywne i ponure opisy jej pierwszych tygodni w Milton. Wszechogarniajaca mgła, brzydota miasta, hałas, ludzie, których nie pojmuje i nie rozumie...
Sofijufka - Nie 14 Mar, 2010 19:38
ten szok Margaret kojarzy mi sie z przyjazdem do Łodzi Anki z "Ziemi obiecanej". Też panienke z białego dworka/plebanii przerzucono w przemysłowe piekło.
trifle - Nie 14 Mar, 2010 19:40
| Trzykrotka napisał/a: | | Margaret daleko do idiotki Izabelli łęckiej, ale czy jej pierwsze wrażenia na temat Johna nie są łęckopodobne? Margaret chyba o fabrykantach wyraziła się per "kupcy", których "nie lubi." Ten rys bardzo mi się nie podoba. Bo iluż ona tych "kupców" znała? |
Właśnie. Też mi się tak wydaje. Wobec biednych, chorych jest dobra, a kupcy jej się nie podobają. Nie bardzo to pojmuję
Czytam sobie już 15. rozdział, bo nie dało rady zatrzymać się na siódmym. Jaka ta książka jest wciągająca! Ma wszystko to, czego mi zawsze brakowało u JA - zdradzenie myśli, uczuć bohaterów.
Wydrukuję sobie jeszcze troszkę, oby bratek mój własny nie zauważył zanim nie pojadę do Wrocławia, że tyle papieru poszło...
Admete - Nie 14 Mar, 2010 21:20
To może od jutra 8 i 9?
nicol81 - Nie 14 Mar, 2010 21:32
| trifle napisał/a: | | Trzykrotka napisał/a: | | Margaret daleko do idiotki Izabelli łęckiej, ale czy jej pierwsze wrażenia na temat Johna nie są łęckopodobne? Margaret chyba o fabrykantach wyraziła się per "kupcy", których "nie lubi." Ten rys bardzo mi się nie podoba. Bo iluż ona tych "kupców" znała? |
Właśnie. Też mi się tak wydaje. Wobec biednych, chorych jest dobra, a kupcy jej się nie podobają. Nie bardzo to pojmuję |
Ale to podobnie jak Emma- biedocie współczuła, wspierała- a wobec farmerów i dorobionych na handlu czuła pogardę.
Rozumiem, że to się może nie podobać, ale moim zdaniem takie uprzedzenia uprawdopodobniają Margaret jako jeszcze pod wielu względami naiwną osiemnastolatkę...
Trzykrotka - Nie 14 Mar, 2010 21:38
"Pogardę" to za mocne słowo - ona nie utrzymywała z nimi kontaktów towarzyskich. Na dodatek Emma była o tyle usprawiedliwiona funkcjonując w takim a nie innym społeczeństwie, że stała na jego czubku. A Magraret w Milton jest po prostu panną z fumami, nikim ważnym.
Sofijufka - Nie 14 Mar, 2010 22:19
nie do końca - na Południu w patriarchalnym Helstone była kims ważnym, córka proboszcza, panienką, która zajmowała sie w tradycyjny sposób ubogimi parafianami, jej wizyta była zaszczytem . W Milton - właściwie nikim.
trifle - Nie 14 Mar, 2010 22:23
| Trzykrotka napisał/a: | | A Magraret w Milton jest po prostu panną z fumami, nikim ważnym. |
To pewnie też musiało być gorzką pigułką. Z ogólnie poważanej panienki Hale, stała się wyniosłą-nie-wiadomo-czemu córką Hale'ów, którzy nie wiadomo, z czego się utrzymywali.
A moja drukarka zwariowała Powalczyłam z nią trochę, ale się nie dała, uch.
Trzykrotka - Pon 15 Mar, 2010 09:51
Na zakończenie opisu spotkania Bess i Higginsa takie zdanie: (...) Milton stało się dla niej pogodniejszym miejscem. Nie dlatego, że nadeszły długie, ponure, słoneczne dni wiosny, ani że przyszedł czas pogodzenia sie z miastem, gdzie zamieszkała. To dlatego, że znalazła jakiś osobisty cel.
To chyba ten "osobisty cel" był kluczem do sukcesu, tym, że Margaret przetrwała w Milton. Swoją drogą - to też dość ceikawe - sama go sobie znalazła. Mimo obaw przed tym miejscem i strachu, jakiego nabawiła się na ulicach, sama znalazła na nich swój cel i sens bycia. Wydelikacona pani Hale nie miała na to szans.
Drugie - te ponure, słoneczne dni wiosny... - to małe słówko daje wyobrażenie, jak wyglądało to miejsce, w którym przyszło im żyć.
Admete - Pon 15 Mar, 2010 18:55
Czytam początek rozdziału VIII - jaka ta Dixon miła - wszem i wobec oświadcza, że miltońskie mgły wpędzą panią Hale do grobu...Słabujaca matka i ojciec, który nagle stwierdził, że źle zrobił przeprowadzając się do Milton. Cudownie wprost! Margaret to miała jednak swiętą cierpliwość.
Nic dziwnego, że młoda dziewczyna czuła się uwięziona w ciasnym domu, wśród mgły i rozpaczy. A dla ironicznego kontrastu czytała o podróży kuzynki na Korfu. Na dodatek wydawało jej się, że nikt za nią nie tęskni, że prawie znikła z powierzchni ziemi. Musiała się zmusic do wychodzenia i załatwiania różnych spraw, w tym dziwnym, smutnym miejscu. Tutaj nikt się z nią nie liczył i była narażona na impertynencje i nieporozumienia, tak jak w trakcie pierwszej rozmowy z Higginsem i Bessy.
Na plus pana Hale mogę zaliczyć fakt, że od razu docenił umysł i charakter pana Thorntona. Ogólnie żal mi rodziny Hale'ów - w Helston może nie byli zamożni, ale bardzo szanowani, liczono się z ich opinią. W Milton byli obcy, ubodzy, osamotnieni.
Trzykrotko ja bym na miejscu Margaret wpadła natychmiast w depresję
Opinia Margaret na temat Thorntona
"Och, mamo, widać, że nigdy nie widziałaś pana Thorntona. Wygląda na osobę, która lubi
walczyć z przeciwnościami, które stają mu na drodze – wrogami, wiatrami czy okolicznościami. Im bardziej wieje i pada, tym pewniejsze, że bedzięmy go tu mieli."
Tutaj trafiła, natomiast w drugiej opinii była straszliwie protekcjonalna, choć nie miała do tego prawa:
"A jeśli chodzi o to, że pan Thornton trudni się handlem, cóż on może na to poradzić,
biedny człowiek. Nie sadzę, by edukacja na wiele mu się jeszcze zdała."
Trzykrotka - Pon 15 Mar, 2010 20:00
| Admete napisał/a: |
Trzykrotko ja bym na miejscu Margaret wpadła natychmiast w depresję |
I ja . Mam wrażenie, że tylko zajęcia i wymuszone wyjścia z domu uratowały ją przed przygnębieniem. Przedtem tylko spacerowała, rysowała, czytała Dantego. Teraz szuka służącej, pierze, krochmali, układa rzeczy, niedługo zacznie bywać u Higginsów. Dom Hale'ów kręci się wokół potrzeb pani Hale. To - pokrętnie - ratuje Margaret, hartuje jej ducha.
| Admete napisał/a: | | ...w drugiej opinii była straszliwie protekcjonalna, choć nie miała do tego prawa | .
Początkowe miltońskie rozdziały są pod tym względem nieznośne. Dobrze, że przynajmniej nie miała mu za złe, że zaharowywał się w młodości, żeby utrzymać rodzinę!
Pani Hale wita go niechętnie, ale podobnie niechętna była wizycie Henry'ego w Helstone. Chyba goście kojarzyli jej się z kłopotem.
Sofijufka - Pon 15 Mar, 2010 20:03
odciagali od niej męża...
Alicja - Pon 15 Mar, 2010 20:14
i córkę
Admete - Pon 15 Mar, 2010 20:16
W Helston pani Hale nie dbała o obecność męża - żyła zamknęta w swoim świecie. W Milton mogła polegac tylko na swoich najbliższych. Trochę ją rozumiem.
| Cytat: | | Mam wrażenie, że tylko zajęcia i wymuszone wyjścia z domu uratowały ją przed przygnębieniem. Przedtem tylko spacerowała, rysowała, czytała Dantego. Teraz szuka służącej, pierze, krochmali, układa rzeczy, niedługo zacznie bywać u Higginsów. Dom Hale'ów kręci się wokół potrzeb pani Hale. To - pokrętnie - ratuje Margaret, hartuje jej ducha. |
Masz racje - bezczynność by ją zabiła. Margaret ratuje siła charakteru.
Alicja - Pon 15 Mar, 2010 20:38
| Trzykrotka napisał/a: | | Chyba goście kojarzyli jej się z kłopotem. |
chyba jest tak jak podejrzewała Sofi, odnośnie tego, ze mąż za mało poświeca jej czasu tu jest odpowiedź:
Margaret czuła , że matka patrzyła na te nowa przyjazń swego męża z zazdrością. Tak długo
jak jego czas był zajęty wyłącznie książkami i wiernymi, tak jak w Helstone, wydawała się mało dbać o to, czy widzi go dużo czy wcale, ale teraz, kiedy niecierpliwie wyczekiwał każdego spotkania z panem Thorntonem, wygladała na rozdrażnioną i zirytowaną, jak gdyby po raz pierwszy lekceważył jej towarzystwo.
zastanawia mnie pewna kwestia - czyim pomysłem była przeprowadzka właśnie do Milton? pytam w kontekście tego fragmentu
Pan Hale był również nie w humorze i zwrócił się do Margaret, oczekujac współczucia.- Margaret, sądzę, że to niezdrowe miejsce. Pomyśleć tylko, że może ucierpieć na tym
zdrowie twojej matki albo twoje. Żałuję, że nie wyjechaliśmy na wieś do Walii, tu jest naprawdę strasznie
trifle - Pon 15 Mar, 2010 21:36
Ten ostatni fragment, o którym wspominasz, Alicjo, strasznie mnie zirytował. Pan Hale, główna przyczyna wyjazdu w ogóle, nagle marudzi, że nowe miejsce mu się nie podoba. Racja, Margaret musiała mieć anielską cierpliwość.
Wybór Milton chyba miał dużo wspólnego z tym, że akurat to miejsce polecił panu H. pan Bell.
Sofijufka - Pon 15 Mar, 2010 21:41
i że tutaj mógł mieć uczniów, aby dorobic...
Alicja - Pon 15 Mar, 2010 21:49
zapomniałam zupelnie o panu Bell
BeeMeR - Pon 15 Mar, 2010 22:31
| Admete napisał/a: | "A jeśli chodzi o to, że pan Thornton trudni się handlem, cóż on może na to poradzić,
biedny człowiek. Nie sadzę, by edukacja na wiele mu się jeszcze zdała." | No właśnie tu się złapałam mentalnie za framugę i poczułam urażona gdyż sama poniekąd trudnię się handlem, choćby to była głównie sprzedaż usług
Podoba mi się spotkanie z Higginsami - takie chyba pierwsze otrząśnięcie Margaret, że nie wszystko w tym miejscu jest takie, jak było dawniej, a dokładniej, że jest zgoła inne i to ona musi się dostosować do tutejszych norm, a nie odwrotnie - to jej ewidentnie dało pozytywnego kopa, że jest ten, cel, coś co może i chce zrobić.
Ciekawy jest też opis Thorntona - nieco inny, niż wydawał mi się z filmu
przede wszystkim jawi się jako dość poważny i racjonalny John, a nie Jaś, jak go familiarnie zwę
A jeszcze bardziej podoba mi się matka Johna - ucieleśniona matczyność w tym, że żadna panna nie jest dość dobra dla jej wspaniałego synka, a jednocześnie święte oburzenie, że któraś mogłaby go nie chcieć
Przewspaniale opisane są wzajemne uprzedzenia oraz duma obu stron - Północy i Południa - każde z czego innego
Sofijufka - Wto 16 Mar, 2010 06:43
właściwie pasowałby tutaj tytuł "DiU"
Admete - Wto 16 Mar, 2010 13:27
| Sofijufka napisał/a: | właściwie pasowałby tutaj tytuł "DiU" |
W końcu to wiktoriańska wersja DiU
Pani Thornton jest wręcz posągowa i taka zawzięta, jeśli chodzi o ukochanego syneczka. Dobrze, że nie miała tendencji do rozpieszczania
Trzykrotka - Wto 16 Mar, 2010 14:10
Ja jeszcze chciałabym o tym syneczku...
Pani Gaskell jest o wiele bardziej wymowna i szczegółowa, jak chodzi o opisywanie uczuć bohaterów, niż Jane Austen. Ale zauważyłyście jak subtelnie sygnalizuje nam to, że John zakochuje się w Margaret?
Ich pierwsze, niezbyt obiecujące spotkanie (choć i tak łagodniejsze niż serialowe). Niby nic, tylko opis urody Margaret widzianej oczami Johna. I nagle - tapety. Zmiana tapet w nowo wynajętym domu. Na jego prośbę. Detal, a czerwona lampka już się zapala.
Admete - Wto 16 Mar, 2010 14:15
Detal, ale znaczący. Poza tym wcale to nie takie subtelne - Gaskell od razu nam daje informację o fizycznym pociągu Johna do Margaret
|
|
|