To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Emma BBC serial 2009

Admete - Śro 14 Paź, 2009 09:46

Przypomnijcie mi, ile ma byc odcinków, bo ja od razu całość chce obejrzeć.
Irm - Śro 14 Paź, 2009 13:46

Według imdb serial liczy cztery odcinki, ostatni w Wielkiej Brytanii Będzie miał premierę 25 października.
spin_girl - Śro 14 Paź, 2009 16:43

Udało mi się obejrzeć drugi odcinek, faktycznie, im dalej w las tym lepiej się ogląda, pewnie dlatego, że już się oswoiłam z bohaterami. Co prawda dalej uważam, że to jest "Emma - wersja geriatryczna" i, niestety, do kompletu dołączył Frank Churchill. Ok, ok, ja wiem, że to jest Frederick z N&S i za to mu chwała na wieki, ale na Franka się po prostu nie nadaje. Przede wszystkim jest za stary (powieściowy Frank ma, o ile dobrze pamiętam, 24 lata). Poza tym za niski jak na mój gust, no i w powieści Frank obdarzony jest pewnego rodzaju charyzmą, na pewno emanuje z niego radość życia, ma w sobie coś, co przyciąga ludzi, w tym Emmę. Tymczasem tutaj tego zabrakło, Frank jest rozpaczliwie wręcz przeciętny, co powoduje, że zachwyty nad jego osobą całej okolicy wydają się dość dziwne.
Odcinek, jak zwykle, ratuje Blake Ritson, co prawda jego fryzura jest coraz dziwniejsza, ale zachowanie niezmiennie przekomiczne, no i te piękne oczy... :serduszkate: , oraz przeurocza Romola Garai i świetna Harriet Smith (nie pamiętam, jak się nazywa aktorka, która ją gra). Natomiast pani Weston wygląda, jakby ktoś ją bił, nie wiem czemu, jakaś taka jest zastraszona i sponiewierana. Cieszę się, że przynajmniej w tej wersji rozbudowana jest postać Johna Knightleya, która w książce też jest dość ciekawa.
Trochę za bardzo chcą nam dać do zrozumienia, że z postacią Jane Fairfax wiąże się tajemnica i w dodatku poszli nie w tą wtronę, jej nerwowe podrygiwanie przy wywodach ciotki spowoduje, że widzom, którzy nie czytali powieści trudno będzie uwierzyć, że Jane nie miała romansu z panem Dixonem.
Jeszcze obserwacja na boku: dlaczego wszyscy mają takie grube konie? Ilekroć pada zbliżenie na zad, ten zad jest wręcz monsturalny. Wyglądają jak konie pociągowe, a to niby mają być konie pod wierzch. Chociaż z drugiej strony...*spogląda na własny monstrualny zad*....może tak ma być? :wink:

Gosia - Śro 14 Paź, 2009 17:40

Mam trochę inne wrażenie. Pierwszy odcinek bardzo mi się podobał, drugi jakby mniej, chwilami jest przegadany.
Nie pamiętam, jak jest w powieści, ale pan Knightley drugi wyraźnie sugeruje Emmie, że Pan Elton się nią zainteresował, daje jej to do zrozumienia znaczącymi spojrzeniami i słowami (w innych ekranizacjach chyba tego nie było). Jest to zresztą zabawne, bo ona na początku zupełnie temu nie wierzy, a później jest już coraz bardziej przerażona, aż do pamiętnej sceny w powozie. Wtedy faktycznie jest atmosfera grozy :mrgreen: W każdym razie cała ta sekwencja z Eltonem mnie ubawiła, zwłaszcza reakcje Emmy. Uważam, że aktor grający tę postać wypada w filmie bardzo dobrze.
Natomiast Ramola dalej mi nie leży.
Jeśli chodzi o Franka jest jak najbardziej okey, natomiast zupełnie inaczej sobie wyobrażałam Jane Fairfax, która będzie miała dla mnie już zawsze twarz uroczej i powściągliwej Olivii Williams.
Drażniło mnie to, że Frank rozmawiał z Emmą w czasie pierwszej jego wizyty prawie szeptem i na osobności (wobec pana Woodhouse`a i pana Westona siedzących na fotelach), w dodatku pochylał się do niej - byłoby to niedopuszczalne w tamtych czasach. W końcu się nie znali!

Scena z dzieckiem i tak najbardziej mi się podoba w wykonaniu Marka Stronga i Kate.

Alicja - Śro 14 Paź, 2009 20:11

Mag13 napisał/a:
pan Elton staje się coraz bardziej nachalny, śnieg. o zgrozo, spadł wywołując histerię pana Woodhouse'a

spin_girl napisał/a:
to jest "Emma - wersja geriatryczna

spin_girl napisał/a:
pani Weston wygląda, jakby ktoś ją bił
spin_girl napisał/a:
Ilekroć pada zbliżenie na zad, ten zad jest wręcz monsturalny.


zaczynam nieźle bawić się samymi opisami :rotfl:

Admete - Śro 14 Paź, 2009 20:42

Cytat:
Nawet pozostająca w bliskiej zażyłości rodzinnej panna XIX-wieczna nie mogłaby tak postąpić.....


Bo ja wiem? W koncu to byli ludzie, jak my. Austen na pewno wszystko wygładzała, idealizowała.

Trzykrotka - Śro 14 Paź, 2009 23:51

To jest właśnie to, co tak strasznie nie pozwala mi cieszyć się nową DiU. Pięknie zrobiony film, przyjemny dla oka, zgrzyta w prawie każdej scenie właśnie przez detale obyczajowe. A to są rzeczy, które widzę nawet ja, wychowywana z dala od wszelkich salonów. Mnie się też poza Emmy wydała nieodpowiednia. No dobrze, powiedzmy, że mogła tak czytać w obecności guwernantki, choć chyba i to nie... ale na pewno musiałaby usiąść prosto na widok gościa u bram!
(Irm, zabiłaś mnie tym zadem :paddotylu: :rotfl: )

Admete - Czw 15 Paź, 2009 05:31

Nie sądzę, żeby im sie udawało te teoretyczne, sztywne reguły stosować nieustannie. Nie mam tu na myśli szacunku dla starszych ( choć i to pewnie było łamane ), ale ogólne zasady dobrego tonu. Też nie jestem za całkowitym uwspółcześnieniem, ale sądzę, że jak ludzie byli ludźmi, to pewne sprawy istaniały tylko w poradnikach na papierze ;)
spin_girl - Czw 15 Paź, 2009 09:18

Mimo wszystko zachowanie Emmy i pana Knightley'a wydaje się zdecydowanie zbyt swobodne. Jak przypomną nam zapewne w następnym odcinku NIE są oni bratem i siostrą, nie ma między nimi prawdziwego pokrewieństwa. Ich sytuacja rodzinna (małżeństwo Johna i Isabelli) spowodowała, że swobodnie mogą spędzać ze sobą więcej czasu i pozostawać w nieco większej zażyłości, ale bez przesady. Nieco zbyt wiele czasu, jak na mój gust, spędzają zupełnie sami, co generalnie powinno zaskutkować ciężkimi plotkami całej okolicy i nadszarpnięciem reputacji Emmy. Jak pamiętamy z poprzednich powieści Jane Austen młodzi niezamężni/nieżonaci mieli problemy nawet ze znalezieniem spokojnej chwilki, żeby się wreszcie oświadczyć, a tu mamy ciągnące się godzinami dyskusje w odosobnionych i zamkniętych pomieszczeniach. Zgadzam się, że to niewykonalne, żeby wszystkie sztywne zasady wychowania były przestrzegane co do joty, ale Emma jednak została wychowana na damę, w dodatku pierwszą w okolicy, a jak wiadomo noblesse oblige, nie sądzę więc, żeby mogła sobie pozwolić na rozwalanie się na kanapie, kiedy z wizytą przychodzi szwagier siostry. Dyskusje między nią a panem Knightleyem i w powieści są dość intensywne, tym niemniej, nie mam najmniejszych wątpliwości, że były one toczone w sposób elegancki i, przynajmniej na pozór, spokojny, bez wrzasków i biegania po pokojach.
Tamara - Czw 15 Paź, 2009 10:05

Admete napisał/a:
Cytat:
Nawet pozostająca w bliskiej zażyłości rodzinnej panna XIX-wieczna nie mogłaby tak postąpić.....


Bo ja wiem? W koncu to byli ludzie, jak my. Austen na pewno wszystko wygładzała, idealizowała.

Raczej nie , kodeks postępowania był bardzo surowy i osoba zachowujaca się nieodpowiednio natychmiast to odczuwała przez reakcję otoczenia . Nota bene , sama widzę , jak ogromnie sie różni dzisiejsze zachowanie ludzi od tego , jakie prezentowali moi dziadkowie , urodzeni przed I wojną , którzy pierwsze wychowanie otrzymali jeszcze za caratu :wink: Dzisiejsze zachowanie byłoby dla nich wręcz nie do pomyslenia :paddotylu: Zresztą sama jako dziecko całowałam w rękę swoją cioteczną babcię i byłam nauczona , że jak ktoś coś mówi , to mu sie nie przerywa i w rozmowie sie nie wrzeszczy , i w towarzystwie innych osób niż najbliższa rodzina trzeba siedzieć , a nie rozwalać się na kanapie :mrgreen:

A a'propos wychowania , to czytałam ostatnio bardzo interesującą książkę "Dzieciństwo we dworze szlacheckim w pierwszej polowie XIX wieku" napisana przez Anne Pachocką , gdzie wielostronnie i wyczerpująco jest przedstawiony obraz dzieciństwa - wychowania , nauki , zabawy , opieki i tp. , oparty na bogatej bibliografii - źródłach z epoki i rozmaitych opracowaniach i współczesnych i XIX wiecznych . Wspaniała i pouczająca lektura :lol: :lol: :lol:

spin_girl - Czw 15 Paź, 2009 11:30

Mag13 napisał/a:
Stąd otoczenie bardzo szybko spostrzegło, że pan Eltona ma jakieś zamiary, natomiast bywanie Knightleya i ich rozmowy pozostawały, można powiedzieć, poza "kręgiem podejrzenia".

I to jest właśnie to, co mnie najbardziej dziwi za każdym razem, kiedy czytam "Emmę". Nie rozumiem, dlaczego wszyscy wykluczali ewentualność romansu pana Knightley'a z Emmą. Ostatecznie nie było niczego, co by stało im na przeszkodzie- ani powinowactwo (nie byli nawet kuzynami!) ani różnica wieku (vide Marianne Dashwood i Brandon), ani pozycja społeczna- tu wręcz przeciwnie- dwie najlepsze partie w okolicy- wszystkie swatki powinny się na nich od razu rzucić! W dodatku pan Knightley był jednym z niewielu nieżonatych mężczyzn, który tak często odwiedział Hartfield, a między nim a Emmą była i sympatia i szacunek i podziw (szczególnie z jej strony). Co robiła panna Taylor w czasie, kiedy powinna z całych sił promować to małżeństwo????

Irm - Czw 15 Paź, 2009 13:53

I po drugim odcinku :) Wrażenia lepsze niż po pierwszym, może dlatego, że się przyzwyczaiłam do aktorów i sposobu kręcenia. Pan Elton irytujący i nadmiernie nachalny - takie zachowanie nie byłoby możliwe w rzeczywistości.

Jane Fairfax podobała mi się - taka wycofana i nieśmiała, jak powinna być. Frank Churchill faktycznie za mało wyrazisty, zbyt blady, by móc uwierzyć w szeroką fascynacje nim.

Nadal irytuje mnie nadmierna ruchliwość bohaterów i ich luźne podejście do konwenansów - np. niedbałe dyganie Emmy czy machanie ramionami pana Knightleya, kiedy idzie. Rozumie, że adaptacje trzeba jakaś tam uwspółcześniać, ale kiedy się zlikwiduje istotną część tamtego świata, jak właśnie podleganie konwenansom czy określone zasady współżycia w społeczeństwie, zachowanie bohaterów i wynikające z niego perypetie, przestaje być częściowo zrozumiałe.

Jestem skłonna zgodzić się z tezą, że tak częsta obecność pana Knightleya w domu Emmy częściowo jest niezauważana, bo bywa w nim od lat. Brakuje mi jednak pokazania tego, że zaczyna dostrzegać w swojej sąsiadce kobietę, a nie podlotka. Nie wykorzystano do tego sceny z małą Emmą, jak w wersji z Kate Beckinsale i Markiem Strongiem, gdzie on patrzy na nią tak, że :rumieniec: . Tu jest tylko zwykłe, że tak się wyrażę, siedzenie na kanapie, a nie ewidentna fascynacja w spojrzeniu. Szkoda. Mam nadzieję, że w scenach balowych pojawi się w końcu trochę chemii między bohaterami :)

spin_girl - Czw 15 Paź, 2009 14:57

Irm napisał/a:
Mam nadzieję, że w scenach balowych pojawi się w końcu trochę chemii między bohaterami

Mam wrażenie, że Johnny Lee Miller nie wiedziałby co to chemia nawet gdyby ugryzła go w tyłek :roll:

Irm napisał/a:
Pan Elton irytujący i nadmiernie nachalny - takie zachowanie nie byłoby możliwe w rzeczywistości.

ale DOKŁADNIE takie zachowanie prezentował w powieści.

Mag13 napisał/a:
Zatem w skrócie - główną troską panny Taylor była jej własna przyszłość.

Bez przesady. Panna Taylor nie zjamowała się swoją przyszłością przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, w dodatku pan Weston pojawił się na jej horyzoncie stosunkowo niedawno. W dodatku jej przyszłością zajmowała się Emma. Moim zdaniem panna Taylor powinna była poświęcić nieco czasu, pomiędzy szesnastym a dwudziestym pierwszym rokiem życia swojej podopiecznej, aby odpowiednio ustosunkować ją do małżeństw (na przykład z przystojnym i dobrze sytuowanym sąsiadem).

Gosia - Czw 15 Paź, 2009 15:47

spin_girl napisał/a:
Irm napisał/a:
Mam nadzieję, że w scenach balowych pojawi się w końcu trochę chemii między bohaterami

Mam wrażenie, że Johnny Lee Miller nie wiedziałby co to chemia nawet gdyby ugryzła go w tyłek :roll:

:rotfl:

nicol81 - Czw 15 Paź, 2009 21:35

Mag13 napisał/a:
że młoda panna z dobrego domu nie jest nigdy pozostawiona sama w towarzystwie mężczyzny

A to chyba nie do końca- wszak i Darcy, i pułkownik Fitzwilliam odzwiedzali samodzielnie Elżbietę...

spin_girl napisał/a:
nie byli nawet kuzynami!)

A to akurat nie przeszkadzało...a wręcz przeciwnie.

Mag13 napisał/a:
Zatem w skrócie - główną troską panny Taylor była jej własna przyszłość.

Ale popierała pary Frank/Emma i Jane/Knightley... :?

A czemu nikt nie podejrzewał możliwości tej pary? Chyba rzeczywiście 1.przyzwyczajenie, 2. powiniowactwo, 3.różnica wieku. Sama różnica by pewnie nie przeszkadzała- ale to że znali się od (jej) kołyski...

Tamara - Czw 15 Paź, 2009 23:15

Knightley i Emma stoją zbyt wysoko w hierarchii społecznej , by ktoś śmiał ich swatać - mogliby zrobic to tylko ich rodzice , ale rodzice Knightleya dawno się ze światem rozstali , a pan Woodhouse jest zaprzysięgłym wrogiem małżeństwa , zwłaszcza jeżeli idzie o Emmę :roll: To królewska para miejscowego towarzystwa , a królów się nie swata :wink:
Trzykrotka - Czw 15 Paź, 2009 23:57

Ale plotkuje się na ich temat aż wióry lecą! Przecież całe to małe towarzystwo potrafi rozwodzić się całymi tygodniami nad pieczenią czy listem. A o tej parze się nie plotkuje.
Alicja - Pią 16 Paź, 2009 12:40

Trzykrotka napisał/a:
To jest właśnie to, co tak strasznie nie pozwala mi cieszyć się nową DiU. Pięknie zrobiony film, przyjemny dla oka, zgrzyta w prawie każdej scenie właśnie przez detale obyczajowe.

i tu się zgadzamy

achata - Pią 16 Paź, 2009 13:11

Alicja napisał/a:
Trzykrotka napisał/a:
To jest właśnie to, co tak strasznie nie pozwala mi cieszyć się nową DiU. Pięknie zrobiony film, przyjemny dla oka, zgrzyta w prawie każdej scenie właśnie przez detale obyczajowe.

i tu się zgadzamy

Bo jak tu się nie zgodzić- sama prawda. Gdyby tak wyciąć kilka minut z nowej DiU i nieco lepiej ubrać Keirę, przyjemność oglądania filmu wzrosła by dwukrotnie.

spin_girl - Pią 16 Paź, 2009 14:12

achata napisał/a:
Gdyby tak wyciąć kilka minut z nowej DiU i nieco lepiej ubrać Keirę, przyjemność oglądania filmu wzrosła by dwukrotnie.

i uczesać...i żeby przestała się uśmiechać...i wyciąć wszystkie sceny z Lydią i Kitty...i w ogóle zmienić pół obsady...i zmienić Darcy'ego....wyciąć sceny z całowaniem ręki o poranku...dodać nieco więcej Wickhama, żeby jego wątek zaczął mieć sens.... :roll:

achata - Pią 16 Paź, 2009 14:19

Ukhm. To nie ten wątek, ale mi Lydia i Kitty pasowały- w końcu to smarkate trzpiotki były a całowanie w rękę znalazłoby się w tych kilku minutach o których wycięciu pisałam. A co do Wickhama no to w wersji kinowej dostał rolkę epizodyczną i tyle, nie brakowało mi go jakoś szczególnie. Co na jego temat być miało, to było.
BeeMeR - Pią 16 Paź, 2009 14:49

spin_girl napisał/a:
i uczesać...i żeby przestała się uśmiechać...i wyciąć wszystkie sceny z Lydią i Kitty...i w ogóle zmienić pół obsady...i zmienić Darcy'ego....wyciąć sceny z całowaniem ręki o poranku...dodać nieco więcej Wickhama, żeby jego wątek zaczął mieć sens.... :roll:
:rotfl:
ja tam bym tylko uczesała oboje, nie stawiała ich na deszczu :roll: , Darcy'emu zabroniła min zbitego psiaka (a najlepiej zmieniła go :P ), wygoniła świniaki z domu i już byłabym całkiem zadowolona :mrgreen:

a co do Emmy:
obejrzałam pół pierwszego odcinka i stwierdzam, że Ramola się faktycznie podejrzanie szczerzy i wytrzeszcza :roll: Jeśli tak ma wyglądać trzpiotowatość Emmy to ja dziękuję :confused3:

nicol81 - Pią 16 Paź, 2009 20:54

Mag13 napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Mag13 napisał/a:
że młoda panna z dobrego domu nie jest nigdy pozostawiona sama w towarzystwie mężczyzny

A to chyba nie do końca- wszak i Darcy, i pułkownik Fitzwilliam odzwiedzali samodzielnie Elżbietę...

Ale Elizabeth nie była wówczas we własnym domu, lecz w gościnie, więc pozostawiona zaplecza w postaci czujnych oczu matki.... Przecież by umożliwić złożenie oświadczyn najstarszej z sióstr, trzeba się było uciec do wycofania przyzwoitek pod byle jakim pretekstem.... Poza tym, Darcy składając jej wizytę na plebanii nie wiedział, że jest sama, a pastorostwo Collinsowie akurat wyjechali. Gdyby byli w domu, z pewnością E. nie mogłaby rozmawiać z Darcy'm sam na sam!

Gdyby nie mogła, to by nie rozmawiała...Darcy nie nalegałby na spotkanie, gdyby wykraczało poza konwenanse...
A podchody pani Bennet (kocham ją :mrgreen: ), to chyba bardziej, bo Jane nie chciała zostać z Bingleyem...

nicol81 - Pią 16 Paź, 2009 22:01

Ale gdyby była sama w swoim domu, to też czyniłaby honory. Jak Marianna i Willoughby... :mysle:
Irm - Pią 16 Paź, 2009 22:15

Trzykrotka napisał/a:
(Irm, zabiłaś mnie tym zadem :paddotylu: :rotfl: )

To nie ja, to spin_girl :)

spin_girl napisał/a:
Irm napisał/a:
Pan Elton irytujący i nadmiernie nachalny - takie zachowanie nie byłoby możliwe w rzeczywistości.

ale DOKŁADNIE takie zachowanie prezentował w powieści.


Chodziło mi o to, że pan Elton nie zachowywał wymaganego fizycznego dystansu - po tym, jak wsiadł do karety, właściwie położył się na Emmie, podobnie jak wtedy, kiedy się wcisnął między nią a jej siostrę (?) na kanapie. Pan Collins też był nachalny, ale odpowiednią odległość zachowywał. Ech, i znowu wszytko się rozbija o uwspółcześnienie zachowania bohaterów.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group