Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - SKRADZIONY POCAŁUNEK
Maryann - Wto 22 Sty, 2008 08:34
No miałaby satysfakcję - mi nie wyszło, ale ona też nie ma z tego żadnego pożytku.
A w ogóle to trochę mi się ta sytuacja wydaje mało prawdopodobna - jakoś nie umiem sobie wyobrazić Darcy'ego debatującego z panną Bingley na temat swoich sercowych perypetii.
Marija - Wto 22 Sty, 2008 09:02
Jak go znamy , to milczałby pogardliwie, a potem dobił babsztyla jednym celnym strzałem .
Maryann - Wto 22 Sty, 2008 09:11
Właśnie - a na pewno nie opowiadałby nikomu (a już z pewnością nie tej zołzie), że był niegrzeczny i dostał po łapach. Umartwiający się publicznie Darcy...
asiek - Wto 22 Sty, 2008 13:50
| Marija napisał/a: | Ale żeby panna Bingley była taka zjadliwa już po fakcie (Darcy zaręczony), to jej się dziwię . Co ona sobie myślała - że Darcy zmieni sobie narzeczoną czy jak? |
Cóż, panna Bingley zapewne wierzy, że "między ustami a brzegiem pucharu" może się wiele wydarzyć.
Maryann'ku
Narya - Wto 22 Sty, 2008 17:02
| Maryann napisał/a: | CZĘŚĆ XI
Panna Bingley została z całą satysfakcją, że zmusiła ją do wyznania, które nie sprawiło przykrości nikomu oprócz niej samej(...) |
Gdzie ja słyszałam podobne zdanie?
Też mam wątpliwości, co do prawdopodobieństwa opisanej sceny. Jednak wcale nie umniejsza to przyjemności płynącej z czytania
maenka - Wto 22 Sty, 2008 19:57
juz sie ciecze na mysl ze wstanę jutro rano a następna część fanficzku bedzie czekac na mnie na śniadanko. mniam mniam
Gunia - Wto 22 Sty, 2008 20:07
Panna Bingley została z całą satysfakcją, że zmusiła ją do wyznania, które nie sprawiło przykrości nikomu oprócz niej samej(...)
Jak ja lubię to zdanie.
Jak dla mnie to nieprawdopodobne jest, żeby dwie panny swój ostatni dzień przed ślubem spędzały na towarzyskich pogawędkach i wizycie u oblubieńców.
Dione - Wto 22 Sty, 2008 20:31
Ta rozmowa z panną Bingley mi jakoś nie pasuje. Wprawdzie ona byłaby zdolna do czegoś takiego, ale ani Darcy ani Elizabeth by z nią na ten temat nie dyskutowali. Już prędzej widzę jak po pierwszej uwadze, Lizzy z błyskiem w oczach i porozumiewawczym spojrzeniem do Darcy'ego mówi, że rzeczywiście niemożliwością wprost jest, aby jakkolwiek kobieta mogła mu odmówić. W tym momencie wszyscy wtajemniczeni wybuchają śmiechem, a biedna panna Bingley nic a nic nie rozumie i obrażona przestaje się odzywać aż do wyjścia gości. A potem żali się Georgiannie, że Lizzy jest taka nieuprzejma itp.
Caroline - Wto 22 Sty, 2008 22:26
| Narya napisał/a: | Gdzie ja słyszałam podobne zdanie? | Hehe, właśnie.
A tak poza tym, dlaczego "William". To był FITZWilliam, prawda jest brutalna , ale taka właśnie jest
Sofijufka - Wto 22 Sty, 2008 22:33
| Caroline napisał/a: | | Narya napisał/a: | Gdzie ja słyszałam podobne zdanie? | Hehe, właśnie.
A tak poza tym, dlaczego "William". To był FITZWilliam, prawda jest brutalna , ale taka właśnie jest |
Poczekaj, a dowiesz się
Caroline - Wto 22 Sty, 2008 22:35
Ok, więc mamy drugie dno
No to poczekamy
Maryann - Wto 22 Sty, 2008 22:45
| Dione napisał/a: | | Ta rozmowa z panną Bingley mi jakoś nie pasuje. Wprawdzie ona byłaby zdolna do czegoś takiego, ale ani Darcy ani Elizabeth by z nią na ten temat nie dyskutowali. |
No jak już wspominałam, mi też to trochę zgrzyta...
| Dione napisał/a: | | Już prędzej widzę jak po pierwszej uwadze, Lizzy z błyskiem w oczach i porozumiewawczym spojrzeniem do Darcy'ego mówi, że rzeczywiście niemożliwością wprost jest, aby jakkolwiek kobieta mogła mu odmówić. W tym momencie wszyscy wtajemniczeni wybuchają śmiechem, a biedna panna Bingley nic a nic nie rozumie i obrażona przestaje się odzywać aż do wyjścia gości. A potem żali się Georgiannie, że Lizzy jest taka nieuprzejma itp. |
O ! I to jest to. A Georgiana z niewinną miną i współczującym wzrokiem oczywiście grzecznie by jej przytaknęła... A potem mrugnęła do braciszka.
Maryann - Śro 23 Sty, 2008 05:55
CZĘŚĆ XII
Przez resztę dnia towarzystwo pozostało podzielone na dwie części. Rodzeństwo Darcych i Elizabeth spędzili większość dnia na zewnątrz, albo w bibliotece, a Bingleyowie siedzieli w salonie. Elizabeth czuła się trochę winna, że zostawia Jane na łasce sióstr Bingleya, ale jej tolerancja dla niemiłych krewnych nie sięgała dalej. Ponieważ Darcy miał wystarczająco dużo takich własnych, z którymi jeszcze się nie uporała, uznała, że najlepiej będzie, jeśli oszczędzi swoje pokłady cierpliwości na inną okazję.
Później tego popołudnia, kiedy Georgiana poszła do swojego pokoju, Darcy i Elizabeth postanowili raz jeszcze wybrać się na spacer. Oboje mieli świadomość tego, że jest to prawdopodobnie ich ostatnie spotkanie przed ślubem i jedna ze zbyt nielicznych okazji, żeby być tylko we dwoje. Elizabeth nadal obawiała się, że Darcy jest zdecydowany panować nad swoimi afektami, a on zdawał sobie sprawę, że to stawało się coraz trudniejsze.
- Mam nadzieję, że panna Bingley cię nie zdenerwowała, Elizabeth ? – zaczął, kiedy szli przez trawnik.
- Prawie wcale. Myślę, że udało się jej zadręczyć tylko samą siebie, a to zawsze jest bardzo satysfakcjonujące.
Szli w milczeniu przez jakiś czas, aż Darcy spojrzał na nią i zapytał:
- Elizabeth, jesteś szczęśliwa ?
- Nie mogę powiedzieć, że jestem nieszczęśliwa, ale wiem, że jutro będę szczęśliwsza. Jestem trochę zmęczona, bo mało spałam ostatniej nocy.
- Tak, ja też źle spałem – przyznał.
Elizabeth uśmiechnęła się i spuściła wzrok.
- Ponieważ nie wydaje mi się prawdopodobne, żeby Bingley zmusił cię do wysłuchania kazania o właściwym zachowaniu, podejrzewam, że miałeś inne niż ja powody do bezsenności ?
Darcy wyglądał na zdezorientowanego.
- Moja matka jakoś dowiedziała się o naszym zachowaniu i dopadła mnie w mojej sypialni. Nie spałam do późna powtarzając lekcję o zachowaniu godnym damy.
- Och, rozumiem.
Elizabeth miała wrażenie, że zobaczyła, że się rumieni.
- Mogę zapytać, co tobie nie dało spać ?
Darcy nie odpowiedział od razu. Zdawał się nad czymś zastanawiać. Nie mógł jej powiedzieć prawdy nie poruszając znowu zakazanych tematów, więc wybrał odpowiedź, która, jak był przekonany, nie pozwoli jej dalej drążyć tej kwestii.
- Tylko jeśli ty mi opowiesz dokładnie o swoim kazaniu – odparł z szelmowskim uśmieszkiem.
Elizabeth zaśmiała się głośno.
- Panie Darcy, jestem zaszokowana, ale wyświadczę panu tę przysługę. Nie mam nic do ukrycia, a jestem ciekawa, co zakłóca panu sen.
- Naprawdę, Elizabeth ? Więc lepiej powiedz mi, co mówiła twoja matka – odparł zaskoczony.
- Obawiam się, że pomyślała, że - jakby to powiedzieć ? - zbyt mocno wzięłam sobie do serca wykład o małżeństwie, który musiałam znieść parę dni temu. Zostałam zmuszona do wysłuchania poprawionej wersji, koncentrującej się bardziej na tym, jak powinnam się zachowywać, niż na kwestiach „logistycznych”. Wszystko było okropnie nudne, zapewniam cię.
- Rozumiem – brzmiała jedyna odpowiedź, bo Darcy nagle doszedł do wniosku, że lepiej nie rozmawiać o takich rzeczach ze swoją już wkrótce, ale jeszcze wciąż nie-żoną.
- Chyba teraz twoja kolej. Co nie dawało ci spać ostatniej nocy ?
Odwrócił się do niej, wziął jej ręce w swoje i stanowczo spojrzał jej w oczy, zdecydowany pokazać, że potrafi zachować się jak należy.
- To niestety nie jest nic niezwykłego w takiej chwili, ale mam nadzieję, że jutro się skończy. Widzisz, Elizabeth, minęło wiele godzin, zanim mogłem zamknąć oczy nie mając przed nimi twojego widoku.
Elizabeth poczuła się lekko poruszona intymnością tego wyznania, a widząc, że Darcy nadal jest zdecydowany zachować powściągliwość, poczuła silną pokusę, żeby go pocałować, właśnie tutaj, na środku trawnika. Spojrzawszy przez ramię Darcy’ego w stronę domu, chcąc sprawdzić, czy ktoś może ich zobaczyć, zauważyła pannę Bingley stojącą w oknie i patrzącą na tę całkiem niewinną, ale prywatną scenkę z zainteresowaniem graniczącym z wścibstwem. Tego było za wiele. W typowym dla niej przypływie zdecydowania Elizabeth postanowiła, że nadszedł czas wyjaśnienia raz na zawsze sprawy zainteresowań Darcy’ego i jego powściągliwości w sprawach uczuciowych. Jeżeli przy okazji można było wziąć mały odwet na wiadomej damie, tym lepiej.
Postępując wbrew wszelkim radom swojej matki i całej swojej wiedzy o zachowaniu godnym damy, wspięła się na palce i mocno pocałowała zaskoczonego Darcy’ego. Ponieważ nigdy nie pomijał sposobności, ku zadowoleniu Elizabeth wziął tak aktywny udział w tym małym przedstawieniu, że w końcu zapomniała o całym świecie. Kiedy wreszcie ją puścił, kilka minut zajęło jej zebranie rozproszonych myśli na tyle, żeby przypomnieć sobie, dlaczego doprowadziła do tego pocałunku. Ale nawet po tej przydługiej zwłoce widok zgorszonego przerażenia na twarzy Caroline Bingley był wart każdego żalu, jaki mogła odczuwać z powodu swojego rozwiązłego zachowania.
- Czy to tego uczyła cię matka zeszłej nocy, Elizabeth ? – zapytał Darcy z rozbawieniem.
- Chyba wspominała coś o aktywnym pobudzaniu uczuć męża, ale o ile dobrze pamiętam, to bardziej w formie przeczącej.
Darcy uniósł brwi.
- Jak widzisz, nigdy nie byłam dobrą uczennicą. Moją ulubioną formą nauki zawsze były ćwiczenia praktyczne.
- Miło mi to słyszeć, bo mogę zapewnić, że pani umiejętnościom praktycznym nic nie brakuje, panno Bennet.
- Więc nie jest pan urażony, sir ? Mówiono mi, że takie zachowanie jest bardzo niestosowne.
- Oczywiście, że nie. A ryzykując, że moje słowa zabrzmią niecierpliwie, będę cię zachęcał do przeciwstawiania się wszystkim naukom twojej matki tak często, jak zechcesz. Czy przekazała ci jeszcze jakieś mądrości, które mógłbym skorygować ?
- Więc interesujesz się edukacją młodych panien ? – zapytała z całą powagą.
- Bardzo interesuję się edukacją mojej przyszłej żony. I chciałbym jak najszybciej wyjaśnić wszystkie błędne informacje, jakie jej przekazano – odparł równie poważnie.
W czystym odruchu uczucia Elizabeth raz jeszcze przycisnęła wargi do jego ust i przekonała się, że on też nie miał absolutnie nic przeciwko przeciwstawieniu się naukom jej matki.
Marija - Śro 23 Sty, 2008 07:51
| Cytat: | - Chyba wspominała coś o aktywnym pobudzaniu uczuć męża, ale o ile dobrze pamiętam, to bardziej w formie przeczącej.
Darcy uniósł brwi.
- Jak widzisz, nigdy nie byłam dobrą uczennicą. Moją ulubioną formą nauki zawsze były ćwiczenia praktyczne.
- Miło mi to słyszeć, bo mogę zapewnić, że pani umiejętnościom praktycznym nic nie brakuje, panno Bennet. | Ale teksty, o mamuniu ...
asiek - Śro 23 Sty, 2008 12:20
| Marija napisał/a: | | o mamuniu ... |
O mamuniu?! Niieee,... Och, Darcy!!!!!
Maryann,
Marija - Śro 23 Sty, 2008 12:35
Ale Darcy'owy emotek, o mamuniu !! Biorę!!!!!!!!
Dione - Śro 23 Sty, 2008 20:00
Asiek... emotek genialny.
A Lizzy to szelma, ale w tym fragmencie wróciła do swojego charakterku. Bo już się bałam
Gunia - Śro 23 Sty, 2008 20:22
| Maryann napisał/a: | | Ale nawet po tej przydługiej zwłoce widok zgorszonego przerażenia na twarzy Caroline Bingley był wart każdego żalu, jaki mogła odczuwać z powodu swojego rozwiązłego zachowania. |
Ale z niej złośnica.
nicol81 - Śro 23 Sty, 2008 21:57
| Maryann napisał/a: | | Ale nawet po tej przydługiej zwłoce widok zgorszonego przerażenia na twarzy Caroline Bingley był wart każdego żalu, jaki mogła odczuwać z powodu swojego rozwiązłego zachowania. |
Mi się nie podoba takie zaznaczanie terytorium z jej strony. Zwlaszcza w czasach, gdy pocałunki przedślubne były niewłaściwe.
W poprzednim odcinku też mi się nie podobało zachowanie Darciego, ale o tym już była mowa. Raz inni też narzekali
Kwiatek dla tłumaczki
asiek - Czw 24 Sty, 2008 11:26
Maryann'ku, a to już koniec historii, czy będzie cdn ?
Maryann - Czw 24 Sty, 2008 11:35
| asiek napisał/a: | | Maryann'ku, a to już koniec historii |
No nie, to jest mniej więcej połowa. Reszta to TE najważniejsze 24 godziny.
| asiek napisał/a: | czy będzie cdn ? |
A ma być ?
Gunia - Czw 24 Sty, 2008 12:57
| Maryann napisał/a: | asiek napisał/a:
czy będzie cdn ?
|
Czekamy...
Marija - Czw 24 Sty, 2008 13:54
Eeee, ja tu zaglądam rozbestwiona odcinkiem codziennym, a tu ni ma !!
Czekam również .
Maryann - Czw 24 Sty, 2008 14:12
Hmmm... Myślałam, że się upiecze.., Ale skoro mówicie, żeby jednak... No, cóż...
A poważnie - dziewczynki, ostatnio trochę nie wyrobiłam i zapasy mi się skończyły. Postaram się poprawić, ale nie wcześniej, niż w weekend. Wytrzymacie do poniedziałku ?
Marija - Czw 24 Sty, 2008 14:13
Do wtorku nawet, ale ledwo-ledwo .
|
|
|