Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - The Girl
Alicja - Pon 22 Gru, 2008 08:37
to mamy podobnie, bo mnie zawsze napisy ratują Jak widać Gosia kształtuje gusty forumowiczek z dobrym skutkiem oczywiście
Gosia - Pon 22 Gru, 2008 09:06
Jeszcze kilka filmów wg prozy Cookson na pewno zostało do kupienia, co jakiś czas pojawiają się następne tytuły w ofercie "naszego" pana, jak i innych osób na allegro.
Alicja - Pon 22 Gru, 2008 09:13
| Gosia napisał/a: | | Jeszcze kilka filmów wg prozy Cookson na pewno zostało do kupienia |
ruszamy na zakupy nie ma się czego wstydzić, należy być dumnym z poleceń, które się sprawdzają
damamama - Pon 22 Gru, 2008 11:37
Alicjanapisała | Kod: | | Tym bardziej, że po obejrzeniu the girl |
Czy ja mogę wiedzieć gdzie to widziałaś. Próbowałam znaleźć ten film w sprzedaży a także w wypożyczalniach i nic.
Alicja - Pon 22 Gru, 2008 12:07
kupiłam na allegro, też długo szukałam
Gosia - Pon 22 Gru, 2008 13:58
Ten film był kiedyś w tv i ja nawet mam taką wersję z lektorem
Ofiarodawcy jeszcze raz dziękuję
Gitka - Pon 22 Gru, 2008 14:04
To ja jeszcze polecam:
The Dwelling Place
http://www.filmweb.pl/f15...Place,+The,1994
Widziałam prawie wszystkie ekranizacje
Gosia - Pon 22 Gru, 2008 14:08
I kto to napisał streszczonko do tego filmu
Gitka - Pon 22 Gru, 2008 18:10
| Gosia napisał/a: | I kto to napisał streszczonko do tego filmu |
To tak żeby pozachęcać do oglądania
Alicja - Wto 23 Gru, 2008 10:26
| Gitka napisał/a: | To ja jeszcze polecam:
The Dwelling Place |
już kupiłam a wczoraj po zachęceniu przez nie powiem kogo dostałam w końcu ścieżkę losu po polsku. co się naszukałam
Gosia - Wto 23 Gru, 2008 14:13
Mam nadzieję, że stwierdzisz, że było warto
Alicja - Wto 23 Gru, 2008 15:22
uderz w stół... jestem przekonana, że nie będę żałowała, nawet się nie przyznam po tak długich poszukiwaniach
Gosia - Wto 23 Gru, 2008 16:03
Przyznać się trzeba. Mnie się ten film podobał, ale wiem, że są różne opinie.
Wiadomo: de gustibus... Mam nadzieję, że Tobie się spodoba.
Anonymous - Wto 23 Gru, 2008 16:32
Cinder Path? O tym mowa? Bo sie troche pogubilam....
Gosia - Wto 23 Gru, 2008 16:37
Ja mówię teraz o Cinder Path i Alicja chyba tez.
"Dwelling Place" obejrzę na dniach, za sprawą rekomendacji Giteczki
Anonymous - Wto 23 Gru, 2008 16:52
Cinder Path mnie bardzo rozczarowalo, aczkolwiek lubie filmom dawac druga szanse (bo mam kilka filmow, ktore ze zlego wrazenia wskoczyly na ulubione - z colinowa Duma i uprzedzeniem na czele ). Przy pierwszym razie wydalo mi sie takie trywialne, bohaterowie strasznie głupi i naiwni, a calosc w gruncie rzeczy nudna. I bardzo mi sie zlewa z Black Candle. No i ta scena z marszem - powinno sie ja wrzucic na Joe Monstera
Alicja - Śro 24 Gru, 2008 08:37
| AineNiRigani napisał/a: | | ze zlego wrazenia wskoczyly na ulubione - z colinowa Duma i uprzedzeniem na czele |
HA!
tak, pisałam o Cinder Path, ale Gosia kiedyś pisała, że wydano go również po polsku jako ścieżka losu i na tę wersję polowałam. Jeśli nie będę musiała się skupiać na tłumaczeniu to może być dobrze
Monika - Pon 29 Gru, 2008 08:52
Ruszam z dalszym tłumaczeniem, i dzięki za cierpliwość dziewczyny
'Nie! Nie! Nie!'
Wymachiwała listem przed pastorem i Fred’em; w końcu wykrzyczała urzędnikowi prosto w twarz, ‘Powinien mi pan to dać dziś rano. Powinnam to przeczytać rano. Nie musiałabym wychodzić za mąż. Tu jest napisane… tu pisze, że on nie był moim ojcem, pan Thornton. Nie był! Nie był!...’.
Kręciła szaleńczo głową, Fred brutalnie złapał ją za ramię i wrzasnął, ‘Przestań krzyczeć! Co z tobą? Co tam pisze?’
Wyswobodziła się z jego uścisku i ponownie zamachała listem tuż przed jego twarzą; zaczęła mówić, wyraźnie i powoli, ‘Nie jestem córką pana Thornton’a. O tym tu właśnie pisze. Miałam prawdziwego ojca, mam na myśli to’ – podniosła do góry akt urodzenia – ‘i gdybym o tym wiedziała nigdy bym ciebie nie poślubiła. Gdybym tylko wiedziała. Nie wyszłabym za ciebie, nigdy!’
‘Hannah! Hannah! Cicho, jesteś mężatką. Cicho, nie możesz tak mówić’.
Te słowa wstrząsnęły pastorem i upadłby gdyby nie wyciągnięte ramię Fred’a, które go podtrzymało, obaj omal nie wpadli na półkę z książkami, kiedy Hannah ruszyła gwałtownie w stronę drzwi, otworzyła je i wybiegła na trawnik ułożony między nagrobkami, zostawiając za sobą rozbawionych gości, tłoczących się w przedsionku kościelnym.
Nim dotarła do murów cmentarza jej cienka biała suknia przywarła do niej niczym mokry papier. Pokonując tą krótką drogę z domu do kościoła miała na sobie pelerynę, lecz zostawiła ją w nawie kościelnej zanim przyjęła ramię Roberta.
Kiedy wdrapała się na kamienną ścianę, omal nie upadła na twarz, kiedy jej skórkowe pantofle zapadły się w błocie. Kiedy wreszcie jej stopy znalazły mocniejszy grunt pomknęła niczym wiatr w stronę wzgórz, wybierając krótszą drogę do kopalni.
W głowie kołatała jej tylko jedna myśl, owładnęła nią całkowicie, musi zobaczyć się z Johnem, musi mu powiedzieć. Nic już to nie zmieni, lecz on musi się dowiedzieć. Nie było nic złego w jej miłości, wiedziała w głębi serca, że ta miłość nie była zła. I mogli być małżeństwem. Mogli. Mogli.
Wiatr niósł silny, przeszywający deszcz, dzięki któremu doszedł do niej odgłos zbliżających się kroków i głosów. Ktoś za nią podążał. Cóż, nikt nie wiedział gdzie idzie; nikt nie podejrzewałby, że pójdzie do kopalni. Może pomyślą, że poszła do Ned’a. Hannah wiedziała, że jego nie chce widzieć nigdy więcej. Spotkali się wcześniej dwa razy i nie zaszczycił jej choćby spojrzeniem. Pierwszy raz, kiedy poszła z nim porozmawiać on odwrócił głowę i poszedł przed siebie, tak jak robił zawsze, kiedy widział panią Thornton…. Ona, ta przeklęta kobieta. Czy wiedziała o tym? Nie, nie, nie mogła wiedzieć; już dawno wyrzuciłaby ją z domu, gdyby wiedziała, że wykorzystano jej męża, że całe jej cierpienie zbudowane było na kłamstwie. Jakże ona cierpiała. O tak, całą sobą.
Poczuła w środku ostry, kłujący ból; musi się zatrzymać. Co to za miejsce? Stanęła zgięta, oddychając szybko; włosy miała w nieładzie, rozluźnione ze szpilek wiły się po twarzy. Odgarnęła je z oczu i spojrzała bacznie na drogę. Znajdowała się na końcu starej nieuczęszczanej drogi, umieszczonej pośród sieci pagórków. Nikt nie używał jej, odkąd pojawiła się nowa. Była kręta w ładną pogodę i bardzo niebezpieczna, kiedy padało; były tam doły i wydrążenia pełne wody. Ale jakie to ma znaczenie, najważniejsze, że zmniejszy odległość do kopani o niemal milę. Najwyżej kolejne pół godziny i dostanie się tam.
Wcześniej było jej zimno, lecz teraz poczuła ogarniające ją ciepło. Mimo, że przemokła do suchej nitki było jej ciepło. Musiała okropnie wyglądać, ale znów, czy ma to jakieś znaczenie? John to zrozumie… Ale, jeśli nie było go w kopalni?
Powinien tam być, powiedział, że będzie, dlatego nie mógł przyjść na ślub.
Na szczycie wzgórza zatrzymała się by wziąć oddech. Po jednej stronie ziemia opadała miotana deszczem. Same wzgórza zdawały się poruszać, wstając i opadając jak czarno biała fala mgieł.
Musi być już blisko kopalni. Potykając się i kaszląc zaczęła schodzić ze zbocza i nagle ujrzała ją przed sobą, jaką nigdy przedtem nie widziała. Może dlatego że patrzyła poprzez strugi deszczu, ale wyglądało to tak jakby mnóstwo maleńkich chat zostało rzuconych przypadkiem wśród wzgórz i tak już tu utkwiły. W wyższych partiach lśniły skały, z których sączyła się woda, ale całe wzgórze poniżej aż do samej wioski zbudowane było z martwej materii; całe to miejsce wyglądało jak martwe, dotknięte jakąś plagą.
Czy właśnie tak widziała je Margaret?
Co się z nią stało? Jaka to różnica, czy kopalnia zniszczy wzgórza? Co z tego jak będą wyglądały; najważniejsze jak będzie wyglądać John kiedy się dowie.
Na dole mężczyźni pchali drewniane wózki wychodząc z tunelu kopalni. Wyglądali jak skrzaty; na głowach przewiązali sobie worki, ze szpiczastym czubkiem, które wyglądały jak czepki błaznów. Paru młodych chłopaków szuflowało nawóz; inni przesiewali kamyki. Wszyscy przestali nagle pracować, gapiąc się na Hannah, a jeden z nich, z rozdziawionymi ustami, zlizał krople deszczu z warg i zawołał, ‘Co się stało, panienko?’
Podszedł do niej. ‘Zgubiła się panienka?’
‘Pan Thornton. Ja… muszę się widzieć z panem Thorntonem, Johnem Thorntonem’.
‘Ach, no tak, no tak’. Mężczyzna otarł deszcz z oczu. ‘Teraz widzę kim panienka jest. Ale na Boga! dziewczyno, jesteś wzburzona. I przemokłaś do suchej nitki. Gdzie twój płaszcz?’
‘Chcę się widzieć z panem Thorntonem’.
‘No dobrze, dobrze, dziewczyno. Tam jest’. Wskazał palcem długą i wąską szopę z drzwiami pośrodku i oknami po obu stronach, odwróciła się od niego, bez słowa podziękowania i pobiegła, omijając przeszkody, wózki, kopce ziemi, nieświadoma mężczyzn wyginających kark, ścierających deszcz z twarz, gapiących się na nią i na siebie.
Nie zapukała do drzwi, lecz otworzyła je szeroko, jej widok zaskoczył trzech mężczyzn. Dwóch siedziało przy stole, a trzeci pochylał się nad nim. Studiowali rysunki na olbrzymim i sztywnym arkuszu papieru, teraz natomiast patrzyli na nią z otwartymi ustami, jakby była jakąś zjawą; jej suknia nadal była biała, choć obryzgana błotem i przywierała do ciała jak druga skóra, włosy opadły na twarz, dla nich wyglądała jak szalona.
‘Hannah! na miłość boską, co… co się z tobą stało?’
‘Och, John! John!’ Podeszła do niego, dzieliła ich odległość stołu i obecność mężczyzn, John spojrzał na jednego z nich i powiedział, ‘Ja… przepraszam pana. To… to moja siostra, moja… moja…’.
‘Nie, nie, nie jestem!’
‘Co!... Co z tobą? Myślałem…’.
Mężczyźni wstali od stołu, starszy z nich rzekł, ‘Pójdziemy; załatw rodzinne sprawy, John. Wszystko w porządku’. Podniósł rękę, uciszając słowa, które miał wypowiedzieć John, spojrzał na Hannah, w końcu zabrał swój ciężki kapelusz z gwoździa na ścianie i płaszcz wiszący nieopodal, włożył je na siebie i wyszedł, a w raz z nim drugi mężczyzna.
‘Zwariowałaś, Hannah? Po co tu przyszłaś? Ja… sądziłem, że zamierzałaś wyj…’
‘Wiem, wiem, nie powinnam tu była przychodzić, ale… musiałam ci o tym powiedzieć. John’ – obeszła powoli stół, podpierając się krawędzią, aż wreszcie stanęła naprzeciw niego, spojrzała mu prosto w twarz i powiedziała z trudem łapiąc powietrze, ‘Nie jesteśmy… nie jesteśmy spokrewnieni. Oni.. to znaczy wielebny Crewe dał mi list. Było w nim napisane, że twój ojciec… twój ojciec nie był moim ojcem. To wszystko jest w tym liście’. Wyjęła kopertę i podała mu ją. On jednak nie wziął jej, skurczył się w sobie, mówiąc, ‘To na nic, Hannah, ja… jestem po słowie. Wszystko jest ustalone. Powinnaś była poślubić Fred’a, to byłoby najlepsze wyjście… Przepraszam, wybacz mi’.
Przez chwilę patrzyła na niego bezmyślnie, wreszcie przymknęła oczy, ściskała je mocno. Czuła się tak jakby budziła się z głębokiego snu. Margaret mówiła prawdę, był słabym człowiekiem, ale powtarzała sobie, że nieważne słaby czy nie, odda całe życie za jeden dzień miłości z nim. Ale dziś już wiedziała, że nawet gdyby poszła do niego miesiąc wcześniej mówiąc wszystko to, co powiedziała przed chwilą, nie oddałby jej tego jednego dnia.
‘Jestem zamężna, wyszłam za mąż nim dostałam ten list’.
Patrzyła jak zmienia się na twarzy, bruzdy między brwiami wygładziły się, policzki opadły, a usta złączyły się; jej słowa, pomyślała, podziałały na niego jak gorące żelazko na mokre płótno; poczuła wręcz jego ulgę.
Powoli odwróciła od niego wzrok i podeszła do drzwi, a kiedy zawołał miękko, ‘Hannah’, popatrzyła na niego przez ramię i odrzekła, ‘Pomyślałam, że przyjdę i ci o tym powiem’.
Monika - Wto 30 Gru, 2008 10:15
Wyszła na zewnątrz. Na dworze lało jak z cebra. Czuła jak ciężar wody spada na jej głowę. Obeszła ponownie przeszkody; minęła mężczyzn taszczących wózki tym razem w stronę wejścia do kopalni; mężczyzna, który poprzednio się do niej odezwał zatrzymał się i zapytał, ‘Widziała się z nim panienka?’
Stanęła i odpowiedziała, ‘Tak, dziękuję panu’.
Kiedy odkryła że zaczyna uśmiechać się do tego człowieka, pomyślała, że chyba zaczyna wariować; ludzie nie uśmiechają się w takich okolicznościach. Muszę być szalona…
Jeszcze zanim zniknęła jej z oczu kopalnia zaczęła biec, lecz nie obrała tej samej drogi powrotnej, biegła w przeciwnym kierunku.
Po jakimś czasie zwolniła, szła dalej przed siebie, powoli, bez celu. Nie wiedziała gdzie idzie, nie obchodziło to jej. Zdawała sobie sprawę, że jeśli dłużej zostanie na dworze, cała mokra, przez noc, może dostać zapalenia płuc i umrzeć, zupełnie jak pan Thorton. Dziwnie było myśleć o nim jak o kimś obcym. W jakimś sensie było jej nawet przykro. Co by się stało gdyby żył i dowiedział się o tym? Nie skupiłby swojej złości na niej? Och nie, nie on. Dlaczego John nie był taki jak jego ojciec? John. John. Ulgi jaką ujrzała na jego twarzy, kiedy dowiedział się że jest mężatką i własnego bólu nie zapomni do końca życia.
Mężatka! Była zamężna! W wiosce zawrzało od plotek. Fred z pewnością jej szuka. Mężatka? Nie czuła żadnej różnicy, przynajmniej jeszcze nie. To co się dzieje nocą będzie tą różnicą. Panna Emily zasugerowała kiedyś, że kobieta po takich doświadczeniach nigdy nie będzie taka sama. Przed tą rozmową zawsze myślała, że dzieci biorą się z pocałunków. To dlatego wielkim złem było pozwolić mężczyźnie się pocałować, chyba że w policzek, przed ślubem. Była w wielkim szoku tego dnia, kiedy zobaczyła Dandy’ego całującego Tessie w usta. To było dwa lata temu. Czekała na nowiny o dziecku i w swej naiwności zastanawiała się, czy pani pozwoli sprowadzić akuszerkę z Allendale.
Wczoraj była jeszcze dziewczyną, dziś czuła się kobietą, ale jak dotąd była mężatką tylko z nazwiska. I tak zostanie, bo nie zamierza wracać do Fred’a. Nigdy! Nigdy!
Która była godzina? Wyszła za mąż o drugiej po południu. Droga do kopalni zajęła jej godzinę; jak długo spacerowała od tamtego czasu? Nie miała pojęcia. Godzinę? Dwie? Oby znalazła jakieś schronienie nim się ściemni. Nie wiedziała gdzie jest; padało jeszcze silniej niż przedtem, nie widziała przed sobą choćby zarysu wzgórz. Och, jakie to ma znaczenie? Było jej tylko zimno, drżała cała. Musi się gdzieś położyć i odpocząć. Ale gdzie? Jeśli usiądzie tutaj być może nigdy stąd nie wstanie, mogła tu umrzeć. Ale czyż właśnie tego nie pragnęła? Nie, nie; chciała tylko uciec, jak najdalej od wioski i mieszkańców, daleko od Fred’a.
Jakiś czas później wynurzył się przed nią pas lasu, poczuła, że cofa się w czasie o dziewięć lat i tak jak wtedy prowadzi swoją matkę prosto w ciemność drzew.
Stanęła i oparła się o pień drzewa. Musiała tak chodzić kilka godzin zataczając olbrzymi krąg, a teraz oddzielało ją od Pele House i Ned’a zaledwie parę minut. Pójdzie do Ned’a… czekaj; Ned nie odezwie się do ciebie. Ale przecież nie musiała iść do niego, nie musi się z nim spotykać. Na końcu podwórza znajdował się składzik. Pełen był części starych maszyn, przynoszonych ze stajni; jeśli się tylko tam dostanie, ukryje się i wypocznie do rana.
Wyszła powoli z lasu, powłócząc nogami. Najpierw upewniła się, że nikogo nie ma na podwórzu, trzymając się blisko drewnianej belki składziku ruszyła w stronę drzwi, otworzyła je i weszła.
‘… Co to ma być do diabła?’ Usłyszała gardłowy i pochmurny głos.
Anonymous - Wto 30 Gru, 2008 11:42
Och, bardzo się cieszę, że mamy ciąg dalszy powieści.
[quote="Monika"]… Co to ma być do diabła?’ Usłyszała gardłowy i pochmurny głos.[/quote]
Czyżby to Ned?
damamama - Wto 30 Gru, 2008 11:43
Ten "gość" to ja. Nie zauważyłam, że jestem wylogowana.
Gosia - Wto 30 Gru, 2008 13:12
| Monika napisał/a: | | Mężatka? Nie czuła żadnej różnicy, przynajmniej jeszcze nie. To co się dzieje nocą będzie tą różnicą. Panna Emily zasugerowała kiedyś, że kobieta po takich doświadczeniach nigdy nie będzie taka sama. Przed tą rozmową zawsze myślała, że dzieci biorą się z pocałunków. To dlatego wielkim złem było pozwolić mężczyźnie się pocałować, chyba że w policzek, przed ślubem. Była w wielkim szoku tego dnia, kiedy zobaczyła Dandy’ego całującego Tessie w usta. To było dwa lata temu. Czekała na nowiny o dziecku i w swej naiwności zastanawiała się, czy pani pozwoli sprowadzić akuszerkę z Allendale. |
Znamienny fragment. Jednak często dziewczyny w tych czasach nie były zupełnie uświadomione...
Tak, to musi być Ned. Urwałaś, przykładem Aragonte, w ciekawym momencie
Dziękuję Moniczko, pozdrawiam
Alicja - Wto 30 Gru, 2008 20:46
A jak on wygląda w filmie
aneby - Czw 01 Sty, 2009 20:58
Przeczytałam wszystkie fragmenty tu umieszczone i nie mogę się doczekać dalszego ciągu.
Moniko
Alicja - Pią 02 Sty, 2009 19:11
jak prównuję tłumaczenie Moniki i film - całkiem wiernie zrobili ekranizację
|
|
|