To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - odsłona III

Ulka - Czw 15 Mar, 2007 21:47

Ania1956 napisał/a:
Wygląda na to że pani Annesley wykonała swoje zadanie aż za dobrze. Wyciągnęła dziewczyne z dołka i nauczyła ją myśleć . Myśleć jak osoba stanowiąca o sobie sama, nie bojąca się konfrontacji i otwarcie wypowiadająca własne zdanie. Chyba to właśnie Darciego tak wkurza.

a ja myślałam, że to zadanie wykonała dopiero Lizzy... jeszcze się Darcy w pani A. zakocha :lol:

Alison - Pią 16 Mar, 2007 08:22

Oto macie na tacy hipokrytę D. i jego rozsądną siostrę. :wink:

Rozdz. VII, cz. 3

- Dokładnie, to nie powożąc - spojrzała nań szybko, po czym odwróciła wzrok. - Pamiętasz, pisałam ci, że zaczęłam odwiedzać naszych dzierżawców i rodziny naszych robotników, jak kiedyś Mama?
- Tak, przypominam sobie, Georgiano - przerwał jej - nasza matka właściwie nigdy ich nie "odwiedzała". To były bardziej oficjalne sprawy, kwartalne spotkania na ziemiach największych dzierżawców - spojrzał na nią z naganą - Chyba nie chcesz powiedzieć, że składasz im wizyty?
Zlękła się nieco jego tonu, ale odpowiedziała - W każdą niedzielę po południu. Podzieliłam posiadłość, jak widzisz, i odwiedzam ich w kolejności, w każdą niedzielę. No, nie wszystkich, ale tych biedniejszych, a szczególnie tych z małymi dziećmi...
- Georgiano! - wydusił, osłupiały tym, co usłyszał - Dobry Boże, co ty sobie myślisz? - odsunął krzesło i prawie podskoczył z niego, podczas gdy oblicze jego siostry zbladło w związku z takim jego wybuchem.
Przeczesawszy palcami włosy, spojrzał na nią niedowierzająco - To jest poza wszelkimi oczekiwaniami, żebyś się tak narażała albo zachowywała tak poufale -- panna Darcy z Pemberley! Natychmiast zaprzestaniesz tych "wizyt"!
- Ale, Fitzwilliam'ie...
- A cóż to w ogóle za przypadłość? - przerwał jej, zaczynając spacerować przed nią - Chociaż jestem dumny z dobrych warunków w jakich żyją ludzie w Pemberley, to nawet tutaj można się czymś zarazić - taka możliwość przyprawiła go o dreszcze, ale szybko opanowała go nowa myśl - Nie mogłaś być z tym sama. Kto ci pomagał w tym szaleństwie? Chcę...
- Bracie! - głos Georgiany był spokojny ale stanowczy - Proszę, posłuchaj mnie.
Powaga jej tonu zatrzymała Darcy'ego w biegu.
- Proszę - powtórzyła, wskazując krzesło - To bardzo przykre dla mnie, musieć cię niepokoić, tym bardziej kiedy tak górujesz nade mną.
W jej słowach zabrzmiało echo narzekania Bingley'a na jego "wywyższające się grymasy" serwowane, kiedy chciał powstrzymać jego temperament, ale i tak go nie wyciszył. Skłonił się grzecznie, ulegając prośbie i usiadł.
- Fitzwilliam'ie, nie mogę dłużej żyć nijakim, próżniaczym życiem, - zaczęła miękko - Moja muzyka, moje książki, wszystko to wypełniało mi czas i dobrze spełniało swój cel, ale, to za mało żeby żyć.
Darcy przesunął się na krześle - Otrzymałaś najlepsze wykształcenie jakie tylko jest możliwe dla kobiety z twoją pozycją. Jak możesz mówić, że to za mało? Co ty, taka młoda, możesz wiedzieć o tym wszystkim? - zapytał.
- Znam siebie, Bracie, i wiem co prawie uczyniłam, mimo mojej edukacji i zalet mojej pozycji towarzyskiej - Darcy wzdrygnął się jakby go celnie ugodziła strzałą i szybko odwrócił wzrok - to co stało się w Ramsgate - kontynuowała - ujawniło wszystkie moje złudzenia. Zobaczyłam moje życie takim jakie było, bierne, rozmarzone, puste, wypełnione ładnymi zabawkami. Nic w nim nie przygotowało mnie na podstęp Wickham'a.
- Gdybyś miała właściwy nadzór, gdybym ja nie zaniedbał...

Maryann - Pią 16 Mar, 2007 08:51

On zdecydowanie domaga się kuracji wstrząsowej. I to w trybie ekspresowym... :evil:
Alison - Pią 16 Mar, 2007 09:14

Tak, zdecydowanie prądem go popieścić. On jest o-kro-pny w tym pamelowym wydaniu. Zaczynam się coraz bardziej niepokoić o scenę oświadczyn, bo jak ona nam wywali kawę na ławę co on sobie myślał, kiedy Lizzy przemawiała, to może byc z nim cieniuśko. :neutral:
Maryann - Pią 16 Mar, 2007 09:51

Alison napisał/a:
On jest o-kro-pny w tym pamelowym wydaniu.

A może ona ma rację ? Może on BYŁ taki okropny, zanim Lizzy wzięła go w obroty ? :wink:

Alison napisał/a:
Zaczynam się coraz bardziej niepokoić o scenę oświadczyn, bo jak ona nam wywali kawę na ławę co on sobie myślał, kiedy Lizzy przemawiała, to może byc z nim cieniuśko. :neutral:

Oj, muszę się baaardzo mocno ugryźć w język... :mrgreen:
Matulu, nie podpuszczaj mnie, bo nie zdzierżę !

Anonymous - Pią 16 Mar, 2007 11:25

Ja proponuję podłączyć mu małe Lizzy-elektrody i neich go kopie i kopie i kopie ...
Maryann - Pią 16 Mar, 2007 11:30

Toż go kopie cały czas... No, może z przerwami, ale coraz mocniej...
Ania1956 - Pią 16 Mar, 2007 11:59

Alison napisał/a:
Zobaczyłam moje życie takim jakie było, bierne, rozmarzone, puste, wypełnione ładnymi zabawkami. Nic w nim nie przygotowało mnie na podstęp Wickham'a.


Dziewczyna jest młodziutka i nie zdaje sobie sprawy że tacy jak Wickham potrafią zakręcić w głowie nie tylko dzierlatkom ale i bardziej dołżałym kobietom np. Lizzy też się złapała na jego lepik.

Marija - Pią 16 Mar, 2007 12:14

Jakaś zaraza grasowała po wsi angielskiej, że Darcy tak się wzdrygał? Weszków się bał? :twisted:
Maryann - Pią 16 Mar, 2007 12:21

Ja mam wrażenie, że tu tylko po części chodziło o zarazę (czy jakąś zaraźliwą przypadłość, którą rzeczywiście łatwiej było złapać w czworakach, niż w salonie). Trochę się też pewnie obawiał, że ktoś mógłby jej zrobić coś złego.
Ale przede wszystkim to chyba nie chciał, żeby Georgiana widziała, jak wygląda rzeczywistość za płotem ogrodu w Pemberley. Tak po prostu: chciał żeby zawsze była taką niewinną panienką, trzymaną pod kloszem, nieświadomą zła i biedy na świecie.

Kaziuta - Pią 16 Mar, 2007 12:26

Ja przepraszam za wyrażenie ale on sie nam jawi jak jakaś guma od majtek, a nie mężczyzna naszych ślinień i westchnień. :wink:
Marija - Pią 16 Mar, 2007 12:30

Kaziuta napisał/a:
Ja przepraszam za wyrażenie ale on sie nam jawi jak jakaś guma od majtek, a nie mężczyzna naszych ślinień i westchnień. :wink:
Kaziutka, weź poprawkę: to Pamela jest majtkowa guma, nie boski Colin :evil: .
Maryann - Pią 16 Mar, 2007 12:32

Pamela do w miarę sensownego pisania ewidentnie potrzebuje inspiracji. I to z dwóch stron: tekstem JA i obrazem z DiU 1995. Bez tego... :? ??:
Kaziuta - Pią 16 Mar, 2007 12:33

Ok. poprawka poczyniona, ale nie lubie Drcyego w tym wydaniu. :cry:
QaHa - Pią 16 Mar, 2007 12:37

Maryann napisał/a:
Pamela do w miarę sensownego pisania ewidentnie potrzebuje inspiracji. I to z dwóch stron: tekstem JA i obrazem z DiU 1995. Bez tego...

masz racje jak juz sama od siebie wszystko zmysla to tylko :thud: :cry2: :wsciekla:

Marija - Pią 16 Mar, 2007 12:43

Jak można z Colina-pana Darcy zrobić taką marudną, małostkową pierdołę (pardon)? :evil: Nic to, cierpmy i czekajmy co dalej będzie.
Alison - Pią 16 Mar, 2007 12:54

Marija napisał/a:
Jak można z Colina-pana Darcy zrobić taką marudną, małostkową pierdołę (pardon)? :evil: Nic to, cierpmy i czekajmy co dalej będzie.


No ja nie wiem, a zaczęło się tak bosko. Ona pisząc chyba niechcący zakochała się we Fletcherze, a Darcy'ego to już tak przy okazji opisywała :wink:

Maryann - Pią 16 Mar, 2007 13:12

Alison napisał/a:
Ona pisząc chyba niechcący zakochała się we Fletcherze, a Darcy'ego to już tak przy okazji opisywała :wink:

Pamela zakochana we Fletcherze... Hmmm... Może to nie byłoby takie złe (pomijając różnice wiekowe, oczywiście)...
Skoro JA darzyła ciepłymi uczuciami Darcy'ego (z wiadomym efektem), to może w rzypadku lady Pameli też by się ten wariant sprawdził ? :grin:

Alison - Sob 17 Mar, 2007 08:59

A dziś Caroline serwuje dalszy ciąg zmagań dzielnej Georgiany z bratem:

Rozdział VII cz. 4
- Fitzwilliamie – nalegała – to moje własne znękane serce mu pomogło wypełniając słowami miłości jego sugestie. Rozumiesz? – pochyliła się skupiając na nim wzrok. – Musiałam wiedzieć, musiałam poznać najgorsze strony tej sprawy i modlić się, żeby to, co odkryję, w rękach Opatrzności obróciło się w coś dobrego – wstała z krzesła, by podejść do niego i uklęknąć przy nim.
- Georgiano – poruszony jej postawą ujął ją za ręce i podniósłby ją, ale powstrzymał go jej wzrok.
- Drogi bracie, czy byłbyś tam czy nie, czy byłby to Wickham, czy ktoś inny, prawdziwe niebezpieczeństwo nie pochodziło z zewnątrz. Ono tkwiło we mnie. Choćby tylko za to odkrycie, za poprawę jaką przyniosło, dziękuję Bogu, że tak się stało – zamilkła i spojrzała na niego szukając zrozumienia, ale on nie mógł jej go dać. Znalazł jednak wątek, w którym mógł dać upust swojej frustracji.
- Czy to jest powód tych „wizyt” i absurdalnego listu do Hinchcliffa? Wydaje ci się, że musisz odpokutować jakąś wewnętrzną skazę powodzią dobrych uczynków?
- Kazałeś mu nie naruszać funduszu? – spytała wyciągając ręce z jego dłoni.
- Moja droga dziewczynko, „Towarzystwo Na Rzecz Powrotu Młodych Kobiet do Przyjaciół na Wsi”? – nie mógł powstrzymać wstrętu, który zakradł się do jego głosu, podniósł się i dolał sobie kawy. – Gdzie usłyszałaś o tych kobietach? – kontynuował przez ramię – To wysoce nieodpowiednie dla dziewczyny w twoim wieku nawet wiedzieć o takich rzeczach, a co dopiero wspierać i to kwotą stu funtów rocznie! Dwadzieścia byłoby więcej niż hojne i w tym powinna, jak sądzę, zamknąć się twoja pomoc charytatywna – spojrzał za siebie na siostrę unosząc łyżeczkę, którą zamierzał zamieszać śmietankę, ale natychmiast ją opuścił. To spojrzenie, którego ani on, ani jego kuzyn nie mogli rozwiać, powróciło na twarz Georgiany.
- Kochanie, o co chodzi? – w duszy przeklinając swoją nieostrożną bezceremonialność wrócił do niej wyciągając do niej ramiona, ale ona wysunęła się z jego objęć i spojrzała na niego uważnie.
- Dziewczęta w moim wieku, bracie? Towarzystwo ratuje dziewczęta w moim wieku i młodsze, Fitzwilliamie.
- Tak, to prawda, Georgiano – odpowiedział skwapliwie, marszcząc brwi ze zmartwienia – ale ty nie musisz się tym zajmować. Są inne wartościowe cele, którymi możesz…
- Chcę wspomóc właśnie ten – uniosła podbródek, choć głos jej zadrżał – ponieważ… ponieważ mogłam być jedną z tych dziewcząt.
- Nigdy! – wściekłość Darcy’ego na samą myśl nie znała granic – Co masz na myśli sugerując coś takiego!
Georgiana potrząsnęła głową.
- Wierzyłam Wickhamowi, Fitzwilliamie! Wierzyłam, tak jak te biedne dziewczęta wierzyły tym, którzy przyczynili się do ich upadku. A gdybyś nie przyjechał do Ramsgate? Czy uciekłabym z nim? – Darcy patrzył na nią oniemiały. – Spojrzałam sobie głęboko w serce, bracie, i muszę wyznać, że mimo twojej pełnej oddania troski, mimo wszystkiego czym jest bycie jedną z Darcy’ch, wyjechałabym z nim. Byłam aż tak zaślepiona, tak zwiedziona – zamilkła, by chwycić oddech.
- Szukałbym ciebie, Georgiano – Darcy pochylił się do niej, głos łamał mu się z emocji – i znalazłbym cię. Wickham chciał, żeby was znaleziono, więc…
- Tak, więc mój honor mógł trzymać dla okupu.
- Co masz na myśli? – zapytał Darcy ostro.
- Kiedy Wickham zrezygnował ze mnie tak łatwo, starałam się czegoś dowiedzieć – gdy zbierała siły, by mówić dalej, serce Darcy’ego niemal zamarło. – Pastor, który miał nam udzielić ślubu był figurantem. Przyszłabym do Wickhama wierząc, że jestem jego żoną, musiałbyś wykupić go jako mojego męża.

Maryann - Sob 17 Mar, 2007 09:21

Alison napisał/a:
Pastor, który miał nam udzielić ślubu był figurantem. Przyszłabym do Wickhama wierząc, że jestem jego żoną, musiałbyś wykupić go jako mojego męża.

Bogusław Radziwiłł i Oleńka Billewiczówna... Tak mi się skojarzyło... :wink:

Mądra dziewczyna z tej Georgiany. I nawet mi nie przeszkadza, że trochę mało pasuje do tej z DiU.

Trzykrotka - Sob 17 Mar, 2007 10:28

Mnie już zupełnie zmieniło się spojrzenie na DiU i wcale nie wiem, czy w dobrym kierunku. Przychylam się do zdania, że Lady Pamela jest dobra wtedy, kiedy ma oparcie a serialu albo powieści. Juz od wielu odcinków wyobraźnia zwodzi ją na manowce :sad:
QaHa - Sob 17 Mar, 2007 13:50

Błądzi błądzi wlazła w głębokie krzaczory :evil:
Gunia - Sob 17 Mar, 2007 16:18

Mówię Wam! Ona to robi specjalnie, żebyśmy jej Darcy'ego na wyłączność zostawiły. :roll:
Maryann - Sob 17 Mar, 2007 16:24

Może się nie wysilać. I tak nie ma szans... :mrgreen:
Maryann - Sob 17 Mar, 2007 16:52

QaHa napisał/a:
Błądzi błądzi wlazła w głębokie krzaczory :evil:

Dziewczynki, cierpliwości. Nawet wybujała wyobraźnia lady Pameli czasami ma swoje dobre strony.
Wierzcie mi, wiem co mówię. Taki fajny fragmencik teraz tłumaczę, że... :wink:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group