To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

snowdrop - Pią 16 Lis, 2007 18:03

Ło tam Aine czepiasz się, przecież szabelkami walczyli, czyż nie?
Anonymous - Pią 16 Lis, 2007 18:21

no chyba, sie umowimy, ze nasz Darsik i Lizzy wygladali mniej wiecej tak:

http://i.aeri.pl/f/1/1747/g/28543.jpg

Anonymous - Pią 16 Lis, 2007 19:04

gumisku co to za autocenzura?
Co do broni angielskiej nie mam 100% pewnosci, ale przypuszczam, ze najczesciej stosowano rapier w roznych formach (angielski, koszowy, claymor) oraz szpadę. Jednak z tego co sie orientuje już w XVIII lub nawet XVII w zaprzestano noszenia broni u boku na co dzien.
Z źródeł natomiast wiem, ze pewien szlachcic, o nazwisku Coxe podróżował po Polsce w XVIII w. z... pałką jako bornią. Przypuszczam, ze praktycyzm angielski ujawnił się i tutaj - wybierano broń wygodną i skuteczną, a nie li i jedynie piękną (jak to bywało w Polszcze)


MATUŚ oczywiscie żem zauważyła !!

Anonymous - Pią 16 Lis, 2007 23:39

Marija napisał/a:
:spi: Czy mi się zdawało, czy Kmicic tędy przechodził? O co Wy się spieracie? :shock:


Wiecie, ze moge wybaczyc niemal wszystko, nawet gdyby sie okazalo, ze Darsik zmusil Wickhama za pomocą kałasznikowa. Ale nigdy, przenigdy nie wybaczę szafowanie słowem "szabla". Dla mnie to świętośc. Hough.

Maryann - Sob 17 Lis, 2007 08:04

Rozdział VIII część 16

Pomyślał o tym, jak postępowała wobec Georgiany. Jej nonszalanckie słowa obudziły w nim gniew, ale nie była to odpowiednia pora. Oboje musieli ważyć każde słowo.
- To zostało powiedziane całkiem jasno ostatniej wiosny w Ramsgate, madame ! – odparł tym samym spokojnym tonem – Niczyja przyszłość nie ma prawa stawać na drodze pani interesom.
Pani Younge odważyła się wzruszyć ramionami.
- Tak jest na całym świecie, panie Darcy. Z pewnością w pańskim nie mniej, niż w moim.
Przez chwilę zobaczył siedzącą przed nim Sylvanie. Słowa pani Younge i jej interesowność bardzo przypominały te wypowiedziane przez zaginioną wicehrabinę. Niemal słyszał, jak się śmieje, że jego dawna pracownica potwierdziła jej filozofię.
Na całym świecie ? Czy rzeczywiście ? Jako zaprzeczenie pojawiły się imiona Gerogiany, pani Annesley i jej zmarłego męża, Fletchera, Tannera, członków Towarzystwa… Dy.
- Nie, nie na całym świecie, pani Younge – wyprostował się i zrobił krok do tyłu – Nikt, kto pomoże mi odnaleźć Wickhama, nie pożałuje – skierował się do wyjścia, ale przy drzwiach odwrócił się – Musi pani wiedzieć, że nie jest moim jedynym źródłem informacji. Szukają go też inni, którzy nie mają w tym żadnego osobistego interesu, poza chęcią czynienia dobra. Nie będę czekał, czy zdecyduje się pani mi zaufać. Oni mogą znaleźć go pierwsi, a to nie byłoby w pani interesie. Wie pani, gdzie mnie szukać – skłonił się – Dobrego dnia, madame.
Szybko przeszedł przez hall, skinął głową służącej i wyszedł. Dorożka mijała zakręt i nadjeżdżała ulicą dokładnie wtedy, kiedy podszedł do krawężnika i uniósł laskę na powitanie. Woźnica zatrzymał konia. Z jedną nogą na stopniu Darcy kątem oka zauważył ruch. Obejrzawszy się przez ramię zobaczył chłopca w wieku nie więcej niż ośmiu lat znikającego wolno między budynkami.
- Poczekaj chwilę – polecił dorożkarzowi i poszedł w kierunku ciemnego pasażu.
- Niech się pan nie obawia – z głębi alei powitał go młody głos.
Darcy zatrzymał się i zmrużywszy oczy wpatrywał się w półmrok, ledwie widząc twarz chłopca spoglądającego na niego zza beczek i skrzynek.
- Niech pan idzie do domu – mówił dalej głos – Ja będę jej pilnował, a gdyby uciekała, dam znać – chłopiec ukłonił się – Z pozdrowieniami od pana Tannera, sir.
- Pozdrów go ode mnie – odparł Darcy i odwrócił się do czekającej na niego dorożki.
*******

Alison - Sob 17 Lis, 2007 17:04

Gosia napisał/a:
Odmlodzilam Was poki co o 10 lat ;) i jestem wykonczona wiec na przyszlosc BLAGAM - nie wychodzcie poza 40 stron, bo jak chcialam za jednym podejsciem zmoderowac caly ten watek, to po zaznaczaniu ktore posty trzeba usunac, wygasla mi sesja tak dlugo to trwalo i musialam robic wszystko od nowa, ale po kawalku :cry2:


Niuniaszku, ale wiesz jak Cię kochamy... :przytul: Wszystkie ładnie dygnąć i podziękować Gosi. Albo lepiej nie, bo znowu bidula będzie miała robotę... Ale bardzo, bardzo Ci jesteśmy wdzięczne :kwiatki_wyciaga:

Anonymous - Sob 17 Lis, 2007 17:54

Maryann napisał/a:
Rozdział VIII część 16
zobaczył chłopca w wieku nie więcej niż ośmiu lat znikającego wolno między budynkami.
- Niech się pan nie obawia – z głębi alei powitał go młody głos.
Darcy zatrzymał się i zmrużywszy oczy wpatrywał się w półmrok, ledwie widząc twarz chłopca spoglądającego na niego zza beczek i skrzynek.
- Niech pan idzie do domu – mówił dalej głos – Ja będę jej pilnował, a gdyby uciekała, dam znać – chłopiec ukłonił się – Z pozdrowieniami od pana Tannera, sir.


Bosze drogi, jakie te dzieci dawniej byly dojrzale i dorosle. Dzisiejszy osmiolatek podlega zupelnie innego rozwojowi emocjonalnemu ...

P.S. Gosienko - :kwiatki_wyciaga:

Maryann - Sob 17 Lis, 2007 19:23

AineNiRigani napisał/a:
Dzisiejszy osmiolatek podlega zupelnie innego rozwojowi emocjonalnemu ...

Aine - są ośmiolatki i ośmiolatki...

malmik - Sob 17 Lis, 2007 19:30

Maryann napisał/a:
AineNiRigani napisał/a:
Dzisiejszy osmiolatek podlega zupelnie innego rozwojowi emocjonalnemu ...

Aine - są ośmiolatki i ośmiolatki...

Dzisiejsze ośmiolatki podlegają chyba niedorozwojowi ogólnemu - a im starsze tym jest coraz gorzej :wsciekla: :wsciekla: :wsciekla:

Maryann - Sob 17 Lis, 2007 19:42

malmik napisał/a:
Dzisiejsze ośmiolatki podlegają chyba niedorozwojowi ogólnemu - a im starsze tym jest coraz gorzej :wsciekla: :wsciekla: :wsciekla:

Ja bym tak nie generalizowała. To jest kwestia środowiska i wychowania.
Znam dwie dziewczynki-rówieśnice. Jedna jest poważna, rozsądna i samodzielna.
A druga - rozpieszczona, niezaradna i przemądrzała. Mimo że chodzi już do piątej klasy, babcia nadal odprowadza ją do szkoły... :zalamka:

Ale dosyć offtopa, bo Gosia znowu będzie miała robotę... :wink:

Matylda - Sob 17 Lis, 2007 20:50

Nasz Darsik dość sprawnie porusza sie po nędznej dzielnicy . Ciekawe czy chodzi z chusteczka przy nosie :?
nicol81 - Sob 17 Lis, 2007 22:07

Maryann napisał/a:
malmik napisał/a:
Dzisiejsze ośmiolatki podlegają chyba niedorozwojowi ogólnemu - a im starsze tym jest coraz gorzej :wsciekla: :wsciekla: :wsciekla:

Ja bym tak nie generalizowała. To jest kwestia środowiska i wychowania.
Znam dwie dziewczynki-rówieśnice. Jedna jest poważna, rozsądna i samodzielna.
A druga - rozpieszczona, niezaradna i przemądrzała. Mimo że chodzi już do piątej klasy, babcia nadal odprowadza ją do szkoły... :zalamka:

Częściowo to prawda, że dzisiaj dzieci są różne, jednak mimo wszystko 200 lat temu wydaje się, że wcześniej dorastały. Wcześniej były obaczane poważnymi obowiązkami. Nawet nabardziej poważnego, rozsądnego i samodzielnego dzisiejszego ośmiolatka nie wyobrażam sobie obarczonego takim zadaniem.
A Darsik nie tylko bohaterski, a inteligentny :banan: Wykorzystał ganianie innych po mieście do negocjacji z babą :oklaski:

Anonymous - Sob 17 Lis, 2007 22:29

nicol81 napisał/a:
Częściowo to prawda, że dzisiaj dzieci są różne, jednak mimo wszystko 200 lat temu wydaje się, że wcześniej dorastały. Wcześniej były obaczane poważnymi obowiązkami. Nawet nabardziej poważnego, rozsądnego i samodzielnego dzisiejszego ośmiolatka nie wyobrażam sobie obarczonego takim zadaniem.


Skad czerpiesz tę wiedze?

trifle - Sob 17 Lis, 2007 22:35

A ja myślę jak Maryann - to kwestia środowiska i wychowania. Mnie tam np nikt nigdy do szkoły nie odprowadzał, lekcji też mi nikt nie pomagał odrabiać i szybko się - na ile to było możliwe - usamodzielniłam. A jeszcze jak się "otrzymuje w darze" młodsze rodzeństwo, to też szybciej się staje odpowiedzialnym, bo "za kogoś" jeszcze". Jak rodzice rozpieszczają i wszystko robią za dzieci, to one potem takie są..
Anonymous - Sob 17 Lis, 2007 22:53

wychowanie ma olbrzymie znaczenie, tak jak i srodowisko, ale sa pewne nieodlaczne elementy w etapach dorastania, ktorych ominiecie powoduje zachowania socjopatyczne, a przyspieszenie - rownie wielkie anomalie psychiczne. Ja rozumiem, ze lubimy postrzegac naszych przodkow jako nadludzi, ale niestety tak nie bylo. Byly inne obyczaje, ale nie zachowania. Ludzie sie nie zmienili, elementarne zachowania wynikajace z ich natury - rowniez. A to, ze dzisiaj modelka pokazujaca sie publicznie w bieliznie nie budzi wiekszego zgorszenia, a zakonnica kapiaca sie w sukni po kostki - i owszem, to juz kwestia obyczajowosci.
Matylda - Sob 17 Lis, 2007 22:58

Dzieci sa teraz inne niż te 200 lat temu

To wszystko zależy od wychowania. Myślę , że dzieci chowane w pałacach żyły pod kloszem i nie bardzo wiedziały jak wygląda życie w czworakach
Dzisiejsze latorośle maja przede wszystkim dostęp do wiedzy
Potrafią uruchomić każdą maszynerię , znają ceny w sklepach. itp
Może to nie są najlepsze przykłady , ale obecne dzieci są inne bo nasze wartości są inne , sposób wychowania, a relacje w rodzinach jak się zmieniły ???? Świat sie zmienia....

Maryann - Sob 17 Lis, 2007 23:04

Fakt. Córka mojej kuzynki znacznie lepiej posługuje się komputerem, niż jej mama, o mnie już nie wspominając. Za to absolutnie nie potrafi poruszać się po mieście, bo nigdzie sama nie wychodzi. Nie wiem, czy gdyby została sama, to umiałaby o siebie zadbać.
Niby nie żyje w pałacu, a w zwyczajnym wielorodzinnym bloku...

MiMi - Sob 17 Lis, 2007 23:07

Wtedy też wszystkie dzieci nie były takie same. Wyobrażacie sobie Lidię Bennet albo Georgianę mające coś takego zrobić? Ja nie. A znalazł się taki chłopiec, który pewnie uczył się tego od małego. Dzisiaj też tak jest. Wszystko zależy od wychowania. JEdni się szybciej usamodzielniają, inni później.
Matylda - Sob 17 Lis, 2007 23:14

Maryann napisał/a:
Fakt. Córka mojej kuzynki znacznie lepiej posługuje się komputerem, niż jej mama, o mnie już nie wspominając. Za to absolutnie nie potrafi poruszać się po mieście, bo nigdzie sama nie wychodzi. Nie wiem, czy gdyby została sama, to umiałaby o siebie zadbać.
Niby nie żyje w pałacu, a w zwyczajnym wielorodzinnym bloku...


Ale kiedyś dzieci wychodziły na podwórko czy w krakowskim na pole.
A teraz NIE , bo to niebezpieczne albo mają tyle popołudniowych zajęć , że nie ma kiedy wyjść i potaplać sie w kałuży
Ale tak swoją droga nie przypominam sobie żeby mama zabierała mnie dawniej na zakupy :?
To co było potrzebne to kupowaliśmy w sklepie na osiedlu i już

Maryann - Sob 17 Lis, 2007 23:16

Matylda napisał/a:
Ale kiedyś dzieci wychodziły na podwórko czy w krakowskim na pole.
A teraz NIE , bo to niebezpieczne albo mają tyle popołudniowych zajęć , że nie ma kiedy wyjść i potaplać sie w kałuży

Dlaczego nie ? Ja u siebie na osiedlu widzę na podwórku bardzo dużo dzieci. I to w różnym wieku...

Matylda - Sob 17 Lis, 2007 23:28

A u nas nie ma wcale....
Anonymous - Nie 18 Lis, 2007 00:44

wychowanie ma wielki wplyw, ale przeciez wychowanie to ten element, ktory zalezy od obyczajowosci. Podstawowe cechy- umiejetnosc postrzegania w zaleznosci od etapu dorastania, poszczegolne elementy operacji myslowych - nie ulegly zmianie.
Mozemy mowic, ze dzieci sa teraz inne i na swoj sposob mamy racje, ale wystarczy poczytac troche pamietnikow, czy utworow literackich i wychodzi, ze jednak nie do końca. Na temat braku ruchu wśród młodzieży narzekał już Mikołaj Rej, że siedzą zamiast szabelką pomachac, na koniu poćwiczyc. O zniewieściałym wychowywaniu dzieci pod kloszem pisał w XVIII w. Duklan - Ochocki porównujac do swojego pokolenia, ktore wczesnie sie usamodzielniało . A przed nim podobnie pisał Pasek, czy Poczobut - Odlanicki. Nie piszecie tutaj niczego, co nie zostalo powiedziane 100, 200, 300 lat temu. Ale poza wielkimi zbrodniami, dziecko zawsze pozostawalo dzieckiem. Trudy zycia, poczucie odpowiedzialnosci przyspieszaja rozwoj, ale bez przesady, zeby 8-letnie dziecko mowilo jak 30-latek. Jedynie wielka tragedia moze spowodowac zblizone zachowanie, a w tamtych czasach brutalnosc czy okrucienstwo byly na porzadku dziennym. Nie bez przyczyny krucjaty, II wojna i masowe ludobojstwa, obozy koncentracyjne odbily sie tak wielkim echem - bo byly nie tyle rzadkie i duże, co wielkie na czasy w ktorych zaistnialy.
Nie bez przyczyny mowi sie, ze swiat sie nie zmienia. Gdyby tak nie było, sztuki Szekspira, Moliera, Voltera, fraszki kochanowskiego, Potockiego nie byłyby tak aktualne i ponadczasowe. Już Szekspir posegregował etapy życia mężczyzny i jak na moj gust - do dzisiaj jest to aktualne. All the world is stage drogie damy...

Maryann - Nie 18 Lis, 2007 08:45

Rozdział VIII część 17

- Fitz ! Co to u diabła znaczy? – Richard wkroczył do gabinetu Darcy’ego zanim Witcher zdążył go zaanonsować – Bez kołatki na drzwiach, te ostrzeżenia, żebym nie puścił pary z ust o tym, że jesteś w mieście… I to przeklęte, władcze polecenie, żebym się tu zjawił !
- Było władcze ? Bardzo cię przepraszam – brwi Richarda uniosły się ze zdziwienia na te przeprosiny, ale nic nie powiedział – Złóż to na karb krytycznej sytuacji, w której potrzebuję twojej pomocy.
- Mojej pomocy ? – zdumienie przeszło w niedowierzanie. Richard opadł na krzesło – Mów !
- Potrzebuję twojej pomocy, czy raczej twoich kontaktów, żeby znaleźć Wickhama.
- Wickham ! Na Boga, to nie chodzi o Georgianę…! – zaczął wstawać z krzesła.
- Nie… nie, to coś całkiem innego, ale nie mogę o tym mówić. Opuścił swój regiment bez przepustki i mam wszelkie powody przypuszczać, że jest tutaj, w Londynie. Gdzie taki człowiek mógł się ukryć przed władzami wojskowymi ? Czy są miejsca, ludzie, do których mógł się udać ?
- Możliwe… prawdopodobnie ! W każdym razie wiem, gdzie zacząć szukać informacji – spojrzał na kuzyna z dziwnym zainteresowaniem – Nie możesz mi nic powiedzieć ? Ponieważ to chodzi o Wickhama, nie mam żadnych wątpliwości co do jego perfidii… Nędzna mała gnida. Trudno by ci było mnie zaszokować.
Darcy skrzywił się na potwierdzenie tych słów, ale potrząsnął głową.
- Nie, przykro mi. To dotyczy innych osób, których nazwisk nie mogę wymienić – usiadł naprzeciw kuzyna – Nie żądam od ciebie nic więcej ponad to, żebyś dowiedział się, gdzie on jest. Ja zajmę się resztą. Rozumiesz ?
- Tak… I nie – powiedział Richard wolno – Ale zrobię tak, jak prosisz – przerwał patrząc na niego spod uniesionych brwi – Zdajesz sobie sprawę, jak fatalnie wyglądasz ? Kiedy przyjechałeś do miasta ?
- Wczoraj wieczorem.
- Późno ?
- Późno… I zanim zapytasz, wyjechałem z Pemberley tego samego dnia rano.
- Dobry Boże, Fitz ! Więc to musi być sprawa najwyższej wagi.
- Jest – westchnął Darcy, w zamyśleniu pocierając palcami oparcia krzesła – Muszę go jak najszybciej znaleźć.
Spojrzał na nachmurzoną twarz kuzyna. Najbardziej życzyłby sobie, gdyby Richard natychmiast zajął się swoim zadaniem, ale zwykła uprzejmość i późna pora kazały uznać względy gościnności.
- Myślę, że przez resztę wieczoru nie mam już nic do roboty. Jadłeś już ?
- Nie, jeśli pani Witcher gotuje ! – Richard wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Zagramy później w bilard ?
- Partyjkę. Muszę jeszcze dziś zrobić przegląd grupy nowych tępych oficerów. Oficerów ? Dzieci ! – prychnął – Ale jutro natychmiast zacznę poszukiwania i przyślę ci wiadomość, jeśli czegoś się dowiem.
- Dziękuję, Richardzie – Darcy wstał i mocno uścisnął dłoń kuzyna.
- Proszę bardzo – uśmiechnął się do niego Richard – Ale zamiast twoich podziękowań wolałbym śliwkowy pudding pani Witcher. Czy prędko będzie kolacja ?.
*******

Matylda - Nie 18 Lis, 2007 09:03

Zdajesz sobie sprawę, jak fatalnie wyglądasz ?

Ooo a myślałam , że tak sie tylko zwraca dobra przyjaciółka do przyjaciółki :wink:

Dzięki za kolejny fragment

Matylda - Nie 18 Lis, 2007 10:55

To znaczy że już nic nie można pisać ??? :mysle:

No to sie wyłączam



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group