Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2
nicol81 - Śro 14 Lis, 2007 20:43
| Narya napisał/a: | | Narya napisał/a: | Też myślałam, że wszystko dzięki pomysłowi z guwernantką na który Darcy wpadł SAM. Bez sztabu pomocników Małą pomoc jestem w stabie zaakceptować |
Drogą analogii Darcy szukał "nie u siebie", więc patrząc w ten sposób rozpytywanie w około wydaje się logiczne
Ale to nie zmienia faktu, że - jak na Wspaniałego-Bohatera-Ratującego-Damę-W-Opresji przystało - powinien działać sam Po namyśle dopuszczam pomoc wiernego giermka/lokaja |
Ja tak samo czuję- zachowanie Darciego jest całkowicie racjonalne i trudno mu coś zarzucić... Ale z perspektywy średniowieczno-romantycznej nie wykazuje się jako rycerz na białym koniu...
Alison - Śro 14 Lis, 2007 20:48
Ale rycerz nie ma sie błąkać jak Don Kichot tylko być efektywny i sprawny. I on taki właśnie jest w tym co robi. Matko, Wam dogodzić...
snowdrop - Śro 14 Lis, 2007 21:02
Matka pochwalała zachowanie Lidii, a ojcu nie chciało się nawet na nią patrzeć, uciekał do biblioteki. Siostry też jej raczej nie temperowały. Jej najlepszą przyjaciółką byłą żona Forestera, też chyba pokroju Lidii. Kitty ją podziwiała. Zatem mogła sobie pląsać bez ograniczeń.
nicol81 - Śro 14 Lis, 2007 21:06
| Alison napisał/a: | | Dione napisał/a: | | Czyli Lidii daleko było do naiwności. Rozumu owszem, nie miała za grosz, ale taka niewinna to nie była. |
Ale nikt nie mówi, że była naiwna. Była rozpuszczoną pannicą, tym bardziej wydaje mi się, że różne rzeczy o różnych rzeczach wiedziała, biegając samopas do miasta i spotykając się z oficerami. Ale od wiedzy do uprawiania jest jeszcze spory kawałek, więc nie porównywałabym jej do ladacznicy itp. |
Ludzie, zlitujcie się, co wy z dziewczęcia robicie? Petersburgską hrabinę? I skąd pomysł, że wiedziała różne rzeczy? Nie spotykała się przecież z oficerami na sianie...Na pewno była naiwna i niewinna, tylko że chciała się bawić, nie myśląc o konsekwencjach- o ile zdawała sobie z nich sprawę.
| Alison napisał/a: | Brakowało jej ogłady, brakowało jej silnej ręki stonującej jej zachowanie, ale tak często jest w wielodzietnych rodzinach, najmłodsze dzieci są beniaminkami i wykorzystują to ponad wszelką miarę, przyzwyczajone, że nikt ich nie skarci, bo są przecież "takie slodkie i malutkie".
|
A tu się zgadzam, Bennetówny to w ogóle typowe wielodzietne latorośle. Najstarszym poświęcano najwięcej czasu, Mary jako dziecko średnie, które chce się wybić, Kitty najmniej zauważana i rozpieszczana Lidia.
snowdrop - Śro 14 Lis, 2007 21:10
Najgorzej że wszystkich córek JA potraktowała Mary. Czy nie uważacie że potępiała jej chęć zdobycia wiedzy z książek bez posiadania wrodzonej inteligencji. Albo fakt, że za wszelką cene, pomimo braku talentu, chciała błysnąć w towarzystwie.
nicol81 - Śro 14 Lis, 2007 21:16
Prócz tego przypadkowo Mary była najbrzydsza i według późniejszych komentarzy Austen wyszła najgorzej za mąż.
Dla mnie akurat poszerzanie swojej wiedzy jest godne pochwały. A w towarzystwie chciała błynąć, bo nie mogła w inny sposób.
Alison - Śro 14 Lis, 2007 21:23
| nicol81 napisał/a: | Na pewno była naiwna i niewinna, tylko że chciała się bawić, nie myśląc o konsekwencjach- o ile zdawała sobie z nich sprawę.
|
Nicol, zlituj się! Wczoraj mowiłaś, że zachowuje się jak doświadczona kokota, dzisiaj, że jest naiwna i niewinna. Chyba się już pogubiłam. Z tym sianem to nie bylabym taka pewna , ona napalona i chętna, a młode chłopaki też krew nie woda. Nie wierzę, żeby przy jakichś tam spacerach grupowych, nie rozwiązal sie komuś bucik, żeby ktoś nie został pomóc go zawiązać, a potem nie wykorzystał sytuacji by namiętnie przyprzeć do drzewa . To byli normalni ludzie, a okazje czynią złodzieja. Młode dziewczęta w takich domach, chowajace się wśród młodych wiejskich dziewczyn pokojówek i kucharek, nie bój się, miały tysiąc okazji żeby nasłuchać się tego, czego panienki w ich wieku słuchać nie powinny.
nicol81 - Śro 14 Lis, 2007 21:28
Wczoraj mówiłam o Lidii serialowej, argumentując, czemu jej wizerunek mi nie odpowiada. Lidia mogła być rozbrykana, ale w książce nie dostrzegłam napalenia. Ot, młode, głupie dziewczę latające za mundurami, myśląc, że to współcześnie rycerze...
Maryann - Śro 14 Lis, 2007 21:34
Uciekła z domu i przez dwa tygodnie mieszkała z facetem bez ślubu. Gdyby była tylko młoda, głupia i naiwna, to czułaby się przynajmniej trochę zażenowania przyjeżdżając po tym wszystkim do domu.
A ona nie tylko nie czuła się winna, ale wręcz szczyciła się swoim wyczynem.
Dione - Śro 14 Lis, 2007 21:40
Dobra, koniec o Lidce, bo nam Darsik się jeszcze zaprze i szukać jej nie zechce. Doping mu trzeba jakiś przedsięwziąć. Cheerleaderki może jakieś zaplanujmy, czy co
nicol81 - Śro 14 Lis, 2007 21:50
| Maryann napisał/a: | Uciekła z domu i przez dwa tygodnie mieszkała z facetem bez ślubu. Gdyby była tylko młoda, głupia i naiwna, to czułaby się przynajmniej trochę zażenowania przyjeżdżając po tym wszystkim do domu.
A ona nie tylko nie czuła się winna, ale wręcz szczyciła się swoim wyczynem. |
Może ta jej naiwność i niewinność nie pozwoliły jej pojąć okropieństwa jej czynu. Ponadto pamiętaj, że myślała, że Wichkam zawiezie ją na białym koniu na stopnie ołtarza.
Szczyciła się bardziej mężem, nie wyczynem.
A Darciego trzeba wspierać, by wreszcie sam przejął pałeczkę.
Maryann - Śro 14 Lis, 2007 22:16
Łatwo powiedzieć - posmarowanie. Najpierw trza smarowanego przekonać, że mu to smarowanie wyjdzie na dobre (przecież Wickham wcale nie chciał się z Lidią żenić).
Nie tylko kwestia ilości irodzaju smarowidła jest istotna, ale zacząć trzeba od stosownego przygotowania podłoża (tzn. pozyskania odopwiednio przekonywujących argumentów)...
Mag - Czw 15 Lis, 2007 12:06
Dzieki ABT
Uważam, że Darcy mógłby sam się wykazać, jak napisała Jane,a nie angażować całe stada pomocników lepiej i gorzej urodzonych. W serialu nie był też taki strachliwy, a tu kościelny musi go eskortować do powozu
Co do Lidii,według mnie była rozpuszczona i kokieteryjna, nie zważała na konsekwencje swoich czynów- spacery do Meryton, by flirtować z oficerami nie były oznaką naiwności. Tym bardziej,że bywała w towarzystwie równocześnie z nimi- powinna wiedzieć co wypada, nie była az taka młoda- dziewczęta w jej wieku wychodziły za mąż. Jeżeli Jane i Lizzy rumieniły się za nią, to znaczy,że jej samej czegoś brakowało- szczyciła się zdobyciem męża, a nie myślała jak metoda użyta w tym celu świadczy o niej.
Caroline - Czw 15 Lis, 2007 22:49
Ekhm, Darsik powrócił, a tłumaczka nie będzie wdawać się w tłumaczenia tylko od razu puszcza, co trzeba, przepraszając wygłodniałe ciasteczkojadki
Rozdział 8 cz.14
Odepchnął od siebie wspomnienia z niedawnej przeszłości i wstał od biurka rozrzucając pojedyncze notatki od Tannera, które leżały pomiędzy naczyniami i brudnopis listu, jaki pisał do kuzyna Richarda. Powoli wyciągnął zegarek kieszonkowy i przytrzymał go koło dużego zegara. Dwadzieścia po trzeciej. Wydawało się, że jego poranna rozmowa z przewodniczącym Stowarzyszenia odbyła się wieki temu, ale zegar kieszonkowy i duży działały bez zarzutu, każdy poruszenie ich wskazówek naznaczało kolejny moment, w którym nie zrobił żadnych postępów w staraniach o uchronienie Elizabeth przed hańbą, jaka jej zagrażała. Scena w gospodzie w Lambton, jej wstyd i rozpacz, i łzy, które płynęły po policzkach wciąż stały mu przed oczami. Jednak czas nieubłaganie płynął, mimo że jego zniecierpliwienie narastało. Usłyszał pukanie do drzwi.
- Wejść! - zawołał Darcy. Kolejna notka od Tannera leżała na tacy, którą Witcher położył na jego biurku.- Od Harry'ego Groomsmana, proszę pana - wyszeptał Witcher - kolejna. Co jest tak pilnego, żeby skłonić go do wysyłania listów cały ranek...
Jego zaciekawienie natychmiast zniknęło pod wpływem spojrzenia jego pana.
- Dziękuję - Darcy rozerwał list. To co przeczytał nakazało mu natychmiast zawołać za swoim kamerdynerem. - Witcher, zaczekaj!
- Tak, proszę pana?
- Za chwilę będę musiał wyjść i nie mam pojęcia, kiedy wrócę. Przekaż proszę swojej dobrej żonie, żeby odłożyła coś dla mnie w spiżarni na dziś wieczór. Odnajdę to po powrocie.
- Przekażę jej, proszę pana - krzaczaste, siwe brwi Witchera zbiegły się złowrogo - Ale nie spodoba jej się to, proszę pana, zważywszy na to, jak pan o siebie nie dba i nie śpi do późna.
Darcy roześmiał się po raz pierwszy od wielu dni.
- Powiedz jej, że niedługo będzie mogła mnie rozpieszczać swoim gotowaniem - pomachał notką swojemu kamerdynerowi. - To może doprowadzić mnie do tego, po co przyjechałem do Londynu. - włożył list do kieszeni kamizelki. - Poślij chłopca po dorożkę, Witcher. Muszę natychmiast wyjść.
Pół godziny później dorożkarz otworzył drzwi powozu zaskoczony widokiem Darcy’ego ubranego z poważną elegancją. - Dokąd jedziemy, proszę pana?
- Na Edward Street - rzucił przez ramię wchodząc do powozu. - Tak - potwierdził, gdy dorożkarz wpatrywał się w niego osłupiałym wzrokiem. - Edward Street, tak szybko jak to możliwe.
Notka Tyke'a Tannera była wcieleniem zwięzłości. "Pani Young. Edward Street 815.
Maryann - Pią 16 Lis, 2007 08:57
| Mag napisał/a: | | W serialu nie był też taki strachliwy, a tu kościelny musi go eskortować do powozu |
W serialu nikt na niego nie napadał, ani nie wrzeszczał. Zresztą tam widzimy go dopiero w momencie, gdy stoi pod domem, w którym mieszka Wickham z Lidią.
| Caroline napisał/a: | Pół godziny później dorożkarz otworzył drzwi powozu zaskoczony widokiem Darcy’ego ubranego z poważną elegancją. - Dokąd jedziemy, proszę pana?
- Na Edward Street - rzucił przez ramię wchodząc do powozu. - Tak - potwierdził, gdy dorożkarz wpatrywał się w niego osłupiałym wzrokiem. |
To Edward Street to chyba nie był szczególnie elegancki adres...
Caroline - Pią 16 Lis, 2007 09:01
Rozdział 8 cz.15
Darcy wyciągnął nogi na całą długość dorożki. Podał Tannerowi nazwisko poprzedniej opiekunki Georgiany, choć nie miał powodów by przypuszczać, że ta dama i Wickham pozostali w dobrych relacjach od czasu intrygi w Ramsgate. Po jej ujawnieniu została odprawiona bez słowa. Równie dobrze mogła do niego żywić urazę z powodu utraty dobrej posady. Ale jeśli prawdą jest, że ciągnie wilka do lasu, to może zna jakieś plotki o Wickhamie albo nawet widziała go gdzieś.
Usadowił się wygodniej na poduszkach dorożki i przyglądał się mijanym widokom Mayfair, potem dzielnicy rządowej, wreszcie wschodnim częściom Londynu. Uchwycił mocniej mosiężną gałkę laski. Nie znał Edward Street, ale zgadywał, że nie będzie znajdowała się w lepszej części Londynu. Toteż, gdy dorożka zatrzymała się w zamożniejszej części dzielnicy robotniczej, ucieszył się, że laska, którą nosił będzie służyła mu tylko dodając dystynkcji.
- Edward Street, proszę pana - zawołał dorożkarz. - Jakiś konkretny adres?
- Nie, wysiądę tutaj - oświadczył. - Chcę się przejść.
Dorożkarz wygramolił się na dół i otworzył mu drzwi. Darcy zapłacił. ile zażądał i jeszcze dwa szylingi. - Objedź okolicę, póki nie będę gotów, a nie będziesz tracił czasu.
- Do usług - dorożkarz dotknął czapki - ja i moja pani zaczerpniemy powietrza, że tak powiem, proszę pana.
Darcy kiwnął głową i włożywszy sobie laskę pod pachę zaczął przemierzać Edward Street. Wyglądała na porządną część dzielnicy. Jeśli Wickham i Lydia uciekli tu, musiał wyrazić Wickhamowi uznanie przynajmniej za to, że oszczędził jej widoku bardziej brutalnych części miasta. Nie na każdym budynku widniał numer, ale Edward Street 815 łatwo było znaleźć, cyfry były artystycznie wymalowane na drzwiach. Szykując się na konfrontację wspiął się pod schodach budynku, który wydawał się być pensjonatem i uderzył laską o drzwi. Natychmiast się otworzyły, ukazała się w nich pokojówka.
- Przykro mi, ale nie ma wolnych pokoi. Proszę spróbować w gospodzie przecznicę dalej - wskazała na odjeżdżającą dorożkę - proszę po prostu iść za dorożką, a zaraz pan ją znajdzie.
- Dziękuję - odpowiedział wdzięczny za jej chęć pomocy - przyszedłem zobaczyć się z panią Younge. Dano mi do zrozumienia, że tu mieszka.
- Z panią? - spojrzała na niego taksując jego surdut i oceniając maniery. - Nikt mi nie powiedział, że pani spodziewa się dżentelmena.
Niechętnie spojrzała na kartę wizytową, którą jej wręczył. Umieścił na niej dodatkowo szylinga. Szybciej niż kieszonkowiec z Covent Garden pochwyciła szylinga chowając go za kołnierzykiem sukni i wzięła wizytówkę.
- Zechce pan pójść za mną - odsunęła się od drzwi i wpuściła go.
Zamiast poprosić, by zaczekał, gdy sama pójdzie zaanonsować gościa, dziewczyna poszła naprzód przez hall do pokoju na tyłach i zapukała.
- Pan Darcy chce się z panią widzieć - wsunęła głowę do pokoju i szybko się wycofała, by go wpuścić, gdy z wnętrza dobiegł słaby, zduszony krzyk.
- Nie! Ty głupia dziewczyno! Zamknij drzwi! - Darcy wszedł przez otwarte drzwi, gdy jego dawna pracownica wstawała wzburzona z miejsca. Spoglądała na niego przerażona z pobladłą twarzą - P... pan Darcy.
- Pani Younge - Darcy ukłonił się zdawkowo z ironicznym uśmiechem.
- Mam nadzieję, że... dobrze się pan miewa - zapytała go dla niepoznaki, wyraźnie starając się odzyskać panowanie nad sobą.
- Dziękuję, dobrze, pani Younge, podobnie jak moja siostra. Panna Darcy miewa się świetnie. - spoglądał na nią spokojnie chcąc napotkać jej wzrok. - Ale nie zakłócam pani popołudnia, by wymieniać grzeczności.
- Nie wyobrażam sobie...
- Doprawdy, szanowna pani? Zechce się pani zastanowić - odwróciła się od niego pospiesznie niezdolna, by spojrzeć mu w oczy. - Jakie powiązanie może jeszcze istnieć między nami, które sprowadziłoby mnie tutaj dzisiaj?
Powoli odwróciła się do niego, niepokój mieszał się z czujnością na jej twarzy.
- Wickham? - niemal się uśmiechnęła, ale pohamowała się. - Panna Darcy...?
- Miewa się świetnie, jak mówiłem i nie ma nic wspólnego ze sprawą, w jakiej dziś do pani przychodzę.
- Rozumiem - zasiadła za swoim biurkiem - A jaką ma pan sprawę do Wickhamem, panie Darcy?
- A więc widziała go pani? - Darcy złapał ją za słowo.
Drobne drgnienie w kąciku oka zdradziło irytację z powodu popełnionej pomyłki.
- Być może - zaczęła przekładać papiery na swoim biurku, a po chwili spojrzała na niego.
- Czego pan od niego chce? Szuka go pan jako przyjaciel czy wróg?
- To będzie całkowicie zależało od Wickhama. Jeśli szybko dostrzeże, gdzie może najwięcej zyskać, ostatecznie będzie zadowolony, że go odnaleziono. To sprawa między mną a Wickhamem. - pochylił się nad nią wbijając w nią uporczywie wzrok. - Proszę mi powiedzieć, wie pani, gdzie jest Wickham? Jest tutaj?
Zacisnęła usta spoglądając na niego zuchwale.
- Nie mogę panu pomóc.
- Nie może pani, czy nie chce? - odpowiedział spokojnie, a potem rozejrzał się po jej niewielkim biurze. - Rozumiem, że jako kobieta interesu angażuje się pani tylko w przedsięwzięcia, które przynoszą pani dochód.
Niewielki uśmiech pojawił się na jej ustach, gdy przytakiwała.
- Gdy zwolniono mnie u państwa, straciłam bardzo dobrą posadę. Na szczęście pozbierałam się. Nauczyłam się dawno temu, że muszę zadbać o własne interesy, w każdy możliwy sposób.
Alison - Pią 16 Lis, 2007 09:10
W sumie dzielna kobieta z tej pani Young
A Darcy bardzo konkretnie zabrał się do rzeczy. To co? jeszcze mu czegoś w Waszych oczach brakuje?
A Carolka jest bardzo dzielna dziewczynka, żeby się waliło i paliło, zawsze na posterunku
MiMi - Pią 16 Lis, 2007 09:18
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: |
A Darcy bardzo konkretnie zabrał się do rzeczy. To co? jeszcze mu czegoś w Waszych oczach brakuje? |
W moich ? Absolutnie niczego. |
Teraz w moich już też mu niczego nie brakuje. Rzeczywiście ciężko by miał, gdyby szukał samemu, a tak było szybciej i efektowniej
Mag - Pią 16 Lis, 2007 09:29
| Caroline napisał/a: | | Szybciej niż kieszonkowiec z Covent Garden pochwyciła szylinga chowając go za kołnierzykiem sukni |
Ciekawe, czy wrzuciła go w stanik, czy w majtki
Teraz wychodzi z ukrycia prawdziwy, męski Darcy. Wydobył się spod maskujących go "pierdułek" Pamelki
Caroline dzięki za ciasteczka- zwłaszcza drugie bardzo treściwe
Dione - Pią 16 Lis, 2007 12:58
Darsik negocjator Darsik w służbach specjalnych Eee nie, bo by zaczął nam się w romanse jakieś wdawać.
Maryann - Pią 16 Lis, 2007 13:39
Już jeden w służbach specjalnych wystarczy...
snowdrop - Pią 16 Lis, 2007 13:41
Darsik w końcu zachowuje się jak mężczyzna!
Alison - Pią 16 Lis, 2007 13:52
| Maryann napisał/a: | :mysle: Ekhm... W końcu ? |
Wiesz co Maryanek? Nie dziwię się, że żaden facet nie odważa się tu odezwać (poza naszym bohaterskim Vasco ), bo przy takich wymaganiach, to gdybym była facetem to prułabym na antypody od takich babek, jak te tu na naszym forum. Słowo honoru!
Alison - Pią 16 Lis, 2007 16:36
A co to za wymagania? Kazać chłopu pętać się solo tygodniami po slumsach, żeby znaleźć jakąś pindzię. Ona by już była w 6 miesiącu ciąży i pewnie dawno bez Wickhama zanim by ją sam znalazł. Wymagania można mieć, ale jakieś rozsądne na miłość boską
snowdrop - Pią 16 Lis, 2007 17:21
Och, Matulu od razu nas tak na ziemię sprowadzasz jak my chcemy widzieć w Darcym superbohatera co to swoim szóstym zmysłem prześwietli szybko slamsy Londynu i w jeden dzień znajdzie Lidie. Najlepiej by jeszcze było, żeby stanął do walki na szable z Wickhamem, wygrał potyczkę (zadrasnąłby ramię Wickhama, darował mu życie) i zmusiłby go do ożenku bez posmarowania kasy.
A potem odjechałby we mgle na białym rumaku z poszarpaną koszulą.
|
|
|