To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Literatura - Proza i poezja - To czytamy - mole książkowe w akcji ;) Odsłona IV

RaczejRozwazna - Wto 21 Lut, 2023 12:25

Bez przesady. Wiele zależy od konkretnego pedagoga i czysto ludzkiego podejścia. Nie wszystko musi być zapisane w regulaminach.
Tamara - Wto 21 Lut, 2023 13:34

Pedagog jest ograniczany przez system w którym pracuje i często nie może postąpić tak jakby chciał. W wypadku, kiedy regulaminowo żeby uzyskać zaliczenie i dostać dopuszczenie do kolokwium musisz mieć 100% obecności , żaden pedagog nic nie poradzi , zwłaszcza że każde zajęcia są z kimś innym, tak jak w mojej szkółce było w klinikach, czyli od trzeciego roku. Zresztą na przedmiotach teoretycznych, mimo że grupa miała stałego asystenta, tez musiała być obecność 100% do zaliczenia zajęć, więc jakimś dziwnym cudem studenci medycyny w ogóle nie chorowali .
RaczejRozwazna - Wto 21 Lut, 2023 14:00

Nie wierzę, że niektórzy nie obchodzili tego durnego systemu. Każdemu może się zdarzyć sytuacja losowa czy cięższa choroba. Opuszczone zajęcia można zaliczyć u pedagoga, potrzeba tylko trochę dobrej woli z jego strony.
Po prostu nie wierzę, żeby nieobecność na zajęciach determinowała konieczność powtarzania przedmiotu. Zasady muszą być stosowane elastycznie i podlegają Interpretacji, jak każde prawo.

annmichelle - Wto 21 Lut, 2023 14:58

Tamara napisał/a:
annmichelle napisał/a:
Nie zdajemy sobie do końca sprawy ile niebezpieczeństw zagrażających zdrowiu czy życiu czyha na nas w naszych czterech ścianach lub w ogrodzie.

To trzeba kupić sobie jakiś podręcznik mówiący o opiece nad dzieckiem do lat trzech, tam jest dokładnie opisane, jak dzieci się zachowują i co im grozi oraz jak tego uniknąć. Zabezpieczenie dziecka przez wypadkiem to nie jest wiedza tajemna, ale wymaga stałej uwagi i wysiłku ze strony rodziców i zmian sposobu życia na jakiś czas, póki dziecko nie będzie na tyle kumate, że zrozumie czego nie wolno.

Tamara - mnie nie musisz tego tłumaczyć. :roll: Naprawdę.
Wiem jednak, że życie nie jest czarno-białe. To nie jest tak, że ciężkie wypadki zdarzają się tylko rodzicom, którzy zaniedbali dziecko. Zycie nie jest takie proste, nie wystarczy "poczytać w podręczniku" czy posłuchać rad innych ludzi i pilnować dzieci.
Każda matka, która samodzielnie (z pomocą ojca dziecka), bez pomocy babci, sąsiadek, opiekunek, przyjaciółek, cioć, itd. wychowała dziecko/dzieci wie, że to jest praca 24h/dobę. I nie, tego nie da się porównać z żadną pracą zawodową - bo oprócz stałej gotowości i czujności dochodzi jeszcze silny związek uczuciowy, przywiązanie, odpowiedzialność. Gdy własne dziecko choruje, ma gorączkę to przeżywa się to bardziej niż własną chorobę (przynajmniej ja tak mam). To kosztuje wiele emocji, nerwów, siły fizycznej, bo każdy człowiek ma pewną wytrzymałość fizyczną i granicę.
I tak jak napisała Agn - nie można się przywiązać do dziecka i patrzeć na nie 24 godziny na dobę. Pomijam praktyczną stronę takiej wizji (sikać w pampersa? nie kąpać się? jedzenie pod nos podstawi mi...kto?) - to byłaby patologia po prostu.
I tak - zdarzają się ciężkie wypadki w domu, nawet gdy matka/ojciec byli o krok. Nie będę z tym dyskutować, bo wiem, że tak po prostu jest. To jest fakt.
A odnośnie lekarza ze szpitala to chyba źle mnie zrozumiałaś - on przytoczył mi oficjalne statystki, a nie dzieci, które trafiają na oddział. :roll: Nie każdy niemowlak, który się sturla z kanapy trafia przecież do szpitala. :roll:

Agn - Wto 21 Lut, 2023 15:56

To ja tym razem na temat...

Przeczytalam pierwszy tom Siedmiu siostr i rzucilam sie na drugi jak wampir na ponetna szyje niewiasty.
Tak wiec wciagnelo mnie i to bardzo. Mialam kilka schodkow na poczatku, poniewaz poczatek byl taki sobie. Generalnie wszystkie te ksiazki zaczynaja sie od tego samego punktu - umiera ojciec 6 kobiet. No i w pierwszym tomie* zaczynamy od Maji - Maja cale zycie mieszkala w domu ojca, wiec jej glownym zajeciem wobec zaloby to czekac az kolejne siostry dojada na rodzinna... hmmm narade? Odczyt testamentu? Bo stypy jako takiej nie bylo. Wiec tu mialam duzo grud, bo czytanie o tym jak nadjezdzaja kolejne siostry, a poza tym glownie wszystkie przechodza z jednego pomieszczenia do drugiego, zeby tam zjesc obiad bylo nudnawe. No i opisy kolejnych kobiet jak ktora wyglada i jakie ma cechy charakteru - osobiscie wole, by te cechy wychodzily w historii niz zeby robic z tego ekspozycje. No i duzo tu narracji z opisem co dokladnie robi bohaterka, choc to nie ma zadnego znaczenia - wiecie, typu wstalam, spojrzalam w lustro, podnioslam szczotke do wlosow i popatrzylam na nia zieeeeeeew.
Ale jako ze bylam niemal przykuta do lozka, to przejechalam ten poczatek. I dobrze zrobilam, bo skoro kazda z siostr ma od ojca zadanie odkryc swoje pochodzenie (kazda w kobiet jest adoptowana, ojciec je zwozil ze wszystkich stron swiata). Wiec Maja niby w celu unikniecia odwiedzin bylego jedzie do Brazylii i tu juz zaczyna sie dobrze. Koniec z patrzeniem na szczotke do wlosow! Nagle jestesmy w Rio De Janeiro, poznajemy pisarza, ktorego ksiazke Maja tlumaczyla, on jej pomaga odkryc jej korzenie iiii... ladujemy w Rio konca lat 20-tych XX wieku i poznajemy losy slicznej jak z obrazka prababki Maji, Izabeli. Jestesmy tuz przed wielkim krachem na Wall Street, statua Chrystusa Odkupiciela w Rio (tego giganta na wzgorzu - wszyscy go chyba kojarza) wlasnie sie tworzy, projektant zabiera Izabele do Paryza, tam Bel poznaje rzezbiarza...
Dlugo by opowiadac, a nie chce za bardzo spoilerowac.
Bardzo podobal mi sie opis dawnych czasow, realiow, prawdziwe postacie, ktore wtedy zyly (Jean Cocteau, Ravel czy sami tworcy gigantycznego pomnika Jezusa), ale wpisany w to wszystko ladny melodramat tez mnie bardzo wciagnal, a nawet w jednym momencie strasznie sie wzruszylam.
Tak, to w sumie jest czytadlo, ale nie uwlaczajace mojej inteligencji, przemyslane i dobrze napisane (mysle, ze autorka nie do konca wiedziala jak rozkrecic ten poczatek i stad slaby wstep, bo druga ksiazka zaczyna sie normalnie, ciekawie). Polecam, czyta sie kartka za kartka i mozna przyjemnie spedzic czas na tej lekturze. Oraz popodrozowac troche z domu - kazda ksiazka dzieje sie w innej czesci swiata.

* serie mozna czytac w dowolnej kolejnosci, aczkolwiek podejrzewam, ze "Zaginiona siostre" najlepiej zostawic sobie na deser, a raczej przed-deser, bo w maju ma wyjsc ostatnia czesc - o ojcu siostr, ktora, mam nadzieje, wyjasni powstajace po drodze zagadki

PS W drugim tomie ("Siostra burzy") bedzie Edvard Grieg - byc moze nawet osobiscie :mrgreen:

annmichelle - Wto 21 Lut, 2023 17:20

Agn, dzięki za opinię. :kwiatek:

Z Lucindą Riley mam taki problem, że mam jej 3 książki (nie z cyklu o siostrach), które zebrały najlepsze opinie, przeczytałam je na przestrzeni lat i... ani mnie parzą ani ziębią. :-|
Były tam tajemnice rodzinne odkrywane po latach, retrospekcje z innych czasów i miejsc, ale.... moim zdaniem nie ma startu do Kate Morton, Katherine Webb czy nawet Eve Chase - autorki, które piszą też na podobny temat, ale warsztatowo są wg mnie dużo lepsze, a i historie są bardziej wciągające.

Dlatego ciekawa byłam tych sióstr :-) - ale jak zachęcasz to pewnie kiedyś po nie sięgnę. :mrgreen:

Narazie nadal czytam kolejne powieści Ruth Rendell, odkryłam, że wydała też kilkanaście książek pod pseudonimem Barbara Vine (za dwie dostała nawet nagrody Gold Dagger). Przeczytałam jedną ("A Fatal Inversion") napisaną jako Barbara Vine. Co za historia! Mrok, retrospekcje i w sumie do połowy książki nie za bardzo wiadomo "o co chodzi", ale w pozytwnym znaczeniu. :wink:
Teraz czytam jej kolejnego Wexforda (tom nr 13), ale na pewno wrócę jeszcze do jej twórczości jako Vine.

Agn - Wto 21 Lut, 2023 19:47

Cos czuje, ze mozesz tego nie docenic. Ale kto wie? Moze kiedys sprobujesz. Na moj kryzys czytelniczy podzialalo idealnie (skoro nie ma nic nowego sama-wiesz-ktorego-Francuza).
Tamara - Śro 22 Lut, 2023 10:06

annmichelle napisał/a:
Wiem jednak, że życie nie jest czarno-białe. To nie jest tak, że ciężkie wypadki zdarzają się tylko rodzicom, którzy zaniedbali dziecko. Zycie nie jest takie proste, nie wystarczy "poczytać w podręczniku" czy posłuchać rad innych ludzi i pilnować dzieci.

Zgadza się, natomiast 99% wypadków dziecięcych jest skutkiem niedopilnowania, nieuwagi i bezmyślności dorosłych . Owszem, zdarzają się wypadki bez niczyjej winy, na przykład gdy osoba trzymająca dziecko na rękach nagle straci przytomność i upadnie, ale to jest tak niewielka ilość, że statystycznie nieistotna.
annmichelle napisał/a:
I tak - zdarzają się ciężkie wypadki w domu, nawet gdy matka/ojciec byli o krok.

Owszem, na przykład półtoraroczne dziecko wdeptujące w garnek z gorącym ryżem postawiony przez stojącą obok matkę na podłodze , albo ściągające na siebie obrus ze szklankami z gorącą herbatą kiedy rodzic trzyma je na kolanach. Sorry, ale znakomita większość dzieci unika ciężkich wypadków, gdy rodzice myślą. To nie jest tak, że to jest nie do uniknięcia. Jak się zostawia gorące gary w zasięgu dziecka, trzeba pomyśleć, że może w nie wejść. Jak się rozkłada na stole obrus, trzeba pamiętać, że dziecko go złapie i ściągnie. Jak się w zasięgu rączek dziecka stawia gorący napój, trzeba pamiętać, że go dosięgnie i wyleje. Jak się dwulatkowi daje orzeszki albo drobne twarde rzeczy do jedzenia czy zabawy, trzeba się liczyć że się zachłyśnie albo sobie gdzieś wsadzi. Jak się zostawia domestos przelany do butelki po soku, trzeba brać pod uwagę, że dziecko go wypije. Ja się zostawia na stole leki, trzeba pamiętać, że tabletki wyglądają jak cukierki i dziecko je połknie. Jak się zostawia noże w nisko położnej dostępnej szufladzie, trzeba się domyślić, że dziecko się może pociąć. Jak się ma rośliny doniczkowe, trzeba brać pod uwagę, że albo je zrzuci sobie na głowę, albo naje się liści (ewentualnie jedno i drugie i poprawi ziemią). Jak w ogrodzie jest oczko wodne, póki dziecko nie będzie na tyle duże żeby świadomie je omijać i nie włazić, trzeba je zasłonić. Jeżeli kuchnia jest ciasna i dziecku groziłoby tam niebezpieczeństwo - trzeba zamontować barierkę , przez którą nie przejdzie. Jeżeli notorycznie wyłazi z wózka, zakładać szelki. Jak się idzie z małym dzieckiem ulicą, trzyma się je za rękę i prowadzi tak, żeby dziecko było od strony budynków, a nie od strony jezdni. jak się jest z malutkim dzieckiem na placu zabaw, nie puszcza się go całkiem samopas, bo zaraz oberwie huśtawką w głowę albo spadnie ze zjeżdżalni czy drabinek, tylko się przy nim stale jest. jak się jest samemu w domu z pełzającym niemowlakiem, no to się go bierze ze sobą do WC, bo to bezpieczniejsze niż zostawić dziecko samo , jeżeli nie ma kojca. Rolą rodzica jest myśleć za dziecko i myśleć z wyprzedzeniem, co może dziecku grozić, żeby go nie narażać. Naprawdę, można tak życie zorganizować, żeby dziecku nic się nie stało.

annmichelle napisał/a:
Nie każdy niemowlak, który się sturla z kanapy trafia przecież do szpitala.

No to wobec tego te, co trafiają, muszą spadać wielokrotnie, bo skąd wiadomo czy te, co nigdzie nie trafiają, spadły czy się sturlały ?

I ponawiam pytanie - ile z nas tu obecnych i naszego rodzeństwa doznało przed ukończeniem 4 lat ciężkich wypadków w domu czy poza nim ?

annmichelle - Śro 22 Lut, 2023 18:46

Agn napisał/a:
Cos czuje, ze mozesz tego nie docenic. Ale kto wie? Moze kiedys sprobujesz.

Spróbuję na pewno. :-) Może bliżej wakacji, lata.

Agn napisał/a:
Na moj kryzys czytelniczy podzialalo idealnie.

I to najważniejsze. :-) :cheers:

Trzykrotka - Pią 24 Lut, 2023 08:21

U mnie dalej bez literatury pięknej, choć dzieło do niej nawiązujące. Panny z Wesela Moniki Śliwińskiej, rzecz o siostrach Mikołajczykównych.
Czytam ją sobie na rogu Alej i Karmelickiej, czyli przy drodze z Bronowic. Klimat mam jak należy. Ksiązka jest świetna, pani Śliwińska ma polot literacki. Podoba mi się konstrukcja: nie o każdej z sióstr osobno, bo ich losy są powiązane, panie żyją tuż obok siebie, ich dzieci bawią się wspólnie, mężowie się przyjaźnią. Kapitalny portret trzech kobiet i ich świata, między wsią a miastem, między okopywaniem ziemniaków a premierą teatralną. W tle ich mężowie - literat i malarz, a tym samym cały ówczesny, super ciekawy krakowski świat sztuki.
Jestem gdzieś w połowie, ale mam nadzieję, że do końca będzie równie dobrze.

Admete - Pią 24 Lut, 2023 13:42

Czytałam jakiś czas temu i polecałam. Skończyłam Witolda Jurasza - "Demony Rosji".
Trzykrotka - Pią 24 Lut, 2023 16:49

I jak Jurasz? :kwiatek:
Dziś rocznica strasznego dnia, którego chyba nie zapomnę.

Admete - Nie 26 Lut, 2023 12:35

Pojawiła się biografia Marii Rodziwiczówny:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5053618/rodziewicz-owna-goraca-dusza

annmichelle - Nie 26 Lut, 2023 19:38

Czytałam kilka dni temu wywiad z autorką i tak raczej średnio mi to wyglądało. :roll:
Autorka miała tezę odnośnie Rodziewiczówny (chodzi o jej "męskie noszenie się") i sama przyznała, że nie miała dowodów na jej poparcie, więc "popłynęła" z tematem.
Nie podchodzą mi biografie oparte na domysłach, plotkach (to jeszcze pół biedy), czy wręcz pisaniu "pod tezę" - zróbmy z niej np. transeksualistkę, transwestytkę czy feministkę (do wyboru) - jeśli brak na to dowodów.
Zaznaczam, że książki nie czytałam. To moje odczucia po wywiadzie.

Admete - Nie 26 Lut, 2023 19:45

W tego typu książkach szukam przede wszystkim obrazu epoki. Może przeczytam, bo mam w abonamencie Legimi. Niewiele wiem o Rodziewiczównie - czytałam tylko jedną jej książkę - "Miedzy ustami, a brzegiem pucharu" - na fali filmu ;)
RaczejRozwazna - Nie 26 Lut, 2023 20:36

Przeczytałam chyba wszystkie jej powieści w młodości. :lol: Najbardziej, do dziś, kocham Dewajtis :serce: Ale chyba najlepszą jej powieścią jest Lato leśnych ludzi.
Natomiast znałam kogoś, kto znał ją osobiście, był w jej chacie, gdzie powstawało "Lato" a w swoim górskim domu miał powieszone jej "przykazania leśnych ludzi".

Ona zdaje się w późnym wieku poślubiła swojego długoletniego przyjaciela. Też nie lubię biografii pisanych pod tezę... :?

Admete - Nie 26 Lut, 2023 20:39

A kto to był? Muszę sprawdzić, kiedy umarła.
RaczejRozwazna - Nie 26 Lut, 2023 20:44

Nie, sprawdziłam, pomyliło mi się coś z tym mężem. :mysle:
Trzykrotka - Nie 26 Lut, 2023 22:57

Moi rodzice ją lubili i siłą rzeczy ja też czytałam, bo ksiązki były w domu. Lato leśnych ludzi kochałam. Ale miło wspominam też Dewajtis. Między ustami a brzegiem pucharu - a jakże, z wypiekami (wczesne nastolęctwo to było). Mimo wszystko przeczytałabym o niej coś więcej, nawet taką naciąganą biograię.
Admete - Pon 27 Lut, 2023 05:35

Właśnie, można zignorować tezę pani.
Tamara - Pon 27 Lut, 2023 11:12

Admete napisał/a:
Pojawiła się biografia Marii Rodziwiczówny:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5053618/rodziewicz-owna-goraca-dusza

annmichelle napisał/a:
Czytałam kilka dni temu wywiad z autorką i tak raczej średnio mi to wyglądało. :roll:
Autorka miała tezę odnośnie Rodziewiczówny (chodzi o jej "męskie noszenie się") i sama przyznała, że nie miała dowodów na jej poparcie, więc "popłynęła" z tematem.

Kupiłam niedawno i zajrzałam pobieżnie - wygląda dość solidnie na pierwszy rzut oka. Co do ewentualnego homoseksualizmu Rodziewiczówny - spotkałam się z taką samą opinią w innych źródłach, pisanych wiele lat temu, ale dokładnie gdzie to nie pamiętam. Zapamiętałam, że po powrocie ze szkoły w Jazłowcu (szkoła z internatem Niepokalanek) stanowczo odmówiła wyjścia kiedykolwiek za mąż. Całe życie przeżyła związana z kobietami, nosiła się jak mężczyzna - nie ma powodów, żeby kategorycznie wykluczyć , że była homoseksualna, wręcz przeciwnie, jej życie raczej na to wskazuje. Mniej to zaskakujące niż przypadku Konopnickiej.
Nota bene coś w tej jazłowieckiej szkole było, bo kilkakrotnie w literaturze wspomnieniowej spotykałam się z opisami, jak panny po Jazłowcu odmawiały małżeństwa albo wręcz wstępowały do klasztoru, mimo że przedtem , nawet w trakcie nauki, nie wykazywały żadnych ciągot do stanu zakonnego.

RaczejRozwazna - Pon 27 Lut, 2023 13:01

Nie można wykluczyć, oczywiście, ale czy można potwierdzić? W jej powieściach nie ma śladu wątków homoseksualnych, natomiast pełno w nich opowieści o niezależnych, samotnych kobietach (ale też mężczyznach), które to tę swoją niezależność - także od narzucanego i oczekiwanego małżeństwa, a zwłaszcza roli przypisanej kobietom - musiały "wyrąbywać" sobie wytrwałością i uporem. Sporo w nich także opowieści o przyjaźni w ramach jednej lub dwóch płci, zupełnie pozbawionej konotacji seksualnych.
Owszem, interpretowanie życia twórcy przez jego dzieła bywa zwodnicze, ale w akurat jej przypadku to uprawnione; w powieściach jej pojawiają się wątki autobiograficzne. "Lato leśnych ludzi", a zwłaszcza "Czahary" są uznawane za wręcz powieści autobiograficzne.
Noszenie się po męsku, ścięcie włosów etc. miało związek z tym, że w wieku siedemnastu lat odziedziczyła podupadły majątek i postawiła sobie za cle jego podniesienie. Sama pracowała w polu, a ścięcie włosów konsultowała z matką. Zresztą jej plan się powiódł znakomicie.

Mam trochę alergię na optykę seksualną w badaniach humanistycznych - to przyszło do nas z opóźnieniem ze Stanów i Wielkiej Brytanii tam te badania były popularne jakieś 20, 25 lat temu i już trochę są tam passe.

Admete - Pon 27 Lut, 2023 13:13

Zaczęłam czytać. Ewentualne pomysły autorki po prostu potraktuję jako współczesne podanie pod publiczkę.
Tamara - Pon 27 Lut, 2023 13:21

A wyobrażasz sobie na ziemiach polskich jakiekolwiek wątki homoseksualne w literaturze ? autor/ka zostałby/łaby zarąbany/a i zjedzony/a żywcem. tam gdzie Matka Polka i tragiczny bohater powstaniec czy ktoś podobny , nie ma miejsca na takie rzeczy :roll: Może Żmichowskiej się udało przemycić aluzje bodaj w Białej róży, ale to i wszystko.
No akurat do zajmowania się majątkiem nie potrzeba męskiego garnituru, czego dowiodła masa innych kobiet :wink:

RaczejRozwazna - Pon 27 Lut, 2023 13:32

Oj, można przemycić, nawet w sposób zawoalowany. Zresztą piszę z dzisiejszej perspektywy, gdy pewne zakamuflowane wątki stają się bardziej czytelne, zwłaszcza jeśli powieść jest autobiograficzna. No a przy uświadomionym homoseksualizmie raczej autorka nie nosiła by się tak ostentacyjnie jeśli zależało jej na opinii społeczeństwa :)

Co do majątku - to nie było zarządzanie, raczej ciężka, męska harówa i potrzeba wyrobienia sobie "męskiego" szacunku w wieku bardzo młodym.
Nie mam zresztą nic przeciwko tezie o homoseksualizmie, z tym, że ta optyka wydaje mi się zupełnie nietrafiona, bo nawet jeśli to czy dodaje cokolwiek do zrozumienia jej biografii?
Jeśli już to lepiej pasuje gender studies, bo istotą biografii Rodziewiczówny wydaje się raczej właśnie przełamywanie schematów płciowych i to było zauważane wszem i wobec.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group