Jane Austen - życie i epoka - Becoming Jane ("Zakochana Jane")
trifle - Nie 18 Lis, 2007 14:01
| nicol81 napisał/a: | | lady_kasiek napisał/a: | A nikt nie wspomniał o Edwardzie "Podłym" Ferrasie, flirtował z Eleonorką, na całego, a tutaj bach miał Lucy w rękawie.
Nie miał własnej woli za grosz, kapeć z pozą honorowego.
A fe |
Wasze żarliwe niszczenie płci brzydkiej u JA przypomina mi rewolucyjną pracę magisterską, w której autorka udowadnia, że JA była feministką i w jej książkach chodzi o samorozwój bohaterek. Natomiast romanse to tylko przykrywka, bo i tak wszuscu faceci to byli świnie. Zwłaszcza Edward F., którego darzy szczególnie irracjonalną nienawiścią. |
Czyli ja źle zrozumiałam, że to "wyklinanie" płci męskiej u JA to jeden wielki wygłup i się nabijanie? Rany, tracę wyczucie subtelnej różnicy między ironią a prawdą
Czas
nicol81 - Nie 18 Lis, 2007 14:19
Tutaj to wygłup i nabijanie. Ale niektórzy to robią na poważnie i nawet otrzymują za to tytuł magistra.
trifle - Nie 18 Lis, 2007 14:22
Ależ mi chodzi o to, że tutaj - ja tak zrozumiałam - dziewczyny mówią, że oni tacy be i w ogóle, a tak naprawdę ich uwielbiają, a te wszelkie ich przewiny są wyszukiwane na siłę
Gosia - Nie 18 Lis, 2007 14:32
| Alison napisał/a: | | Toma, tego parszywego chłystka, deprawatora panienek, niestałego oszusta i w ogóle dupka o szmacianym charakterze |
Ale po co mamy to robic, skoro sama Ali napisalas najlepsze podsumowanie tej postaci
nicol81 - Nie 18 Lis, 2007 14:35
| trifle napisał/a: | Ależ mi chodzi o to, że tutaj - ja tak zrozumiałam - dziewczyny mówią, że oni tacy be i w ogóle, a tak naprawdę ich uwielbiają, a te wszelkie ich przewiny są wyszukiwane na siłę |
oczywiście masz rację.
Jednak za takie wyszukiwanie można dostać magistra. Po prostu te opinie przypomniały mi o pracy, w której te przewiny były opisywane na serio. Zwłaszcza w przypadku podłego Edzia F.
trifle - Nie 18 Lis, 2007 14:38
| Gosia napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Toma, tego parszywego chłystka, deprawatora panienek, niestałego oszusta i w ogóle dupka o szmacianym charakterze |
Ale po co mamy to robic, skoro sama Ali napisalas najlepsze podsumowanie tej postaci |
Co nie?
Anonymous - Nie 18 Lis, 2007 15:27
Nikol serio ktoś to tak potraktował?
Zastanawiam się czy tytuł magistra jest coś wart.
Dobrze dziewczynki być tu z Wami i móc się pośmiać niezobowiązująco
Alison - Nie 18 Lis, 2007 15:32
| trifle napisał/a: | | Gosia napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Toma, tego parszywego chłystka, deprawatora panienek, niestałego oszusta i w ogóle dupka o szmacianym charakterze |
Ale po co mamy to robic, skoro sama Ali napisalas najlepsze podsumowanie tej postaci |
Co nie? |
Przecież nie chodziło o podsumowanie postaci, bo to dawno zrobiłyście, a ja to tylko zebrałam w jednym zdaniu do kupy. Chodziło o rentgenowską analizę zwolenniczek postaci Toma, bo jak zrozumiałam, mamy coś nie teges, więc chciałabym się tu doczekać analizy własnej osobowości na podstawie mojej sympatii dla niego. Wy, jak zrozumiałam, czujecie się przeanalizowane i skrytykowane do cna. Proszę w takim razie o rewanżyk, żeby była tzw. sprawiedliwość dziejowa, o którą jak zawsze chodzi mi najbardziej
trifle - Nie 18 Lis, 2007 15:59
Ach so..
A ja dziś tracę łączność z internetem i nie wiem, kiedy się dorwę w miejscu mego studiowania... bo to dużo czasu trzeba, nie można tak na chybcika Alison, Ty się tymczasem relaksuj, żeby się łatwo analizie poddać, jak już któraś dama - wisleyówka - się zdecyduje
trifle - Nie 18 Lis, 2007 16:02
| lady_kasiek napisał/a: | Nikol serio ktoś to tak potraktował?
Zastanawiam się czy tytuł magistra jest coś wart.
|
Że tak się inteligentnie powtórzę - co nie?
Alison - Nie 18 Lis, 2007 16:25
| trifle napisał/a: | | lady_kasiek napisał/a: | Nikol serio ktoś to tak potraktował?
Zastanawiam się czy tytuł magistra jest coś wart.
|
Że tak się inteligentnie powtórzę - co nie? |
W zależności od tego z jakiej dziedziny była to praca, być może nie chodziło o zasadność analiz, ale ocenie podlega raczej sposób prowadzenia wywodu, umiejętność wyciągania wniosków z zaprezentowanych wyników, kojarzenie faktów - to są umiejętności, które winien posiadać magister z każdej dziedziny. Praca magisterska to wykazanie się umiejętnością poprowadzenia samodzielnie badań naukowych i nie ważne co jest przedmiotem tych badań, może być nawet wpływ zorzy polarnej na trawienie pingwinów. Jeśli umiesz zebrać materiał, udowodnić taki wpływ lub jego brak i wyciągnąć z tego sensowne wnioski to zasługujesz na tytuł magistra. Co do jego wagi to zależy od miejsca i okoliczności - na wyższej uczelni czy w instytucie naukowym, rzeczywiście niewiele jest wart, zresztą tytuł doktora również się strasznie zdewaluował, odkąd prace doktorskie powstają w 2-3 lata i przypominają zakresem dawne prace magisterskie (przynajmniej u nas tak się porobiło), ale są jeszcze miejsca na ziemi, gdzie fakt ukończenia studiów wyższych wciąż robi wrażenie i daje czlowiekowi jakiś tam prestiż społeczny, więc warto sie starać
nicol81 - Nie 18 Lis, 2007 16:59
Ja co prawda już jakiś czas temu czytałam to cudo, jednak umiejętność wyciągania wniosków rzeczywiście szczytuje. Na przykład panienka twierdzi, że Lizzy kochała Darsika od samego początku. Przesłanki- uznała, że stoi on wyżej w hierarchii społecznej niż Collins, zgodziła się z Wickhamem, by nie opowiadał o swoich problemach ze spadkiem, nie odmówiła mu tańca i wstyd jej było przed nim za rodzinę.
Prócz tego Edward F. jest dużo gorszy od Willougbiego. I nie kochał Eleonory tak, jak tamten Mariannę.
Z cudem możecie się same zapoznać: http://etd.wfu.edu/theses...nhl_05_2005.pdf
Anonymous - Nie 18 Lis, 2007 18:03
| nicol81 napisał/a: | | Ja co prawda już jakiś czas temu czytałam to cudo, jednak umiejętność wyciągania wniosków rzeczywiście szczytuje. |
Ujme to tak - kazdy ma prawo do swoich spostrzezen i interpretacji i co jak co, alt Ty Nicol powinnas to szczegolnie dostrzec i przyznac Jak do tej pory w wielu przypadkach jestes na bakier, czasem dla samego bycia, zaprzeczajac swoim wczesniejszym wypowiedziom (jak np. w tej cytowanej. Ktos kiedys pisal o roznorodnosci ... )
Bez tworczych pogladow nie ma postepu, a jesli tylko zdanie i opinie sa uargumentowane, poparte cytatami - jak dla mnie wszystko jest ok. Wprawdzie takie plodzenie teorii szokujacych dla samego szokowania i stania okoniem bywa smieszne, ale jesli tylko jest mozliwosc podyskutowania i autor broni swoich tez przytaczajac dowody - czy fakt, ze sie z nim nie zgadzam oznacza ze jest goopi i nalezy go lekcewazyc?
Gdyby Kopernik nie ruszyl Ziemi nadal znajdowalibysmy sie w centrum wszechswiata. A gdyby Pasteurowi nie przyszlo do glowy, ze choroby nie rodza sie samoistne, pewnie nie powstalyby zadne szczepionki. Myslenie rodzi postep i poki dziouszka stawia tezy i je broni - austenologia zyje i ewoluuje. Nie twierdze, ze sie z nia zgadzam, ale nie osadzam (chociaz podobno to Tomowki dokonaly analiz psychologicznych ocenily, zmierzyly i zwarzyly... )
nicol81 - Nie 18 Lis, 2007 18:43
Mnie nie denerwują jej poglądy, dlatego, że są głupie. Mnie denerwuje to, że za te wypociny dostała tytuł naukowy. Gdyby wpadła na forum, mogłybyśmy sobie milutko pogawędzić.
Nie wiem, do jakiego stopnia zagłębiłaś się w tę pracę, ale zasadniczo chodzi o to, że panienka wymyśliła sobie schemat i do niego naciąga cytaty, robiąc różne przeskoki logiczne, a nawet i błędy rzeczowe.
Oczywiście, że ma prawo do opinii o Edwardzie, nawet jeśli jest ona niesłuszna , ale sedno sprawy polega na tym, że ona nie pisze: Sądzę, że Edi jest świnią. Tylko: Edi jest świnią i dlatego jego małżeństwo z Eleonorą nie jest szczęśliwym faktem. I to służy, że poparcie tezy, że u Austen małżeństwa nie są hapiendami, a Austen była feministką. To zaprzecza różnorodności- bo uważa, że jej opinia jest jedyną prawdziwą i zamierzoną przez Austen!
Jej spostrzeżenia i interpretacje mogłyby być ciekawe na forum do przedstawiania i obalania, jednak nie na pracę naukową. Niechęć do jednego z bohaterów nie wymaga uzasadniania, gdy swobodnie wymienia się opinie, jednak nie, gdy służy do uzasadniania własnych tez. Nie mogę pojąć, że nikt nie wskazał jej dziur w rozumowaniu i faktach. Ani promotorka, ani recenzentka.
Nie wiem, czy napisała tę pracę dla stawania okoniem, czy jako sposób na podlizanie się promotorce-feministce, czy naprawdę w to wierzy. Ale ta praca nie zasługuje na zapewnienie autorowi tytułu magistra. I jako osoba, dla której zdobycie go wymaga pewnego wysiłku, mam negatywny stosunek do tego, że zapewniła.
Anonymous - Nie 18 Lis, 2007 18:49
iiiii po angielskiemu. to ja wysiadam
Anonymous - Nie 18 Lis, 2007 18:51
| nicol81 napisał/a: | Mnie nie denerwują jej poglądy, dlatego, że są głupie. Mnie denerwuje to, że za te wypociny dostała tytuł naukowy.
sedno sprawy polega na tym, że ona nie pisze: Sądzę, że Edi jest świnią. Tylko: Edi jest świnią i dlatego jego małżeństwo z Eleonorą nie jest szczęśliwym faktem. |
Wniosek nasuwa mi sie jeden - Nicol, za mało prac naukowych z nauk humanistycznych przeczytałaś. W ogóle za mało prac naukowych - jak przypuszczam. Pamietam jak moj promotor poprawił wszystkie moje "myślę ...", "uważam...", "sądzę..." - a rowniez mialam prace pionierska. W pracach naukowych nie myśli się, nie sądzi i nie uważa. W pracach naukowych się WIE. Myslenie i sadzenie pozostawia sie recenzentom i czytelnikom.
nicol81 - Nie 18 Lis, 2007 19:05
W pracach naukowych wie się na jakiejś obiektywnej podstawie. Podciąganie swojej opinii do rangi faktu jest niedopuszczalne.
Sorry, lady_kasiek. Dużo nie straciłaś
Anonymous - Nie 18 Lis, 2007 20:13
ja jak zwykle poszkodowana:P
Nicol to | nicol81 napisał/a: | | Sorry, lady_kasiek. | brzmi prawie jak sorry Winnetu:P
Alison - Nie 18 Lis, 2007 20:29
| AineNiRigani napisał/a: | | W pracach naukowych się WIE. Myslenie i sadzenie pozostawia sie recenzentom i czytelnikom. |
Tutaj bym dyskutowała. W pracach naukowych najczęściej się przypuszcza, właśnie po to żeby zostawić pole dla dalszych badań i pewniejszych dowodów, lub chociażby dalszej dyskusji nad problemem. Fakt, że nie znam zbyt wielu naukowych prac o profilu humanistycznym, ale w mojej dziedzinie wiele wyników zależy od zastosowanej metody, od warunków pobierania prób itp. dlatego nigdy albo prawie nigdy nie można sobie pozwolić na stwierdzenie, że jest tak a tak, ponad wszelką wątpliwość.
Nie chce mi się czytać całej tej pracy, ale jako promotor i recenzent wielu prac licencjackich i publikacji naukowych, wiem, że w nauce zawsze w cenie jest samodzielne myślenie, nawet jeśli jest szokujące i obrazoburcze, to samodzielność myślenia i umiejętność argumentowania swoich racji, niechby były najdziwniejsze, jest wielką zaletą i zawsze liczy się autorowi na plus (tutaj Aine raczej nie zgodziłabym się z Twoim promotorem), pod warunkiem, że nie są to jakieś ewidentne bzdury wynikajace z czystej niewiedzy, ale tutaj chyba mamy tylko do czynienia z bardzo osobistym stosunkiem do postaci literackich i ich problemów.
Marija - Nie 18 Lis, 2007 20:37
| Gunia napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Chodziło mi o to, że kiedy jest się zakochanym tak bezpamiętnie, to wszelkie takie "unoszenia się sie godnością", miałam na myśli takie pozy, jak mnie tu nie chcą to nie będę sie poniżać, po prostu nie mają racji bytu, bo człowiek zakochany walczy o swoją miłość i nie daje się tak łatwo odpędzić. |
Wreszcie wiem, dlaczego ja się nie zakochuję... | Miłość, nie ładne ciacho.
nicol81 - Nie 18 Lis, 2007 21:23
Nie chodzi tylko o osobisty stosunek, ale o przedstawianie tego jako wielki przełom w odczytywaniu Austenowskich zamierzeń na które nikt przez 200 lat nie wpadł...
Kaziuta - Nie 18 Lis, 2007 21:24
Obejrzałam w końcu i ja.
Film nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. Ot przyjemna historyjka o nieszczęśliwie zakochanej wschodzącej pisarce. Piękne krajobrazy, ładna muzyka i nieźli aktorzy. Niestety nie podzielam westchnień nad Tomem. Tego typu mężczyźni sa z jednej strony bardzo fascunujący ale nie dają poczucia bezpieczeństwa. Są szaleni i niebanalni, ale nigdy nie wiadomo co zgotuje nam jutro. Lubimy takich mężczyzn ale na życie wybieramy (albo przynajmniej tak nam sie wydaje) tych "pewniejszych" Nie jestem również zachwycona panem Wesleyem. Zbyt małomówny i "cielakowaty" jak na mój gust. Może dałby Jane poczucie stabilności, ale czy byłaby szczęśliwa?
Wiele w filmie nawiązań do Dumy 2005, niekoniecznie potrzebnych i trafionych. Film nie jest tym filmem do którego się wraca, nie znalazłam w nim takiej sceny dla której chciałabym wrócić i oglądac ją kilkakrotnie nawet jeżeli całość nie zrobiła większego wrażenia.
Alison - Nie 18 Lis, 2007 21:27
| Kaziuta napisał/a: | | Film nie jest tym filmem do którego się wraca, nie znalazłam w nim takiej sceny dla której chciałabym wrócić i oglądac ją kilkakrotnie nawet jeżeli całość nie zrobiła większego wrażenia. |
Noo Kaziuta, to ja Cie w ogóle nie znam...
Kaziuta - Nie 18 Lis, 2007 21:32
| Alison napisał/a: | | Kaziuta napisał/a: | | Film nie jest tym filmem do którego się wraca, nie znalazłam w nim takiej sceny dla której chciałabym wrócić i oglądac ją kilkakrotnie nawet jeżeli całość nie zrobiła większego wrażenia. |
Noo Kaziuta, to ja Cie w ogóle nie znam... |
A ty masz taka przy której Twój magnetowid, komputer, DVD (niepotrzebne skreślic) rozgrzewa się do czerwoności, a taśmie lub płycie grozi zniszczenie przez zapatrzenie
Anonymous - Nie 18 Lis, 2007 21:36
| Alison napisał/a: | | Tutaj bym dyskutowała. W pracach naukowych najczęściej się przypuszcza ... w nauce zawsze w cenie jest samodzielne myślenie, nawet jeśli jest szokujące i obrazoburcze, to samodzielność myślenia i umiejętność argumentowania swoich racji, niechby były najdziwniejsze, jest wielką zaletą i zawsze liczy się autorowi na plus (tutaj Aine raczej nie zgodziłabym się z Twoim promotorem), pod warunkiem, że nie są to jakieś ewidentne bzdury wynikajace z czystej niewiedzy |
Wcale sie z nim nie niezgadzasz Jak mowilam moja praca byla pionierska, poki co jedyna taka synteza z wieloma samodzielnymi wnioskami na temat skutecznosci szabli na podstawie opisow pamietnikarskich i opracowan obyczajowych i bronioznawczych. Nie moglam przypuszczac - w tym przypadku, bo opieralam sie na konkretnych badaniach: wlasnych. Musialam wiedziec. Przypuszczac mozna w sprawach politycznych, analizujac przyczyny czyjegos postepowania, ale juz psycholog nie moze sobie pozwolic na przypuszczenia w tej dziedzinie. Ma sie opierac na wiedzy wlasnej i cudzej, ale nie na przypuszczeniach (i dlatego dobrzy psycholodzy sa samotni )
W tym przypadku opinie autorki, nawet jesli szokujace i subiektywne, sa jak najbardziej godne uwagi i tytulu, o ile sa uzasadnione w sposob logiczny i rzetelny. a to ze mozna sie z nimi nie zgadzac. Wystarczy isc na historie i poznac wszystkie obalone tezy na temat chrztu Polski, koronacji, czy testementu krzywoustego i od razu czlowiekowi przechodzi jakakolwiek okoniowatosc wobec dokonan swiata nauki. Albo idzie sie z prundem, albo pod prund...
| nicol napisał/a: | | Nie chodzi tylko o osobisty stosunek, ale o przedstawianie tego jako wielki przełom w odczytywaniu Austenowskich zamierzeń na które nikt przez 200 lat nie wpadł... |
A wpadł? Zreszta kilka postow wczesniej pisalas cos innego...
|
|
|