Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2
Alison - Pon 12 Lis, 2007 11:00
Aa to już jak będą sprzątać to sobie pozwolę wkleić jeszcze wierszyk Ewy Lipskiej o ludzkim rozumie...
Bezbłędny,
w myleniu poglądów
W niezbitych dowodach,
które sobie przeczą.
W zbitych z tropu,
faktach.
Coraz mniej w tobie
leukocytów światła
Już cię nic nie oświeci
Może jeszcze ciemność.
No to nas podsumowała
Maryann - Pon 12 Lis, 2007 14:37
| Alison napisał/a: | | Lydia powinno wystarczyć. To niska, młoda kobieta, około szesnastu lat |
Hmmm... Wg opisu JA Lydia była "dość tęgą, wyrośniętą piętnastolatką"... Chyba, że Darcy mówi ze swojej perspektywy...
Alison - Pon 12 Lis, 2007 14:43
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Lydia powinno wystarczyć. To niska, młoda kobieta, około szesnastu lat |
Hmmm... Wg opisu JA Lydia była "dość tęgą, wyrośniętą piętnastolatką"... Chyba, że Darcy mówi ze swojej perspektywy... |
Pewnie się Pamelcia na tę filmową zapatrzyła. Ona dla mnie była doskonała jako Lydia, mimo, że nie była wyrośnięta i tęga.
Maryann - Pon 12 Lis, 2007 14:56
| Alison napisał/a: | | Pewnie się Pamelcia na tę filmową zapatrzyła. |
Pewnie. To zresztą nie byłby pierwszy przykład tego "zapatrzenia"...
A Julia Sawalha rzeczywiście jest idealną Lidią.
Anetam - Pon 12 Lis, 2007 15:07
Dokładnie tak wyobrażałam sobie książkową Lidię jak zagrała ją Julia Sawalha.Była świetna w tej roli taka roztrzepana i "głupiutka"
Anetam - Pon 12 Lis, 2007 15:15
Dokładnie Marija, no i pan Colins
Matko nie wiem jak bym przeżyła z takim krewnym pod jednym dachem,a co dopiero małżeństwo.Biedna by była ta Elizabeth
Maryann - Pon 12 Lis, 2007 16:28
| Anetam napisał/a: | Dokładnie Marija, no i pan Colins |
Ta scenka, kiedy roznegliżowana Lidia wpada na schodach na pana Collinsa...
Anetam - Pon 12 Lis, 2007 16:58
I te jego uśmieszki i taniec żuka
Alison - Pon 12 Lis, 2007 17:25
| Maryann napisał/a: | | Anetam napisał/a: | Dokładnie Marija, no i pan Colins |
Ta scenka, kiedy roznegliżowana Lidia wpada na schodach na pana Collinsa... |
Ta scenka jest BOSKA! Pan Collins został do głębi urażony widokiem dekoltu tej bezwstydnicy. Jak on cudnie przychodził do siebie na tych schodach
Marija - Pon 12 Lis, 2007 17:34
W dodatkach do serialu (z wyd. Epelpolu) jest wywiadzik z panią Bennet - niesamowita różnica, jaka ta aktorka jest prywatnie, a jak się przedzierzga w panią Bennet . Miszczyni! (ostatnio słowo ulubione obok "jaszczomb").
asiek - Pon 12 Lis, 2007 20:21
| Maryann napisał/a: | Trafiłam gdzieś kiedyś na artykuł z dywagacjami na temat tej sceny. Autor dowodził, że Darcy'emu tak naprawdę nie chodziło o Elżbietę, tylko o to, żeby Bingley się od niego odczepił i przestał go namawiać do tańca. Dlatego wyraził się tak dosadnie.
Tak, czy owak, dla mnie bez różnicy. Niezależnie od tego, czy miała go usłyszeć, czy nie - zachował się jak burak. |
Przypomniał mi się fragment wywiadu z Colin'em Firth, w którym omawiana była ta scena...
Colin Firth:
"Zgadzam się iść na przyjęcie z moim przyjacielem Bingley’em. On mnie zachęca: “Chodź, będzie świetna zabawa i mnóstwo kobiet.” Przyjeżdżam, jestem okropnie nieśmiały – generalnie zażenowany w sytuacjach towarzyskich. To nie jest miejsce, do którego normalnie bym poszedł, nie wiem jak z takimi ludźmi rozmawiać. Więc chronię siebie pod warstewką snobizmu i odrzucenia. Bingley natychmiast nawiązuje znajomości z większością atrakcyjnych kobiet na sali i to powoduje, że czuję się jeszcze mniej pewnie. Przybiega do mnie w podskokach z wielkim, entuzjastycznym uśmiechem i mówi mi, że powinienem tańczyć. Ja mówię “Ty masz najładniejszą dziewczynę na sali”, on odpowiada “Dobra, nie ma sprawy, a ta mniej atrakcyjna siostra?” i to pogarsza pozycję, w której się sam ustawiłem. Wtedy mówię “Ona jest OK, ale niewystarczająco dobra dla mnie,” ale to co naprawdę mówię to: “Słuchaj, zakładam, że jestem lepszy od ciebie, więc nie podtykaj mi jakiejś gorszej siostry. Nie mam zamiaru jej w ogóle brać pod uwagę.” Poprzez utrzymywanie tego w świadomości podczas kręcenia, okazało się, że scena właściwie sama się zagrała...
Przyznam, że do mnie trafiła ta argumentacja. W ogóle po przeczytaniu tego wywiadu zaczęłam inaczej postrzegać Darcy'ego, bo Coli'nowymi pięknymi oczyskami.
Dodam, że wywiad tłumaczyła Alison.
Ali dzięki.
Alison - Pon 12 Lis, 2007 20:31
| asiek napisał/a: | Dodam, że wywiad tłumaczyła Alison.
|
O matko! Jakie to wieki temu było, jeszcze na niebieskim forum. To była pierwsza rzecz tłumaczona przeze mnie w odcinkach. Aleśmy się wtedy tym ekscytowały, mdlałyśmy z Gosią co trzy zdania . Jeżuniu, aż mi się łezka w oku zakręciła za tamtymi czasami
Alison - Wto 13 Lis, 2007 09:12
Rozdz. VIII, cz. 12
Jego cele na ten wieczór zostały satysfakcjonująco osiągnięte, Darcy pozwolił sobie na rozluźnienie kiedy podążał po schodach za Tanner'em. Kiedy napięcie tego wieczoru opuszczało go z każdym krokiem zbliżającym go do domu, obrzucił jeszcze spojrzeniem otoczenie i spróbował wyobrazić sobie Dy'a Brougham'a w tym mrocznym, kamiennym miejscu. Bez wątpienia, doskonałe rendezvous, dla jego starego przyjaciela zajmującego się podejrzanymi sprawami, chociaż barwność i żywiołość Brougham'a były trudne do wyobrażenia na tym brudnym tle. Oczywiście, przyznał Darcy, on nie pojawiał się w tym miejscu jako "Lord Brougham" ale jako "pan Dyfed", jakaś wymyślona przez niego osoba, która bardziej pasowała do tego otoczenia. Jakim rodzajem człowieka był "pan Dyfed"?
- Gdyby zechciał pan tu chwilę poczekać, sir - prośba Tanner'a zadudniła w dole jak rozkaz. Wyszedł, zamykając za sobą drzwi wiodące na ulicę, zanim Darcy zdążył odpowiedzieć. Chrząkając na władczość olbrzyma, Darcy odwrócił się do Fletcher'a, który spuścił oczy natychmiast kiedy spotkały się ich spojrzenia. No tak... Fletcher. Darcy ożywiony tą nową tajemniczością zwrócił całą uwagę na lokaja.
- Fletcher, musisz mi dokładnie wyjaśnić skąd znasz tego człowieka, i nie zapomnij włączyć w to swoich rodziców - założył ręce, podparł się piętą o ścianę i uniósł brwi - Upewniam cię, że zamieniam się w słuch.
- Och...tak, sir - zaczął Fletcher, ale przerwał - wie pan, panie Darcy...
- Nie, nie wiem. Dlatego właśnie masz mi powiedzieć...wszystko, zgodnie z prawdą.
Jego lokaj przełknął ślinę i chrząknął - Dobrze, sir - powiedział powoli, wtedy przyspieszył, słysząc dźwięk jaki Darcy wydał w rosnącym zdenerwowaniu - Znam Tanner'a od dziecka. Był opuszczony, więc moi rodzice wzięli go do siebie, chociaż na niewiele mogli sobie wtedy pozwolić.
- Godne podziwu, Fletcher, ale nic na temat, w którym najbardziej chciałbym zostać oświecony. Otrzymałem wyraźną sugestię, że Tanner był częścią trupy aktorskiej, zanim i po tym jak opuścił twoją rodzinę. - Darcy przygwoździł go przeszywającym spojrzeniem.
Z głębokim westchnieniem, Fletcher opuścił głowę i przygarbił się - Tak, to prawda, sir. Moi rodzice są...a raczej byli...aktorami.
- Szekspirowskimi aktorami, jak mniemam - Darcy czekał na potwierdzenie, które wiedział, że nadejdzie. Jak wiele to tłumaczy! Nie dziwota, że Fletcher cytował Poetę jak syn, wychował się na jego słowach!
- Tak, panie Darcy, ale nigdy nie stali się tymi o jakich mówi się "sławni". Trupa grała tylko w średniej wielkości miastach, nigdy w Londynie, ani nawet w Yorku czu Birmingham. Ale znali Szekspira, sir, wszystkie komedie i wiele opowiadań. Teraz są na emeryturze - położył nacisk na "teraz". Na swój sposób byli szanowanymi ludźmi, sir. Nigdy nie oszukiwali publiczności ani jej nie okradali. Ale - wyprostował się boleśnie - rozumiem oczywiście, że moje usługi nie będą od teraz potrzebne.
- Nie opowiadaj bzdur, Fletcher - prychnął Darcy, ale kontynuował dużo poważniejszym tonem, wyraźnie zauważalnym dla Fletcher'a - Jestem pewien, ze twoja przeszłość nie ma żadnego wpływu na twoją obecną pozycję. Mogę już wytłumaczyć twój nabożny stosunek do krawatów i twoją zdolność do cytowania Poety, ale to nie jest żaden powód do zwolnienia cię. I - zakończył - nie mam wątpliwości, że twoi rodzice są nadzwyczajnymi ludźmi.
- Dziękuję, panie Darcy - postawa Fletchera rozluźniła się.
Klamka u drzwi przekręciła się i Tanner prześlizgnął swoją imponującą sylwetkę przez drzwi - Pański powóz czeka, sir. Powinien pan wyjechać stąd natychmiast zanim zwróci pan czyjąś uwagę.
- Dziękuję, Tanner - Darcy wyciągnął rękę ku zaskoczeniu olbrzyma, który przyjął ją zdziwiony - Masz moje zaufanie w tej sprawie. A tutaj coś na pokrycie wydatków - wyciągnął z kieszeni płaszcza małą sakiewkę z monetami - Jeśli wydasz więcej, oczywiście wszystko pokryję, więc nie obawiaj się wydać ile trzeba, żeby uzyskać to na czym mi zależy.
- Tak sir, bardzo proszę. Ale teraz musi pan już iść! Wkrótce się do pana odezwę - Tanner otworzył drzwi i pospieszył ich w kierunku powozu - Grosvenor Square i uważaj Jory, - huknął na woźnicę - on jest przyjacielem pana Dyfed'a. Żadnych numerów!
nicol81 - Wto 13 Lis, 2007 14:13
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Pewnie się Pamelcia na tę filmową zapatrzyła. |
Pewnie. To zresztą nie byłby pierwszy przykład tego "zapatrzenia"...
A Julia Sawalha rzeczywiście jest idealną Lidią. |
Mi się akurat strasznie nie podoba. Zrobili z niej nie tylko rozpuszczoną dziewuchę, ale i urodzoną ladacznicę, co zasługiwała na swój los (np. niesmaczna scena z Collinsem) Brak jej naiwności i dziewczęcości, które przedstawiłyby Lidię w innym świetle, również jako ofiarę.
Takie zapatrzenie na wersję filmową nie pomaga fanfikom, zwłaszcza jak zastępuje się fakty książkowe, tym, co było w filmie.
Maryann - Wto 13 Lis, 2007 14:57
| nicol81 napisał/a: | | Zrobili z niej nie tylko rozpuszczoną dziewuchę, ale i urodzoną ladacznicę, co zasługiwała na swój los (np. niesmaczna scena z Collinsem) Brak jej naiwności i dziewczęcości, które przedstawiłyby Lidię w innym świetle, również jako ofiarę. |
A w którym to miejscu książkowa Lidia jest dziewczęca i naiwna ?
No i tej "urodzonej ladacznicy" też jakoś w niej nie widzę. Raczej niewychowaną, beztroską pannicę, której nikt nie nauczył, co wypada, a co nie i która nie bierze pod uwagę uczuć i opinii niczyich poza własnymi.
| nicol81 napisał/a: | | Takie zapatrzenie na wersję filmową nie pomaga fanfikom, zwłaszcza jak zastępuje się fakty książkowe, tym, co było w filmie. |
A o które fakty konkretnie Ci chodzi ?
asiek - Wto 13 Lis, 2007 17:46
| Alison napisał/a: |
Z głębokim westchnieniem, Fletcher opuścił głowę i przygarbił się - Tak, to prawda, sir. Moi rodzice są...a raczej byli...aktorami.
- Szekspirowskimi aktorami, jak mniemam - Darcy czekał na potwierdzenie, które wiedział, że nadejdzie. Jak wiele to tłumaczy! Nie dziwota, że Fletcher cytował Poetę jak syn, wychował się na jego słowach! |
Ot, Pamelka wymyśliła.
Ale, ale, czy lokaj dla dżentelmena klasy "Darcy" nie powinien miec szczególnych referencji? W tamtym czasie, poza nielicznymi wyjątkami, aktorzy nie cieszyli się szczególną estymą.
Gunia - Wto 13 Lis, 2007 17:49
Ja się tak zastanawiam, co z Darcy'ego za gospodarz, skoro o swoich najważniejszych pracownikach nie miał pojęcia. Najbardziej zaufany go zszokował, o mężu p. Annesley nie miał pojęcia, a już przykładu p. Young lepiej nie przytaczać.
Alison - Wto 13 Lis, 2007 17:53
O matko, miał chłop do ludzi zaufanie! A co byście chciały, żeby swoim służącym w teczki zaglądał? To juz na szczęście było i daj Boże nie wróci
Dione - Wto 13 Lis, 2007 18:02
To tylko przykład tego, że Darcy w sumie aż tak bardzo nie różnił się od Bingley'a. Dlatego aż tak się polubili
asiek - Wto 13 Lis, 2007 18:06
Toż angielskie dżentelmeństwo wszędy od maluczkich referencji chciało. Bez kwita, to można było jeno owce pasać.
| Gunia napisał/a: | | Ja się tak zastanawiam, co z Darcy'ego za gospodarz, skoro o swoich najważniejszych pracownikach nie miał pojęcia. |
Fakt, kadrowiec był z niego żaden.
Gunia - Wto 13 Lis, 2007 18:06
| Alison napisał/a: | | O matko, miał chłop do ludzi zaufanie! A co byście chciały, żeby swoim służącym w teczki zaglądał? |
To piękna cecha, ale nie przeczy ona zdobywaniu informacji o najbliższych współpracownikach. Nawet nie pod kątem podejrzeń i pochodzenia, ale po prostu ze względu na to, że spędzają ze sobą tyle czasu i tak blisko są związani przez obowiązki, warto by było dowiedzieć się o nich coś nie coś, a nie tylko przynieś-wynieś-pozamiataj.
Alison - Wto 13 Lis, 2007 18:46
Coś mi się przypomniało, że było coś o tym, że Fletcher u kogoś już te fantazyjne krawaty wiązał czy coś takiego, ten arbiter elegantiarum londyński (nazwiska nie pomnę) coś wspominał, że pewnie zna węzeł od kogoś... nie pamiętam szczegółów. Dorosłego faceta głupio jakoś pytać, a kim są twoi rodzice, skoro przyjmuje się do pracy odznaczając się jakimiś umiejętnościami, o kóre najbardziej chodzi. Generalnie się czepiacie i chcecie uchodzić za rozsądniejsze i poważniejsze niż naprawdę jesteście. Mnie chcecie oczy mydlić?
Matylda - Wto 13 Lis, 2007 18:50
Guniu a cóż go mógł obchodzić tamtejszy Kowalski który wynosił nocniki...
Maryann - Wto 13 Lis, 2007 19:38
| Gunia napisał/a: | | Ja się tak zastanawiam, co z Darcy'ego za gospodarz, skoro o swoich najważniejszych pracownikach nie miał pojęcia. Najbardziej zaufany go zszokował, o mężu p. Annesley nie miał pojęcia, a już przykładu p. Young lepiej nie przytaczać. |
Darcy szukał lokaja, Fletcher miał odpowiednie referencje, więc się dogadali. Lokaj to nie opiekunka dla młodej panienki, więc nie wymaga się od niego szczególnych kwalifikacji moralnych. Kwestia pochodzenia z "odpowiedniej" rodziny nie była więc chyba rozpatrywana.
O pani Annesley wiedział, że jest wdową po duchownym i to mu widocznie wystarczało. A co do pani Younge, to w liście do Elżbiety sam się przyznał, że ktoś go wpuścił w maliny. To znaczy jego i pułkownika.
Maryann - Wto 13 Lis, 2007 19:41
| nicol81 napisał/a: | | Maryann napisał/a: | A o które fakty konkretnie Ci chodzi ? |
W tym przypadku wspomniany wyżej wzrost Lidii. Podkreślony w książce. Ponadto opis Wickhama jest żywcem ściągnięty, ale tego się nie tak czepiam, bo książce nie sprzeciwia. |
Jeśli tylko o to, to chyba mogę Cię pocieszyć, że wiele więcej analogii do P&P 1995 nie pamiętam. Może poza ślubnym granatowym surdutem Darcy'ego.
|
|
|