To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

Alison - Nie 11 Lis, 2007 11:06

nicol81 napisał/a:
Darcy po pierwszym spotkaniu zachowywał się poprawnie.


Szczególne to pojęcie poprawności zachowania w miejscu publicznym. Czy w takim razie Bingley zachowywał się "niepoprawnie", bo zachowywał się całkiem inaczej? Ja tu w innym wątku słyszałam wykład na temat tego, że nie jesteśmy tacy jacy jesteśmy, czy jakimi wydaje nam się, że jesteśmy, tylko tacy jakimi widzą nas inni. Zatem poprawność zachowania Darcy'ego była na balu w Meryton raczej rzeczą względną, skoro ogólnie tak źle został odebrany.
Co do mądrości Lizzy, to zgadzam się z dziewczynami, prawdziwa mądrość nie polega na tym, żeby się nie mylić i nie popełniać błędów, ale żeby poznawać własne ograniczenia, wyciągać wnioski z popełnionych błędów, bo to na nich się uczymy. Nikt nie rodzi się z mądrością życiową, z inteligencją owszem, ale to też problem, jaki z niej zrobimy w życiu użytek. Mądrości życiowej nabiera się wraz z doświadczeniami, na początku świat jest czarno-biały, a potem wzbogaca się tysiącami odcieni szarości.

A na koniec pozwolę sobie przytoczyć zdanko z Perswazji:
"Jak wielu wielkich moralistów i kaznodziei, okazała wymowność w przedmiocie, z którego ona sama pewno nie zdałaby egzaminu..." :wink:
I jeszcze chińska mądrość:
Od cudzych przeżyć lepsze wlasne doświadczenie; Lepiej raz zobaczyć niż sto razy słyszeć.

Matylda - Nie 11 Lis, 2007 11:10

Alison napisał/a:

"Jak wielu wielkich moralistów i kaznodziei, okazała wymowność w przedmiocie, z którego ona sama pewno nie zdałaby egzaminu..." :wink:


Amen

nicol81 - Nie 11 Lis, 2007 17:32

Alison napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Darcy po pierwszym spotkaniu zachowywał się poprawnie.


Szczególne to pojęcie poprawności zachowania w miejscu publicznym. Czy w takim razie Bingley zachowywał się "niepoprawnie", bo zachowywał się całkiem inaczej? Ja tu w innym wątku słyszałam wykład na temat tego, że nie jesteśmy tacy jacy jesteśmy, czy jakimi wydaje nam się, że jesteśmy, tylko tacy jakimi widzą nas inni. Zatem poprawność zachowania Darcy'ego była na balu w Meryton raczej rzeczą względną, skoro ogólnie tak źle został odebrany..

Miałam na myśli poprawnie wobec Lizzy. Ale to że Bingley i Dacy zachowywali się róznie, nie znaczy, że jeden z nich zachowywał się niepoprawnie. Ludzie są rózni. Binley jest otwarty, towarzyski, łatwo nawiązuje kontakt. Darcy natomiast nie jest duszą towarzystwa. Nie znaczy to, że istnieje jeden słuszny wzór zachowania. Na świecie jest pełno zarówno Darcych, jak i Bingleyów. Oba gatunki zasługują na ochronę.

Alison napisał/a:
Co do mądrości Lizzy, to zgadzam się z dziewczynami, prawdziwa mądrość nie polega na tym, żeby się nie mylić i nie popełniać błędów, ale żeby poznawać własne ograniczenia, wyciągać wnioski z popełnionych błędów, bo to na nich się uczymy..

Lizzy poznała własne ograniczenia dopiero jak ją przejechały ciągnikiem. Do tego czasu pyszniła się swoją doskonałą znajomością ludzi.

Alison napisał/a:
Nikt nie rodzi się z mądrością życiową, z inteligencją owszem, ale to też problem, jaki z niej zrobimy w życiu użytek. Mądrości życiowej nabiera się wraz z doświadczeniami, na początku świat jest czarno-biały, a potem wzbogaca się tysiącami odcieni szarości.

Zgadzam się. Więc dlaczego jest tutaj taką herezją określenie dwudziestoletniej dziewczyny, żyjącej w ograniczonym środowisku jako niemądrej?

Alison napisał/a:
I jeszcze chińska mądrość:
Od cudzych przeżyć lepsze wlasne doświadczenie; Lepiej raz zobaczyć niż sto razy słyszeć.

Nigdy w to nie wierzyłam. Jeśli człowiek nie pojmie przy najwyżej dwudzuestym usłyszeniu, zobaczenie nim mu nie da.

Dione - Nie 11 Lis, 2007 17:43

Wydaje mi się, że nazywanie Lizzy mądrą jest troszkę na wyrost. Owszem jest inteligentna, ale do bycia mądrą brakuje jej jeszcze trochę doświadczenia życiowego. Błędy popełniają najmądrzejsi z ludzi, ale nie wszyscy umieją się na nich uczyć. A żeby uczyć się na błędach trzeba ich jednak choć trochę popełnić :wink: Lizzy ma zadatki na bycie mądrą kobietą i pewnie będzie nią za kilka lat.
Gunia - Nie 11 Lis, 2007 17:45

nicol81 napisał/a:
Alison napisał/a:
I jeszcze chińska mądrość:
Od cudzych przeżyć lepsze wlasne doświadczenie; Lepiej raz zobaczyć niż sto razy słyszeć.

Nigdy w to nie wierzyłam. Jeśli człowiek nie pojmie przy najwyżej dwudzuestym usłyszeniu, zobaczenie nim mu nie da.

Nie zgadzam się. Można dwadzieścia pięć razy usłyszeć, żeby nie dotykać żelazka, ale po jednym dotknięciu zrozumie się natychmiast. ;)

nicol81 - Nie 11 Lis, 2007 18:03

Maryann napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Stosunek do przyjaciólki jest zbyt przepełniony niesprawiedliwym osądem z pozycji osoby bardziej uprzywilejowanej, bez uwględnienia perspektywy osoby, której oceny dokonujemy.

A w jakim względzie Lizzy była "bardzie uprzywilejowana" niż Charlotta ?

Charlotta była już za górką pod względem wieku, a z racji braku urody właściwie od zawsze. Lizzy była młoda, dość ładna i nie doznawała presji rodziny jak Charlotta. Miała wsparcie ojca i ignorowała zdanie matki. Nie potrafiła jednak dostrzec perspektywy swojej przyjaciółki. Nie potrafiła też dostrzec, że dla otoczenia Jane nie wygląda na zakochaną w Binleyu, gdyż dla niej uczucia siostry były oczywiste. Nie zauważała sprzeczności w opowiadaniach Wickama z jego zachowaniem, a także dziur w samej historii. Tak pragnęła znaleźć haka na Darciego.
Gdzie ta reklamowana świadomość własnych ograniczeń i zdolność do samokrytyki? Darcy musiał zaryzykować reputację siostry i odwołać się do znającego sprawę Fitzwilliama, żeby Elżbieta ujrzała światełko w tunelu.

nicol81 - Nie 11 Lis, 2007 18:07

Dione, ja też uważam, że ma już dobre zadatki na gruntowne poszerzenie horyzontów. Czego jej życzę, przy czułym wpływie Darciego. :wink:
Gunia napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Alison napisał/a:
I jeszcze chińska mądrość:
Od cudzych przeżyć lepsze wlasne doświadczenie; Lepiej raz zobaczyć niż sto razy słyszeć.

Nigdy w to nie wierzyłam. Jeśli człowiek nie pojmie przy najwyżej dwudzuestym usłyszeniu, zobaczenie nim mu nie da.

Nie zgadzam się. Można dwadzieścia pięć razy usłyszeć, żeby nie dotykać żelazka, ale po jednym dotknięciu zrozumie się natychmiast. ;)

Nie można powiedzieć, że dotknięcie jest konieczne. Człowiek powinien być w stanie zrozumieć pojęcie gorącego żelazka bez dotykania. Inaczej ludzkość cała miałaby poparzone ręce.

Dione - Nie 11 Lis, 2007 18:10

Znacie to powiedzenie "kto się czubi ten się lubi". Gdyby Darcy jej nie zlekceważył na początku, to pewnie zakochałaby się w nim już pierwszego wieczora. I później przez cały czas usiłowała siebie przekonać, że to nie jest facet dla niej.
nicol81 - Nie 11 Lis, 2007 18:13

A tak poza tym dziękuję za kolejny odcinek. Cieszę się, że Darcy tym razem nie podaje imion, a mówi o pewnej kobiecie, mężczyźnie i rodzinie.
nicol81 - Nie 11 Lis, 2007 18:14

Dione napisał/a:
Znacie to powiedzenie "kto się czubi ten się lubi". Gdyby Darcy jej nie zlekceważył na początku, to pewnie zakochałaby się w nim już pierwszego wieczora. I później przez cały czas usiłowała siebie przekonać, że to nie jest facet dla niej.

Ciekawe...Uwielbiam myśleć, co by było, gdyby coś wydarzyło się inaczej :mrgreen: Myślę, że to prawdopodobny scenariusz.

Gunia - Nie 11 Lis, 2007 18:17

nicol81 napisał/a:
Nie można powiedzieć, że dotknięcie jest konieczne. Człowiek powinien być w stanie zrozumieć pojęcie gorącego żelazka bez dotykania. Inaczej ludzkość cała miałaby poparzone ręce.

Ale to absolutnie nie zaprzecza mojemu stwierdzeniu. Nie piszę, że sparzenie jest konieczne, tylko że z pewnością utrwala naukę.

Maryann - Nie 11 Lis, 2007 18:22

nicol81 napisał/a:
Maryann napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Stosunek do przyjaciólki jest zbyt przepełniony niesprawiedliwym osądem z pozycji osoby bardziej uprzywilejowanej, bez uwględnienia perspektywy osoby, której oceny dokonujemy.

A w jakim względzie Lizzy była "bardzie uprzywilejowana" niż Charlotta ?

Charlotta była już za górką pod względem wieku, a z racji braku urody właściwie od zawsze. Lizzy była młoda, dość ładna i nie doznawała presji rodziny jak Charlotta. Miała wsparcie ojca i ignorowała zdanie matki. Nie potrafiła jednak dostrzec perspektywy swojej przyjaciółki.

Fakt, Charlotta była starsza od Lizzy i nie tak ładna, jak ona. Biorąc jednak pod uwagę, że obie nie miały posagów, to uroda była tu raczej marną przewagą. Pecunia non olet, ale nie każdy mógł sobie pozwolić na luksus małżeństwa z "gołą" panną. :wink:
Charlotta miała przy tym nad Elżbietą jedną - moim zdaniem dosyć istotną - przewagę. Majątek jej ojca nie był majoratem i nie żyła ze świadomością, że po jego śmierci nie będzie miała gdzie mieszkać, jeśli nie znajdzie męża. W najgorszym razie skończyłaby tak, jak JA - na łaskawym chlebie u braci.

asiek - Nie 11 Lis, 2007 18:46

Alison napisał/a:
młoda dama wyjechała z własnej woli, i to może jednak stanowić o tym, że jest zakochana i nie będzie chciała tego uwolnienia. Ale musi zostać odnaleziona, przywrócona do opamiętania

Lidia przywrócona do opamiętania. :rotfl:
Dooobre... :-D Bidny Darsik porywa się z motyką na słońce. :-D

Alison - Nie 11 Lis, 2007 19:42

nicol81 napisał/a:
Miałam na myśli poprawnie wobec Lizzy. Ale to że Bingley i Dacy zachowywali się róznie, nie znaczy, że jeden z nich zachowywał się niepoprawnie. Ludzie są rózni. Binley jest otwarty, towarzyski, łatwo nawiązuje kontakt. Darcy natomiast nie jest duszą towarzystwa. Nie znaczy to, że istnieje jeden słuszny wzór zachowania. Na świecie jest pełno zarówno Darcych, jak i Bingleyów. Oba gatunki zasługują na ochronę...


Ten temat tośmy juz obrobiły w innym wątku :wink: Dalej twierdzę, że pozwalanie sobie na głośne uwagi na temat urody panny i tego, że nie ma się zamiaru pocieszać takiej, z którą nikt nie chce tańczyć to nie jest przyklad "poprawnego zachowania wobez tejże panny".

nicol81 napisał/a:
Lizzy poznała własne ograniczenia dopiero jak ją przejechały ciągnikiem. Do tego czasu pyszniła się swoją doskonałą znajomością ludzi....


Bo tak jej się wydawało, a jak miała się o swoich ograniczeniach przekonać bez tego wypadku z ciągnikiem? To właśnie coś, co pozwoliło jej wyciągnąć wnioski, więc wciąż mieści się w tutejszej definicji "mądrosci życiowej". :wink:

nicol81 napisał/a:
Zgadzam się. Więc dlaczego jest tutaj taką herezją określenie dwudziestoletniej dziewczyny, żyjącej w ograniczonym środowisku jako niemądrej?


Każdy musi być mądry stosownie do wieku. Trudno od dzierlatki wymagać madrości starca. Jak na swój wiek była mądrą dziewczyną.

nicol81 napisał/a:
Nigdy w to nie wierzyłam. Jeśli człowiek nie pojmie przy najwyżej dwudzuestym usłyszeniu, zobaczenie nim mu nie da.


Uwierz mi, że wtedy zadziała prosty, zwierzęcy odruch Pawłowa :wink:

nicol81 - Nie 11 Lis, 2007 19:48

Alison napisał/a:
młoda dama wyjechała z własnej woli, i to może jednak stanowić o tym, że jest zakochana i nie będzie chciała tego uwolnienia. Ale musi zostać odnaleziona, przywrócona do opamiętania

Czyli pierwotny plan Darciego to wyrwanie Lidii ze szponów Wickama? Nie przymusowe zaślubiny? Jak by to wpłynęło na reputację jej i pozostałych Bennetówien? :mysle:

nicol81 - Nie 11 Lis, 2007 19:59

Maryann napisał/a:

Fakt, Charlotta była starsza od Lizzy i nie tak ładna, jak ona. Biorąc jednak pod uwagę, że obie nie miały posagów, to uroda była tu raczej marną przewagą. Pecunia non olet, ale nie każdy mógł sobie pozwolić na luksus małżeństwa z "gołą" panną. :wink:

Ale skoro obie były jednakowo "gołe", to uroda Lizzy zapewniała jakąś przewagę. Np. Collins oświadczył się jej, a nie nieładnej Mary, a na początku chciał pięknej Jane. Ważny był też wiek.
Maryann napisał/a:
Majątek jej ojca nie był majoratem i nie żyła ze świadomością, że po jego śmierci nie będzie miała gdzie mieszkać, jeśli nie znajdzie męża. W najgorszym razie skończyłaby tak, jak JA - na łaskawym chlebie u braci.

Czy jej bracia nie czepiali się o to? Czy mi się myli z jakąś ekranizacją? Ponadto, o ile pamiętam, była jeszcze kwestia siostry. Bennetówny będące całościowo w towarzystwie były nietypowe.
A przykład z Charlottą miał tylko służyć podkreśleniu błędów oceny Lizzy i nieumięjtności jej dostrzeżenia perspektywy drugiego człowieka. Zwłaszcza, jak krytykując Charlottę, chwaliła Wickhama za umiarkowanie z panną King.

Maryann - Nie 11 Lis, 2007 20:08

nicol81 napisał/a:
Maryann napisał/a:

Fakt, Charlotta była starsza od Lizzy i nie tak ładna, jak ona. Biorąc jednak pod uwagę, że obie nie miały posagów, to uroda była tu raczej marną przewagą. Pecunia non olet, ale nie każdy mógł sobie pozwolić na luksus małżeństwa z "gołą" panną. :wink:

Ale skoro obie były jednakowo "gołe", to uroda Lizzy zapewniała jakąś przewagę. Np. Collins oświadczył się jej, a nie nieładnej Mary, a na początku chciał pięknej Jane. Ważny był też wiek.

Najpierw chciał Jane, jak się dowiedział, że jest zajęta, to przeniósł zainteresowanie na Elżbietę, "bo była druga po Jane zarówno pod względem wieku, jak i urody". Mary też by się pewnie zainteresował, gdyby Charlotta nie okazała się bardziej przedsiębiorcza od pani Bennet.

nicol81 napisał/a:
Maryann napisał/a:
Majątek jej ojca nie był majoratem i nie żyła ze świadomością, że po jego śmierci nie będzie miała gdzie mieszkać, jeśli nie znajdzie męża. W najgorszym razie skończyłaby tak, jak JA - na łaskawym chlebie u braci.

Czy jej bracia nie czepiali się o to?

Może nie była to dla nich komfortowa sytuacja, ale nie mieliby raczej wyjścia...

nicol81 napisał/a:
krytykując Charlottę, chwaliła Wickhama za umiarkowanie z panną King.

Tu rzeczywiście wykazała czarujący brak konsekwencji. Tłumaczy ją tylko próba uratowania resztek dumy. :wink:

nicol81 - Nie 11 Lis, 2007 20:08

Alison napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Miałam na myśli poprawnie wobec Lizzy. Ale to że Bingley i Dacy zachowywali się róznie, nie znaczy, że jeden z nich zachowywał się niepoprawnie. Ludzie są rózni. Binley jest otwarty, towarzyski, łatwo nawiązuje kontakt. Darcy natomiast nie jest duszą towarzystwa. Nie znaczy to, że istnieje jeden słuszny wzór zachowania. Na świecie jest pełno zarówno Darcych, jak i Bingleyów. Oba gatunki zasługują na ochronę...


Ten temat tośmy juz obrobiły w innym wątku :wink: Dalej twierdzę, że pozwalanie sobie na głośne uwagi na temat urody panny i tego, że nie ma się zamiaru pocieszać takiej, z którą nikt nie chce tańczyć to nie jest przyklad "poprawnego zachowania wobez tejże panny".


Miałam na myśli, że po tej uwadze zachowanie Darciego wobec Lizzy było poprawne.

Dione - Nie 11 Lis, 2007 20:17

nicol81 napisał/a:
Dalej twierdzę, że pozwalanie sobie na głośne uwagi na temat urody panny i tego, że nie ma się zamiaru pocieszać takiej, z którą nikt nie chce tańczyć to nie jest przyklad "poprawnego zachowania wobez tejże panny".


Ali, on tego wcale nie mówił głośno. Tylko i jedynie do kolegi (a same wiemy że do najbliższych przyjaciół czasem mówimy o kimś wprost skandalicznie). To tylko głupi przypadek, że Lizzy była na tyle blisko, że podsłuchała. :confused3: Podsłuchująca Lizzy :twisted: A taka niby dobrze wychowana :lol:

Alison - Nie 11 Lis, 2007 20:52

Dione napisał/a:

Ali, on tego wcale nie mówił głośno. Tylko i jedynie do kolegi (a same wiemy że do najbliższych przyjaciół czasem mówimy o kimś wprost skandalicznie). To tylko głupi przypadek, że Lizzy była na tyle blisko, że podsłuchała.


Cytat z książki:
"- O której mówisz? - zapytał Darcy i odwracając się, popatrzył przez chwilę na Elżbietę, lecz poczuwszy jej wzrok, zwrócił się chłodno do przyjaciela: - Zupełnie znośna, ale nie na tyle ładna, bym ja miał się o nią pokusić. [...]
Pan Darcy powędrował dalej, a Elżbieta została, nie znajdując w sercu zbyt ciepłych uczuć dla aroganta. Opowiedziała jednak przyjaciółkom całe wydarzenie, śmiejąc się szczerze, miała bowiem żywe, wesołe usposobienie i radowała się wszystkim, co śmieszne."

Czy to według Was wyglada na przypadek? Według mnie wiedział jak daleko siedzi od nich Elżbieta i tak dobrał liczbę decybeli, by utrzeć nosa wiejskiej pannie uchodzacej rzekomo za miejscową piękność. Natomiast Elżbieta wykazała się dojrzałością, dystansem i odpowiednim poczuciem humoru zarówno na swój temat, jak i na temat Darcy'ego.

Maryann - Nie 11 Lis, 2007 22:07

Trafiłam gdzieś kiedyś na artykuł z dywagacjami na temat tej sceny. Autor dowodził, że Darcy'emu tak naprawdę nie chodziło o Elżbietę, tylko o to, żeby Bingley się od niego odczepił i przestał go namawiać do tańca. Dlatego wyraził się tak dosadnie.
Tak, czy owak, dla mnie bez różnicy. Niezależnie od tego, czy miała go usłyszeć, czy nie - zachował się jak burak.

Alison - Nie 11 Lis, 2007 22:12

Maryann napisał/a:
Trafiłam gdzieś kiedyś na artykuł z dywagacjami na temat tej sceny. Autor dowodził, że Darcy'emu tak naprawdę nie chodziło o Elżbietę, tylko o to, żeby Bingley się od niego odczepił i przestał go namawiać do tańca. Dlatego wyraził się tak dosadnie.


Pewnie autorem byl facet. Facet faceta zawsze usprawiedliwi :wink: Gdyby to bylo tylko do Bingley'a, a tak żeby nie słyszała Elzbieta, z której wzrokiem spotkal się chwilę wczesniej, to powiedziałby mu to na ucho, a nie tak, że słychać go było parę metrów dalej.
Zresztą wracając do fanfika, to na szczęście dotarło do niego jak się zburaczył i potem okropnie to przeżywał. :mrgreen: Na jego szczęście :wink:

nicol81 - Nie 11 Lis, 2007 22:22

Maryann napisał/a:
Trafiłam gdzieś kiedyś na artykuł z dywagacjami na temat tej sceny. Autor dowodził, że Darcy'emu tak naprawdę nie chodziło o Elżbietę, tylko o to, żeby Bingley się od niego odczepił i przestał go namawiać do tańca. Dlatego wyraził się tak dosadnie.
Tak, czy owak, dla mnie bez różnicy. Niezależnie od tego, czy miała go usłyszeć, czy nie - zachował się jak burak.

Ja się zgadzam. Bingley próbował zrobić z niego Travoltę, a Darcy oponował. Pewnie to nie był pierwszy raz.
Jestem pewna, że Elżbieta nie miała słyszeć. I że on nie wiedział, że słyszała.

Maryann - Pon 12 Lis, 2007 09:44

Alison napisał/a:
Oczywiście Maryanku to tylko przykład

:mysle: no myślę... :wink:

Alison - Pon 12 Lis, 2007 09:46

Rozdz. VIII, cz. 11
Darcy zaprzeczył przeprosinom gestem ręki - Ten człowiek nazywa się Wickham, George Wickham. A dama to Lydia. Nie powiem jej nazwiska. Lydia powinno wystarczyć. To niska, młoda kobieta, około szesnastu lat, z dobrej, ale nie szlacheckiej rodziny. Wickham nosi rangę porucznika i opuścił X-y odział Milicji, stacjonujący w Brighton. Ma mało, o ile w ogóle ma, pieniądzy i kilku przyjaciół. Jest mojego wzrostu, ma ciemne włosy, szczupły. Ma słabość do hazardu. - Darcy wyciągnął małą paczuszkę z kieszeni płaszcza - Tutaj znajdziesz wystarczające podobieństwo - podał ją Tanner'owi.
- Och, to bardzo pomoże! - wykrzyknął Tanner kiedy odwinął paczkę i zbliżył miniaturę do światła świec - Jak mogę się z panem skontaktować, sir? Musi pan wiedzieć, że nie powinien pan już tu więcej przychodzić.
Darcy skinął - Zostaw wiadomość u mojego woźnicy, Harry'ego, przy Erewile House, na Grosvenor Square. Harry nic nie wie o tej sprawie ale skrupulatnie dostarczy mi wszystko co dostanie.
- Zrobi się, sir. Czy będą wiadomości czy nie, dam panu znać rano, po południu i wieczorem co zostało zrobione i odkryte.
- Wspaniale! - Darcy wstał - Nie proszę o nic więcej! - znowu rozejrzał się po pokoju, ciekaw czy ten człowiek wie więcej o prawdziwym Dy'u Brougham'ie niż on. Jego spojrzenie na końcu spoczęło na stosie papierów na stole, na pewno niezwykłą rzecz - Ogromna praca z papierami. Nie miałem pojęcia, że kościelny...- przerwał, jego ciekawość przekroczyła ostrożność - jeśli naprawdę nim jesteś.
Uśmiech Tanner'a był ostrożny - Och, jestem kościelnym, sir, kiedy trzeba. Ale ludzie nie przejmują się kościelnym w takim miejscu jak to, szczególnie takim, który słabo mówi po angielsku.
- Jak się tu znalazłeś, Tyke? - Przyłączył się do nich Fletcher - Mój ojciec napisał kiedy wyjechałeś osiem lat temu, od tego czasu nie miał od ciebie żadnych wieści.
Tanner westchnął - Lem, to była najgorsza decyzja, jaką kiedykolwiek podjąłem, a jednak najlepsza, bo dzięki niej znalazłem sposób by to zakończyć. Opuściłem twojego ojca i podążyłem z jego trupą tu do Londynu, wierząc gadaniu liderów o sławie i bogactwie z powodu chciwości. Nigdy nawet nie dostaliśmy się do szanowanego teatru. Skończyliśmy grając w gospodach i na rogach ulic. Wkrótce zrobiło się głodno i chłodno, i kiedy powiedziałem, że już wolę raczej głodować, zostawili mnie. Wtedy zachorowałem na zapalenie płuc. Nie miałem dokąd iść, chory jak pies i słaby jak kociak - oczy Tanner'a zaszły mgłą - Pastor tego kościoła, Wielebny Peter, znalazł mnie na ulicy i zabrał mnie. Nie tylko mnie, ale wielu innych też. Pielęgnował mnie i innych własnymi rękami, naprawdę, i został nagrodzony śmiertelną chorobą. - Tanner wytarł oczy i pociągnął nosem - przepraszam, sir - powiedział do Darcy'ego - Peter Annesley... - na dźwięk nazwiska, Fletcher zaczął, ale zamilkł pod wzrokiem Darcy'ego - Peter Annesley był księciem wśród ludzi, prawdziwym Chrześcianinem. Przedstawił mnie panu Dyfed'owi i innym..., tak, wiele się dla mnie zmieniło. Jestem innym człowiekiem, Lem, innym niż byłem.
- Panie Darcy - Tanner zwrócił się znowu do niego - Zostanie pan tu dopóki nie znajdę panu powozu? Ulica jest prawie bezludna, na tyle na ile może być bezludna ulica w tej części Londynu, ale widział pan jak człowiek z pana prezencją może zwrócić na siebie uwagę.
- Prosiłem żeby powóz, którym przyjechaliśmy, wrócił po nas. Wkrótce powinien przyjechać - stwierdził Darcy z przekonaniem większym niż rzeczywiście odczuwał.
Tanner spojrzał na niego niepewnie - No tak, na pewno, sir, ale wyjdę się rozejrzeć i upewnię się, zanim pan stąd wyjdzie. Jeśli pan pozwoli, sir - dodał jako zadośćuczynienie tego co obaj wiedzieli, że przywilejem Darcy'ego jest robić to, na co ma ochotę.
Darcy skinął - Jeśli chcesz, ale będziemy ci towarzyszyli aż do drzwi, Fletcher - rzucił przez ramię.
- Tak, sir - Fletcher natychmiast odstawił swoją filiżankę herbaty, wygładzając zmarszczki na płaszczu i prostując się przed swoim panem. Tanner otworzył ciężkie drzwi, odchylając szerokie, dobrze naoliwione zawiasy i zeszli w ciszy.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group