To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Jane Austen - życie i epoka - Becoming Jane ("Zakochana Jane")

Admete - Sob 17 Lis, 2007 20:52

Ależ mnie zszokowałyście stwierdzeniem, że żadna zakochana kobieta nie ma godności. Dla mnie to wręcz...uwłaczające. Miłość nieodmiennie łączy się u mnie z godnością i szacunkiem. Bez tego dla mnie miłość nie istnieje...serio...Jak widać różne są koncepcje miłości.
Żaden facet nie zasługuje na to, żeby tracić dla niego własną godność. Nie ze mną te numery ;-)

A jeśli chodzi o Wisley'a to chyba lubię go dlatego ( tu uwaga, uwaga ;-) ) sama nie umiem zachowywać się swobodnie wśród obcych, wstydzę sie tańczyć publicznie i za każdym razem wychodzi mi to wtedy koszmarnie, nie znoszę gier towarzyskich, a ideał szczęścia polega u mnie na siedzeniu latem we własnym ogródku, zimą przy kominku - lektura i spokojna rozmowa :-) Z mojego punktu widzenia Wisley to ideał. Pomógł by mi skutecznie zamknąc się we własnym świecie i unikać niepotrzebnych stresów ;-)

nicol81 - Sob 17 Lis, 2007 20:52

Jeannette napisał/a:
Jestem po obejrzeniu Becoming Jane. Otarłam grube łzy i chciałabym się podzielić refleksjami. Matulu, jaki to smutny film! Poryczałam się jak bóbr przy paru scenach. Osobiścia wymiękłam ze śmiechu przy sekwencji w bibliotece, po odczycie, na pierwszym balu. Ale ten humor cały czas był zabarwiony czymś gorzkim, bo wciąż tłukło mi się po głowie - i tak się rozstaną. Ale gdy Jane szuka Toma podczas balu u Lady Gresham...no po prostu czuć jej mękę, nadzieję, oczekiwanie. Wiele momentów było niedorzecznych dla oświeconych, ale to można spokojnie pominąć. Podobało mi się jeszcze jak Jane zmieniała się pod wpływem Toma i swojego uczucia do niego. Stała się kobietą dojrzałą, "uświadomioną", a także lepszą pisarką. Nauczyła się cenić słowa i je ważyć, nauczyła się skromności i pokory wobec swojej twórczości. Piękne są momenty gdy pisze, gdy w zapamiętaniu pochyla się nad papierem i tworzy te dzieła, które dziś czytją miliony. Wiele jest nawiązań do powieści, ale to miłe znajdować takie smaczki.
Jeśli chodzi o postaci to Tom nie jest godny lubienia, może o wina scenariusza, ale tak naprawdę nie wiem jaki on był. Wisley natomiast jest świetny, mógł być dla Jane mężem, opiekunem, przyjacielem, może nawet ukochanym? Fantastyczna jest także Cassandra i związek pomiędzy nimi, który tak zgadza się z faktami.
Od strony wizualnej nie mam BJ nic do zarzucenia - piękne zdjęcia, muzyka, plenery, stroje. Po pierwszym wstrząsie jednak przyznam, że za dużo w tym filmie romantyzmu, za mało wierności faktom. Na koniec narzuca mi się tylko pytanie: jak to było naprawdę? Czy Jane kochała Tom, czy on kochał ją prawdziwie? Czy faktycznie chciała z nim uciec? Może był to tylko przelotny flirt? Chociaż nie wiem czy flirt wpłynąłby tak na twórczość Jane. Bo chyba coś musiało nią wstrząsnąć, aby zaczęła pisać tak dobrze. I musiał to być porządny wstrząs. Niemniej przyznam, że oglądałam film bez niesmaku, Jane stała się dla mnie bardziej żywa, namacalna. Zastanawiam się jak by to było gdbyby wyszła za mąż? W recenzji "Dziennika" było takie ładne zdanie:
"Wsztscy dalej będą grać w grę, której nie lubią, ale którą akceptują z zaciśniętymi zębami. Wszyscy poza Jane. Ona nie wyjdzie za mąż. Nie da się sprzedać, nie będzie po raz rugi próbować miłości. Napisze za "Dumę i uprzedzenie", a Toma, który ją porzucił, unieśmiertelni jako dumnego pana Darcy'ego."

Ale czy sprowadzanie talentu Jane do jej przeżyć miłosnych nie jest obraźliwe? Ann Radcliffe potrafiła używać wyobraźni, czemu odmawiać tego Jane. W biografiach artystów często istnieje denerwująca tendencja do sprowadzania twórczości do opisu swych przeżyć lub terapeutycznego dopisywania im hapiendu.
Poza tym, co wspólnego mają Tom i Darcy? Czy historia Toma i Jane z DiU? W BJ głównych problemem młodych są kwestie finansowe. Pierwsze wrażenia trwają tam kilka minut czasu filmowego. Jeśli twórcy filmu chcieli wykorzystać jakąś książkę Austen, lepiej pasowałaby RiR. Na końcu Eleonora-Jane i Edward-Tom żyliby szczęśliwi, choć niebogaci.
Mogliby zamiast autentycznego Toma wymyślić jakąś nową postać ukochanego Jane. Ja się trzymam tego, że dla Jane Tom to był przelotny flirt, a on bardzo kochał swoją żonę. Córka została nazwana po bogatej cioci, a Jane, Tom i kochana żona z chmurek przeklinają twórców filmu.

Admete - Sob 17 Lis, 2007 20:54

Ciekawy byłby film z dojrzałą Jane i tym jej tajemniczym ukochanym ( o ile w ogóle był ) z Bath.
Alison - Sob 17 Lis, 2007 21:01

Admete napisał/a:
Ależ mnie zszokowałyście stwierdzeniem, że żadna zakochana kobieta nie ma godności.


Nie ujęłam tego tak, choć może tak to zabrzmiało, podkreślone tym co napisała Aine. Chodziło mi o to, że kiedy jest się zakochanym tak bezpamiętnie, to wszelkie takie "unoszenia się sie godnością", miałam na myśli takie pozy, jak mnie tu nie chcą to nie będę sie poniżać, po prostu nie mają racji bytu, bo człowiek zakochany walczy o swoją miłość i nie daje się tak łatwo odpędzić. To nie chodzi o to żeby za kimś łazić i skomleć, ale raczej ująć go wytrwałością i stałością uczucia. Ile kobiet dało się w końcu zdobyć tym, że facet nie odpuszczał tak łatwo i nie przejmował się "poczuciem godności osobistej". Myslałam tu raczej o mężczyźnie, bo była mowa o reakcji Wisley'a. O godności kobiety wypowiedziała się Aine. W naszej kręgu kulturowym jest chyba nawet przyjęty taki schemat, że kobieta sie opiera, a facet sie nie zraża i ją zdobywa do skutku. Taki co się unosi godnościom osobistom po pierwszym koszu, jakos mi się w tym schemacie nie mieści :wink:

Anonymous - Sob 17 Lis, 2007 21:02

Matylda napisał/a:
Zastanawiam sie dlaczego na forach angielskich dziewczyny i kobiety mdleją zobaczywszy post o Tomie , a na polskich Winsley ma tyle wielbicielek .
Czyżby trudy życia w Polsce decydują o wyborze partnera lub kandydata na partnera nawet jeśli to jest tylko postać fikcyjna ????


Bo idzie zima. Z cała pewnością. ostatnio wszystko sie tlumaczy tym zdaniem...

trifle - Sob 17 Lis, 2007 21:03

Admete napisał/a:
Ależ mnie zszokowałyście stwierdzeniem, że żadna zakochana kobieta nie ma godności. Dla mnie to wręcz...uwłaczające. Miłość nieodmiennie łączy się u mnie z godnością i szacunkiem. Bez tego dla mnie miłość nie istnieje...serio...Jak widać różne są koncepcje miłości.
Żaden facet nie zasługuje na to, żeby tracić dla niego własną godność. Nie ze mną te numery ;-)

A jeśli chodzi o Wisley'a to chyba lubię go dlatego ( tu uwaga, uwaga ;-) ) sama nie umiem zachowywać się swobodnie wśród obcych, wstydzę sie tańczyć publicznie i za każdym razem wychodzi mi to wtedy koszmarnie, nie znoszę gier towarzyskich, a ideał szczęścia polega u mnie na siedzeniu latem we własnym ogródku, zimą przy kominku - lektura i spokojna rozmowa :-) Z mojego punktu widzenia Wisley to ideał. Pomógł by mi skutecznie zamknąc się we własnym świecie i unikać niepotrzebnych stresów ;-)


:) Popieram.

Admete - Sob 17 Lis, 2007 21:05

Wisley dostał kosza chyba więcej niż raz ;-) Ja zrozumiałam Wasze wypowiedzi w kontekście kobiet, nie mężczyzn. Raczej tak to było napisane. Mogę się jednak mylić. Dobra ja już skończyłam rozważania na ten temat, bo zaczęłabym się powtarzac, a nie lubie nikogo zanudzać :-)
nicol81 - Sob 17 Lis, 2007 21:08

Matylda napisał/a:
Zastanawiam sie dlaczego na forach angielskich dziewczyny i kobiety mdleją zobaczywszy post o Tomie , a na polskich Winsley ma tyle wielbicielek .
Czyżby trudy życia w Polsce decydują o wyborze partnera lub kandydata na partnera nawet jeśli to jest tylko postać fikcyjna ????

:mysle: może jakaś praca doktorska na ten temat :wink:

Przypadkowe dane nie mogą służyć za podstawę podziału polskich i angielskich dziewczyn na tomówki i wislejówki. Tutaj obydwu jest chyba mniej więcej równo, a pewnie i na angielskich forach mdleje się za Wisleyem.
Dlaczego tylko zwolenniczki Wisleya mają być opisane i zbadane pod kątem odchyleń? Czy wislejizm ma się stać jednostką chorobową?
Z tym materializmem i trudami życia to też bezpodstawna opinia. Osoby, czujące sympatię do Wisleya, mimo, że niewątpliwie padło im na mózg, są chyba w stanie pojąć, że to postać fikcyjna i nie dostaną jego kasy. Ani nawet kota. Chyba żadna z nas nie opierała swojej doń sympatii wyłącznie z powodu zasobów finansowych, tylko była w stanie wymienić inne cechy, które u niego cenią. Nawet jeśli tomówki ich osobiście nie dostrzegają, mogłyby zrozumieć, że inni tak. Przypominam: ludzie są różni.

Gunia - Sob 17 Lis, 2007 21:09

Alison napisał/a:
Chodziło mi o to, że kiedy jest się zakochanym tak bezpamiętnie, to wszelkie takie "unoszenia się sie godnością", miałam na myśli takie pozy, jak mnie tu nie chcą to nie będę sie poniżać, po prostu nie mają racji bytu, bo człowiek zakochany walczy o swoją miłość i nie daje się tak łatwo odpędzić.

Wreszcie wiem, dlaczego ja się nie zakochuję... ;)

Maryann - Sob 17 Lis, 2007 21:11

Alison napisał/a:
człowiek zakochany walczy o swoją miłość i nie daje się tak łatwo odpędzić

Więc Wenworth nie kochał Anny ? :mysle:

Alison - Sob 17 Lis, 2007 21:13

Admete napisał/a:
Wisley dostał kosza chyba więcej niż raz ;-)


Chyba jednak raz. Za drugim razem został dość ostentacyjnie i nieuprzejmie... przyjęty :wink: A zaraz potem z Tomem "ucieknięty". Oczywiście miał prawo się obrazić. Mówię to z pełnym przekonaniem, mimo, żem "tomówka" z przekonań i z urodzenia :rotfl:

Alison - Sob 17 Lis, 2007 21:15

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
człowiek zakochany walczy o swoją miłość i nie daje się tak łatwo odpędzić

Więc Wenworth nie kochał Anny ? :mysle:


Przecie wrócił, trochi mu to zabrało, ale wtedy ino żaglowcy byli, jakby posiadywał motorówkie byłby ze 2 lata wcześniej :mrgreen:

Anonymous - Sob 17 Lis, 2007 21:18

czyli co, teraz czas sie tlumaczyc z braku godnosci? Mnie tez ne chodzilo o skomlenie, lazenie za facetem. Czesciowo o to, o czym prawi Macierz - kazdy zakochany walczy o swoja milosc i ma troche inny system wartosci. Kazdy na swoj sposob ewoluuje tak, aby dostosowac sie do gustu ukochanego i robi to zupelnie nieswiadomie. Nie chodzi tylko o zmiane mentalna - wieksza ustepliwosc, zmiane priorytetow, ale tez o zmiane wygladu. Mozemy sobie gadac, ze sie odchudzamy dla siebie, ze bluzeczka z dekoldem jest ubierana dla siebie - moze nawet w to niektore uwierza. Jak moj pierwszy facet szalal za mineralogia, to pomimo ze wowczas niespecjalnie mnie to interesowalo i ja sie co nieco dowiedzialam, bo chcialam miec wspolny temat. Rozjasnilam sobie wlosy podswiadomie, bo taki jeden lubił blondynki. a to tylko lajtowe przyklady. Ilez osob zmienia dla ukochanego wyznanie, zwyczaje, upodobania, poglady. Dostosowujemy swoj czas dla tej jednej osoby, zmieniaja sie nam prorytety. I ktos patrzacy z boku, pozbawiony tych wielkich emocji, ktore nami kieruja, moze powiedziec "nie ponizaj sie", "miej swoja godnosc" a ja mam. nikt mnie do niczego nie zmusza. Po prostu CHCE !!
Pamietam jak przyjaciółka walcząc o swoją miłość siadała sobie przed blokiem swojego faceta, puszczała mu sygnał i czekała aż zejdzie. Cały czas mówiłam jej, ze to poniżajace, że poniżej godnosci. Do momentu kiedy sama sie nie zakochalam. teraz lepiej ja rozumiem. A ona ma nadal tego samego faceta i jest z nim szczesliwa (chociaz wbrew pozorom nie daje soba komenderowac :D )

Anonymous - Sob 17 Lis, 2007 21:19

Gunia napisał/a:
Alison napisał/a:
Chodziło mi o to, że kiedy jest się zakochanym tak bezpamiętnie, to wszelkie takie "unoszenia się sie godnością", miałam na myśli takie pozy, jak mnie tu nie chcą to nie będę sie poniżać, po prostu nie mają racji bytu, bo człowiek zakochany walczy o swoją miłość i nie daje się tak łatwo odpędzić.

Wreszcie wiem, dlaczego ja się nie zakochuję... ;)

i ja i ja. Ja bowiem też nie.


Dobra idę sobie jeszcze raz oglądnąc BJ :ops1:

Maryann - Sob 17 Lis, 2007 21:19

Alison napisał/a:
Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
człowiek zakochany walczy o swoją miłość i nie daje się tak łatwo odpędzić

Więc Wenworth nie kochał Anny ? :mysle:


Przecie wrócił, trochi mu to zabrało, ale wtedy ino żaglowcy byli, jakby posiadywał motorówkie byłby ze 2 lata wcześniej :mrgreen:

Ale on nie wrócił przecież do Anny. Przyjechał tylko z wizytą do siostry i szwagra. Nie jestem pewna, czy w ogle wiedział, czy Anna jeszcze tam mieszka...

nicol81 - Sob 17 Lis, 2007 21:22

Alison napisał/a:
Admete napisał/a:
Ależ mnie zszokowałyście stwierdzeniem, że żadna zakochana kobieta nie ma godności.


Nie ujęłam tego tak, choć może tak to zabrzmiało, podkreślone tym co napisała Aine. Chodziło mi o to, że kiedy jest się zakochanym tak bezpamiętnie, to wszelkie takie "unoszenia się sie godnością", miałam na myśli takie pozy, jak mnie tu nie chcą to nie będę sie poniżać, po prostu nie mają racji bytu, bo człowiek zakochany walczy o swoją miłość i nie daje się tak łatwo odpędzić. To nie chodzi o to żeby za kimś łazić i skomleć, ale raczej ująć go wytrwałością i stałością uczucia. Ile kobiet dało się w końcu zdobyć tym, że facet nie odpuszczał tak łatwo i nie przejmował się "poczuciem godności osobistej". Myslałam tu raczej o mężczyźnie, bo była mowa o reakcji Wisley'a. O godności kobiety wypowiedziała się Aine. W naszej kręgu kulturowym jest chyba nawet przyjęty taki schemat, że kobieta sie opiera, a facet sie nie zraża i ją zdobywa do skutku. Taki co się unosi godnościom osobistom po pierwszym koszu, jakos mi się w tym schemacie nie mieści :wink:

Zwyczajowo nadmienię, że ludzie są różni. Różne są też schematy. Wisley dostał od Jane kilka koszy i gdyby dalej ją ścigał, to nie uszanowałby jej decyzji i uczuć. Zresztą czy ona zasługiwała na bycie stale zdobywaną? Okropnie go potraktowała. A on zdobył się na wsparcie, gdy tego potrzebowała.
Wiele osób nie ujmuje się wytrwałością i stałością uczucia, a goni za tym, kogo nie może mieć.

nicol81 - Sob 17 Lis, 2007 21:25

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
człowiek zakochany walczy o swoją miłość i nie daje się tak łatwo odpędzić

Więc Wenworth nie kochał Anny ? :mysle:


Przecie wrócił, trochi mu to zabrało, ale wtedy ino żaglowcy byli, jakby posiadywał motorówkie byłby ze 2 lata wcześniej :mrgreen:

Ale on nie wrócił przecież do Anny. Przyjechał tylko z wizytą do siostry i szwagra. Nie jestem pewna, czy w ogle wiedział, czy Anna jeszcze tam mieszka...

Właśnie :oklaski:
Można dodać jeszcze przykład Darsika. Po pierwszym koszu dał się odpędzić i nie miał zamiaru więcej spotykać Lizzy. Dopiero gdy los ich ze sobą zetknął ponownie, zaczął mieć nadzieję.

Alison - Sob 17 Lis, 2007 21:25

Serce mu podpowiedziało i tyle. Teraz będziemy Wentworha rozbierać na czynniki pierwsze. Jemu toście wszystkie darowały, że na oczajch dawnej miłości flirtował z inną i żadna sie nie zająkneła, że to paskudne zachowanie, bo się na końcu oświadczył i domek jej odzyskał. Tomkowi to się za żadną nie pozwoliły obejrzeć, a juz broń Boże pocałować, bo zaraz podlec.
No co? Dalej się podpuszczamy :banan:

nicol81 - Sob 17 Lis, 2007 21:27

Nie chodzi mi o to, by tłumaczyć się z braku godności. Każdy zna przykłady osó, które walczą, zmieniają się, czy poniżają. I to jest ok. Chodzi o to, by zrozumieć, że jest również ok, jak tego nie robią. I że nie oznacza to braku miłości.
Alison - Sob 17 Lis, 2007 21:27

nicol81 napisał/a:
Można dodać jeszcze przykład Darsika. Po pierwszym koszu dał się odpędzić i nie miał zamiaru więcej spotykać Lizzy.


A w którem miejscu jest o tem napisane? :wink:

nicol81 - Sob 17 Lis, 2007 21:30

Czy w liście nie napisał, że już się nie oświadczy?
Do niekochających zaliczyć można jeszcze Brandonika. Ten to nawet na oświadczyny sobie nie pozwolił. Dopiero dwa lata po ślubie ex swojej rzekomej ukochanej...

Maryann - Sob 17 Lis, 2007 21:30

Alison napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Można dodać jeszcze przykład Darsika. Po pierwszym koszu dał się odpędzić i nie miał zamiaru więcej spotykać Lizzy.

A w którem miejscu jest o tem napisane? :wink:

W fanfiku napewno... :wink:

Alison napisał/a:
Teraz będziemy Wentworha rozbierać na czynniki pierwsze. Jemu toście wszystkie darowały, że na oczajch dawnej miłości flirtował z inną i żadna sie nie zająkneła, że to paskudne zachowanie

Nie? No tu bym trochę podyskutowała... :wink:

nicol81 - Sob 17 Lis, 2007 21:33

Alison napisał/a:
Serce mu podpowiedziało i tyle. Teraz będziemy Wentworha rozbierać na czynniki pierwsze. Jemu toście wszystkie darowały, że na oczajch dawnej miłości flirtował z inną i żadna sie nie zająkneła, że to paskudne zachowanie, bo się na końcu oświadczył i domek jej odzyskał. Tomkowi to się za żadną nie pozwoliły obejrzeć, a juz broń Boże pocałować, bo zaraz podlec.
No co? Dalej się podpuszczamy :banan:

Anna kopnęła Wenwortha i dla mnie dobrze jej tak było.

Alison - Sob 17 Lis, 2007 21:37

Do pełni obrazu potrzebuję wiedzieć w CO go kopnęła. :wink: To ważne, bo chyba potem musiała mieć wyrzuty sumienia skoro tak trzepotała wewnętrznie przy każdym z nim spotkaniu. :mrgreen:
nicol81 - Sob 17 Lis, 2007 21:39

Kopnęła go tam, gdzie najbardziej boli. Czyli w serce.
W sumie kolejnym niekochającym facetem może być nasz tytułowy Thortonek ze swoim "Ona wcale o mnie nie dba", chlip :cry2:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group