Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2
Matylda - Sob 10 Lis, 2007 21:03
A masz dzisiaj w ręce tę oto warząchwię ( jak to sie odmienia ??? )
Marija - Sob 10 Lis, 2007 21:06
| Matylda napisał/a: | A masz dzisiaj w ręce tę oto warząchwię ( jak to sie odmienia ??? ) | Teraz? Teraz mam w ręku myszę .
Za pół godzinki Dżordżyk niejaki ...Precz z gospodarstwem domowym .
Matylda - Sob 10 Lis, 2007 21:08
A żeby uściślić
To nie ja pisałam że Ela jest ten tego głupia czy jak kto woli niemądra
Ja tylko cytowałam cudze spostrzeżenia
Matylda - Sob 10 Lis, 2007 21:12
A jaki Dżordżyk???
I gdzie ???
Marija - Sob 10 Lis, 2007 21:18
Clooney brzyyydal, TVN 21.40...
Alison - Sob 10 Lis, 2007 21:20
| Matylda napisał/a: | A jaki Dżordżyk???
I gdzie ??? |
Matylda, bo Cię huknę. JAK TO JAKI?! NASZ DŻORDŻYK. Clooney!
Na TVNie. Muszę się za Ciebie wziąć nie na żarty... Następnym razem jak znikniesz z forum, to albo usprawiedliwienie od lekarza, albo... cos tam wymyslę...
Marija - Sob 10 Lis, 2007 21:22
Od notariusza usprawiedliwienie . Się pyta, jaki Dżordżyk
Matylda - Sob 10 Lis, 2007 21:23
No bo tak jakos przewrotnie spolszczyłyście to jego imię
Ale jak tak to się zaraz zwijam
Matylda - Sob 10 Lis, 2007 21:24
No bo mam właśnie na uszach słuchawki słucham sobie Joe Cocker i z lekka odpłynęłam
A Joe będzie w Warszawie w grudniu a mnie tam nie będzie
Alison - Sob 10 Lis, 2007 21:25
| Matylda napisał/a: | No bo tak jakos przewrotnie spolszczyłyście to jego imię
Ale jak tak to się zaraz zwijam |
Przecież prawie wszystkie "spalszczamy". Jeszcze nie przywykłaś?
Matylda - Sob 10 Lis, 2007 21:27
Widać ostatnio rzadko tu zaglądam
nicol81 - Sob 10 Lis, 2007 22:08
| Trzykrotka napisał/a: | | Matylda napisał/a: | Nie nazwałabym Elżbiety mądrą.
Pierwszy raz spotykam się z takim stwierdzeniem wśród miłośniczek Dumy
|
I ja . Że źle oceniła dwóch ludzi? Przypominam: jeden robił wszystko, żeby go nie lubić, drugi wszystko, żeby sobie zaskarbić ludzką życzliwość. Jeden ją na dzień dobry zlekceważył i uznał za niegodną jego zainteresowania, drugi od początku wyróżniał właśnie ją z grona zachwyconych nim kobiet. |
Ja się z kolei po raz pierwszy spotykam ze stwierdzeniem, że Lizzy była mądra. Dla mnie ta cała książka jest właśnie o tym, jak bardzo jest niemądra.
Darcy po pierwszym spotkaniu zachowywał się poprawnie.
Czyli ocenę ludzi przez Lizzy można podsumowań- lubi mnie, jest świetny, nie lubi, jest be. To ma być mądra osoba? Już Emma tu ją przewyższa, gdyż potrafiła docenić Knightleya mimo, że ją krytykował.
| Trzykrotka napisał/a: | | A ona miała 21 lat! i wiedzę czerpana z doświadczenia i kilku spotkań - nie dziwię się ani trochę jej wstępnym ocenom. |
Ja się jej nie czepiam z powodu głupoty. Rozumiem, że nie miała jak nabyć mądrości i nie miała jeszcze dwudziestu jeden lat. Tylko się sprzeciwiam przypisywaniu jej nieistniejących cech.
| Trzykrotka napisał/a: | | Nie byłaby ulubiona bohaterką pokoleń kobiet, gdyby nie była mądra. |
Kobiety często wolą niedoskonałe bohaterki, bo mogą się z nimi utożsamiać. Ja uwielbiam Cecylię Albuquerque. Jeśli Bridget Jones ze swoją nieudaną pogonią za rozumem może być ulubioną bohaterką milionów. Lizzy przynajmniej uczy się swoich ograniczeń. I jest to ciężka lekcja, ale zasłużona. Co cieszy.
| Trzykrotka napisał/a: | | Dla mnie jej mądrość objawia się w upartej odmowie pójścia "z prądem", zrobieniu jak Charlotta dla zadowolenia rodziny i własnego spokoju, że ma się już status Mrs a nie Miss. |
Nie widzę w tym mądrości, tylko postępowanie zgodnie ze swoimi potrzebami. A jej stosunek do Charlotty uważam za okropny.
| Trzykrotka napisał/a: | | Jane nie była mądra, bo była zbyt naiwna i dobra, ale Lizzy? |
Nie zgadzam się, że naiwność i dobroć świadczą o braku mądrości. Jane była przynajmniej świadoma tego, jak łatwo jest się pomylić w ocenie ludzi. I lepiej jest zrobic błąd na plus.
asiek - Sob 10 Lis, 2007 22:26
| nicol81 napisał/a: |
Nie nazwałabym Elżbiety mądrą. Na pewno była błyskotliwa,... |
Błyskotliwym może być jedynie inteligentny człowiek.
Głupota rodzi śmieszność.
Maryann - Sob 10 Lis, 2007 22:27
| nicol81 napisał/a: | | jej stosunek do Charlotty uważam za okropny. |
dlaczego ?
nicol81 - Sob 10 Lis, 2007 22:36
Jest wiele odmian inteligencji, co Austen doskonale wyczuwała. Patrz Emma: błyskotliwie rozwiązała szaradę, idiotycznie pomyliła się co do jej adresatki.
Stosunek do przyjaciólki jest zbyt przepełniony niesprawiedliwym osądem z pozycji osoby bardziej uprzywilejowanej, bez uwględnienia perspektywy osoby, której oceny dokonujemy.
Trzykrotka - Sob 10 Lis, 2007 22:37
Nicol, naprawdę, nie bardzo chce mi się analizować od nowa DiU scena po scenie i dowodzić, ze biale jest białe a czarne czarne. Mowisz, ze nie była mądra, bo źle oceniała ludzi. Na ogół oceniała ich dobrze (a Jane się myliła, bo we wszystkich chciała widzieć tylko dobro), mylila się tylko w ocenie dwóch mężczyzn, którzy zrobili wszystko, żeby tak się stało. Darcy przy pierwszym spotkaniu być może i zachowywał sie poprawnie (tylko nikt go na koniec spotkania nie lubił, mimo dobrego nastawienia początkowego), ale Lizzy słyszała, że ją ocenił negatywnie. JAK niby miała go traktować? Starać się o jego dobrą opinię? Oceniła go błędnie, ale razem z nią całe miasto - wszyscy byli niemądrzy bo nie lubili towarzystwa nadętego, niesympatycznego człowieka. Dokładnie tak samo było z Wickhamem, tylko na odwrót. To ma być dowód braku mądrości? Jak zauważyła słusznie Caroline, uczyła się na błędach.
[quote="nicol81"]
| Trzykrotka napisał/a: | | Dla mnie jej mądrość objawia się w upartej odmowie pójścia "z prądem", zrobieniu jak Charlotta dla zadowolenia rodziny i własnego spokoju, że ma się już status Mrs a nie Miss. |
Nie widzę w tym mądrości, tylko postępowanie zgodnie ze swoimi potrzebami. A jej stosunek do Charlotty uważam za okropny.
Ależ jej podstawową potrzebą i obowiązkiem było jak najszybciej wyjść za mąż! Dobrze, Collins nie był najlepszą partią na świecie, ale Darcy był. I o co chodzi z stosunkiem do Charlotty? Nie rozumiem.
asiek - Sob 10 Lis, 2007 22:45
| nicol81 napisał/a: | Ja się z kolei po raz pierwszy spotykam ze stwierdzeniem, że Lizzy była mądra. Dla mnie ta cała książka jest właśnie o tym, jak bardzo jest niemądra.
Darcy po pierwszym spotkaniu zachowywał się poprawnie.
Czyli ocenę ludzi przez Lizzy można podsumowań- lubi mnie, jest świetny, nie lubi, jest be. To ma być mądra osoba? |
Lizzy żle oceniła Darcy'ego ? Uważam, że słusznie uznała, iż jest nadmiernie dumny, zarozumiały i nieuprzejmy...Przecież Darcy takim właśnie był. Sam to przyznał podczas drugich oświadczyn. Dopiero miłość do Lizzy skłoniła go do pracy nad swoim charakterem.
| nicol81 napisał/a: | | Kobiety często wolą niedoskonałe bohaterki, bo mogą się z nimi utożsamiać. |
Doskonali ludzie nie istnieją, a jeżeli jakiś twórca /pisarz, scenarzysta itd./ tworzy w swym dziele idealnego bohatera, to jest to czystej wody SF.
nicol81 - Sob 10 Lis, 2007 22:50
Jane sądziła, że i Wickham, i Darcy są dobrzy, a to nieporozumienie. 1 dobrze, 1 źle. Lizzy, że Darcy zły, Wickham dobry. 0 dobrze, dwa źle. Gdzie Jane myli się we wszystkim?
Nie chodzi o traktowanie Darciego, ale jej ocenę jego. Nie staranie się o jego dobrą opinię, ale uznanie własnych ograniczeń i nie potępianie innych przy pierwszym spotkaniu.
To, że miasto dzieli jej ocenę, nic nie zmienia. Lizzy szczyciła się swoją oceną ludzi, więc nie musiała iść z tłumem. Tak, to dowód braku mądrości. Niesympatyczny człowiek nie musi być zły, czego uczy każda młodzieżowa powieść detektywistyczna.
Lizzy sama przyznaje w scenie z listem, że była idiotką, więc nie rozumiem, skąd ta jej zaciekła obrona.
nicol81 - Sob 10 Lis, 2007 22:56
| asiek napisał/a: | | nicol81 napisał/a: | Ja się z kolei po raz pierwszy spotykam ze stwierdzeniem, że Lizzy była mądra. Dla mnie ta cała książka jest właśnie o tym, jak bardzo jest niemądra.
Darcy po pierwszym spotkaniu zachowywał się poprawnie.
Czyli ocenę ludzi przez Lizzy można podsumowań- lubi mnie, jest świetny, nie lubi, jest be. To ma być mądra osoba? |
Lizzy żle oceniła Darcy'ego ? Uważam, że słusznie uznała, iż jest nadmiernie dumny, zarozumiały i nieuprzejmy...Przecież Darcy takim właśnie był. Sam to przyznał podczas drugich oświadczyn. Dopiero miłość do Lizzy skłoniła go do pracy nad swoim charakterem. |
Darcy miała wady, ale również więcej zalet, tylko głębiej ukryte. Dobry brat, dobry pan i dobry przyjaciel, choć nadgorliwy. Ale miał podstawy, by nie wierzyć w miłość Jane do Binleya. Brak uroku w nowym towarzystwie nie powinien stanowić podstawy po potępienia człowieka.
| asiek napisał/a: | | nicol81 napisał/a: | | Kobiety często wolą niedoskonałe bohaterki, bo mogą się z nimi utożsamiać. |
Doskonali ludzie nie istnieją, a jeżeli jakiś twórca /pisarz, scenarzysta itd./ tworzy w swym dziele idealnego bohatera, to jest to czystej wody SF. |
To dlaczego wam tak trudno uznać wady Lizzy? Zwłaszcza przy podkreślaniu Darciego?
Trzykrotka - Sob 10 Lis, 2007 23:05
| nicol81 napisał/a: | Jane sądziła, że i Wickham, i Darcy są dobrzy, a to nieporozumienie. 1 dobrze, 1 źle. Lizzy, że Darcy zły, Wickham dobry. 0 dobrze, dwa źle. Gdzie Jane myli się we wszystkim?
|
Jane za bardzo miłe uważała siostry Bingleya i prawdopodobnie każdego kogo spotykała
| nicol81 napisał/a: |
Nie chodzi o traktowanie Darciego, ale jej ocenę jego. Nie staranie się o jego dobrą opinię, ale uznanie własnych ograniczeń i nie potępianie innych przy pierwszym spotkaniu.
|
Ależ ona go nie potępiła - ona go tylko nie lubiła! Potępiła go, kiedy miała mocniejsze argumenty: rozdzielenie Jane z Bingleyem chociażby. I jak dobrze wiesz - nie trwała przy swoich uprzedzeniach, zmieniła zdanie i potrafiła się do tego przyznać.
| nicol81 napisał/a: |
To, że miasto dzieli jej ocenę, nic nie zmienia. Lizzy szczyciła się swoją oceną ludzi, więc nie musiała iść z tłumem. Tak, to dowód braku mądrości. |
A to to już naprawdę mnie zadziwiłaś. Czyli co - spotyka czlowieka, który przy pierwszym spotkaniu:
a/ zachowuje się wyniośle i okazuje, ze spotkanie go nudzi,
b/ unika bycia przedstawionym innym uczestnikom zebrania,
c/ unika rozmów i w ogóle kontaktów z kimkolwiek spoza swojego towarzystwa
d/ mówi o niej rzeczy niemłe, krzywdzące i lekceważące
... a jej mądrość ma się objawić - czym? Tym, że będzie bo bronić i mówić on jest szlachetny, wy go nie rozumiecie? .
| nicol81 napisał/a: |
To dlaczego wam tak trudno uznać wady Lizzy? Zwłaszcza przy podkreślaniu Darciego? |
Ale Ty nie kwestionujesz jej charakteru, tylko umysł. Ja uważam, że czego jak czego, ale rozumu jej nie brakowało.
Maryann - Sob 10 Lis, 2007 23:10
| nicol81 napisał/a: | | Stosunek do przyjaciólki jest zbyt przepełniony niesprawiedliwym osądem z pozycji osoby bardziej uprzywilejowanej, bez uwględnienia perspektywy osoby, której oceny dokonujemy. |
A w jakim względzie Lizzy była "bardzie uprzywilejowana" niż Charlotta ?
asiek - Sob 10 Lis, 2007 23:26
| Trzykrotka napisał/a: |
Ale Ty nie kwestionujesz jej charakteru, tylko umysł. Ja uważam, że czego jak czego, ale rozumu jej nie brakowało. |
Zgadzam się.
| nicol81 napisał/a: | | Lizzy sama przyznaje w scenie z listem, że była idiotką, więc nie rozumiem, skąd ta jej zaciekła obrona. |
Kiedy właśnie zdolność do samokrytyki świadczy o mądrości człowieka. Głupcy nie posiadają tej zalety, jak np. pani Bennet.
Matylda - Nie 11 Lis, 2007 08:03
Jeśli Bridget Jones ze swoją nieudaną pogonią za rozumem może być ulubioną bohaterką milionów.
O przepraszam ja się nie utożsamiam z Bridget , i zjeżdżać po rurze też nie mam zamiaru , ale dziewucha jest sympatyczna i po prostu ją lubię. A właściwie to mam z nią coś wspólnego- te same majtki
A jej stosunek do Charlotty uważam za okropny.
A czy mądra Charlotta tak to odbierała
Matylda - Nie 11 Lis, 2007 08:24
Dlatego ja dzielę ludzi na dobrych i złych
Wszystkich przyjaciół i znajomych tak właśnie dobieram .
Nie ukrywam , że wiążą sie z tym cechy jak mądry i głupi , ale ma to wtedy drugorzędne znaczenie . Zastanawiając się nad kimś nie chcę filozofować bo i po co.
Alison - Nie 11 Lis, 2007 10:38
Rozdz. VIII, cz. 10
Powziąwszy postanowienie, wszedł za olbrzymem do pokoju, Fletcher podreptał za nim, a na końcu ich gospodarz. Tanner zatrzymał się żeby, stosując wszelkie środki ostrożności, zamknąć drzwi a klucz odwiesić na haku. Odwracając się, uśmiechnął się do nich i pospieszył do ognia by postawić czajnik nad żarem i zaczął rozglądać się za raczej trudną do znalezienia czystą filiżanką. W tych okolicznościach ogromna postura tego człowieka stała się raczej zabawna niż przerażająca, kiedy niezgrabnie uwijał się, wypełnijąc obowiązki gospodarza w nisko sklepionym pokoju, który służył za kuchnię, salon i sypialnię, cały czas przepraszając za niechlujny wygląd.
- Proszę, sir, proszę usiąść - odkurzył stare krzesło - Woda migiem się zagotuje. Lem, możesz mi pomóc? - Flatcher spojrzał na Darcy'ego. Ten skinął i Fletcher podążył za Tanner'em, do stołu, który wszystkim jego właścicielom służył za płaską powierzchnię do wszystkiego. Najwyraźniej przerwali swojemu gospodarzowi posiłek, gdyż na jednym talerzu znajdował się ogromny udziec, podczas gdy drugi zdobiły stosy papierów, pióra i kałamarz. Zgodnie z obietnicą, filiżanka gorącej herbaty natychmiast zjawiła się przed Darcy'm. Po wręczeniu Fletcher'owi drugiej, ogromny człowiek stanął przed Darcy'm i znowu szarpnął za grzywkę.
- Sir? Jak mogę panu pomóc?
- Tanner, - Darcy spojrzał w ciekawe oczy pośrednika Dy'a - pan Dyfed powiedział, że ilekroć będę potrzebował się z nim spotkać, mam przyjść tutaj, ale mówisz, że nie można go znaleźć.
- Nie, sir, i niestety nie mogę powiedzieć, kiedy będzie można go znaleźć. - szczęki Tanner'a zacisnęły się. W tej dzielnicy nie było potrzebnych informacji. - Ale być może ja, albo ktoś z przyjaciół pana Dyfed'a moglibyśmy panu pomóc? - Wzok Tanner'a ani nie odwracał się pod badawczym spojrzeniem Darcy'ego, ani nie wydawał się zakłopotany tym swoim uniżeniem w stosunku do niego. Darcy rozważał możliwości. Zdawał się pogodzić z faktem, że Dy ufał temu człowiekowi, czyż nie potrzebował kogoś bardziej delikatnego w dotrzymywaniu tajemnicy niż on?
- To sprawa osobista wymagająca najwyższej poufności i dyskrecji - zaczął powoli Darcy - reputacja pewnej młodej kobiety, a raczej reputacja całej jej rodziny, zależy od jej przejściowego położenia i uwolnienia jej od mężczyzny o niegodziwym charakterze, ale posiadającego wielki urok i siłę przekonywania. Wszystkie moje informacje wskazują, że ona i ten mężczyzna przyjechali do Londynu tydzień temu i zniknęli w ubogich dzielnicach miasta.
- Porwanie, sir? - silna twarz Tanner'a stężała.
- Nie - Darcy potrząsnął głową - młoda dama wyjechała z własnej woli, i to może jednak stanowić o tym, że jest zakochana i nie będzie chciała tego uwolnienia. Ale musi zostać odnaleziona, przywrócona do opamiętania i wyrwana z mocy tego człowieka. - Darcy wziął głęboki oddech i utkwił oczy w swoim gospodarzu - Pragnę tylko pomocy w jej odszukaniu. Z resztą sobie poradzę. Możesz mi pomóc?
Wzrok Tanner'a błyskawicznie omiótł Fletcher'a i powrócił do Darcy'ego. - Tak, sir. Mogę panu pomóc i zrobię to. - wymknął mu się złowieszczy świst - Zwyczajna historia, ale zawsze powoduje, że wrze mi krew, za przeproszeniem, sir.
|
|
|