Jane Austen - życie i epoka - Becoming Jane ("Zakochana Jane")
Jeannette - Pią 16 Lis, 2007 23:07
Wisley to tak a'propo postać rzeczywista? Chyba nie; więc faktycznie nie ma sensu się nad nią rozwodzić. Dla mnie Lefroy to żadna szczególnie pociąga postać po głębszym przemyśleniu. Oczywiście filmowy, bo nie ma wielu źródeł o tym prawdziwym. Ja tylko chciałabym wiedzieć jak to rzeczywiście było między nimi, co ich łączyło. Lefroy mógł być oczywiście ideałem Jane, ale co z tego skoro był ideałem biednym? Ech, że też Jane nie zostawiła jakichś innych listów lub pamiętników.
Gunia - Pią 16 Lis, 2007 23:15
| Admete napisał/a: | | Guniu jak najbardziej ma. Była jego żoną. |
Dzięki, zastanawiałam się, czy to prawdziwa historia, czy wymysł scenarzystów.
Admete - Pią 16 Lis, 2007 23:18
Wiemy, że Cassandra zniszczyła częśc listów. Cóż dla dobra rodziny i idealnego obrazu Jane
Loana - Sob 17 Lis, 2007 15:13
| Alison napisał/a: | | Wisley był tu postacią marginalną, miał być tylko kontrastem dla Toma, służącym pokazaniu tego przed jakim wyborem stanęła - albo wymarzony z pasmem problemów życiowych, albo taki manekin ale z zapleczem socjalnym. (...)Tak ja to rozumiem. To dla mnie fenomen socjologiczny, że tyle sobie dośpiewałyście do postaci, która właściwie nic w tym filmie nie znaczyła... |
Ciekawe, tez odebralam Wisleya jako postac dodatkowa, kontrastowa. W moim odczuciu zamierzeniem rezysera bylo wlasnie przedstawienie tej postaci tak jak odczula to Alison. Sama nie wiem, czemu mu nie do konca wyszlo... moze to wina rezysera, moze aktora. W sumie po wyjsciu z kina bylam pewna, ze w moim "lubieniu" Wisleta bede dosc samotna... caly swiat nie sklada sie w koncu z ksiegowych ;P. A tu prosze, jaka niespodzianka O_O calkiem sporo dziewczyn jest rownie realistycznych, materialistycznych i wierzacych w ludzi . I to jeszcze w tak mlodym wieku! Kto zrozumie kobiety? Czy moze ten fenomen socjologiczny jest znakiem naszych czasow???
Jeannette - Sob 17 Lis, 2007 15:26
Ta dzisiejsza młodzież! Wygląda na to, że nauczone doświadczeniem kobiety są o wiele większymi romantyczkami niż podlotki i nastolatki... To dziwne....
Gosia - Sob 17 Lis, 2007 16:50
| Loana napisał/a: | | calkiem sporo dziewczyn jest rownie realistycznych, materialistycznych . |
Nie zgodze sie z tym, ze ten kto lubi Wisleya jest materialistą. Mysle ze raczej chodzi tu o poczucie bezpieczenstwa, pewnosci i oparcia w zyciu. Nie nalezy tego mieszac czy łączyć z realizmem czy brakiem romantyzmu.
Alison - Sob 17 Lis, 2007 17:01
| Gosia napisał/a: | | Loana napisał/a: | | calkiem sporo dziewczyn jest rownie realistycznych, materialistycznych . |
Nie zgodze sie z tym, ze ten kto lubi Wisleya jest materialistą. Mysle ze raczej chodzi tu o poczucie bezpieczenstwa, pewnosci i oparcia w zyciu. Nie nalezy tego mieszac czy łączyć z realizmem czy brakiem romantyzmu. |
Gosiu, ale co niby mialoby Ci dać tę pewność i oparcie w życiu? Przecież prawie nic o nim się nie dowiedziałaś z tego filmu. Z czego czerpiesz takie przekonanie? To mnie właśnie dziwi w tym Waszym przekonaniu o poczuciu bezpieczeństwa u boku Wisley'a. Faceta pokazali w 3 scenach. Wszystko co o nim wiemy, to, że nie lubi tańczyć, nie lubi gier towarzyskich, źle się czuje wśród ludzi, bo z trudem mu przychodzi nawiązywanie kontaktów z nimi, wiemy ile ma na koncie i że, jak sam o sobie mówi, jest zbyt próżny by żenić się wiedząc że nie byłby kochanym. Wszystko! Skąd to przekonanie, że nie zawiódłby w życiu?
Gosia - Sob 17 Lis, 2007 17:27
Tak naprawde zadecydowala o tym bodajze ostatnia ich rozmowa. Przekonanie swoje opieram wlasnie na ostatnich scenach Wisleya z Jane. Widac, ze łaczyłaby ich przyjazn. To po prostu sie czuje. Jesli nadinterpretujemy zachowanie Wisleya, trudno, mi to nie przeszkadza. W kazdym razie wole jego jako postac od Toma.
trifle - Sob 17 Lis, 2007 17:29
Bo wydaje się spokojny i stały? A ta jego "próżność" to dla mnie poczucie własnej godności - nie prosi się, gdzie go nie chcą..
Alison - Sob 17 Lis, 2007 17:41
| trifle napisał/a: | Bo wydaje się spokojny i stały? A ta jego "próżność" to dla mnie poczucie własnej godności - nie prosi się, gdzie go nie chcą.. |
Spokojny - zgoda. Stały? Na czym opierasz przekonanie o jego stałości? A co do"poczucia godności"... moja droga, nie ma godności gdzie jest miłość. To takie uczucie, w którym wszystko inne sie zatraca. Przynajmniej w tej pierwszej fazie.
Gdzie ciebie nie ma,
tam puszcza jest dla mnie.
Ty, Triflaczku z takim podpisem, powinnaś cos o tym wiedzieć
trifle - Sob 17 Lis, 2007 17:48
| Alison napisał/a: | | trifle napisał/a: | Bo wydaje się spokojny i stały? A ta jego "próżność" to dla mnie poczucie własnej godności - nie prosi się, gdzie go nie chcą.. |
Spokojny - zgoda. Stały? Na czym opierasz przekonanie o jego stałości? A co do"poczucia godności"... moja droga, nie ma godności gdzie jest miłość. To takie uczucie, w którym wszystko inne sie zatraca. Przynajmniej w tej pierwszej fazie. |
Na czym opieram? Hmm, bo po odrzuceniu przez Jane nie znalazł sobie od razu innej panny? Sama nie wiem, może jest i tak jak Gosia pisze, że nadinterpretujemy tę postać, ale też mi to nie przeszkadza
A co do godności w miłości - myślę, że to znacząco zależy od temperamentu. Póki co jakoś nie wyobrażam sobie siebie biegającej i rozpaczającej za mężczyzną i proszącej o jego miłość. Ale nic nie mówię, kto to wie, co się zdarzy, a nuż..
trifle - Sob 17 Lis, 2007 17:56
| Alison napisał/a: |
Gdzie ciebie nie ma,
tam puszcza jest dla mnie.
Ty, Triflaczku z takim podpisem, powinnaś cos o tym wiedzieć |
Puszcza wewnątrz. A na zewnątrz nikt by pewnie o tym nie wiedział.. Czy to godność czy głupota?
Alison - Sob 17 Lis, 2007 18:09
| trifle napisał/a: | | Alison napisał/a: |
Gdzie ciebie nie ma,
tam puszcza jest dla mnie.
Ty, Triflaczku z takim podpisem, powinnaś cos o tym wiedzieć |
Puszcza wewnątrz. A na zewnątrz nikt by pewnie o tym nie wiedział.. Czy to godność czy głupota? |
Obyś nigdy nie musiała poznawać się od tej strony. Z całego serca życzę Ci szczęśliwej i spełnionej miłości
Anonymous - Sob 17 Lis, 2007 18:32
| trifle napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Spokojny - zgoda. Stały? Na czym opierasz przekonanie o jego stałości? A co do"poczucia godności"... moja droga, nie ma godności gdzie jest miłość. To takie uczucie, w którym wszystko inne sie zatraca. Przynajmniej w tej pierwszej fazie. |
A co do godności w miłości - myślę, że to znacząco zależy od temperamentu. Póki co jakoś nie wyobrażam sobie siebie biegającej i rozpaczającej za mężczyzną i proszącej o jego miłość. Ale nic nie mówię, kto to wie, co się zdarzy, a nuż.. |
Popieram Macierz. ŻADNA, powtarzam, ŻADNA, znana mi zakochana dziewczyna (szczegolnie na poczatku) nie wie co to godność. Ze mną włącznie.
praedzio - Sob 17 Lis, 2007 18:50
| AineNiRigani napisał/a: | | ŻADNA, powtarzam, ŻADNA, znana mi zakochana dziewczyna (szczegolnie na poczatku) nie wie co to godność. |
Ale Wisley nie jest dziewczyną... Zresztą w którym momencie w filmie było powiedziane, że jest zakochany w Jane? Ja zrozumiałam, że to raczej starzy parli do tego związku, nie młodzi. Nie przeszkadza mi to jednak stwierdzić, że w jednej z ostatnich scen Wisley ładnie się zachował. Szkoda, że dopiero wtedy. No, ale przeciez Tom musiał się wykazać, co nie?
Cholercia, muszę chyba jeszcze raz obejrzeć ten film. I przyjrzeć się Wisleyowi
Anonymous - Sob 17 Lis, 2007 19:03
No wiec wlasnie caly czas powtarzam, ze Wisley nie kochal jane. Widac to na kazdym niemal kroku.
nicol81 - Sob 17 Lis, 2007 19:16
| Alison napisał/a: | I dalej pozostaję w osłupieniu nad waszym odbiorem głównych postaci. Oglądałam wywiad z reżyserem i producentem i z tego co mówią wyraźnie wynika, że Tom z założenia był postacia pozytywną, która miała uosabiać wszystkie marzenia Jane o mężczyźnie, a z którego musiała zrezygnować z powodu sytuacji życiowej obojga. Wisley był tu postacią marginalną, miał być tylko kontrastem dla Toma, służącym pokazaniu tego przed jakim wyborem stanęła - albo wymarzony z pasmem problemów życiowych, albo taki manekin ale z zapleczem socjalnym. Nie wybrała żadnego. Tzn. wybrała niespełnioną miłość do Toma, którą uwieczniła w powieści zwieńczonej happy endem, żeby obojgu dać namiastkę szczęścia czy wyobrażenia o szczęściu jakiego mogliby zaznać w innych okolicznościach. Tak ja to rozumiem. To dla mnie fenomen socjologiczny, że tyle sobie dośpiewałyście do postaci, która właściwie nic w tym filmie nie znaczyła... Ale oczywiście ten post nie ma być zaczynem kolejnej dyskusji, na którą ja juz nie mam siły |
Ja nie oglądałam wywiadów z reżyserem ani producentem i dlatego nie miałam szansy oceniać postaci przez pryzmat ich intencji. Może reżyser powinien dołączyć na początku filmu swoją wypowiedź. Lub też przy pojawianiu się Toma i Wisleya pokazywać napisy "Mężczyzna z marzeń Jane, postać pozytywna" i "Manekin z zapleczem socjalnym, postać marginalna". Może byłoby łatwiej. Bowiem to, że tyle widzów czuje sympatię do Wisleya, to nie fenomen socjologiczny, a znak, że twórcom filmu coś diablo nie wyszło.
Anonymous - Sob 17 Lis, 2007 19:22
no to jak zawsze dochodzimy do punktu wyjscia - film jest z gruntu nieudany, postaci nie sa odbierane tak jak mialy byc w zamierzeniach ich tworcow i voila.
No i temat zakonczony, jak rozumiem?
nicol81 - Sob 17 Lis, 2007 19:23
| AineNiRigani napisał/a: | | trifle napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Spokojny - zgoda. Stały? Na czym opierasz przekonanie o jego stałości? A co do"poczucia godności"... moja droga, nie ma godności gdzie jest miłość. To takie uczucie, w którym wszystko inne sie zatraca. Przynajmniej w tej pierwszej fazie. |
A co do godności w miłości - myślę, że to znacząco zależy od temperamentu. Póki co jakoś nie wyobrażam sobie siebie biegającej i rozpaczającej za mężczyzną i proszącej o jego miłość. Ale nic nie mówię, kto to wie, co się zdarzy, a nuż.. |
Popieram Macierz. ŻADNA, powtarzam, ŻADNA, znana mi zakochana dziewczyna (szczegolnie na poczatku) nie wie co to godność. Ze mną włącznie. |
Czy możemy przyjąć słuszną zasadę, że ludzie są różni? Ja co prawda uwielbiam oglądać "A deusa vencida", ale za drogowskaz życiowy tego nie przyjmuję. A nawet gdybym przyjmowała, to nie uznaję wszystkich na świecie za czyniących tożsamo.
Anonymous - Sob 17 Lis, 2007 19:33
jestesmy rozni, ale w kazdej roznorodnosci jest pewien schemat. Najciekawsze na psychologii sa wyklady o miłości i jak sie zacowuje człowiek zakochany.
nicol81 - Sob 17 Lis, 2007 20:15
| AineNiRigani napisał/a: | jestesmy różni, ale w kazdej różnorodnosci jest pewien schemat. Najciekawsze na psychologii sa wykłady o miłości i jak sie zachowuje człowiek zakochany. |
I co, powiedzieli, że godność traci?
Ja się staram unikać przypisywania konkretnych cech i określania w ten sposób np. wzorca człowieka zakochanego. Często wówczas istnieje pokusa, by nie zauważać wyjątków lub kwitować je tym, że nie jest to ktoś "naprawdę" zakochany.
A ponadto, stwierdzenie, że Wisley nie był zakochany w Jane, mi nic nie odbiera w jego oczach.
nicol81 - Sob 17 Lis, 2007 20:19
| AineNiRigani napisał/a: | no to jak zawsze dochodzimy do punktu wyjscia - film jest z gruntu nieudany, postaci nie sa odbierane tak jak mialy byc w zamierzeniach ich tworcow i voila.
No i temat zakonczony, jak rozumiem? |
Jak film może być nieudany, jeśli tam jest Wisley?
Jeśli postaci nie sa odbierane tak jak mialy być w zamierzeniach ich twórców, to niewątpliwie ponieśli oni pewną klęskę. Ale jeśli widzowie postrzegają danego bohatera jako głębszego czy bardziej złożonego niż to było w planie- czy to nie świadczy o pewnej wartości tego filmu?
Matylda - Sob 17 Lis, 2007 20:34
Zastanawiam sie dlaczego na forach angielskich dziewczyny i kobiety mdleją zobaczywszy post o Tomie , a na polskich Winsley ma tyle wielbicielek .
Czyżby trudy życia w Polsce decydują o wyborze partnera lub kandydata na partnera nawet jeśli to jest tylko postać fikcyjna ????
może jakaś praca doktorska na ten temat
trifle - Sob 17 Lis, 2007 20:46
A ja tam właśnie cały czas myślałam, że Wisley w Jane zakochany jest
Alison - Sob 17 Lis, 2007 20:46
| nicol81 napisał/a: | | A ponadto, stwierdzenie, że Wisley nie był zakochany w Jane, mi nic nie odbiera w jego oczach. |
W to nie wątpię. Na pewno byłby Tobą oczarowany
|
|
|