To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Jane Austen - życie i epoka - Becoming Jane ("Zakochana Jane")

Anonymous - Sob 27 Paź, 2007 08:11

czy było?
http://www.youtube.com/watch?v=3yxFQ5RIr88
http://www.youtube.com/watch?v=nTmd4pJ3IgY

Alison - Sob 27 Paź, 2007 11:15

Chciałam zwrócić skromnie uwagę, że nie usunięto żadnej sceny z Tomem (no dwie, w których mignął i mógł go zastąpić statysta). Po perostu wszystkie były świetne :roll: :wink:
A Drągal tańczący z kotem wart oskarda :mrgreen:

A to zza kulis:
http://www.youtube.com/watch?v=k72-Y_qQ9W0
http://www.youtube.com/watch?v=6gaJF5gGd0w

nicol81 - Sob 27 Paź, 2007 21:50

Alison napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Ależ wujek wcale się nie cieszył z jego hulanek- wściekał się o nie. Gdyby Tom był grzecznym chłopczykiem, pilnie się uczył i wytrwale pracował, wuj byłby do niego nastawiony przychylniej.


Gdyby siedział w domu i się tylko uczył, nie musiałby dostawać tyle pieniędzy, ile potrzeba na "hulaszczy tryb" życia, a tym samym nie byłoby co wysłać do domku :wink: A siostrze, co to miała kaprys wyjść za mąż z miłości braciszek sam z siebie nie kwapił sie pomagać, pewnie uważał, że kształcenie i utrzymywanie najstarszego siostrzeńca to aż nadto.


Wujek przecież nie płacił mu za hulanki, tylko wyznaczał pewnie pensję. A co Tom z nią robił, to jego sprawa. Nie oponowałby gdyby wysyłał do domu- sam nie chciał pomóc, ale to by mu na pewno wyrobiło lepszą opinię o Tomie.
Wuj nie podzielał hrabiny opinii o wyszumieniu. Czyż za karę nie odesłał Toma z Londynu?

Alison - Sob 27 Paź, 2007 21:59

A pamietasz co powiedział po przeczytaniu listu, że wolałby żeby Tom znalazł sobie kolejną dziwkę (czy coś takiego, nie pamiętam dokładnie) ale nie zniesie tego, żeby popełnił mezalians! W wyciętych scenach Henry mówi Jane, że małżeństwo Toma to porozumienie jego wuja i ojca tej dziewczyny. Tom był pionkiem w tej grze.
nicol81 - Sob 27 Paź, 2007 22:00

I jak to wpływa na wiarygodność postaci Toma?
Alison - Sob 27 Paź, 2007 22:03

nicol81 napisał/a:
I jak to wpływa na wiarygodność postaci Toma?


Tak, że w większości spraw dotyczących go bezpośrednio decydowano za niego, był niemal całkowicie zależny od wuja, a mimo to walczył. Dla mnie to sie liczy.

nicol81 - Sob 27 Paź, 2007 22:05

A jednak robił bezwartościową przykrywkę pt. "jestem hulaką". Denerwując wuja, od którego byl zależny.
Alison - Sob 27 Paź, 2007 22:13

nicol81 napisał/a:
A jednak robił bezwartościową przykrywkę pt. "jestem hulaką". Denerwując wuja, od którego byl zależny.


Nicol, w ten sposób łatwiej było mu sie wytlumaczyć ze sporych wydatków, czego nie mógłby zrobić siedząc w domu, Nie wiemy czy dostawał pensję miesięczną, a może dostawał tygodniówkę, a może kieszonkowe na swoje bieżące wydatki.

nicol81 - Sob 27 Paź, 2007 22:19

Dniówka, tygodniówka, miesięczniówka- jeden pies. Nie sądzisz, chyba, że przychodził do wuja, mówiąc: Proszę o kasę, bo muszę opłacić trzy dziwki z ubiegłej nocy?
Tom nie jest dla mnie postacią do lubienia, gdyż jest tak zamotany jako postać, że wcale go nie znam po dwóch godzinach. A jest głównym bohaterem.

Alison - Sob 27 Paź, 2007 22:26

nicol81 napisał/a:
Dniówka, tygodniówka, miesięczniówka- jeden pies. Nie sądzisz, chyba, że przychodził do wuja, mówiąc: Proszę o kasę, bo muszę opłacić trzy dziwki z ubiegłej nocy?
Tom nie jest dla mnie postacią do lubienia, gdyż jest tak zamotany jako postać, że wcale go nie znam po dwóch godzinach. A jest głównym bohaterem.


Coś mi się wydaje, że padłaś ofiarą uprzedzenia :wink:

nicol81 - Sob 27 Paź, 2007 22:32

A nie padłam. To ta scena z ich ucieczki, z listem. Gdy okazuje się, że Tom z dwóch godzin to tylko przykrywka. A gdzie jest prawdziwy Tom? Nie można lubić bohatera- przykrywki.
A Wisley na prezydenta!!! :cheerleader2:

Alison - Sob 27 Paź, 2007 22:49

nicol81 napisał/a:
A nie padłam. To ta scena z ich ucieczki, z listem. Gdy okazuje się, że Tom z dwóch godzin to tylko przykrywka. A gdzie jest prawdziwy Tom? Nie można lubić bohatera- przykrywki.
A Wisley na prezydenta!!! :cheerleader2:


Lubić może nie można, ale trzeba kochać. I my z Jane go kochamy :mrgreen: .
Tom z dala od polityki!!! :cheerleader2:

Anonymous - Sob 27 Paź, 2007 23:10

I właśnie dlatego tom jest dużo wiarygodniejszy pod względem psychologicznym. Wisley, to z gruntu wymyślona i oderwana od rzeczywistosci postac. a ja zawsze wolałam tych wiarygodniejszych bohaterów - z wadami, zaletami, ale za to krwistych, z ciałem i duszą (np. Rochester). Wyidealizowane tfory wyobraźni pozostają jedynie bladymi cieniami.
Chociaż przyznaje, że szkoda ze wycieli scene z kotem. Kot gra rewelacyjnie.

snowdrop - Sob 27 Paź, 2007 23:21

No cóż, dla niektórych Wisley jest godny podziwu a dla innych Tom.
Nie ma co się spierać!

Alison - Nie 28 Paź, 2007 11:45

AineNiRigani napisał/a:
Chociaż przyznaje, że szkoda ze wycieli scene z kotem. Kot gra rewelacyjnie.


Złośliwiec, ale rację posiadający :-P :wink:

nicol81 - Nie 28 Paź, 2007 12:05

A co jest w wyciętej scenie z kotem?
Nie chodzi o to, by dzielić ludzi na prowislejowców i protomowców. Można Lubić obu, można też obydwu nie znosić. Moje lubienie Wisleya i nieogarnianie Toma nie mająze sobą związku.
Teraz to Wisley wyidealizowany? A ostanio to był ciocisynek, niezdolny do uczuć, niegrający w krykieta, nietańczący...
Czy Tom nie został członkiem Parlamentu?

Admete - Nie 28 Paź, 2007 13:24

Ja to czesto powtarzam - jednemu sie podobaja róże, innemu bratki. A są tacy, co lubią jedno i drugie. Od dawna się nie wtrącam, ale może tylko napiszę, że należy być tolerancyjnym wobec upodobań innych :-) Obaj panowie aktorzy są dobrzy w swoim zawodzie, zagrali zapewne zgodnie ze scenariuszem i koncepecją reżysera. O tym musimy pamiętać, są aktorami, nie postaciami. Stworzyli postacie, które sprawiły, że dyskutujemy juz długo, a to się im liczy na plus. Co do charakteru i urody postaci, to też powinniśmy patrzeć na osobiste upodobania. Aine na przykład ma skłonność do urwisowatych, pełnych wdzięku łobuzów i choć pewnie mówi sobie, że to nie najlepiej, to i tak są dla niej atrakcyjni. Nicol i ja lubimy takich zwykłych i uczciwych, spokojnych i dla niektórych nudnych. Za Nicol się nie wypowiem, ale za siebie mogę. Człowiek, który dałby mi poczucie bezpieczeństwa, byłby dla mnie największym skarbem :-) A mógłby to zrobić człowiek raczej w typie Wisley'a, nie Toma. I znów mam na myśli fikcyjne postaci stworzone przez twórców filmu :-)
Alison - Nie 28 Paź, 2007 14:34

Ale i tak mieszasz aktorów z postaciami :wink: , bo tego nie da się uniknąć . Aktor daje postaci swoję fizjonomię, miłą lub odpychającą, nie da się tego od siebie oderwać. Mówiąc "kocham" tę postać, "kocham" też odrobinę aktora, który ją gra, bo dzięki jego fizjonomii, głosowi, postać stała mi sie bliska. W innej roli ten sam aktor, ucharakteryzowany odpowiednio może mnie odstręczać, ale to jego twarz, jego sylwetkę, jego głos obdarzyłam sympatią, oglądając tę postać bliższą memu sercu.
Co do tolerancji, myślę, że jej nam nie brakuje skoro wciąż usiłujemy się nawzajem, choć calkowicie bezskutecznie :lol: , przekonywać do naszych uwielbieńców, albo co najmniej ich bronić, a nie obrzucamy sie nawzajem inwektywami i nie obrażamy za niepodzielanie naszych przekonań, czyli wszystko jest OK. Kanapa i kanapki wiecznie żywe! :banan:

Anonymous - Nie 28 Paź, 2007 16:00

nicol81 napisał/a:
Teraz to Wisley wyidealizowany? A ostanio to był ciocisynek, niezdolny do uczuć, niegrający w krykieta, nietańczący...
Czy Tom nie został członkiem Parlamentu?

A jaki to wszystko ma ze sobą związek?

Anonymous - Nie 28 Paź, 2007 16:03

Admete napisał/a:
Za Nicol się nie wypowiem, ale za siebie mogę. Człowiek, który dałby mi poczucie bezpieczeństwa, byłby dla mnie największym skarbem A mógłby to zrobić człowiek raczej w typie Wisley'a, nie Toma.

ale wypowiedziałaś się za mnie i ja się podpisuję

Alison - Nie 28 Paź, 2007 16:41

Poczucie bezpieczeństwa to trzeba wyhodować w sobie, a nie czekać, że ktoś je nam ofiaruje. Ludzie są tylko ludźmi, i lepiej na nikim tak do końca nie polegać, żeby zaoszczędzić sobie rozczarowań. Czasem taki spokój wewnętrzny jest pozorny i daje złudzenie bezpieczeństwa i stabilności, a tak naprawdę kryje zimnego śledzia. Człowiek rozbiegany, niezdecydowany, ale szczery i z sercem na dłoni jest dla mnie więcej wart niż, taki co stoi w kącie, obserwuje i z nikim nie pogada, bo nie wiem tak naprawdę co myśli i bynajmniej nie byłby dla mnie ostoją. Raczej wielką niewiadomą.
Anonymous - Nie 28 Paź, 2007 17:02

No i zależy też co daje poczucie bezpieczeństwa. Mnie bezpieczeństwo daje sama obecność kogoś w moim życiu. Pieniądze raz są a raz ich nie ma. Jeśli mam wsparcie moralne i duchowe - sama potrafię przenosić góry.
Wisley nie dawałby mi takiego poczucia. Przy braku dialogu, wiecznym oglądaniu się na łaskawe pozwolenie ciotki. Ciągle bym sie bała, że to jej decyzja, sprzeczna z moją, będzie credo w małżeństwie. A biorąc pod uwagę postawę ciotuchny - można być pewnym, że będzie wciskać swoje trzy grosze - od wyboru imienia dla dziecka do zmian w domu. Taki trójkącik ( w dzisiejszych czasach określany mianem on-on-teściowa) to wieczna walka, która nieczęsto kończy się szczęśliwie. Facet musi nosić spodnie, aby nie pozwolić matce wmanewrować sie w małżeństwo. A Wisley w sprawach ważnych i na dłuższą metę jest zbyt bezwolny i zdominowany. Ale co to za bezpieczeństwo?
Tak naprawde bezpieczeństwo daje mi możność oparcia się na kimś. Nie związek oparty na zasadzie dyktator-niewolnik, pantofel-bat, ale w pełni świadome i wspólnie dokonywane wybory. Poczucie obowiązku, wzajemne zrozumienie. Tom wiedział czym jest obowiązek, potrafił zrezygnować dla kochanych osób z cennych rzeczy. Ale przede wszystkim jasno wyrażał swoje zdanie, nie dał się wcisnąć pod pantofel. Sama świadomość, że kochany mężczyzna jest ze mną ze względu na swój własny świadomy wybór, a nie łaskawe pozwolenie ciotki dałoby mi ogromną siłe, a co za tym idzie - poczucie bezpieczeństwa.
No i wbrew temu co mozna o mnie sądzić - czasami potrzebuję całkowitego zdominowania. Zawsze najbardziej w facecie imponowała mi wiedza i w tej dziedzinie po prostu MUSZĘ zostać całkowicie niemal i doszczętnie rozgromiona. I również w tym przypadku prędzej mogłabym liczyć na toma.
A pieniądze? Są bardzo ważne i dobrze jak są, ale mają ta naturę, że są ulotne - wystarczy je źle ulokować i po ptokach.

Tak więc w zasadzie wychodzi mi, że w zależnosci co nam daje poczucie bezpieczeństwa, czego oczekujemy od wymarzonego faceta, takich dokonujemy i wyborów w kwestiach ulubionych bohaterów.

nicol81 - Nie 28 Paź, 2007 17:15

Tomcio Paluch też jest wielką niewiadomą, jako że jego część stanowi przykrywkę.
Zdziwiło mnie, że po wszystkich negatywnych zarzutach wobec Wisleya teraz pojawia się kolejny- że jest wyidealizowany.
Mówiąc o Tomie i Wisleyu oczywiście mam na myśli postacie, nie grających aktorów. Aktor daje tylko niewielką część postaci.

praedzio - Nie 28 Paź, 2007 17:21

I znowu tutaj widać różne upodobania Dam. Coś mi się wydaje, że przestaje tu chodzić o samych bohaterów, z których, notabene, żaden nie skradł mojego serca ;) , co bardziej właśnie o nas same i nasze oczekiwania względem mężczyzn w ogóle. Nie czuję się na siłach mówić pełnymi zdaniami życiowe mądrości, bo tak naprawdę to ja w tych sprawach żółtodziób jestem, a przynajmniej tak się czuję. Tylko coś mi się wydaje (cholera, powtarzam się!), że i Alison i Admete mają w 50% rację. Bo faktycznie, że zacytuję Ali - "człowiek rozbiegany, niezdecydowany, ale szczery i z sercem na dłoni" posiada niewątpliwie zalety, bo nie oszuka cię, nie będzie spiskować za twoimi plecami, będzie kochać, albo sądzić, że kocha cię mocno i do grobowej deski... Ale też może (choć nie musi) oznaczać brak odpowiedzialności za swoje czyny, człowiek taki może prędzej mówić niż myśleć - słowem facet taki jest odpowiedni dla silnych, zdecydowanych, roztropnych kobiet, które potrafią kierować swoim losem i nie oczekują od płci męskiej żadnego wsparcia.
Człowieka stojącego na uboczu, nie grzeszącego spontanicznością czy otwartością nie należy od razu skreślać. Owszem, może się okazać na przykład maniakalnym zabójcą ( :P ), który dybie na twój majątek, ale równie dobrze, po bliższym poznaniu może zyskac w twoich oczach i ukazać ci wiele skrywanych zalet. :)
P.S. A z tym poczuciem bezpieczeństwa różnie bywa. To uparty stwór - nie zawsze zdatny do hodowli. ;)

Alison - Nie 28 Paź, 2007 17:23

nicol81 napisał/a:
Tomcio Paluch też jest wielką niewiadomą, jako że jego część stanowi przykrywkę.
Zdziwiło mnie, że po wszystkich negatywnych zarzutach wobec Wisleya teraz pojawia się kolejny- że jest wyidealizowany.
Mówiąc o Tomie i Wisleyu oczywiście mam na myśli postacie, nie grających aktorów. Aktor daje tylko niewielką część postaci.


No, jeśli cała fizyczność, osobista ekspresja to niewiele... :wink:
Część stanowiąca przykrywkę nie jest żadną niewiadomą, my wiemy jaki jest pod tą przykrywką, Jane też się o tym dowiaduje. Może jest niewiadomą dla wuja...
Skąd się w ogóle wziął ten "wyidealizowany" Wisley, bo ja chyba nie nadążam, zdaje się, że Aine "palnęła" coś w ferworze walki, mimo, że wszystkimi swoimi wywodami dowodzi, że Wisley'owi do ideału jako cynowej misie do księżyca :lol:

EDIT: No i sir Praedward nas rozsądził, bo rzeczywiscie ciągle odwołujemy sie do tego co same myslimy o mężczyznach, a ci biedni bohaterowie są tu tylko pretekstem, do rozważań o czymś, w czym nie da sie osiągnąć consensusu.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group