To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

Maryann - Wto 06 Lis, 2007 21:00

asiek napisał/a:
Maryann napisał/a:
A pamiętasz historię z przebierankami ?

Tę w Rosings ? Pamiętam, :-)

Pierwsza była jeszcze w Netherfield. :wink:
A po tej drugiej Darcy wziął Fletchera na spytki i...

asiek napisał/a:
ale umknęła mi czarna polewka dla Flechtera. :(

Czarna polewka ? Ale Annie nie dała mu kosza. Ona mu tylko kazała czekać, aż jej pani znajdzie męża...

asiek - Wto 06 Lis, 2007 21:12

Maryann napisał/a:
Czarna polewka ? Ale Annie nie dała mu kosza. Ona mu tylko kazała czekać, aż jej pani znajdzie męża...

Aaaa, to Flechter ma jeszcze nadzieję. :-)
Dobrze że, pani Annie jest piękną kobietą, w przeciwnym wypadku Flechter byłby skazany na starokawalerstwo. :wink:

Maryann - Wto 06 Lis, 2007 21:23

asiek napisał/a:
Dobrze że, pani Annie jest piękną kobietą, w przeciwnym wypadku Flechter byłby skazany na starokawalerstwo. :wink:

I dobrze, że wujek tej pani musiał zmienić wakacyjne plany i zrezygnować z wyprawy do Krainy Jezior... :wink:

Caroline - Śro 07 Lis, 2007 08:12

Rozdział VIII, cz. 6

- Tak - zaczął odpinać kamizelkę - zgadza się, albo prawie się zgadza - Fletcher uniósł brwi. - Dama może sobie jeszcze nie zdawać sprawy, że jest w potrzebie, ale niewątpliwie jest, co do tego nie ma wątpliwości! - Darcy odwrócił się do lokaja podając mu kamizelkę. - Twoja dyskrecja jest niezwykle ważna w tej sprawie, musisz zdawać sobie z tego sprawę, niezwykle ważna!
- Tak, proszę pana. - oczy Fletchera rozjaśniły się, mimo że Darcy spoglądał na niego z powagą.
- Chodzi o rodzinę Bennetów.
Podniecenie Fletchera zmieniło się w przerażenie.
- Nie, proszę pana... chyba nie panna Eliz...
- Nie, o to bądź spokojny - Darcy zaczął odwiązywać krawat. - Chodzi o jedną z sióstr, najmłodszą. Uciekła w przekonaniu, że celem będzie ślub, ale jestem niemal pewien, że ma do niego nie dojść. Znam charakter tego człowieka - dodał ponuro. - To George Wickham.
- Wickham? Jeden z poruczników pułkownika Forstera? - zapytał Fletcher. – łgarz jakich mało, tak mówiono o nim pośród służby w Hertfordshire, proszę pana. Ale wydawało mi się, że regiment pułkownika jest w Brighton.
- Dobrze ci się wydawało, ale żona pułkownika zabrała pannę Lydię Bennet jako swoją towarzyszkę, więc ona także pojechała do Brighton, bez rodziców ani żadnej innej odpowiedniej towarzyszki.
- Przykra sprawa, proszę pana - Fletcher potrząsnął głową.
- Tak wygląda teraz - zgodził się Darcy wręczając mu krawat - przyszedłem do panny Elizabeth Bennet dosłownie minuty po tym, jak otrzymała tę wiadomość z domu. Była zrozpaczona, co zrozumiałe, i wyjawiła mi więcej, niż powiedziałaby w normalnych okolicznościach. Wiesz, co to oznacza, Fletcher.
- Teraz już wiesz - Darcy pokiwał głową i wręczył Fletcherowi swoją koszulę. – Trzeba ich odnaleźć, wykupić i wysłać do jakiegoś odległego zakątka kraju. Nie przychodzi mi do głowy żadne inne rozsądne wyjście, które ochroniłoby pozostałe młode damy przed złą opinią otoczenia. Nawet w tej chwili, jeśli nam się uda, przyzwoitość tej sytuacji będzie tylko umowna. – przerwał i stanął przed lustrem gotów skorzystać z gorącej wody w umywalce. Po chwili odwrócił się znów do Fletchera. – Ale być może tylko tego nam trzeba. Towarzystwo zniosło większe skandale nie przywiązując do nich wielkiej wagi. Miejmy nadzieję, że to jedna z tych sytuacji.
- Będę się modlił, by tak właśnie było, proszę pana – Fletcher zacisnął zęby podając Darcy’emu ubranie. – Jak mogę panu pomóc? Jestem do pana usług.
- Nie mam jeszcze pojęcia, jestem tylko przekonany, że będę potrzebował twojej zdolności obserwacji i tej specyficznej umiejętności zdobywania informacji, które akurat są potrzebne, przydały się one zeszłej zimy w Broughton Castle. – Lekki uśmiech pojawił się na twarzy Fletchera – Nie wspominając, że będę musiał pojawiać się o nietypowych porach, co nie może wzbudzić niepokoju reszty służby. Będziesz miał ze mną sporo pracy, Fletcher.
- Tak, proszę pana – Fletcher zebrał rozrzucone ubrania Darcy’ego. – Jeśli pan pozwoli, uważam, że porucznik, choć nikczemny, nie jest tak złym człowiekiem jak lady Saye lub jej córka. Nie sądzę, by zdołał panu umknąć.
- Miejmy nadzieję, że to się okaże prawdą. A teraz odpocznijmy. – skinął na niego Darcy. – Wyjeżdżamy o ósmej, więc spodziewam się ciebie o szóstej trzydzieści.
Fletcher ukłonił się i skierował do drzwi dla służby.
- Nie wątpię w pana sukces – dodał spoglądając Darcy’emy prosto w twarz. – Nie mam najmniejszych wątpliwości, proszę pana.
Jeszcze raz pochylając głowę zamknął drzwi.

Mag - Śro 07 Lis, 2007 08:24

Dzięki kochane ABT :kwiatki_wyciaga:

Widzicie, był problem, kiedy Darcy powiedział siostrze, a teraz jeszcze służbie opowiada szczegóły.
A hasło "dama w opresji" jest z disneyowskiego "Herkulesa" :wink:

Alison - Śro 07 Lis, 2007 08:44

Kryminalik nam się znowu robi. Co do zaufania, to komuż zaufać jak nie lokajowi? :wink: Toż każdy osobisty lokaj totumfacki jest więc wszelkie sekrety swoich państwa znający. :wink:
Marija - Śro 07 Lis, 2007 08:45

Ali, nie masz pojęcia, jak ja się cieszę, kiedy mi migniesz w jakimś wątku :cmok:
Maryann - Śro 07 Lis, 2007 08:50

Mag napisał/a:
Widzicie, był problem, kiedy Darcy powiedział siostrze, a teraz jeszcze służbie opowiada szczegóły.

Nie służbie, tylko Fletcherowi.
No i chyba w tym przypadku nie miał innego wyjścia. Skoro miał z nim jechać, to musiał wiedzieć, po co...

Alison napisał/a:
Co do zaufania, to komuż zaufać jak nie lokajowi? :wink:

Tym bardziej, że Fletcher to nie jest zwyczajny lokaj. To prawa ręka swojego pana... :wink:

Ania1956 - Śro 07 Lis, 2007 09:03

Od kiedy Fletcher pacuje dla Darciego że nie zna Wickhama? Wydawała mi sie że długie długie lata. Chyba że się z Wickhamem minęli.
snowdrop - Śro 07 Lis, 2007 09:15

:omg: Tutaj to już Pamela max przesadziła. Jak można było zdradzić taką tajemnice swojemu służącemu??? Niech jeszcze powie temu kto będzie ich wiózł do Londynu, Dy'owi i służącemu z Londynu. No przecież to taka tajemnica, wszystkim naokoło można ją zdradzić. A to, ze Lizzy prosiła go aby nikomu nie mówił, to nic.
Sorki ale padłam po tym odcinku ze zdziwienia.

Maryann - Śro 07 Lis, 2007 09:27

Ania1956 napisał/a:
Od kiedy Fletcher pacuje dla Darciego że nie zna Wickhama? Wydawała mi sie że długie długie lata. Chyba że się z Wickhamem minęli.

Fletcher pracuje u Darcy'ego od siedmiu lat, więc zaczął jeszcze za życia jego ojca. Teoretycznie więc rzeczywiście powinien się z Wickhamem zetknąć, a przynajmniej o nim słyszeć. Ale może Wickham był wtedy na studiach i nie pojawiał się w Pemberley ? Choć trochę trudno mi uwierzyć, żeby ukochany wychowanek nie odwiedził swojego dobroczyńcy podczas choroby...
Jedyne wytłumaczenie, jakie mi się nasuwa, to takie, że jego wizyty - jeśli w ogóle miały miejsce - były tak krótkie, że nawet służba nie zwracała na nie szczególnej uwagi (nie tak, jak na pannę Bingley :mrgreen: ). Poza tym Fletcher był wtedy nowy, więc reszta służby mogła się z nim nie dzielić wszystkimi domowymi plotkami. A nie sądzę, żeby z Darcym prowadził wtedy takie konwersacje, jak po paru latach znajomości...

Alison - Śro 07 Lis, 2007 09:37

Fletcher to nie zwykły służący, ale osobisty lokaj, człowiek do specjalnych poruczeń. Tacy osobiści służący, pokojówki często byli czymś w rodzaju powierników a nawet przyjaciół, znali największe sekrety swoich państwa, często takie o jakich nie miala pojęcia najbliższa rodzina. Często chowali się obok nich od dziecka niemal, bo byli dziećmi służby od pokoleń związanej z daną rodziną. Często ich lojalność i przywiązanie przekraczała oczekiwania państwa. Towarzyszyli im na zesłaniu, w trudnych sytuacjach życiowych, dzielili ich troski, czy nagłą biedę, po wojnie wiele służących po wywłaszczeniach lądowało w jakichś mieszkankach w blokach i robiło u tzw. "państwa" za gosposie, nianie. Przypomnijcie sobie stopień zażyłości rodziny Margarett ze służącą w North&South.
Maryann - Śro 07 Lis, 2007 09:53

Darcy miał do Fletchera większe zaufanie niż do wielu ludzi z własnej sfery i wiedział, że może polegać na jego dyskrecji.
Poza tym Fletcher sam był żywotnie zainteresowany w tym, żeby u Bennetów dobrze się działo - w końcu afera z Lidią mogła mieć wpływ również na jego życie osobiste, bo Annie nie chciała za niego wyjść zanim nie wyda za mąż swojej pani. :wink:

nicol81 - Śro 07 Lis, 2007 10:18

dziękuję za kolejny odcinek :kwiatek:
Ja powiedzenie Flecherowi rozumiem bardziej niż Georgianie. Właśnie skoro on z nim jechał i miał pomóc obserwacją i zdobywaniem informacji. I Darcy też tu mówi, że czyn Lidii oznacza złą opinię otoczenia o wszystkich Bennetównach.

nicol81 - Śro 07 Lis, 2007 10:20

Maryann napisał/a:
asiek napisał/a:
Dobrze że, pani Annie jest piękną kobietą, w przeciwnym wypadku Flechter byłby skazany na starokawalerstwo. :wink:

I dobrze, że wujek tej pani musiał zmienić wakacyjne plany i zrezygnować z wyprawy do Krainy Jezior... :wink:

Czy to nie straszne? Pomyślcie, jak o mały włos brakowało, by się nie spotkali. Jaki to byłby nieszczęśliwy koniec dla wszystkich... :?

Maryann - Śro 07 Lis, 2007 10:26

nicol81 napisał/a:
Darcy też tu mówi, że czyn Lidii oznacza złą opinię otoczenia o wszystkich Bennetównach.

Ale mówił (czy myślał) też wcześniej, że to, jak to "otoczenie" odnosi się do podobnych sytuacji, zależy od pozycji rodziny. I z pewnością coś w tym było. Jakoś nie przypominam sobie, żeby skandal - znacznie większego kalibru - wywołany przez Marię Bertram wpłynął negatywnie na matrymonialne szanse jej siostry...

nicol81 - Śro 07 Lis, 2007 10:30

W sumie siostra też nie złapała superpartii, a zadłużonego hulakę. I to przez ucieczkę.
Rzeczywiście to zależało od pozycji, Bennetówny by miały szczególnie przechlapane. Pastorzy byliby grubo poza ich zasięgiem.

Maryann - Śro 07 Lis, 2007 10:35

nicol81 napisał/a:
W sumie siostra też nie złapała superpartii, a zadłużonego hulakę. I to przez ucieczkę.

Ale uciekła z nim, bo się bała, że po aferze z Marią ojciec będzie ją krócej trzymał. :-D
A ten hulaka okazał się chyba w sumie nie tak zadłużony, jak się z początku wydawało...

nicol81 - Śro 07 Lis, 2007 10:40

A ja myślałam, że nie oczekiwała lepszej partii i to dlatego...Pamiętam, że okazało się, że ma jeszcze trochę kasy, ale ona o tym nie wiedziała, uciekając. (W sumie Yates tu urzeczywistnił historyjkę o Wickhamie z "DiU"- wuj próbowal wcisnąć, że jemu zostały pieniądze, a dlugi były mniejsze niż przypiszczano)
Ale przez to nie wiemy, jak wyglądałyby jej szanse matrymonialne.

Dione - Śro 07 Lis, 2007 18:24

Słuchajcie, Fletcher był w tym momencie jedynym człowiekiem, który Darcy'ego widywał w przysłowiowych gaciach. Jak więc miałby nie mieć do niego zaufania? Przecież to Fletcher golił go codzień rano - jakby mnie ktoś brzytwę do gardła przykładał, to też powiedziałbym mu wszystko, nawet nie pytana. Ot tak na wszelki wypadek.
Anonymous - Śro 07 Lis, 2007 18:34

poczatkowo zdziwilo mnie to takie zwierzanie sie Darsika, ale jak tak dokladnie przemyslalam sobie sprawe i poprzypominalam pamietniki czytane na studiach - panowie miewali takie wlasnie zaufanie do swoich lokajow. Nie zawsze i nie kazdy, ale jednak byly.
Matylda - Śro 07 Lis, 2007 19:12

Taki służący to cała kopalnia wiedzy i ludziach u których służył
wiedział wszystko od kuchni , od alkowy i salonu i ....może jeszcze skądś
Dzięki za lekturkę

Maryann - Czw 08 Lis, 2007 06:35

Rozdział VIII część 7

Dwa dni później Darcy był już w Erewile House ze służbą ograniczoną do minimum niezbędnego do gotowania i sprzątania, jak tego wymagały szczególne warunki, w jakich z własnej woli się znalazł. Na wszelki wypadek Darcy zarządził też opuszczenie kołatki na drzwiach i informowanie wszystkich poza wymienionymi na osobnej liście, że rodziny nie ma w domu. Słysząc takie instrukcje Witcher na moment uniósł ze zdziwienia swe krzaczaste brwi, ale zaufanie i przywiązanie, jakie miał do swego młodego pana, wzięły górę i stary kamerdyner tylko skinął głową.
Pierwszą rzeczą było znalezienie Wickhama w niekończących się labiryntach Londynu. Kiedy Darcy wydał służbie ostatnie instrukcje i wysłał Fletchera z jakimś poleceniem, usiadł znużony na krześle przy biurku, rozprostował kończyny i przetarł oczy zastanawiając się nad swoim pierwszym zadaniem. W Londynie było wiele niebezpiecznych dzielnic, których on nie znał, a które mogły ukryć parę pragnącą zachować anonimowość. Nawet gdyby tam poszedł i zaczął ich szukać, natychmiast zwróciłby uwagę jako obcy i wszystkie usta by się zamknęły. Bez wątpienia łapówka mogłaby posłużyć za wystarczającą zachętę, ale wystarczyłoby, że wycieknie jedno słowo na temat jego tam obecności, a ptaszki wyfrunęłyby, zanim zlokalizowałby ich gniazdko.
Zdecydował, że były tylko dwie drogi w ciemnych zakamarkach Londynu, które dawały jakąś nadzieję: kontakt w kościele św. Dunstana, który przekazał mu Dy na wypadek, gdyby chciał się z nim porozumieć i sieć rozwinięta przez Towarzystwo Na Rzecz Powrotu Młodych Kobiet Do Ich Przyjaciół Na Wsi, które poznał dzięki Georgianie i które wspierał. Po pierwsze, natychmiast trzeba wysłać wiadomość do przewodniczącego Towarzystwa. Potem, ponieważ od dnia zamachu nie miał żadnych wieści od Dy, powinien osobiście spotkać się z kościelnym ze św. Dunstana, o ile to możliwe dziś wieczorem. Darcy przysunął sobie kartkę, otworzył kałamarz i wyjął pióro.
Sir – pisał - Otrzymałem wiadomość o przypadku podstępu użytego wobec młodej kobiety z szanowanej rodziny i proszę Towarzystwo o wsparcie.
Godzinę później wynajęta przez Darcy’ego dorożka przywiozła jego i Fletchera na tyły zaciemnionego kościoła. Kościół św. Dunstana nie był duży, niemniej wydawał się najbardziej solidną budowlą w sąsiedztwie, które zdawało się trzymać razem tylko dzięki od dawna obecnemu tu brudowi i nędzy. Letni skwar tylko podkreślał obrzydliwe zapachy ciągnące się cuchnącymi ulicami i zaułkami, które mimo późnej pory wciąż falowały krzątaniną swoich nieszczęsnych mieszkańców.
Wysiadłszy, Darcy podszedł do woźnicy i rzucił mu monetę, którą człowiek z łatwością złapał w powietrzu i natychmiast ją ugryzł.
- Pamiętaj – Darcy położył rękę na wodzach – Będziesz z powrotem za pół godziny i odwieziesz nas bezpiecznie do domu, a dostaniesz dwa razy tyle.
- Tak, panie. Ja i stary Bill będziemy czekać – skinął głową stary dorożkarz. Darcy puścił lejce, a dorożkarz szarpnął nimi – Wio, Bill.
Dorożka odjechała w ciemność. Patrząc za nią Darcy mocniej chwycił swoją laskę, najcięższą, jaką miał. Niestety była też najbardziej ozdobna i kontrastowała mocno z jego ubraniem, najprostszym, do jakiego udało mu się przekonać Fletchera.
- Widzę światło, sir – Fletcher wskazał małe, narożne okno na drugim piętrze – To musi być mieszkanie kościelnego.
- Dobrze, teraz znajdź drzwi.

Alison - Czw 08 Lis, 2007 07:43

Wysiadłszy, Darcy podszedł do woźnicy i rzucił mu monetę, którą człowiek z łatwością złapał w powietrzu i natychmiast go ugryzł. - Darcy'ego? :shock: Jak śmiał!!?? :rotfl:
Przepraszam Maryanku :ops1: Tak naprawdę to chciałam napisać, że bardzo fajnie czyta się te ostatnie fragmenty, nie ma już takich dłużyzn i akcja jest bardzo wciągająca, mimo, że się wie ku czemu zmierza.

Maryann - Czw 08 Lis, 2007 08:28

Alison napisał/a:
Wysiadłszy, Darcy podszedł do woźnicy i rzucił mu monetę, którą człowiek z łatwością złapał w powietrzu i natychmiast go ugryzł. - Darcy'ego? :shock: Jak śmiał!!?? :rotfl:

Ło matko, faktycznie... :zalamka: Już poprawiłam... :ops1:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group