Powieści Jane Austen - Perswazje
KIKA - Pon 12 Cze, 2006 12:24
Tak.... książka ta spełnia takie pobożne życzenie myślę, że każdej z nas.... że stara miłośc nie rdzewieje... ja czytając tę książkę pierwszy raz miałam wrażenie, że nie jest możliwe, aby ta para była znowu razem.... wręcz byłam zaskoczona obrotem sprawy.... tak zakończenie tej powieści jest tak cudnie bajkowe... :grin:
Trzykrotka - Pon 12 Cze, 2006 12:53
| KIKA napisał/a: | | zakończenie tej powieści jest tak cudnie bajkowe... :grin: |
Prawda, Kiko? Nawet jeśli to bajka, to przepiękna. List kapitana Wenwortha i łomot serca przy każdym czytaniu...
KIKA - Pon 12 Cze, 2006 13:05
tak... moje serce tez tak ma..... zawsze z niecierpliwością czekam na ten moment, kiedy Anna będzie czytała list..... :grin:
Jeannette - Pon 12 Cze, 2006 16:05
Ma się wrażenie, że jest adresowany do każdej z nas, prawda?
Gosia - Pon 12 Cze, 2006 17:55
Ale trzeba zwazyć na to, że kapitan też przeżył swoje, może wolał kobietę, która mocno stąpa po ziemi, która potrafi znaleźć się w trudnej sytuacji (a tak u marynarza bywa), a nie histerycznie reagować na zagrożenie. Z pewnością decydujący był moment wypadku, kiedy to jedynie Anna potrafiła zachować zimną krew i zorganizować pomoc, wydając rozkazy mężczyznom. Zachowała rozsadek, a rozsądek w takich sytuacjach jest jak najbardziej wskazany. Kiedy zaczął ja na nowo podziwiać, mógł i od nowa sie w niej zakochać. W dodatku same stwierdziłyście, ze Anna w miarę rozwoju akcji poładniała
Gabra - Pon 12 Cze, 2006 18:26
U mnie list kapitana Wentwortha (bardzo fajne nazwisko) wygrywa nawet z listem Darcyego
Trzykrotka - Pon 12 Cze, 2006 19:59
Zdecydowanie wygrywa! To chyba najpiękniejsze, najbardziej bezpośrednie wyznanie miłości u Austen.
Szkoda, że Jane zmarła tak młodo. Jej pisarstwo - być może - zmierzało w nowym kierunku.
Jeannette - Pon 12 Cze, 2006 21:58
| Gabra napisał/a: | | U mnie list kapitana Wentwortha (bardzo fajne nazwisko) wygrywa nawet z listem Darcyego |
Chyba każda z nas woli otrzymywać wyznania miłosne pełne pasji, niż obelgi na rodzinę?
Gabra - Wto 13 Cze, 2006 00:04
Jak by się nad tym głębiej zastanowić to rzeczywiście w tym co piszesz jest trochę racji :razz:
W gruncie rzeczy skutek napisania obu listów był ten sam, intencje były dobre więc co za różnica jaka była treść Przecież nie kochałybyśmy Darcyego tak bardzo gdyby nie ten list. Dla mnie jego list też był miłosnym wyznaniem - gdyby nic do lizzy nie czuł nie napisałby go. Mi jednak chodziło nie tyle o treść ale o emocje jakie we mnie wywołuje - po prostu uwielbiam list Darcyego i pamiętam jak go pierwszy raz czytałam - byłam nim strasznie podekscytowana - i tak jak Lizzy czytałam go kilka razy z wypiekami na twarzy. Teraz za każdym razem jak czytam "Dumę" jest to jeden z tych momentów na które najbardziej czekam. I dlatego trochę się jednak zdziwiłam po przeczytaniu "Perswazji" że w "pojedynku na listy" Darcy znalazł się w przegranym polu, bo do tej pory wydawało mi się to niemożliwe. Ale uwielbiam wszytko od momentu gdy Fryderyk wraca i wręcza Annie list - jego treść i wszystko to co później siedziało - są to moje ulubione strony napisane kiedykolwiek przez Jane. Trzeba przyznać, że co jak co ale listy to ona pisać umiała
GosiaJ - Wto 13 Cze, 2006 00:37
| Gosia napisał/a: | Ale trzeba zwazyć na to, że kapitan też przeżył swoje, może wolał kobietę, która mocno stąpa po ziemi, która potrafi znaleźć się w trudnej sytuacji (a tak u marynarza bywa), a nie histerycznie reagować na zagrożenie. Z pewnością decydujący był moment wypadku, kiedy to jedynie Anna potrafiła zachować zimną krew i zorganizować pomoc, wydając rozkazy mężczyznom. Zachowała rozsadek, a rozsądek w takich sytuacjach jest jak najbardziej wskazany. Kiedy zaczął ja na nowo podziwiać, mógł i od nowa sie w niej zakochać. W dodatku same stwierdziłyście, ze Anna w miarę rozwoju akcji poładniała |
Czy ja się zawsze muszę z Tobą zgadzać? :smile: Wydaje mi się, że masz rację - Fryderyk Wenworth był trochę jak John Thornton, twardy facet, który sam doszedł do wszystkiego. Myślę, że podziwiał Annę - jeśli nie wcześniej, to właśnie w chwili wypadku Luizy zaczęła mu imponować. Tylko ona pozostała opanowana i rozsądna.
A co do urody - jak się znów zakochał, to nic dziwnego, że wyładniała w jego oczach na nowo :grin:
GosiaJ - Wto 13 Cze, 2006 00:42
| KIKA napisał/a: | | tak... moje serce tez tak ma..... zawsze z niecierpliwością czekam na ten moment, kiedy Anna będzie czytała list..... :grin: |
Och, ja też... List jest wspaniały, taki namiętny, pełen nieskrywanych uczuć. Chyba ten list w dużym stopniu powoduje, że kapitan jest jednym z moch ulubionych bohaterów austenowskich
Gosia - Wto 13 Cze, 2006 09:25
| GosiaJ napisał/a: | | Czy ja się zawsze muszę z Tobą zgadzać? |
Nie musisz, ale to miłe ze sie zgadzasz
Mysle ze jest pewne podobienstwo Thorntona do Wentwortha.
Obaj do czegos doszli dzieki swojej ciezkiej pracy. (Tyle ze Wentworth rzucil sie w wir pracy a raczej sluzby wojskowej, bo kobieta ktorą kochal go odrzucila).
Moze dlatego cenil kobiete, ktora moglaby byc towarzyszka jego doli i niedoli, a nie tylko szczesliwych chwil. Czy podobnie nie wybral tez Thornton ?
Maryann - Wto 13 Cze, 2006 14:26
| Gosia napisał/a: | Ale trzeba zwazyć na to, że kapitan też przeżył swoje, może wolał kobietę, która mocno stąpa po ziemi, która potrafi znaleźć się w trudnej sytuacji (a tak u marynarza bywa), a nie histerycznie reagować na zagrożenie. Z pewnością decydujący był moment wypadku, kiedy to jedynie Anna potrafiła zachować zimną krew i zorganizować pomoc, wydając rozkazy mężczyznom. Zachowała rozsadek, a rozsądek w takich sytuacjach jest jak najbardziej wskazany. Kiedy zaczął ja na nowo podziwiać, mógł i od nowa sie w niej zakochać. W dodatku same stwierdziłyście, ze Anna w miarę rozwoju akcji poładniała |
Luiza była ładna, wesoła i adorowała go - wystarczyło, aby poczuł do niej sympatię. A przy tym była bardzo różna od Anny, a on wtedy potrzebował takiego "klina". Anna była zbyt uległa i cz powodu tej uległości naraziła na cierpienie nie tylko siebie, ale i jego. Dlatego spodobała mu się tak manifestowana odwaga i pewność siebie Luizy.
A jednak w momencie poważnego kryzysu to właśnie ta uległa i pozbawiona własnej woli Anna okazała się niezastąpiona...
asiek - Nie 25 Cze, 2006 21:05
Tyle ciepłych słów napisałyście o Perswazjach, że postanowiłam wrócić do tej powieści.
Przeczytałam jednym tchem. Teraz kiedy jestem już "dojrzałą kobiałką" bardziej do mnie trafia klimat tej książki niż przed laty. JA - jak zawsze- wnikliwie i celnie potrafi oddać charakter swoich bochaterów.
To zadziwiające... natura człowieka mimo technicznego postępu nie zmieniła się. Ciągle spotykam takich ludzi jak Elliot senior i junior, Elizabeth czy Mary. Tylko takich osób jak Anne.... coraz mniej. A Frederick...... no cóż ...tacy faceci jak on są już na wymarciu.
Mimo tego mam w sobie wiarę dziecka, że pierwsza miłość pozostaje w nas na zawsze i możliwe są takie powroty jak Anne i Wentwortha.
GosiaJ - Śro 12 Lip, 2006 13:16
Jeszcze ogólnie odniosę się do wyboru Wentwortha - wolał umiejącą się znaleźć w trudnej sytuacji Annę niż histeryczną Luizę. Ale czy mężczyźni w ogóle nie wolą takich kobiet, "niehisterycznych" właśnie? Zresztą czy tylko mężczyźni? Szczerze mówiąc, histeryczki nieumiejące wziąć się w garść mnie lekko przerażają.
Nie wyobrażam sobie Luizy jako żony Wentwortha, marynarza, narażonego często na bezpośrednie niebezpieczeństwo. Przyprawiłaby go o szaleństwo swoimi napadami
GosiaJ - Śro 12 Lip, 2006 13:22
| Gosia napisał/a: |
Mysle ze jest pewne podobienstwo Thorntona do Wentwortha.
Obaj do czegos doszli dzieki swojej ciezkiej pracy. (Tyle ze Wentworth rzucil sie w wir pracy a raczej sluzby wojskowej, bo kobieta ktorą kochal go odrzucila).
Moze dlatego cenil kobiete, ktora moglaby byc towarzyszka jego doli i niedoli, a nie tylko szczesliwych chwil. Czy podobnie nie wybral tez Thornton ? |
Oczywiście tak. Margaret też nie była "mimozą" (a przecież John miał w domu taką mimozowatą istotę, swoją siostrę, na pewno wiedział, że kobiety tego pokroju nie chce). Była bardzo samodzielna, niezależna.
Oczywiście Anna jest trochę mniej niezależna - to kwestia innej epoki, wychowania, dorastania w takim, a nie innym otoczeniu. Na szczęście ostatecznie okazuje się, że ma swoje zdanie.
Trzykrotka - Śro 12 Lip, 2006 13:30
Właśnie - ja chętnie podyskutowałabym o charakterze Anny, bo wydaje mi się, ze to nie do końca jest prawda, że ona nie ma własnego zdania i jest uległa. Nie! Anna nie ma wiele do powiedzenia w domu - tu nawet głośne wyrażanie swoich opinii nie pomogłoby, bo ona zajmuje - sorry za porównanie - ostatnie miejsce w stadzie. Jako młodsza córka nie ma tak naprawdę głosu przy siostrze i ojcu - wyjątkowej parze bezdusznych egoistów. Anna ma piękną cechę, która może uchodzić za słabość: jest łagodna. Raz ulegla perswazjom i trudno się temu dziwić - była młoda, przeżywała pierwszą miłość, doradzała jej zastępcza matka. Ale teraz, po latach, Anna nie dałaby sobie niczego narzucić. Choćby Fryderyk jej się nie oświadczył, nie przyjmie nidgy kuzyna Elliota, z całymi wspaniałymi perspektywami tego małżeństwa. Zwróćcie też uwagę, że to do niej zwracają się z problemami wszyscy Musgrovowie, z nadzieją, że im zaradzi. No i Anna zachowuje się jak prawdziwy dowódca wtedy, kiedy inni tracą głowy - w dniu wypadku Luizy. To jest silna, stanowcza kobieta o bardzo łagodnym charakterze. Ideał :grin: . Dobrze, że Fryderyk to dostrzegł.
Gosia - Śro 12 Lip, 2006 20:34
Z tego co pamietam, jednak troche jej pochlebialo zainteresowanie pana Elliota.
Kto wie ? Gdyby sie nie pojawil znowu Wentworth ... gdyby nie wrocil na lad ...
Harry_the_Cat - Śro 12 Lip, 2006 20:48
Ale Anna od początku była nieco podejrzliwa wobec pana Elliota:
Juz przed kilku laty Anna zaczęła zdawać sobie sprawę, że jej znakomita przyjaciółka i ona sama moga czasem mysleć zupełnie inaczej; dlatego też nie zdziwiła sie szczególnie, widząc, że lady Russel nie dostrzega nic podejrzanego czy nielogicznego, nic, co kazałoby szukać innych niz znane im przyczyn w przemoznym pragnieniu Pana Elliota, by się pojednać z rodziną. (Rozdział XVI, zaraz po przyjeździe Anny do Bath, s. 143, wyd. Prószyński i S-ka)
Mimo to wydaje mi sie zupełnie zrozumiałe, ze pochlebiało Annie zainteresowanie płci przeciwnej, szczególnie w sytuacji, kiedy mogła porównać traktowanie jej przez pana Elliota, ze sposobem, w jaki odnosiła sie do niej siostra i ojciec.
Gosia - Śro 12 Lip, 2006 20:51
Zawsze to przyjemnie zobaczyc zachwyt w oczach mijanego faceta
Trzykrotka - Śro 12 Lip, 2006 23:36
Anna na pewno kwitła także i dzięki zachwytowi pana Elliota, ale nie zamierzała za niego wychodzić, jest to bardzo wyraźnie napisane w powieści. Lady Russell snuła na ten temat sodkie marzenia, chcąc by Anna zajęła miejsce swojej matki, a Anna aż się otrząsała na myśl o oświadczynach kuzyna, choć pragnęła powrotu do domu. Myślę, że rodzina nie ozłociłaby jej za takie małżeństwo: i ojciec i siostra oczekiwali, że oświadczy się on właśnie Elżbiecie.
GosiaJ - Śro 12 Lip, 2006 23:55
Której kobiecie nie pochlebiałoby zainteresowanie płci przeciwnej? Szczególnie w sytuacji, kiedy jej dawny ukochany stwierdził, jak jej powiedziano, że się postarzała i nie jest już piękna jak kiedyś. Zainteresowanie ze strony Elliota mogło podbudować jej kobiecą próżność (myślę, że nawet Anna ją posiadała). Ale na pewno nie doprowadziłoby do małżeństwa.
Jeannette - Czw 13 Lip, 2006 12:58
Tego nie wiemy. Gdyby pani Smith nie opowiedziała Annie o Eliocie, jaki jest naprawdę to kto wie, może akurat zdecydowałaby się wyjść za niego? Zachwyty nad urodą, charakterem.....któż by się oparł? Każda kobieta ma odpowiednią dozę próżności, jak rzekła Gosia, a jeśli jest nieustannie pobudzana......
przecinek - Sob 15 Lip, 2006 20:49
Powody, dla których pan Eliot zainteresował się Anną wydają mi się trochę naciągane, – kto przy zdrowych zmysłach, mając pieniądze i spore nadzieje na odziedziczenie zarówno majątku jak i tytułu, pchałby się do takiej rodziny. Wiem, że był jeszcze problem przyjaciółki Elżbiety, ale to i tak zostało w końcu rozwiązane. Trochę to wszystko mało logiczne i zbyt skomplikowane, takie nie „austenowskie”.
Gabra - Nie 16 Lip, 2006 15:45
Według mnie najważniejszym powodem dla którego Elliot zainteresował się Anną było to, że ona mu się po prostu podobała
|
|
|