To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - tom II

Maryann - Śro 31 Sty, 2007 21:25

Alison napisał/a:
No wszystko pięknie, ładnie, też się kocham w panu Darcym (już sama teraz nie wiem dlaczego :roll: )

Ależ wiesz doskonale - właśnie dlatego, że jest taki, jaki jest. :wink:

Gunia - Śro 31 Sty, 2007 22:58

Alison napisał/a:
Banbury

Przypomniał mi się "banburyzm" z "Bądźmy poważni na serio". :D
Alison napisał/a:
No dobrze, przez te wszystkie lata na uniwersytecie nie nauczyłeś mnie niczego, więc wątpię, że teraz coś z tego będzie.

I vice versa, na nasze nieszczęście. ;)

Alison - Czw 01 Lut, 2007 09:05

Rozdz. II, cz. 3
Darcy i jego przyjaciel weszli do przestronnej jadalni a Brougham natychmiast zarekwirował najprzytulniejszy stół w pokoju.
- Tutaj, tylko dla specjalnych gości, Fitz! - odsunął krzesło dla Darcy'ego, po czym sam usiadł na takim, z którego miał najlepszy widok na całe pomieszczenie - Zamówmy herbatę, a potem możesz mi opowiedzieć o tej twojej ekspedycji na wieś.
Kiedy kelnerzy rozkładali naczynie po naczyniu, co u Boodle'a było uznane za odpowiednie serwowanie herbaty swoim członkom będącym dżentelmenami, on i Dy zabawiali się nawzajem zwykłymi frazesami i żarcikami, na jakie pozwalała im długa przyjaźń. Kiedy w końcu pozostawiono ich samym sobie, Dy jakoś się opanował i stał się bardziej szczery, przerywając i przechodząc do ostatnich ekonomicznych wieści i politycznych spekulacji, które prawdziwie miały znaczenie dla ludzi z pozycją Darcy'ego.
- Jakim zadziwiającym jesteś źródłem informacji - skomentował Darcy ozięble kiedy Brougham ostatecznie przerwał po długim łyku herbaty - można by sądzić, że to twoja pasja.
- Och, nic co byłoby tak męczące! Wiesz, słyszy się to i owo. Zabawy, rauty, polowania, piekło hazardu - zawsze to samo, nic tylko świergotanie. Tak się zdarzyło, że mam diabelnie chłonny umysł - obrzucił Darcy'ego głębokim spojrzeniem i westchnął - Po prostu jedno przekleństwo więcej, które muszę znosić.
- No proszę, a jakie są te pozostałe? - otwarcie zaśmiał się Darcy z ubolewania Dy'a - Znaczna fortuna, piękna postać i...
- Proszę, przestań! Zawstydzasz mnie! A co jest szczególnie niepokojące to to, że to ja miałem zamiar cię zawstydzić. No dobrze, teraz opowiedz mi o Hertfordshire - poprosił Brougham.
- Jesteś pewien, że nie chodzi ci o Herefordshire? - odparował Darcy zbierając w sobie utraconą na chwilę czujność.
- Nie, jestem pewien, że mówiłeś Hertfordshire. No dalej, powiedz tatusiowi, co robiłeś. No wiesz, wyspowiadaj się...to dobre dla duszy i w ogóle... - Brougham spojrzał na niego badawczo.
Darcy odkrył, że zwija w palcach serwetkę. Twarz Dy'a była cała naznaczona szczerością i humorem, który ciepło zachęcał do zwierzeń. Pomysł zjednania sobie pomocy Dy'a wydawał się początkowo absolutnie wspaniały. Ale, kiedy tak siedzieli w ciszy, popijając herbatę, wolno zaczął jawić się jako wystarczająco rozsądny. "Oczywiście nie powie mu WSZYSTKIEGO. Nic o..., tak, nic ponad to co powinien wiedzieć, żeby pomóc mu w sprawie Bingley'a"
- Znasz mojego przyjaciela, Charles'a Bingley'a?
Brougham skinął głową.
- Młody facet z północy, bardziej bystry niż mądry. Wyświadczyłeś mu więcej niż kilka przysług, odkąd go ostatnio widziałem.
- Wziął w roczną dzierżawę mały majątek w Hertfordshire i dał się usidlić pewnej młodej kobiecie z bardzo niewłaściwej rodziny... - Darcy układał wątek opowiadania tak, by ostrożnie pominąć nie wspomnianą własną wpadkę w czułą fascynację - więc - zakończył - kiedy człowiek staje się na tyle uparty w jakimś temacie i nie słucha rozumu, słowem, wplątałem się w budzącą wątpliwości grę podstępów, no i tak się właśnie sprawy mają. Dla mnie to nadzwyczaj niewygodne.
- Wyobrażam sobie! To zupełnie nie twoja specjalność, Fitz. Myślisz, że on coś podejrzewa?
- Nie...nie wydaje mi się. A przynajmniej, wątpię w to. Wiesz, on mi bezwzględnie ufa - Darcy zaczerwienił się i zaczął wpatrywać w swój, zwieńczony rubinem, sygnet.
- Najprawdopodobniej masz rację, że on nic nie podejrzewa..."serce które jest sumieniem swojej własnej uczciwości nigdy nie kwapi się do zaufania cudzej zdradliwości" Och, przepraszam, Fitz! - Brougham przeprosił widząc ból na twarzy Darcy'ego - Nie miałem na myśli tego, jak to zabrzmiało. No cóż, trzymasz węża za ogon! Jaki jest twój następny ruch?
- Mamy być dziś na wieczorku u Lady Melbourne...
- Boska Catalani! Fitz, masz szczęście. Ja, osobiście, już posłałem potwierdzenie obecności na tym wieczorku. Jak mogę ci pomóc w oczarowaniu pana Bingley'a?
- Pomóż przedstawić go nowym "urokom". Wiesz jak niezręczny jestem w tych sprawach, Dy. Ale poczekaj, - Darcy odpowiedział szybko na znajomy wyraz twarzy Brougham'a - mam na myśli wyłącznie odpowiednie młode damy. Jeśli przedstawisz go jakiejkolwiek przyjaciółce Lady Caroline, wyrzucę cię stamtąd, żebyś nie myślał, że nie!
Brougham podniósł ręce w udawanym przerażeniu - Broń Boże, Fitz. Ale jak tam, na wieczorku, gdzie gospodynią będzie Lady M., mam według ciebie znaleźć odpowiednie młode damy?
- Nie wydaje mi się, żeby to było zbyt dużym wyzwaniem dla kogoś "przeklętego tak chłonnym umysłem!" - odciął się Darcy.
Oczywista sensowność obdarzenia Dy'a zaufaniem, zaczęła teraz blednąć.
- Tak, - wycedził Brougham - tak właśnie jest. Postaram się najlepiej jak potrafię, mój przyjacielu. A teraz ustalmy, idziemy razem, czy mam was "przypadkowo" tam spotkać.
- Spotkamy się z tobą tam, ale nie będę udawał, że to nie jest zaplanowane. Powiem Charles'owi, że umówiliśmy się na spotkanie o...no, powiedzmy wpół do dziesiątej przy pokoju do gry w karty.
- Załatwione! Nic, tak jak odrobina intrygi, nie jest w stanie ożywić wieczoru. Mogę cię podrzucić do Erewile House?
Obaj podnieśli się z krzeseł i przeszli przez różne pomieszczenia Klubu, zatrzymując się to tu to tam, by zamienić kilka słów z tym czy owym znajomym, ale generalnie, kierując się do frontowych drzwi. Wezwano powóz Brougham'a i konie ruszyły w stronę Grosvenor Square.
- Nie powiedziałeś mi jak się ma Georgiana - zarzucił mu Brougham - Boże, ona musi być teraz już całkiem młodą damą.
- Tak...tak, jest nią. Zamierzam przywieźć ją ze sobą z powrotem do miasta w styczniu.
- Ale nie na sezon! Na to chyba nie jest wystarczająco dorosła!
- W tym się zgadzamy! Nie, chciałbym tylko pozwolić jej na skorzystanie z pewnych uroków miasta. Wiesz, ona tak lubi muzykę, chciałbym wyrobić w niej dobry smak...
- Ale się robisz elokwentny kiedy o niej mówisz, - twarz Brougham'a rzuciła mu odległe spojrzenie - zazdroszczę ci, Fitz. Zazdrościłem ci nawet wtedy, kiedy Georgiana była kłopotliwą, małą lalką i niechcący psuła nam nasze plany zabawienia się. Pamiętasz to lato, po pierwszym roku w Cambridge, które spędziłem w Pemberley?
- Jak mógłbym zapomnieć? To ty ją znalazłeś! Nigdy nie zapomnę jak wyglądała, kiedy wychynęła zza twojej pazuchy, kiedy wjechałeś konno na dziedziniec.
Westchnięcie Brougham'a było tak ciche, że Darcy ledwie je dosłyszał.
- Fitz, teraz to ja muszę ci się wyspowiadać. To ja schowałem tę przeklętą lalkę, której ona szukała. Gdybym jej nie znalazł...- zamilkł nagle - no tak, ja to zrobiłem, i jak to mówią, tak to właśnie było. O, już jesteśmy! - zmusił parę gniadoszy do starannego zatrzymania się tuż naprzeciwko klamki drzwi Darcy'ego - Pokój karciany u Lady M. o wpół do dziesiątej. Będę tym jedynym z bukiecikiem w butonierce - zasalutował Darcy'emu batem - Au revoir!
Darcy stał w unoszącym się pyle, patrząc ze zmarszczonymi brwiami za powozem, aż ten skręcił za rogiem i zniknął z pola widzenia. Wtedy potrząsając głową, wolno wszedł na stopnie Erewile House.

Mag - Czw 01 Lut, 2007 10:12

czyżby szykował się solidny i korzystny i odpowiedni konkurent do ręki Georgiany, w dodatku zakochany w niej od szczenięcych lat?

Dzięki Matulku :kwiatek:

Pierwsza!

Dione - Czw 01 Lut, 2007 10:16

Hej, ja tu wietrzę kolejny romans.... Ten lord Dy (nazwiska nie próbuję powtarzać, bo jakieś błędy zrobię) to chyba się troszkę zauroczył Georgianną....
Ot tak sobie spekuluje :razz:

Maryann - Czw 01 Lut, 2007 10:25

Alison napisał/a:
słowem, wplątałem się w budzącą wątpliwości grę podstępów, no i tak się właśnie sprawy mają. Dla mnie to nadzwyczaj niewygodne.

Masz ciało, czegoś chciało...
Alison napisał/a:
"serce które jest sumieniem swojej własnej uczciwości nigdy nie kwapi się do zaufania cudzej zdradliwości" Och, przepraszam, Fitz! - Brougham przeprosił widząc ból na twarzy Darcy'ego

Biedaczek... Sumienie go gryzie...

Mag napisał/a:
czyżby szykował się solidny i korzystny i odpowiedni konkurent do ręki Georgiany, w dodatku zakochany w niej od szczenięcych lat?

Czyich - swoich, czy jej ? :wink:
Z kontekstu wynikałoby, że Dy ostatni raz widział Georgianę, gdy miała jakieś 8-9 lat...

QaHa - Czw 01 Lut, 2007 12:32

Bez dwóch zdan mamy tu chronicznie zakochanego, ehhehe nie musi sie Darcy wypytywania obawiac bo Dy tez specjalnie szczery nie bedzie
QaHa - Czw 01 Lut, 2007 12:36

Maryann napisał/a:
Z kontekstu wynikałoby, że Dy ostatni raz widział Georgianę, gdy miała jakieś 8-9 lat...

hmmm rzeczywiscie to brzmi szalenie niepokojąco :? ??:

Maryann - Czw 01 Lut, 2007 13:51

Dwudziestoletni student zakochany w ośmioletniej dziewczynce ? Nie, coś mi się to nie wydaje prawdopodobne... Owszem, mógł ją nawet bardzo lubić - zwłaszcza, że najwyraźniej nie miał własnego rodzeństwa - ale chyba nic więcej.
Zresztą nie byłby w tej sympatii odosobniony - najwyraźniej Georgiana była ulubienicą wszystkich.

Marija - Czw 01 Lut, 2007 13:59

Maryann napisał/a:
Dwudziestoletni student zakochany w ośmioletniej dziewczynce ? Nie, coś mi się to nie wydaje prawdopodobne...
Łeeeee, to mi już zakrawa :obrzydzenie: ... Ktos tu czegoś nie policzył albo się pogubił. Werdykt: nieprawodopobne.
Alison - Czw 01 Lut, 2007 15:02

Eee ja tam tego nie odebrałam jako wyznania miłości, raczej jako wyznanie grzechu pt. głupi byłem, głupio postąpiłem, i to, że wtedy wyszedłem na bohatera, to nie do końca było tak i to teraz wyznaję. Myślę, że on się raczej o nią pytał, bo miał na sumieniu, ze przez jego głupotę mogła jej się stać krzywda, a cały czas uchodził za wybawiciela. A to rozrzewnienie, to chyba taka przyjacielska zazdrość o stosunki między rodzeństwem, jedynacy często zazdroszą kochającym się rodzeństwom.
Mag - Czw 01 Lut, 2007 17:49

Przez to porcjowanie człowiek zatraca ostrość widzenia :wink:

Chodziło mi o to, że Dy znał Georgianę gdy była mała, a teraz spotka ją w Pemberly, albo w styczniu w Londynie i wtedy na Bazie tamtej sympatji będzie kwitnąć Love.
Jako remedium na Wickhama i odp. kandydat ....
Jak Tatuś w innym wątku powtórzę- ja nie zawsze potrafię wyklawiaturzyć to co pomyślę, zwłaszcza jak czas w pracy podkradam na przegladanie forum.

Alison - Czw 01 Lut, 2007 18:02

Się nie tłumacz Magasiu :wink: bo kilka Was tak pomyślało, nie ma się co dziwić, my wszystkie pragniemy, żeby wszyscy wokół się kochali. Pięknie by było...jakby tak było :grin:
Maryann - Czw 01 Lut, 2007 18:32

Alison napisał/a:
- Pomóż przedstawić go nowym "urokom". Wiesz jak niezręczny jestem w tych sprawach, Dy. Ale poczekaj, - Darcy odpowiedział szybko na znajomy wyraz twarzy Brougham'a - mam na myśli wyłącznie odpowiednie młode damy. Jeśli przedstawisz go jakiejkolwiek przyjaciółce Lady Caroline, wyrzucę cię stamtąd, żebyś nie myślał, że nie!
Brougham podniósł ręce w udawanym przerażeniu
- Broń Boże, Fitz. Ale jak tam, na wieczorku, gdzie gospodynią będzie Lady M., mam według ciebie znaleźć odpowiednie młode damy?

Nasi przyjaciele mają najwyraźniej bardzo "pochlebną" opinię o londyńskich wyższych sferach. :wink:

asiek - Czw 01 Lut, 2007 22:08

Alison napisał/a:
...dał się usidlić pewnej młodej kobiecie ... -

Jane i usidlenie :shock: Jane i usidlenie ??? Ależ Darc'y wredny ! Toć ta dziewczyna serce na dłoni miała. Czy on nigdy nie słyszał o miłości ?

asiek - Czw 01 Lut, 2007 22:16

Alison napisał/a:
...mam na myśli wyłącznie odpowiednie młode damy.

Rozumiem, że starsze nie miały żadnych szans...to tak, jak i teraz :cry2:


Alison :kwiatek:

Maryann - Czw 01 Lut, 2007 22:19

asiek napisał/a:
Alison napisał/a:
...dał się usidlić pewnej młodej kobiecie ... -

Jane i usidlenie :shock: Jane i usidlenie ??? Ależ Darc'y wredny ! Toć ta dziewczyna serce na dłoni miała.

Mam wrażenie, że do końca sam w to nie wierzył...
asiek napisał/a:
Czy on nigdy nie słyszał o miłości ?

Pewnie słyszał i nawet widział, ale nie praktykował. A z resztą stwierdził na podstawie skrupulatnych obserwacji, że Jane nie kocha Bingleya.

Maryann - Czw 01 Lut, 2007 22:21

asiek napisał/a:
Alison napisał/a:
...mam na myśli wyłącznie odpowiednie młode damy.

Rozumiem, że starsze nie miały żadnych szans...to tak, jak i teraz :cry2:

Mam wrażenie, że Darcy'emu o trochę inną "odpowiedniość" chodziło.

asiek - Czw 01 Lut, 2007 23:45

Maryann napisał/a:
Mam wrażenie, że Darcy'emu o trochę inną "odpowiedniość" chodziło.


Wiiemmm... :mrgreen: Troszkę sie przekomarzam. Jednak nacisk na "młode" jest charakterystyczny dla większości mężczyzn. Nie użył określenia odpowiednie... interesujące... intrygujące ...dobrze uposażone :wink: ...damy, a ... młode :neutral: :wink:

Caroline - Pią 02 Lut, 2007 09:16

Rozdz. II, cz. 4

- Panie Darcy!
Drzwi sypialni ledwie się za nim zamknęły, gdy ogromnie poruszony Fletcher niemal skoczył zza nich na Darcy’ego.
- Wielkie nieba, Fletcher! – zaprotestował Darcy, więcej niż zaskoczony – Nie dzwoniłem jeszcze po ciebie.
- Nie czas na dzwonki, panie Darcy. Musimy zaczynać. Pana kąpiel będzie gotowa za chwilę. Czy podejmiemy decyzję w sprawie pana stroju na dzisiejszy wieczór? Ma pan coś na myśli?
Darcy obszedł sypialnię dostrzegając z rosnącym zaniepokojeniem, że niemal każda część wieczorowej garderoby, jaką posiadał, była rozłożona lub ułożona w stosach tu i tam po całym pokoju. Sterta świeżo wykrochmalonych krawatów leżała posłusznie obok kasetki z biżuterią. Kilka par wieczorowych butów zostało wyczyszczonych do połysku. Wszystko to wyglądało – jak przyszło mu na myśl, gdy spojrzał na swego lokaja – na kampanię wojskową.
- Mam wrażenie, że źle cię poinformowano, Fletcher. To tylko wieczorek muzyczny, nie wezwanie do Carlton House.
- W rzeczy samej, proszę pana – pokręcił nosem Fletcher – gdyby to było tylko Carlotn House... Ale to Melbourne House, dużo wytworniejszy adres, proszę pana.
- Yhm – było jedyną odpowiedzią Darcy’ego, który kierował się do garderoby zostawiając Fletchera. Działania lokaja podczas rozbierania się i kąpieli wykonywane były z najwyższym profesjonalizmem i szybkością, Fletcher zdawał się panować nad wszystkim. Wyszeptane polecenie do dziewczyny kuchennej tu, ciche pytanie do siebie tam i Darcy znalazł się wykąpany, przybrany w szlafrok i usadowaniony w krześle do golenia w zadziwiająco krótkim czasie.
Gdy Fletcher fachowo sprawdzał krawędź ostrza, Darcy usadowił się wygodnie w krześle. Rutyna golenia – Fletcher zawsze wykonywał pociągnięcia w tym samym porządku i kolejności – pozwalała na kilka cennych chwil refleksji. Nadchodzący wieczór dawał dużo do myślenia, zbyt dużo, gdyby pozwolił umysłowi błąkać się gdzie mu się podoba. Niespodziewane pojawienie się Dy’a było jak znak Opatrzności. Brougham znacznie lepiej poradzi sobie z poprowadzeniem Charlesa przez skomplikowany labirynt śmietanki towarzyskiej niż on. Poza szczerym uznaniem dla podziwianej diwy jedyne, co obchodziło go w tym wieczorze to korzyść jaką przyniesie odwrócenie uwagi Charlesa od fascynacji Hertfordshire. Atencje młodych dam okazywane nowej, zamożnej osobie pojawiającej się pośród nich będzie dla Charlesa niczym wino uderzające do głowy. To, plus wątpliwości jakie zasiał swoją drogą, skierują – miał nadzieję – chwiejne przekonania Bingleya na właściwe tory. Jutro, w takim razie, wyśle liścik do panny Bingley i jeśli zdoła ona trzymać na wodzy swoje lekceważenie dla Hertfordshire i zrobić, jak jej nakazał, Charles uniknie niebezpieczeństwa, a on będzie mógł wrócić do Pemberley.
- Proszę, sir, pana ręcznik – Fletcher wręczył mu miękki, turecki ręcznik i odwracając się do tacy z przyborami toaletowymi wybrał buteleczkę. – Drzewo sandałowe będzie dobre, jak sądzę.
Darcy skinął i na dłoń spłynęło mu mieszanina perfum z alkoholem

:wink:

QaHa - Pią 02 Lut, 2007 10:36

Ta troska służby o wygody pana cos troche mecząca, na kazdym kroku ktos cos podaje, odbiera, rozbiera , ubiera, wybiera , wiąze, rozwiązuej, - chybabym szalu dostala :thud: . Nie mozna tak cos samodzielnie, co ten biedny Darcy by zrobiil jakby słuzby zabrakła ani by sie nie ubrał , ani nie ogolił, ani by sie nie umył, nic by nie zjadł , nie wypił - MASAKRA
Dione - Pią 02 Lut, 2007 12:32

To przecież klasyczne zachowanie mężczyzny. Darcy miał służących, a teraz panowie mają najpierw mamusie, a potem żony. Na zajmowanie się sobą maja zbyt lotne umysły. Tylko ci nieliczni mieszkający zupełnie sami muszą się nauczyć zajmować czymś tak prozaicznym jak cerowanie skarpetek i pranie gatek (uups! wymskło mi się :mrgreen: ).
QaHa - Pią 02 Lut, 2007 13:43

Dione napisał/a:
Tylko ci nieliczni mieszkający zupełnie sami muszą się nauczyć zajmować czymś tak prozaicznym jak cerowanie skarpetek i pranie gatek

:mrgreen: obawiam sie ze cerowaniem to sie raczej nie zajma - kupia nowe (znam takiego jednego co to kupuje hurtem i nawet nie pierze tylko wyrzuca, podobne ma podejscie do. bielizny, jedyne co umie zrobic to cos do jedzenia z półproduktów.
Ci mniej zniekształceni przez wszechobecna dostepnosc artykułow i porażajacą taniość konfekcji made in china potrafia prac. Ale ogolnie nie specjalnie lubia sie przemeczac
A tak zupełnie szczerze kiedy któraś z szanownych dam cos cerowała (coś mi sie wydaje ze ta prozaiczna czynność wchodzi do lamusa)

Ulka - Pią 02 Lut, 2007 14:30

Ja KIEDYŚ zostałam sprowokowana przez mamę do nauki cerowania-nie pamiętam już co to było... Nic z tego rzeczywiście nie wyszło :oops: Teraz tylko zaszywam, jak się zrobi dziura :roll:
A czemu dziś taki krótki odcinek :cry:
Ale to dziwne, Darcy nie miał nic do powiedzenia, Fletcher zarządził, okrecił, szast prast, a Darcy jak ta kukiełka... Tak wygląda ten zdecydowany, niezależny facet w domowych pieleszach? Toż to Lizzy będzie miała pantoflarza :mrgreen: :wink:

QaHa - Pią 02 Lut, 2007 14:47

heheheh moze w Pemberly taki zwyczaj, ze wlasciciele w kwestiach codziennych nie maja nic do gadania.Po ślubie jakas Susan dorwie Lizzy i tez bedzie jej dyktowac kolor sukni butów u wstązek :-)


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group