Ekranizacje - Jane Eyre (2006) cz. 2
Gitka - Pią 22 Gru, 2006 15:15
| AineNiRigani napisał/a: | | a ja właśnie te momenty (tj od oswiadczyn do ślubu) najmniej lubie... |
Ja to wolę jak moi bohaterowie szczęśliwi...
Anonymous - Pią 22 Gru, 2006 16:40
ja też lubię, ale akurat w tym przypadku ciągle mam świadomość tego drugiego dna. Poza tym w tych fragmentach czuje hmm... nie wiem jak to wyjaśnić. Jego miłość jest władcza i niewolnicza. To jest to, o czym pisałam - ja nie lubię w związkach dominacji. I co z tego, że ona go owinęła wokół malutkiego paluszka, jak jednocześnie on przybiera poze pana i władcy. Kurcze trudno to wyjaśnic, ale ten Rochester najmniej mi się podoba. Chyba chodzi mi o to, że on nad nią dominuje i nie uczuciowo, ale pozycją. Ona jest nikim i odczuwam to tak jakby to było gdzieś tam w głębi ich związku. Czuje początki destrukcji Jane.
Po powrocie ona ma już majątek, on jest kaleki - ich pozycje się zrównały. Właśnie ten moment lubię najbardziej. To jest czyste szczęście, bez podtekstów, bez groźby, bez czegoś w tle.
Alison - Pią 22 Gru, 2006 21:32
Aine, Ty już lepiej nie kombinuj tylko maluj te framugi, a w przerwach zachwycaj sie Tobikiem... i przestań sie wszędzie drugiego dna dopatrywać.
Ona bogata, on kaleka, ich pozycje sie zrównały... ??: idę nalać wody do wanny.
Anonymous - Pią 22 Gru, 2006 22:57
Matulu ja sioę dzisiaj nawąchałam lakieru, a jak mi troche przeszło, to teraz kleju przy tym gumolicie.
Aczkolwiek podpisuje sie pod wczesniejszymi słowami wszystkimi 4 kołami.
Justyna - Sob 23 Gru, 2006 09:32
Już się z szacownymi damami kiedyś przywitałam.Wróciłam po odzyskaniu sprawności....może nie będę wnikać,czy technicznej czy umysłowej,ale dziękuję za zaproszenie.Muszę cosik przegryżć,co by nie na pusty żołądek,bo rozumiem,że chlebek do powąchania.
PS.Zaczynam oglądać najnowszą wersję JE.Nie chcę czytać Waszych wypowiedzi,boję się zasugerować.Ale jedno wiem,bardzo mi się podoba.Wprawdzie typowa (stylistycznie)produkcja BBCowska,ale najbardziej zbliżona do moich wyobrażeń z lektury.
malmik - Sob 23 Gru, 2006 20:46
| AineNiRigani napisał/a: | | Po powrocie ona ma już majątek, on jest kaleki - ich pozycje się zrównały. |
Z tego co pamiętam to w książce ta przepaść między nimi bardzo Jane doskwiera - jak jadą do miasta na zakupy Jane wcale nie jest szczęśliwa (czuje się jak uboga krewna). I chyba nawet jest o tym mowa też na końcu książki.
Alison - Sob 23 Gru, 2006 21:22
| malmik napisał/a: | | AineNiRigani napisał/a: | | Po powrocie ona ma już majątek, on jest kaleki - ich pozycje się zrównały. |
Z tego co pamiętam to w książce ta przepaść między nimi bardzo Jane doskwiera - jak jadą do miasta na zakupy Jane wcale nie jest szczęśliwa (czuje się jak uboga krewna). I chyba nawet jest o tym mowa też na końcu książki. |
Wszystko OK, ale porównywanie świeżo nabytego kalectwa ze świeżo nabytym spadkiem, jest dla mnie trochę bulwersujące. Rozumiem, że to chodzi o zależność, która w ten sposób się wytworzyła, ale jednak, mnie to zdanie szokuje odrobinkę
malmik - Sob 23 Gru, 2006 21:36
| Alison napisał/a: |
Wszystko OK, ale porównywanie świeżo nabytego kalectwa ze świeżo nabytym spadkiem, jest dla mnie trochę bulwersujące. Rozumiem, że to chodzi o zależność, która w ten sposób się wytworzyła, ale jednak, mnie to zdanie szokuje odrobinkę |
Ups - wyszło na to, że Jane się cieszy z kalectwa Edzia
Mag - Sob 23 Gru, 2006 21:44
Obejrzałam część drugą !
Miodzio! Tobik w białej koszulce, trochę humoru, iskierki w oczach. Panna Ingram, ładna na tyle by budzić zazdrość. I jaka ta Jane dzielna samarytanka!
Podoba mi się ta wersja (resztę zostawiam na święta- spokojna o tyle, że jak się nie otworzą odcinki, to znam zakończenie :razz: )
achata - Sob 23 Gru, 2006 22:57
| AineNiRigani napisał/a: | | Po powrocie ona ma już majątek, on jest kaleki - ich pozycje się zrównały. |
A ja tego właśnie nie lubię. W scenie z ramką Rochester jest jak ubezwłasnowolnione dziecko prowadzone przez Jane za rączkę. Żal mi go w tym momencie.
Sama nie wiem co bym wolała: takiego władczego gościa czy bezsilnego i okaleczonego człowieka.
Wiem, wolę Wiliama Hurta!
Anonymous - Sob 23 Gru, 2006 23:13
dla mnie nie jest tam ubezwłasnowolniony. Razem z Jane stanowią idealne uzupełnienie - ona stała się przedłużeniem jego ciała i duszy - stali się jednością. Jego kalectwo nierozerwalnie ich połączyło.
Gosia - Nie 24 Gru, 2006 11:48
A mnie sie podobalo, ze teraz ona ma nad nim wladze.
Ale chcialabym zeby odzyskal wzrok, wtedy nie musialby tak na niej polegac.
Anonymous - Nie 24 Gru, 2006 15:01
no i odzyskuje - częściową e jednym oku. W jakiś sposób się uniezależnia, aczkolwiek nie do końca/
Matylda - Wto 26 Gru, 2006 22:28
| Alison napisał/a: | Doczekałam do paru jego olśniewających uśmiechów i padłam i śniło mi się, że znowu byłam w Brnie |
Ale z Tobikiem czy wśród storczyków ??:
Alison - Wto 26 Gru, 2006 23:35
| Matylda napisał/a: | | Alison napisał/a: | Doczekałam do paru jego olśniewających uśmiechów i padłam i śniło mi się, że znowu byłam w Brnie |
Ale z Tobikiem czy wśród storczyków ??: |
No właśnie bez Tobika, nad ciemną rzeką, tam gdzie rzeczywiście mieszkaliśmy, ale samiuska tam byłam jak obciety palec. Do d... taki sen
A co do spojrzeń i usmiechów, to dostałam we wilijo niespodziewany prezencik, taki zbiorek bonusików z clipami ze spojrzeniami - dwa z Tobikowymi, jeden z Ryskowymi z RH. Jezusie, pół nocy nie spałam od tych omdlewajacych spojrzeń, a jeszcze tak specjalnie kadry zwalniały, żeby te spojrzenia jeszcze bardziej były powłóczyste i zabójcze. No zawał serca mi groził, po perostu :razz:
laura - Czw 28 Gru, 2006 17:35
Właśnie skończyłam oglądać tę ekranizację i nie pozostaje mi nic innego do powiedzenia niż-jest wspaniała...Nie wiem,czy nie jest najlepszą ekranizacją książki,jaką kiedykolwiek oglądałam(pomijając D&U z 1995).Po prostu miodzio
Jola - Pon 01 Sty, 2007 17:17
Witam wszystkie Damy w Nowym Roku, życząc aby spełnił wszelkie marzenia, pełnego optymizmu, wiary, szczęścia i powodzenia.
Dla mnie koniec starego i początek nowego roku upłynął pod znakiem ostatniej ekranizacji Jane Eyre. Jeszcze raz wielkie dzięki mojemu dobroczyńcy.
Oglądałam film i oglądałam i oglądałam i oglądałam, a później w każdej wolnej chwili wracałam przed komputer i oglądałam po raz kolejny sceny, do których bardzo mnie ciągnęło.
Zobaczyłam film, a dopiero później zapoznałam się z Waszymi wrażeniami na forum, przeczytałam je z ogromną przyjemnością wszystkie, chociaż zajęło mi to 2 dni.
Do teraz uczuciem, które dominuje po obejrzeniu filmu jest wzruszenie, chociaż lepiej byłoby powiedzieć głębokie poruszenie.
Wiem już, że należę do grona tych z Was, które ukochały tę ekranizację. Napisałam to już komuś, ale powtórzę, że zawsze bardzo duże wrażenie robi na mnie gra aktorów, którzy tworzą sceny i nastroje wyrazem twarzy, oszczędnym gestem, a nade wszystko głosem i spojrzeniem.
Ktoś powiedział kiedyś, że pierwszy pocałunek składają nie usta, lecz oczy.
W tej ekranizacji wszystko to znalazłam, a poza wieloma wrażeniami, gdzieś w głębi, w środku mnie pozostaje brzmienie głosu i układ twarzy Toby Stephensa, gdy się uśmiecha.
Noszę to w sobie pośród codziennych prac, wracam do tego w różnych momentach dnia, a motyw muzyczny, który zaczyna śpiewać Adelka, a kończy się on w scenie obrazu eleganckiego salonu najczęściej temu towarzyszy, ma w sobie to "coś" co powoduje, iż ta muzyka uparcie powraca.
Dzięki temu filmowi od kilku dni jestem pełna wewnętrznej radości, trudno sobie wyobrazić lepszy prezent na rozpoczęcie nowego roku.
Jeszcze raz wielkie podziękowania.
Muszę przyznać, że, pomimo słabej znajomości angielskiego, znając książkę, miało to swoje zalety, mogłam się skupić w pełni na grze aktorów, na mistrzostwie środków wyrazu stosowanych zwłaszcza przez T. Stephensa. Nawiasem mówiąc fryzura jaką nosi, pomimo swej staroświeckości, dodaje mu wiele uroku, według mnie jest bardzo odpowiednia do jego typu urody.
Gosia - Pon 01 Sty, 2007 18:24
Mateczko, gdzie jestes?! Tu sie kochaja w Tobiku!
A ja jednak powiem, ze dopiero kiedy ogladalam ten film "ze zrozumieniem", moglam sie w pelni rozkoszowac grą Toby`ego i jego Rochesterem, co widac było w moich wrazeniach, bo po pierwszym odcinku oglądanym w wersji oryginalnej bylam nieco rozczarowana.
Anonymous - Pon 01 Sty, 2007 18:38
a ja wsiakłam od razu. Zaraz natychmiast po pierwszym ubłoconym spojrzeniu Tobika.
Gosia - Pon 01 Sty, 2007 18:44
Widac, jestem bardziej wybredna
Anonymous - Pon 01 Sty, 2007 18:46
Witaj Jolu w gronie fanek JE! :grin:
Nie mogę się już doczkać wyników 'Drama: Best of 2006' (będą chyba 15 stycznia). Mam nadzieję że JE zwycięży we wszystkich kategoriach!
Tym, którzy jeszcze nie głosowali podaje linka, można głosować do 5 stycznia
http://www.bbc.co.uk/drama/bestof2006/index.shtml
Jola - Pon 01 Sty, 2007 19:42
Witaj Other.
Myślę, że mój odbiór ostatniej ekranizacji filmu Jane Eyre jest bardzo bliski Twojemu, jest też bardzo bliski odbiorowi Alison i Aine.
Mam nadzieję, że się nie mylę, kunszt aktorski T. Stephensa zrobił na nas wszystkich bardzo głębokie wrażenie.
Mogę powtórzyć piękne zdanie autora klipu, którego link również podałaś:
" I wish I was there, I stay away from him,
He's mine".
Pozdrawiam serdecznie.
KIKA - Śro 03 Sty, 2007 10:56
pierwszy raz wypowiem się w tym wątku... ponieważ jestem już wtajemniczona...
kolejny raz okazuje się, że lepiej późno niż wcale......
Film cudowny... jestem pod wielkim wrażeniem Jane Eyre... jest taka doskonała i wspaniała i ohhh i ahhh.. tak naprawdę chciałabym posiadać chociaż kilka z jej cech...
Jeżeli chodzi o scenografię i muzykę.... imponująca.... potrafiłam zatracić się w tym filmie bez pamięci.... śledzić i wyczekiwać co będzie dalej.... płakać, wzruszać się i bać... przeżyłam wspaniałe popołudnie.... Jedynie co mnie troszkę zawiodło to ostatnia scena... za bardzo cukierkowa jak na mój gust.... nie wiem jak miałaby wyglądać inna jej wersja, ale chyba nie tak....
Role męskie w tym filmie troszkę mniej mi się podobały, ale pewnikiem wynika to z tego że w moim sercu królują Colinek i Rysiu (ciągle i nieprzerwanie)...
Kaziuta - Śro 03 Sty, 2007 20:57
Oj Kiko Mateczka Cię za to ostatnie zdanie po główce nie posmyra, ale cieszę się, że ja nie jestem w swoich odczuciach odosobniona.
Anonymous - Śro 03 Sty, 2007 21:04
Ależ Matula posmyra, posmyra, ale rózgą !!!
I słusznie !!!
Matkę zawsze trzeba słuchać, bo matki zawsze mają rację. I jesli mówi, że bóstwo Rochestera jest dogmatem - to trzeba to przyjąć jako pewnik.
Hough !!!
|
|
|