Ekranizacje - The Forsyte Saga
Anonymous - Sob 12 Cze, 2010 17:03
A mnie zastanawiało, że ta jej metoda "antykoncepcji" działała.
No i ona stosując taką metodę chyba wiedziała co się robi po ślubie. Więc mogła myśleć wczesniej...
nicol81 - Sob 12 Cze, 2010 18:28
| asiek napisał/a: | | nicol81 napisał/a: | | O problemie odrazy do męża należy pomyśleć zawczasu. |
To nie takie proste... Dobrze ułożone panny nie wiedziały co się dzieje w sypialni małżeńskiej i dopiero zbliżenie z mężem werfikowało realacje intymne. Druga rzecz - niektórym kobietom wydaje się, że sprostają sytuacji, jednak rzeczywistośc ich przerasta.
|
To o "takiej" odrazie mówiłaś? Ja o w bardziej ogólnym sensie, do człowieka.
W każdym razie ja książki nie czytałam i mówię tylko o serialu. I u Ireny nie widać żadnej chęci czy próby sprostania sytuacji. A, jak Kasiek mówi, osoba, która wiedziała o antykoncepcji, nie mogła wierzyć w bociany...
A jak naprawdę na odrazę nie ma rady, to należy to mężowi zrekompensować w innych dziedzinzach życia, czego Irena (ani też Gwen) nie robiła.
Trzykrotka - Sob 12 Cze, 2010 20:06
Irena wiedziała, że Soames budzi w niej odrazę. Pamiętacie scenę, kiedy to on wpija się wargami w jej rękę? Już wtedy było widać, ze jej reakcja to nie "co ludzie powiedzą," tylko wstręt. Nawet nieświadoma spraw seksu kobieta wie, ze po ślubie będzie miała jakieś cielesne stosunki z mężem. I co, była zaskoczona?
ja mam wrażenie, że to w ogóle osoba bez energii, bez ikry - ot, 'artystyczna natura" która chce, żeby ktoś zapewnil jej wszystko i niczego nie żądał w zamian.
Inna rzecz, że Soames jest też okropny. Pan i władca - "twoje zdanie i tak się nie będzie liczyć, ale skoro musisz, to je wypowiedz". Te jego "obowiązki małżeńskie" i opinia służba jako wyznacznik tego, co może robić pani domu
Sofijufka - Sob 12 Cze, 2010 20:42
A w ogóle to musze powiedziec, że postaci, które autor wyraxnie lubi, czyli Irena i młody Jolyon, to mnie denerwowały... Jolyon rzuca zone i córke, potem nowa żona tez mu ciązy...
Anonymous - Sob 12 Cze, 2010 21:14
| Trzykrotka napisał/a: | | która chce, żeby ktoś zapewnil jej wszystko i niczego nie żądał w zamian. |
to jest własnie jej problem. Jej i Gwen z "Daniela" one godzą się łaskawie na ślub po czym... no właśnie, jakby same nie wiedziały o co chodzi z tym małżeństwem. Zupełna niedojrzałość do związku....
Czy gdyby Irena się dobrze zakręciła nie znalazłaby dzianego gościa, który mniej by ją odrzucał?
Moim zdaniem znalazłaby, tylko jej się nie chciało, poszła najkrótszą drogą...
asiek - Sob 12 Cze, 2010 21:31
| lady_kasiek napisał/a: | Trzykrotka napisał/a:
która chce, żeby ktoś zapewnil jej wszystko i niczego nie żądał w zamian.
to jest własnie jej problem. Jej i Gwen z "Daniela" one godzą się łaskawie na ślub po czym... no właśnie, jakby same nie wiedziały o co chodzi z tym małżeństwem. Zupełna niedojrzałość do związku.... |
Jednak w mojej ocenie absolutnie nic nie usprawiedliwa zmuszania żony do pożycia.
Anonymous - Sob 12 Cze, 2010 21:45
Dla mnie w tym momencie usprawiedliwia.... jednak czasy inne, świadomość inna. Podejście do małżeństwa inne. I samo określenie "małżeński obowiązek" coś mówi... Przecież równie dobrze dla drugiej strony to mogło być przykre... ale facet miał sie spisać, miał dać rodowi kontynuatora... chce czy nie. A rodzice żonę wybrali...
nicol81 - Sob 12 Cze, 2010 22:03
| Cytat: | | Inna rzecz, że Soames jest też okropny. |
Ja na razie nie widzę ani JEDNEJ sympatycznej postaci...
| Sofijufka napisał/a: | | Jolyon rzuca zone i córke |
I to się nazywa, że rodzina się go wyrzekła, kiedy się zakochał
| lady_kasiek napisał/a: | Trzykrotka napisał/a:
która chce, żeby ktoś zapewnil jej wszystko i niczego nie żądał w zamian.
to jest własnie jej problem. Jej i Gwen z "Daniela" one godzą się łaskawie na ślub po czym... no właśnie, jakby same nie wiedziały o co chodzi z tym małżeństwem. Zupełna niedojrzałość do związku.... |
No właśnie... Ale takie są w swojej ocenie wszpaniałe, że im się po prostu naleszy i tyle Zero myslenia o konsekwencjach i rozważania perspektywy drugiej osoby = zaero szacunku i współczucia z mojej strony.
asiek - Sob 12 Cze, 2010 22:07
| lady_kasiek napisał/a: | | Dla mnie w tym momencie usprawiedliwia.... jednak czasy inne, świadomość inna. Podejście do małżeństwa inne. I samo określenie "małżeński obowiązek" coś mówi... Przecież równie dobrze dla drugiej strony to mogło być przykre... ale facet miał sie spisać, miał dać rodowi kontynuatora... chce czy nie. A rodzice żonę wybrali... |
Popierasz wymuszanie współżycia ?
nicol81 - Sob 12 Cze, 2010 22:09
Rozumienie czegoś nie oznacza popierania.
asiek - Sob 12 Cze, 2010 22:10
Kasiek napisała, że "usprawiedliwia", a nie, że rozumie...
Anonymous - Sob 12 Cze, 2010 22:10
| nicol81 napisał/a: | | Zero myslenia o konsekwencjach i rozważania perspektywy drugiej osoby |
No dokładnie! Bo pal sześć tego paniczyka z DD, ale Soames, tak budzi moje współczucie, bo on tą durną Irenę kochał, zresztą kiedyś też widziałam film w którym panna wyszła za faceta z przymusu i była wredna i podła a on by dla niej góry przenosił. Podczas gdy ona na każdym kroku robiła co mogła by go skrzywdzić. I to jest fair? Nie kochasz nie wychodź za mąż bo facet chociaż facet, uczucia MOŻE mieć.... A jak już wychodzisz to chociaż minimalnie się staraj. Ja się dziwię, ze jak Irena wróciła po nieudanej ucieczce(swoją drogą to cudowne jest, jak sześciolatka co rano "ucieka" z domu a wraca o zmierzchu bo się boi, i przeciez ona wraca bez skruchy, żalu, nic. Pani wrócila a Soames ma być happy), dziwię się, ze Soames nie potelepał nią, bo mi się narzucało.
Anonymous - Sob 12 Cze, 2010 22:15
| asiek napisał/a: | | Popierasz wymuszanie współżycia ? |
nie, nie nie. W życiu Ameryki. Dla mnie tomimo wszystko zawsze jest gwałt. Ale dwieście lat temu to troszkę inna para kaloszy i czy usprawiedliwiam. Usprawiedliwiałabym pewnie gdybym żyła w tamtych czasach.... Mam etykę epokową chyba
Tak jak dziś sprzeciwiam się małżeństwom aranżowanym przez rodziców przy sprzeciwie dzieci, ale takież same majace miejsce dwa wieki temu inne czasy.
Ktoś mnie rozumie czy bredzę?
asiek - Sob 12 Cze, 2010 22:16
| lady_kasiek napisał/a: | | nicol81 napisał/a: | | Zero myslenia o konsekwencjach i rozważania perspektywy drugiej osoby |
No dokładnie! Bo pal sześć tego paniczyka z DD, ale Soames, tak budzi moje współczucie, bo on tą durną Irenę kochał, zresztą kiedyś też widziałam film w którym panna wyszła za faceta z przymusu i była wredna i podła a on by dla niej góry przenosił. Podczas gdy ona na każdym kroku robiła co mogła by go skrzywdzić. I to jest fair? Nie kochasz nie wychodź za mąż bo facet chociaż facet, uczucia MOŻE mieć.... A jak już wychodzisz to chociaż minimalnie się staraj. Ja się dziwię, ze jak Irena wróciła po nieudanej ucieczce(swoją drogą to cudowne jest, jak sześciolatka co rano "ucieka" z domu a wraca o zmierzchu bo się boi, i przeciez ona wraca bez skruchy, żalu, nic. Pani wrócila a Soames ma być happy), dziwię się, ze Soames nie potelepał nią, bo mi się narzucało. |
To, że kochał w żaden sposób nie usprawiedliwa przemocy. Jeżeli w małżeństwie się nie układa, to jest separacja, czy wreszcie rozwód.
Soames wiedział, ze żona go nie kocha, przyrzekł jej tez wolność, gdyby w małżeństwie nie ułożyło się.
Anonymous - Sob 12 Cze, 2010 22:18
Nie lubię swojej przekory.
Tyle, że małżeństwo wtedy to był kontrakt no nie? Ja daję Ci to, to i to. A ty mi to i to. Swoboda nawiązywania umów jest? Jest! Ona nie musiała za niego wychodzić.
A niestety instytucja przymusowego egzekwowania swiadczenia znana nam jest? Jest!
Musze rzucić te studia bo na mózg mi się rzuca.
nicol81 - Sob 12 Cze, 2010 22:20
| lady_kasiek napisał/a: | | kiedyś też widziałam film w którym panna wyszła za faceta z przymusu i była wredna i podła a on by dla niej góry przenosił. Podczas gdy ona na każdym kroku robiła co mogła by go skrzywdzić. I to jest fair? Nie kochasz nie wychodź za mąż bo facet chociaż facet, uczucia MOŻE mieć.... A jak już wychodzisz to chociaż minimalnie się staraj |
Taka telenowela była... Ale później oślepła, zakochała się, pocierpiała i już było miodzio
Własnie nr 1- faceci też mają uczucia i niebranie tego pod uwagę jest wredne i głupie.
Właśnie nr 2- dla mnie nawet jak nie ma miłości, a jest staranie, to się nie czepiam. To nie tak, że Irena i Gwen były poza sypialnią idealnymi żonami.
asiek - Sob 12 Cze, 2010 22:21
| lady_kasiek napisał/a: | | A niestety instytucja przymusowego egzekwowania swiadczenia znana nam jest? Jest! |
W małżenstwie ? ... Noooo takie egzekwowanie może się skończyć za kratkami.
nicol81 - Sob 12 Cze, 2010 22:24
| asiek napisał/a: | Tyle, że małżeństwo wtedy to był kontrakt no nie? Ja daję Ci to, to i to. A ty mi to i to. Swoboda nawiązywania umów jest? Jest! Ona nie musiała za niego wychodzić.
A niestety instytucja przymusowego egzekwowania swiadczenia znana nam jest? Jest! |
Właśnie o to mi chodzi- jak się małżeństwo traktuje jako interes, to ma się też wkłady, a nie tylko zyski "Nie kocha" jest zerowym usprawiedliwieniem.
Anonymous - Sob 12 Cze, 2010 22:27
asiek mieszasz bo obecnie małżeństwo troszkę ma mniej z umowy jednak i prawo jest inaczej skonstruowane. Wyraźnie napisałam. KIedyś tak, dzisiaj nie, bo nie można przenosić myślenia obecnego z DZIŚ i oceniać zachowanie ludzi PRZEDWCZORAJ.
asiek - Sob 12 Cze, 2010 22:37
| lady_kasiek napisał/a: | asiek mieszasz bo obecnie małżeństwo troszkę ma mniej z umowy jednak i prawo jest inaczej skonstruowane. Wyraźnie napisałam. KIedyś tak, dzisiaj nie, bo nie można przenosić myślenia obecnego z DZIŚ i oceniać zachowanie ludzi PRZEDWCZORAJ. |
Nie zgadzam się tą tezą. W tamtym okresie przemoc wobec żony również nie była akceptowana... I jak najbardziej możemu oceniać zachowanie ówczesnych wedle współczesnych norm, bo w tej materii one nie zmieniły się w sposób zasadniczy. Małżonkowie mieli wzajemnie się szanować...
Anonymous - Sob 12 Cze, 2010 22:41
| asiek napisał/a: | | W tamtym okresie przemoc wobec żony również nie była akceptowana... |
no nie pwoiedziałabym....
czym to nie wolno było "karcić żony"... kijem grubszym niż kciuk? I po 22? żby ciszy nocnej nie zakłócać? I to jest nie-akceptowanie?
asiek - Sob 12 Cze, 2010 22:50
Nie mówię o przewdzianym przez prawo "karceniu", a o zgwałceniu.
Anonymous - Sob 12 Cze, 2010 22:50
ale ogólnie wspomniałaś o przemocy względem żony....
asiek - Sob 12 Cze, 2010 22:51
Zgadza się, ale miałam na uwadze kontekst naszej dyskusji...
Anonymous - Sob 12 Cze, 2010 22:56
Czyli bić można a wyegzekwować coś co było niejako wpisane w istotę małżeństwa już nie?
|
|
|