To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Hornblower

Anonymous - Pon 03 Wrz, 2007 18:04

Admete napisał/a:
Aine ja się wszędzie spotkałam z wyjaśnieniem, że lady Barbara jest jednak fikcyjna - nie było takiej siostry Wellesley'a. Nie wiem jednak na 100%.

Tu jest strona o Wellesley'u - miał dwóch braci, o siostrze nie wspomniano.

http://en.wikipedia.org/w...e_of_Wellington



Admete w wiki pisze wiecej:
C. S. Forester invented a younger sister, "Lady Barbara Wellesley", as a character in his Horatio Hornblower novels.
Dodajmy jeszcze drugi link:
http://en.wikipedia.org/wiki/Horatio_Hornblower
I jestem cała głupia. mam przed nosem genialnie szczegółową biografię Horatio Hornblowera, gdzie są podane daty, fakty, cała jego kariera wojskowa, ABSO-KURNA-LUTNIE wszysciutko ...
I jest to chyba najbardziej żywa z wszystkich postaci fikcyjnych.

Aragonte - Pon 03 Wrz, 2007 18:49

AineNiRigani napisał/a:
I jest to chyba najbardziej żywa z wszystkich postaci fikcyjnych.

A, to na pewno :-D

Skończyłam "Midszypmena Hornblowera" (hmm, to w sumie bardziej zbiór opowiadań niż powieść) i napoczęłam "Porucznika H." Widzę, że mocno rozwinęli wątki z pierwszej książki, w drugiej od razu przeskakuje się do akcji "Buntu" i na arenę wkracza Maria, o której mogę powiedzieć jedno - w filmie przedstawiono ją wcale wiernie :wink: Sporo jest o Bushu, który okazuje się znacznie mniej wrażliwy niż Hornblower. Aha, i nic nie znalazłam o tym, aby był przystojniejszy od Horatia :-P

Caitriona - Pon 03 Wrz, 2007 20:01

Aine, z tego co wiem Horatio Hornblower. Jego życie i czasy to mistyfikacja. [Ja jej jeszcze nie przeczytałam, mimo ze mam od jakiegoś czasu (to był bardzo miły prezent :) )]
Admete - Pon 03 Wrz, 2007 20:09

Raczej to mistyfikacja :-) To wcale nietrudno zrobić. Moja koleżanka była kiedyś święcie przekonana, że poeta Ash z powieści A.S. Byatt był postacia historyczną.
Aragonte - Pon 03 Wrz, 2007 20:12

Caitriona napisał/a:
Aine, z tego co wiem Hornblower Hornblower. Jego życie i czasy to mistyfikacja. [Ja jej jeszcze nie przeczytałam, mimo ze mam od jakiegoś czasu (to był bardzo miły prezent :) )]

Mistyfikacja, ale świetna mistyfikacja :mrgreen: Nie czytałam jeszcze, ale mam, więc zdołałam przejrzeć. Listy wzorowane na oryginalnych z epoki, te ryciny, wszystko... Świetnie zrobione :mrgreen:

Anonymous - Wto 04 Wrz, 2007 00:08

To przyznaje - genialna mistyfikacja. Dalam sie nabrac na calej linii. Dodam, ze zdziwil mnie fakt, ze nie bylo o Horatio wspomniane na zadnym wykladzie, cwiczeniach czy w podreczniku. Ale wyszlam z zalozenia, ze widocznie nie przylozylam sie do nauki.
no to mnie niezle w konia zrobili :D
:rotfl: :rotfl: :rotfl:

Narya - Czw 06 Wrz, 2007 00:21

Wreszcie udało mi się oglądnąć 6część HH - "Retribution". Do tej pory widziałam wszystkie pozostałe i nie mogłam się tej doczekać. Któraś z Dam pisała, że jej zdaniem jest to najlepsza część. Ja się pod to podpinam :mrgreen: Co prawda znałam wcześniej zakończenie (zapoznałam się z wszelkimi "materiałami źródłowymi" na YouTube), ale jakże miło było zobaczyć całość. I oczywiście Horatia :serduszkate: Po raz kolejny twierdzę, że Pellew jest super. Ta jego troska o Horatia i walka o jego życie - jak tu go nie kochać. :wink: Bardzo podobał mi się moment, jak Matthews chciał przytulić Horatia po wysadzeniu fortu. Za to Bucklanda :uzi: Na początku było mi go żal. Jednak po tym, jak Sawyer zasiał mu wątpliwości co do Horatia zachowywał się w stosunku do niego niewybaczalnie. A to wysłanie go na pewną (jego zdaniem) śmierć :wsciekla: I nawet się nie krył ze swoją niechęcią. A może nawet nienawiścią...
Narya - Czw 06 Wrz, 2007 00:25

Jak to wreszcie było z upadkiem Sawyera do luku? Kennedy się przyznał, żeby ratować Horatia. Wiemy, że Horatio tego nie zrobił :mrgreen: Czyli zepchnął go Wellard pod wpływem opium? Czy kapitan sam spadł?
Aragonte - Czw 06 Wrz, 2007 07:09

Jak dla mnie sam spadł - tak interpretowałam tę scenę, ale Wellard mógł mieć obawy, czy się do tego nie przyczynił, bo w końcu nie zyczył dobrze kapitanowi, no i to laudanum... Ale zasadniczo to nie zostało wprost powiedziane.
A w książce (bo ta historia jest opisana w tomie drugim, w "Poruczniku Hornblowerze", właśnie to czytam) w ogóle tego nie wyjaśnili, póki co, a cała akcja ukazana jest z punktu widzenia Busha, także ten upadek kapitana. Wtedy przy Sawyerze mieli być tylko Wellard i Hornblower, Kennedy w ogóle nie pojawia się na tym statku.

W tym tomie jest też śliczna scena o tym, jak Horatio wynalazł prysznic :mrgreen:
Może pod wieczór wrzucę jakieś fragmenty, ale teraz muszę lecieć do pracy :roll:

Narya - Czw 06 Wrz, 2007 12:50

O ile dobrze pamiętam, to w "Poruczniku Hornblowerze" nie zostaje to dokładniej wyjaśnione. Bushowi od Horatia nic się wyciągnąć nie udaje - twierdzi on, że nic na ten temat nie wie. Sąd śledczy(nie wojenny) orzeka, że oficerowie winy z upadek kapitana nie ponoszą. Tym bardziej, że w książce Sawyer upadł na twarz, czyli tak, jakby się potknął.
Ale nie daje mi spokoju, co Hobbs dowiedział się od umierającego Wellarda. :mysle: Mina Hobbsa wskazywała, że był mocno wstrząśnięty.
Ja obecnie czytam część 5"Hornblower i jego okręt Atropos". Jak na razie dużo się dzieje. Hornblower był na audiencji u króla i dostał na midszypmena księcia niemieckiego, który jest dalszym krewnym króla. Teraz dotarł na Morze Śródziemne. Zobaczymy, co będzie dalej :mrgreen:
Ze zdziwieniem odkryłam, że część 4 "Hornblower i kryzys" jest niedokończona. Niestety Forester zmarł przed jej ukończeniem. A na podstawie zostawionych notatek mogło być naprawdę ciekawie. Wielka szkoda... :-|

Aragonte - Czw 06 Wrz, 2007 19:32

Co do Wellarda - mógł przekazać coś, w co wierzył, ale to niekoniecznie musiała być prawda :wink: W każdym razie abso-kurna-lutnie, jak mawia Aine, nie wierzę, aby Horatio posunął się do czegoś podobnego :roll:
A co do tej niedokończonej powieści, to ja ze zdziwieniem się zorientowałam w chronologii pisania powieści z cyklu - zdecydowanie Forester zaczął od środka :mrgreen:
Narya, masz całość czy pożyczasz z biblioteki? Na Allegro całość chodzi za chore pieniądze, chyba kosztuje 700 zeta :shock: A niektórych tomów nie można prawie dostać., min. "Atropos" właśnie. Zastanawiam się, czy zacząć to kolekcjonować, czy nie, hmmm :roll:

Caitriona - Czw 06 Wrz, 2007 19:51

Ja już od dłuższego czasu zastanawioam się czy zacząć to zbierać czy nie... Moze kiedyś?...
Aragonte - Czw 06 Wrz, 2007 19:56

Hehe, właśnie przepisuję scenę kąpielowej zachcianki Horatia :mrgreen: :rumieniec:
Strasznie mnie bawiły reakcje pozostałych oficerów :lol:

Ogółem mam ochotę wrzucić parę "smaczków" (tzn. niekoniecznie są to "smakowite" fragmenty, zwłaszcza ten poniżej).

Czytając pierwszy cieszyłam się bardzo, że nie jestem skazana na kuchnię okrętową w tamtych czasach :mrgreen:
"Suchary załadowane na okręt zaledwie trzy tygodnie temu musiały leżeć przedtem w magazynie miesiąc, najwyżej dwa, ponieważ prawie wcale nie było widać na nich robaków". (Podkreślenie moje)
Pamiętacie scenę z serialu, kiedy kapitan Pellew, aby zjeść suchar, otrząsa go wcześniej z robaczej konkurencji? Obawiam się, ze to była norma :obrzydzenie:

Narya - Czw 06 Wrz, 2007 20:09

Aragonte napisał/a:
Narya, masz całość czy pożyczasz z biblioteki?

Mam całość w postaci ebooków. Co prawda nie ma jak namacalna książka, ale przynajmniej mam wszystkie od razu :mrgreen:
Miałam nadzieję, że znajdę te powieści wśród książek taty - w związku ze swoim konikiem (żeglarstwo) ma on ogromną kolekcję książek marynistycznych. Niestety pomimo przeszukania wszystkich półek i przekopania się przez strych nie znalazłam dzieł Forestera :-| Ceny na allegro są nieziemskie :shock: Może zacznę zaglądać do antykwariatów? Ale na razie ebooki mnie zadowalają :mrgreen:
Aragonte napisał/a:
Pamiętacie scenę z serialu, kiedy kapitan Pellew, aby zjeść suchar, otrząsa go wcześniej z robaczej konkurencji?

W czasie oglądania pomyślałam sobie, że otrząsnąć sucharka z robaków to powinien stuard kapitana. Ja na rejsie na szczęście miałam sucharki bez robaków :-D

Caitriona - Czw 06 Wrz, 2007 20:27

Narya napisał/a:
Ja na rejsie na szczęście miałam sucharki bez robaków :-D

Miałas dobrego stuarda ;)

A mogę uśmiechnać się o te ebooki? Bardzo łądnie proszę

Narya - Czw 06 Wrz, 2007 20:40

Caitri - jakiego stuarda?? Jak wachta przyszła, to przygotowywałam posiłki dla całej załogi. Może dlatego robaczków nie było :wink: Ale sucharki na rejsie są głównie na czas choroby morskiej, kiedy nic innego się nie przełknie. Gdyby wtedy się znalazło w nich konkurencję :confused3: Wolę nie myśleć.
Caitriona napisał/a:
A mogę uśmiechnać się o te ebooki? Bardzo łądnie proszę

A juści :-D

Caitriona - Czw 06 Wrz, 2007 20:43

Aaa, to Ty załoga byłas, tak? No ładnie!

I dzieki wielkie!! :kwiatki_wyciaga:

Narya - Czw 06 Wrz, 2007 20:46

Załogą, załogą. Pasażerów - nierobów jednych :wink: - nie braliśmy na jacht.
Caitriona napisał/a:
I dzieki wielkie!!

Nie ma za co - cieszę się, że mogę się odwdzięczyć w tym samym temacie :wink:

Aragonte - Czw 06 Wrz, 2007 20:56

Naryo, zaimponowałaś mi :mrgreen: Gdzie pływałaś? Na czym? Prosiem szczegóły :mrgreen:
Narya - Czw 06 Wrz, 2007 21:11

W porównaniu z Horatiem to nie mam się czym chwalić :roll: Pływam na 14 m jachcie pełnomorskim, dwumasztowym. W tym roku byłam na miesięcznym (lipiec) rejsie Polska-Bornholm-Dania-Oslo-Dania-Polska.
To jest moja "relacja" z innego wątku :mrgreen:
Rejs był niesamowity. Największym problemem nie była choroba morska , ale pogoda. Miałam może 4 słoneczne dni i to wszystkie w Norwegii. Spokojnego pływania może z 5 dni-reszta albo flauta, albo sztorm. Już po wyjściu z Gdyni w drodze na Borholm złapał nas sztorm 9B - ciężko było poruszać się po 14m jachcie. Siniaki mam do dzisiaj. I deszcz - wszechobecny deszcz, który szedł za nami od Polski, przez Borholm, Szwecję, Danię Norwegię i z powrotem do Świnoujścia. Ale co się naoglądałam. Co prawda trzeba było zmienić trasę - wiatr wiał cały czas w twarz i nie dało się do Bergen w tym czasie dotrzeć -ale za to Oslo zobaczyłam. Fiord znacznie mniejszy, ale jaki długi - ok. 12godzin go pokonywaliśmy. Ogólnie bardzo jestem zadowolona. Teraz muszę odespać te wczasy - wstawanie na wachtę o 4 w nocy jest zabójcze.
Te resjy znacznie ułatwiają mi czytanie "Horatia" - przynajmniej wiem, o czym autor pisze stosując to morskie słownictwo :wink: Ale marzy mi się rejs na żaglowcu... Przynajmniej takim "Zawiszy", albo jeszcze lepiej na "Pogorii". Tylko, że ja mam lęk wysokości :zalamka: Nie wyobrażam sobie wychodzenie na reje :paddotylu: Pocieszam się, że Horatio też go miał, a do rangi admirała doszedł :wink:

Aragonte - Czw 06 Wrz, 2007 21:28

Oho, no no! Robi wrażenie :mrgreen:
A co z tym pomiarem czasu według "szklanek"? Wiesz to może? Bo mnie to nurtuje :mysle:

Narya - Czw 06 Wrz, 2007 21:41

Niestety nie mam pojęcia - my na jachcie posługujemy się zegarkiem :wink: Ale zapytam taty, jak wróci z rejsu - może on będzie wiedział. Bo mnie to też nurtuje.
Anonymous - Czw 06 Wrz, 2007 22:23

czy ja tyz moge prosic o ebuki? Na adresik rijannon@o2.pl
Narya - Czw 06 Wrz, 2007 22:57

Aine już poszły :-D
Aragonte - Czw 06 Wrz, 2007 23:12

Dzięki Naryo, już doszło :thanx:

I a propos szklanek - cytuję za "Znaczy kapitan":

"Od wieków na żaglowcach wybijano godziny na dzwonach okrętowych. Gdy zegar zastępowała jeszcze szklana klepsydra z przesypującym się w niej piaskiem, pilnujący jej marynarz co pół godziny - po przesypaniu się piasku - przewracał „szkło” i wybijał na dzwonie okrętowym „szklankę”. Znikły klepsydry zastąpione przez zegary, ale słowo „szklanka” pozostało niczym echo dawnego czasomierza.
Jedno uderzenie w dzwon to jedna „szklanka”. Bicie „szklanek” przechodziło historyczne zmiany, stało się wiedzą. Godzinę dwunastą w nocy obwieszczano ośmioma uderzeniami w dzwon. O pół do pierwszej w nocy następowało jedno uderzenie, o pierwszej - dwa uderzenia. I tak dodawano po jednej „szklance” co pół godziny, aż do godziny czwartej.
O czwartej rano bito osiem „szklanek”. I znów zaczynano od jednej „szklanki”, zwiększając ich ilość co pół godziny aż do ośmiu - o ósmej rano.
Potem jedna „szklanka” o pół do dziewiątej - i tak dalej. Nie byłoby może w tym nic trudnego, gdyby nie rok 1797, kiedy to pewnego popołudnia na jednym z okrętów jego królewskiej mości króla Anglii pięć uderzeń w dzwon okrętowy miało się stać hasłem do buntu. Pełniący służbę oficer, który dowiedział się o tym w porę, kazał wybić zamiast oczekiwanych przez spiskowców pięciu „szklanek” - tylko jedną. W ten sposób zdezorientował buntowników, zyskał na czasie i uratował przeciwników spisku. Od tego czasu na wszystkich okrętach jego królewskiej mości o godzinie osiemnastej trzydzieści słychać tylko jedno uderzenie dzwonu zamiast dawniejszych pięciu.
Siaś - biegły w tym wszystkim - utrzymywał, że dalsze wybijanie godzin przebiegać powinno w sposób następujący: o godzinie dziewiętnastej - dwie „szklanki”, o dziewiętnastej trzydzieści - trzy, zaś o dwudziestej znów niespodzianka - jedno ciche uderzenie dzwonu zamiast spodziewanych czterech. Geneza tej z kolei anomalii była następująca: Rozkład zajęć na dawnych okrętach przewidywał w godzinach od czwartej do ósmej po południu ciężką pracę przy pompowaniu wody z przeciekających stale drewnianych kadłubów. Dwugodzinne wachty przypadające na ten okres były tak znienawidzone przez zmęczonych już ośmiogodzinną pracą marynarzy, że służbę od czwartej do szóstej po południu nazywali „pierwszą psią wachtą”, zaś od szóstej do ósmej - „ostatnią psią wachtą”. Jakby dla zadokumentowania biernej nienawiści, na zakończenie „ostatniej psiej wachty”, czyli o ósmej wieczorem, wybijano na dzwonie tylko pojedynczą cichą „szklankę”, zwaną „jednym małym dzwonem” (little one-belt)."



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group