To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Powieści - Nad Niemnem

spin_girl - Czw 08 Sty, 2009 13:08

W ogóle wychodzi na to, że Nad Niemnem pełne jest irytujących postaci. Gdyby nie Jan i Justyna pewnie nie dałoby się tego czytać :wink:

Mnie jeszcze nieco drażni syn Benedykta (znowu moja słaba pamięć do imion :frustracja: ). To jest najbardziej nierealistyczna postać w tej powieści, moim zdaniem. Taki dobry, mądry, miły, zachłyśnięty patriotyzmem i wizją pracy u podstaw, że az mi się niedobrze robi. I te jego płomienne przemowy :zalamka: jak u dziesięciolatka!

trifle - Czw 08 Sty, 2009 15:05

Witold bodajże to był ;)
spin_girl - Czw 08 Sty, 2009 15:23

trifle napisał/a:
Witold bodajże to był ;)

O, dziękuję, dziękuję :kwiatek:
Właśnie Witold mnie tak irytował :zalamka:

Admete - Czw 08 Sty, 2009 15:31

Cytat:
Taki dobry, mądry, miły, zachłyśnięty patriotyzmem i wizją pracy u podstaw, że az mi się niedobrze robi. I te jego płomienne przemowy


Wbrew pozorom był realny i jest nadal realny ;-) Miałam taka uczennicę. Taka sama idealistka. Studiuje teraz psychologię. Mimo tzw. otwierania jej oczu na istniejący świat, nadal jest taka entuzjastyczna, jak wcześniej.

RaczejRozwazna - Czw 08 Sty, 2009 18:18

Ja bym powiedziała jak pułkownik Brandon o Mariannie (w rozmowie z Elinor) - nie sprowadzajmy na siłę idealistów na ziemię... Wydaje mi się, że akurat w wielu Witolda to możnaby sporo takich idealistów znaleźć. Spory kawał polskiej historii to udolne, albo czasem mniej udolne realizacje marzeń idealistów.
Co do Witolda to niezwykle irytowała mnie za to jego filmowa wersja. Jedyny całkowicie według mnie nietrafiony aktor.

Tamara - Czw 08 Sty, 2009 19:54

Dzięki takim jak on świat jest miejscem , gdzie (od czasu do czasu) daje się wytrzymać . Gdyby było ich więcej... :rozoweokulary: Tylko są niestety gatunkiem wymierającym :?
nicol81 - Czw 08 Sty, 2009 21:44

Admete napisał/a:
Wbrew pozorom był realny i jest nadal realny

Zgadzam się- dla mnie to typowy taki starszy nastolatek- idealista, radyklany, uwielbiający ojca, a jednocześnie go krytykujący, zapalczywy, widzący świat w czarno-białych barwach...

Tamara - Czw 08 Sty, 2009 21:46

Typowa sprężyna wydarzeń :wink:
Gosia - Czw 08 Sty, 2009 22:10

Ja lubię prócz głównych postaci Anzelma i Martę ;)
Może też dlatego, że słuchałam kiedyś w radio słuchowisko i jakoś inaczej spojrzałam na te postaci, zwłaszcza na Anzelma.
A o dekadentach końca XIX pisałam kiedyś pracę z literatury (prócz Różyca znalazł się tam Bukacki z "Rodziny Połanieckich" i Płoszowski z "Bez dogmatu"), więc Różyca też lubię ;)
Zawsze podobała mi się bardzo w filmie scena jego rozmowy z Kirłową.

spin_girl - Pią 09 Sty, 2009 10:04

Zaraz znowu mnie tu okrzykną naczelną demoralizatorką forum :mrgreen: ale powiem szczerze- Witold u mnie stał się mało realny po kilku scenach z tą jego kuzyneczką *idzie wreszcie poszukać na Wikipedii imion bohaterów, żeby przestać robić z siebie idiotkę* Marynią Kirlanką. Dziewczyna widać zakochała się w nim pierwszą miłością, spija mu z ust każde słowo, jest młoda i śliczna, a on do niej wali przemowy niczym przodownik pracy. Nie wierzę, żeby chłopaka osiemnastoletniego pociągały w dziewczynach wyłącznie ideały i żeby rozmawiał z nimi wyłącznie o pracy u podstaw....
trifle - Pią 09 Sty, 2009 10:37

spin_girl napisał/a:
Nie wierzę, żeby chłopaka osiemnastoletniego pociągały w dziewczynach wyłącznie ideały i żeby rozmawiał z nimi wyłącznie o pracy u podstaw....


Mało masz wiary, Tomaszu :P
Bo jak najbardziej tacy są, choć niekoniecznie o pracy u podstaw rozmawiają ;) Ale o ideałach owszem.

Anonymous - Pią 09 Sty, 2009 10:41

Ciekawe jak długo Witolda będzie trzymał słomiany zapał?
trifle - Pią 09 Sty, 2009 10:52

A czy to był słomiany zapał?
Anonymous - Pią 09 Sty, 2009 13:05

no niewiadomo, ale można założyć :mrgreen: bo to prawdopodobne dosyć
spin_girl - Pią 09 Sty, 2009 13:38

trifle napisał/a:
Bo jak najbardziej tacy są, choć niekoniecznie o pracy u podstaw rozmawiają Ale o ideałach owszem

eee tam :-P

Tamara - Pią 09 Sty, 2009 17:35

A mnie się zdaje że to nie był słomiany zapał .
trifle - Pią 09 Sty, 2009 22:00

Tamara napisał/a:
A mnie się zdaje że to nie był słomiany zapał .


Mi też nie. Wszelkie działanie od czegoś się chyba zaczyna...

BeeMeR - Pią 09 Sty, 2009 22:56

Znałam takiego, co tłumaczył zawiłości informatyczne pannie wpatrzonej w niego jak w księżyc (czego oczywiście nie zauważył :P ) i nie nierozumiejącej ni słowa :-P
Tamara - Sob 10 Sty, 2009 13:25

Ale Witold tłumaczył to nie tylko Maryni Kirlance , przede wszystkim rozmawiał z osobami , które mogły jakichś zmian dokonać - atakował Różyca , chodził po zaścianku i rozmawiał z ludźmi , przemawiał do Benedykta ; Marynia była najmniej istotnym , choć pewnie najmilszym sercu - w pewien sposób :wink: - odbiorcą , ona była kolejnym ogniwkiem , które można było oświecić i sprowadzić na właściwą drogę , żeby kiedyś w przyszłości dokonało czegoś pożytecznego , a przynajmniej nie zmieniło się w salonową lalę . Główny nurt działań Witolda był skierowany do ludzi , którzy mieli praktyczny wpływ na rzeczywistość .
Zresztą nie sądzę , żeby Marynia nic nie rozumiała , skoro sama miała z tym wszystkim do czynienia od dziecka i była zaangażowana w prowadzenie gospodarstwa .

Wilnianka - Sob 30 Sty, 2010 15:52

Witam. Jestem świeżutka na forum i muszę przyznać, że "Nad Niemnem" jest jednym z moich ulubionych dzieł literackich. Nie wiem, być może jakiś wpływ na to ma to, że sama jestem z Kresów... :mrgreen: I choć mi osobiście bliższa Wilia niż Niemen, to myślę, że klimat mało się różnił. A mimo że dzisiaj ani Korczyńskich, ani Bohatyrowiczów raczej się nie spotka, to w niektórych miejscach ten sielski, urokliwy nastrój pozostał... (Jakoś bardzo patetycznie mi to wyszło :mrgreen: ) A jeśli chodzi o Witolda, to nawet lubię ten jego idealizm i wydaje mi się, że to nie był taki ot wybryk czy zapał, który mogło ostudzić byle co... Zresztą chyba tacy ludzie najbardziej umilają i uprzyjemniają życie innym :-)
RaczejRozwazna - Sob 30 Sty, 2010 17:14

Wilnianko a gdzie konkretnie można znaleźć jeszcze urok o którym piszesz? Bo całkiem poważnie zastanawiam się nad podrózą w poszukiwaniu uroku dawnej Litwy...
Wilnianka - Sob 30 Sty, 2010 17:42

Cóż, być może nie jest to aż takie poetyczne jak pisała Orzeszkowa, ale można go poszukać na Ziemi Solecznickiej (jest kilka ślicznych zakątków jak Jaszuny z obecnie restaurowanym pałacem Balińskich albo Norwieliszki, Turgiele, a jeśli chodzi o wyjątkowe zakątki przyrody to Puszcza Rudnicka). Dobrym miejscem są również Waka Trocka z dawnym pałacem Tyszkiewiczów, w którym, na ile mi wiadomo, odbywają się różne imprezy w duchu przeszłościowym że tak powiem, albo Landwarów. To tylko kilka nazw i wszystkie na Wileńszczyźnie. Zresztą pewna jestem, że, pomimo iż jestem z tych stron, to sama mogłabym wiele odkryć no i na dzień dzisiejszy raczej nie jestem w stanie podać nazw wszystkich miejsc, godnych uwagi :-)
Admete - Sob 30 Sty, 2010 20:22

Mieszkasz tam na stałe? Jak rozumiem jesteś Polką mieszkającą na Litwie?
Też uwielbiam wracać do "Nad Niemnem". Pierwszy raz przeczytałąm książkę, gdy miałam 13 lat. Pani w bibliotece nie chciała mi jej pożyczyć, bo twiardziła, że nie zrozumiem. Pewnie częściowo miała rację - na pewno nie zrozumiałm wtedy wielu rzeczy, ale na pewno raz na zawsze zostałam wielbicielką powieści. Kocham opisy Orzeszkowej czyli coś, czego zwykle uczniowie nie znoszą ;) Teraz zresztą ta lektura jest w liceum i technikum tylko we fragmentach, chyba że ktoś uczy się do matury rozszerzonej z polskiego.

Wilnianka - Sob 30 Sty, 2010 20:39

Tak, masz rację, jestem Polką, mieszkającą w Wilnie. Też lubię te opisy. Bardzo pobudzją wyobraźnię, ale chyba trzeba albo być bardzo wrażliwym, albo szalenie kochać przyrodę, żeby przez nie przebrnąć... Zresztą mnie akurat one nigdy nie przeszkadzały, choć z "Nad Niemnem" zetnęłam się po raz pierwszy jako z lekturą, którą koniecznie trzeba było przeczytać. :-)
Admete - Sob 30 Sty, 2010 20:44

W szkole? Ja jestem już leciwa i przeczytałam książkę po seansie filmu w kinie, w latach 80. Wywarł wtedy na mnie wielkie wrażenie i do tej pory bardzo go lubię. Powinnam sobie kupić wydanie dvd, nie jest chyba drogie...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group