To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - "DiU" '95 contra "DiU" '05

Anonymous - Śro 16 Sie, 2006 23:38

Zwróciłam uwagę (chociaż dokładnie słowo w słowo całego tekstu nie przetłumaczyłam :D ). Ale skoro znają realia, to dlaczego ich nie zastosowali? Ja rozumie - trzeba zrobić coś nowego. Ale nowe, nie oznacza głupie. Jeśli chciał zszokować publicznośc - to mu się udało zdecydowanie. Pyskata Keira nie jest tutaj odstępstwem, a razczej jest zgodna z szokującym stylem

Cytat:
Duma '05 dostaje po łapach, bo zrywa z tą konwencją. Ale to nie znaczy, że reżyser jest niedoukiem, a kostiumograf się nie zna.


To mi się tak kojarzy z dzieckiem koleżanki. On też ciągle mówi "Wiem, ale nie powiem"

Anonymous - Czw 17 Sie, 2006 15:08

Wypowiedź reżysera trochę mnie rozśmieszyła, nie będę dokładnie tłumaczyć, dlaczego, ale zwróćcie uwagę na to zdanie:
Cytat:
Brenda’s character, Mrs Bennet, was wearing a costume from the 1770s really

Jeżeli reżyser osadził akcję w 1797 roku, wychodzi na to, że pani Bennet przez niemalże 30 lat miała tą samą sukienkę. Wtedy metody czyszczenia materiałów były inne i z materiału sprzed 30 lat (no, powiedzmy że 20) niewiele by zostało, poza tym - po urodzeniu piątki dzieci raczej by nie weszła w starą suknie.
Na to wskazuje logika, więc jeżeli nawet Joe Wright tak dobrze się orientował w epoce, to logiki jednak mu brak... ;)

Harry_the_Cat - Czw 17 Sie, 2006 15:15

Myslę, że reżyserowi nie o to chodziło, Nimolth. Ja sie nie spieram, bo mi akurat kostiumy Pani Bennet i Lady C. najbardziej przszkadzały, ale wypowiedź JW rozumiem, tak, że często ludzie w pewnym wieku przywiązują się do pewnego stylu, to nie zmieniają go przez całe lata - np. moja babcia, która ciągle nosi spódnice tego samego kroju, czy moja mama, która po 30 latach noszenia długich włosów, ścięła je wreszcie na krótko i wygląda naprawdę świetnie.
Ale przez 30 lat nie mogła się rozstać ze swoim warkoczem - obciąc chciała już z 5 lat temu, ale i tak trwało to kolejne 5...
I moim zdaniem o coś takiego chodziło w tej wypowiedzi.

Anonymous - Czw 17 Sie, 2006 16:56

Jak dla mnie wyłapywanie takich szczegółów jest właściwie bezsensowne, bo to nie był film dla historyków ubioru, tylko dla normalnych ludzi. Mnie chodzi przede wszystkim o te poważne uchybienia, które rozwalają cały film.
Maryann - Czw 17 Sie, 2006 18:58

Harry_the_Cat napisał/a:
Myslę, że reżyserowi nie o to chodziło, Nimolth. Ja sie nie spieram, bo mi akurat kostiumy Pani Bennet i Lady C. najbardziej przszkadzały, ale wypowiedź JW rozumiem, tak, że często ludzie w pewnym wieku przywiązują się do pewnego stylu, to nie zmieniają go przez całe lata - np. moja babcia, która ciągle nosi spódnice tego samego kroju, czy moja mama, która po 30 latach noszenia długich włosów, ścięła je wreszcie na krótko i wygląda naprawdę świetnie.
Ale przez 30 lat nie mogła się rozstać ze swoim warkoczem - obciąc chciała już z 5 lat temu, ale i tak trwało to kolejne 5...
I moim zdaniem o coś takiego chodziło w tej wypowiedzi.

Chyba nie do końca - zwłaszcz jeżeli reżyser akcję filmu rzeczywiście umieścił pod koniec XVIII wieku. Wtedy suknie wg "nowej" empirowej mody nosiły młodsze kobiety. Panie w wieku bardziej dojrzałym (jak lady Katarzyna czy pani Bennet) trzymały się raczej starszych fasonów. Myślę, że przede wszystkim ze względów obyczajowych i estetycznych - wczesnoempirowe suknie raczej nie nadawały się dla dam o obfitych kształtach.

Ale gnębi mnie inna kwestia. Wytłumaczcie mi proszę, jak to możliwe, że lady Katarzyna wpadła do Longbourn w nocy, a już o świcie Darcy (który przecież był w Londynie) o tej wizycie wiedział ? Przecież z Rosings do Hertfordshire było "więcej niż pół dnia dobrej drogi", z tego połowę do Londynu ?

Anonymous - Czw 17 Sie, 2006 19:13

a od czego są telefony? :twisted:
Maryann - Czw 17 Sie, 2006 19:19

Już wiem - tu nie był potrzebny telefon. To się chyba nazywało ANTYCYPACJA. :wink:
Anonymous - Czw 17 Sie, 2006 19:37

albo telepatia :D
Maryann - Czw 17 Sie, 2006 19:43

Ciekawe tylko, dlaczego zadziałała dopiero przy okazji wizyty kochanej cioci ? Jakby tak Darcy wcześniej wpadł na to, że Elżbieta pośle go do diabła...
Anonymous - Czw 17 Sie, 2006 19:53

To akurat jest w książce że to mu dało nadzieję bo jakby Lizzy go nie cchiałą to posłałaby go do diabła za pośrednictwem ciotuni
Maryann - Czw 17 Sie, 2006 19:57

Wiem. :smile: Chodziło mi o trochę wcześniejszy moment - kiedy się jej pierwszy raz oświadczał. Gdyby przwidział jej reakcję i jej powody, mógłby się zmienić, zanim doszło do tak drrramatycznej sceny. :smile:
Anonymous - Czw 17 Sie, 2006 20:03

bo może to by6ła telepatia wybiócza?
Wiesz, ze zolnościami paranormalnymi nie ma to tamto ! Nieoszlifowane są nie jak żarówka - że właczasz i się świeci. Ona sie zaświeci kiedy chce :D

Maryann - Czw 17 Sie, 2006 20:07

Wybiórcza albo wewnątrzfamilijna ? :grin:
Anonymous - Czw 17 Sie, 2006 20:11

no wiesz, ta niewidzialna nic łącząca członkówr rodziny ... :D
Maryann - Czw 17 Sie, 2006 20:14

No właśnie - nić. Bo ta więź to przecież po kądzieli była... :wink:
Anonymous - Czw 17 Sie, 2006 20:20

no i widzisz wspólnymi siłami odpowiedziałysmy sobie na to pytanie. :wink:
Maryann - Czw 17 Sie, 2006 20:24

:grin: :wink:
Harry_the_Cat - Pon 21 Sie, 2006 08:36

Maryann napisał/a:
a już o świcie Darcy (który przecież był w Londynie) o tej wizycie wiedział ?


Też się nad tym zastanawiałam i doszłam do wniosku, że on po prostu nie wyjechał jeszcze do tego Londynu. Jak przyszedł z Bingley'em, to powiedział, że wyjeżdża "jutro". Lady C przyjechała w nocy tego samego dnia - to wiemy z wypowiedzi pani Bennet, no to świt był jeszcze przed tym "jutrem"....

kikita - Wto 22 Sie, 2006 01:06

No ludzie ! Jechało biedaczysko-obojetnie skad ,na złamanie pyska a tu dziewczyny bez serca czepiaja sie biedaka.Wazny był skutek i przyczyna a nie czas.Mnie bardziej jednak razi ten jego wysoki chut(kapelusz).Mogł go zdjac,wygladałby wtedy o wiele fajniej. :wink:
Anonymous - Wto 22 Sie, 2006 01:18

Ja właściwie nie wiem co wy chcecie od tego kapelusza/cylindra. Mnie sie w nim szalenie podoba :D
Maryann - Wto 22 Sie, 2006 18:39

Harry_the_Cat napisał/a:
Maryann napisał/a:
a już o świcie Darcy (który przecież był w Londynie) o tej wizycie wiedział ?


Też się nad tym zastanawiałam i doszłam do wniosku, że on po prostu nie wyjechał jeszcze do tego Londynu. Jak przyszedł z Bingley'em, to powiedział, że wyjeżdża "jutro". Lady C przyjechała w nocy tego samego dnia - to wiemy z wypowiedzi pani Bennet, no to świt był jeszcze przed tym "jutrem"....

Czyli droga ciocia po nocnym nalocie na dom Bennetów urządziła jeszcze takowy na Bingleya ? Bo przecież u niego Darcy mieszkał. Chyba, że spotkali się przypadkiem na drodze, jak ona wracała, a on tak sobie wędrował w tej mgle bez celu ? :wink:
Że to się nijak nie ma do wersji, jaką Darcy w książce podał Elżbiecie - to już mniejsza...

Anonymous - Sob 26 Sie, 2006 10:55

Wzięłam się jeszcze raz za czytanie Dumy z dogłębną analizą pod względem "co Lizzy czuła do Darcy'ego". Jestem na samym początku, gdzieś 11 rozdział wyłapałam dwa zdania, które kompletnie nie pasują do wizji przedstawionej w filmie, a z którą wiele z Was się zgadza - mianowicie, że Lizzy już na początku była zakochana w Darcy'm, ale z tym walczyła itd.
Dodam, że wychodzę z założenia, że jeżeli Jane Austen czegoś nie opisała, to znaczy, że tego nie było (nie licząc wszystkiego, co jest związane z obyczajami, nie pisała tego, bo było to oczywiste).

Cytat:
W jej oczach pan Darcy był jedynie aroganckim snobem, który uznał ją za niegodną zatańczenia z nim (rozdz. 6.)


Cytat:
Miała o nim zbyt niskie mniemanie, aby dbać o jego opinię (rozdz. 10.)

Czy to świadczy o jej pozytywnym uczuciu do niego?

A co do zdania lady_kasiek
Cytat:
Przeciez ona mogła go nie lubić ale mógł ją pociagać np fizycznie o czym Austen nie wypadało pisać.

Uważam, że Austen znalazłaby sposób, żeby jakoś to opisać, nie musiało brzmieć to tak, jak Kasiek tu napisała, ale np. "Darcy interesował ją, mimo niechęci i uprzedenia, jakie do niego czuła". Wtedy interpretacja filmowa miałaby jakieś podstawy.
Poza tym czy Elizabeth, jako osoba zakochana, każde zainteresowanie ze strony Darcy'ego tłumaczyłaby sobie w ten sposób, że się z niej naśmiewa i szuka w niej kolejnych wad? Gdyby była zakompleksioną i mało inteligentą dziewczyną, to może tak, ale dobrze wiemy, że tak nie było.

Film (mimo że mi się nie podoba) może nie jest zły, po prostu jest romantyczną opowieścią, która wzrusza, można sobie popatrzeć na ładne krajobrazy, na Mateuszka lub Keirę, jeżeli ktoś lubi itd, ale do książki ma się nijak, jest luźno oparty, jak Bridget Jones. A Bridget chyba nikt nie nazwie ekranizacją "Dumy".

Margarett - Sob 26 Sie, 2006 11:47

Nimloth napisał/a:

Poza tym czy Elizabeth, jako osoba zakochana, każde zainteresowanie ze strony Darcy'ego tłumaczyłaby sobie w ten sposób, że się z niej naśmiewa i szuka w niej kolejnych wad? Gdyby była zakompleksioną i mało inteligentą dziewczyną, to może tak, ale dobrze wiemy, że tak nie było.

A może szukała jakiś racjonalnych powodów. W jej mniemaniu Darcy nie żywił do niej żadnych uczuć, więc chyba nie mogła śmiało przypuszczać, że wpadła mu w oko :wink:

Anonymous - Nie 27 Sie, 2006 13:53

Margarett napisał/a:
A może szukała jakiś racjonalnych powodów.

Tyle że JA nic o tym nie pisała, a uważam, że jej sposób pisania, konkretny i suchy, nie pozostawia wiele miejsca na interpretację, a raczej interpretacja jest tak oczywista i sama się nasuwa, że nie trzeba się głębiej zastanawiać. JA nie była pisarką typowo romantyczną i nie ma co się doszukiwać w każdym słowie drugiego dna.

Nie lubię filmu i może mogłabym znieść jakoś jego istnienie, gdyby nie wypaczał interpretacji utworu oraz nie dawał złego wyobrażenia o epoce, o obyczajach czy modzie...

Harry_the_Cat - Nie 27 Sie, 2006 14:14

Nimloth, strasznie jesteś uprzedzona ( :wink: ). Moim zdaniem im więcej ekranizacji, tym lepiej :)


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group