Literatura - Proza i poezja - O kondycji polskiego czytelnictwa
Iza_Jesienna - Pon 19 Gru, 2011 22:03
Trochę za późno na zmianę mózgu.
Zresztą kto wie, może nastąpi jakiś przełom we wszechświecie i nagle to humaniści zaczną być hołubieni i pożądani (oczywiście śnię na jawie)
Zelenka - Wto 20 Gru, 2011 12:06
| Iza_Jesienna napisał/a: | Grunt, że się starają
Ja tam ciesze się z każdej akcji promującej czytelnictwo, choćby nie wiem jak była idiotyczna. Skoro na moim kierunku studiów (filologia polska) mogę na palcach jednej ręki policzyć wszystkich znanych mi czytelników, to naprawdę źle się dzieje moiściewy |
Myślę, że w dużej części problem leży w tym, że szkoła nie przygotowuje uczniów do czytania tekstów dłuższych niż przeciętne streszczenie. Od paru lat mam zajęcia ze studentami pierwszego roku (uczelnia pedagogiczna, więc większość humaniści, po rozszerzonych maturach z polskiego) - z roku na rok z przeczytaniem ze zrozumieniem średnio fachowego, kilkustronicowego tekstu jest coraz większy problem. Część studentów w ogóle nie próbuje (bo za długie), część nawet próbuje ale nie jest w stanie wyłapać informacji ważnych, bo po pierwszych dwóch stronach przestają rozumieć co czytają. Takich, którzy są w stanie przeczytać i zrozumieć można na palcach jednej ręki policzyć (o wiele lepiej radzą sobie starsi - [czytaj - po starej maturze] studenci zaoczni). Efekt - żeby prowadzić zajęcia, na początku robię ćwiczenia z czytania ze zrozumieniem,
Załamałam się natomiast, kiedy od studentów ze starszego roku usłyszałam, że siedzenie w bibliotece to koszmarna strata czasu.
corrado - Wto 20 Gru, 2011 13:01
| Zelenka napisał/a: |
Takich, którzy są w stanie przeczytać i zrozumieć można na palcach jednej ręki policzyć (o wiele lepiej radzą sobie starsi - [czytaj - po starej maturze] studenci zaoczni). Efekt - żeby prowadzić zajęcia, na początku robię ćwiczenia z czytania ze zrozumieniem, |
Wtedy jeszcze czasem czytało się lektury Streszczenia dopiero startowały.
| Zelenka napisał/a: |
Załamałam się natomiast, kiedy od studentów ze starszego roku usłyszałam, że siedzenie w bibliotece to koszmarna strata czasu. |
Ano załamka. Pamiętam, że w pewnym instytucie biblioteka była tak lubiana, że nawet czasem nazywana najlepszą knajpą w okolicy. Nie dość, że krynica wiedzy to jeszcze piękny wygląd i wspaniała atmosfera.
http://www.geogr.uni.wroc...lioteka_001.jpg
Ja się cieszę, że warunki pracy mi się poprawiły ostatnio. Będę mógł więcej książek czytać .
Admete - Wto 20 Gru, 2011 20:58
Ja swojego zdania nie zmienię.Humanistyka to zwykłe hobby, nic więcej.
Deanariell - Wto 20 Gru, 2011 23:31
| Mag113 napisał/a: | | Ale jeśli z hobby da się żyć? |
Wiesz, nie każdy może się załapać na pensję uczelnianą i ciepłą posadkę. Założę się, że gdybyś musiała uczyć historii w podstawówce albo w gimnazjum, to mina trochę by Ci zrzedła. W małych szkołach to nawet całego etatu nie ma z historii i ludzie muszą się tułać od jednej wsi do drugiej, żeby zarobić na życie...
Jak to mówią - syty głodnego nie zrozumie.
Admete - Śro 21 Gru, 2011 14:46
Mag ty wiesz swoje, my swoje. Każdy za siebie. Tak już jest. Ja juz nikogo do niczego nie zamierzam przekonywać.
corrado - Śro 21 Gru, 2011 17:40
"Nieściśli" inżynierowie to faktycznie muszą sobie kiepsko radzić.
Deanariell - Śro 21 Gru, 2011 19:51
| Mag113 napisał/a: | | Wybaczcie, niestety jestem profesorem (uczelnianym). Nie wiedziałam, że to "posadka"! |
No widzisz, człowiek uczy się przez całe życie. Ale może profesor nie jest zwykłym człowiekiem? Jak widzę nawet w głowie Ci się nie mieści wyobrażenie/możliwość pracy "u podstaw" jako zwykły nauczyciel historii... Czy to gorsze lub w jakimś stopniu poniżające od pracy "jaśnie" pana/pani profesor/a na uczelni? Mam klękać i bić pokłony, bo Ty jesteś profesorem (uczelnianym), a nie np. po prostu zwyczajnie magistrem?
Wiesz, skoro Ty możesz wygłaszać złote myśli w stylu:
| Mag113 napisał/a: | | Jeśli ktoś podchodzi do życia jak skazaniec, to splajtuje nawet jeśli odziedziczyłby kopalnię złota! |
To mnie chyba wolno uważać pracę na uniwerku za "ciepłą posadkę" (takie ot, kolokwialne sformułowanie - nie miałam przecież nic obraźliwego na myśli ) - z mojego bowiem punktu widzenia tak to wygląda. Inna sprawa, że zasadniczo każda praca ma swoje jasne i ciemne strony - więc nie oceniam, nie mam zamiaru tego wartościować - stwierdzam jedynie, iż trzeba się zawsze starać wczuć w sytuację drugiego człowieka i zrozumieć odmienny punkt widzenia. Analogicznie jak się komuś szczęśliwie trafi dobra szkoła i pewny etat (do emerytury) w podstawówce, gimnazjum czy liceum, to też uznaję, że miał szczęście trafić na ciepłą posadkę, a nie?
| Mag113 napisał/a: | | Jakież to proste, nieprawdaż? Wystarczy "załapać się" i już! |
Proste, a żebyś wiedziała - bo ponoć dla chcącego nie ma nic trudnego, wystarczy odrobina samozaparcia, dążenie do celu z konsekwencją, poświęcenie się własnemu marzeniu... Do tego naturalnie przydaje się również szczęście, ewentualnie dobre układy (jeśli ktoś nie jest akurat wyjątkowym talentem - zdarza się przecież i tak). Każdy profesor był kiedyś na początku magistrem. Mamy znajomą, moja przyjaciółka jeszcze od czasów podstawówki, przez liceum - na studiach drogi nam się rozeszły. Zawsze ciągnęło ją życie akademickie, to się czuło, że dziewczyna osiągnie wyznaczone cele - a ja osobiście już w LO przepowiadałam jej taką ścieżkę kariery - miałam rację, bo posiada/ła wszystkie niezbędne ku temu cechy, kto wie, może też kiedyś zostanie profesorem (uczelnianym)? Bo póki co jest jeszcze "zaledwie" doktorem, w fazie habilitacji , i musi walczyć (prawie jak w dżungli ) z konkurencją o przetrwanie na stanowisku... Ale już profesor ma chyba spokojniejszy sen?
Też tak mogłam, ale mi się nie chciało takiej kariery, w ogóle żadnej mi się nie chciało. Miałam zdecydowanie w tamtym czasie życia inne priorytety i nadal mam tak samo, więc nie żałuję, że się nie "załapałam" na szkolnictwo wyższe. Inna sprawa, że za późno zdałam sobie sprawę, że nie do końca szczęśliwie wybrałam zawód, bo nie daje mi on tyle radości, co powinien, żeby człowiek mógł nazwać się zadowolonym z pracy. Gdybym wiedziała, jakie czasy nastaną dla nauczania, to bym mierzyła od razu w "posadkę" w Ministerstwie Oświaty (po co się rozdrabniać ), tam to dopiero potrafią się wygodnie urządzić.
EOT z mojej strony - to nie czas i miejsce na takie dyskusje, zresztą skoro dzieli nas (nadal ) aż taka przepaść intelektualna, bo ja niestety zwykłym magistrem jestem, na dodatek zaledwie fachowcem od języka ojczystego, o pensji godnej - przemilczenia ...to do żadnych budujących wniosków i tak nie dojdziemy, więc po co się spierać jedynie o zwroty kolokwialne czy status własnego ego? <------ Przepraszam za lekką ironię, ale dajmy może spokój z licytowaniem kto kim jest - internetowe forum to nie praca, a tym bardziej nie uczelnia. Tu wszyscy jesteśmy takimi samymi "avatarami" - równi w przestrzeni wirtualnej.
Anonymous - Śro 21 Gru, 2011 20:22
Bez znajomości nie wkręcisz się na uczelnie. Powiedziała z naprawdę własnego doświadczenia.
I proszę o pokój. Święta idą. Proszę o wzajemny szacunek i zrozumienie.
praedzio - Śro 21 Gru, 2011 21:10
| lady_kasiek napisał/a: | | I proszę o pokój. Święta idą. Proszę o wzajemny szacunek i zrozumienie. |
Amen.
O czytelnictwie miało być.
Deanariell - Czw 22 Gru, 2011 02:09
| Mag113 napisał/a: | | Sformułowanie o ciepłej posadce uważam za dezawuujące; sformułowanie sugerujące, iż ci, którzy pracują jak ja na uczelniach, mają owe ciepłe posadki dzięki układom, wręcz za obraźliwe, bowiem słowa takie mam prawo przyjąć jako adresowane także do mnie. |
Ależ oczywiście wolno Ci... Choć osobiście uważam to za przerost egocentryzmu nad treścią... Spora nadinterpretacja intencji mojej wypowiedzi. A mnie się nie bardzo chce w kółko tłumaczyć, że niczego takiego akurat nie miałam na myśli - "ciepła posadka" mnie osobiście kojarzy się bowiem z kapciami, zaciszem domowym, czymś dość przyjemnym, lubianym oraz ze względnym poczuciem bezpieczeństwa, że człowiek ma szczęśliwie dla niego zapewniony byt do emerytury - i nie musi się stale martwić np. perspektywą likwidacji całej placówki czy danego etatu przez gminę (itp. itd.)... Może nie powinnam była zdrabniać słowa "posada", zabrzmiałoby lepiej? Edytować niczego nie zamierzam w każdym razie.
| Mag113 napisał/a: | mówiąc zupełnie szczerze, najgorsza rzecz, jaka się może przytrafić dzieciom w szkole, to sfrustrowany nauczyciel, traktujący to miejsca jak miejsce zsyłki. Takiej właśnie frustracji widzę w Waszych postach dużo.
|
Wiesz, bo to wszystko powinno być w dyżurnej "narzekalni" - gdzieś człowiek musi dać upust wspomnianej frustracji. Po to są takie miejsca w sieci - inaczej człowiek zwariowałby już dawno...
Skąd natomiast możesz wiedzieć, jak zachowuję się w pracy? Otóż spieszę poinformować, że w klasie zawsze tryskam energią ucząc swego przedmiotu - nawet jeśli mówiąc znów kolokwialnie "jadę na oparach benzyny"... Dzieci nie są winne przecież tego całego syfu w oświacie - im należy się uczciwość z mojej strony, wykonuję więc swój zawód najlepiej, jak tylko potrafię - skoro już taki akurat wybrałam. Chciałabym szczerze pokazać im całe piękno naszego języka, a przede wszystkim to, że książka/czytanie może być fantastycznym sposobem na życie, rozwijanie wyobraźni, podróżą bez pieniędzy poprzez czas i przestrzeń... Uczniowie niekoniecznie muszą wiedzieć o moich wewnętrznych odczuciach (dyrekcja również nie - jeśli sumiennie wykonuję swoje obowiązki)... Ty się też chyba swoim studentom niespecjalnie zwierzasz? Poza pracą mogę sobie mówić i twierdzić, co tylko mi się podoba, zwłaszcza, że to MÓJ czas wolny, więc spędzam go tak, jak lubię. A narzekanie, to przecież nasz ulubiony sport narodowy, który często zdarza się i mnie uprawiać. Czy mam być gorsza od reszty społeczeństwa, tylko z racji bycia nauczycielem? Nie wypada mi narzekać na pracę?
achata - Czw 22 Gru, 2011 08:36
Ja pracuję na Uczelni od ukończenia studiów i już dwa razy musiałam zmieniać pracę- na państwowych liczba etatów jest ograniczona i się nie załapałam a na prywatnych, jak w każdym prywatnym biznesie - bez sentymentów. Więc myślę, że z ta "ciepłą posadką" to trochę przesada.
Inna rzecz, że praca z dzieciakami w gimnazjum a z ludźmi dorosłymi to zupełnie inna klasa. Przez pół roku uczyłam matematyki w wiejskim gimnazjum. Niby troskliwi rodzice, dyscyplina i grzeczne dzieci ale wiek okrutny. Pamiętam, że raz wróciłam do domu z płaczem, że już nie chcę tam wracać. Ile złośliwości potrafi się w takich dzieciach skumulować to niepojęte. Tyle, że teraz i studenci stacjonarni na uczelniach dziecinnieją i potrafią dać popalić.
A tak żeby było na temat- to ja się zawsze dziwię temu marudzeniu na niskie czytanie w Polsce. Nie każdy będzie płacił za książkę, którą przeczyta raz i będzie mu zalegała na półce. Nie myślę o sobie, bo książki ulubione co jakiś czas odkurzam, ale chociażby mój mąż- miłośnik sensacji i kryminałów czyta, żeby przeczytać i sięgnąć po coś nowego. Badacze powinni jeszcze oprócz księgarni wziąć pod uwagę obieg biblioteczny i koleżeński
Akaterine - Czw 22 Gru, 2011 09:37
| achata napisał/a: | | Badacze powinni jeszcze oprócz księgarni wziąć pod uwagę obieg biblioteczny i koleżeński |
Badacze czytelnictwa raczej wiedzą, co robią i to też jest brane pod uwagę.
Deanariell - Czw 22 Gru, 2011 11:51
| achata napisał/a: | | Więc myślę, że z ta "ciepłą posadką" to trochę przesada. |
Pewnie tak... w sumie to tak mi się palnęło bez głębszej refleksji, więc z czystym sercem mogę te słowa odwołać.
| achata napisał/a: | | Inna rzecz, że praca z dzieciakami w gimnazjum a z ludźmi dorosłymi to zupełnie inna klasa. Przez pół roku uczyłam matematyki w wiejskim gimnazjum. Niby troskliwi rodzice, dyscyplina i grzeczne dzieci ale wiek okrutny. Pamiętam, że raz wróciłam do domu z płaczem, że już nie chcę tam wracać. Ile złośliwości potrafi się w takich dzieciach skumulować to niepojęte. |
No widzisz, ale Ty przynajmniej rozumiesz ten problem...
Tamara - Czw 22 Gru, 2011 22:15
| Mag113 napisał/a: | nie oznacza to, że będę padać czołem przed lekarzem czy prawnikiem czy informatykiem, który ma być rzekomo bardziej użyteczny od historyka czy filologa czy bibliotekoznawcy. [...] Cóż jest tak zajmującego w byciu lekarzem, a zwłaszcza prawnikiem? Czy inżynierem od kanalizacji? Poza pensją, rzecz jasna? |
Padać czołem nie musisz i nikt od Ciebie tego nie wymaga ani nie oczekuje , ale bądź łaskawa wyrażać się z większym szacunkiem o ludziach wykonujących inny zawód niż Twój . Nie radziłabym również sugerować , że wszyscy , którzy nie zostali historykami ,filologami czy bibliotekoznawcami , kierowali się wyłącznie pobudką materialną , bo obrażasz ich taką sugestią ,bo po pierwsze w wieku , kiedy się decyduje o kierunku studiów mało kto myśli o pieniądzach , po drugie - co zapewne jest trudne do zrozumienia - te dziedziny potrafią być równie fascynujące jak dla Ciebie historia .
Zobaczyłam reklamówkę tej akcji z czytaniem i chodzeniem do łóżka i powiem szczerze - gdybym była facetem , to chyba bym pozostała przy nie-czytaniu wyjątkowo idiotyczny sposób na namówienie do czytania
Admete - Czw 22 Gru, 2011 22:57
Tamaro jasne jest, że jakies akcje trzeba podejmować, choć może ten ostatni sposób jest nieco dziwaczny
Aragonte - Pią 23 Gru, 2011 03:06
Khem, khem! Nie spierajcie się - wiadome święta idą, czas wybaczania
Ze swej strony mogę napisać, że rozumiem stanowisko obu stron.
A tak praktycznie to stoję po stronie Mag, bo - jak to określiłaby pewnie Riella - mam całkiem ciepłą posadkę. A humanistka jestem bez dwóch zdań. Nie mam jednak nic wspólnego z nauką polską. Ani ze szkołą, żeby było jasne.
A teraz bardzo proszę o powrót do pierwotnego tematu rozmów, który dotyczy zatrważającego stanu czytelnictwa w Polsce (na wszelki wypadek przypomnę ).
Admete - Pią 23 Gru, 2011 11:03
Jest jasne, że wysoki vat na książki i brak zakupów nowości w bibliotekach nie sprzyjają podnoszeniu czytelnictwa. Wiele dzieci i spora część młodzieży książki słucha. To ostatnie nie jest złe. Treść poznają, a aktorzy mają możliwość zarabiania dodatkowych pieniędzy.
corrado - Pią 23 Gru, 2011 11:12
Aragonte, z ust mi to wyjęłaś !00% racji (nie ma to jak kilo wazeliny ) .
Fakt, VAT ma znaczenie. Nowości w bibliotekach jednak trochę jest. Większy problem w zmniejszaniu się ich liczby.
Największy problem to jednak dom i szkoła: jak rodzice i nauczyciele nie zaszczepią zainteresowania książkami to żadne akcje nie pomogą.
Audiobooków nie będę nawet próbował póki na oczy widzę - mimo bardzo niebezpiecznej pracy mam nadzieję, że jeszcze trochę pozerkam na świat .
Admete - Pią 23 Gru, 2011 11:19
Też nie lubię audiobooków, jestem wzrokowcem. Sporo ludzi woli jednak słuchać. A nowości są w bibliotekach - w większych miastach albo tam, gdzie gmina zamożniejsza na wsi i ma sensownego wójta. Akurat u mnie nic się nie pojawia, bo pierwszy do podziału jest Kraków - u nas jest, co im zostanie.
corrado - Pią 23 Gru, 2011 11:35
| Admete napisał/a: | | Akurat u mnie nic się nie pojawia, bo pierwszy do podziału jest Kraków - u nas jest, co im zostanie. |
To wasze biblioteki nie podlegają pod gminę tylko pod Kraków? Publiczne? U nas należą do miasta i miasto finansuje ich działanie i zakupy (rzecz jasna niezbyt hojnie) . Szkoły zawsze kupowały samodzielnie, jakiś kawałek funduszy na to miały, nie wiem czy od dyrekcji czy z jakiegoś wyższego poziomu.
Tamara - Pią 23 Gru, 2011 11:46
| Admete napisał/a: | Tamaro jasne jest, że jakies akcje trzeba podejmować, choć może ten ostatni sposób jest nieco dziwaczny |
Jest wyjątkowo idiotyczny , bo seks i czytanie zajmują w mózgu wzajemnie wykluczające się ośrodki - jak czytasz czyli używasz kory przedczołowej - nie jesteś w stanie oddać się popędowi , bo myślenie go wyłącza . A jak oddajesz się popędowi wyłącza się myślenie
Deanariell - Pią 23 Gru, 2011 13:49
Aragonte napisała: | Cytat: | | tak praktycznie to stoję po stronie Mag, bo - jak to określiłaby pewnie Riella - mam całkiem ciepłą posadkę. |
No i super, ja się z całego serca cieszę, że są ludzie zadowoleni z własnej pracy, gdzie czują się dobrze i na dodatek bezpiecznie pod względem materialnym. Samymi szczytnymi ideami ciężko się wykarmić oraz opłacić rachunki. Poza tym szczęście osób, do których czuję sympatię, jest moim szczęściem. Gdyby nie fakt, że moja szkoła jest zagrożona spadającą z roku na rok liczbą uczniów i nie ma pewności, czy któregoś dnia gmina nie zechce jej zamknąć, a pracowników wysłać na zieloną trawkę, to w sumie sama o sobie też mogłabym z radością powiedzieć, że trafiła mi się ciepła posadka... Dlatego tym bardziej żałuję, że tak nie jest.
Mag113 napisała: | Cytat: | Po pierwsze - skończyłam studia ze specjalnością nauczycielską, zatem można przyjąć, że zakładałam możliwość pracy w szkole.
Po drugie - może tam pracowałam? |
Może... Duchem Świętym nie jestem, żeby to wiedzieć. Poza tym nawet jeśli, to musiało to być wieki temu - inne czasy, inne realia, inna szkoła. Generalnie ze współczesną rzeczywistością niewiele ma to już wspólnego.
| corrado napisał/a: | | Szkoły zawsze kupowały samodzielnie, jakiś kawałek funduszy na to miały, nie wiem czy od dyrekcji czy z jakiegoś wyższego poziomu. |
Teraz, to w ogóle słyszałam, że jest plan, aby zlikwidować szkolne biblioteki - bo skoro gminy mają swoje własne, to po co jeszcze bibliotekarz w szkole, uczniowie mogą z publicznych bibliotek korzystać. Co za głupota i brak wyobraźni - szkoła bez biblioteki! Mam nadzieję, że ten pomysł nigdy nie wejdzie w życie, a przynajmniej nie w małych miejscowościach, gdzie takie biblioteki, to jak centrum kultury prawie...
Deanariell - Pią 23 Gru, 2011 13:53
| Tamara napisał/a: | | Jest wyjątkowo idiotyczny , bo seks i czytanie zajmują w mózgu wzajemnie wykluczające się ośrodki - jak czytasz czyli używasz kory przedczołowej - nie jesteś w stanie oddać się popędowi , bo myślenie go wyłącza . A jak oddajesz się popędowi wyłącza się myślenie |
Ewentualnie można sobie czytać, a partner tam swoje robi - widywałam już takie rysunki satyryczne. (Naturalnie mówię to jedynie w formie żartu. )
Chyba, że wspólnie z partnerem "czyta się" Kamasutrę dla podgrzania atmosfery, tak w ramach gry wstępnej.
corrado - Pią 23 Gru, 2011 14:08
| Deanariell napisał/a: |
| corrado napisał/a: | | Szkoły zawsze kupowały samodzielnie, jakiś kawałek funduszy na to miały, nie wiem czy od dyrekcji czy z jakiegoś wyższego poziomu. |
Teraz, to w ogóle słyszałam, że jest plan, aby zlikwidować szkolne biblioteki - bo skoro gminy mają swoje własne, to po co jeszcze bibliotekarz w szkole, uczniowie mogą z publicznych bibliotek korzystać. Co za głupota i brak wyobraźni - szkoła bez biblioteki! Mam nadzieję, że ten pomysł nigdy nie wejdzie w życie, a przynajmniej nie w małych miejscowościach, gdzie takie biblioteki, to jak centrum kultury prawie... |
Nie lepiej byłoby upublicznić szkolną? Tam gdzie nie ma publicznej, lub jest daleko udostępnić księgozbiór mieszkańcom. Oczywiście część zarezerwowana dla szkoły nie - żeby uczniom lektur nie brakowało itp. Jeśli gmina tak naprawdę płaci też za szkolną bibliotekę to po modyfikacji godzin pracy mógłby być z tego jakiś pożytek.
|
|
|