To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Elizabeth Gaskell - życie, twórczość i epoka - North and South - wspólna lektura

Admete - Sob 13 Mar, 2010 12:04

Sofijufka napisał/a:
Admete napisał/a:
w dzieciństwie John Thornton przeżył wielkie ciepienie i upokorzenie, potem stał się w przyspieszonym tempie dorosłym, odpowiedzialnym za losy innych, głową rodziny. Nie miał okazji uczyć się tyle, ile by chciał. Jego życie to nieustanna walka, nie było w nim miejsca na wzniosłe uczucia, ani na piękno.

na rozpustę tez nie - ergo: John był dziewicem : :mrgreen:


Sofi :lol: Czekałam, tylko czekałam, aż ktoś sie odezwie ;)

Sofijufka - Sob 13 Mar, 2010 12:11

no musiałam ja, bom jako jedyna obrończyni jaśkowej cnotu tum została!
Anonymous - Sob 13 Mar, 2010 12:18

Admete obie miały zupełnie inny początek małżeństwa, ale w pewnym momencie osiągnęły ten sam punkt, wieczne niezadowolenie z życia, zawiedzione nadzieje, zgorzknienie.... Tyle, że wraz z upływem czasu Barbara zbliża się do Bogumiła a pani Hale się oddala. Chyba Charlotta Lucas miała rację co do małżeństwa? Sama miłość nie wystarczy zdecydowanie u Niechciców Bogumił pielęgnował to uczucie i wciąż chodził wokół tego małżeństwa a u Hale`ów obydwoje sobie odpuścili... żyli w zupełnie nietożsamych światach. Jego umysł zaprzątały sprawy ducha a ona pielęgnowała w sercu przeszłość zapominając o tym co jest.
Sofijufka - Sob 13 Mar, 2010 12:21

ja podejrzewam, że do historii z ich synem jakoś w miarę równie ciągnęłi małżeński wózek. pani Hale jakos wyglada mi na matke, która kocha bardziej syna niz córkę.... Jak syna zabrakło.... ułożyła się z wdziękiem na szezlongu i miała pretensję do całego świata.
Anonymous - Sob 13 Mar, 2010 12:25

Sofijufka napisał/a:
pani Hale jakos wyglada mi na matke, która kocha bardziej syna niz córkę....
I kolejna analogia do Nocy i dni dla Basi liczył się tylko ten nieszczęsny Tomaszek, reszta nieistotna.... serce córki się we mnie buntuje....
Nie zmienia to faktu, ze żal mi i pana i pani Hale nie powinno tak być, miłość nie powinna się po latach zamieniać w kupę dymiących popiołów. Tak nie powinno być.
Ciekawi mnie jak John i Margaret sobie ułożyli życie, ale to chyba rozważanie na końcówkę książki....

Admete - Sob 13 Mar, 2010 12:28

Czytanie z Wami jest naprawdę inspirujące. Oczywiście, że swoista utrata syna podkopała fundamenty rodziny państwa Hale. Często tak jest, ze córki sa od obowiązków, a synów się kocha bezwarunkowo. Tak jest tez w obecncyh czasach.
Caitriona - Sob 13 Mar, 2010 13:21

Admete napisał/a:
Oczywiście, że swoista utrata syna podkopała fundamenty rodziny państwa Hale.

Myślę, że szczególnie dla pani Hale był to ogromny cios, po którym właśnie odsunęła się od męża. Pewnie już wcześniej była nieco niezadowolona czy nieszczęśliwa na swój sposób ze swojej sytuacji, a tu jeszcze jej ukochany syn został stracony w sumie na zawsze.
Ja się tak zastanawiam po kim właśnie Maragaret ma tyle siły i tak mało egoizmu? Może dziadkowie, ich cechy dały o sobie znać?

Anonymous - Sob 13 Mar, 2010 13:22

Caitriona napisał/a:
Może dziadkowie, ich cechy dały o sobie znać?

Jak mniemam ojciec Pani Hale był człowiekiem z werwą tak mniemam... jakoś mi się tak uroiło... no i ciotka Shaw ma w sobie całkiem sporo życia

Caitriona - Sob 13 Mar, 2010 13:29

O właśnie, moze dziadek ze strony mamy, patrząc na ciotkę może być to dobry kierunek ;)
trifle - Sob 13 Mar, 2010 14:25

Przeczytałam na razie pierwszy rozdział z wydrukowanych siedmiu i muszę powiedzieć, że jestem pod wielkim wrażeniem pracy naszych tłumaczek. Wiem, jak w praktyce wygląda tłumaczenie tekstu, nad iloma niuansami trzeba się zastanawiać, często jest mnóstwo rzeczy, które rozumie się z kontekstu doskonale, ale trudno je ująć w konkretne polskie słowa. Rewelacja. Jakie to jest ładne, stylistycznie, leksykalnie. I te przypisy! :oklaski:

Czytam dalej.

trifle - Sob 13 Mar, 2010 18:21

Rozdział drugi. Państwo Hale utwierdzają mnie w przekonaniu, że tylko miłość - to nie najlepszy powód do małżeństwa. Nie mogę powiedzieć, że ich nie lubię, bo w jakiś sposób mogę zrozumieć i jedno i drugie. Pani Hale żyje w wiecznym niezadowoleniu, jest rozczarowana wszystkim. I chyba rzeczywiście to jedna z tych matek, które bardziej kochają synów.. Moje serce córki też się buntuje przed tym :roll: A pan Hale - jak tak romantyk, wierny sobie i swym przekonaniom, żyjący poza codziennością. Beznadziejnie się dobrali.. Żal mi Margaret - tak sobie wyidealizowała dom rodzinny, a okazał się nie być taki cudowny, jak jej się wydawało.
Właśnie przyjechał Henry. Pamiętam, że go lubiłam :mysle:

Admete - Sob 13 Mar, 2010 19:08

Cytat:
A pan Hale - jak tak romantyk, wierny sobie i swym przekonaniom, żyjący poza codziennością. Beznadziejnie się dobrali..


To jest dowód na to, że miłośc zaślepia ;)

trifle - Sob 13 Mar, 2010 19:56

Po kolejnych rozdziałach stwierdzam, że pan Hale to straszny tchórz i egoista. "Nie mogę znieść, że moi bliscy tak cierpią, och, nie mogę znieść". Phi :roll: Co to za facet, na litość? On sobie wyjdzie z domu na cały dzień i córka niech się męczy, czekając na dobry moment, żeby powiedzieć żonie. Zmieniam zdanie - pan Hale mnie wkurza :roll:

Ale patrzcie jaka ładna definicja przyjaźni tu jest:
Londynskie życie jest zbyt szalone i intensywne, aby dopuścić nawet godzinę takiej głębokiej ciszy
pełnej współczucia, którą okazali przyjaciele Hioba, kiedy „siedzieli z nim na ziemi siedem dni
i siedem nocy i nikt nie wypowiedział do niego słowa, bo widzieli, że jego smutek jest wielki”.

Alicja - Sob 13 Mar, 2010 20:28

"Zamiast spokojnego duchownego w srednim wieku, pojawiła sie młoda dama pełna dostojenstwa, młoda dama tak różna od wszystkich, jakie dotąd spotykał."



John nie mógł być dziewicem, spotykał inne kobiety, ale spotykał - nie napiszę gdzie je spotykał :-P

ja także nie dziwię się, że pani Hale zachorowała. Nie wyobrażam sobie, co ona i Margaret musiały czuć, gdy przeprowadziły się z miejsca, gdzie latem i wiosną aż pachnie trawą, kwiatami,słychać ptaki i szum drzew, do miejsca gdzie jest szaro i ponuro

trifle - Sob 13 Mar, 2010 20:39

Alicja napisał/a:
"Zamiast spokojnego duchownego w srednim wieku, pojawiła sie młoda dama pełna dostojenstwa, młoda dama tak różna od wszystkich, jakie dotąd spotykał."


Alicjo, ja nie wiem, o czym Ty myślisz ;) Margaret też spotkał i co z tego wynika? Thornton nie żył w pustelni tylko w mieście, to oczywiste, że spotykał/widywał inne kobiety. Choćby jakieś głupawe znajome Fanny.

Ja skończyłam rozdział siódmy. Margaret też była dobra - jaka uprzedzona, negatywna, "nie lubię kupców". Skąd się brała ta niechęć?
Ale że też miała siłę na to wszystko, tyle zmian w tak krótkim czasie przy tak niezaradnych rodzicach.

Admete - Sob 13 Mar, 2010 20:50

To negatywne nastawienie widoczne było juz wcześniej, a nasiliło się motywy opuszczenia domu, ale w głębi serca nie witała tych wszystkich zmian z radością. To musiało się odbić na jej osądzie rzeczywistości i ludzi, których spotykała.
Alicja - Sob 13 Mar, 2010 20:55

trifle napisał/a:
Alicjo, ja nie wiem, o czym Ty myślisz

o tym samym? nie kładłabym nacisku na słowo - spotykał :wink:

trifle napisał/a:
"nie lubię kupców". Skąd się brała ta niechęć?



z tego co ją spotkało ostatnimi czasy. Przeprowadzka, miasto, nowi ludzie, którzy choćby nie wiem jak się starali, nie będą tymi z miejsca jej dotychczasowego zamieszkania. Margaret żyła przecież kilka lat w mieście u wujostwa, ale wtedy nie byla to konieczność. Teraz brak możliwości wyboru nastarają ją pesymistycznie i negatywnie

BeeMeR - Sob 13 Mar, 2010 22:28

Admete napisał/a:
Często tak jest, ze córki sa od obowiązków, a synów się kocha bezwarunkowo. Tak jest tez w obecncyh czasach.
Zwłaszcza gdy najczęściej gdy jest model syn i córka: synek jest cyckiem maminym, a córeczka tatusiowa - znam takie rodziny :mysle:
Sofijufka - Nie 14 Mar, 2010 11:14

Alicja napisał/a:
trifle napisał/a:
nie lubię kupców". Skąd się brała ta niechęć?



z tego co ją spotkało ostatnimi czasy. Przeprowadzka, miasto, nowi ludzie, którzy choćby nie wiem jak się starali, nie będą tymi z miejsca jej dotychczasowego zamieszkania. Margaret żyła przecież kilka lat w mieście u wujostwa, ale wtedy nie byla to konieczność. Teraz brak możliwości wyboru nastarają ją pesymistycznie i negatywnie

nie wydaje mi się, raczej to pozostałość dawnej "szlacheckiej" niechęci do "citów". Margaret jest jakby zakonmserwowana w dawnej "patriarchalnej" kulturze, sądzę, że łatwo by sie dogadała z JA: podobna pozycja w społeczeństwie jako córka duchownego, podobne obowiązki wobec parafian, w oczach mieszkańców Helstone [i swoich] jest osoba z wyższej sfery - dzięki pochodzeniu i koneksjom. W Milton - jest przede wszystkim ubogą panną. I Milton przyspiesza jej dojrzewanie.
Nic nie poradzę, że cały czas przy lekturze nasuwaja mi sie reminiscencje z Izabelą i Wokulskim...
Choć na Izabelę to i Milton by nie wpłynęło :uzi:

Admete - Nie 14 Mar, 2010 11:25

Pewnie masz rację, ale niestety niechęć spowodowana niesprzyjającymi okolicznościami tez ma znaczenie. Natomiast nigdy jednak nie porównałabym Margaret do Izabelci, bo są z zupełnie różnych środowisk, inaczej wychowywane. Na dodatek Izabela nie była w stanie wyjść poza konwenanse i była dość ograniczona umysłowo.
Sofijufka - Nie 14 Mar, 2010 11:32

ja je porównuję - na korzyść Margaret :mrgreen:
BeeMeR - Nie 14 Mar, 2010 14:14

Abstrahując na chwilę od Margaret, to niesamowite, że dom dla trzyosobowej rodziny musiał być wyposażony w pięć sypialni, bo jeszcze służbę trzeba gdzieś umieścić :mysle:

a przy tapecie w błękitno-różowe róże ze złotymi listkami sama bym wysiadła :paddotylu:

Sofijufka - Nie 14 Mar, 2010 14:34

no, jakby były subtelne odcienie...
BeeMeR - Nie 14 Mar, 2010 14:42

Nie dla mnie - ja organicznie nie znoszę różowego koloru na ścianach i większości innych rzeczy :confused3:
Różowe to ja mam tylko to, co było białe ale się wyprało z podstępnie podrzuconą czerwoną skarpetką ;)

Sofijufka - Nie 14 Mar, 2010 14:47

ja w ogóle tapet nie lubie...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group