To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Jane Austen - życie i epoka - Stroje z epoki JA

nicol81 - Pon 26 Lis, 2007 20:59

Maryann napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Ja akurat preferuję stroje z wersji 2005, choć sa częściowo przederegencyjne.

To znaczy, że to burobrązowe, wymięte giezło Keiry też ? :paddotylu:

Burobrązowe, wymięte giezło jest piękne w swojej brzydocie :mrgreen: Wyróżnia się i zapada w pamięć. I kontrastuje ze strojami wyjściowymi.

Wiem, że Dashwoodówny postarzono, ale Emma Thompson by nie wyglądała na dziewiętnaście :roll: Takie postarzenie Eleonory zmienia jej sylwetkę psychologiczną, bo rozwaga zdaje się wynikać z sytuacji życiowej, a nie z charakteru.

Dorfi - Czw 29 Lis, 2007 13:33

Sofijufka napisał/a:
Marija napisał/a:
Po prostu hymn do Colina :thud: ...


Hi, hi - to są dżersejowe "regentowe" pantalony ze zbiorów Wiktorii i Alberta - ale by Darcy czyli Colin w nich wyglądał! Bo one obcisłe są!
http://i92.photobucket.co...itbreeches2.jpg
:serduszkate:

Ja tam podziwiam kunszt krawiecki. Zauważyłyście jak pięknie wkomponowane są szwy w ozdobną taśmę? Komu dzisiaj chciałoby się tak bawić.

Sofijufka - Czw 29 Lis, 2007 17:01

Moje drogie Damy! Znalazłam przypadkiem kawałek swojej wprawki w tłumaczeniu - robiłam je tak dla siebie :ops1: . Dwudziestosiedmioletnia stara panna zamówiła właśnie pierwszy koronkowy czepeczek, jaki przystoi damie w latach. Zamówienie nadeszło - ku przerażeniu jej matki.
Chcecie podczytać sobie te półtorej strony?

Dorfi - Czw 29 Lis, 2007 17:07

Dawaj :banan:
Sofijufka - Czw 29 Lis, 2007 17:13

Dorfi napisał/a:
Dawaj :banan:

Proszę...
Elisabeth Mansfield
POJEDYNEK SERC

WSTĘP
To był całkiem ładny czepeczek, naprawdę. W taki drobiazg dama raczej nie powinna wpatrywać się ze zmartwioną miną. Leżał na kolanach Sarah, spoczywając na warstwie papieru, w który go zapakowano. Sprawiał wrażenie urocze i niewinne – frywolne cudeńko ze śnieżnobiałego muślinu, ozdobione rzędami atłasowej wstążki i wykończone delikatną koronką Alencon. Ale palce Sarah drżały lekko, gdy bawiła się marszczoną koronką i wpatrywała się w czepeczek z zakłopotaniem. A przecież sama zamówiła go zaledwie tydzień temu – z okazji swych dwudziestych siódmych urodzin – u jednej z najlepszych londyńskich modystek . Wydawało się, że nie ma powodu, by jego nadejście dzisiejszego popołudnia w najmniejszym stopniu zakłócało jej spokój ducha.
Sam w sobie, czepeczek nie powinien budzić lęku. O co więc chodziło? Sarah znała odpowiedź. Takie ozdobne nakrycie głowy (często błędnie określane jako „wdowie”) było przeznaczone do noszenia w domu, ale nie tylko przez wdowy. W rodzinach, które przywiązywały należytą wagę do tradycji, takie czepeczki nosiły także mężatki. Prawdę mówiąc, było to nakrycie głowy odpowiednie dla każdej kobiety w dojrzałym wieku. Tylko młode dziewczęta nie musiały osłaniać włosów. Po wyjściu za mąż dziewczyna zaczynała nosić czepek w domu jako symbol osiągnięcia dojrzałości. I w tym charakterze zwykle noszony był z zadowoleniem.
Ale Sarah nie była mężatką. W tym cały problem.
Ze zbolałą miną przeniosła wzrok z czepeczka na kolanach na swoje odbicie w lustrze toaletki. Wiedziała dobrze, iż w dojrzałym wieku lat dwudziestu siedmiu większość kobiet od dawna pozostawała w małżeńskim związku. Ale ona wciąż pozostawała w wolnym stanie. Małym pocieszeniem był dla niej fakt, iż większość uważała, że sama jest sobie winna. Kobieta o tak atrakcyjnej powierzchowności – mówili - do tej pory z pewnością musiała mieć już starających się o jej rękę. Dystyngowana młoda dama, smukła i pełna wdzięku, o rozumnym wejrzeniu, z delikatnie modelowanymi rysami twarzy i masą gęstych, kasztanowatych włosów, po prostu nie mogła być pominięta na rynku matrymonialnym – o ile sama sobie tego nie życzyła. A choć Sarah uważała pochwały swej urody za przesadzone, musiała przyznać, że za staropanieństwo musi w równym stopniu mieć pretensje do siebie, jak i do innych..
Nagłe otwarcie drzwi do sypialni przerwało te rozważania. Jej matka, lady Laurelia Stanborough, wpadła do środka, jak zwykle nie troszcząc się, iż zakłóca prywatność córki. Ubrana była do wyjścia w obramowaną futrem pelisę i budkę z mnóstwem olbrzymich piór. Dźwigała też wielką mufkę z takiego samego futra jak obszycie pelisy. Obdarzona uderzającym szykiem i wdziękiem (ale raczej nie grzesząca intelektem), miała niecałe pięć stóp wzrostu nawet w butach na najwyższych obcasach. Ten fakt denerwował ją od najmłodszych lat, i starała się temu zaradzić, nosząc najwyższe kapelusze, jakie udało się jej znaleźć. Kapelusze te, choć nie zdołały zamaskować jej niskiego wzrostu, wywołały masę pochwalnych komentarzy i wielce przyczyniły się do powstania opinii, iż posiada ona śmiałe wyczucie mody. A sukces kapeluszy oznaczał – jej zdaniem – że inne części garderoby też powinny mieć duży rozmiar. Od tego czasu nosiła najszersze szale, najokazalsze pierścionki, najobszerniejsze mufki i najdłuższe rękawiczki, jakie zdołała wyszukać.
Zapinała z trudem liczne perłowe guziczki na lawendowych rękawiczkach. Przelotnie tylko spojrzała na córkę i powiedziała:
- Idę do lady Howard. Naprawdę nie chcesz się do niej wybrać? Gdybyś mnie spytała o zdanie, popołudniowa partyjka kart to rozrywka, jakiej potrzebujesz.
- Nie, dziękuję – szybko odrzekła Sarah. Inna odpowiedź bardzo zdziwiłaby jej matkę. Sarah nigdy nie chodziła na karciane herbatki.
- Hmmmm – mruknęła matka ze zwykłym lekceważeniem. – No dobrze, przekażę od ciebie wyrazy ubolewania la..... – Jej wzrok padł na otwarty pakunek na kolanach Sarah. – Wielkie Nieba! Co to takiego?
- Dobrze widzisz, co to jest - stwierdziła obronnym tonem Sarah, podnosząc czepeczek, by matka mogła mu się przyjrzeć.
- Z pewnością nie zamierzasz... nosić tego? – wykrzyknęła z osłupieniem lady Stanborough.
- Oczywiście, że tak.
- Po moim trupie! –Matka próbowała wyrwać jej czepeczek.
Sarah, która odziedziczyła wzrost po nieżyjącym już ojcu, była o ponad sześć cali wyższa od matki. Odskoczyła i uniosła czepeczek w górę, poza zasięg jej ręki.
- Ale dlaczego nie miałabym go nosić? – spytała spokojnie. – To z pewnością odpowiedni strój dla osoby w moim wieku.
- Oddaj mi natychmiast ten czepek, – zażądała z furią lady Stanborough. – Nie bądź dziecinna! Założenie takiego czepka to jakby przyznanie się przed całym światem, że jesteś.... jesteś....
- Starą panną? Przecież to prawda.
Lady Stanborough rzuciła córce wściekłe spojrzenie.
- Nie opowiadaj takich bredni! Jesteś jeszcze dzieckiem!
Sarah musiała się roześmiać.
- Doprawdy, mamo, bądź rozsądna. Kobieta dwudziestosiedmioletnia to już nie dziecko. Przykro mi, kochanie, że cię zdenerwowałam, ale w moim wieku nie mogę być nawet nazwana dziewczyną.
- Przykro ci, że mnie zdenerwowałaś, doprawdy! – odpowiedziała matka, wydymając wargi. – Ciągle mnie denerwujesz! Mówię ci, dostanę apopleksji, jeśli nie skończysz z tymi głupotami. I spójrz, przez ciebie przekrzywił mi się kapelusz...
- To dlatego, że upierasz się przy noszeniu kapeluszy, które są za duże na twoją głowę. Usiądź, a ja ci go poprawię.
- Daj spokój – stwierdziła szorstko starsza kobieta. – Sama to zrobię.
Usiadła przy toaletce i zaczęła usuwać szkody w swym wyglądzie, wywołane sprzeczką z córką.
- Stara panna! – mruczała. – Nie wyglądasz na więcej niż dziewiętnaście lat!
- Dziewiętnaście! – Sarah zachichotała i przyklękła obok matki, tak że ich twarze odbijały się w lustrze. – Dobrze mi się przyjrzyj, mamo, i nie próbuj opowiadać sobie... albo mnie ... bajek. Czy to jest twarz dziewiętnastolatki?
- Oczywiście, że tak – szybko odparła matka, uważniej przyglądając się swej budce niż twarzy córki.
Lady Stanborough sama się oszukiwała. Przyjemnie jej było wierzyć w to, co najwygodniejsze. Ale Sarah nie mogła tak łatwo łudzić samej siebie. W orzechowych oczach, które spoglądały na nią z lustra, widać było wyraźne zmęczenie światem, jakiego nigdy nie zobaczy się w oczach dziewiętnastoletniej dziewczyny. Jej kasztanowate włosy, choć nadal gęste i nieujarzmione, straciły czerwonawy połysk, który miały dawniej. A w kącikach ust widniały cieniutkie zmarszczki od uśmiechu. Och, mamo, pomyślała wzdychając, już od dawna nie jest to twarz młodej dziewczyny.
Lady Stanborough, skupiła uwagę na swym wyglądzie i poprawiła niesforne pasmo włosów.
- Nie byłabyś starą panną – beształa córkę, bardziej z przyzwyczajenia niż przekonania – gdybyś przez te wszystkie lata choć raz mnie posłuchała i poślubiła Northa.
Znowu to samo, ten sam stary refren. Sarah serdecznie miała dość słuchania, jak matka w kółko powtarza: John Phillip North, markiz Revesne, taki przystojny, wysoko postawiony, tak bogaty, taki imponujący, taki ważny! Matka miała skłonność do uczepienia się jednej myśli i trzymania się jej kurczowo, bez względu na to, jak bardzo się myliła. - Och, Sarah –jęczała od lat – dlaczego byłaś tak niemądra i odrzuciłaś takiego mężczyznę! Nic, co Sarah mówiła nie mogło przekonać matki, że jej ocena lorda Northa jest błędna.
- Wciąż jeszcze mogłabyś go mieć, gdybyś tylko się postarała – mówiła lady Stanborough wstając od toaletki. Tę uwagę wypowiadała zawsze, ilekroć sprowadziła rozmowę na lorda Northa. – Czyż nie pozostał kawalerem przez te wszystkie lata?
Choć Sarah i lord North niemal nie odzywali się do siebie, poza wymienieniem chłodnych grzeczności, powszechnie szeptano, iż lord North nadal nosi żałobę po dawnej miłości. Ale matka – i reszta londyńskich plotkarek – nie potrafiła chyba zrozumieć, że córka czuje do niego odrazę. Wszystko – nawet staropanieństwo – było lepsze od poślubienia go.
Cały kłopot w tym, przyznała w duchu Sarah z ciężkim westchnieniem, że była idealistką i marzycielką. Pragnęła tylko cichego życia – które by miało cel, sens, znaczenie. Londyńskie towarzystwo – Londyn bogatych sal balowych, gry w karty i tańców, skandali i niewierności małżeńskich, rozpusty i kłamstwa, pojedynków i hańby – nie było odpowiednie dla niej.

Caitriona - Pią 30 Lis, 2007 11:04

Dzięki Sofijufka! Bardzo fajna lektura! :kwiatek:
Sofijufka - Pią 30 Lis, 2007 11:26

Caitriona napisał/a:
Dzięki Sofijufka! Bardzo fajna lektura! :kwiatek:

Miło mi :ops1:
Na tym stanęłam, ale często sobie podczytuję oryginał, zwłaszcza pod prysznicem. Lord North jest taakim wspaniałym czarnym charakterem, no i główny bohater to taki brandonowaty jest, mniam. mniam. Wmawia sobie, że się kocha w podopiecznej, mariannowatej gąsce.
Achhhh :serce2:

Alison - Pią 30 Lis, 2007 11:35

Och jaki uroczy tekst! Cudnie się to czyta. Sofi, dziekuję. :kwiatek:
Jeśli jest tego więcej, to może byś nam tutaj zaserwowała jeszcze, tak po kawałeczku...
Nasz fanfik niedługo się kończy :roll:

Maryann - Pią 30 Lis, 2007 11:45

Alison napisał/a:
Nasz fanfik niedługo się kończy :roll:

Nooo... :wink: :-P

Sofijufka - Pią 30 Lis, 2007 11:50

Alison napisał/a:
Och jaki uroczy tekst! Cudnie się to czyta. Sofi, dziekuję. :kwiatek:
Jeśli jest tego więcej, to może byś nam tutaj zaserwowała jeszcze, tak po kawałeczku...
Nasz fanfik niedługo się kończy :roll:

Jeszcze raz dziękuję :ops1: . Na razie walczę z koszmarkiem :zalamka: za forsę (bohaterka wyjaśnia przystępnie, co to endometrioza). Od czasu do czasu mogłabym coś wrzucić - dla płodozmianu - ale co z prawami autorskimi pani Mansfield?
O ile wiem, chyba jeszcze jej w Polsce nie tłumaczono...
A mam sporo takich czytadeł angielskich z mojej ulubionej epoki, eh :thud:

Alison - Pią 30 Lis, 2007 12:22

Czy my tłumacząc coś na własny użytek naruszamy czyjeś prawa autorskie? Przecież nie pobieramy żadnych opłat za czytelnictwo, tylko udostępniamy w sumie kilkunastu osobom niedostępną dla nich literaturę, w ramach pomocy koleżeńskiej. Bo jeśli naruszamy, to ja powinnam już dawno siedzieć za N&S, które też nie było tłumaczone na polski. A ze mną jeszcze parę osób powinno się w celi zmieścić, że nie wymienię z imienia i nazwiska kogo mam na myśli :wink:
fanturia - Pią 30 Lis, 2007 12:41

N&S juz chyba legalnie dostępne jest z powodu wygaśnięciapraw autorskich. A tłumaczenie moze udałobu się wydać w normalnej (analogowej) postaci?
Gunia - Pią 30 Lis, 2007 16:04

Świetny tekst. :D Bardzo mi się podoba ten styl. Dzięki, Sofijufka. :kwiatki_wyciaga:
Sofijufka - Pią 30 Lis, 2007 16:48

Gunia napisał/a:
Świetny tekst. :D Bardzo mi się podoba ten styl. Dzięki, Sofijufka. :kwiatki_wyciaga:

Ach, ach, skądże :ops1:
Ach, bynajmniej :rumieniec:
No, ale powaznie - jeśli jesteście zainteresowane, to wprawdzie nie całość (hm, zagrożenie dla tłumacza - dwa lata!), ale jak trochę podgonię swoje, to wybiore fragmenty z bohaterami i antybohaterami, oraz jakieś ciekawsze o od czasu do czasu podrzucę.
W innych też są cuda: np. młodzi arystokraci grają w karty, a stawką jest "coś", czego nikt nie chce.
Jedne z nich - półFrancuz, oczywiście, Anglik by tak nisko nie upadł - stawia swoją... ciotkę. W podeszłym wieku (ehm, tak pod czterdziestkę). I przegrywa. Wygrany czuje chrupiące go sumienie, zaprasza więc damę jako towarzyszkę dla matki. Ciotka jest jednak niedysponowana, zamiast niej jedzie więc bratanica, dwudziestoparoletnia, rezolutna, taka, co nie da sobie w kaszę dmuchać. No, a dalej - mniam, mniam...

Gunia - Pią 30 Lis, 2007 16:52

A gdzie udało Ci się znaleźć takie cudo?
Sofijufka - Pią 30 Lis, 2007 17:02

Gunia napisał/a:
A gdzie udało Ci się znaleźć takie cudo?

Na Krakowskim była (a może i jest nadal) księgarnia z angielskimi ksiązkami. I parę lat temu nabyłam kilka "Regency Roman" za jakieś grosze (4-6 zł) :thud:
Oooo, i jest taka, w której bohater wrac do Anglii po Waterloo, bez nogi. Ukrywa się na prowincji przed rodziną, a zwłaszcza narzeczoną - panienką z towarzystwa i urodą typu "diament pierwszej wody". W końcu - przy wydatnej pomocy ślicznej i niepokornej kuzynki - staje do pionu. Ale... ta narzeczona. Nie zwolni go ze słowa, bo tak się sobie podoba, że to taka dzielna, kalekę przy piersi trzyma...
Chlip!

Ale! Moje damy! właśnie do mnie dotarło, że mój rodzony praszczur po kądzieli kośćmi w trumnie grzechocze! :omg: Prawnuka się zachwyca Anglikami! Jego wrogami! Był francuskim Kreolem, w Polsce się został, wracając spod Moskwy w stanie mocno pokiereszowanym. I moja praszczurka się nim zajęła, i to tak, że przed ołtarz zawiodła...

Alison - Pią 30 Lis, 2007 17:17

Sofijufka napisał/a:
I moja praszczurka się nim zajęła, i to tak, że przed ołtarz zawiodła...


Słowem zmyślna i zapobiegliwa panna :wink:

fanturia - Pią 30 Lis, 2007 20:36

Sofijufka napisał/a:
Gunia napisał/a:
A gdzie udało Ci się znaleźć takie cudo?

Na Krakowskim była (a może i jest nadal) księgarnia z angielskimi ksiązkami. I parę lat temu nabyłam kilka "Regency Roman" za jakieś grosze (4-6 zł) :thud:


Na Allegro kiedyś bywały zestawy ok 20 zł za 3-6 sztuk.

kas1a - Pon 04 Lut, 2008 13:37

Kochane, czy nie wpadło Wam w ręce ostatnio nic ciekawego co byłoby literaturą z epoki i mówiło o strojach z wiadomego okresu? Przekopałam cztery tomy Wojny i Pokoju, wszystkie książki Jane i mało, mało! Tylko maciupeńkie wzmianki, tu o ridiculu, tam o wstążce:( jeno w Panu Tadeuszu jakieś pocieszające fragmenty dotyczące Telimeny i Zosi... Pomocy! Tekst przetłumaczony przez Sofijufkę jest idealny, czy trafiłyście może na cosik takiego? Kopię na allegro ale tam co najwyżej znalazłam książki typu historia ubioru, a to wszystko już mam, potrzeba mi przykładów literackich...
Sofijufka - Pon 04 Lut, 2008 13:42

kas1a napisał/a:
Kochane, czy nie wpadło Wam w ręce ostatnio nic ciekawego co byłoby literaturą z epoki i mówiło o strojach z wiadomego okresu? Przekopałam cztery tomy Wojny i Pokoju, wszystkie książki Jane i mało, mało! Tylko maciupeńkie wzmianki, tu o ridiculu, tam o wstążce:( jeno w Panu Tadeuszu jakieś pocieszające fragmenty dotyczące Telimeny i Zosi... Pomocy! Tekst przetłumaczony przez Sofijufkę jest idealny, czy trafiłyście może na cosik takiego? Kopię na allegro ale tam co najwyżej znalazłam książki typu historia ubioru, a to wszystko już mam, potrzeba mi przykładów literackich...

A po co Ci? Dla ducha czy praktycznie? Od tego zalezy moja odpowiedź....
A przedtem: w 'Annie Kareninie jest trochę o strojach, w "Ziemi obiecanej" Reymonta. w "Rodzinie Połanieckich", o! I w "Pamiętniku Wacłay" Orzeszkowej.......

kas1a - Pon 04 Lut, 2008 16:20

Moje toto: Czw 18 Paź, 2007 07:49
"Kochane, nabieram przekonania że jednak w maturze morze być coś mądrego, wśród tematów na polski znalazł się u nas wspaniały: "Moda damska na przełomie XVIII i XIX wieku w literaturze i sztuce" . Oczywiście go capnęłam i chciałam Was prosić, jeśli natknęłybyście się na jakiś ciekawy fragment to dajcie znać! "

więc niestety raczej praktycznie, choć przy tym i duch nie pozostaje niewzruszony;) A skąd te tytuły? nie widziałam tego nigdzie... :roll:

Sofijufka - Pon 04 Lut, 2008 16:27

kas1a napisał/a:
Moje toto: Czw 18 Paź, 2007 07:49
"Kochane, nabieram przekonania że jednak w maturze morze być coś mądrego, wśród tematów na polski znalazł się u nas wspaniały: "Moda damska na przełomie XVIII i XIX wieku w literaturze i sztuce" . Oczywiście go capnęłam i chciałam Was prosić, jeśli natknęłybyście się na jakiś ciekawy fragment to dajcie znać! "

więc niestety raczej praktycznie, choć przy tym i duch nie pozostaje niewzruszony;) A skąd te tytuły? nie widziałam tego nigdzie... :roll:

Kas!a, a skądes Ty?I czy znasz rosyjski? Bo ja mam w zbiorach coś takiego: R,M, Kirsanova: Rozovaja ksandrejka i dradedamovyj platok: kostjum-veszcz i obraz w russkoj literature XIX wieka", s. 282 małego formatu, wydane w 1989 roku, ale wiem, że było późniejsze - obszerniejsze - wydanie.
Jest to cudo! Fragment literacki, a potem objaśnienie, czego dotyczny i co mówiło ówczesnemu czytelnikowi... Z rąk tego nie wypuszczę, ale może u siebie gdzieś to znajdziesz.... No i jest w Bibliotece Narodowej [ MAG KS I 1.670.060 ]
A te tytuły? Znajdziesz w necie: http://pl.wikisource.org/...%C5%82%C3%B3wna

kas1a - Pon 04 Lut, 2008 17:04

Skąd ja? Z wrocławia;) rosyjskiego nie znam niestety:(:(:( choć podoba mi się. No cóż będę grzebać dalej w tych dziełach wszelakich...
Anonymous - Pon 04 Lut, 2008 17:26

a nie lepiej zaczac od Gutkowskiej - Rychlewskiej? Jakis sensowny poczatek na temat strojow polskich. Z ilustracjami.
Sofijufka - Pon 04 Lut, 2008 18:27

kas1a napisał/a:
Skąd ja? Z wrocławia;) rosyjskiego nie znam niestety:(:(:( choć podoba mi się. No cóż będę grzebać dalej w tych dziełach wszelakich...

Szkoda! Bo to by Ci podsunęło co nieco....
Trochę znajdziesz w "Nad Niemnem" {kontarst ubioru Justyny i Domuntówny, na przykład, kompleksy małej Korczyńskiej w stosunku do bogatszych kuzynek...],



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group