Filmy - Powiew Orientu
Anonymous - Czw 22 Maj, 2008 13:58
| trifle napisał/a: | | Smutne, że nawet przyjaźni nie można być pewnym. |
o przyjaźń jak o uczucie trzeba też walczyć pielęgnować a oni siebie zgubili. nie było komunikacji były monologi ewentualnie wymiana pretensji i żalów.
Mayę rozumiem, pewnie sama bym tak postąpiła inna historia czy ona z Devem będzie szczesliwa. on nie potrzebował rodziny on chciał kobietę, dla niej zaś ważna była rodzina jak oni pogodzą ten związek? czy może ona będzie zadowolona bo nie będzie przytłoczona miłościa a on będzie miał osobę której zależy na nim?
asiek - Czw 22 Maj, 2008 14:11
| Admete napisał/a: | | Zgadzam się Trifle z Twoimi wypowiedziami. A jeśli chodzi o Rheę i Deva to ich małżenstwo opierało się na przyjaźni. Mówi o tym Dev na początku. Byli najlepszymi przyjaciółmi. Widać ta przyjaźń wygasła, bo w filmie Rhea nie zachowuje się jak przyjaciółka. |
Ale, Dev również nie zachowuje się przyjaźnie. Punktuje żonę przy każdej okazji.
Krótko mówiąć oni się nawet nie lubią, a cóż dopiero mówić o miłości.
| trifle napisał/a: | | Co do Rishiego to właśnie nie jestem pewna, czy on naprawdę Mayę kochał. Bo czy prawdziwa miłość nie idzie w parze z jakąś ogólną dojrzałością? Dlaczego Rishi nie chciał rozmawiać z Mayą, unikał poważniejszych dyskusji, bo po co się wysilać. |
Ta chęć rozmowy ze strony Mayi, to zasłona dymna. Przecież od początku nie była z nim szczera. Nie da się braku miłości zastąpić rozmowami.
| trifle napisał/a: | | Rhea najmniej sympatii we mnie wzbudzała na początku. Zimna, zorientowana na karierę kobieta. Kochała Deva, ale w ogóle mu tego nie okazywała, myślała, że "on jej się należy" i że tak już będzie, a ona może robić, co jej się podoba. Oskarżała go, a sama nie była lepsza. Jak mówicie, to się zmienia jak już jest za późno. Bardzo mi się podobały fragmenty, już po odejściu Deva, kiedy pokazywano jak ona spędza czas z synkiem. Dobrze, że zrozumiała, co jest ważne. |
Ile można wytrzymać ? Ile można wziąć na swoje barki ? Dziewczyna utrzymywała dom, praca zawodowa pochłaniała większość jej czasu. Dev miał go zdecydowanie więcej, więc z powodzeniem mógł zająć się dzieckiem. Jak to mu wychodziło, wszyscy wiemy. Nie wiem dlaczego wobec Rhei są tak wielkie oczekiwania. Miałaby prowadzić dom, pracować zawodowo, zajmowac się dzieckiem i opiekować zgorzkniałym mężem ? Chyba żadna z nas by tego nie wytrzymała.
| trifle napisał/a: | | Mayę też rozumiem. Ona ma mnóśtwo wątpliwości, zastanawia się, analizuje, ale boi się działania. Też trochę taka jestem, więc nie potrafię jej za to potępiać. Zgodziła się wyjść za niego za mąż pewnie dlatego, że był przy niej, był blisko, nalegał, łatwiej było się zgodzić niż nie zgodzić. Źle zrobiła, nie powinna była, ale wiem, że można czuć "niezdolność" i brak siły do sprzeciwu i podjąć złą decyzję. Życie jest trudne. |
To prawda życie jest trudne ...Potrafię zrozumieć każdego z bohaterów, usprawiedliwić Mayę, Deva, ale to nie znaczy, że akceptuję ich wybory.
Admete - Czw 22 Maj, 2008 14:22
Skąd opinia, że chęć rozmowy Mayi z Rishim to zasłona dymna? Gdzie to widać? Wyjaśnij mi Ja tego nie widzę. Maya lubi analizować sprawy w rozmowie. Otrzymuje to od Deva, jej mąz jest niezdolny do czegoś takiego. Nie możesz temu zaprzeczyć.
Gdyby Rhei naprawdę zależało, to byłaby przy mężu, zamiast robić karierę. On ten wypadek ma w momencie, gdy ona zaczyna nową pracę. Gdyby go kochała, wzięłaby coś mniej wymagającego. Może musieliby się przeprowadzić, mieliby mało pieniędzy, ale byliby razem. Sądzę, że wtedy Dev nie byłby tak zgorzkniały. Wyszliby z tego razem. Dla mnie to jest istota związku. On jej potrzebował, jej nie było. Pamiętaj to facet, hinduski facet.
Jeśli między Rheą i Devenm nie było nawet przyjaźni, to rozstanie było jedynym wyjście. Po co ciagnąć coś na siłę?
Wszyscy bohaterowie filmu czegoś się w trakcie tego całego zamieszania nauczyli.
Trzykrotka - Czw 22 Maj, 2008 14:22
I mnie się tak wydaje - jeżeli może być jakiekolwiek usprawiedliwienie dla zdrady, to tylko to, które daje Karan. Zdrada swoich przysiąg jest tylko wtedy w jakiś sposób dopuszczalna, jeśli przysięgi były od początku "złe". A tutaj obie takie były. Rhea i Dev, Maya i Rishi niepotrzebnie się pobierali. Konformistycznie. Dev to poradził - głupio Mayi: wyjdź za tego, który Cię kocha, nawet jeśli ty nie wiesz, czy go kochasz, bo inaczej miłość może cię ominąć . Ilu z nas tak robi? Lubię go, bawi mnie, miło mi z nim... Rishi jest kochanym, łatwym człowiekiem, ale i na nim ciąży wina, niestety. Ich związki miały fałszywe podstawy, oba związki. Ja nienawidzę myśli i zdradzie, jakiejkolwiek. Także uważam, że ludzie dziś rozstają się za wcześnie, za łatwo, za szybko, nie chcą nad niczym pracować. Ale równie mocno przeraża mnie myśl o męczeniu się u boku kogoś, kto ci jest daleki, nie rozumie cię i nie próbuje zrozumieć, z kim ci jest źle i nie naprawisz tego, bo się tego nie da naprawić. Po prostu: lepiej się wtedy rozstać, życzyć sobie nawzajem szczęścia. Kiedy patrzę na Mayę patrzącą tępo w sufit podczas miłosnej nocy, na Deva wymykającego się z objęć Rhei, jak jego uśmiech przeznaczony dla Mayi zamiera na ustach na widok własnej żony, nie mam wrażenia, że tam da się coś ratować.
Edit: teza, że Rhea musiała ratować dom brzmi dla mnie też fałszywie. ten dom nie musiał być na takim poziomie. Mógł być dla ich czwórki o wiele mniejszy, a ona nie musiałaby się tak zaharowywać dla dobra pisma o modzie. Po wypadku Deva najważniejsze było ratowanie nie materialnych spraw, tylko rodziny, a ona tego najwyraźniej nie zrobiła. Jest z nimi jak w parku: ona mówi "idziemy?" i odbiega nie oglądając się na niego. Wtedy był czas próby i czas na budowanie związku! Teraz jest juz o wiele za późno.
Admete - Czw 22 Maj, 2008 14:31
"Czy może ona będzie zadowolona, bo nie będzie przytłoczona miłościa, a on będzie miał osobę której zależy na nim?"
Myślę, że to bardzo ważne, co napisałaś. Dev potrzebuje akceptacji i łagodności, a Maya wyzwania Na tej podstawie może im się udać.
Popieram też Trzykrotkę - nikt Rhei nie kazał tak się zapracowywać, to był jej wybór. Dla niej do pewnego momentu ważna była tylko ambicja. Skromniejsze życie, mniej płatna praca, ratowanie małżeństwa i rodziny. Jesteśmy razem, więc przetrwamy.
trifle - Czw 22 Maj, 2008 14:47
| asiek napisał/a: | | Ile można wytrzymać ? Ile można wziąć na swoje barki ? Dziewczyna utrzymywała dom, praca zawodowa pochłaniała większość jej czasu. Dev miał go zdecydowanie więcej, więc z powodzeniem mógł zająć się dzieckiem. Jak to mu wychodziło, wszyscy wiemy. Nie wiem dlaczego wobec Rhei są tak wielkie oczekiwania. Miałaby prowadzić dom, pracować zawodowo, zajmowac się dzieckiem i opiekować zgorzkniałym mężem ? Chyba żadna z nas by tego nie wytrzymała. |
I właśnie - tutaj chyba wychodzą własne przekonania. Ja po prostu nie rozumiem takiego dążenia do coraz "wyższych" celów, tego wchodzenia po drabince do "cudownego życia". Po co? Jasne, że Dev zepsuł sprawę z synkiem, bo tego, jak go traktował nic nie usprawiedliwia. To nie jest tak, że wobec Rhei są wielkie oczekiwania. Raczej - nie rozumiem, dlaczego ona tego nie czuła, nie chciała (?), miała małego synka, którego przecież kochała, ale zaniedbywała go. Nikt od niej nie wymagał pracy, żeby mieć lepszy dom, samochód, telewizor czy co tam jeszcze. Do prowadzenia domu - sprzątania, gotowania, mogła sobie nająć gospodynię. Ja nie oczekuję od niej, że będzie cudownie, bez pretensji łączyła w sobie te wszystkie role, które przypisuje się kobietom. Bo tak - żadna by tego nie wytrzymała.
| asiek napisał/a: | | Nie da się braku miłości zastąpić rozmowami. |
Nie da się. Ale bez nich nie można nawet spróbować siebie zroumieć.
Ja też nie akceptuję wyborów Mayi i Deva. Nie podoba mi się to ukrywanie, to oszukiwanie, ale umiem się postawić w pozycji każdego i zrozumieć, dlaczego tak, a nie inaczej postępowali.
asiek - Czw 22 Maj, 2008 15:00
| Admete napisał/a: | Asiek ależ z Ciebie romantyczka I chyba po prostu lubisz Abhiego Ja jestem cyniczka. W filmach romantyczna miłość - proszę bardzo. W życiu - "no hope, no love, no glory, no happy endings". Rishi mnie irytuje - to nie facet tylko dziecko. Łazi i ględzi, że kocha, ale jak kobieta chce z nim poważnie porozmawiać, to co robi? Zagłusza ją odkurzaczem. No sorry - zachowanie 13 - latka. Maya wcale nie chciała, by ją ktoś tak bezwarunkowo kochał. Ona sama chciała tak kochać - dawać siebie komuś, kto jej potrzebuje. Nawet gdyby to było trudne. Dopóki traktowała Rishiego jak dziecko, jakoś się im układało, gdy traktowała go jak dorosłego - bum! Czołowe zderzenie. On jej nie traktował powaznie. Dopiero na samym końcu coś mu błysnęło. I chyba nie było u nich dobrego życia seksualnego. Na litość! Ona zasnęła, zanim on zaczął To w życiu też ważne Nie pojmuję Twojego wyjaśnienia - jeśli Rishi nadal kochał Mayę i cierpiał z jej powodu, to chyba przyjazd do niej i takie wielkoduszne postępowanie, zaproszenie na ślub, nie byłoby możliwe. Nie w kulturze hinduskiej. Ten film jest bardzo nowoczesny, ale jest też hinduski. Trzeba brać na to poprawkę. Rishi romantyk do mnie nie przemawia. Rishi sympatyczny, pozytywnie nastawiony do świata człowiek, który w końcu dorósł pod wpływem problemów zyciowych - jak najbardziej. I takiego go na końcu lubię. Dorosłego.
Rhea popełnia błąd - ja wiem, że przejęła obowiązki męża, ale czy musiała aż tak wyrażnie dawać to do zrozumienia? Ja się mało znam na mężczyznach, ale jedno wiem - oni nie lubią być tak traktowani. Czy nam się to podoba czy nie - nie lubią tego. A już hinduski mężczyzna! Znów trzeba o tym pamiętać. Mąż mojej koleżanki miał trudności z akceptacją tego, że przez jakis czas ona więcej zarabiała, a przecież wychował się w naszej kulturze, a moja koleżanka nie zachowywała się jak Rhea. A i tak mieli starcia w domu i to poważne. Myslę, że Rhea też coś zrozumiała na końcu. Sądzę, że w końcu otworzy się znów na życie i znajdzie szczęście. A Dev? Nie mam pojęcia, może przez jakiś czas będzie szczęśliwy z Mayą. Wygląda na odrobinę bardziej pogodzonego ze sobą, dostaje nową ofertę pracy. Pozbiera się, bo Maya da mu oparcie, łagodnośc i współczucie. Widać on takiej uległej kobiety potrzebuje. Nie mnie to osądzać. Sama byłabym pewnie jak Rhea |
Ojjj, nie zauważyłam Twego postu wcześniej.
Admete, uwierz mi jestem przeżarta cynizmem, moim guru jest LEC /co wszystko tłumaczy/ To dzięki forum zaczęłam prowadzić prace wykopaliskowe i wydobywać z siebie "zagruzowany" romantyzm.
To prawda lubię Abiszka /prawa autorskie Gosia. / , ale nie rzutuje to na moją ocenę. Chyba... Masz rację, nie wzięłam pod uwagę, jego pochodzenia. Pewnie dlatego, że film jest w konwencji kina zachodniego. Mało jest w nim elementów hinduskich, mentalności hinduskiej, więc mam opory przed mieszaniem dwóch odmiennych kultur. Rishiego postrzegam raczej jako Hindusa, który zasymilował się z kulturą kraju, w którym żyje. Z pewnością jako czystej wody Hindus, zachowywałby się inaczej.
Jak już wcześniej napisałam braku miłości nie zastąpi się rozmowami. Rishi prawodopodobnie był już zmęczony dyskusjami z żoną. Mam wrażenie, że Maya szukała usprawiedliwienia, może podświadomie dążyła do wyznania prawdy ?
Oczywiście pożycie seksulane jest BARDZO istotne w małżeństwie. Większość nieporozumień ma swoje źródło w "zimnym łożu" Jednak, aby ta sfera związku przynosiła radość i spełnienie, to ludzie muszą się kochać. Bez miłości, każde pożądanie umiera. Szczególnie dla kobiety miłość stanowi bazę dla udanego seksu. Maya nie kochała męża, nie było więc szans na udane pożycie. I całkowitą winę za to ponosi właśnie Maya.
Można przez jakiś czas oszukiwać, ale wcześniej, czy później sprawa się rypnie.
Admete zgadzam się z Tobą w 100% - mężczyźni nie lubią, kiedy ich kobieta ma lepsze wykształcenie, stanowisko, lepszą płacę. To godzi w ich ego i ciężko to znoszą. Rozumiem Deva, że ta sytuacja była dla niego przykra, ale z drugiej strony on był całkowicie bierny, nie dążył do zmian, poddał się zupełnie.
EDIT:
| Admete napisał/a: | | Skąd opinia, że chęć rozmowy Mayi z Rishim to zasłona dymna? Gdzie to widać? Wyjaśnij mi Ja tego nie widzę. Maya lubi analizować sprawy w rozmowie. Otrzymuje to od Deva, jej mąz jest niezdolny do czegoś takiego. Nie możesz temu zaprzeczyć. |
Zasłona dymna, bo w jakiś sposób musiała ukryć brak miłości...Przerzucała punkt ciężkości na inne detale. Zauważ jak się Maya zachowała, kiedy Rishi odtrącony, oczekuje od niej wyjaśnień. Nie stać ją na wyznanie prawdy, mówi o chwilowym braku chęci na zbliżenie, potem ... odbija piłeczkę i przerzuca dyskusję na inny tor - dziecko. W końcu urażona wybiega z mieszkania. Czyli w kluczowym momencie daje nogę.
Uważam, że Rishi ma rację, mówiąc, że ona nigdy nie stała się jego żoną. Nigdy nie chciała należeć do niego i nie należała.
| Admete napisał/a: | | Gdyby Rhei naprawdę zależało, to byłaby przy mężu, zamiast robić karierę. On ten wypadek ma w momencie, gdy ona zaczyna nową pracę. Gdyby go kochała, wzięłaby coś mniej wymagającego. Może musieliby się przeprowadzić, mieliby mało pieniędzy, ale byliby razem. Sądzę, że wtedy Dev nie byłby tak zgorzkniały. Wyszliby z tego razem. |
Może nie chciała rezygnować z wymarzonej pracy, to nie jest prosta decyzja. Z pewnością pieniądze były też potrzebne na leczenie Deva. Dobra płaca dawała też lepsze perspektywy na przyszłość. Nie wiemy, czy Dev oponował, czy mówił żonie o tym , jak źle się z tym czuje ? Wchodzimy w ich życie, kiedy jest już między nimi bardzo źle. Nie wiemy, co działo sie od czasu wypadku, jaki były ich wzajemne relacje. Nie widzę powodu, dla którego całą winę należy przypisać Rehi. Zwłaszcza, że Dev jeszcze przed wypadkiem daje Mayi do zrozumienia, że nie kocha żony.
| Trzykrotka napisał/a: | | Zdrada swoich przysiąg jest tylko wtedy w jakiś sposób dopuszczalna, jeśli przysięgi były od początku "złe". A tutaj obie takie były. |
Ja nie znajduję żadnego usprawiedliwienia dla zdrady. W jakiekolwiek ubierzemy ja słowa, jakkolowiek ją ubarwimy i tak pozostanie zdradą...
| Trzykrotka napisał/a: | | Jest z nimi jak w parku: ona mówi "idziemy?" i odbiega nie oglądając się na niego. Wtedy był czas próby i czas na budowanie związku! Teraz jest juz o wiele za późno. |
Z tego co pamiętam, to Rheia odbiegła, bo Dev powiedział coś nieprzyjemnego...Tak mi się wydaje.
Admete - Czw 22 Maj, 2008 17:06
Ja widzę błędy we wszystkich osobach. I uważam, że ostatecznie dobrze się stało. Każde z nich zacznie nowe życie. Jakie będzie? Tego nie wiadomo. Na pewno jednak zdobyli nową perspektywę. Każde z nich.
Rishi nigdy nie rozmawiał. To nie jest tak, że on się zmęczył gadaniem Mayi. On nigdy nie próbował. Taki luzak, duże dziecko. Niektóre kobiety takich lubią. Ja bym nie zniosła. I tu jest właśnie wpływ moich osobistych preferencji i poglądów.
Nikogo nie usprawiedliwiam, ale uważam, że i tak by się obie te pary rozstały prędzej czy później.
Ja pracę traktuję tylko jako źródło utrzymania i zło konieczne. Gdybym nie musiała się utrzymywać, to bym nie pracowała Zero ambicji, prawda? Zawsze jest tak, że nasze poglądy wpływają na odbiór filmu. Pewnie dlatego potępiam Rheę.
Na temat zdrady się nie wypowiadam, bo nikogo nie zdradziłam, ani nie byłam zdradzona. Nie mam pojęcia, jak bym zareagowała albo czy umiałabym zdradzić. Tego nie wiem.
Trzykrotka - Czw 22 Maj, 2008 21:05
Jak napisała Admete - ten film ma więcej warstw niż cebula
Ja też nie pochwalam zdrady. Myślę, że nikt jej nie pochwala i nie usprawiedliwia, Karan też. Wiele osób ma wątpliwości co do smutku i powagi sceny hotelowej. Dla mnie jest to własnie - po części - przykra świadomośc złego, tego, że coś jest nie w porządku. Ale pewnie, podobnie, jak Wy, filtruję ten film przez osobiste doświadczenia i uważam, że kiedy można walczyc i budowa, to trzeba - do upadłego. Ale najgorsze co może byc, to trwanie w zatrutym układzie. NIe wiem, czy Maya i Dev będą żyli "długo i szczęśliwie". Shahrukh, w programie, o którym pisała Admete twierdził, że nie, dawał im chyba trzy lata . Wiem natomiast, że dalsze życie z Rheą zaowocuje trwałym skrzywieniem osobowości ich dziecka, a im też nie przyniesie dobra. To samo będzie z Rishim i Mayą. On chyba niedługo zacząłbym, jak tatuś, zamawiac sobie dziewczyny, które będą równie zabawowe i beproblemowe jak on. Może za dużo kombinuję, ale ja nie widzę dla nich dobrego dalszego ciągu. Nawet gdyby Dev poniwnie nie spotkał Mayi, nie byłoby inaczej. Tylko to prawdopodobnie nie oni byliby tymi złymi współmałżonkami...
Co do sceny w parku : Dev i Rhea owszem, wcześniej spierają się, ale potem decydują iśc do domu i ona własnie tak odbiega lekkim truchtem, nie oglądając sie za siebie. A on przecież ledwie chodzi... I tak wygląda całe ich życie. On jest wredny, ona traktuje go jak zło konieczne w jej domu.
Anonymous - Czw 22 Maj, 2008 21:18
aż sobie oglądnęłam . gdzieś przeczytałam, że muzyka jest słabą stroną tego filmu, ale lubie muzykę, podoba mi się. zwłaszcza tytułowa piosenka, taka przejmująco smutna.
obie pary były skazane na porazke oni nie umieli patrzec we wspólnym kierunku.
Gdyby spotkało mnie to co przeżył Dev też byłabym zgorzkniała, gdybym miała taki związek jak Rhea to też uciekałabym w pracę. Gdbym tak jak Maya wyszła za mąż bez miłości to pewnie w końcu też przestałabym udawać a dodając do tego smutek z powodu bezpłodności to nie byłabym wymarzoną żona. A rhisi chyba też wolałabym uciekać niż stanac twarzą w twarz z prawdą o zawiedzionych nadziejach i przepadniętym szczęsciu
trifle - Czw 22 Maj, 2008 22:22
| asiek napisał/a: | | Wchodzimy w ich życie, kiedy jest już między nimi bardzo źle. Nie wiemy, co działo sie od czasu wypadku, jaki były ich wzajemne relacje. Nie widzę powodu, dla którego całą winę należy przypisać Rehi. Zwłaszcza, że Dev jeszcze przed wypadkiem daje Mayi do zrozumienia, że nie kocha żony. |
Hmm.. a czy ktoś przypisuje całą winę Rhei? Ja na pewno nie. Strasznie to wszystko skomplikowane, po prostu się nie da jednoznacznie rozstrzygnąć.
Wyobrażacie sobie, że po tym wszystkim, co przeszli, mogłoby się Mayi i Devowi nie udać? Że rozstaliby się po kilku miesiącach? Po tych wszystkich deklaracjach o wielkiej miłości, że "to ten", "to ta"? I co wtedy?
Admete - Pią 23 Maj, 2008 08:01
Dlatego chciałabym wierzyć naiwnie, że wszystkim udało się zaleczyć rany Takie filmowe zakończenie.
Anonymous - Pią 23 Maj, 2008 08:17
mi się roiło jak oglądałam pierwszy raz, że Rishi będzie z Rheą Dobrze się rozumieli, mieli te same przejścia, ale czy wystarczyło to na udany związek?
BeeMeR - Pią 23 Maj, 2008 09:56
| Trzykrotka napisał/a: | | Rhea i Dev, Maya i Rishi niepotrzebnie się pobierali. Konformistycznie. Dev to poradził - głupio Mayi: wyjdź za tego, który Cię kocha, nawet jeśli ty nie wiesz, czy go kochasz, bo inaczej miłość może cię ominąć . | Znam też parę osób, zwłaszcza z pokolenia mojego Dziadzia, które żałowały, że nie zdecydowały się na takie małżeństwo, kiedy miały okazję, tylko szukały/czekały na "wielką miłość" i nie doczekały się, przeżywając życie samotnie - bez współmałżonka, dzieci i wnuków - bo kiedy przestały czekać na "księcia z bajki" to było już za późno na związek z przyjacielem/kimś, kogo się lubi, ale nie kocha szaleńczą miłością. Znam też małżeństwo (również w pokoleniu dziadków) zawarte bez miłości, a z wzajemnym szacunkiem i wsparciem trwało zgodnie długie lata i miłość też raczej się wytworzyła z czasem, a po śmierci jednego ze współmałżonków drugie długo było zagubione.
I bądź tu człowieku mądry, co jest najlepsze, skoro, jak mawia mój tato: "czy się ożenisz, czy nie i tak będziesz żałować". Dlatego ja na przykład uważam, że nie ma złotego środka: zarówno małżeństwo zawarte z miłości może się rozpaść, bo miłość może się zmienić, wyparować, jak i każde inne - oba też przypadki potrafią żyć zgodnie i razem, a nie obok siebie.
| Cytat: | | Potrafię zrozumieć, że miłość mija, że przestaje się kochać swego małżonka, partnera, ale z szacunku dla tej osoby trzeba mieć odwagę, aby postawić sprawę jasno zanim zwiążemy się z kolejną osobą. | święte słowa - jak nie obwiniam żadnej z postaci, że się zakochała w kimś innym (bo i jakim prawem, skoro to w pewnym stopniu niezależne od nas?), to zdecydowanie potępiam brak zakończenia pierwszego związku, zanim się zaczęło drugi. Ja wiem, że to strasznie trudne, nie wiadomo przecież, jak się wszystko ułoży i czy tak naprawdę warto niszczyć to, co się ma dla tego, co mieć można (i tu też jest ciekawa scena, gdy Maya pyta Deva, jak sobie wyobraża dalsze życie - czy zostawi wszystko? Widać, że choć dotychczasowe związki emocjonalnie ich męczą, są też w jakiś sposób wygodne, bo jakoś poukładały życie) ale zdrady jako takiej podejrzewam, że nigdy nie zaakceptuję. A jeszcze powiedzenie współmałżonkowi "od 6 miesięcy spotykam się z kimś innym" - to jak policzek. To gorzej niż policzek - zupełnie nie dziwię się Rhei, że nie chce się decydować na następny związek - i być może już nigdy żadnemu mężczyźnie nie zaufa. Jednocześnie częściowo sama się też dołożyła do sytuacji - nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek mężczyzna łatwo przyjmował nie tylko większe zarobki żony, ale też jej skoncentrowanie wyłącznie na pracy: przecież ona nawet nie wie w pewnym momencie, na jakim instrumencie gra jej dziecko. To Dev je wychowuje - skandalicznie, bo przecież synek się go boi i zupełnie się nie rozumieją. Zgadzam się z tym, że wskutek zdarzeń wszyscy się uczą - Rhea zaczyna interesować się synkiem nie tylko pod kątem dawania mu zabawek ale poświęcania czasu, Dev zaczyna znajduje kogoś, kto chętnie wysłucha jego użalania się nad sobą, nad bolącą nogą, kto chętnie będzie nosił za nim teczki - a Maya będzie w tym wszystkim szczęśliwa. Rishi też znalazł kogoś, kto potrafi obdarzyć go miłością - czyli wszyscy coś wygrali, oprócz tego, że oczywiście wszyscy, a zwłaszcza zdradzeni małżonkowie, wyszli ogromnie zranieni.
Trzykrotka - Sob 24 Maj, 2008 12:06
Tak, tutaj zadziałała magia Bollywood. W życiu chyba nie byłoby tak gładko.
Lubię KANK, lubię filmy, o których można podyskutować. Podoba mi się, jak ładnie rozwija się Karan Johar. Miał 3 lata (dobrze liczę?) przerwy w kręceniu, teraz znowu wchodzi na plan z dwoma projektami. Pierwszy, Dostana, z Abhim, Priyanką Choprą i pięknym Jasiem w Anaru avka, tylko produkuje, ale w końcu Gdyby jutra nie było tez tylko produkował, a film jest cały jego. Drugi, Khan, z ulubionym Khanem, ma zamiar kręcić późną jesienią. Admete o nim wspominała. Podobno jest o życiu muzułmańskiej pary w NY po 11 września. Bardzo na niego czekam.
trifle - Sob 24 Maj, 2008 16:18
Oglądam sobie dziś Dil se, póki co do intermission. Podoba mi się, jestem ciekawa jak się skończy, ale jednej sceny wyjątkowo nie rozumiem - są na pustyni (?), zanosi się na burzę, on siedzi na ziemi, ona go woła, dochodzi do jakiejś szamotaniny, podczas której ona wygląda, jakby dosłownie coś ją opętało, przez dłuższą chwilę ma szeroko otwarte usta Co to było?
PS. Ale jest śliczna..
Admete - Sob 24 Maj, 2008 17:25
Trzykrotka jest specjalistką od tego filmu, na pewno Ci odpowie Przestrzegam Cię tylko, że zakończenie jest wstrząsające. Ja się dziś przymierzam do jakiegos bolly.
BeeMeR - Sob 24 Maj, 2008 17:49
Trifle - obejrzyj film do końca, to się wyjaśnia
Na wszelki wypadek załączam w spoilerze (Dil Se)
generalnie film piękny, choć może początkowo przyciężko się rozwija (no bo SRK właściwie nie wiedzieć czemu za nią biega i co w niej widzi podczas gdy ona wydaje się zupełnie zimna), ale fabuła nieuchronnie toczy się do końca...
Do tego przepiękne zdjęcia i muzyka, że już nie wspomnę o tekstach piosenek, np. ostatnim dwuwierszu, właściwie zakończeniu piosenki "Satrangi Re" przeniesionym na sam koniec filmu...
No i całym "Satrangi re"... Dla mnie jest niesamowite...
trifle - Sob 24 Maj, 2008 18:20
Obejrzałam Nie widziałam jeszcze takiego filmu. Rany
Tak, potem już zrozumiałam tę epileptyczną (też miałam takie skojarzenie) reakcję.
Muszę to przetrawić...
Admete - Sob 24 Maj, 2008 20:05
Widzę, że film podziałał. Ja go nie jeestem w stanie drugi raz obejrzeć.
Ja dziś obejrzałam Aish, Salmana i Ajay'a w Hum Dil Chuke Sanam. Przepięknie sfotografowany film. Te wszystkie kolory! Pustynia złota, niebo błękitne, Aish jak tęcza Tej kobiecie jest pięknie w każdym kolorze, ale w turkusowym powala na kolana. Salmana jednak na dłuższa metę nie trawię. Dlaczego Nandinii zakochała się w Sameerze? Chyba z nudów tylko, bo innego wytłumaczenia nie znajduję Natomiast Ajay jako Vanraj podobał mi się bardzo, dlatego odpowiada mi takie, a nie inne zakończenie filmu
BeeMeR - Sob 24 Maj, 2008 20:42
| Admete napisał/a: | Dlaczego Nandinii zakochała się w Sameerze? Chyba z nudów tylko, bo innego wytłumaczenia nie znajduję | Jako pierwszy też mężczyzna przytarł jej nosa - choćby wywalając z pokoju - no i może w ogóle nikogo innego nie było w okolicy?
Też wolę postać Vanraja, bo Sameer jest na dłuższą metę nieznośny
Trifle
prawda, że film niebanalny i daje kopa? I zmusza do myślenia
Anonymous - Sob 24 Maj, 2008 20:44
| BeeMeR napisał/a: | | Też wolę postać Vanraja, bo Sameer jest na dłuższą metę nieznośny |
o to to, to nie mężczyzna to chłopiec nie można się na nim oprzeć. brr. roztelepałabym takiego faceta chyba. a Ona sie w nim zakochała bo się nawinął chyba...
trifle - Sob 24 Maj, 2008 20:59
| BeeMeR napisał/a: | | prawda, że film niebanalny i daje kopa? I zmusza do myślenia |
O tak.
SPOILERY
Tak potem myślałam, gdyby moje życie wyglądało tak, jak jej, co bym zrobiła? Czy miałabym siłę gdzieś uciekać, zaczynać od nowa? Jakim trzeba być zrozpaczonym, zrezygnowanym, żeby podjąć decyzję o takim poświęceniu Nigdy nie uważałam samobójców za tchórzy..
A jeszcze ta aktorka - taka delikatna, krucha.
No i Amar! Wiedział przecież, co ona zamierza, co ma na sobie, a jednak przyszedł do niej i..
Choć z drugiej strony ta jego miłość nie wydaje mi się szczególnie realna Aż tak się zakochał? Za co - chciałoby mi się zapytać. Podobno prawdziwa miłość to ta, która nie ma odpowiedzi na to pytanie.
BeeMeR - Sob 24 Maj, 2008 21:17
Wrzucę tu parę zdań, które kiedyś już napisałam odnośnie Dil Se - spoilery!
Za pierwszym razem nie zrobił na mnie takiego wrażenia - Manisha wydawała mi się strasznie "zimna" - ale w sumie tak miało być. Zagrała bardzo dobrze, poza tym teraz już wiedziałam, do czego to wszystko zmierza i po prostu obserwowałam ścieżkę pewnego rodzaju obłędu - opętania myślami o innej osobie. Mnie jakoś trudno to nazwać miłością - bo bohater w zasadzie zupełnie nie znał obiektu swoich uczuć - nie rozumiał ani jej poczynań ani pobudek. W gruncie rzeczy również nie popiera, a w efekcie nawet udaremnia.
Poza tym nie pamiętałam, że ten film jest tak bardzo nasycony napięciem i to w dużej mierze seksualnym - najbardziej Amara: jak biegnie za nią, jak staje za nią podczas rozmowy telefonicznej, na pustyni, na korytarzu w radiostacji, za drzwiami ze słuchawkami - praktycznie cały czas spędzany z Meghną - ale też Preeti - a tym, że ona przede wszystkim w marzeniach i dziewczęcych wyobrażeniach - Jiya Jale
trifle - Sob 24 Maj, 2008 21:40
| BeeMeR napisał/a: | | Mnie jakoś trudno to nazwać miłością - bo bohater w zasadzie zupełnie nie znał obiektu swoich uczuć - nie rozumiał ani jej poczynań ani pobudek. W gruncie rzeczy również nie popiera, a w efekcie nawet udaremnia. |
No właśnie. To jest trochę tak, jakby on sobie wmówił, że ją kocha niż kochał naprawdę. Rozumiem, że dziewczyna spotkana na dworcu może mu się spodobać, że zniknęła mu z oczu, zobaczył kogoś podobnego, to pobiegł. Ale on bardzo szybko mówi jej, że ją kocha.
| BeeMeR napisał/a: | | a tym, że ona przede wszystkim w marzeniach i dziewczęcych wyobrażeniach - Jiya Jale |
?
|
|
|