North and South - serial BBC - Thornton a Darcy
spin_girl - Pon 13 Paź, 2008 12:10
A ja będę zawsze bronić Darcy'ego i jego dumy. Wyobraźcie sobie, że idziecie przez życie jako obrzydliwie bogaty młody mężczyzna. W dodatku przystojny, pochodzący z jednej z najlepszych rodzin w kraju, wykształcony i samodzielny. Nie ma tatusia ani starszych braci- majątek należy do was i sami nim rozporządzacie. Gdziekolwiek się nie udacie wieść o waszym majątku i pozycji społecznej roznosi się lotem błyskawicy, w związku z tym, kiedy wchodzicie na taki np. bal w Meryton, gdzie nikogo nie znacie, natychmiast znajdujecie się w samiutkim centrum zainteresowania. I co się dzieje? Gdzie się nie obejrzycie ludzie zaczynają zachowywac się jak idioci: płaszczą się przed wami, prawią komplementy, próbują od razu i na siłę się zaprzyjaźnić. Widzicie jak matki popychają swoje córki na wydaniu, jak je zachwalają niczym sklepikarki. WSZYSTKIE młode kobiety bardziej lub mniej udolnie zaczynają w wami flirtować i jest w tym pewna doza desperacji, a w oczach, oprócz sztucznego podziwu migają im również symbole funta. NIKT nie ośmiela się wam sprzeciwić, cokolwiek byście nie powiedzieli zostanie to przyjęte ze sztucznym entuzjazmem. Nikt tez nie jest naturalny w waszej obecności. Do tego bardziej zdesperowane panienki czy ich matki usiłują zastawiać na was tzw. "pułapki matrymonialne" i zmusić do małżeństwa. Jednocześnie, ponieważ cechuje was inteligencja, widzicie to wszystko jak na dłoni. Jaki może być wasz mechanizm obronny? Możecie na przykład roztoczyć aurę dumy i nieprzystępności. Odmówić tańca ze zdesperowanymi panienkami. Uciąć krótko nonsensowne pochlebstwa. Co się wtedy dzieje? W ciągu godziny, takie na przykład towarzystwo na balu w Meryton jest na was ciężko obrażone, zyskujecie sobie opinię najbardziej dumnej i niesympatycznej osoby w kraju, ale przynajmniej macie spokój. Pochlebcy dają sobie spokój, matki widzą, że nic nie ugrają, córki za bardzo się was boją, żeby do was podejść i flirtować.
Dla najbliższych i sprawdzonych przyjaciół jesteście oczywiście mili- jesteście sobą. Reszta świata ogląda maskę. Nie lubią was, ale przynajmniej jesteście bezpieczni.
Dlatego właśnie Darcy zakochał się z Lizzy- to buyła jedyna osoba, której zachowanie względem Darcy'ego nie ulegało zmianie ze względu na jego pieniądze. Ona oceniała człowieka a nie instytucję, jaką był Fitzwilliam Darcy.
anika - Pon 13 Paź, 2008 12:23
Pięknie to ujełaś ale trudno mi sobie siebie wyobrazic jako obrzydliwie bogatego młodego mężczyznę.
Copycat - Pon 13 Paź, 2008 12:29
| Madalam napisał/a: | Oczywiście, że nie ma takiego obowiązku Ale z Darcym jest ten problem, że on raczej nie przepadał za ludźmi w ogóle, a już na pewno nie za takimi, którzy, w jego pojęciu, nie byli mu równi pozycją. I nie przepadał za nimi z założenia, zanim w ogóle zmusił się (lub został zmuszony), by ich poznać. Gardinerów może i by docenił, nawet gdyby ich nie poznał dzięki Lizzy, ale raczej tylko wtedy, gdy już zaczął zmieniać swój charakter. Wcześniej byłyby z tym problemy. |
W sumie dalej nie wiem co w tym złego. Ja też z z założenia nie przepadam za pijakami spod najbliższej budki z piwem (że przełożę to na współczesną "różnicę klas") i trzeba byłoby mnie zmuszać, żebym do któregoś w ogóle podeszła.
| Cytat: | A poza tym rodzina pana Darcy'ego (czyli wspaniała lady Katarzyna) również zdradzała brak kultury, więc nie powinien aż tak potępiać pani Bennet |
Myślę, że Darcy wcale nie uważał Lady C za wspaniałą. A to, że ma się, pardon, prostaka w rodzinie, wcale nie znaczy, że powinno się tolerować prostactwo u innych. Skoro samemu się prostakiem nie jest i nie ma się wpływu na wspomnianego osobnika w swojej rodzinie (czyli na Lady C)
spin_girl - otóż to.
spin_girl - Pon 13 Paź, 2008 12:49
Copycat- zgadzam się. Na tle takich Collinsów czy Lucasów Darcy zdecydowanie miał prawo zadzierać nosa!
spin_girl - Pon 13 Paź, 2008 12:50
Jedno, co autentycznie położył ca całej linii to pierwsze oświadczyny. Postawił na brutalną szczerość i to był błąd Ale potem zdał sobie sprawę z tego błędu i go nadrobił.
spin_girl - Pon 13 Paź, 2008 12:51
| anika napisał/a: | Pięknie to ujełaś ale trudno mi sobie siebie wyobrazic jako obrzydliwie bogatego młodego mężczyznę. |
Aniko- pozwól zadziałać empatii i wyobraźni
anika - Pon 13 Paź, 2008 13:05
Bogadztwo - owszem, młodośc - owszem ale MĘŻCZYZNA?
mogę się postarac ale kiepsko mi idzie
spin_girl - Pon 13 Paź, 2008 14:09
Ale to musi być meżczyzna, bo młode i bogate kobiety miały zupełnie inne problemy (jak np. Georgiana)
nicol81 - Pon 13 Paź, 2008 14:39
| Mag13 napisał/a: | Aż tyle, i tylko tyle. Uprzejmość Darcy'ego wynikała jednak z tego, że osoby te znajdowały się w kręgu Elizabeth. Porówałabym to (może niesłusznie ) do relacji między Thorntonem a Higginsem; z pewnością gdy poznał on Higginsa, potrafił go docenić (jako człowiek ceniący ciężką i solidną pracę), problem jednak w tym, że gdyby nie osoba Margaret, nigdy by go pewnie bliżej nie poznał. Dzielił ich bowiem nieprzezwyciężalny dystans społeczny, który Thornton przekroczyć zdołał dopiero w związku z uczuciem, jakim darzył pannę Hale. |
Ale czy to jednak nie znaczy, że Thorton był tak samo dumny i uprzedzony jak Darcy Darcy zresztą przyjaźnił się z Bingleyem i chciał go wydać za siostrę.
| spin_girl napisał/a: | | Jedno, co autentycznie położył ca całej linii to pierwsze oświadczyny. Postawił na brutalną szczerość i to był błąd |
Ale też to nie była całkowita szczerość- mówił tylko o różnicach społecznych, nie zachowaniu jej rodziny.
Gosia - Pon 13 Paź, 2008 16:44
Właśnie się zastanawiam, jak Gaskell opisuje Thorntona, czy widać ta dumę.
Zachowanie Thorntona w rozmowie z Higginsem w filmie jest nie najprzyjemniejsze. Zawsze mnie ono raziło. Wiem, że Thornton był na niego zły za strajk, na którym stracił finansowo i który robotnikom się nie przyslużył, w dodatku jeden z nich zranił kobietę o imieniu Margaret, nawiasem mówiąc bliską sercu Thorntona
Jednak rozmawia z nim okropnie (pewnie dlatego, że mu nie ufa), i dopiero później odnosi się do niego inaczej.
Słowa, w których mówi, że nie zainteresowałby się dziećmi kogos takiego jak Boucher, też nie brzmią przyjemnie. No coż, mimo całej miłości do Thorntona, nie można powiedzieć, że zachowuje się zawsze tak jakby się chciało. Oczywiście życie go nie pieściło i musiał być twardy, ale w końcu robotnik stał niżej od niego i nie musiał się nad nim psychicznie pastwić.
A w tej rozmowie trochę na to wygląda.
Krybofa - Pon 13 Paź, 2008 17:32
| Mag13 napisał/a: | | Nie funkcjonuje oficjalnie pojęcie mezaliansu, ale w moim kręgu zawodowym - pracowników nauki, ogólnie inteligenckim (lekarze, prawnicy, nauczyciele), nie ma praktycznie małżeństw, które by można było tak nazwać. Wybór partnera życiowego na ogół dokonywamy był w ramach własnej klasy, w tym przypadku ludzi równych pod względem wykształcenia. Niewykluczone, że w sferach zasobnych finansowo takim czynnikiem wyboru jest podobieństwo w posiadaniu, nie wiem niestety, bo się w kręgach finansjery nie obracam. |
Odbiegając trochę od tematu "TaD" to moja śp. Ciocia mawiała, że męża trzeba "wybrać do stanu i do wieku" nie wiem jak się to ma, czy miało w praktyce bo zmarła jako singielka (choć w tamtych czasach (lata 80) mówiło się brzydko s.... p.... )
Tamara - Pon 13 Paź, 2008 19:02
Mam wrażenie , że nie tyle wychowuje za pomocą pięści , ile wpadł w szał , skoro Stevens ZNOWU palił w przędzalni - czyli nie był to pierwszy raz , tylko darowany któryś kolejny . A skoro ma się na głowie oprócz dużej ilości bawełny iluśtam robotników , robotnic i pracujących dzieci , wystawionych przez takiego durnia na zagrożenie życia , to ja się specjalnie nie dziwię . Poczucie wyższości wobec robotników - ależ jak najbardziej naturalne w ówczesnych realiach , a dziś jak bywa ? Nigdy nie ma równości między szefem a podwładnym , co wynika z samej istoty stosunku zatrudnienia . Nie sądzę , żeby to było pastwienie się nad Higginsem , bo wszystko wskazuje na to , ze inni fabrykanci byli dla ludzi znacznie gorsi , a w końcu T. jak ochłonął i pomyślał , poszedł po rozum do głowy i do Higginsa
Trzeba wziąć pod uwagę napięte do ostateczności i zmęczone nerwy JT , któremu groziło bankructwo i ślub siostry , osóbki raczej kosztownej w utrzymaniu
Madalam - Pon 13 Paź, 2008 22:46
| Copycat napisał/a: | | Ja też z z założenia nie przepadam za pijakami spod najbliższej budki z piwem (że przełożę to na współczesną "różnicę klas") i trzeba byłoby mnie zmuszać, żebym do któregoś w ogóle podeszła. |
Tylko, że to właśnie wśród tych "pijaków spod budki z piwem" Darcy spotkał Lizzy
I nie chodzi o powzięcie antypatii do kogoś, kogo się poznało - to oczywiste, że wtedy można kogoś lubić, nie lubić, albo mieć generalnie taką osobę w nosie. Lecz nie bardzo podoba mi się z góry założona antypatia. Można się czasem nieźle na tym przejechać Poza tym oganiczanie w ten sposób swojego sposobu postrzegania świata nie do końca, moim zdaniem, koresponduje z tą wyższością umysłową, o której mówił Darcy jako o swoim przymiocie
spin_girl - Wto 14 Paź, 2008 12:34
W dalszym ciągu obstaję przy wersji, że Darcy nie traktował wszystkich z góry, ponieważ uważał się za lepszego od wszystkich. Jego duma i wyższość były maską, która miała go chronić przed natarczywością świata. Wszyscy się od niego odczepiali a on mógł wtedy spokojnie ich obserwować i wyrabiać sobie opinię na ich temat. Podczas rozmowy na balu w Netherfield Lizzy zadaje mu pytanie odnośnie słynnego "my good opinion lost is lost forever". Pyta, czy Darcy dobrze się zastanawia, zanim spisze kogoś na straty i uzyskuje odpowiedź, że zawsze podejmuję taką decyzję po głębokim namyśle. Darcy nie oceniał pochopnie, ale za to oceniał trafnie. Zobaczcie ile szans dał Wickhamowi zanim zadziałał radykalnie! W Meryton było ak samo- najpierw pokazał światu maskę i zniechęcił wszystkich do siebie, potem zaś spokojnie obserwował i wyciągał wnioski. I wyłowił swój diament- Elizabeth. Darcy w Pemberley to Darcy bez maski- prawdziwy.
Co do Thorntona, myślę, że jego duma też była rodzajem maski. Thornton miał ciężkie życie: ojciec-samobójca, bieda, siostra-idiotka. Świat musiał być dla niego okrutny. Prawdopodobnie juz na samym początku musiał założyć maskę nieprzystępności, żeby przetrwać. Potem zaś musiał "trzymać fason". W tamtych czasach trzeba było trzymać robotników w ryzach stosując tzw. "zamordyzm". Inaczej od razu się buntowali, strajkowali, albo robili takie głupoty jak Stevens. Kilkakrotnie w filmie wspominany jest podział na "masters" i "hands". "Pan" musiał być twardy- tego od niego oczekiwano. Moim zdaniem w N&S dumna jest raczej Margaret. Thornton, moim zdaniem, był raczej ambitny- za ambicją idzie duma z ciężkiej i dobrze wykonanej pracy.
Tamara - Wto 14 Paź, 2008 20:32
Spin - pójdź w me objęcia lepiej bym tego nie ujęła
spin_girl - Śro 15 Paź, 2008 10:35
| Tamara napisał/a: | Spin - pójdź w me objęcia lepiej bym tego nie ujęła |
Idę ochoczo!
nicol81 - Śro 15 Paź, 2008 11:40
| Mag13 napisał/a: | | Czy Thornton był równie "dumny" jak Darcy? W epoce obowiązywania nadal systemu stanowego, Darcy z pewnością należał pod względem prawnym, do grupy posiadającej przywilej, natomiast Thornton (niezależnie, że Anglia połowy XIX w. zaczęła już się modernizować społecznie i stawać społeczeństwem klasowym, a nie stanowym) zaliczał się do kategorii średniego mieszczaństwa. Duma Darcy'ego miała zatem podstawy w położeniu stanowym, Thornton niczym takim wesprzeć się nie mógł. Jego "duma" traktowana może być zatem wyłącznie jako cecha charakterologiczna. |
Ale jednak w stosunku do robotników stał wyżej- dlatego ja również mówię "nie" córce Higginsa
| Gosia napisał/a: | Zachowanie Thorntona w rozmowie z Higginsem w filmie jest nie najprzyjemniejsze. Zawsze mnie ono raziło. Wiem, że Thornton był na niego zły za strajk, na którym stracił finansowo i który robotnikom się nie przyslużył, w dodatku jeden z nich zranił kobietę o imieniu Margaret, nawiasem mówiąc bliską sercu Thorntona
Jednak rozmawia z nim okropnie (pewnie dlatego, że mu nie ufa), i dopiero później odnosi się do niego inaczej.
Słowa, w których mówi, że nie zainteresowałby się dziećmi kogos takiego jak Boucher, też nie brzmią przyjemnie. No coż, mimo całej miłości do Thorntona, nie można powiedzieć, że zachowuje się zawsze tak jakby się chciało. Oczywiście życie go nie pieściło i musiał być twardy, ale w końcu robotnik stał niżej od niego i nie musiał się nad nim psychicznie pastwić.
A w tej rozmowie trochę na to wygląda. |
Jest rzeczywiście niesympatyczny- ale jednak Higginsowi też się przydało przycięcie skrzydełek...Thorton ma sporo racji, wskazując np. stosunek do Irlandczyków czy czepiając się nagłej zmiany u Higginsa, który gnoił Bouchera.
Gosia - Śro 15 Paź, 2008 12:54
O tym, że związek to tyran mówiła Higginsowi tez Margaret. Zauwazyła, że związek nie jest lepszy, niż pracodawcy z którymi "walczą" o swoje prawa robotnicy.
Myślę, że wtedy kiedy Higgins przychodzi do Thorntona, jest juz po ogromnej nauczce, jaką dostał w zwiazku z upadkiem strajku (po ataku na Margaret) i po śmierci Bouchera, do której przyczyniły się ostre zasady, które stosował związek oraz inni robotnicy (zdaje się, że nawet po tym upadku strajku mieli się do niego nie odzywać, bo obwiniali go o przegraną).
nicol81 - Śro 15 Paź, 2008 15:35
Zasadniczo zgadzam się- ale sądzę, że jednak przy stołówce Thorton już się przekonał do ideałów Margaret, a ten tekst o odżywionym robotniku to przykrywka, żeby nikt nie myślał, że jest za miły
spin_girl - Śro 15 Paź, 2008 16:16
| nicol81 napisał/a: | Zasadniczo zgadzam się- ale sądzę, że jednak przy stołówce Thorton już się przekonał do ideałów Margaret, a ten tekst o odżywionym robotniku to przykrywka, żeby nikt nie myślał, że jest za miły |
Zgadzam się! Nawet Higgins żartuje, że za takie ludzie traktowanie robotników doniosą na niego do Master's Union
Gosia - Śro 15 Paź, 2008 20:19
Ale w rozmowie z innymi fabrykantami on także mowi cos takiego, ze jego robotnicy są zdrowsi i w zwiazku z tym wydajniej i lepiej pracują. Oczywiscie to prawda, ale dla nas obecnie niektore wypowiedzi Thorntona wydają się mocno kapitalistyczne, jakby byl nastawiony bardziej na wlasny zysk, niz na przejmowanie się pracownikami. Wystepuje z pozycji pracodawcy, co jest normalne, ale my przyzwyczailismy sie do panstwa opiekunczego, do sporego "socjalu" i trudno nam przyjąć niektore podobnie kapitalistyczne zasady.
Oczywiscie poglady Thorntona ewoluują, ale warto przypomniec dosc mocną zbitke scen w filmie - gdy kamera pokazuje biedę i desperację robotników, a potem piękną zastawę i srebra na przyjęciu u Thorntonów.
Wiadomo, ze Thornton musiał na to wszystko długo i ciężko pracować, ale ten kontrast jest jednak silny.
Gosia - Śro 15 Paź, 2008 21:27
| Mag13 napisał/a: | | Zarzuca on jej przecież, że uprawiając działalność charytatywną i roznosząc koszyczki z jedzeniem w gruncie rzeczy tylko przedłuża opór robotników, którzy i tak zostaną w końcu pokonani, ale więcej do tego momentu wycierpią. . |
Właśnie, właśnie, ten fragment jest znamienny. To niezły przykład.
Gosia - Śro 15 Paź, 2008 21:39
Może Austen nie bardzo chce widzieć te napięcia...
W jakis sposob to jeszcze czasy swego rodzaju feudalizmu...
nicol81 - Czw 16 Paź, 2008 08:14
| Mag13 napisał/a: | | czy mogłybyśmy sobie wyobrazić Thorntona mieszkającego na wsi i prowadzącego np. taki tryb życia jak pan Knightley? |
Jak Knightleya to ja akurat mogę...Nie mogłaby jak Willoughby, który dużą część życia spędzał w mieście.
| Mag13 napisał/a: | | Jako że wątek jest o Darcym, to nie przypominam sobie, aby gdziekolwiek wypowiadał się on np. w sprawie położenia wieśniaków w swoich dobrach, wiemy tylko, że nieźle traktował służbę, ale temu chwaleniu przez gosposię jako osobę od niego zależną zbytnio bym nie wierzyła. |
Dlaczego nie wierzysz? Gosposia wyskakuje z pochwałami nie w jego obecności i całkiem sponatnicznie. Poza tym w Lambton też mówią, że to dobry pan.
| Gosia napisał/a: | | Ale w rozmowie z innymi fabrykantami on także mowi cos takiego, ze jego robotnicy są zdrowsi i w zwiazku z tym wydajniej i lepiej pracują. |
Ale porównując jego stosunek z innymi panami- którzy się cieszą, że nie muszą filtrów instalować...
spin_girl - Czw 16 Paź, 2008 09:50
Austen nie poruszała w swoich powieściach problemów społecznych celowo. Chciała aby jej książki były 'light, bright and sparkling'. Zajmowała się obnażaniem komizmu ludzkiej głupoty.
Chwalenie Darcy'ego przez własną gospodynię jest bardzo ważne. W powieści pojawia się potem takie stwierdzenie, że pochwała inteligentnego służącego nie ma sobie równych. Gospodyni wyraźnie mówi, że decyzje Darcy'ego i jego ojca uczyniły okolicę zamożną. Darcy był odpowiedzialny nie tylko za służbę, ale również za okolicznych farmerów, dzierżawiących od niego ziemie oraz wieśniaków tę ziemię uprawiających. On i jego ojciec byli przez nich bardzo szanowani, a to znaczy, że musieli dobrze wykonywać obowiązki "panów na włościach".
|
|
|