Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - SKRADZIONY POCAŁUNEK
asiek - Sob 19 Sty, 2008 18:29
| Maryann napisał/a: | | - On może być bogaty i przystojny, Lizzy, ale muszę powiedzieć, że jest raczej nudny. To lepiej dla ciebie, niż dla mnie, kochanie, bo ja nie mogę sobie wyobrazić nic bardziej nudnego, niż bycie zamkniętym w Pembereley i rozmawianie o pogodzie przez całą noc. |
Ot, szelma z pana Benneta !
Maryann'ku wielkie dzięki za Twoją pracę !
Maryann - Nie 20 Sty, 2008 08:27
CZĘŚĆ IX
Jak można się było spodziewać, w wigilię swojego ślubu Elizabeth obudziła się z niepokojem, co może przynieść nadchodzący dzień. Minione dwa dni ukazały jej tę stronę jej narzeczonego, o której istnieniu nie miał pojęcia, i chociaż jego atencje nie były jej bynajmniej niemiłe, to gwałtowne przejście od trzymania się za ręce do gorących uścisków odbierało jej dech. Elizabeth nie mogła pojąć, skąd przyszło mu do głowy (czy raczej do rąk), żeby zachować się w taki sposób. Po kolejnym wygłoszonym przez matkę kazaniu, większość minionej nocy spędziła na przypominaniu sobie rozmowy, która doprowadziła do tego kompromitującego uścisku poprzedniego ranka. Nie mogła tego wytłumaczyć – z pewnością to Darcy był bardziej zdecydowany wciągnąć ją w rozmowę, która prowadziła do tego brzemiennego w skutki wydarzenia, ale ona również nie była całkowicie bez winy.
Właściwie, kiedy dłużej się nad tym zastanowiła, to uświadomiła sobie, że wcześniej nie rozmawiali o niczym innym. Przyjechał, siedział w milczeniu, rozmawiał z jej matką o pogodzie, a potem wyraźnie sprowokował ją do tego, żeby zaprosiła go na prywatne spotkanie do gabinetu jej ojca, gdzie zostali odkryci. Wyszedł wkrótce potem, nie odezwawszy się słowem ani do niej, ani do nikogo innego. Nie wiedziała, co zaszło między nim, a jej ojcem, kiedy znowu go zobaczy i jak ma się zachować, kiedy do takiego spotkania dojdzie. Jeżeli jej ojciec był na tyle rozgniewany, żeby wyrzucić go z domu, to prawdopodobnie może go nie zobaczyć aż do chwili, kiedy jutro będzie szła do ołtarza. Nieszczególnie dobry sposób na rozpoczynanie małżeńskiego życia !
Przez takie problemy leżące jej na sercu nie mogła się zdobyć na to, żeby wstać. Jednak łóżko prawdopodobnie nie było najlepszym miejscem do tego typu rozważań, bo nasuwało na myśl zbyt wiele kwestii, które aczkolwiek przyjemne, to w świetle ostatnich wypadków i wykładu matki o małżeńskich uściskach były również odrobinę przerażające. Ostatecznie, bezczynny umysł staje się igrzyskiem szatana. Dlaczego u licha nagle przypomniała sobie wszystkie przestrogi Mary ?
W Netherfield Darcy był już na nogach. Dla niego nie było to taką tajemnicą, bo z nadzwyczajną jasnością zdawał sobie sprawę, dlaczego zachował się w taki sposób. Skosztowawszy próbki namiętności Elizabeth poczuł nieodpartą pokusę. Jeśli można użyć jakiejś analogii – wypiwszy odrobinę sherry nie mógł się doczekać, żeby wypić cały kieliszek. Z pewną dozą pocieszenia uznał, że na szczęście nie pocałował jej wcześniej, bo jeśli wynikiem tego było to, jak się teraz zachował, to był pewien, że Elizabeth nigdy nie dotarłaby niewinna do ołtarza.
Jednak w perspektywie ostatnich wydarzeń żywił pewne wątpliwości, czy ona w dalszym ciągu ma zamiar doprowadzić do ich jutrzejszego spotkania. Tak więc potrzebne były przeprosiny i zabrał się do tego z największą powagą. List został napisany i wysłany w obecności Bingleya (panna Bingley nie wstawała tak wcześnie). Teraz pozostawało tylko czekać.
Pan Darcy nigdy nie był cierpliwym człowiekiem.
Niepokój Elizabeth znikł niemal natychmiast po wejściu do pokoju śniadaniowego. Przy jej nakryciu leżał list, bez wątpienia zaadresowany do niej wyraźnym charakterem pisma Darcy’ego. Oprócz niej z rodziny tylko ojciec był takim rannym ptaszkiem, znalazła się więc w niezbyt komfortowej sytuacji trzymając w dłoniach list najwyraźniej od swego ukochanego, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa położony tutaj przez jej ojca. Patrzyła na niego przez dłuższą chwilę, zastanawiając się, co robić, aż nazbyt świadoma, że ojciec jej się przygląda. Gdyby przeprosiła go i wyszła, żeby przeczytać list na osobności, mogłoby to sugerować, że zawiera on coś niestosownego. Czytanie go w obecności ojca bez zdradzenia się przed nim w jakiś sposób byłoby wyjątkowo trudne, a odłożenie go na bok aż śniadanie minie było niemożliwe, bo nie mogła się doczekać, żeby dowiedzieć się, co on zawiera.
- Cóż, Lizzy, nie masz zamiaru otworzyć listu ? Myślałem, że będziesz ciekawa, co pan Darcy ma do powiedzenia tak wcześnie rano.
- Papo – powiedziała błagalnym tonem, ale pan Bennet był w żartobliwym nastroju i nie mógł się oprzeć odrobinie rozrywki kosztem swojej ukochanej córki.
- Jestem dosyć zdziwiony, że nie pojawił się osobiście. Przyjechał wczoraj mimo ulewnego deszczu. Dziś mamy piękny słoneczny dzień, a on woli zostać w domu i pisać listy do mojej jak dotąd niezamężnej córki. Bardzo intrygujący młody człowiek.
Niezdolna zignorować znaczenia słów ojca Elizabeth zmarszczyła brwi i odłożyła list na bok, zauważając zadowolony uśmiech ojca.
- Myślałem, że twój pan Darcy jest bardziej przywiązany do konwenansów, Lizzy. Jestem bardzo szczęśliwy, że okazał się tak samo lekkomyślny i impulsywny, jak Wickham.
Elizabeth wzdrygnęła się na to porównanie, ale nie mogła mu zaprzeczyć. Samo usiłowanie tego byłoby daremną hipokryzją. Poczuła się nieswojo na tę myśl, a jak to często bywa, za nią poszły inne, równie niemiłe. Bo jako wspólniczka Darcy’ego była dla porównania nie lepsza niż… jej siostra Lidia.
Widząc milczenie i rosnące zakłopotanie córki, pan Bennet zlitował się nad nią.
- Nie przejmuj się tak bardzo, moje dziecko. Choć trudno mi to przyznać, to znasz moje uczucia dotyczące wszystkiego, co nosi podobieństwo do śmieszności. Jestem bardziej rozbawiony, niż zirytowany. A biorąc pod uwagę, że to stało się zaledwie dwa dni przed waszym ślubem, mogę mu wybaczyć pewną niecierpliwość.
- Dziękuję, papo, ale… - odparła Elizabeth, ale ojciec przerwał jej, zanim zdążyła dokończyć.
- Nie, nie, Lizzy, nie próbuj bronić go przede mną. Zapewnił mnie, że wina leży całkowicie po jego stronie, więc zostawmy już tę sprawę. To, że przysłał list do ciebie tuż pod moim nosem, tylko to potwierdza. Pozwól staremu ojcu na przyjemność myślenia, że jego córka nadal jest wobec niego lojalna, choćby tylko przez ten ostatni dzień.
Pochyliła się i uścisnęła jego rękę.
- Nie chciałabym, żebyś źle o nim myślał, papo. Wiem, że go nie lubisz, a boję się, że to tylko pogorszy sprawę.
- Wręcz przeciwnie. Wyjątkowo lubię twojego Darcy’ego. Okazał niezwykle dobry gust zakochując się w tobie, mogę dodać - wbrew własnemu rozsądkowi, i jeszcze więcej zdrowego rozsądku prosząc cię o rękę. Poza tym ma inne talenty, które dopiero ostatnio odkryłem. Moja opinia o nim zmieniła się tak bardzo, że obecnie żywię dla niego taki szacunek, jaki rzadko miałem przyjemność odczuwać.
Elizabeth mogłaby zapytać o powody tak cudownej zmiany opinii, ale dalsza rozmowa została przerwana przez nadejście Jane. Jak zwykle, jej łagodność była miłą odmianą po wcześniejszej, krępującej rozmowie i Elizabeth zdołała zjeść posiłek bez większego zdenerwowania.
Pan Bennet rozkoszował się możliwością jedzenia śniadania z dwiema swoimi najrozsądniejszymi córkami, nie chcąc myśleć o tym, że to ostatnia taka okazja. Miał świadomość tego, że bez Jane i Elizabeth w takich sytuacjach będdie mógł oczekiwać tylko czystej głupoty, od czasu do czasu z dodatkiem wygłaszanego przez Mary kazania. I chociaż bardzo się cieszył tą chwilą, to słysząc hałas na schodach przestał się ociągać. Całując je obie w czoło, zapewnił je, że będą bardzo szczęśliwe i nie będą ani przez chwilę myśleć o jego smutku.
Elizabeth zauważyła, że ojciec jest przygnębiony. Widziała znaczącą wilgotność pod jego oczyma, a sama w tej chwili równie mocno odczuwała powagę sytuacji. Poszedł do biblioteki zanim można by wokół tego zrobić niepotrzebne zamieszanie i w samą porę, żeby rozminąć się z panią Bennet i idącą zaraz za nią Kitty. Po pełnej bliskości atmosferze śniadania dzielonego z ojcem i jej ukochaną Jane, Elizabeth nie chciała łączyć tego wspomnienia swojego ostatniego dnia w domu ze swoją matką. Przeprosiła więc i wyszła ze swoim listem ukrytym w fałdach spódnicy.
Sofijufka - Nie 20 Sty, 2008 08:44
Dzięki, Maryann! Miałam miły dodatek do porannej kawy! Biedny pan Bennet!
Caroline - Nie 20 Sty, 2008 09:26
Jedna rzecz mnie zastanawia, został jeden dzień do ślubu, a im wszystkim dni mijają jak co dzień. Mam wrażenie, że tam powinien panować raczej okołoślubny kociokwik.
Ani słowa o kieckach, kwiatach, wyprawie, pakowaniu, imprezie (czy choćby poślubnym obiedzie).
Dziwne, nie?
***
Fajny ten fanfik
Sofijufka - Nie 20 Sty, 2008 09:41
| Caroline napisał/a: | Jedna rzecz mnie zastanawia, został jeden dzień do ślubu, a im wszystkim dni mijają jak co dzień. Mam wrażenie, że tam powinien panować raczej okołoślubny kociokwik.
Ani słowa o kieckach, kwiatach, wyprawie, pakowaniu, imprezie (czy choćby poślubnym obiedzie).
Dziwne, nie?
***
Fajny ten fanfik |
Bo tym się służba zajmowała - poza tym autorka tu opisuje tylko czas, kiedy gość wpada do Bennetów lub panny wychodzą z narzeczonymi na spacerek. A w międzyczasie - kociokwik.
A w Darsiku aż się gotuje
Dione - Nie 20 Sty, 2008 09:52
Takie pyszności i tak rano
Admete - Nie 20 Sty, 2008 11:06
Rozumiem smutek pana Benneta, ale on potrafi być taki irytujący. Nie da spokoju ulubionej córce nawet w tak ważnej i stresującej dla niej chwili
nicol81 - Nie 20 Sty, 2008 11:30
| Maryann napisał/a: | | Po pełnej bliskości atmosferze śniadania dzielonego z ojcem i jej ukochaną Jane, Elizabeth nie chciała łączyć tego wspomnienia swojego ostatniego dnia w domu ze swoją matką |
Własnie to mnie dobiło, jak po raz pierwszy czytałam ten fanfik.
Sofijufka - Nie 20 Sty, 2008 11:47
| nicol81 napisał/a: | | Maryann napisał/a: | | Po pełnej bliskości atmosferze śniadania dzielonego z ojcem i jej ukochaną Jane, Elizabeth nie chciała łączyć tego wspomnienia swojego ostatniego dnia w domu ze swoją matką |
Własnie to mnie dobiło, jak po raz pierwszy czytałam ten fanfik. |
To znaczy: jesteś z powodu traktowania pani Bennet przez Elizabeth? Dobrze o Tobie świadczy, ale ja E. rozumiem. Tam jest taka wzmianka, że mama udzieliła jej kolejnej lekcji życia małżeńskiego, więc myślę, że po prostu nie mogła znieść dalszej porcji. Była dobrą córką i nigdy nie zachowałaby się niegrzecznie, podejrzewam jednak, że była cała rozwibrowana, czekała ją olbrzymia zmiana w życiu i chciała zachować z domu tylko miłe wspomnienia. A matka - mimo dobrych intencji - była całkowicie pozbawiona zdolności do empatii.
Też obchodziłabym ją w takim momencie wielkim łukiem...
nicol81 - Nie 20 Sty, 2008 21:47
Ale jest napisane, że | Sofijufka napisał/a: | | nie chciała łączyć tego wspomnienia swojego ostatniego dnia w domu ze swoją matką | To mówi, że matki w ogóle nie traktowała jako bliskiej osoby-a był to ostatni dzień, spędziła śniadanie z prawdziwą, jedyną rodziną- a reszta wypad.
Oj, obiłoby się dziewczę...
Maryann - Pon 21 Sty, 2008 05:53
CZĘŚĆ X
We względnym odosobnieniu ogrodu Elizabeth mogła w końcu zaspokoić swoją ciekawość i położyć kres obawom. Otworzywszy list zobaczyła pojedynczą kartkę ciasno zapisaną wyraźnym pismem Darcy’ego. Zawartość była następująca:
Moja najdroższa Elizabeth,
Mam nadzieję, że nadal mam prawo Cię tak nazywać po tym, co zaszło wczoraj,. Mogę tylko raz jeszcze przeprosić za moje niedżentelmeńskie zachowanie i prosić Twoje sprawiedliwe i pełne współczucia serce o wybaczenie. Doprawdy, okażesz się bardzo szlachetna dając je zważywszy na krzywdę, jaką Ci wyrządziłem, przez moje niestosowne zaloty wczorajszego ranka. Zawsze szczyciłem się tym, że umiem nad sobą panować. Moim jedynym wytłumaczeniem jest to, że zbliżywszy się do Ciebie tak bardzo, zdałem sobie sprawę, że nie znam samego siebie. Mogę tylko raz jeszcze prosić Cię o łagodną karę. Obawiam się, że Cię zaszokowałem, a jeszcze bardziej, że przestraszyłem Cię siłą mojego uczucia. Jeśli możesz się zdobyć na to, żeby udzielić mi przebaczenia, to postaram się, choć może to być trudne, ograniczyć moje afekty do bardziej dopuszczalnego poziomu.
Nie zgodziłaś się jeszcze na pierwszą, więc z wahaniem zawracam się do Ciebie o jeszcze jedną przysługę. Gdybyś jednak była tak szlachetna, żeby mi wybaczyć, to mógłbym Cię prosić o kolejne ustępstwo. Moja siostra Georgiana przyjechała do Netherfield i bardzo chce spotkać się z Tobą jeszcze przed ślubem. Bardzo mi zależy, żeby zapewnić jej lepsze towarzystwo, niż to, które może znaleźć tutaj. Obawiam się, że zawiedziona panna, gnuśna para małżeńska i dwóch zniecierpliwionych kawalerów to nie jest zbyt miłe towarzystwo. Doprawdy, trudno mi mieć jej to za złe, a nie mogę przy tym zaprzeczyć, że ja również z niecierpliwością wyglądam Twojej obecności.
Jeżeli zechcesz przyjechać, to w znacznym stopniu uspokoisz moje myśli, a nie muszę dodawać, że również moje serce. Całkowicie zrozumiem, jeśli taka wyprawa okaże się niemożliwa, nie mam bowiem żadnych wątpliwości, że może mieć pewne opory przed powierzeniem Cię mojemu towarzystwu. Jeżeli taka jest prawda, to z niecierpliwością i nadzieją będę czekał na Ciebie jutro o dziesiątej.
Chętnie wyślę po Ciebie powóz, choć wiem, dzień jest piękny i dla formy odmówisz jego przyjęcia. Proszę jednak, przyślij wiadomość, gdybyś go potrzebowała.
Twój kochający
FD
PS: Bingley właśnie wymusił na mnie zaproszenie Twojej siostry Jane. Oczywiście błaga o przebaczenie, ale czuje, że jego prośba jest w pełni usprawiedliwiona, bo Ty znasz jego umiejętności jako skryby (czy raczej ich brak). Osobiście uważam, że to z jego strony niewytłumaczalne lenistwo, ale powstrzymam się z opiniami w nadziei, że to może wprawić Cię w przychylniejszy nastrój.
Elizabeth przeczytała wszystko raz jeszcze i roześmiała się z tego najbardziej niedorzecznego listu, jaki kiedykolwiek otrzymała. Jak on mógł zinterpretować tak przyjemne przeżycie, jakie ze sobą dzielili, jako „krzywdę wyrządzoną przez swoje niestosowne zaloty” ? Sądząc po pozorach, spędził sporo czasu szukając jak najdłuższych słów i rozwlekłością niemal prześcignął swoje samooskarżenia. Nie mogła pojąć, skąd mu przyszło do głowy, że poczuła się urażona jego zachowaniem. Czy jej odpowiedź na jego pocałunki nie była wystarczająca ? I z pewnością nie miała zamiaru pozwolić mu na hamowanie swoich afektów. Złożyła starannie list i udała się na poszukiwanie Jane.
*******
Po przybyciu do Netherfield Elizabeth z rozbawieniem zobaczyła Darcy’ego spacerującego po trawniku przed domem. Dla postronnego obserwatora mogło się to wydawać nieśpieszną przechadzką, Elizabeth jednak zauważyła, że w czasie, jaki zajęło im dotarcie do podjazdu, on przemierzył ten sam odcinek trawnika nie mniej niż cztery razy, patrząc przy tym uparcie na swoje buty. Ponieważ Elizabeth wspomniała nieco zgorszonej siostrze co nieco o wypadkach poprzedniego dnia, Jane dyplomatycznie natychmiast weszła do domu w poszukiwaniu Bingleya, zostawiając Elizabeth i zamyślonego dżentelmena samych.
- Dzień dobry, panie Darcy.
- Panna Bennet – zawołał zaskoczony podnosząc wzrok – Mam nadzieję, że ma się pani dobrze – wyjąkał.
- Dziękuję, doskonale. Mogę się z panem przespacerować ? – odparła, rozbawiona tym nagłym powrotem do ceremonii.
- Oczywiście – Darcy podał jej ramię, wyraźnie odetchnąwszy z ulgą na widok serdeczności jej powitania i uśmiechu, jakim go obdarzyła, nie wspominając faktu, że w ogóle tu była.
Przez kilka minut szli w milczeniu, do momentu, aż nie można ich było zobaczyć z domu. Darcy wciąż był zbyt niespokojny, żeby wymyślić coś sensownego, co mógłby powiedzieć, a Elizabeth czekała, żeby to on zaczął. Ponieważ wyglądało na to, że nie ma zamiaru tego zrobić, przejęła inicjatywę.
- Zaskoczyło mnie twoje dzisiejsze zaproszenie.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu. Moja siostra bardzo chciała zobaczyć się z tobą przed ślubem – odparł bez zastanowienia.
- Och, twoja siostra bardzo chciała, czyżby ? A co z jej bratem, panie Darcy ? – zapytała z lekkim rozbawieniem. Teraz udało jej się przywołać uśmiech na jego twarz.
- Zawsze chętnie panią widzę, panno Bennet – odparł całując ją w rękę.
Uśmiechnęła się na ten gest i powiedziała szelmowsko:
- Myślałam, że mój ojciec cię wczoraj wystraszył.
- Jak wiesz, nie tak łatwo mnie zastraszyć – spojrzał na nią poważnie – Bałem się, że to ja cię wystraszyłem, Elizabeth. Czy możesz mi wybaczyć ? Moje zachowanie tak bardzo odbiegało od tego, co stosowne, że muszę mieć o to do siebie pretensje.
- Zbyt wiele samooskarżania jest niedobre dla zdrowia, panie Darcy. Jeśli potrzebuje pan przebaczenia, to je pan otrzymał.
Przerwała na chwilę, żeby przyjrzeć się jego pełnemu ulgi uśmiechowi.
- Jednakże twoje zachowanie zmieniło mój pogląd na coś – powiedziała.
Darcy zatrzymał się i spojrzał na nią z ogromnym niepokojem.
- Proszę, tylko mi nie mów, że za mnie nie wyjdziesz, Elizabeth. Obiecuję pohamować się nawet już po ślubie.
- O, Boże. Myślę, że to byłoby dla twojego zdrowia jeszcze gorsze niż samooskarżenia. Miałam na myśli to, że ryzykując, że nie wydam się damą, muszę mimo to przyznać się do czegoś. Tak naprawdę raczej lubię, kiedy zachowujesz się nie po dżentelmeńsku.
Kiedy Darcy zrozumiał znaczenie jej słów, nie bardzo wiedział, co zrobić z oczami. Odetchnął z ulgą, jej słowa mu pochlebiały i trochę ośmielały. Bał się jednak spojrzeć na nią w obawie, że w jej pięknych oczach wyczyta zaproszenie do tego, co poprzednio wpędziło go w kłopoty. Powstrzymał się herkulesowym wysiłkiem i ograniczywszy się do powtórnego ucałowania jej ręki kontynuował spacer. Jeżeli zmarszczenie brwi Elizabeth świadczyło o tym, że była zawiedziona, to on go nie zauważył.
Anonymous - Pon 21 Sty, 2008 05:57
jaki mily początek dnia. Smiać mi się troszeczkę chce z darsika, że taki ma wydyg
Sofijufka - Pon 21 Sty, 2008 07:51
Oj, miły początek . Lubię ten fanfik, a Maryann pisze, jak JA
Ach, ten Darcy, chodzący w kółko po trawniku
Marija - Pon 21 Sty, 2008 08:22
Wprost widzę Colina-Darcy'ego, jak się wewnętrznie powstrzymuje . Pięknie, Maryann!
Maryann - Pon 21 Sty, 2008 08:23
| Sofijufka napisał/a: | | Maryann pisze, jak JA |
Jak JA ?
Sofijufka - Pon 21 Sty, 2008 08:28
| Maryann napisał/a: | | Sofijufka napisał/a: | | Maryann pisze, jak JA |
Jak JA ? |
No - styl Jane złapałaś idealnie
Maryann - Pon 21 Sty, 2008 08:30
Tiaaa... Uprasza się uprzejmie o nieobrażanie Miss Jane.
Sofijufka - Pon 21 Sty, 2008 08:35
| Maryann napisał/a: | Uprasza się uprzejmie o nieobrażanie Miss Jane. |
Wcale nie obrażam - to cholernie trudny [choć wdzięczny] styl! Rzadko sie dziś spotyka takie okresy zdaniowe
Maryann - Pon 21 Sty, 2008 08:46
| lady_kasiek napisał/a: | | Smiać mi się troszeczkę chce z darsika, że taki ma wydyg |
Z tym śmianiem się to jeszcze poczekaj - będzie okazja.
Sofijufka - Pon 21 Sty, 2008 08:54
| Maryann napisał/a: | | lady_kasiek napisał/a: | | Smiać mi się troszeczkę chce z darsika, że taki ma wydyg |
Z tym śmianiem się to jeszcze poczekaj - będzie okazja. |
Noooo - ale chyba więcej śmiechu będzie z kogoś innego
Maryann - Pon 21 Sty, 2008 08:58
No chronologicznie patrząc to chyba nie...
Dione - Pon 21 Sty, 2008 10:20
Maryannku
asiek - Pon 21 Sty, 2008 19:24
Świetny ten fanfic. Bardzo mi sie podoba.
| Maryann napisał/a: | - Proszę, tylko mi nie mów, że za mnie nie wyjdziesz, Elizabeth. Obiecuję pohamować się nawet już po ślubie.
- O, Boże. Myślę, że to byłoby dla twojego zdrowia jeszcze gorsze |
Maryann'ku
Maryann - Wto 22 Sty, 2008 05:51
CZĘŚĆ XI
Pozbywszy się własnych obaw Darcy zaproponował, żeby uwolnić również od nich jego siostrę, weszli więc do domu. Sytuacja w salonie odpowiadała dokładnie temu, co Darcy opisał w swoim liście, a Elizabeth niemal roześmiała się na głos z jego trafności. Państwo Hurst siedzieli bezczynnie, panna Bingley wytrwale spacerowała po pokoju z wyrazem niezadowolenia na twarzy, a dwóch dżentelmenów kręciło się koło swoich narzeczonych z troskliwością rzadko spotykaną w modnym towarzystwie. Gdyby opisał takie zachowanie jako niecierpliwość, nie mogłaby się z tym nie zgodzić. Pośrodku tej dziwacznej grupy nadziei i rozczarowań siedziała Georgiana, wyglądając dokładnie tak, jak opisał ją Darcy – bynajmniej nie zadowolona i bardzo spragniona milszego towarzystwa. Widząc Elizabeth, zerwała się na równe nogi i pod wpływem impulsu objęła przyszłą siostrę.
- Och, Elizabeth, jak się cieszę, że tu jesteś – zawołała szczerze.
Elizabeth nie mogła na to odpowiedzieć tak, jakby chciała, nie obrażając przy tym większości z zebranego towarzystwa, zadowoliła się więc uśmiechem i uściskiem jako naturalnym przejawem tego, czym powinno być siostrzane uczucie. Panna Bingley i pani Hurst patrzyły zdumione, jakby taki pomysł nigdy nie przyszedł im do głowy, a Darcy uśmiechnął się z prawdziwą przyjemnością.
Wymieniono zwyczajowe uprzejmości, niektóre z większą serdecznością, niż inne, a gościom podano poczęstunek. Elizabeth usiadła obok Georgiany i zaczęła z nią miłą rozmowę o jej niedawnej wizycie w Londynie, z pełną świadomością, że większości tej rozmowy uważnie przysłuchuje się panna Bingley. Nie bała się jej złośliwości, ale chodziło jej o Georgianę i starała się tak dobierać tematy rozmowy, żeby były dla niej interesujące. Nie mogła jednak zrobić nic więcej, żeby uspokoić sytuację. A ponieważ Georgianę najbardziej zaprzątał ślub jej brata, było rzeczą naturalną, że będzie chciała wyrazić swoje zadowolenie z nadchodzącego wydarzenia.
- William jest z tobą taki szczęśliwy, Elizabeth. Tak się cieszę, że w końcu zgodziłaś się za niego wyjść.
Elizabeth zbladła, bo to właśnie był temat, którego próbowała uniknąć. Oczywiście panna Bingley nie mogła zostawić takiego stwierdzenia bez odpowiedzi i zawołała niby żartem:
- Och, droga Georgiano, jakaś ty naiwna ! Mało prawdopodobne, żeby odrzuciła dżentelmena o takiej wartości, jak twój brat. Tacy mężczyźni nie codziennie pojawiają się w Meryton.
Georgiana spojrzała z zakłopotaniem na Elizabeth, która kątem oka zerkała na bardzo zirytowanego Darcy’ego. Otworzyła usta, żeby odpowiedzieć Georgianie, ale przerwał jej nieustępliwy ton Darcy’ego.
- Tak naprawdę panno Bingley to odrzuciła mnie, kiedy oświadczyłem się jej po raz pierwszy i nie mogę jej za to potępiać. Gdyby przyjęła mnie, kiedy stosunki między nami były takie, jak wtedy, to jej motywem mogłoby być tylko wyrachowanie.
Bingley, widząc niezadowolenie na twarzy Darcy’ego i wyczuwając ogólne zakłopotanie, włączył się do rozmowy z wesołym komentarzem.
- O ile pamiętam, Darcy, to mówiłeś, że „zalecałeś się do panny Bennet w sposób tak obraźliwy, że rzadko spotykany u żarliwych wielbicieli”.
Elizabeth roześmiała się i spojrzała na Darcy’ego, który ciągle z pogardą wpatrywał się w pannę Bingley.
- Tak, to prawda. Ale muszę przyznać, że kiedy spróbował drugi raz, jego maniery znacznie się poprawiły – odparła.
Panna Bingley wyglądała na zaszokowaną tymi rewelacjami i nie zwróciwszy uwagi na ostatnie słowa powtarzała tylko:
- Pan Darcy się oświadczył, a pani powiedziała „nie”.
Elizabeth zdała sobie sprawę, że choć panna Bingley powiedziała to w przestrzeń, to stwierdzenie to było skierowane do niej i uznała, że najlepiej odpowiedzieć.
- Tak, panno Bingley. Kiedy mężczyzna mówi pani, że ją kocha i jest zdecydowany panią poślubić wbrew własnemu rozsądkowi, czasami lepiej jest powiedzieć „nie”, żeby później uniknąć srogiego zawodu.
Widząc w tym iskierkę nadziei, panna Bingley przeniosła swoją uwagę na Darcy’ego.
- Panie Darcy, to musiał być dla pana straszny szok. Jestem zdumiona pańską wyrozumiałością dla takiego złego traktowania.
Na tym etapie rozmowy Darcy był już naprawdę rozgniewany. Poza tym, że znosił otwartą dyskusję o swoich osobistych sprawach, nie umknął jego uwadze ton pytania panny Bingley. Chociaż nie chciał kontynuować tej rozmowy, to odpowiedział, chcąc na zawsze zmusić ją do milczenia na ten temat.
- Jestem bardzo szczęśliwy, że mi odmówiła. Gdyby przyjęła mnie z czystej interesowności, oboje cierpielibyśmy z tego powodu. Po zastanowieniu doszedłem do wniosku, że ani jej nie znałem, ani nie obchodziły mnie jej uczucia. Nie będę zaprzeczał, że jej odmowa sprawiła mi ból, ale jestem pewien, że nauczyła mnie dostrzegać różnicę między posiadaniem a miłością.
Ostatnie słowa wypowiedział ze stanowczością, która w jego opinii powinna położyć kres dalszej dyskusji. Zaczął rozmawiać z Bingleyem na inne tematy oczekując, że Elizabeth będzie w stanie na nowo podjąć rozmowę z jego siostrą.
Nie docenił jednak goryczy zawiedzionej kobiety. Ponieważ Darcy był zajęty czym innym, panna Bingley zwróciła się do Elizabeth z wyraźnym zamiarem zranienia jej.
- Jak już pani wie, panno Elizabeth, pan Darcy jest człowiekiem, który zawsze dostaje to, czego chce. Doprawdy, nie znam nikogo, kogo bardziej cieszy możliwość stawiania na swoim. Mam nadzieję, że zapamięta to pani i zawsze będzie tak samo zadowolona ze swojej zdobyczy.
Subtelna zjadliwość tej wypowiedzi zaskoczyła Elizabeth. Panna Bingley najwyraźniej chciała zasiać w niej ziarno niepewności co do powodów, dla których Darcy tak bardzo o nią zabiegał i natury ich wzajemnych relacji. Nie mając ochoty na kontynuowanie tej rozmowy, zwłaszcza w obecności Georgiany, odpowiedziała najlepiej, jak potrafiła.
- Rozumiem, co pani ma na myśli, panno Bingley. Znam usposobienie pana Darcy’ego i właściwie cieszę się, że jest właśnie takie. Bo gdyby nie był tak zdecydowany, to straciłabym możliwość poznania go lepiej i odwzajemnienia jego miłości. Jeśli on jest mężczyzną, który zawsze dostaje to, czego chce, to ja jestem bardziej niż zadowolona wiedząc, że to mnie pragnął.
Panna Bingley została z całą satysfakcją, że zmusiła ją do wyznania, które nie sprawiło przykrości nikomu oprócz niej samej, a Elizabeth, czując że atmosfera w salonie się zagęszcza, zaproponowała Georgianie spacer po ogrodzie.
Marija - Wto 22 Sty, 2008 08:31
Ale żeby panna Bingley była taka zjadliwa już po fakcie (Darcy zaręczony), to jej się dziwię . Co ona sobie myślała - że Darcy zmieni sobie narzeczoną czy jak?
|
|
|