Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2
Dione - Pią 06 Lip, 2007 13:41
Bo taka była nieczuła....
Maryann - Pią 06 Lip, 2007 14:03
No, uważaj, co mówisz ! Bo Darcy się z Tobą policzy...
asiek - Pią 06 Lip, 2007 18:31
| Gosia napisał/a: | | Caroline napisał/a: | Co ona wiedziała o towarzystwie? Tyle co nic! Nie mogła mieć bladego pojęcia, jakie jest jego życie albo czego jego pozycja, krewni i rówieśnicy oczekiwali od niego. Jej wiejskie kółko znajomych i skromne otoczenie nie miały nic wspólnego ze środowiskiem, w którym on przyszedł na świat! [...]
Kim ona była, by tak go traktować, by traktować go z góry. |
No ładnie! |
A jeszcze godzinę wstecz Elizabeth była wcieleniem cnót wszelkich.
Ot, męska niestałość.
Carolciu,
Alison - Pią 06 Lip, 2007 18:53
Facety tak mają, ale ja to uwielbiam czytać jak tak komuś uczucia kipieją
Dawaj Carol, dawaj dalej, bo wyjeżdżam, no chyba, że dalej będzie tak lało, to sama dam
asiek - Pią 06 Lip, 2007 19:26
| Alison napisał/a: | | Facety tak mają, ale ja to uwielbiam czytać jak tak komuś uczucia kipieją |
Jaaa teeeżżż tak mam.
A propos kipiejących uczuć, to mnie bardziej by się podobało, jak Darcy by tym glass'em o ścianę huknął.
Niczym Red Butler w "Przeminęło z..."
Marija - Pią 06 Lip, 2007 19:36
| Alison napisał/a: | Dawaj Carol, dawaj dalej, bo wyjeżdżam, no chyba, że dalej będzie tak lało, to sama dam | Już się jakoś przejaśnia, a do niedzieli to ho ho!! Dawaj ciacho i ruszaj w Kocioł .
Alison - Pią 06 Lip, 2007 19:55
| Marija napisał/a: | | Alison napisał/a: | Dawaj Carol, dawaj dalej, bo wyjeżdżam, no chyba, że dalej będzie tak lało, to sama dam | Już się jakoś przejaśnia, a do niedzieli to ho ho!! Dawaj ciacho i ruszaj w Kocioł . |
Chciałabyś! Sama ciacho zdławię, a w domu przeczekam! I tak już przeciągnęłam po zezwoleniu, mam już dosyć łażenia w mokrzuteńkich gaciorkach po mokrym zielsku, rumatyzmy mnie łupieją albo też łupać będą w najbliższej przyszłości
Trudno darmo bedzie słońce ciachem rzucę, nie będzie, sama pożrę, a Kociołek poczeka. Wszystko w Twoich rękach
Caroline - Sob 07 Lip, 2007 00:02
Ok, już jest sobota A Alison wysyła ponaglające komunikaty, więc lecim do porannej wczesnej kawki.
Rozdział III, cz.16
- Panie Darcy? – Darcy odwrócił się gwałtownie do niespodziewanego intruza i posłał swojemu lokajowi srogie spojrzenie pełne niezadowolenia.
- Fletcher! Co ty tu robisz? – zapytał ostro. – Nie wzywałem cię.
Fletcher patrzył na niego zaszokowany, bladość stopniowo wygrywała z wyrazem troski na jego twarzy.
- Proszę wybaczyć, myślałem… to znaczy, właśnie dowiedziałem się, że pan wrócił i…
- Oszczędź mi swoich myśli z łaski swojej – Darcy wściekle akcentował każe słowo. – Twoje usługi nie będą potrzebne dziś wieczór. Zostaw mnie!
Twarz Fletchera poszarzała.
- T-tak, proszę pana – wydukał kłaniając się i w pośpiechu zawrócił do garderoby, ale Darcy już się od niego odwrócił, skupił się ponownie na jednym oskarżeniu z tej dręczącej porażki, co do którego był pewien, że jest całkowicie niewinny.
- Tak nie może być! – odezwał się jego honor. Jeśli czegoś był dzisiaj pewien, to że kłamstwa George’a Wickhama zniesławiające jego osobę muszą zostać ujawnione a jego dobre imię oczyszczone. Duma nie pozwalała mu odpowiedzieć na wszystkie zarzuty Elizabeth, ale tym, które opierała na kłamstwach i insynuacjach Wickhama, musiał – by oddać sprawiedliwość sobie i szacunkowi należnemu swojemu nazwisku – stawić czoła i pokazać jak były oszczercze.
Ale jak miał to zrobić? Wziął znów do ręki szklankę z brandy. Na prywatną rozmowę nie mógł liczyć po tym, co między nimi zaszło, jemu samemu ten pomysł był nie w smak. Pijąc brandy rozglądał się po pokoju, jego wzrok spoczął na sekretarzyku i precyzyjnie ułożonych na nim rzeczy. List! Ale, czy konwenanse nie wymagały, by osobiście go jej doręczył? Otoczył ramieniem jedną z kolumienek podtrzymujących baldachim, serce zaczęło mu bić szybciej. List oczyszczający, doręczony osobiście…
Uwalniając uchwyt Darcy podszedł do sekretarza i opadł na krzesło, wyciągnął arkusz papieru. Otworzył kałamarz, naostrzył pióra tak jak lubił i zanurzył je w atramencie. Dzisiaj szkic, a jutra oryginał dostarczony bezpośredni do jej ręki. Napisał jej imię ozdobnym pismem na górze kartki, zatrzymał się i odchylił na krześle. To co miał właśnie zrobić, uważałby za niemożliwe kilka godzin wcześniej. Prawdę mówiąc, nigdy nie zamierzał opisywać swoich przejść z Wickhamem, a teraz chciał to zrobić i przeznaczyć dla oczu kobiety, która w żaden sposób nie była związana z jego rodziną i obce jej były ich troski!
Darcy odłożył pióro, ogrom tego, co zamierzał kłócił się ze wzburzeniem w jego duszy. Jego honor potrzebował, nie – wymagał, żeby udowodnił swoją niewinność przed nią, ale by to zrobić musiałby powierzyć Elizabeth najdroższą mu osobę po niej samej. „Georgiana!” Serce Darcy’ego ścisnęło się z bólu na myśl o niebezpieczeństwie na jakie ją wystawia. Lista złych nawyków Wickhama nie wystarczy, ani niejasno przedstawiona relacja z pułapki zastawionej na niewymienioną z imienia młodą kobietę. Taką opowieść uznałaby tylko za pogłoski. Nie, to musiałaby być cała, bolesna prawda, a jego kuzyn musiałby zostać wymieniony jako osoba, która może ją potwierdzić. Z jego własnej ręki, ona, która oceniła go tak błędnie posiadłaby wiedzę, którą on z taką wytrwałością ukrywał przed światem.
Zamykając oczy na resztę świata, Darcy wsłuchał się w swoje serce. Jeszcze dzisiaj był całkowicie gotowy, by powierzyć Elizabeth wszystko: swoje serce, dom, bliskich, honor – wszystko. A teraz, czy mimo wszytko jej ufał? Wyprostował się, jego wzrok spoczął na imieniu napisanym na kartce. Potem, z głębokim, rozluźniającym wdechem Darcy wziął ponownie pióro i zanurzył je w atramencie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~&~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Alison - Sob 07 Lip, 2007 00:17
No! teraz zachował się jak mężczyzna. Pisz Darsiku a zobaczysz, że od razu Ci ulży....
Carolek, ale Ty to posłuszeństwo ślubowałeś cy co?
Ulka - Sob 07 Lip, 2007 00:17
| Caroline napisał/a: | | Jeszcze dzisiaj był całkowicie gotowy, by powierzyć Elizabeth wszystko: swoje serce, dom, bliskich, honor – wszystko. |
| Caroline napisał/a: | | musiałby powierzyć Elizabeth najdroższą mu osobę po niej samej. |
Ile moze mężczyzna odzyskać w oczach kobiety
Caroline - Sob 07 Lip, 2007 00:25
| Alison napisał/a: | Carolek, ale Ty to posłuszeństwo ślubowałeś cy co? | No wszak w zakonie z Matką Przedłużoną jezdem, nie
Chciałabym tylko zauważyć, że Darsik, ta miągwa, wzór dżentelmena znów się na Fletcherze wyżywa.
Alison - Sob 07 Lip, 2007 09:22
| Caroline napisał/a: | | Alison napisał/a: | Carolek, ale Ty to posłuszeństwo ślubowałeś cy co? | No wszak w zakonie z Matką Przedłużoną jezdem, nie
Chciałabym tylko zauważyć, że Darsik, ta miągwa, wzór dżentelmena znów się na Fletcherze wyżywa. |
Faceci tak mają... Mój pradziadek podobno lał ordynansa, jak mu buty nie błyszczały jak należy. Oni tak mają, nie to co my, delikatnie lecz bezwzględnie stanowcze
A miągwa jest przecudnej urody słowem, które niniejszym zakupuję!
Maryann - Nie 08 Lip, 2007 07:49
Rozdział III, część 17
Darcy patrzył tępo na jaskrawoczerwony wosk kapiący na wspaniałą papeterię jego ciotki i myślał, że równie dobrze to jego krew mogłaby spadać na te białe kartki.
„…ostatni człowiek na świecie, którego byłabym skłonna poślubić.”
Te słowa brzmiały w jego umyśle z bezlitosną jasnością i niczym sztylet trafiały prosto w jego serce. Z przybornika do pisania wyjął swoją osobistą pieczęć i w miękkim, czerwonym wosku odcisnął herb Darcych. Gotowe ! List, który kosztował go noc męki, był gotowy do złożenia w ręce kobiety, która tak zdecydowanie go odrzuciła.
Odsunął się z jękiem od biurka i wyjrzał przez okno na nadchodzący świt. Przetarł piekące oczy. Ze znużeniem podniósł zapieczętowany list i przeczytał nazwisko napisane starannie jego własną ręką. Panna Elizabeth Bennet. Nie musiał długo czekać na kolejne ukłucie bólu. Jak mógł kiedykolwiek przypuszczać, że te uczucia, wzbudzone bez jego zgody, będzie mógł kiedykolwiek kontrolować ? Czyż nie przyznał się do tego braku przed sobą i przed Elizabeth zaledwie kilka godzin temu, kiedy składał jej propozycję małżeństwa ? Miał nadzieję, że ta obrona, napisana w odpowiedzi na jej gorzkie oskarżenia, przywróci mu opanowanie, ale teraz już wiedział, że to zadanie było tylko jeszcze jedną próżną nadzieją w długiej kolei oszukiwania samego siebie.
Podniósł się szybko, jakby chcąc otrząsnąć się z takiej naiwności, zgasił kciukiem stojącą na biurku świecę, z zadowoleniem czując lekkie, krótkie uczucie pieczenia. Spojrzał raz jeszcze na trzymany w ręku list z jej imieniem napisanym jego ręką w poprzek czystej kartki. Tak, to wszystko ! Pozostawało tylko dostarczyć to ostatnie usprawiedliwienie kontaktu z kobietą, w której tak niechętnie się zakochał i zostawić za sobą ból i upokorzenie wczorajszego dnia.
Odłożywszy list Darcy podszedł do stojącego na stoliku srebrnego dzbana i nalał wody do miski. Podwinął pomięte rękawy swojej pięknej lnianej koszuli, nachylił się i ochlapał twarz wodą. W tym samym momencie, kiedy wycierał twarz ręcznikiem, uchwycił swoje odbicie w lustrze wiszącym nad miską i niemal drgnął na ten widok. Powoli opuścił ręcznik i jedną ręką opierając się o ścianę pochylił się do przodu, siłą woli zmuszając się do powtórnego spojrzenia w lustro. Twarzy, która patrzyła na niego, nigdy przedtem nie widział. Jego oczy miały ze zmęczenia czerwone obwódki – nic dziwnego. Na uniwersytecie spędził na nauce wystarczająco dużo nocy, żeby rozpoznać w swoim odbiciu niedostatek snu. Ale było coś więcej… Szczególna bezradność, która wydawała się patrzeć na niego zza jego oczu i ponury zarys wokół ust, odróżniały jego wyraz twarzy od tej pewności siebie, którą zawsze prezentował przed światem.
Pewność siebie ! To, co on uważał za pewność siebie, Elizabeth potępiła jako arogancję. Gniew i zraniona duma z poprzedniego wieczoru odżyły, gdy odsunął się od ściany i przeszedł przez pokój. Arogancki i zarozumiały. Te oskarżenia nie dotknęły go mocno, ale nadal czuł gniew. Arogancja i zarozumiałość ! Tych dwóch cech było pod dostatkiem wśród jego znajomych. Były niemal warunkiem przyjęcia do towarzystwa ! Zawsze pogardzał tymi, którzy nadawali wytwornemu towarzystwu ton udawanej nudy, którą ożywiały jedynie brukowce i towarzyskie intrygi. Raczej starał się osiągnąć prawdziwą wyższość umysłu, która zapewniła mu – jak wierzył – szanowane miejsce w świecie. I to wszystko tylko po to, żeby zostać oskarżonym o te same cechy, do których czuł odrazę i zostać odmalowanym jako nieczuły prześladowca z pewnością najbardziej niegodziwego człowieka, jakiego znał !
Caroline - Nie 08 Lip, 2007 11:32
| Maryann napisał/a: | | Odłożywszy list Darcy podszedł do stojącego na stoliku srebrnego dzbana i nalał wody do miski. Podwinął pomięte rękawy swojej pięknej lnianej koszuli, nachylił się i ochlapał twarz wodą. | Pamelka spędziła wiele godzin oglądając serial hehe
asiek - Nie 08 Lip, 2007 12:15
| Caroline napisał/a: | | Pamelka spędziła wiele godzin oglądając serial hehe |
Widać, że ze znurzenia oko jej leciało, bo w tym fragmencie rozminęła się z filmem - o wskazującym paluchu nie wspomniała
| Maryann napisał/a: | | ...zgasił kciukiem stojącą na biurku świecę,... |
| Maryann napisał/a: | | uchwycił swoje odbicie w lustrze ...Twarzy, która patrzyła na niego, nigdy przedtem nie widział. … Szczególna bezradność, która wydawała się patrzeć na niego zza jego oczu i ponury zarys wokół ust, odróżniały jego wyraz twarzy od tej pewności siebie, którą zawsze prezentował przed światem. |
Darcy nareszcie nam człowieczeje.
ABT,
Alison - Nie 08 Lip, 2007 12:21
zgasił kciukiem stojącą na biurku świecę, z zadowoleniem czując lekkie, krótkie uczucie pieczenia.
Masoch jakiś, cy co? Za mało go jestetstwo boli, to chce jeszcze paluszkom dowalić?
bezpaznokcianka - Nie 08 Lip, 2007 22:19
przecież Colin też zgasił świecę gołymi palcami!
Maryann - Pon 09 Lip, 2007 05:49
Rozdział III, część 18
Darcy zatrzymał się przy oknie i oparł się o futrynę. Świtało. Blask słońca przedzierał się przez park, nieśmiało obiecując niezwykle piękny dzień. Gdy delikatne promienie dotknęły jego twarzy, Darcy się odprężył, a jego gniew i napięcie nagle zniknęły. Zamiast nich pojawiła się cicha pewność, że Elizabeth z pewnością również widzi ten świt. Wyszła wcześnie, spacerując po parku tym pewnym, spokojnym krokiem, nie wstydzącym się swojego wiejskiego pochodzenia. Darcy uśmiechnął się z przyjemnością na ten obrazek, który pojawił się w jego umyśle, gdy wyobrażał sobie ją przemierzającą ulubione trasy. Pamiętał, kiedy pierwszy raz zobaczył ją wracającą ze spaceru, z włosami rozwianymi wiatrem, z błyszczącymi oczyma, niestrudzoną, niezrażoną po trzymilowej wędrówce do chorej siostry. Wtedy w pierwszej chwili pomyślał, że choroba siostry była tylko wymówką mającą jej umożliwić dostanie się do domu Bingleya. Pochlebiał nawet sobie, że to on był prawdziwym powodem jej przyjścia. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy pełna nadziei młoda dama próbowała zwrócić jego uwagę. Ale Elizabeth naprawdę martwiła się o siostrę i niewiele czasu spędziła w towarzystwie rodziny i gości Bingleya. Jej oddanie siostrze nie pozostawiało żadnych wątpliwości, a on dodał je do wydłużającej się listy talentów i wdzięków, które przyciągały go do kobiety, którą wcześniej zlekceważył jako nie wystarczająco ładną, aby mogła go skusić. Im dłużej się jej przyglądał, tym bardziej był zaintrygowany. Każde z nią spotkanie zaczynało się jako ostrożny taniec, a kończyło słowną potyczką, po której często zostawał pełen wątpliwości co do jej intencji, ale nie co do jej inteligencji. Och, czasami go gniewała wyzywającą wypowiedzią wygłoszoną z brutalną zręcznością, ale z krępującą trafnością. Innym razem tak dalece mijała się z prawdą w swoich stwierdzeniach dotyczących jego charakteru, że mógł pohamować swoją frustrację jedynie zwiększając dystans między nimi, rzeczywisty bądź społeczny. Nie, Elizabeth nie obawiała się go, ani nie odczuwała respektu przed jego pozycją w świecie. To była prawda – jak wyraźnie stwierdziła, nawet nie zabiegała o jego dobrą opinię o sobie. Była tak różna od wszystkich kobiet, jakie kiedykolwiek spotkał i była dla niego niezwykle czarująca. Darcy pamiętał, jak ostatniej jesieni w Netherfield każdego ranka wstawał niecierpliwie, zastanawiając się, jaki kierunek przyjmą ich następne słowne potyczki.
Świt był teraz na najlepszej drodze do przekształcenia się w poranek i Darcy szybko odwrócił się od okna. Nie może się z nią minąć ! Jedynym dyskretnym sposobem dostarczenia jej tego listu było przekazanie go osobiście. Jak jednak miał się do niej zbliżyć po tym, jak tak zdecydowanie został odrzucony ? Tak gorzkie słowa, jakie padły między nimi, czyniły to zadanie niemal niewykonalnym. Darcy szarpał koszulę chodząc po pokoju w poszukiwaniu swoich najlepszych spacerowych ubrań. Naciągnął modną kamizelkę i mocno wypolerowane buty z powagą rycerza szykującego się do bitwy. Musi starannie zaplanować to spotkanie. Nie może spartaczyć tej sprawy, tak jak to zrobił wczoraj. Podejdzie do niej grzecznie, wręczy jej list, a potem… Darcy westchnął, zwolnił kroku i przerwał swoje przygotowania. Potem zniknie z jej życia, a samotność, zimny obowiązek, który znał przed Elizabeth, wróci i pochłonie go.
Ania1956 - Pon 09 Lip, 2007 07:32
No, Darcy zaczyna przecierać okularki przez które patrzył na świat a w szczególności na Lizzy
Mag - Pon 09 Lip, 2007 08:25
| Maryann napisał/a: | | Pamiętał, kiedy pierwszy raz zobaczył ją wracającą ze spaceru, z włosami rozwianymi wiatrem, z błyszczącymi oczyma, niestrudzoną, niezrażoną po trzymilowej wędrówce do chorej siostry. Wtedy w pierwszej chwili pomyślał, że choroba siostry była tylko wymówką mającą jej umożliwić dostanie się do domu Bingleya. Pochlebiał nawet sobie, że to on był prawdziwym powodem jej przyjścia. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy pełna nadziei młoda dama próbowała zwrócić jego uwagę. Ale Elizabeth naprawdę martwiła się o siostrę i niewiele czasu spędziła w towarzystwie rodziny i gości Bingleya. Jej oddanie siostrze nie pozostawiało żadnych wątpliwości, a on dodał je do wydłużającej się listy talentów i wdzięków, które przyciągały go do kobiety, którą wcześniej zlekceważył jako nie wystarczająco ładną, aby mogła go skusić. Im dłużej się jej przyglądał, tym bardziej był zaintrygowany. Każde z nią spotkanie zaczynało się jako ostrożny taniec, a kończyło słowną potyczką, po której często zostawał pełen wątpliwości co do jej intencji, ale nie co do jej inteligencji. Och, czasami go gniewała wyzywającą wypowiedzią wygłoszoną z brutalną zręcznością, ale z krępującą trafnością. Innym razem tak dalece mijała się z prawdą w swoich stwierdzeniach dotyczących jego charakteru, że mógł pohamować swoją frustrację jedynie zwiększając dystans między nimi, rzeczywisty bądź społeczny. Nie, Elizabeth nie obawiała się go, ani nie odczuwała respektu przed jego pozycją w świecie. To była prawda – jak wyraźnie stwierdziła, nawet nie zabiegała o jego dobrą opinię o sobie. Była tak różna od wszystkich kobiet, jakie kiedykolwiek spotkał i była dla niego niezwykle czarująca. |
Ten opis bardzo sie Pamelce (albo Maryannkowi)udał -podoba mi się.
Dzięki Maryannku
Alison - Pon 09 Lip, 2007 11:00
| bezpaznokcianka napisał/a: | przecież Colin też zgasił świecę gołymi palcami! |
Bo musiał zagrać masochistę
A fragmencik rzeczywiście, wyjątkowo smaczny. Ja tam stawiam na talent Maryannka
Maryann - Wto 10 Lip, 2007 05:52
Rozdział III, część 19
Sięgnął po świeżo wykrochmalony krawat i wrócił do lustra, żeby zacząć trudne zadanie zawiązania przyzwoitego węzła bez pomocy Fletchera. Nie przyjmie potulnie takiej przyszłości ! Musi być coś, czemu może poświęcić rozbudzoną energię swego serca, ktoś, kto nie potępi go za to, że był tym, kim jest. W lustrze obok jego odbicia najbardziej umiłowana twarz rozpłynęła się w serdecznych uśmiechach. Georgiana ! Tak wiele było przed nią ! Wkrótce wejdzie do towarzystwa. W przeciągu roku powinna zostać przedstawiona u dworu. W sprawach dotyczących jej debiutu koniecznie musi blisko współpracować z ciotką Matlock. Potem, kiedy Georgiana będzie już bywać, zacznie się zadanie oddzielenia łowców posagów od możliwych do przyjęcia wielbicieli, którzy z pewnością otoczą taką dziedziczkę. Serce Darcy’ego osłabło z miłości do siostry. Tak wiele musiał się nauczyć o młodej kobiecie, którą szybko się stawała. Miał nadzieję, że ona i Elizabeth… Nie, musiał przestać myśleć o swoich nadziejach… O Elizabeth.
Narzucił surdut, podszedł do biurka i wziął z niego list. „Panna Elizabeth Bennet”. Miał o niej tak wiele wspomnień: jej uśmiech do przyjaciół, jej brwi zmarszczone ze skupienia, jej oczy rozszerzone ze zdziwienia lub przewracane ze śmiechu. Widział te oczy pobłażliwe z miłości i uczucia, gdy nie obserwowana patrzyła na swoją rodzinę. Jak bardzo pragnął być obiektem tego pełnego miłości spojrzenia, czuć ciepło tego uśmiechu skierowanego do niego ! Niezdolny tego wytłumaczyć, podniósł rękę do wilgotności, która pojawiła się na jego policzku. Starł ją gwałtownie, ale nagle się zatrzymał i – chcąc potwierdzić swoje podejrzenia – spojrzał w dół. W łagodnym świetle poranka na czubkach jego palców błyszczała łza.
*******
Ranne powietrze było rześkie, harmonizujące z nową wiosną, której soczysta zieleń starała się zatrzeć ślady minionej zimy. Gdy Darcy raz jeszcze wymknął się przez drzwi korytarza dla służby, zatrzymał się, żeby pooddychać jego oczyszczającą świeżością, naciągając równocześnie rękawiczki. Ale to na nic się nie zdało. Nieodwracalność listu, napisanego z pozorną obojętnością, nawet w grzecznościowym zwrocie na początku, ciągle ciążyła mu w dłoni. Powoli wypuścił powietrze. Wkrótce będzie po wszystkim, poza zimną pustką, która nawet teraz zaczęła się wkradać w to miejsce, które najpierw było przepełnione gorącym oczekiwaniem, a ostatnio płonącym oburzeniem. Przełknął z trudem na tę myśl i ruszył w drogę, chcąc uniknąć zwracania uwagi kogokolwiek związanego z Rosings.
Marija - Wto 10 Lip, 2007 08:47
Aaaaaa!....Płaczący Darcy ! Do czego może doprowadzić taka Elisabeth, oj...
asiek - Wto 10 Lip, 2007 17:47
| Maryann napisał/a: | | Miał o niej tak wiele wspomnień: jej uśmiech do przyjaciół, jej brwi zmarszczone ze skupienia, jej oczy rozszerzone ze zdziwienia lub przewracane ze śmiechu. Widział te oczy pobłażliwe z miłości i uczucia, gdy nie obserwowana patrzyła na swoją rodzinę. Jak bardzo pragnął być obiektem tego pełnego miłości spojrzenia, czuć ciepło tego uśmiechu skierowanego do niego ! Niezdolny tego wytłumaczyć, podniósł rękę do wilgotności, która pojawiła się na jego policzku. |
Kochane Damy, czepki z głów !
Maryannku, dzięki za piękne tłumaczenie.
Madelaine - Wto 10 Lip, 2007 17:53
no ten fragment to istna poezja dzięki Maryann
|
|
|