To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Our Mutual Friend (wg powiesci Charlesa Dickensa)

Gitka - Pon 04 Cze, 2007 12:26

Narya swoimi tapetkami zrobiłaś mi ogromna radość :kwiatek:
Wszystkie mam ładnie zapisane i będę co rusz sobie zmieniać.
Ale jesli masz jeszcze wennę to twórz nowe, mnie to zawsze mało :wink:
Podam Ci dwa linki, może wykorzystasz:
http://koalathebear.livej...html?style=mine

http://community.livejour...serie/5018.html

Narya - Pon 04 Cze, 2007 14:06

Giteczko ten pierwszy link jest nieoceniony. Ileż tu pięknych ujęć :shock: A juz miałam narzekać na brak materiału :mrgreen:

Gitka - Pon 04 Cze, 2007 19:19

Wow :shock: Śliczna Ci wyszła tapetka, ta chyba będzie moją ulubioną :serce:
I to prawie z tej sceny gdy John mówi te swoje:
-Cudownie się pani myli.

Mnie też znów wzięło na Przyjaciela i znalazłam nowy klip :banan:
http://www.youtube.com/watch?v=cB-XIfPQyd8
Popatrz to zrobiła dziewczyna chyba z Polski, muszę poczytać.

Narya - Pon 04 Cze, 2007 19:53

Dziękuję :oops: Też jest moją ulubioną - na razie :mrgreen: Niestety ujęć dokładnie z tego momentu tam nie ma, ale podoba mi się strasznie ten tekst i pasował mi do całości.
Giteczko klip jest cudowny - najładniejszy, jaki dotąd widziałam. Piosenka śliczna, pasuje mi do historii, a sceny są idealnie dobrane do słów. A to nakładanie na siebie różnych skreenków daje niesamowity efekt. Potem piękna muzyka, głosy bohaterów... Podsumowując: :thud:

Narya - Pon 04 Cze, 2007 21:01

No tak, to prawda. Ja wciąż adeptką jestem :wink:
Oglądnęłam dzisiaj w przelocie (= sceny z BIJ) 2 odcinek i doszłam do istotnego wniosku: John wcale nie jest wielkim przystojniakiem. To nie jest typ Thorntona, który przykuwa uwagę wyglądem i zachowaniem. U Johna przyciąga mnie jego sposób bycia i to on odsuwa na dalszy plan inne "braki". To opanowanie, dystans, powściągliwość i tajemnica... Oj lubimy to, lubimy :grin:

Admete - Pon 04 Cze, 2007 22:27

Ja dopiero zaczynam przygodę z OMF, ale moge napisać, że bardzo mi się podoba :-) Dickens miał talent do tworzenia niesamowitych postaci drugiego planu. Bardzo spodobał mi się pan od kości i pan bez kości w nóżce ;-) Na razie nie umiem powiedzieć, która para potencjalnych zakochanych mi sie podoba bardziej, ale na pewno ten tajemniczy mężczyzna jest interesujący.
Gitka - Wto 05 Cze, 2007 13:38

Narya napisał/a:
No tak, to prawda. Ja wciąż adeptką jestem :wink:
Oglądnęłam dzisiaj w przelocie (= sceny z BIJ) 2 odcinek i doszłam do istotnego wniosku: John wcale nie jest wielkim przystojniakiem. To nie jest typ Thorntona, który przykuwa uwagę wyglądem i zachowaniem. U Johna przyciąga mnie jego sposób bycia i to on odsuwa na dalszy plan inne "braki". To opanowanie, dystans, powściągliwość i tajemnica... Oj lubimy to, lubimy :grin:


John na pewno nie jest przystojny tylko bardzo, bardzo interesujący :wink:
On jest taki do kochania i śliczny ma głos, a jak patrzy na Bellę :serce2:
Podoba mi sie też jego postawa po odmowie Belli, nie zabiegał o nią, starał się tylko być obok. Co oczywiście dało znakomity skutek, bo teraz to ona za nim spoglądała...

A tak w ogóle Gosiu, wróóóćććć!
Pogadamy o Eugenie, obiecuję :cool:

Narya - Wto 05 Cze, 2007 17:12

Głos rzeczywiście ma wspaniały. I jak po ślubie zawsze ładnie zwraca się do Belli "yes my love/darling" :serce2: Mozna słuchać i słuchac...
Lubię go też w scenie po pogrzebie. Jest wtedy taki swobodny i ma ten przyciągający uwagę uśmiech - nie umiem wyjaśnić, dlaczego ten uśmiech jest taki przyciągający. Po prostu JEST :mrgreen:
Właśnie, gdzie się Gosia podziała? Juz od dłuższego czasu Jej tu nie widziałam :neutral:

Gitka - Wto 05 Cze, 2007 17:24

Narya, mam tak samo jak Ty, to znaczy uwielbiam to jego "love, darling" :serce2:
Jak jeszcze nie miałam napisów to non stop przewijam i słuchałam (bo to rozumiałam) :oops:
Po pogrzebie John i Bella idą obok siebie, rozmawiają swobodnie, ona daje mu odczuć że dla niej jest równym partnerem. Możemy zaobserwować jaka już zmiana zaszła w Belli, to już nie jest ta rozpieszczona materialistka.
I jak on romantycznie zarzuca jej marynarkę na ramiona i gdy niespodziewanie zaczynają biec...
Ach, jak to dobrze że mnie rozumiesz :serce:

Narya - Wto 05 Cze, 2007 18:35

Ja myślę, że Bella od początku była dobrą dziewczyną, tylko sobie złą drogę wybrała :wink: Sama mówiła ojcu, że postanowienie "poślubienia pieniędzy" powzięła w czasie mieszkania z Boffinami, gdy bezpośrednio poznała rozkosze bogactwa. A ponieważ nie kochała (jeszcze :mrgreen: ), nie wyobrażała sobie, że można, dla czegoś dla niej tak abstrakcyjnego jak miłość do mężczyzny, porzucić wspaniałe plany na życie. Bo wtedy były one wspaniałe. To, że nie jest zapsuta, widać, gdy po oświadczynach prosi Johna o wybaczenie. Podoba mi się że było jej przykro i że jednak potrafiła go docenić, choć nie tak jak powinna. Ale cóż, jeszcze go nie kochała. Natomiast strasznie musiała zranić Johna tym krzykiem, że odrzuca jego uczucia. Takim tonem to wypowiedziała... Ale wydaje mi się, że zaraz, gdy tylko spojrzała na Johna, pożałowała tego wybuchu.
Admete - Wto 05 Cze, 2007 19:04

Obie odtwórczynie ról młodych panien sa w tym filmie przesliczne i tak sobie pomyslałam, że Anna Friel czyli Bella pasowałaby do roli Anny z Perswazji. Bardzo mi się ta aktorka podoba. A Stevena Mckintosha czyli Johna juz wcześniej widziałamw filmie! Właśnie sobie uświadomiłam, że pojawił się w Rang De Basanti, filmie hinduskim, który Hindusi wystawili w tym roku do Oscara.
Gitka - Wto 05 Cze, 2007 19:21

Steven Mackintosh ma dosyć spory dorobek filmowy.
http://www.imdb.com/name/nm0533599/
Ja go widziałam jeszcze w paru filmach, gdzie potwierdził swoją klasę.
W "Kroniki braciszka Cadfaela" zagrali nawet razem z Anna Friel chociaż chyba tylko gościnnie.
Dla mnie jest też wspaniałym bratem siostr Boleyn, mowa o tym filmie

http://www.filmweb.pl/Oth...e,Film,id=99779

Anna Friel ma zagrać w tym filmie
Bathory (2007)
http://www.imdb.com/title/tt0469640/
http://www.filmweb.pl/Bat...,Film,id=275991
Czekam na niego
tu można zobaczyć fotki i trailer:
http://www.ceskatelevize.cz/specialy/bathory/
Anna opowiada o filmie
http://cineuropa.org/maki...D=1253&fmt=real

Admete - Wto 05 Cze, 2007 19:39

Ona jest bardzo piękna - zwiastun tego filmu zapowiada się interesująco. Słyszałam o tej kobiecie, którą sportretowała Friel, ale nie miałam okazji bliżej zapoznac sie z jej biografią. Przeczytałam teraz informacje na podanej przez Ciebie stronie.
Friel była typowana do roli Tonks w HP, jaka szkoda, że jej nie wybrali, tym bardziej, że jest związana z Thewlisem.

Narya - Wto 05 Cze, 2007 23:26

Moje nowe "dzieuo".

Admete - Czw 07 Cze, 2007 11:08

To z tej sceny na schodach :-) Bardzo nastrojowe. Obejrzałam drugi odcinek. Jestem przerażona zachowaniem Headstone'a, jego oświadczyny były oświadczynami szaleńca, dziwną mieszaniną wściekłości, poniżenia i pożądania. Okropieństwo. Muszę jednak powiedzieć, że w zasadzie wszyscy mężczyźni w otoczeniu Lizzy do niczego się nie nadają - brat chce nią rządzić i wciąż gada jak nawiedzony o pozycji społecznej i o tym, że ona mu przeszkadza ( jasne haruje na jego utrzymanie i edukację, a on robi z siebie wielkiego pana ) - usprawiedliwia go tylko ( częściowo ) młody wiek. Nauczyciel ją prześladuje i straszy, poniża i traktuje jak jakąś czarownicę, która przywiodła ciężko pracującego człowieka do obłędu. Wydaje mi się, że on strasznie musiał się kiedyś ograniczać we wszystkim, czego pragnął naprawdę, by się wydobyć z nizin społecznych i w końcu coś w nim pękło. Eugene też ( przynajmniej na razie ) nie jest wart funta kłaków - och jakże on cierpi z powodu nudy, spleen go ogarnia, nie wie, co ma robić, a tymczasem pakuje uczciwą dziewczynę w kłopoty. Też mi mężczyzna. Zobaczymy czy zmienię o nim opinię, bo na razie jest niska. Na dodatek nie znajduję dla niego usprawiedliwienia.
John...Lubię go i podoba mi się. Uważam, że jest przystojny w taki spokojny sposób. Jego uczucia sa silne i szczere, niestety dał się na początku oszukać, przeżył coś strasznego i teraz nie do końca potrafi sie wydobyć z sytuacji, w jakiej się znalazł. Bella jest ciekawszą postacią niż Lizzy - bardziej złożoną. Lizzy to niemal archetyp - niewinna, skrzywdzona, piękna, samotna, w opresji ;-) Bella to inna para kaloszy. Chyba ją rozumiem - ona wie co dobre, a co złe, ale widzi bogactwo i wygody, w jakich żyją inni i to budzi jej zazdrość. Chce to zdobyć, a jaką drogą może dojść do celu? W tamtych czasach i w tamtych warunkach tylko wychodząc bogato za mąż. Pewnie jeszcze ostatecznie zmieni zdanie, bo są w niej pokłady uczuć, o których ona sama nie ma jeszcze pojęcia. To tyle na razie ;-)
Nadal uwielbiam pana od kości i jego podeptane serce ;-) Maluczkim też należy się szczęście. I państwo Boffin są kochani.
daj aktorzy z obsadzy nie dawali mi spokoju - David Bradley jako Riderhood i Timothy Spall czyli pan Venus. Okazało się, że obaj grają w Harrym Potterze - pierwszy woźnego Filcha, a drugi niesławnego Marudera Petera Pettigrew.
David Morrissey nadal jest podawany jako pułkownik Brandon w ekranizacji S&S.
http://imdb.com/name/nm0607375/

Gitka - Czw 07 Cze, 2007 17:11

Admete pięknie opisałaś swoje wrażenia, a to dopiero drugi odcinek :oklaski:
Cytat:
John...Lubię go i podoba mi się. Uważam, że jest przystojny w taki spokojny sposób.


O tak! :serce2:

Co do Davida Morrissey'a to nadal uważam, że to świetny aktor.
Jego oświadczyny to coś przerażającego, ale jak zagrane. I ta sceneria...
Też oglądam co jakis czas, czy jest już zmiana w obsadzie "Rozważnej" Bo przyznam się szczerze, że bardzo bym chciała żeby to właśnie on zagrał Brandona.
Moje dziewczynki, od razu poznały aktorów z Harrego kiedy zajrzały do mnie i widząc, że "męczę" ten film któryś raz z kolei :mrgreen:

Admete - Czw 07 Cze, 2007 19:32

Też bym chciała, żeby pułkownika Brandona zagrał Morrissey - naprawdę świetnie gra. W jakiś dziwny, pokrętny sposób sprawił, że zrobiło mi się żal granego przez niego Headstone'a. Wzbudził moja litość - był tak szalony i zamotany w swoich uczuciach...Jakie wcześniejsze przeżycia uczyniły go takim człowiekiem? Doprowadziły do takiego końca? Tragicznego...I ja właściwie o jego śmierć oskarżam eugene. Cóż mam począć? Ta postac wydaje mi się moralnie dwuznaczna - leń, człowiek bez zajęcia, miał zamiar uwieść Lizzy i ożenił się z nia tylko dlatego, że był umierający. How sweet :? Jaki jest jego powód do chwały? Dał się pobic i prawie umarł i Lizzy mogła go ratować. Za to spodobał mi się Mortimer choć był postacią drugoplanową - dobry przyjaciel, człowiek z zasadami - on na końcu nawet pracował więcej, dbał o interesy Eugene.
Para Bella i john to inna sprawa - naprawdę ich polubiłam - ich miłość wydaje mi się taka naturalna i mocna. Zasłużyli na szczęście. Boffinowie również i pan od kości :-)

Pemberley - Pią 08 Cze, 2007 10:17

Admete napisał/a:
I ja właściwie o jego śmierć oskarżam eugene. Cóż mam począć? Ta postac wydaje mi się moralnie dwuznaczna - leń, człowiek bez zajęcia, miał zamiar uwieść Lizzy i ożenił się z nia tylko dlatego, że był umierający.


Mysle, ze spokojnie mozesz oskarzac Dickensa zamiast Eugene'a :wink: Pozwole sobie w nieobecnosc ( mam nadzieje chwilowa Gosi) :hello: wystapic w obronie Eugene.
Czlowieka mozna zawsze widziec roznie - ze ktos jest dobry, albo glupi i naiwny, ze ktos jest wyrachowany, albo dazy wytrwale do celu, ze ktos gra z czyims uczuciami albo sam jeszcze nie rozumie wlasnych.. Twoja analiza nauczyciela jest ciekawa i masz w niej duzo racji, chociaz u Dickensa to tak nie bylo niestety - dobroc charakteru nie zalezala glownie od warunkow wychowania, tylko byla wrodzona...

Eugene jest lekkoduchem, ale nie wynika u niego to ze zlego charakteru, jest uczciwy wobec siebie (takze brak pracy swiadczy o niecheci podporzadkowywania sie roznym chorym wtedy zasadom spolecznym,jak np. jaki zawod mozna wykonywac w jakiej klasie spol ) i jest tez uczciwy wobec Lizzy, to nie jest czlowiek , ktory probuje sobie cos wziac sila - jak nauczyciel, ktory tak naprawde nie umie kochac. Postac Eugene'a to jeden z prawdziwszych obrazow mezczyzn u Dickensa, dla ktorych milosc oznacza przyzwyczajenia i wspolnie spedzony czas po pierwszym zafasynowaniu, ktorzy nie rozumieja wlasnych uczuc , maja dluga droge do ich rozpoznania i czasami potrzebuja szoku, by je zobaczyc jasno ...
No i coz moze byc szczerszego, niz zyczenie przed smiercia...

Gitka - Pią 08 Cze, 2007 11:59

Pemberley, myślę że Gosia będzie Ci wdzięczna :wink:

Admete pisała też, że

Cytat:
Za to spodobał mi się Mortimer choć był postacią drugoplanową - dobry przyjaciel, człowiek z zasadami - on na końcu nawet pracował więcej, dbał o interesy Eugene.


I tu myślę, że wszystkie jesteśmy zgodne.
Mortimer jest THE BEST!
Pisłyśmy już o nim i chciałyśmy go nawet zeswatać z Bellą :mrgreen:
Żal, że na koniec ostał się sam...

Admete - Pią 08 Cze, 2007 19:43

Każdy ma swoje zdanie - osobiście nie cenię takich ludzi jak Eugene i chyba dlatego nie potrafię go usprawiedliwić ;-) Ma słaby charakter i żadna żona, nawet najlepsza, tego nie
zmieni. Na pewno jednak potrafi być na swój sposób miły. szczerość przed śmiercią? Owszem, ale tez świadomość, ze nie trzeba będzie żyć z tym całym bałaganem ;-) Gdyby on jej sie oświadczył przed tym wszytskim, wtedy bym mu uwierzyła i wybaczyła.
Ktoś wcześniej wspomniał o tej końcowej scenie na łódce - Eugene lezy tam jak pasza i rozprawia uczenie o tym, jak nie da teraz skrzywdzic Lizzy. A potem mamy Mortimera wśród tzw. towarzystwa jak wraz z tym miłym panem broni Lizzy. Ale tu jestesmy zgodne Mortimer jest kochany ;-)

Gitka - Wto 12 Cze, 2007 20:00

Bardzo ciekawy klip i jeszcze ciekawsze fragmenty filmów.
Jest to piękne zdanie Johna:
-Cudownie się pani myli.

I nie tylko :wink:

Something Happens!
http://www.youtube.com/watch?v=b8T3y6UZnLM

Gosia - Wto 12 Cze, 2007 22:29

Gitka napisał/a:
Pemberley, myślę że Gosia będzie Ci wdzięczna :wink:

Jasne, ze tak :grin:

Mysle ze faktycznie na swoj sposob jest uczciwy, nie moze sie rozeznac w swoich uczuciach. Mowi przeciez do Mortimera, ze jednak nigdy dotad nie zalezalo mu na nikim na tyle, by sie interesowac nim tak jak interesowal sie Lizzie. Jego to tez zaskoczylo, nie wiedzial jak sobie z tym poradzic.

- Eugene, wiesz, że tak naprawdę ci na niej nie zależy.
- Nie wiem tego. Muszę cię prosić, byś tego nie mówił, jakby to było coś pewnego.
- Ale jeśli ci na niej zależy, powinieneś zostawić ją w spokoju.
- Tego też nie wiem. Powiedz mi... widziałeś, żebym kiedykolwiek zadał sobie tyle trudu?
- Drogi Eugene, chciałbym!
- Jeśli to, że zadaję sobie tyle trudu, by ją odzyskać, nie znaczy, że mi na niej zależy, to co to znaczy?


Niestety choc widze wady w Eugenie, ja tak jak Lizzie, mam do niego slabosc :serduszkate:

P.S. Byloby mi latwiej odpoczac od forum, gdybyscie nie pisaly o Eugene i Ralphie ;)

Alison - Wto 12 Cze, 2007 23:33

Gosia napisał/a:
P.S. Byloby mi latwiej odpoczac od forum, gdybyscie nie pisaly o Eugene i Ralphie ;)


No to Gosiu...co by tu....Eugene jest piękny! :wink:
Nie nalezy on do mężczyzn, którzy natychmiast uświadamiają sobie swoje uczucia. Jego coś tam smera, ale nie wie co to jest, dopiero wizja utraty tego otwiera mu zapuchnięte oczyska. I dajcie spokój z Kamiennogłowym, dobrze, że utonął w tym przeręblu i bo jakby tak miał zagrać Brandona, to ja bym chyba tej wersji S&S nie oglądała. Gość jest prze-okro-pny!

Gosia - Wto 12 Cze, 2007 23:39

Oczywiscie, ze Eugene jest piekny :serduszkate: W kazdym razie uroczy na pewno ;)

A jesli chodzi o nauczyciela, to dla mnie jego pseudo to Elvis :mrgreen:

Alison - Śro 13 Cze, 2007 10:40

Gosia napisał/a:

A jesli chodzi o nauczyciela, to dla mnie jego pseudo to Elvis :mrgreen:


Dokładnie TAK! Dorobić mu bokobrody, ciemne okulary na nos, tudzież pelerynka haftowana złotem i mamy "I wanna to love you baby, like a fool!" :cool:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group