To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik Tom III

Gunia - Pią 20 Kwi, 2007 20:58

Alison napisał/a:
Marija napisał/a:
Zdecydowanie "w Lubinie" :wink: (brzydko się mówi "w Lubiniu? w dupiu"! :cool: )


Jezu, co za skojarzenie?! :shock: :lol: ale oczywiście, tak jest, będę mówić w Lubinie. Będę w nim w drugiej połowie czerwca, w Bolesławcu zresztą też (prywatnie) i w Karkonoszach (służbowo). :wink:

ALI! To już MUSISZ do nas do Legnicy wpaść! Z Bolesławca do Lubina, to tak akurat przez naszą mieścinę. ;)

trifle - Pią 20 Kwi, 2007 23:29

Hej, to znaczy, że na zDolnym Śląsku też będzie można zrobić zlocik mały w przyszłości :mrgreen: Niech żyją salony :banan:
Alison - Sob 21 Kwi, 2007 09:10

julianna napisał/a:
Alisonko kochana! Opowiedz jeszcze o tych swoich ciotkach! Tak odmienne charaktery w jednej rodzinie musiały owocować wieloma zabawnymi historiami! Uwielbiam takie opowieści, więc proszę o kolejny "kawałek ciacha"! :-) :-* (buziak za to! )


No tak historii jest multum, jednak trochę głupio tak własną rodzinę obmawiać publicznie :neutral:
Ostatnia już anegdotka o cioci od pączków, która obu synom całe życie kazała do siebie mówić po imieniu, bo przecie nie wypada, żeby dama miała dorosłych synów :lol:
No więc owa ciocia miała psa. Ruda suczka, rasy jamnik gładkowłosy, imieniem Figa. Sunia miała osobisty kosz wiklinowy, uwaga! wyściełany białą, lakierowaną skórą, pikowaną, guziczkami, obciąganymi tąże skórą. Kosz miał drzwiczki, również obite skórką, zamykane na sprzączkę, taką jak w teczkach dawniej bywało. Nie wiem skąd ciotuchna dorwała takie cudo, bo był to przełom lat 70/80 więc czasy nie tak sprzyjające dogadzaniu zwierzynie, jak obecnie. Nie mniej jednak Figa sypiała w tym skórzanym pałacu na poduszce i nie zasnęła nie przykryta kołderką. Jeśli zdarzało się, że w domu byli goście, a minęła pora usypiania, Figus brał kołdrę w zęby i posuwał z nią w sam środek przyjęcia, siadał wymownie w pobliżu pańci z kołdrą w pysku i...czekał. Potrafiła Figa tak siedzieć ze wzrokiem wbitym w ciotkę imponującą ilość czasu, kiedy jednak wyrodna pańcia orientowała się w sytuacji, nie było ambasadora, który byłby tak ważny, jak fakt osobistego ułożenia pieska w koszyczku i nakrycia go kołderką.
Podczas jednej z wizyt, kiedy Figa była jeszcze bardzo młodym psiakiem, nieopatrznie wyrwałam się z informacją, że moja Babcia też ma jamniczka, imieniem Pestka. Ciotce serce stanęło na moment, krew napłynęła do twarzy, boż to złośliwość losu jakaś, żeby znienawidzona szwagierka była właścicielką tej szlachetnej rasy. Sytuację uratował mój Tata, który szybko doniósł cioci o fakcie, że Mama posiada wprawdzie jamnika, ale jest to jamnik szorstkowłosy, co natychmiast przyniosło cioci ukojenie, gdyż szorstkowłose jamniki uważała, za zdecydowanie mniej eleganckie i zgoła prymitywne, więc świat z powrotem ustawił się na właściwym miejscu. :wink:
Na tym kończę, bo mi więcej mówić nie wypada. Wróćmy lepiej do fanficzka. Dziękuję za uwagę i możliwość powrotu do krainy lat dziecinnych :kwiatek: :wink:

Gosia - Sob 21 Kwi, 2007 09:38

Piekna opowiesc o tej Fidze. Ale ze chciala byc przykryta kolderka? :shock:
Mojemu byloby za goraco....

Alison - Sob 21 Kwi, 2007 09:55

Gosia napisał/a:
Piekna opowiesc o tej Fidze. Ale ze chciala byc przykryta kolderka? :shock:
Mojemu byloby za goraco....


Inaczej nie zasnęła. Myślę, że to bardziej chodziło o uwagę Pani i osobiste się zajęcie, niż o tę całą kołderkę. No cóż, psy potrafią skutecznie terroryzować właścicieli, a już jamniki są w tym mistrzami :wink:

Caroline - Sob 21 Kwi, 2007 10:16

Rozdział I, cz.10
- Darcy, Fitzwilliam, nareszcie przyjechaliście! – irytacja w przenikliwym głosie lady Catherine nie dała się przeoczyć. Bez wątpienia oczekiwała ich kilka godzin wcześniej. Darcy zrobił minę do swojego kuzyna, która jednoznacznie dawała znać, kto ma wziąć na siebie winę za ich spóźnienie. Fitzwilliam westchnął, po czym obaj weszli do salonu, by ukłonić się przed damą, która siedziała królewsko przed wszystkimi w zasięgu jej wzroku.
- Szanowna pani – Darcy skłonił się i ucałował dłoń, którą ciotka do niego wyciągnęła, Fitzwilliam po chwili zrobił to samo.
Lady Catherine parsknęła przyjrzawszy się od stóp do głów obu kuzynom.
- Żaden z was nie ubrał się odpowiednio! Bryczesy i pończochy* są, panowie, odpowiednim ubiorem do składania wizyt. Tę niedbałość zawdzięczamy Fitwilliamowi, nie mam co do tego wątpliwości.
Fitzwilliam rzucił mordercze spojrzenie swojemu kuzynowi zanim zaczął swoją kampanię.
- Szanowna pani, to D…
- Dość – lady Catherine przerwała mu – przywitajcie się z kuzynką.
Obaj panowie posłusznie odwrócili się do bladej istoty siedzącej na kanapce w prawym rogu obok lady Catherine i ukłonili się. Szczupła figurka Ann de Bourgh była całkowicie przesłonięta grubymi szalami, które miały chronić jej zdrowie przed jakimikolwiek przejawami złej pogody. U większości młodych kobiet wywołałoby to głębokie rumieńce, ale mizerna twarz Ann była niemym potwierdzeniem jej delikatności.
Darcy wystąpił naprzód i formalnie wyciągnął rękę.
- Kuzynko – wymamrotał, gdy Ann wyplątywała rękę z szala i słabo mu ją podawała. Mimo okrycia jej palce pozostały zimne. Gdy podnosił je do ust zastanawiał się na nowo jak znosiła życie zamknięte między słabym zdrowiem i dominującym obejściem matki.
- Kuzynie – odparła obojętnie.
Cofnął się ustępując miejsca Fitzwilliamowi, obserwował jak odbiera jego atencje i powtarza znów słowo powitania. Nie zaszła żadna zmiana w jej bladej twarzy, nie było cienia iskry zainteresowania w jej oczach z powodu ich przyjazdu. Przeciwnie wydawało się, że wycofując się i chowając rękę w fałdy szala, odczuła ulgę, że formalności już za nią.

* oczywiście nie chodzi o spodnie do jazdy konnej, tylko te fikuśne błyszczące spodenki, w których Darcy paradował na balach i białe pończoszki eksponujące zgrabne mięśnie łydek cenione, jak wiemy w okresie Regencji (które BTW, jak pamiętają pewnie niektóre damy, niechlubnie przyczyniły się do wywołania skandalu obyczajowego na niebieskim forum :) Ale o tym sza!, nie mówimy o rzeczach przykrych)

Maryann - Sob 21 Kwi, 2007 10:33

Caroline napisał/a:
Lady Catherine parsknęła przyjrzawszy się od stóp do głów obu kuzynom.
- Żaden z was nie ubrał się odpowiednio! Bryczesy i pończochy* są, panowie, odpowiednim ubiorem do składania wizyt. Tę niedbałość zawdzięczamy Fitwilliamowi, nie mam co do tego wątpliwości.

Kochająca, stęskniona ciocia... Nie ważne, że przyjechali, że może zobaczyć kochanego siostrzeńca i bratanka po tylu miesiącach. Ważne, W CO są ubrani...

Biedny pułkownik... Najwyraźniej wg lady C to on jest czarną owcą w rodzinie...

trifle - Sob 21 Kwi, 2007 10:40

No w przypadku cioci, jak czytam, widzę ciocię '95. Ona była świetna, jak wnikliwie taksowała wzrokiem Lizzy :lol:

Cytat:
Biedny pułkownik... Najwyraźniej wg lady C to on jest czarną owcą w rodzinie...


Pewnie tak, nie jest bogaty jak Darcy ;)

Alison - Sob 21 Kwi, 2007 10:54

Cioteczka palce lizać! :wink:
A z Darcy'ego po raz fafnasty już chyba wyszedł tchórz - wg mnie jęsli przyjeżdżamy razem spóźnieni, winą dzielimy się po połowie, a nie jakby co, to Ty nawaliłeś. FE!

Maryann - Sob 21 Kwi, 2007 11:11

A swoją drogą to zabawne: dwóch dorosłych facetów boi się narazić cioci... :wink:
Anonymous - Sob 21 Kwi, 2007 12:46

Moim zdaniem to nie strach, a chęć zachowania swietego spokoju. POdejrzewam, że w młodości przynajmniej Fitzwilliam przeszli fazę buntu i musiał kapitulować.
Maryann - Sob 21 Kwi, 2007 12:51

No pułkownik z pewnością - nawet coś tam Pamelka wspominała na ten temat... :grin:
Matylda - Sob 21 Kwi, 2007 23:22

Maryann napisał/a:
A swoją drogą to zabawne: dwóch dorosłych facetów boi się narazić cioci... :wink:


Cała nasza rodzina boi się mojej teściowej
Chyba jest to podobne babsko do ciotki Darcyego
A tak swoją droga dziewczyny dzięki za te cudne kawałki :thud:

Caroline - Nie 22 Kwi, 2007 10:34

Rozdział I, cz.11

- Czyż twoja kuzynka nie wygląda zdrowo? – pytanie lady Catherine domagało się potwierdzenia i żaden z kuzynów jej nie rozczarował – zaczęliśmy nową kurację zaleconą przez lekarza samego księcia Regenta, z pewnością więc będzie dobroczynna. W ciągu roku, spodziewam się, że Anna będzie gotowa zająć należne jej miejsce – zwróciła się ze znaczącym uśmiechem do Darcy’ego – wszyscy czekaliśmy na to od dawna z niecierpliwością.
Tylko wielka zdolność panowania nad sobą powstrzymała Darcy’ego przed okazaniem niechęci, która nagle go opanowała. Lady Catherine nawiązywała oczywiście do swoich oczekiwań co do małżeństwa między jego kuzynką a nim. Zerknął na Annę utwierdzając się w przekonaniu, że ona wierzyła w tę ewentualność nie bardziej niż on, a potem odwrócił wzrok. To była stara piosenka, dużo czasu minęło zanim nauczył się ją ignorować bez okazywania otwarcie niechęci lady Catherine, ale tym razem jej insynuacje wywołały w nim silną, wewnętrzną reakcję. Z pewnością życzył kuzynce powrotu energii i zdrowia. Dlaczego nie? Ale to nie uczyniłoby z niej odpowiedniej żony dla niego. To także wiedział od dawna. Skąd więc ta utrata równowagi? „Dobrze wiesz skąd” wtrąciło się sumienie, ale odepchnął je i skoncentrował się na słowach, które chciał skierować do ciotki.
- Wszyscy jej bliscy będą z tego powodu bardzo szczęśliwi – lady Catherine przestała się uśmiechać słysząc tę odpowiedź, ale nie zacisnęła ust, zamiast tego poleciła im usiąść i poczęstować się czymś odświeżającym, by zapomnieć o trudach podróży.
- Niewybaczalnie się spóźniliście – wróciła do wcześniejszego tematu, gdy zasiadali z herbatą. – Oczekiwałam was godziny temu i już przygotowałam się na wieści o jakimś strasznym wypadku. Ale skoro obaj jesteście zdrowi musiała to być kwestia koni albo powozu.
- Nie, szanowna pani – odpowiedział Darcy postanawiając oszczędzić Fitzwilliamowi nieznośnego kazania ciotki – późno wyjechaliśmy.
- Późno wyjechaliście! Co mogło was zatrzymać, zastanawiam się? Twój człowiek zapewne zna się na zegarku!
- Tak, szanowna pani – odparł Darcy ostrożnie – Fletcherowi nie można nic zarzucić.
Dokuczliwa uwaga lady Catherine przeniosła się na jego kuzyna. Wiedząc, że zostanie wezwany do zdania relacji Fitzwilliam zastosował manewr okrążający.
- Stary przyjaciel Darcy’ego, hrabia Westmarch przyszedł z wizytą i praktycznie został na noc. Nie mogliśmy wyrzucić go na ulicę…
- Hrabia Westmarch? – lady Catherine odwróciła się do Darcy’ego – Jestem zdziwiona, że utrzymujesz z nim znajomość, Darcy! Znałam jego ojca, jak wiesz, gdyby jeszcze żył, byłby bardzo rozczarowany swoim synem. To był ideał dżentelmena. Dwa razy z nim tańczyłam w trakcie mojego sezonu, nie skłamałabym mówiąc, że byłabym lady Westmarch, gdyby nie skandal wywołany celowo przez tę kobietę, która zmusiła go do przedwczesnego małżeństwa. Słyszałam najbardziej skandaliczne rzeczy o jego synu i radzę ci przerwać tę znajomość, a w każdym razie odmówić przyjmowania go w Erewile House, gdy Georgiana jest w domu. Nie można być zbyt zapobiegawczym w trosce o młode damy. Wyćwiczony flirciarz może łatwo zwrócić im w głowach. Jej nowa guwernantka uważnie się nią zajmuję, jak mniemam?

Alison - Nie 22 Kwi, 2007 10:47

Taką ciotkę, do której w dodatku trzeba się zwracać per "szanowna pani" i która wybiera nam znajomych, powinno się wysłać na Karaiby with oneway ticket. :? ??:
Ta wizyta byłaby horrorem i dla nich, i dla nas :wink: gdyby nie fajna babeczka będąca z wizytą w sąsiedztwie :mrgreen:

Maryann - Nie 22 Kwi, 2007 11:15

Brougham - dziecko skandalu i "wyćwiczony flirciarz"... A Darcy powierzył mu opiekę nad Georgianą. Aż strach pomyśleć, co z tego wyniknie... :? ??:
Anonymous - Nie 22 Kwi, 2007 11:50

Caroline napisał/a:
Nie, szanowna pani – odpowiedział Darcy postanawiając oszczędzić Fitzwilliamowi nieznośnego kazania ciotki – późno wyjechaliśmy.


przyznaje, tego zdania nie rozumiem. Zamiast zwalić wszystko na konie i droge, Darcy wypaplał prawdziwe przyczyny, ściągając uwage ciotki na kuzyna. Bez sensu.
Czego nie rozumiem?

asiek - Nie 22 Kwi, 2007 11:54

Caroline napisał/a:
- Czyż twoja kuzynka nie wygląda zdrowo? – pytanie lady Catherine domagało się potwierdzenia i żaden z kuzynów jej nie rozczarował – zaczęliśmy nową kurację zaleconą przez lekarza samego księcia Regenta, z pewnością więc będzie dobroczynna. W ciągu roku, spodziewam się, że Anna będzie gotowa zająć należne jej miejsce

Zdaje się, że najlepszym lekarstwem byłoby odseparowanie szanownej mamusi od Anny. Lady C. ma w sobie coś z wapmiryzmu podobnie jak generał Tilney. :wink:
Swoją drogą, to ojciec Brougham'a miał sporo szczęścia, zdołał umknąć lady C. :mrgreen:

Podziękowania dla ABT :kwiatek:

Maryann - Nie 22 Kwi, 2007 12:07

AineNiRigani napisał/a:
Caroline napisał/a:
Nie, szanowna pani – odpowiedział Darcy postanawiając oszczędzić Fitzwilliamowi nieznośnego kazania ciotki – późno wyjechaliśmy.


przyznaje, tego zdania nie rozumiem. Zamiast zwalić wszystko na konie i droge, Darcy wypaplał prawdziwe przyczyny, ściągając uwage ciotki na kuzyna. Bez sensu.
Czego nie rozumiem?

Że on jest tak do bólu szczery... Bo o chęć podlizania się cioci go nie podejrzewam... :mrgreen:

Gunia - Nie 22 Kwi, 2007 14:28

Caroline napisał/a:
- Nie, szanowna pani – odpowiedział Darcy postanawiając oszczędzić Fitzwilliamowi nieznośnego kazania ciotki – późno wyjechaliśmy.

On jest dziwny. Przecież zajęłaby się końmi i powozem, a tak pokazując jej prawdziwy powód zwiększa ryzyko tego kazania.
Caroline napisał/a:
Zerknął na Annę utwierdzając się w przekonaniu, że ona wierzyła w tę ewentualność nie bardziej niż on, a potem odwrócił wzrok.

Hm. Sprawdziłam w książce, tam jest tak:
Cytat:
(...) Drogi pułkownik jakoś się trzymał, ale strasznie to przeżył, chyba bardziej niż w zeszłym roku. Jego przywiązanie do Rosings stale rośnie.
Pan Collins dorzucił zgrabny komplement i aluzję, które wywołały na twarzach matki i córki łaskawe uśmiechy.

Z tego by wynikało, że Anna jednak liczyła na to małżeństwo.
I mimo charakteru Lady C. jakoś nie widzę jej przechwalającej się swoimi podbojami miłosnymi.

Maryann - Nie 22 Kwi, 2007 14:55

Gunia napisał/a:
Cytat:
(...) Drogi pułkownik jakoś się trzymał, ale strasznie to przeżył, chyba bardziej niż w zeszłym roku. Jego przywiązanie do Rosings stale rośnie.
Pan Collins dorzucił zgrabny komplement i aluzję, które wywołały na twarzach matki i córki łaskawe uśmiechy.

Z tego by wynikało, że Anna jednak liczyła na to małżeństwo.
I mimo charakteru Lady C. jakoś nie widzę jej przechwalającej się swoimi podbojami miłosnymi.

Ta scena, o której piszesz, miała miejsce przy pożegnaniu, więc może z tego powodu była trochę łzawa - lub łzawo została odegrana - przynajmniej w przypadku pułkownika, który z pewnością był niewymownie szczęśliwy, że może już pożegnać ukochaną ciocię. :wink: A Darcy z pewnością był wtedy w głębokim dołku po przeżyciach z poprzednich dni.

Czy Anna rzeczywiście liczyła na małżeństwo z Darcym ? Z pewnością wyrosła ze świadomością, że to on ma być jej mężem - już mamusia o to zadbała. Ale czy to byłby jej świadomy i dobrowolny wybór ? Przecież chyba nie była tak mało inteligentna i pozbawiona spostrzegawczości, żeby nie zauważyć, że Darcy nic do niej nie czuje.
A ten jej "łaskawy uśmiech" bardziej mi się kojarzy z taką uprzejmą, niezobowiązującą odpowiedzią na "zgrabny komplement" pastora...

Kaziuta - Nie 22 Kwi, 2007 16:33

Ciotka przypomina pajęczycę Teklę z "Pszczółki Maji". Najlepiej w nogi i ratuj sie kto w Boga wierzy. :wink:
trifle - Nie 22 Kwi, 2007 17:10

Maryann napisał/a:
Czy Anna rzeczywiście liczyła na małżeństwo z Darcym ? Z pewnością wyrosła ze świadomością, że to on ma być jej mężem - już mamusia o to zadbała. Ale czy to byłby jej świadomy i dobrowolny wybór ? Przecież chyba nie była tak mało inteligentna i pozbawiona spostrzegawczości, żeby nie zauważyć, że Darcy nic do niej nie czuje.


Anna właściwie w ogóle nie wydawała mi się osobą, która jest zdolna do głębokich namiętności ;) Całe życia przetrwała w swoistym kokonie, nie miała kontaktów z wieloma ludźmi - w tym potencjalnymi kandydatami na męża - więc się chyba po prostu przyzwyczaiła do myśli o małżeństwie z Darcym. Możliwe też, że nigdy nie widziała prawdziwie kochających się ludźmi i sądziła, że taki ślub z rozsądku, zaplanowany przez matkę, to nic niezwykłego, szkoda sił, żeby się próbować przeciwstawiać.

QaHa - Nie 22 Kwi, 2007 17:57

a czepiacie się cioteczki - charakterna ona, ostra, konkretne babsko, ale przynajmniej za grosz w niej intryganctwa - wali prosto z motu co jej na wątrobie leży i niech się reszta martwi
Uważam, że cioteczka jest ok, nikomu oczy nie mydli. A córuchna cóż apatyczne, anemiczne stworzenie, zobojętniałe na wszystko wokół bo niby jak ma być inaczej, jak mama nawet za nią myśli :-)

Marija - Nie 22 Kwi, 2007 18:06

Jakby Anna chociaż trochę była podobna z charakteru do swojej mamusi, to by się pozabijały w krótkich abcugach :twisted: . Lady Katarzyna ją stłamsiła do samej ziemi, biedna ta Anna, zawsze mi jej było szkoda :sad: .


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group