To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Jane Austen - życie i epoka - Becoming Jane ("Zakochana Jane")

snowdrop - Pią 26 Paź, 2007 08:36

Henry wcale nie jest taki zły i nie wiem czy na pewno wyszedł za mąż tylko z rozsądku, kuzyneczka mu się raczej podobała :wink:
Pemberley - Pią 26 Paź, 2007 11:04

Wszystkie milosniczki pana Wisleya chcialabym poinformowac, ze aktor grajacy te postac ( czyli pan Laurence Fox) jest zareczony z Billi Piper ( Funny, czyli najnowsza Fanny z MP 07).
Alison - Pią 26 Paź, 2007 12:09

Pemberley napisał/a:
Wszystkie milosniczki pana Wisleya chcialabym poinformowac, ze aktor grajacy te postac ( czyli pan Laurence Fox) jest zareczony z Billi Piper ( Funny, czyli najnowsza Fanny z MP 07).


:rotfl: :rotfl: Wart Pac pałaca :rotfl:

Maryann - Pią 26 Paź, 2007 12:32

Pemberley napisał/a:
Wszystkie milosniczki pana Wisleya chcialabym poinformowac, ze aktor grajacy te postac ( czyli pan Laurence Fox) jest zareczony z Billi Piper ( Funny, czyli najnowsza Fanny z MP 07).

Wygląda więc na to, że obaj panowie z BJ mają skłonności do pań "pięknych inaczej"... :wink:

Anonymous - Pią 26 Paź, 2007 12:59

snowdrop napisał/a:
Henry wcale nie jest taki zły i nie wiem czy na pewno wyszedł za mąż tylko z rozsądku, kuzyneczka mu się raczej podobała :wink:


Snowdropku, czyżbyś sugerowała że Henrys jest teges?

snowdrop - Pią 26 Paź, 2007 13:25

AineNiRigani napisał/a:
snowdrop napisał/a:
Henry wcale nie jest taki zły i nie wiem czy na pewno wyszedł za mąż tylko z rozsądku, kuzyneczka mu się raczej podobała :wink:


Snowdropku, czyżbyś sugerowała że Henrys jest teges?


Nie, nie. Ależ skąd. On jest tam straight, chyba, że o innym teges myslisz.

Marija - Pią 26 Paź, 2007 14:26

Pemberley napisał/a:
Wszystkie milosniczki pana Wisleya chcialabym poinformowac, ze aktor grajacy te postac ( czyli pan Laurence Fox) jest zareczony z Billi Piper ( Funny, czyli najnowsza Fanny z MP 07).
Dobrze jej tak :bejsbol:
nicol81 - Pią 26 Paź, 2007 14:56

Mnie tam jakiś Fox mało obchodzi... Ja uwielbiam godność i bezinteresowność Mr Wisleya :mrgreen:
Z mężczyzn BJ głosuję jeszcze na narzeczonego Cassandry. Mnie ich wątek bardziej wzrusza niż przepychanki Jane i Toma. Mężczyzna wierny, pracowity, umiejący czekać i pełen poświęcenia.
Co do Toma- to nie tak, że ja go wcale nie lubiłam. Tylko on jest niekonsekwentnie napisany jako postać. Po skończeniu filmu nie mogę go lubić, gdyż nie znam prawdziwego Toma. Ten wątek z udawaniem hulaki go pogrążył w moich oczach.

Marija - Pią 26 Paź, 2007 15:20

Cassandra za to przepaskudna :? , taka jakaś bezusta, że mam ochotę ją kremem wysmarować przez ekran albo, Panie Boże przebacz, błyszczykiem pociągnąć :roll: . Miła dziewczyna, ale do Jane nijak niepodobna.
Anonymous - Pią 26 Paź, 2007 15:46

nicol81 napisał/a:
Z mężczyzn BJ głosuję jeszcze na narzeczonego Cassandry. Mnie ich wątek bardziej wzrusza niż przepychanki Jane i Toma. Mężczyzna wierny, pracowity, umiejący czekać i pełen poświęcenia.


To my może inne firmy oglądaliśmy? :rotfl:

Jak dla mnie właśnie Wisley jest kompletnie nieprzekonujący z psychologicznego punktu widzenia. Ogólnie cała ta postać nie trzyma sie zupełnie kupy. Postać Toma dużo lepiej pod tym względem dograna - biedak co to udaje hulakę i hazardziste, bo lepiej aby ludzie mysleli, ze nie ma pieniedzy bo je przegral, zamiast przyznac sie do swojego ubostwa. Iluz ja takich spotkalam w zyciu. W każdej szkole istnieje kilkudziesięciu takich Tomów - małych i dużych. To sie w psychologii ładnie nazywa - strategia przetrwania.
Wisleya nie spotkałam jeszcze żadnego. Nie wykluczam, ze istnieje ktoś tak głupi aby być tak szlachetnym, ale to jedynie dowodzil, ze nigdy niczego nie czuł do Jane. Ot ładna laska, może sie nada na żonę.

nicol81 - Pią 26 Paź, 2007 15:50

Udaje hulakę i hazardzistę, czym wnerwia wuja, od którego jest zależny- podobno wraz z całą rodziną. A jednocześnie słucha owego wuja co do ożenku.
Gunia - Pią 26 Paź, 2007 15:56

AineNiRigani napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Z mężczyzn BJ głosuję jeszcze na narzeczonego Cassandry. Mnie ich wątek bardziej wzrusza niż przepychanki Jane i Toma. Mężczyzna wierny, pracowity, umiejący czekać i pełen poświęcenia.


To my może inne firmy oglądaliśmy? :rotfl:

Jak dla mnie właśnie Wisley jest kompletnie nieprzekonujący z psychologicznego punktu widzenia. Ogólnie cała ta postać nie trzyma sie zupełnie kupy. Postać Toma dużo lepiej pod tym względem dograna - biedak co to udaje hulakę i hazardziste, bo lepiej aby ludzie mysleli, ze nie ma pieniedzy bo je przegral, zamiast przyznac sie do swojego ubostwa. Iluz ja takich spotkalam w zyciu. W każdej szkole istnieje kilkudziesięciu takich Tomów - małych i dużych. To sie w psychologii ładnie nazywa - strategia przetrwania.
Wisleya nie spotkałam jeszcze żadnego. Nie wykluczam, ze istnieje ktoś tak głupi aby być tak szlachetnym, ale to jedynie dowodzil, ze nigdy niczego nie czuł do Jane. Ot ładna laska, może sie nada na żonę.

Ja się nie zgodzę. Czy nie spotkałaś nigdy kogoś z zasadami lecz bez siły przebicia? Ja znam ludzi na pierwszy rzut oka nieciekawych, z powodu swojej nieśmiałości, a jednak wartościowych. Nie ostentacyjnych w okazywaniu swojego poukładania, ani tym bardziej niepoukładania. Może "sztywnych i nudnych", ale tylko pozornie.

Maryann - Pią 26 Paź, 2007 16:13

AineNiRigani napisał/a:
Nie wykluczam, ze istnieje ktoś tak głupi aby być tak szlachetnym, ale to jedynie dowodzil, ze nigdy niczego nie czuł do Jane. Ot ładna laska, może sie nada na żonę.

Gdyby rzeczywiście myślał tylko, że "się nada", to dlaczego miałby się wycofać ?

Alison - Pią 26 Paź, 2007 19:39

Maryann napisał/a:
AineNiRigani napisał/a:
Nie wykluczam, ze istnieje ktoś tak głupi aby być tak szlachetnym, ale to jedynie dowodzil, ze nigdy niczego nie czuł do Jane. Ot ładna laska, może sie nada na żonę.

Gdyby rzeczywiście myślał tylko, że "się nada", to dlaczego miałby się wycofać ?


Bo zobaczył, że to orzeszek nie na jego zęby. W tym lasku mówi jej coś takiego: widzę, że nie potrafisz wyjść za mąż bez miłości, z miłością jak widzę też nie. Uznał prawdopodobnie, że nie ma czym sobie zawracać gitary, bo albo kobita nie wie czego chce, albo zmienną jest ponad jego miarę. Czyli poszedł na łatwiznę :wink:

Anonymous - Pią 26 Paź, 2007 20:18

Maryann napisał/a:
Gdyby rzeczywiście myślał tylko, że "się nada", to dlaczego miałby się wycofać ?


Maryjanku, o miłość się walczy, czasami do upadłego. Z rezygnacją "ku szczęściu ukochanego/nej" spotkałam się jedynie w filmach i książkach. W życiu raz i tylko dlatego, ze kobita dowiedziała się, że ma raka.
A na taką reakcje jaką Wisleyowi zgotowała Jane każdy kochający lub ambitny człowiek zareagowałby dużo żywiej
a) niczym Tom i pies ogrodnika - sam nie moge miec, to i innemu nie dam,
b) niczym Darsik - proba udowodnienia sobie i jej, ze ona nie była go warta
W kazdym z tych przypadkow są wielkie emocje, często złość, zawsze olbrzymia zazdrość która zaślepia, a z czasem może (chociaż nie musi) przeistoczyc sie w nienawiść.
Reakcja Wisleya oznaczała jedynie, ze było mu wszystko jedno, bo nie kochał Jane. A nawet jeśli, facet albo nie mial ambicji, albo był niezwykle wrozumiały, albo nie żywił żadnych uczuć do Jane. W obu przypadkach wychodzi wołek zbożowy. Czyli wracamy do meritum.
Nie wierzę również, aby stać go było na tak wielkie poświecenie jak u Toma - ucieczke i wyrzeczenie się majątku, rodziny. Sprzeciw ciotce w sprawie Jane to było jedynie malutkie tupniecie przekornego dziecka, które wypluło kaszkę na śliniaczek. Tom rzucił dla Jane wszystko. Zagrał va banque. I chociaż w tym przypadku nie wyszło mu nie dlatego, że przegrał, w ostatecznym rachunku - przegrali oboje.

nicol81 napisał/a:
Udaje hulakę i hazardzistę, czym wnerwia wuja, od którego jest zależny- podobno wraz z całą rodziną. A jednocześnie słucha owego wuja co do ożenku.


a czy jest w tym cos niezwykłego? Tak się akurat składa, że doskonale rozumiem metody postępowania Toma. Niestety niejako z autopsji.

nicol81 - Pią 26 Paź, 2007 20:55

Dla mnie niezwykła jest sprzeczność między hulaszczym trybem życia Toma- który jest przykrywką dla rodzinnej filantropii a jego poźniejszym całkowitym posłuszeństwem wobec wuja. Hulaszczy tryb życia wnerwiał wuja i obniżał jego opinię o Tomie.
Anonymous - Pią 26 Paź, 2007 21:11

Ależ tutaj nie ma żadnej sprzeczności - dzieki tym hulankom wuj mogl go kontrolowac. Lepiej przymknac oko, przegrac bitewke, ale wygrac wojne. W ostatecznosci Tom i tak tańczył jak mu wuj zagrał.
W momencie gdy Tom sie zakochal - wuj stracil nad nim kontrole i chyba to go tak naprawde wkurzylo najbardziej. To byłby niejako pierwszy krok do uniezależnienia się Toma, a już na pewno utrata pozycji "pierwszego". Dlatego właśnie narzucił Tomowi żone. Wiedział, że wówczas nie straci nad nim kontroli, a czyż nie o to chodziło?
Typowe zachowanie dla człowieka przywykłego do nieliczenia sie z wolą innym, decydowania o ich życiu i śmierci.

nicol81 - Pią 26 Paź, 2007 21:37

Ależ wujek wcale się nie cieszył z jego hulanek- wściekał się o nie. Gdyby Tom był grzecznym chłopczykiem, pilnie się uczył i wytrwale pracował, wuj byłby do niego nastawiony przychylniej.
Alison - Pią 26 Paź, 2007 21:40

nicol81 napisał/a:
Dla mnie niezwykła jest sprzeczność między hulaszczym trybem życia Toma- który jest przykrywką dla rodzinnej filantropii a jego poźniejszym całkowitym posłuszeństwem wobec wuja. Hulaszczy tryb życia wnerwiał wuja i obniżał jego opinię o Tomie.


Wnerwiać wnerwiał, ale porównaj reprymendę za ten "hulaszczy tryb życia" na początku i niemal apopleksję na wiadomość, że Tom chciałby się żenić z miłości z panną, którą to nie wuj mu wybrał.
Młodzi ludzie płci męskiej, tak kiedyś, jak i teraz "muszą się wyszumieć", na coś takiego zawsze było społeczne przywolenie. Panny musiały się dużo bardziej szanować.
Hrabina, mówi nawet u państwa Lefroyów, ze tzw. reputacja czyli nazwijmy to eufemistycznie "doświadczenie zyciowe" może wręcz rekomendować mężczyznę na męża.

Alison - Pią 26 Paź, 2007 21:42

nicol81 napisał/a:
Ależ wujek wcale się nie cieszył z jego hulanek- wściekał się o nie. Gdyby Tom był grzecznym chłopczykiem, pilnie się uczył i wytrwale pracował, wuj byłby do niego nastawiony przychylniej.


Gdyby siedział w domu i się tylko uczył, nie musiałby dostawać tyle pieniędzy, ile potrzeba na "hulaszczy tryb" życia, a tym samym nie byłoby co wysłać do domku :wink: A siostrze, co to miała kaprys wyjść za mąż z miłości braciszek sam z siebie nie kwapił sie pomagać, pewnie uważał, że kształcenie i utrzymywanie najstarszego siostrzeńca to aż nadto.

Maryann - Pią 26 Paź, 2007 22:07

Alison napisał/a:
W tym lasku mówi jej coś takiego: widzę, że nie potrafisz wyjść za mąż bez miłości, z miłością jak widzę też nie. Uznał prawdopodobnie, że nie ma czym sobie zawracać gitary, bo albo kobita nie wie czego chce, albo zmienną jest ponad jego miarę. Czyli poszedł na łatwiznę :wink:

Albo uszanował to, że TA kobita najwyraźniej powołania do małżeństwa nie czuje... :wink:

Maryann - Pią 26 Paź, 2007 22:09

AineNiRigani napisał/a:
o miłość się walczy, czasami do upadłego. Z rezygnacją "ku szczęściu ukochanego/nej" spotkałam się jedynie w filmach i książkach.

Fakt. Napoleon też nie chciał zrezygnować z Józefiny, choć musiał wiedzieć, że ona go nie kocha.
No i wyszło im bardzo średnio udane małżeństwo...

Anonymous - Pią 26 Paź, 2007 22:30

Maryann napisał/a:
Fakt. Napoleon też nie chciał zrezygnować z Józefiny, choć musiał wiedzieć, że ona go nie kocha.
No i wyszło im bardzo średnio udane małżeństwo...


Ale my do malzenstwa jeszcze nie doszlismy. Zreszta czasy Oswiecenia i czasy Napoleonskie byly we Francji okresem takiej degeneracji uczuciowej, ze chyba zadne z malzenstw nie bylo szczescliwe.
Za to to zawarte przez Napoleona i Józefine przynajmniej z tzw. "wielkiej miłości".
Ale tak czy inaczej, potwierdzasz moja opinie Marjanku :roll:

Maryann - Pią 26 Paź, 2007 22:41

AineNiRigani napisał/a:
Zreszta czasy Oswiecenia i czasy Napoleonskie byly we Francji okresem takiej degeneracji uczuciowej, ze chyba zadne z malzenstw nie bylo szczescliwe.

No chyba nie tylko we Francji. Potomstwo króla Jerzego III przez długie lata zapełniało rubryki towarzyskie opisami wywoływanych przez siebie skandali.
Ale chyba jednak nawet wtedy bywały jakieś szczęśliwe małżeństwa - nawet w tzw. "wyższych", tzn. najbardziej zdegenerowanych uczuciowo sferach.. :wink:

AineNiRigani napisał/a:
Za to to zawarte przez Napoleona i Józefine przynajmniej z tzw. "wielkiej miłości".

Taaak. Bardzo wielkiej. Najpiwer ona zdradzała jego, a potem on się jej rewanżował.

AineNiRigani napisał/a:
Ale tak czy inaczej, potwierdzasz moja opinie Marjanku :roll:

???

Anonymous - Pią 26 Paź, 2007 22:55

Maryann napisał/a:
No chyba nie tylko we Francji. Potomstwo króla Jerzego III przez długie lata zapełniało rubryki towarzyskie opisami wywoływanych przez siebie skandali.

Nie tylko, fakt, ale w zasadzie nie tyle o skandale mi chodziło, co calkowita degeneracje, perwersję w każdej postaci. I jakby nie patrzeć - Francja wiodła prym.

Maryann napisał/a:
Taaak. Bardzo wielkiej. Najpiwer ona zdradzała jego, a potem on się jej rewanżował.

W sumie Sobieski był ewenementem na skale światową. Wystarczy kuknąć na historię obyczajów - zdrada nie była pojmowana tak jak my ja pojmujemy. Napoleon zdradził Józefinę dopiero sie z nia rozwodząc. Póki zdradzał ją ciałem, było wszystko ok. Nie pierwszy nie ostatni. Gdy zdradził ją umysłem i uczuciem (chociaz i to ostatnie nie do konca), odczuła to jako zdradę.

Maryann napisał/a:
AineNiRigani napisał/a:
Ale tak czy inaczej, potwierdzasz moja opinie Marjanku :roll:

???

Proste - sama piszesz, ze uczuciom towarzysza emocje.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group