To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Wojna i pokój (2007)

praedzio - Pon 14 Sty, 2008 19:09

lady_kasiek napisał/a:
No czy aż takiej skazy, przecież to moze wyglądać tak, ze on kochajac Nataszę i mogąc mniemać że Andrej wydobrzeje i tamci będą razem dobrowolnie rezygnuje z Nataszy

Ja jego rejteradę odczytałam raczej jako: "Róbcie, co chcecie. Ja do tego ręki nie przyłożę."

Kaziuta - Pon 14 Sty, 2008 20:02

Nie moge sie z wami zgodzić. Poniewaz ta decyzja Pierra wywołała takie emocje obejrzałam przed chwilą ten fragment jeszcze raz. Z rozmowy Pierra z rodzicami Nataszy wynika, że Andrzej chcial ja zobaczyć i Pierre postapił zgodnie z jego życzeniem. Przywiózł go do niej. Nie mogł chyba postapic lepiej. Zostawił go w dobrych rękach, przy osobie która kochał. Czy lepiej byłoby gdyby książe Andrzej zostal z Pierrem w płonącej Moskwie skazany na niechybną śmierć. :mysle:
asiek - Pon 14 Sty, 2008 20:41

Z powodu tej sceny niektórzy stracili sympatię do Pierre'a,...Na ten przykład nasz Gosiek. Cóż się dziwić, Pierre zostawił rannego przyjaciela bez słowa wyjaśnienia, czy też pożegnania. Dodatkowo sprawiał wrażenie jakby chciał od umierającego Andrzeja uciec...Wprawdzie dzisiaj sądzę, że to zachowanie wynikało z tego, iż był ogarnięty obsesyjną myślą zabicia Napoleona, to jednak dwuznaczność tej sceny nie działa na korzyść "misia-pysia"znaczy hrabiego Bezuchowa. :wink:
asiek - Pon 14 Sty, 2008 20:53

Uziemiona z powodu choroby mego potomstwa zrobiła sobie wczoraj powtórkę z filmu i zwróciłam uwagę, że panowie, ubiegający się o rękę Nataszy, zwracali się do jej matki, a nie do ojca. Czy tak się działo tylko w domu Rostowów, czy taki był obyczaj w ówczesnej Rosji ? :mysle:
Anonymous - Pon 14 Sty, 2008 21:29

Ja tam Piotrusia nie ganię, zachował się bo nie miał innego wyjścia, nie mógł postąpić wbrew życzeniom Hrabiostwa
nicol81 - Pon 14 Sty, 2008 21:30

lady_kasiek napisał/a:
No czy aż takiej skazy, przecież to moze wyglądać tak, ze on kochajac Nataszę i mogąc mniemać że Andrej wydobrzeje i tamci będą razem dobrowolie rezygnuje z Nataszy

Ale on nie ma z czego dobrowolnie rezygnować. Jest żonaty i sądzi, że nawet gdyby był wolny, u Nataszy nie miałby szans.
Dla mnie Pierre po pierwsze spieszy się do Napoleona, po drugie nie może postapić przeciw woli jej rodziców. Zostawił go z jej rodziną, ufając, że powiedzą, kiedy nadejdzie odpowiedni moment.

Anonymous - Pon 14 Sty, 2008 22:09

nicol81 napisał/a:
Ale on nie ma z czego dobrowolnie rezygnować. Jest żonaty i sądzi, że nawet gdyby był wolny, u Nataszy nie miałby szans.

jest żonaty zgoda, ale z tym sądzeniem, też często sądzę, że u Miłości danego okresu mego Zycia nie mam szans, ale i tak czyn Piotropodobny byłby dla mnie ciężki do popełnienia

Gosia - Pon 14 Sty, 2008 22:37

Pierre, ja ci tego nie daruje! Wlasnie przez tą scene, a wlasciwie jeszcze jedną, straciles cala moja sympatie.
Dowiozl Andrieja okay, ale ze go porzucil (nie wiedzac, czy bedzie on mogl zobaczyc Natasze, a to mu wlasnie obiecal) i potem jakby zapomnial i jeszcze w dodatku ozenil sie z nią, o nie! :wsciekla:

RaczejRozwazna - Pon 14 Sty, 2008 22:52

Gosiu, przypomnij sobie książkowego Pierra, to zmienisz zdanie :wink:
Gosia - Pon 14 Sty, 2008 22:55

Na razie porzucilam w pierwszym tomie lekture ksiazki ;)
Alison - Pon 14 Sty, 2008 22:58

RaczejRozwazna napisał/a:
Gosiu, przypomnij sobie książkowego Pierra, to zmienisz zdanie :wink:


Ksiązkowy Pierre jest strasznie miśkowaty, co stwierdzam, wróciwszy do niego po latach i skłaniam sie ku temu, że jednak Bondarczuk był najlepiej obsadzony w tej roli :wink:

RaczejRozwazna - Pon 14 Sty, 2008 23:07

Gosia napisał/a:
Na razie porzucilam w pierwszym tomie lekture ksiazki ;)



No to na zachętę :-D

"W niedzielę u Rostowów, jak zwykle, było na obiedzie kilku bliskich znajomych.
Toteż Pierre przybył wcześniej, aby zastać ich samych. W ciągu roku tak utył, że byłby
potworny, gdyby nie był tak wysokiego wzrostu, tak masywnych proporcji i nie był tak silny, że
najwidoczniej łatwo nosił swą tuszę.
Sapiąc i mrucząc coś do siebie wszedł na schody. Stangret już go nie pytał, czy czekać.
Wiedział, że kiedy hrabia jest u Rostowów, to zostaje do dwunastej. Lokaje Rostowów z
radością rzucili się, by zdjąć z niego płaszcz i odebrać laskę i kapelusz. Z nawyku klubowego
Pierre zostawiał w przedpokoju i laskę, i kapelusz.
Pierwszą osobą, którą zobaczył u Rostowów, była Natasza.
Jeszcze zanim ją zobaczył, usłyszał ją, kiedy w przedpokoju zdejmował płaszcz. Śpiewała w
salonie solfeggia.
Wiedział, że od czasu choroby nie śpiewała, toteż dźwięk jej głosu zdziwił go i ucieszył.
Cicho otworzył drzwi i zobaczył Nataszę w tej samej fioletowej sukni, co na nabożeństwie,
spacerującą po pokoju i śpiewającą. Kiedy otworzył drzwi, była odwrócona od niego, ale gdy
nagle zawróciła i ujrzała jego pełną, zdumioną twarz, zarumieniła się i szybko podeszła.
– Znów próbuję śpiewać – powiedziała. – Przecie to jakieś zajęcie – dodała, jakby się
usprawiedliwiając.
– To znakomicie.
– Bardzo się cieszę, że pan przyszedł! Jestem dziś taka szczęśliwa – oznajmiła z tym
ożywieniem, jakiego Pierre dawno już u niej nie widział. – Wie pan, Nicolas dostał Jerzego.
Jestem z niego dumna.
– Wiem, przecie przysłałem rozkaz. Ale nie chcę pani przeszkadzać – dodał i chciał wejść do
bawialni. Natasza zatrzymała go.
– Czy to źle, że śpiewam? – rzekła rumieniąc się, ale nie spuszczała z Pierre'a pytających
oczu.
– Nie... Dlaczegóż by? Przeciwnie... Ale czemu mnie pani pyta?
Sama nie wiem – prędko odpowiedziała Natasza – ale nie chciałabym zrobić nic, co by się
panu mogło nie podobać. Ufam panu we wszystkim. Pan nie wie, jak dużo dla mnie znaczy, jak
wiele pan dla mnie zrobił!... – Mówiła szybko i nie zauważyła, że Pierre zaczerwienił się przy
tych słowach. – Widziałam w tym rozkazie, że on, Bołkoński (wypowiedziała to słowo szybko i
szeptem), jest w Rosji i znów w wojsku. Jak pan sądzi – powiedziała prędko, jak gdyby wątpiła
w swe siły – czy przebaczy mi kiedykolwiek? Nie będzie żywił do mnie urazy? Jak pan sądzi?
Jak pan sądzi?
– Sądzę... – odrzekł Pierre – że nie ma czego przebaczać... Gdybym ja był na jego miejscu... –
Po nici wspomnień
Pierre momentalnie przeniósł się wyobraźnią do tego go czasu, kiedy pocieszając ją
powiedział, że gdyby nie był sobą, lecz najlepszym człowiekiem na świecie i wolnym, toby na
klęczkach prosił ją o rękę, i tak silnie ogarnęło go to samo uczucie żalu, tkliwości i miłości, że te
64
same słowa miał na ustach. Lecz ona nie dała mu czasu, by je wypowiedział.
– No tak, pan, pan – rzekła, z zachwytem wymawiając to słowo pan – pan to co innego. Nie
znam człowieka lepszego od pana, wspaniałomyślniej szego, szlachetniejszego, i takiego
drugiego nie może być. Gdyby pana nie było wówczas, a i teraz także, nie wiem, co by się ze
mną stało, gdyż... – Nagle oczy jej napełniły się łzami; odwróciła się, podniosła nuty ku oczom,
zaśpiewała i znów zaczęła chodzić po sali."

oraz


"W niskim pokoju, oświetlonym jedną świeczką, siedziała księżniczka i ktoś jeszcze w czarnej
484
sukni. Pierre pamiętał, że księżniczka zawsze miała damy do towarzystwa, ale kim one były, te
panny, Pierre nie wiedział i nie pamiętał. „To jedna z tych panien” – pomyślał spojrzawszy na
panią w czerni.
Księżniczka szybko podniosła się i podała mu rękę.
– Tak – powiedziała wpatrując się w jego zmienioną twarz, gdy pocałował ją w rękę – oto jak
się spotykamy. On i w ostatnich dniach często mówił o panu – powiedziała przenosząc wzrok z
Pierre'a na swą towarzyszkę z nieśmiałością, która uderzyła Pierre'a na mgnienie.
– Jakże się ucieszyłam dowiedziawszy się o pańskim ocaleniu. Była to jedyna radosna
wiadomość od dłuższego czasu. – Znowu, jeszcze niespokojniej, księżniczka spojrzała na swą
towarzyszkę i chciała coś powiedzieć, ale Pierre jej przerwał.
– Proszę sobie wyobrazić, że nic o nim nie wiedziałem – powiedział. – Sądziłem, że poległ.
Wszystko, czego się dowiedziałem, dowiedziałem się od innych, przez osoby trzecie. Wiem
tylko, że trafił do Rostowów... Co za los!
Pierre mówił szybko, z ożywieniem. Popatrzył chwilę na twarz kompanionki, dostrzegł
ciekawe i życzliwe spojrzenie skierowane na niego i, jak to często bywa w czasie rozmowy, nie
wiadomo czemu odczuł, że ta panna w czarnej sukni – to miła, dobra, wspaniała istota, która nie
przeszkodzi mu w serdecznej rozmowie z księżniczką Marią.
Ale kiedy wypowiedział ostatnie słowa o Rostowach, zmieszanie na twarzy księżniczki Marii
wyraziło się jeszcze mocniej. Znowu przeniosła wzrok z twarzy Pierre'a na twarz pani w czerni i
powiedziała:
– Czy pan nie poznaje?
Pierre spojrzał jeszcze raz na bladą, delikatną, z czarnymi oczyma i dziwnymi ustami twarz
panny. Coś bliskiego, dawno zapomnianego i więcej niż miłego patrzyło nań z tych uważnych
oczu.
„Ale nie, nie może być – pomyślał. – Ta poważna wychudzona, blada i postarzała twarz? To
nie może być ona. To tylko wspomnienia!” Ale w tej chwili księżniczka Maria powiedziała:
„Natasza”. I ta twarz o uważnych oczach z trudnością, wysiłkiem, jak otwierają się zardzewiałe
drzwi, uśmiechnęła się, i z tych otwartych drzwi nagle wybiegło i ogarnęło Pierre'a dawno
zapomniane szczęście, o którym, zwłaszcza teraz, nie myślał. Wybiegło, ogarnęło go i
pochłonęło całkowicie. Gdy się uśmiechnęła, już nie mogło być wątpliwości: to była Natasza, i on ją kochał."



Swoją drogą czy w wersji bondarczuka Pierre i natasza równiez spotykają się na zgliszczach dawnego domu Rostowów? bo w kisążce tego nie było a w obu znanych mi ekranizacjach i owszem. Romantyczne to, ale nijak się ma do książki...

Gosia - Pon 14 Sty, 2008 23:15

Ładnie, ladnie, choc o tym spasieniu sie to nie calkiem ładnie.
Rozumiem, ze dodali ta nieszczesna scene z powozem w filmie, ale tak czy inaczej Pierre przegrywa z filmowym Andriejem :lol:

RaczejRozwazna - Pon 14 Sty, 2008 23:30

Gosia napisał/a:
Ładnie, ladnie, choc o tym spasieniu sie to nie calkiem ładnie.
Rozumiem, ze dodali ta nieszczesna scene z powozem w filmie, ale tak czy inaczej Pierre przegrywa z filmowym Andriejem :lol:


Zgadzam się. W książce jest zdecydowanie na odwrót, ale w taki sposób jest remis, i wszyscy są zadowoleni :mrgreen: :taniec:

Gunia - Wto 15 Sty, 2008 13:33

Musimy wziąć pod uwagę różnicę między naszą, a ówczesną rosyjską estetyką. Choćby ta piękność, która była pierwowzorem Nataszy nam się wydaje równie śliczna, co noc listopadowa. My jednak jesteśmy przyzwyczajeni do czego innego i wolimy patrzeć na filmy z ładnymi aktorami, choćby dlatego, że takich spasionych i nieatrakcyjnych facetów mamy dość na co dzień, a te filmy to tak na dobrą sprawę i tak tylko bajki, dlatego jak dla mnie nowy Pierre jest idealny - mam na myśli aktora i jego grę, a nie poprowadzenie tej postaci przez scenarzystę.
Sofijufka - Wto 15 Sty, 2008 14:53

Gunia napisał/a:
Musimy wziąć pod uwagę różnicę między naszą, a ówczesną rosyjską estetyką. Choćby ta piękność, która była pierwowzorem Nataszy nam się wydaje równie śliczna, co noc listopadowa. My jednak jesteśmy przyzwyczajeni do czego innego i wolimy patrzeć na filmy z ładnymi aktorami, choćby dlatego, że takich spasionych i nieatrakcyjnych facetów mamy dość na co dzień, a te filmy to tak na dobrą sprawę i tak tylko bajki, dlatego jak dla mnie nowy Pierre jest idealny - mam na myśli aktora i jego grę, a nie poprowadzenie tej postaci przez scenarzystę.

Mnie się sam aktor też podobał, bo miał w sobie taką misiowatość i dobroduszność [do czasu]! Bondarczuk był za stary i miał zły wyraz twarzy, jak chciał pokazać takie pewne zagubienie Pierre'a - to wychodził na niezgułe, a Fonda - to już w ogóle z innej bajki....

RaczejRozwazna - Śro 16 Sty, 2008 16:47

tak a propos żyrafich rzęs Andrzeja, o których była mowa w wątku S&S :-P ... (swoją drogą, zgadza się kojarzą się z żyrafą :mrgreen: ). No więc zapusiciłam sobie po raz ..... tę scenę i nagle uderzyła mnie jedna rzecz, która również występowała w książce. Otóż Rowstowowie to była wspaniała, ciepła rodzina, która raczej nie miała problemu z akceptacją i "docieraniem do" innych, natomiast z księciem Andrzejem tak im niesporo idzie. Widać jak bardzo obcy był to dla nich człowiek. W końcu spotykali się nie jeden raz, natomiast w tej scenie widać, że tak na dobrą sprawę to nie mają ze sobą o czym gadać. On, wpatrzony w Nataszę, sam im zresztą tego nie ułatwia. A wystarczy porównać stosunek jaki hrabia Rostow ma do Pierra, i jak oni sie dobrze czują ze sobą. Trochę się wczułam w pozycję hrabiny Rostow i chyba strasznie ciężko było jej myśleć, że taki to obcy całkiem człowiek porwie jej Nataszę i tyle będą ją widzieć.
później jeszcze dobitniej widać to było w scenie pożegnania. On wyjeżdża, i zostawia ją przecież w jej domu, wśród najbliższych, a mówi, żeby z każdym problemem zwracała się do Pierre'a. Trochę to wyglądało, jakby on chciał odseparować ją od najbliższych...
Starym Rostowom chyba nie było łatwo...

Anonymous - Śro 16 Sty, 2008 17:36

RaczejRozwazna napisał/a:
zeby z każdym problemem zwracała się do Pierre'a.

może to kwestia finansów, wszak Pierr był zamożniejszy, może kwestia tego, że Pierr był jego przyjacielem kwestia szybszego kontaktu z Andrzejem

Kaziuta - Śro 16 Sty, 2008 20:50

Nie pamiętam jaki tytuł mieli Rostowowie. Andrzej był przecież księciem. Może to byl respekt przed tutułem. Pierre byl przyjacielem domu, stąd zupełnie inny stosunek do niego.
Sofijufka - Śro 16 Sty, 2008 20:54

Kaziuta napisał/a:
Nie pamiętam jaki tytuł mieli Rostowowie. Andrzej był przecież księciem. Może to byl respekt przed tutułem. Pierre byl przyjacielem domu, stąd zupełnie inny stosunek do niego.

Hrabiostwem byli. Pierre tez hrabia.

asiek - Śro 16 Sty, 2008 21:12

lady_kasiek napisał/a:
może to kwestia finansów, wszak Pierr był zamożniejszy,

Też tak sądzę. Rozstowowie mieli złą sytuację finansową i Bołkoński o tym wiedział. Ponadto rodzina Nataszy nie należała do elity towarzyskiej. Pierre przewyższał Rozstowów, zarówno majątkiem, jak i pozycją.

Marija - Śro 16 Sty, 2008 21:18

No, bohatersko i nareszcie zaczęłam czytać, na szczęście kilometry francuszczyzny zostały litościwie przetłumaczone i lecim pa polskiemu :mrgreen: . Nie wiem, czy tak jest w innych tłumaczeniach, ale w tym z Zielonej Sowy księcia Wasylija Kuragina na następnej stronie przerobili na Bazylego Kuragina. Domyśliłam się, że Wasilij to Bazyli, ale po co tak mieszać? :roll: Gdyby nie córka przecudnej urody Helena przy Bazylim i Wasyliju, to normalnie ze trzy strony dłużej bym myślała :shock: .
RaczejRozwazna - Śro 16 Sty, 2008 22:20

asiek napisał/a:
lady_kasiek napisał/a:
może to kwestia finansów, wszak Pierr był zamożniejszy,

Też tak sądzę. Rozstowowie mieli złą sytuację finansową i Bołkoński o tym wiedział. Ponadto rodzina Nataszy nie należała do elity towarzyskiej. Pierre przewyższał Rozstowów, zarówno majątkiem, jak i pozycją.


No tak, ale mnie się zdaje, że on (tzn książ Andrzej) z tą propozycją jednak powinien się zwróćić do rodziców Nataszy. Co takie dziewczątko mogło wiedzieć o finansach czy innych poważnych sprawach? Pierre nie przewyższał Rostowów pozycją (przecież był nieślubnym synem, dopiero później uzyskał tytuł hrabiowski), jedynie majątkiem. Hrabia to hrabia. A zresztą to jest śmieszne, Pierre jest również przyjacielem Rostowów nie tylko księcia Andrzeja, więc po co takie podchody?

nicol81 - Śro 16 Sty, 2008 22:31

Myślę, że Pierre był jednym z nielicznych ludzi z którymi Andrzej miał dobry kontakt, dlatego nie dziwota, że jego wybrał na powiernika Nataszy.
Bazyli? :shock: Wiedziałam, że zastapili francuskie imiona, ale Bazyli??!!

Sofijufka - Śro 16 Sty, 2008 22:36

Drogie Damy - Pierre był przyjacielem Andrzeja, książę był pewien jego zyczliwości, wiedział, że to dusza człowiek, i lubiący Nataszę - więc chciał, aby dziewczątko miało w razie jakichś problemów oparcie. Nie ze wszystkim panna [nawet ówczesna] pobiegnie do rodziców, którzy byli sympatycznymi ale w sumie dość prostymi ludźmi. Zresztą nie miał co dziewczynie zalecać udawania się po pomoc do rodziców, bo gdyby chciała, to i tak by to zrobiła.

Po drugie primo: to złamanie danego Andrzejowi słowa to knot scenarzystów. Pierre nigdy by tego nie zrobił, i hrabiostwo też by przekonał [zwłaszcza, że Andrzej tak bardzo pragnął zobaczyć Nataszę]. Myślę, że i oni by się nie sprzeciwiali, bo wiedzieli, jakie miała poczucie winy. A tu szansa na przebaczenie i pojednanie! No Plama



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group