North and South - serial BBC - Pierwsze wrażenia i późniejsze
Tamara - Czw 23 Paź, 2008 20:48
Jakby dziewicą był , nie ośmieliłby się pocałować damy na peronie i prędzej sam by ze wstydu po pociąg skoczył jakby się zorientował co zrobił , zaś jako praktyk był zaskoczony , że Małgoś mimo wszystko się odwraca i odchodzi . Ponieważ pierwszy raz poniósł taką porażkę zwątpił w siebie i stąd ta zrozpaczona mina "moc pocałunków mych już nie ta " , i dlatego tak się ucieszył jak wróciła ; a wszystko dlatego , że Małgoś pragmatyczką będąc nie chciała się w podróż do źródeł szczęścia bez najniezbędniejszych rzeczy udawać , wiedząc , że staranność wokół własnej osoby damie absolutnie niezbędna jest
Gosia - Czw 23 Paź, 2008 20:55
| Tamara napisał/a: | "moc pocałunków mych już nie ta " |
Wasze ostatnie argumenty troszeczke mnie przekonaly.... ze musze jednak jeszzcze raz przemyslec sprawę dziewictwa
BeeMeR - Czw 23 Paź, 2008 21:15
a jakiż ten kuferek musiał być pojemny
Ja mam wrażenie, że tam niewiele więcej niż szczoteczka do zębów być mogło
Gosia - Czw 23 Paź, 2008 21:22
Wlasnie, a gdzie cała tułaleta - suknia na zmianę, bielizna, pudło na kapelusze?
Gosia - Czw 23 Paź, 2008 21:25
Ale potem Thornton wziął ja do domu w jednej sukni i bez kapelusza
BeeMeR - Czw 23 Paź, 2008 21:28
| Gosia napisał/a: | Ale potem Thornton wziął ja do domu w jednej sukni i bez kapelusza | Henryś mógł dosłać resztę
Tamara - Czw 23 Paź, 2008 21:38
| Mag13 napisał/a: | Ów sakwojaż jest naczelnym dowodem na moją tezę: czy kobieta całowana przez doświadczonego heart-throba pamiętałaby sekundę "the kiss after" o kuferku??? Ja się nawet zastanawiam, czy Thornton w ogóle kiedykolwiek przedtem całował! |
To jest jedynie dowód na to , że prawdziwa dama nigdy nie traci głowy ani panowania nad sobą w miejscu publicznym i zawsze kieruje się rozsądkiem (zwłaszcza jak ma w kuferku obligacje , akcje czy co tam ), bo jak wiadomo egzaltacja nie przystoi dobrze wychowanej młodej pannie a zwłaszcza córce pastora
BeeMeR - Czw 23 Paź, 2008 21:52
| Tamara napisał/a: | (zwłaszcza jak ma w kuferku obligacje , akcje czy co tam ), | biznesową propozycję
| Mag13 napisał/a: | Dziewictwo jest zaraźlliwe! |
nicol81 - Czw 23 Paź, 2008 21:58
| Mag13 napisał/a: | | Ja tam mu w sumie współczuję |
Ja jakoś nie- tylko się w kadr podczas sceny pakuje
| Mag13 napisał/a: | | A gdyby się pospieszył (tak jak mu radziła Edith), to pewnie Margaret nie pozostałoby nic innego, jak powiedziec "tak"! |
Myślisz? Bo ja wątpię...
BeeMeR - Czw 23 Paź, 2008 22:03
| Mag13 napisał/a: | | Margaret natomiast uczuć nie objawia na zewnątrz. | Trochę tam okazuje - panna bez uczuć nie całowałaby faceta po rękach
No i nie uśmiechała się tak patrząc przez okno pod sam koniec - ale to do zewnętrzniania faktycznie nijak
Madalam - Czw 23 Paź, 2008 22:55
Hm, tak sobie myślę, że chyba jednak Margaret nie przyjęłaby oświadczyn Henrysia. No chyba, że określiłby się o wiele później. Bo jakoś do mnie nie przemawia opcja, że kobieta, która niedawno stanęła na własnych nogach, że się tak wyrażę, która odziedziczyła całkiem niezłą ilość pieniędzy i może być (przynajmniej w pewnym zakresie) dzięki temu niezależna, pakowałaby się w małżeństwo z kimś, kogo nie kocha, z wdzięczności za pomoc prawną.
Dla mnie Henry to taka osoba, za którą można wyjść wówczas, gdy traci się nadzieję na znalezienie kogoś bardziej odpowiadającego Dopiero wtedy wybiera się Henrysia, po części pewnie dlatego, że się nie chce być samą, po części w uznaniu jego zasług i wierności
Sofijufka - Pią 24 Paź, 2008 08:57
| BeeMeR napisał/a: | | Mag13 napisał/a: | | Margaret natomiast uczuć nie objawia na zewnątrz. | Trochę tam okazuje - panna bez uczuć nie całowałaby faceta po rękach
No i nie uśmiechała się tak patrząc przez okno pod sam koniec - ale to do zewnętrzniania faktycznie nijak |
a te gwiazdy w oczach? to pies?!!!!!
nicol81 - Pią 24 Paź, 2008 14:20
| Mag13 napisał/a: | | Gdyby się oświadczył powtórnie, potwierdziłby stałość swojego uczucia, odmowa byłaby trudniejsza ze względu na pewną powinność Margaret do wdzieczności wobec niego właśnie za świadczone jej wsparcie. |
Ale to "wsparcie" to płatne, profesjonalne usługi...Nie widzę powodu do nadzwyczajnej wdzięczności.
| Madalam napisał/a: | | Bo jakoś do mnie nie przemawia opcja, że kobieta, która niedawno stanęła na własnych nogach, że się tak wyrażę, która odziedziczyła całkiem niezłą ilość pieniędzy i może być (przynajmniej w pewnym zakresie) dzięki temu niezależna, pakowałaby się w małżeństwo z kimś, kogo nie kocha, z wdzięczności za pomoc prawną. |
Właśnie- Margaret nie chce iść na wizytę, a pakowałaby się w małżeństwo?
| Madalam napisał/a: | | w uznaniu jego zasług |
Jakoś te zasługi to ogranicozne się wydają...
Madalam - Pią 24 Paź, 2008 14:44
| nicol81 napisał/a: | | Jakoś te zasługi to ogranicozne się wydają... |
Toteż ja nie na poważnie z tymi zasługami Toż to prawnik w końcu, pracę swoją wykonuje Ale jakby tak sie kręcił koło Margaret przez ładnych parę lat, to i może zasługi by większe były
trifle - Pią 24 Paź, 2008 14:49
| Madalam napisał/a: | | Bo jakoś do mnie nie przemawia opcja, że kobieta, która niedawno stanęła na własnych nogach, że się tak wyrażę, która odziedziczyła całkiem niezłą ilość pieniędzy i może być (przynajmniej w pewnym zakresie) dzięki temu niezależna, pakowałaby się w małżeństwo z kimś, kogo nie kocha, z wdzięczności za pomoc prawną. |
Też tak myślę. A i Henry, przecież w porządku był, zasługiwał chyba na więcej niż takie małżeństwo z wdzięczności.
Tamara - Pią 24 Paź, 2008 17:34
Margaret miała na tyle silną osobowość i charakter , że nie wyszłaby za mąż tylko po to , żeby wyjść czy wyjść z wdzięczności , zwłaszcza ,że stała się niezależna finansowo . Nie wyobrażam sobie jej w małżeństwie z Henrym , w ogóle nie był w jej typie , prędzej zestarzałaby się w samotności , z wierną Dixon u boku , zajmując się dobroczynnością .
Tamara - Pią 24 Paź, 2008 18:26
Eeee toż samodzielnie bryknęła nie idąc na wizytę i wyjeżdżając do Milton , zresztą Edith powiedziała coś o minie M. , która to mina oznajmiała postanowienie nie do złamania czy coś w tym stylu - chyba to , że wszyscy będą musieli znowu posłuchać Margaret ; czyli osóbką zdecydowaną była jednak .
Madalam - Pią 24 Paź, 2008 18:37
| Tamara napisał/a: | | z wierną Dixon u boku |
To już chyba lepsze małżeństwo z Henrym
| Mag13 napisał/a: | | Margaret była samodzielna, ale z drugiej strony bała się tę samodzielność okazać, i pod delikatną presją rodziny z pewnością jednak rozważyłaby propozycję Henry'ego, gdyby ta się pojawiła. Takie małżeństwo bez wielkiego uczucia, ale w przyjaźni i szacunku.... |
W sumie to prawda. Skoro za Henrym stała cała rodzina, Margaret musiałaby naprawdę okazać dużo silnej woli i samozaparcia, by się im przeciwstawić. Aczkolwiek myślę, że jednak jej upór by trochę potrwał. I może w tym czasie spokałaby kogoś innego, kto by jej bardziej odpowiadał.
LilyRain - Pią 24 Paź, 2008 21:46
Ostatnia scena peronowa to naprawdę perełka do analizy całej gamy uczuć.
Moim zdaniem kiedy M jechała już do Milton to podświadomie czuła po co tam jedzie, nie dla biznesu ale do JT. I kiedy go nie zastała, to szybciutko spowrotem uciekła jakby się bała uczuć które powoli torowały sobie drogę do jej głowy, jakby bała się że świadomośc rodzącej sie miłości do Johna porazi ją z zadziwiającą siłą. Jakby bała się pomysleć że przyjechała tu tylko dla Niego.
Miała wrażenie, że kiedy przechadzała się po pustej przędzalni to miała nadzieję że za chwilę pojawi się John i zobaczy w jego oczach to ucucie o którym tak gorąco i namiętnie mówił jej owego dnia w domu jej rodziców.
Kiedy wracając pociągiem, przekonana że już nigdy pewnie JT nie zobaczy, dostrzega go na peronie to się nie dziwię że ma minę jakby Pana Boga złapała za nogi! To spojrzenie mówi wszystko. A krzywy uśmiech Johna jeszcze więcej!
Zgadzam się że Margret nie jest wylewna w okazywaniu uczuć , ale to jak dotykają się z Thortonem dłońmi jest sceną samą w sobie doskonałą. Niby subtelnie a tyle w tym pasji. Zaś pocałunek w wykonaniu Johna...która kobieta by po czymś takim nie została z facetem?
Dlaczego M po pocałunku uciekła? Bo zawsze była niesamowicie dobra, wrażliwa i chciała zwyczajnie pożegnać się z Henrym. Dlatego musiała JT na chwilkę opuścić. Ale warto było, żeby zobaczyć jego minę kiedy Margaret wróciła
Happy end na piątkę z plusem )))
nicol81 - Pią 24 Paź, 2008 22:12
| Mag13 napisał/a: | | Usługi były profesjonalne, bowiem Henry to w końcu prawnik, ale nie przesadzałabym z oceną jego motywacji jako niskiej. |
No ja wierzę, że Henry miał pozainteresowe motywacje, ale jakoś mojej sympatii to nie budzi...Może Margaret jednak rozważyłaby to małżeństwo, ale moim zdaniem nie z wdzięczności- chyba, że udałoby mu się oczyścić Fryderyka z zarzutów...
spin_girl - Wto 28 Paź, 2008 11:09
| LilyRain napisał/a: | Ostatnia scena peronowa to naprawdę perełka do analizy całej gamy uczuć.
Moim zdaniem kiedy M jechała już do Milton to podświadomie czuła po co tam jedzie, nie dla biznesu ale do JT. I kiedy go nie zastała, to szybciutko spowrotem uciekła jakby się bała uczuć które powoli torowały sobie drogę do jej głowy, jakby bała się że świadomośc rodzącej sie miłości do Johna porazi ją z zadziwiającą siłą. Jakby bała się pomysleć że przyjechała tu tylko dla Niego.
Miała wrażenie, że kiedy przechadzała się po pustej przędzalni to miała nadzieję że za chwilę pojawi się John i zobaczy w jego oczach to ucucie o którym tak gorąco i namiętnie mówił jej owego dnia w domu jej rodziców.
Kiedy wracając pociągiem, przekonana że już nigdy pewnie JT nie zobaczy, dostrzega go na peronie to się nie dziwię że ma minę jakby Pana Boga złapała za nogi! To spojrzenie mówi wszystko. A krzywy uśmiech Johna jeszcze więcej! |
Ale to chyba analiza w oderwaniu od oryginału książkowego? Z powieści wynika, że Margaret zaczynała sobie zdawać sprawę ze swoich niepokojacych uczuć względem Thorntona jeszcze przed śmiercią jej ojca. Bardzo chętnie wypchnęła staruszka do Oxfordu, żeby tylko zostać sama i spokojnie zastanowić się nad stanem swoich uczuć. Kiedy pan Hale zmarł nagle biedną Margaret dręczyły z tego powodu wyrzuty sumienia.
Gosia - Czw 30 Paź, 2008 18:42
Cmentarz odgrywa też ważną rolę w scenie specific proposal w "Our Mutual Friend"

Ponury cmentarz z "Bleak House" - tam mały Joe przyprowadza Lady Dedlock.:

W Spooksach w 2 odcinku Lucas North spotyka się z eks-żoną właśnie na cmentarzu, stąd fotki Mag, też zwróciłam uwagę na ten ciekawy cmentarz.
Zupełnie natomiast zapomniałam o "Impresjonistach", a tam faktycznie jedna ze scen dzieje się na cmentarzu, w związku ze śmiercią Eduarda Maneta.
Harry_the_Cat - Sob 01 Lis, 2008 00:39
Błagam, oczy mnie bolą od tych rozjechanych proporcji obrazu....
Arlene - Śro 08 Kwi, 2009 23:41
Pozwolicie, że odejdę od tematu cmentarzy i odświeżę wątek moimi skromnymi uwagami?
No więc tak... Wczoraj skończyłam oglądać N&S. I właściwie słowo "uwagi" zostało przeze mnie powyżej użyte nieodpowiednio, bo nie mam zamiaru obszernie komentować, czy - broń Boże - wytykać czegokolwiek serialowi. Jedyne co mogę powiedzieć, to że... można by mnie zbierać z podłogi po tym, jak sobie ów film obejrzałam.
Pewnie nikt nie musi pytać dlaczego. Każdy tutaj przecież rozumie fenomen N&S. Wytłumaczę więc pobieżnie.
Serial ma w sobie tyle nieodpartego uroku, że to aż niemożliwe. Odnoszę wrażenie, jakby każde ujęcie było dokładnie zaplanowane i zrealizowane doskonale. Gra aktorska jest wyśmienita - te gry spojrzeń, gesty... Uczucia ukazane perfekcyjnie. A sami aktorzy dobrani zostali najlepiej, jak można. Może to brzmieć nieco jak przesada, owszem. No ale czy wyobrażamy sobie kogoś innego niż Richarda w roli Thorntona? Ja osobiście sobie NIE wyobrażam.
Muzyka - cud, miód i tak dalej... Rozbrzmiewa mi w głowie bezustannie.
Ulubione sceny? Nie potrafię się zdecydować. Każda, gdzie występują John i Margaret, jest cudowna i kropka. I wiele "oddzielnych" także. Nie chcę zacząć wymieniać, naprawdę się powstrzymuję. Za wiele literek by z tego wynikło.
Kończąc... N&S weszło do kanonu moich ukochanych filmów i zajmuje w nim bardzo-bardzo wysokie miejsce (a nawet jeszcze bardziej "bardzo"). Nie wyobrażam sobie, jak można się w tym serialu nie zakochać. Cóż, tak - jestem kolejną ofiarą N&S. I się z tego cieszę!
Uff, uniknęłam słowotoku. Doskonale.
Anaru - Śro 08 Kwi, 2009 23:50
| Arlene napisał/a: | Pewnie nikt nie musi pytać dlaczego. Każdy tutaj przecież rozumie fenomen N&S. |
Hmmm... chyba muszę wreszcie to sobie odświeżyć
Najlepiej pamiętam tego robotnika w czapce...
|
|
|