Jane Austen - życie i epoka - Becoming Jane ("Zakochana Jane")
Marija - Czw 25 Paź, 2007 12:18
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Czemu Wisleyowi wolno sobie odpuścić, bo kobieta nie chce z nim być, a Tomowi nie wolno? Czemu jednemu odpuszczacie, że nie zawalczył o swoją miłość, a drugiemu nie? |
No właśnie - bo nie chce z nim być. A Jane chciała być z Tomem, a z Wisleyem nie... | O, to my mamy identycznie jak Jane . Dziwne
Loana - Czw 25 Paź, 2007 12:49
| Cytat: | | No tu właśnie nie rozumiem waszego toku myślenia. Czemu Wisleyowi wolno sobie odpuścić, bo kobieta nie chce z nim być, a Tomowi nie wolno? |
A ja nie rozumiem Waszego toku. Wg mnie Wisley moze sobie odpuscic, no bo o co on ma walczyc? O milosc, ktorej nie ma? O kobiete, ktora go nawet nie szanuje? Jane go nie kocha. A Toma kocha. Czyli Tom mial o co walczyc, mial milosc Jane, mial nagrode za starania.
Ktos wczesniej napisal, ze Tom w koncu zrezygnowal z Jane, bo ona powiedziala wyraznie "nie", a przeciez on ma wlasna dume. Czy Wisley tez nie moze miec tej dumy?
Tzn. do samego Toma sie nie czepiam, ze o nia nie walczyl, bo naprawde w ich sytuacji nie wrozylam im wspanialej przyszlosci (Cassandra dobrze okreslila co ich najprawdopodobniej czekalo). Ja sie czepiam, ze nie odczekal az stanie sie samodzielny i wtedy nie staral sie o Jane. No ale to juz bylaby inna historia, wiec tez nie ma o czym mowic .
Gunia - Czw 25 Paź, 2007 13:02
Ja osobiście mam w sobie duże skłonności do nutki szaleństwa, ale jakoś nie są one wystarczające, by pokochać Toma. Jak dla mnie Tom jest po prostu chłopcem, i nie chodzi tu tylko o urodę. Miota się w różne strony, nie umie zdecydować i z trudnością przychodzi mu konsekwencja. Jest idealny na bohatera romansu, ale chyba bardziej nadaje się do zaadoptowania, niż małżeństwa. Wydaje mi się, że jedyną wadą Wisleya było to, że był bogaty, a Tom nie. To go od razu dyskwalifikuje.
Według mnie jest mądry, bo mimo wszystko zauważa i rozumie wiele, a posłuszność wobec ciotki, której zawdzięcza wszystko, trudno mi uznać za wadę. Jak długo ona nie wyrządzała mu krzywdy i pragnęła jego dobra, to po co miał z nią walczyć? Został wychowany w szacunku do niej i tak postępuje. A jednak gdy ona postępuje w jego obecności w zły sposób, to on umie się jej sprzeciwić. Trudno chyba byłoby go uznać za niezależnego, tylko dlatego, że choć ich dążenia byłyby wspólne, to kłóciłby się z nią po to, żeby pokazać swoją niezależność.
Jeśli chodzi o krykieta i tańce, to dobrze rozumiem Wisleya, bo mając świadomość swoich braków i nieumiejętności wolę stać z boku niż wciskać się na scenę, żeby zaprezentować wszystkim żałosne przedstawienie ze mną w roli głównej.
No i powiedzmy sobie szczerze, gdyby on podczas tego spaceru oświadczył się Jane, uznałybyście go za padalca (bo choć wie, że ona kocha innego, to nie umie tego uszanować), lub żałosnego człowieka (bo nie umie postąpić z honorem i nie ma poczucia własnej godności). Według mnie ta scena jest dowodem na to, że ma charakter i to nie tylko dla tego, że sprzeciwił się ciotce, ale przede wszystkim dlatego, że nie stara się wykorzystać sytuacji, tylko jest uczciwy wobec niej i wobec siebie. Jak dla mnie wystarczającym dowodem na jego chęć walki o Jane jest przyjęcie jej ręki po rozstaniu z Tomem. Ja w porównaniu z nim jestem bezdusznym i niewyrozumiałym gadem, bo na jego miejscu co najmniej bym ją wyśmiała po tym wszystkim.
snowdrop - Czw 25 Paź, 2007 13:13
| Loana napisał/a: | | Cytat: | | No tu właśnie nie rozumiem waszego toku myślenia. Czemu Wisleyowi wolno sobie odpuścić, bo kobieta nie chce z nim być, a Tomowi nie wolno? |
A ja nie rozumiem Waszego toku. Wg mnie Wisley moze sobie odpuscic, no bo o co on ma walczyc? O milosc, ktorej nie ma? O kobiete, ktora go nawet nie szanuje? Jane go nie kocha. A Toma kocha. Czyli Tom mial o co walczyc, mial milosc Jane, mial nagrode za starania.
Ktos wczesniej napisal, ze Tom w koncu zrezygnowal z Jane, bo ona powiedziala wyraznie "nie". |
Po pierwsze: Zapominacie o tym, że prawdziwy tragizm ich miłości polegał na tym, że gdyby uciekli i zostali małżeństwem doprowadziliby do biedy i nieszczęścia, może nawet śmierci rodziny Toma. Postapili by niczym ... po trupach do celu. Serce, emocje targają nimi, nie wiedza co robić, ale nie mogą być tacy samolubni i egoistyczni.
Po drugie jaki z Toma Willoughby - on nie zapłodnił wczesniej dziewczyny i wyjechał i zostawił ją samą sobie i dalej pląsał sobie jak gdyby nigdy nic.
Maryann - Czw 25 Paź, 2007 13:16
| snowdrop napisał/a: | | jaki z Toma Willoughby - on nie zapłodnił wczesniej dziewczyny i wyjechał i zostawił ją samą sobie i dalej pląsał sobie jak gdyby nigdy nic. |
Fakt - o niczym takim nam nie wiadomo. Dlatego napisałam, że nie jest tak zakłamany, jak tamten. Jednak jego sposób bycia i postępowanie w pierwszym etapie znajomości z Jane nieodparcie przypomina mi zaloty Willoughby'ego do Marianny.
Loana - Czw 25 Paź, 2007 13:20
Dziękuje Guniu . Super analiza Wisleya, nie zwrocilam dotad uwagi, ze jest AZ TAK fajny .
Co do zachowania wobec ciotki, to jest wg mnie pol na pol. Troche ZA BARDZO byl jej podporzadkowany na co dzien, ale zgadzam sie, ze jak ona zrobila cos sprzecznego z jego pogladami, to potrafil sie jej przeciwstawic. I tez uwazam, ze dobrze zrobil nie oswiadczajac sie Jane, tylko proponujac jej przyjazn - nic dobrego z oswiadczyn nie moglby miec.
Maryann - Czw 25 Paź, 2007 13:23
Dołączam się do Loany.
Guniu
Alison - Czw 25 Paź, 2007 14:29
| Loana napisał/a: | | I tez uwazam, ze dobrze zrobil nie oswiadczajac sie Jane, tylko proponujac jej przyjazn - nic dobrego z oswiadczyn nie moglby miec. |
Mógł mieć przyjaciółkę, która być może kiedyś by go pokochała. Ja cytowałam powyżej historia odnotowała takie przypadki. Ale on poszedł na łatwiznę, nie chciał juz takiej "naruszonej" kobiety, którą rzekomo kochał. Więc i jego miłość nieiwele była warta, skoro dla własnej dumy tak szybko z niej zrezygnował. Tom zrezygnował z poczucia obowiązku i odpowiedzialności za liczną rodzinę. Wisley myślał wyłącznie o sobie.
Proponuję dać se siana, bo będziemy tak grać w te :gąski gąski do domu! do u..ej śmierci To, że mamy tu dwie kanapy pełne pewnych swoich przekonań niewiast już ustaliłyśmy, jest nam na tych kanapach dobrze, to po co jeszcze rączki wysilać i przeciągać tę linę w nieskończoność ?
Maryann - Czw 25 Paź, 2007 14:34
| Alison napisał/a: | | Ale on poszedł na łatwiznę, nie chciał juz takiej "naruszonej" kobiety, którą rzekomo kochał. Więc i jego miłość nieiwele była warta, skoro dla własnej dumy tak szybko z niej zrezygnował. |
Gdyby zrobił inaczej, to postąpił by jak Rett Butler - ożenił się ze Scarlett, bo ją kochał, chociaż wiedział, że on jest jej obojętny. I co ? Nie wyszło...
Alison - Czw 25 Paź, 2007 14:53
| Maryann napisał/a: | [Gdyby zrobił inaczej, to postąpił by jak Rett Butler - ożenił się ze Scarlett, bo ją kochał, chociaż wiedział, że on jest jej obojętny. I co ? Nie wyszło... |
Nie powiedziałabym, że nie wyszło. Jak dla mnie to zakończenie jest otwarte i jeszcze wszystko może się zdarzyć. Rhett odjechał pod wpływem impulsu widząc Scarlett z Ashleyem. Ja tam wierzę w potęgę miłości
Maryann - Czw 25 Paź, 2007 14:59
| Alison napisał/a: | | Rhett odjechał pod wpływem impulsu widząc Scarlett z Ashleyem. |
W filmie - tak. Ale w książce wygląda to na bardziej przemyślaną decyzję.
Ale to temat na inny wątek...
Loana - Czw 25 Paź, 2007 15:05
| Cytat: | | Mógł mieć przyjaciółkę, która być może kiedyś by go pokochała. |
E, to juz byloby malo romantyczne! Jak pokochalaby go, to gdzie jej wielka milosc do Toma?
Zgadzam sie, nie mamy co kruszyc kopii o to, ktory z tych panow jest lepszy, poniewaz kazda z nas jest inna i czego innego oczekuje od mezczyzny. I dobrze, przynajmniej mozemy sie podzielic panami .
Marija - Czw 25 Paź, 2007 15:19
| Loana napisał/a: | kazda z nas jest inna i czego innego oczekuje od mezczyzny. I dobrze, przynajmniej mozemy sie podzielic panami . | Aż tak różnorodnie to chyba nie jest , dostępnych opcji jest niewiele.
Alison - Czw 25 Paź, 2007 15:50
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Rhett odjechał pod wpływem impulsu widząc Scarlett z Ashleyem. |
W filmie - tak. Ale w książce wygląda to na bardziej przemyślaną decyzję.
Ale to temat na inny wątek... |
No tak, u mnie ciągle książka leży przy łóżku i czeka na swoją kolej. Czyli nie mnie się w tym temacie wypowiadać.
Maryann - Czw 25 Paź, 2007 15:53
| Alison napisał/a: | No tak, u mnie ciągle książka leży przy łóżku i czeka na swoją kolej. |
Jak przy łóżku, to znaczy się już blisko...
Anonymous - Czw 25 Paź, 2007 19:26
Dziewczynki takąłdnie piszecie o tym, że Wisley dobrze zrobił, ze mi zostaje się tylko podpisać. MA honor, jest realistą, potraf mieć swoje zdanie nie tylko bo chce być przekorny, ale wypowiada swoje zdanie wtedy i jak trzeba.
Dojrzały mężczyzna
snowdrop - Czw 25 Paź, 2007 19:42
A może zrobimy ankiete, którego bohatera z BJ najbardziej podziwiamy?
1. Tom Lefroy,
2. Wisley,
3. Henry Austen,
4. John Warren,
5. Langlois - wujek Toma
6. Rev Austen - ojciec Jane
Alison - Czw 25 Paź, 2007 19:54
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | No tak, u mnie ciągle książka leży przy łóżku i czeka na swoją kolej. |
Jak przy łóżku, to znaczy się już blisko... |
Owszem bliziutko, ale leży na stosiku chyba 12 książek, które ciągle przekładam i dokładam nowe, które chcę w najbliższym czasie przeczytać Najgorsze jest to, że powinnam teraz czytać zupełnie coś innego, zawodowego, a nie takie tam fju bździu, ale charakter to mam jak Tomek Lefroy i robię najpierw to co przyjemne, a potem potrzęsę sobie trochę portkami
Już rozumiesz czemu się tak lubimy z Tomem?
Alison - Czw 25 Paź, 2007 20:01
| snowdrop napisał/a: | A może zrobimy ankiete, którego bohatera z BJ najbardziej podziwiamy?
1. Tom Lefroy,
2. Wisley,
3. Henry Austen,
4. John Warren,
5. Langlois - wujek Toma
6. Rev Austen - ojciec Jane |
Musiałabym głosować na dwóch. Tom oczywista sprawa i ojciec Jane. Niesamowicie mi się podoba i ta postać, i ten aktor. Ma taką wrodzoną szlachetność w twarzy i całej postawie - nazywa się chyba James Cromwell i powinien się Wam podobać, bo ma ponad 2 metry wzrostu
Maryann - Czw 25 Paź, 2007 20:07
| Alison napisał/a: | charakter to mam jak Tomek Lefroy i robię najpierw to co przyjemne, a potem potrzęsę sobie trochę portkami |
Zaraz, zaraz... Jak to było ? Dwa tygodnie do egzaminu - iii, to strasznie dużo czasu ! Zdążę się nauczyć, jak zacznę jutro, a najlepiej pojutrze. Najpierw skończę tę książkę...
Alison - Czw 25 Paź, 2007 20:09
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | charakter to mam jak Tomek Lefroy i robię najpierw to co przyjemne, a potem potrzęsę sobie trochę portkami |
Zaraz, zaraz... Jak to było ? Dwa tygodnie do egzaminu - iii, to strasznie dużo czasu ! Zdążę się nauczyć, jak zacznę jutro, a najlepiej pojutrze. Najpierw skończę tę książkę... |
Ooo widzę, ze dokładnie wiesz o czym mówię!
Maryann - Czw 25 Paź, 2007 20:13
Od dziecka trenuję, to wiem.
I doszłam w tym do takiej wprawy, że za każym kolejnym razem odczuwam coraz mniejsze wyrzuty sumienia. Kto wie - jak jeszcze trochę popraktykuję, to może całkiem mi miną ?
Alison - Czw 25 Paź, 2007 20:19
| Maryann napisał/a: | Od dziecka trenuję, to wiem.
I doszłam w tym do takiej wprawy, że za każym kolejnym razem odczuwam coraz mniejsze wyrzuty sumienia. Kto wie - jak jeszcze trochę popraktykuję, to może całkiem mi miną ? |
Ja wyrzutów sumienia to nie mam już dawno, ale cykora kiedy zbliża sie krytyczny termin, a potem neverending pretensji do siebie za wrodzoną głupotę, to się jakoś pozbyć nie mogę.
RaczejRozwazna - Czw 25 Paź, 2007 21:51
[quote="Alison"] | snowdrop napisał/a: | A może zrobimy ankiete, którego bohatera z BJ najbardziej podziwiamy?
1. Tom Lefroy,
2. Wisley,
3. Henry Austen,
4. John Warren,
5. Langlois - wujek Toma
6. Rev Austen - ojciec Jane |
Ojciec Jane jest ok., ale ma cos słaby dar przekonywania, bo zoneczka jakos niezadowolona z zycia. Jemu i dzieciom jakos niedostatek nie przeszkadzał...
Tom - wypowiadałam sie wczesniej - czarujący, chwytający za serce - ale - dołaczam sie do Loany i Maryanne - niedojrzały, i nie wiedzący ci chce. Na dluzszą mete nie dałoby sie z takim zyc - chyba ze w zapewnionym przez kogos z zewnątrz (rodzinkę, wujaszka) ciepełku i dostatku. moze, moze
Wisley - ma wnętrze mimo całej "kołkowatości", ale szczerze powiedziawszy nie jest to spójna postac w tym filmie, bo skąd ta nagła przemiana pod koniec?
Henry - alter ego Toma, tylko mniej inteligentny i nie zakochany. No tak, nie staje tez w obronie słabszego, a Tom sie rzuca do pomocy..., ale z drugiej strony podoba mi sie jego stosunek do rodziny i do samej Jane(ten klimat braterskiego czuwania nad nią). Zeni sie z rozsadku wiec postepuje jak Tom, a przynajmniej nie wypowiada wczesniej banaló o bezsensie zycia bez ukochanej osoby
John Warren - wyjątkowo płaska i głupia kanalia pod płaszczykiem świetoszka - gorzej byc nie moze. Scena z krykietem: plus dla Wisley'a w porównaniu z Warrenem. Swoją drogą ciekawe ze najbardziej on własnie namieszał, on, którego Jane lekceważywła, a Tom się nabijał. ironia losu, co?
Wujaszek - no cóż, stary, zrzędzący kawaler, bezduszny sędzia (to mało mi się podoba)ale jednak z poczuciem humoru (rodzinne to?). Nie dziwię się szczególnie ze odmówił Tomowi wsparacia - znał dobrze jego wybryki, a i sam zainteresowany nie nalegał zbytnio na zmianę decyzji
nicol81 - Czw 25 Paź, 2007 22:16
| Alison napisał/a: |
Tom ostatecznie też powiedział, "nie, to nie" nieprawdaż? Tom nie mógł się od razu zdecydować bo kochał namiętniej i więcej miał do stracenia, stawiając na swoim w sprawie miłości. Wisley nic nie tracił. Mimo to oświadczył, że "jest zbyt próżny, by żenić się wiedząc, że nie jest kochany". Dlaczego to Was nie razi? Skoro ją kochał, skoro w tej ostatniej rozmowie uzgodnili, że będą przyjaciółmi, to dlaczego nie wykorzystał tego i spokojnie, w przyjaźni nie dał jej się poznać od tej rzekomo lepszej, ale z nieśmiałości skrywanej, strony?
Charlotte Bronte wyszła za mąż za faceta, który latami całymi ją drażnił i denerwował, ale w końcu zdobył ją swoją wytrwałością, wielokrotnie ponawianymi oświadczynami. Kiedy już w końcu zgodziła się, chyba bardziej dla świętego spokoju i na przekór ojcu, niż z miłości do niego, w małżeństwie okazało się, że był wspaniałym człowiekiem, opiekował się nią czule do końca w chorobie. Małżeństwo było krótkie ale szczęśliwe.
Wisley nie wykorzystał sytuacji, tylko się zmył, bo mu się trochę postarać nie chciało, czyli okazał się drągiem, ale to Was nie razi, bo drąg przynajmniej stoi w jednym miejscu i można go mieć na oku, a taka iskra jak Tom lata jak opętany, wszędzie go pełno i lepiej go pogonić, bo z takim to nie wiadomo na czym się stoi. Tak? |
Mnie nie razi, bo Wisley potrafił z godnością przyjąć porażkę i nie miał do Jane pretensji o jej zachowanie. Miał rację rezygnując z zabiegania o nią, bo on też ma prawo do miłości. A pomógł jej beinteresownie. Gdyby liczył na przyszłe konfitury, nie wypadłby tak dobrze. A tak jest początek pięknej przyjaźni. Tom wiedział, że jego decyzje mają na nią wpływ.
|
|
|