Filmy - Fajny film wczoraj widziałam V
Admete - Pon 26 Cze, 2017 05:40
| ita napisał/a: | | Na pociechę jest jeszcze Bill Nighy |
Zdecydowanie on jest w tym filmie najlepszy. Trifle też uważam, że to rozwiązanie fabularne było durne.
Agn - dobrze w takim razie, że nie poszłam na film.
milenaj - Pon 26 Cze, 2017 07:11
| Agn napisał/a: | Obejrzalam wczoraj Krola Artura.
Badziewie. |
Od seansu, czytam opinie i chyba jestem trochę w mniejszości.
Agn - Pon 26 Cze, 2017 07:46
Jak się uprzeć, to są pozytywy - ładna budowa ciała Hunnama, Jude Law (brat Uthera?), Eric Bana przez 5 minut, ładne widoki, brak Lancelota, brak epatowania ogólnoludzkimi wnętrznościami oraz szczególniebabskimi zewnętrznościami...
Ale...
Do ciężkiej zarazy, czy Guy Ritchie mógłby choć raz nie kręcić miliardowej wersji Przekrętu? Film jest głośny, męczący, z legendy zrobiono bajzel, postacie pojawiają się i nie wiadomo ani skąd, ani kim są, ani dlaczego w sumie pomagają Arturowi (najwyraźniej "bo tak"); okropna aktorka w roli magiczki (nienazwana, ale mniemam, że to Morgana) - oglądane jej sprawiało mi wręcz fizyczny ból; montaż tak poszatkowany, że momentami może się na ekranie dziać cokolwiek, ja i tak nie wiedziałam co, dialogi rodem z dzisiejszego pubu, ciuchy w zasadzie podobnie (łącznie z modnymi czapkami zimowymi), Wikingowie chyba nigdy tak bardzo nie wyglądali jak banda durniów, którzy się tylko pałętają w okolicy nie wiadomo po co, wnerwiająca w którymś momencie muzyka... uchhhh, długo by wymieniać, co mi się nie podobało. Dla mnie strata czasu. Ale wiadomo - Milenaj, dobrze, że tobie się podobało. Nie zmarnowałaś kasy na bilet.
milenaj - Pon 26 Cze, 2017 08:44
Agn, kasę na bilet zmarnowałam przy Mumii.
I może też fakt, że oglądałam ten film jeden po drugim zrobił trochę... Ale...
Z pierwszym akapitem zgadzam się w zupełności. Chociaż Eric Bana, mógłby trochę dłużej pograć, bo tak to raczej był, niż grał. Jude Law był cudny. Tak czarny charakter jaki lubię A Hunnam no moim zdaniem sprawił się całkiem nieźle, chociaż mięśnie nie zaszkodziły.
Mnie się to bawienie legendą podobało, bo ja lubię w sumie chyba wszystkie podejścia. Ostatnia walka była w moim odczuciu na poziomie gry komputerowej, ale nie zepsuło mi to odczucia. Widzisz ja przyjęłam ten montaż, muzykę, i ogólny "Przekręt" z dobrodziejstwem inwentarza.
Czarodziejka w napisach określana jest jako Mag, nie wiem czy to inna wersja Morgany w Legendzie, nie sprawdzałam, a nie pamiętam. Fakt nie była za przyjemna dla oka, ale podkreślało to trochę jej "czarodziejskość" nie była piękna, ale można przy jej atutach zrobić z niej piękność.
No i co mi się odrobinę nie podobało to takie przemieszanie Artura z Robin Hoodem. No charakter to chyba bardziej ten drugi.
Ja się dobrze bawiłam, kasy nie żałuję i w sumie nadal polecam.
Admete - Pon 26 Cze, 2017 12:28
Ja to sobie Excalibur na obejrzę i będzie dobrze - rok produkcji 1981
milenaj - Pon 26 Cze, 2017 13:27
| Admete napisał/a: |
Ja to sobie Excalibur na obejrzę i będzie dobrze - rok produkcji 1981 |
Lubić
Agn - Pon 26 Cze, 2017 14:23
Nie przepadam jakoś za Excaliburem.
| milenaj napisał/a: | | Mnie się to bawienie legendą podobało |
Też lubię zabawę legendą, ale nie w takim wydaniu. Może gdyby zrobił to inny reżyser, a nie Richie.
| milenaj napisał/a: | Czarodziejka w napisach określana jest jako Mag, nie wiem czy to inna wersja Morgany w Legendzie, nie sprawdzałam, a nie pamiętam. Fakt nie była za przyjemna dla oka, ale podkreślało to trochę jej "czarodziejskość" nie była piękna, ale można przy jej atutach zrobić z niej piękność.
|
Nie chodzi mi o jej aparycję, tylko kompletny brak aktorskiej ekspresji i wypowiadanie każdej kwestii na tym samym tonie.
W filmie nie miała imienia, ale że w legendzie o Arturze występuje czarodziejka, więc uznałam, że to Morgana. Choć diabli wiedzą, co reżyser i scenarzysta mieli na myśli.
Aha - w epizodzie David Beckham mówiący cockneyem.
milenaj - Pon 26 Cze, 2017 14:32
| Agn napisał/a: |
Aha - w epizodzie David Beckham mówiący cockneyem. |
Taaak. I podobno było o tym jakoś głośno, co ja kompletnie przeoczyłam. Potem mąż przyjaciółki mi się pytał na fb czy Beckham faktycznie taki drewniany.
A do mnie zanim dotarło, że to on, to było po scenie
Agn - Wto 27 Cze, 2017 22:38
Skoro przeczytałam książkę w ramach klubu czytaczy fantastyki, to w ramach z kolei klubu Harrisona Forda obejrzałam z kumpelą Grę Endera.
Film bardzo ładny wizualnie, z niezłą obsadą i nie tak zły, jak mi to przedstawiano. Oczywiście, że mam sporo zastrzeżeń względem historii filmowej, bo została odarta z "mięska" historii, konflikt moralno-psychologiczny pojawił się dopiero na koniec, a to, co ukształtowało Endera zostało potraktowane tak skrótowo jak się tylko działo (i jeśli ktoś nie czytał książki, to nie poczuje ani zmęczenia bohatera, ani jego wyobcowania, ani tęsknoty za drugim człowiekiem, ani całego tego smaczku i jego tragedii, która w książce stanowi oś historii). Niemniej nienajgorzej mi się to oglądało. Bardzo podobały mi się robale - w filmie były piękne, delikatne, co dało ostatnim scenom dodatkowy wymiar. Bałam się, że będą toporne.
W sumie polecam w ramach rozrywki, choć książka o wiele, wiele lepsza (nawet jeśli seksistowska ).
Deanariell - Śro 28 Cze, 2017 12:19
Mnie się film bardzo podobał, nawet jeśli książka lepsza, to wiadomo, jak trudno jest zrobić dobrą ekranizację i jak rzadko się to udaje. Oglądałam już dwa razy.
Agn - Śro 28 Cze, 2017 12:38
To prawda, ale nie da się ukryć faktu, że to, co najciekawsze (czyli część szkoły bojowej) zostało potraktowane mocno po macoszemu, a to wielka szkoda. Nie wiem, czy czytałaś książkę.
Ale mówię - jako film nie jest to złe.
Deanariell - Śro 28 Cze, 2017 12:58
Czytałam, oczywiście, ale już dość dawno temu. Mam ją jednak gdzieś w domu, więc pewnie za jakiś czas sobie odkopię i chętnie odświeżę. Czytałam też później jeszcze "Mówcę umarłych" i "Ksenocyd", tych dalszych niestety nie...
Pamiętam, że jak przeczytałam "Grę Endera", to ta strona psychologiczna mnie właśnie bardzo zachwyciła. Zgadzam się, że ten cały proces szkolenia został pokazany w filmie w mocno okrojonej wersji, właściwie jedynie zasygnalizowany - te dylematy Endera nie wyglądały na aż tak dramatyczne, jak w powieści, ale szczerze nie mam pomysłu jak mogli to lepiej rozwiązać, żeby film nie przytłoczył widza, bo jednak czytanie książki ma zupełnie inną specyfikę... Ale wiesz, że podsunęłaś mi doskonały pomysł na przypomnienie tekstu - zwłaszcza, że film oglądałam całkiem niedawno w tv.
Admete - Śro 28 Cze, 2017 13:20
Czytałam niedawno książkę, natomiast film widziałam raz i chyba do niego nie wrócę.
ita - Śro 28 Cze, 2017 21:30
Wczoraj oglądałam w TVP Kultura film "Geograf przepił globus". Niestety tak mniej więcej od połowy, bo za późno sobie o nim przypomniałam.
Jakoś mam pecha do tego filmu - kiedyś widziałam tylko początek. Tak więc, został mi jeszcze środek. Liczę na jakąś powtórkę, uwielbiam takie filmy, roboczo je nazywam "o rosyjskiej duszy". To wielkie uproszczenie oczywiście, ale film jest naprawdę wart obejrzenia.
Admete - Czw 29 Cze, 2017 07:52
Widziałam początek, ale ja mam nie po drodze z rosyjską dusza
BeeMeR - Czw 29 Cze, 2017 08:27
| Admete napisał/a: | | Czytałam niedawno książkę, natomiast film widziałam raz i chyba do niego nie wrócę. | Ja do filmu - Gry Endera - też raczej nie wrócę, dalej uważam, że to powinien być miniserial a nie film, tak z 8 odcinków byłoby idealne
Deanariell - Czw 29 Cze, 2017 09:08
| BeeMeR napisał/a: | | dalej uważam, że to powinien być miniserial a nie film, tak z 8 odcinków byłoby idealne |
A z tym się zgodzę.
Agn - Czw 29 Cze, 2017 10:06
Wtedy mieliby możliwość upchnięcia wszystkiego, co w książce istotne. Z drugiej strony obawiam się, że twórcy niekoniecznie by się na tym skupili, tylko nawrzucali do serialu to, co im przyjdzie do głowy, co niekoniecznie miałoby pokrycie z książką.
milenaj - Nie 09 Lip, 2017 10:02
"Volta" wczoraj. Wielkie rozczarowanie. nie polecam absolutnie.
BeeMeR - Czw 13 Lip, 2017 09:06
Światło między oceanami (2016)
Tuż po pierwszej wojnie światowej wyprany z sił życiowych weteran (Michael Fassbender ) dostaje posadę latarnika - w ciszy i samotności dochodzi do ładu sam ze sobą na maleńkiej wysepce. Wyspa - i wszystko inne - jest przepięknie filmowane To takie dość surowe, wietrze piękno
Wkrótce interesuje się nim piękna dziewczyna, pobierają się, Michaś goli wąsa i już robi się z niego kawał seksownego faceta I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że para dwukrotnie traci dziecko i staje się jasne, że własnych dzieci mieć nie będą.
Aż tu morze przynosi im niespodziewanie maleńką dziewczynkę - i co tu zrobić - jak ją zatrzymać? albo oddać? Melodramat jak się patrzy, może nieco ckliwy pod koniec - jednakowoż dobrze mi się oglądało. Lubię MF, lubię Rachel Weisz, piękne zdjęcia także
Szafran - Czw 13 Lip, 2017 10:24
Brrr, "Światło między oceanami" było okropne. O palmę pierwszeństwa najgorszego ubiegłorocznego melodramatu walczyło dla mnie ze "Sprzymierzonymi" z Bradem Pittem;).
Krajobrazy owszem ładne. Ale bardzo niedobry scenariusz, w którym postacie zachowują się coraz bardziej irracjonalnie. I trochę trudno jakkolwiek sympatyzować z bohaterką, która sama pakuje się w taką sytuację, a jeszcze ciągnie za sobą innych i emocjonalnie pogrywa z oddanym mężem. Szkoda mi było świetnej obsady. Ci co znali książkę mówili, że pierwowzór w swoim gatunku bardzo jest przyzwoity. Zamiast się wzruszać, miałam rosnącą ochotę nimi wszystkimi potrząsnąć.
Wczoraj poszłam na "Lady M.". Mam bardzo mieszane uczucia, nie wiem, co do końca o tym filmie myśleć. Sporo tam niejednoznaczności, ciekawej ewolucji postaci, ale z drugiej strony jakieś mocno nagięte motywy czy sceny, które zamiast być dramatyczne, dryfują w stronę śmieszności.
BeeMeR - Czw 13 Lip, 2017 10:45
A mnie się oglądało dobrze - acz chwilami nudnawo
Postaciom miejscami też współczułam - żonie poronień, mężowi że żona wkopuje go w syfną sytuację wbrew jego woli, wdowie utraty męża i dziecka.
Przyznaję, że jako całość nie jest najlepszy Ale jak mam tak, że jak mi się coś wizualnie podoba to mogę wiele innych braków wybaczyć
Większy problem miałam np. z filmem Julia i Julia
Cześć współczesna zupełnie mnie nie zainteresowała i poprzewijałam ją niemal całkiem, skupiając się wyłącznie na części retrospekcyjnej - nie umiem powiedzieć czy interesowała mnie bardziej Meryl Streep czy postać Julii
Szafran - Czw 13 Lip, 2017 10:51
Ta, pozostałe rzeczy dałoby się wybaczyć, gdyby to takie śmiertelnie nudne nie było. W pewnym momencie spoglądałam na zegarek już co kwadrans.
Hihi, z "Julią i Julią" mam tak samo. Dopiero Twój post mi przypomniał, że tam był jakiś wątek współczesny:D:D:D
milenaj - Czw 13 Lip, 2017 16:32
No to ja mam tak samo z tym filmem. Część paryska interesuje mnie dużo bardziej.
"Światło między oceanami" chciałam obejrzeć ze względu na książkę, która to była nawet całkiem dobra. Film mi się masakrycznie dłużył, nużył i nie mogłam na nim wysiedzieć prawie.
Nadrobiłam za to "Zwyczajną dziewczynę" Od czasu "To właśnie miłość" Bill Nighy jest wartością dodaną do każdego filmu na plus.
A i sam film przyjemny, choć zakończenie, no nie takie....
Agn - Czw 13 Lip, 2017 17:22
I ja, kiedy oglądałam J&J miałam podobnie. Wprawdzie obejrzałam uczciwie oba wątki, ale przerywanie mi znakomitych retrospekcji współczesnością w którymś momencie mnie zaczęło irytować.
Merylka boska jak zawsze.
|
|
|